CZESLAW KARKOWSKI
W epoce ekranow
O malarstwie Jerzego Kubiny
"To jest jedwab pokryty plynnym plastikiem, ktory daje taki polysk - mowi Jerzy Kubina prezentujac jeden ze swych obrazow. Spora ich liczbe trzyma w swoim mieszkaniu-pracowni na Williamsburgu. - Od dziesieciu lat pracuje na jedwabiu. Teraz zaczynam wprowadzac takie czarne tasmy, naklejam je na plotno, tworzac kontury, ksztalty jako podstawe przyszlego obrazu. Jest to rzecz nie malowana, a konstruowana. Staram sie znalezc swoisty dialog miedzy organiczna forma, ktora jest - powiedzmy - ludzkie cialo, a pewna konstrukcja".
Po raz pierwszy chyba zobaczylem prace Kubiny na czyms, co wydawalo mi sie plyta pleksiglasowa (a bylo w istocie jedwabiem pokrytym specjalna substancja) w galerii Stefania na East Village. Byly to niezwykle piekne, w zielonych tonach utrzymane kompozycje. Porywajace.
To bylo pare dobrych lat temu. Bardzo rzadko mozna zobaczyc obrazy artysty gdziekolwiek poza jego studiem. Sa to dziela z reguly duze - Kubina ma w ogole sklonnosci do monumentalizmu - czesto ukladane w ciagi albo w sekwencje, jak dyptyki czy tryptyki. Niewygodne wiec do transportu, zwazywszy jeszcze na trudnosc, jaka stwarzaja niezmiernie waskie schody prowadzace do mieszkania-pracowni na najwyzszym pietrze niewielkiego, wolno stojacego domu na Williamsburgu. Ale najwazniejszy powod, dla ktorego wlasciwie nie ogladamy tych znakomitych prac (poza rzadkimi okazjami, jak wystawa na otwarcie Galerii "Kuriera Plus" na Greenpoincie czy obecnie w 450 Broadway Gallery, lezy gdzie indziej; w osobowosci artysty.
Kubina, mezczyzna o sepim profilu i bujnych "artystycznych" wlosach z licznymi pasemkami siwizny, sprawia wrazenie szalenie niesmialego, malo zaradnego jesli chodzi o propagowanie wlasnej tworczosci. Wlasciwie wyglada na pogodzonego z tym, ze tworzy dla siebie, bowiem nie jest w stanie zadbac o rozreklamowanie i sprzedaz swoich dziel. Wie tez, ze nikt za niego tego nie zrobi. Jego plotna sa zbyt duze, aby moc je wozic z wystawy na wystawe, a chodzenie po galeriach, wedrowka z przezroczami tez wyraznie mu sie nie usmiecha. Nienawidzi przekonywania ludzi, ze warto, ze jest dobry, zeby wzieli i sprobowali. Poza tym zniechecil sie paroma doslownie nieudanymi probami, kiedy wystawy w galeriach - zle zorganizowane i zlekcewazone przez wlascicieli - ani nie przyniosly specjalnego oddzwieku, ani materialnych korzysci.
Z Polski, gdzie studiowal w krakowskiej Akademii Sztuk Pieknych, przyjechal do Nowego Jorku pod koniec lat osiemdziesiatych. Krotko po przyjezdzie poznal Henryka Bachmana, kolekcjonera sztuki wspolczesnej, ktory wtedy mial hotel w Paterson, NJ. Bachman dal mu cale pietro starego hotelu Hamilton do dyspozycji; w dawnej sali balowej z przyleglymi pomieszczeniami Kubina urzadzil sobie rodzaj studia. W tym ogromnym pomieszczeniu zaczal robic wielkie instalacje. Mieszkal w pokoiku na gorze, na dole byla stolowka, w ktorej serwowano polskie obiady, hotel zajmowali ludzie korzystajacy z zasilkow spolecznych. Cala atmosfera tego budynku byla dlan niezmiernie inspirujaca. Tam mogl rozwinac skrzydla. Majac tak olbrzymia powierzchnie do dyspozycji zaczal robic monumentalne dziela, na przyklad wielkie trojwymiarowe konstrukcje wypychajace plotno do granic wytrzymalosci.
Wtedy zaczal rozgladac sie za jakas galeria, zeby pokazac to, co robi. Znalazl na Manhattanie piekna galerie przy 14 Ulicy, prowadzona przez dwoch mlodych Francuzow, braci. Zalozyli te galerie z mysla o jakichs bardzo awangardowych przedsiewzieciach, a zarazem z klasa i smakiem. Ich ambicja bylo pokazac Amerykanom, jak sie w Europie promuje sztuke. Byli zarazem niezmiernie przebojowi, na przyklad na calej stronie "New York Timesa" publikowali ogloszenie, na co zadna inna galeria w Nowym Jorku nie mogla sobie pozwolic; kazdej wystawie u nich towarzyszyl wspaniale wydawany katalog. Mieli olbrzymie zaplecze finansowe dzieki ojcu, ktory byl jednym z najwiekszych handlarzy antykami we Francji.
Galeria nazywala sie Prisunic. Rozpoczal wspolprace z nia w 1989 r. Zrobil tam sporo performances, bracia nagrywali je na wideo.
Niestety, dlugo to trwac nie moglo. Galeria zakonczyla dzialalnosc, gdy ojciec wstrzymal fundusze i zazadal od synow powrotu do Paryza i przylaczenia sie do rodzinnego biznesu. Namowili Kubine na wyjazd z nimi. Wzieli czesc jego prac, przetransportowali je do Paryza, gdzie przez rok Kubina zyl i pracowal. Bylo to w latach 1991/92. Eskapada ta zakonczyla sie wystawa instalacji podlogowej skladajacej sie z mnostwa drewnianych pudelek przeksztalconych w "biblioteke kurzu". Ale wystawil tez i obrazy na plotnie.
Wpierw jest jedwab, potem sa roznego rodzaju media - srodki, ktorym sie posluguje. Na jedwab najczesciej naklada plynny plastik, ktory mozna nastepnie zrywac, wskutek czego powstaja rozmaite, nierownomiernie ulozone warstwy, faktura materialu staje sie chropowata, ujawniajaca coraz to glebsze poklady. Powstawac one moga w rozny sposob - od noza, ktorym mozna nakladac ow plastik, albo po prostu dzieki nalozeniu kilku warstw. Kiedy przystepuje do pracy nad nowym dzielem ma pewna koncepcje, ale nad rozumowym projektem dominuja emocje, stad tez cala struktura pracy nie jest do konca przemyslana i okreslona. Artysta jest emocjonalnie przygotowany, aby podjac dialog z dzielem, jak powiedzmy, w przypadku "Brooklyn Windows". Interesuje go warstwowosc dziela, warstwowosc rzeczywistosci, zjawisko, w ktorym cos jest za czyms, jak warstwy tynku, jak zrywanie tapet...
Farbe w wiekszosci przypadkow naklada na ow jedwab. Malarstwa jako takiego - z uzyciem blejtramu, farby i pedzla - juz dawno nie praktykuje. Stosuje takze techniki mechaniczne, jak na przyklad przetarcia papierem sciernym, aby uzyskac odpowiedni efekt barwny.
Po nalozeniu warstwy plastiku osiaga niezwykla przezroczystosc materialu. W rezultacie jest on nie tylko przepiekny, mocny i trwaly, lsniacy i polyskliwy, ale przez nakladanie nan kolejnych warstw pozwala na duzo odkryc - zaskakujacych, niekontrolowanych. Element niespodzianki jest dla Kubiny ogromnie wazny, bo artysta nie do konca panuje nad warsztatem, nad procesem tworczym. Sa tworcy, ktorzy wszystko starannie planuja od poczatku do konca i nie akceptuja zadnej przypadkowosci. Inni, jak wlasnie Kubina, zawsze dopuszczaja element przypadku, kiedy w procesie tworzenia saczy sie w dzielo cos zupelnie niespodziewanego, nieoczekiwanego. Jest to dlan poszukiwaniem nowych form, zaskakujacych zestawien, nieprzewidzianych sytuacji, zgoda na przygode - sztuki, tak jak zycia, nie da sie ulozyc i uporzadkowac wedlug z gory powzietych zamierzen...
Jedwab stanowi zatem nie tylko podklad, warstwe obojetna, ktora dopiero wypelni sie zyciem. Jest pierwszym pokladem skomplikowanej struktury dziela.
"Na material ten nakladam roznego rodzaju media, najczesciej plynny plastik. Potem plastik moge zrywac, wskutek czego powstaja rozmaite faktury. Powstawac moga w rozny sposob. Mam pewna koncepcje, nad ktora dominuja emocje, ale cala struktura pracy nie jest do konca okreslona. Emocjonalnie jestem jednak przygotowany, aby podjac dialog z tym dzielem" - mowi Kubina i podaje przyklad wspomnianej pracy "Brooklyn Windows", pokazuje obraz utrzymany w cieplej, brazowej tonacji. Podobnie jest w calej serii twarzy; wlasciwie to juz nie twarze, prawie jakies plamy, ich brak wyrazu, anonimowosc jest przerazajaca, rysy juz wlasciwie zatarte. To odejscie od wygladu twarzy czy glowy, sa tylko rozplyniete, nierozpoznane kontury.
Proces powstawania dziela jet dlugi i zmudny. Jego obrazy wymagaja wielu warstw, ktore sie nawzajem nakladaja, przenikaja.
"Nad obrazem spedzam zwykle okolo roku. Z tym ze nie maluje jednego, tylko kilka naraz, przechodze od jednego do drugiego, wracam do zaczetych dziel, rozpoczynam nastepne przedsiewziecia"...
Jego prace maja troisty jakby charakter: na jednych delikatne, miekkie kontury lagodnie zacieraja sie, barwne plamy przechodza niezauwazalnie jedne w drugie, tworzac efekt rozplywania sie ksztaltu na plaszczyznie dziela; na innych ksztalt wylania sie, jakby wychodzil z obrazu, wyroznial sie z tla, z ktorego stara sie wydobyc; wreszcie trzeci rodzaj, to na poly geometryczne konstrukcje, ktore przytlumione rozproszonym swiatlem (chocby swietlistym jedwabiem) zatapiaja sie jak we mgle, jak w powietrzu nasyconym woda.
Kubina naklada warstwe za warstwa. Praca ta przypomina nieco stary proces malarstwa laserunkowego czy malarstwa na desce, kiedy podstawe (plotno czy deske) trzeba bylo starannie przygotowac, zanim mozna bylo polozyc na niej farbe. U Kubiny jest podobnie, tyle ze posluguje sie on juz nowoczesniejszymi technikami, wspolczesnymi materialami. Stworzenie gotowego dziela przy takich warunkach wyjsciowych wymaga ogromnej pracy i dyscypliny. Trzeba nad plotnem pracowac bardzo ostroznie, albowiem jeden blad niweczy calosc. Kazdy ruch musi byc bardzo przemyslany. Popelnionego bledu nie mozna zamalowac czy wytrzec, aby zrobic zmiane. Technika ta nie dopuszcza poprawek. Raz wykonany ruch pozostaje na plotnie na zawsze. Warstwy, ktore sie nakladaja jedna na druga, buduja te niepowtarzalna jakosc skonczonego dziela, ktore u Kubiny jest niezwyklej pieknosci.
Jerzy Kubina uwaza, ze klasyczna forma powstawania przekazu artystycznego, z malarzem tworzacym obraz na plotnie, wyczerpala sie. Ale jednak jakas podstawa zostala, skoro i on ja praktykuje. Twierdzi jednak, ze musi wyjsc poza tradycyjne elementy, by znalezc nowe zrodlo ekspresji. A takim jest dlan niewatpliwie jedwab. Przynosi mu on nowy wymiar doswiadczenia, jakiego nie daje "plaskie" plotno. Jedwab pozwala osiagnac efekt glebi, ekranowosci. Zyjemy przeciez w epoce ekranow, nasz kontakt z rzeczywistoscia w duzej mierze dokonuje sie dzis poprzez ekran. Obraz na nim odsyla do jakiejs innej rzeczywistosci, ujawnia w sposob najbardziej jaskrawy "warstwowy" charakter naszego kontaktu ze swiatem; za pewnym obrazem kryje sie dalszy i dalszy. Dla Kubiny istotna jest wiec potrzeba znalezienia ekranu - kinowego, jak na wielu jego plotnach, lub telewizora czy komputera, jak na plaszczyznach powlekanych plastikiem.
Od niedawna zaczal malowac z natury, wczesniej natomiast tworzyl glownie z wyobrazni. Zarazem jednak znalazl nowa fascynacje - naklejanie czarnych paskow na plotno zamiast pociagania linii po prostu weglem czy farba. Poniewaz ma sklonnosc do pogrubiania powierzchni, ale nie naklejania niczego na niej, jak to robilo i robi wielu wspolczesnych tworcow, przeto tasma doskonale sluzy temu celowi. Przeksztalca obraz troche w rzezbe, nadaje dzielu charakter konstrukcji, a zarazem pozwala na zachowanie klasycznych ksztaltow przedstawianego obiektu.
Nie tworzy abstrakcji jako takich. Lubi obrazy narracyjne, opowiadajace o czyms. Stwarza wiec nie tylko pewien swiat przedstawiony na plotnie, ale buduje tez ciagi narracyjne, jego obrazy ukladaja sie w jakies serie, dopelniaja sie, tworza calosc dopiero po zlaczeniu fragmentow. Na pewno zadecydowal o tym wzglad praktyczny. Poniewaz zawsze - jak mowi - pociagal go monumentalizm, totez jego dziela sa skladane takze i dlatego, ze po prostu nie mieszcza sie w calosci w pracowni.
Po przyjezdzie z Paryza musial wlasciwie wszystko zaczynac od poczatku. Henryk Bachman stracil hotel, Kubina nie mial dokad wracac. Pozrywaly sie wszystkie kontakty, a jeszcze do tego powaznie sie rozchorowal.
Zaczal wiec od nowa. W Nowym Jorku zrobil instalacje w ogrodku galerii Stefania na East Village. Po tych wszystkich przejsciach najwazniejsze jednak bylo znalezienie pracy, ktora zapewnialaby utrzymanie. Dzis pracuje dla projektantow wnetrz. To zajecie pochlania mnostwo czasu, ale zawsze musi miec wolna chwile na malowanie. Nie chce dac sie pochlonac bez reszty pracy zarobkowej. Na pewno mialby wiecej pieniedzy, ale zostaloby mniej czasu na malowanie. W wolnych chwilach w swojej pracowni na Williamsburgu tworzy znakomite dziela, maluje je powoli, cierpliwie, wiedzac, ze pospiech moze zniweczyc koncowy efekt. Nie ma juz czasu na promocje wlasnej sztuki, na chodzenie po galeriach z obrazami, poza tym jest to uciazliwe i przygnebiajace. Woli wiec zacisze pracowni, gdzie w pelni panuje nad "swoja" rzeczywistoscia.
Kiedys ten czas swoistego "ukrywania" dziel w ciasnej, choc slonecznej pracowni musi sie skonczyc. Kubina potrzebuje jednej pelnowymiarowej wystawy, aby jego oryginalne dziela, subtelna estetyka i swietnie opanowany warsztat mogly zaistniec w nowojorskim swiecie sztuki.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |