JOANNA ROSTROPOWICZ-CLARK
Polka zwiedza Paryz
czyli marzenia scietych glowy
W
swojej najnowszej ksiazce Skandale minionego zycia znakomicie wladajaca piorem Renata Gorczynska niejednokrotnie
zastanawia sie nad "dziwnymi zbiegami okolicznosci" zarowno
we wlasnym zyciu, jak i losach fascynujacej plejady przedstawionych
tu przez nia historycznych postaci: jej "wspolmieszkancow"
na rue de Seine. Czy jednak przedziwne zbiegi okolicznosci
nie trafiaja sie przede wszystkim osobom z otwarta dla nich
na osciez wyobraznia, czy duchy nie ukazuja sie tym, ktorzy
je lubia? Zostac na polu samemu i w nocy/ T o l u b i e,
rzeklem, t o l u b i e ! - pisal Adam Mickiewicz,
jeszcze bardzo daleko od rue de Seine, gdzie na krotko, pod
obecnym numerem 63, zamieszkal po napisaniu Pana Tadeusza.
"Ilekroc zmieniam adres - czytamy na pierwszej stronie ksiazki - staram sie dowiedziec, dlaczego moja kolejna ulica nazywa sie wlasnie tak, a nie inaczej, jak powstala i kto na niej przedtem mieszkal. To ostatnie jest najbardziej intrygujace. Z niejasnych powodow ciagnie mnie do sasiadow z przeszlosci". Wprowadzajac sie z mezem architektem w 1985 r. do mansardy domu z numerem 31, Renata Gorczynska wiedziala o sasiedztwie z Mickiewiczem, poniewaz kilka lat wczesniej Czeslaw Milosz podprowadzil ja pod tabliczke upamietniajaca obecnosc wielkiego poety w miejscu, w ktorym pozostala po nim jedynie maszynka do parzenia kawy. Nie przypuszczala jednak, jak suto zostanie wynagrodzona za swa pasje tropienia cieniow przeszlosci. Wkrotce ledwie sie mogla od nich opedzic, tak tlumnie ze wszystkich epok, od sredniowiecza po moderne, wylonili sie spod fundamentow nieistniejacych juz zamkow i hotelikow, zza biurek i sztalug i - co wszak obiecuje tytul - spod domyslnych, czesciej nieprawych niz malzenskich, loz.
Jak to bywa z duchami (np. w Weselu), mieszkancy i mieszkanki rue de Seine zjawiali sie w mansardzie znakomitej rozmowczyni poetow i artystow (patrz Podrozny swiata i Rozmowy paryskie) nie baczac na historyczna chronologie czy range ich slawy. "Ulica staje sie w mojej wyobrazni rodzajem wspolnego pokoju ponad pokoleniami". Prawda, jak pieknie? Nie pytajmy wiec, czy to ona, czy oni decydowali o kolejnosci audiencji, z ktorych zapewne nie wszyscy byli zadowoleni, poniewaz egzorcystka traktowala ich podlug wlasnych kryteriow, artystycznych przede wszystkim, choc i po trosze moralnych. O tym, ze na pierwszy ogien poszla para Amerykanow, Isadora Duncan i jej brat Raymond, zdecydowalo wlasne podworko, na ktorym autorka odkryla cztery koszmarne, jej na pewno slusznym zdaniem, plaskorzezby udajacego Greka Raymonda. Wobec beztalenci Renata Gorczynska jest bezlitosna: "... postac pasterza z trudem miesci sie w przeznaczonej dla niej przestrzeni, metr dwadziescia na metr dwadziescia. Poniewaz rzezbiarz zle rozplanowal kompozycje, jego bog-artysta siedzi z plecami zgietymi w kablak, z czaszka wbita w gorna krawedz plyty. (...) Na szczescie milczy ten Apollo czy Orfeusz paryskiego podworka, a jesli o czyms marzy, to o rozprostowaniu kosci".
Portret jego siostry, "boskiej Isadory", nie wypada tu o wiele lepiej, choc namalowany jest z frapujacymi szczegolami, pysznymi dygresjami i swada jezykowa, ktora jest znakiem firmowym Renaty Gorczynskiej; jej dowcip malo ma sobie rownych w najnowszej polskiej literaturze. Mam jednak ochote troche bronic przedwczesnie postarzalej, tyjacej, coraz komiczniejszej w swoich scenicznych "aerobikach", uduszonej wlasnym szalem tancerki-amatorki przed werdyktami i jej mlodocianych kochankow (wraz z wiecznie pijanym mezem Jesieninem), i krytykow z konca wieku, w ktorego poczatek wniosla powiew nowosci i kobiecego buntu przeciwko doslownym i przenosnym gorsetom. Po jej wystepie w Warszawie moja babcia wyrzucila raz na zawsze fiszbiny.
Staje takze w obronie najblizszej sasiadki autorki z rue de Seine, George Sand, zapewne takze nieudanej artystki, ale bardzo inteligentnej publicystki i oredowniczki praw kobiet w czasach, kiedy pisanie powiesci bylo jedyna dostepna dla kobiet praca umyslowa - za zgoda meza na publikacje. Cenie ja ponadto za entuzjastyczny artykul o Dziadach Mickiewicza, w ktorym stawia go na rowni z Goethem i Szekspirem. I o niej pisze Renata Gorczynska, ze zanadto lubila mlodszych od siebie i watlych mezczyzn. Widzi ja w wyobrazni, jak wbiega wraz z chuderlawym kochankiem (jednym z krotkotrwalych poprzednikow Chopina) po znanych jej stromych schodach, jak oboje "pospiesznie zrzucaja ubrania i przewracaja sie na loze malzenskie Chatironow", czyli cudze, jak potem rozbudza w nim "krancowe emocje, ktorym towarzysza lzy, krzyki i smiech". Prawie bezseksualny zwiazek Sand z Chopinem trwal siedem lat i kto wie, czy bez jej troskliwej opieki kompozytor nie umarlby wczesniej (tak sadzi Tad Szulc w ksiazce Chopin w Paryzu).
Lozkowe igraszki George Sand, czyli Aurory z domu Dupin, sa niczym w porownaniu z krolewskimi namietnosciami wladcow Francji, ich malzonek i dworzan. Na przyklad Malgorzata Valois (1555-1615), odtracona zona Henryka IV, ktora pod koniec zycia kazala sobie wybudowac palacyk przy rue de Seine, slynela z podrywania wprost z ulicy mlodych mezczyzn, ktorym potem scinano glowy. Nie wszystkie sciete glowy kochankow wielkich paryskich dam byly anonimowe. Ksiezna Henrietta de Cleves trzymala zabalsamowana glowe ukochanego Annibala Coconato w swojej sypialni. Stracil zdobna w ciemne do ramion wlosy glowe takze piekny 22-letni Cinq-Mars, kochanek brzydkiej Marii Ludwiki. "Odnosze wrazenie - pisze autorka - ze odrabane glowy byly zbiorowa mania Francuzow. Nic dziwnego, ze gilotyna zostala skonstruowana w Paryzu". Siedzial przy tej gilotynie Jacques-Luis David, tez sasiad, i szkicowal odcinane glowy niedawnych przyjaciol.
Podziwiajac malowniczy, rebeliancki (szkola Boya?) styl autorki, podziwiam takze jej solidna znajomosc historii Francji. Nie wiem, czy patrzy na nia przez pryzmat terazniejszosci, czy odwrotnie, ale to, co widzi wokol siebie w Paryzu lat 80. minionego wieku, nie nastraja na nute la duce France albo gai Paris. Jej maz Andrzej Gorczynski haruje nad realizacja projektu slynnej Piramidy nowego Luwru, ktorej jest wspolautorem, choc wszystkie laury zbierze jego amerykansko-japonski szef I.M. Pei. Wokol projektu szaleje burza protestow ze strony obrazonych na cudzoziemszczyzne Francuzow. Sam Pei budzil podziw, ale nie sympatie. "Niestety - pisze autorka - odnosilam wrazenie, ze nie wiedzac o tym, [Andrzej] jest koniem Bokserem z Farmy zwierzecej Orwella. Przez prawie cwierc wieku Pei byl jego jedynym pracodawca i zostalby nim pewnie do dzis, gdyby nie nastapila katastrofa wskutek zmeczenia materialu".
Nie bylo tez wesolo na ulicach miasta, obstawionych brygadami antyterrorystycznymi, poniewaz co i raz w zaludnionych magazynach i biurowych klozetach wybuchaly bomby. W przeciwienstwie do dawno minionych skandale obecnego zycia pozbawione sa twarzy i charakteru. W poblizu Pont-des-Arts autorka mija wylegujace sie na trawce gromady gejow, nagich, "jesli nie liczyc wrzynajacego sie w poldupki sznurka czy lancuszka, ktory podtrzymuje skorzany woreczek na genitalia". Czuje sie wtedy, jakby nalezala "do wstydliwej mniejszosci seksualnej".
Ta dygresja o dzisiejszych paryskich tarlach homoseksualnych znajduje sie miedzy kartkami poswieconymi dwom wielkim bardom grzechu ze srodka i konca XIX wieku: Charlesowi Baudelaire'owi i Oskarowi Wilde'owi, ktory umarl w Hotelu Alzackim na rue de Seine. Oskar Wilde, choc autorka podsmiewa sie z jego nenufarowego estetyzmu ("wolalabym lunapar"), budzi jej sympatie jako ofiara cynizmu i okrucienstwa, a takze jako autor ulubionej w dziecinstwie przez Andrzeja Gorczynskiego basni Szczesliwy ksiaze, o zmarlym z lojalnej milosci do posagu ptaku. Lojalnoscia (bedaca dodatkiem do wielkiego talentu) odznaczal sie chyba najbardziej przez Renate Gorczynska ulubiony sasiad, Jean Simeon Chardin (1699-1779). Wielbiciele malarstwa, jesli nawet nie interesuja ich "skandale", przeczytaja z uznaniem opisy martwych natur, scen rodzajowych i slynnych pendants autora Kredensu i Plaszczki. Renata Gorczynska jest pisarka angazujaca w swoja sztuke wszystkie zmysly: sluch, wech, ale przede wszystkim wzrok. Stad jej zachwyt, ze "Chardin potrafil stworzyc mikrokosmos malujac dwa ogorki, peczek marchewek i glowke kapusty na tle garnczka".
Nie wymieniam tu wszystkich lokatorow ksiazki, aby zostawic nieco niespodzianek dla czytelnikow. Jej ostatnie kartki Renata Gorczynska poswieca mezowi, ktory zmarl nagle 5 pazdziernika 1991. Jesli mysl o nim towarzyszyla jej w tych wedrowkach do minionego czasu, to ich zapis przeczy jej wlasnemu zdaniu, ze wielka sztuka zwalnia nas, chocby na chwile, od nieznosnej rzeczywistosci.
------------------------
Renata Gorczynska, Skandale minionego zycia.
Wydawnictwo Krakowskie, Krakow 2001, s. 213, cena 12 dol.
plus 8,25% NY tax i 6 dol. porto w przypadku zamowienia z
wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |