PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (3 maja 2002)


ANDRZEJ POMIAN

Moje przyjaznie i znajomosci
w Rozglosni Polskiej w Monachium

Juz w roku 1791 wkrotce po uchwaleniu 3 maja uchwaly rzadowej, czyli konstytucji, Franciszek Karpinski, jeden z najwybitniejszych owczesnych poetow polskich, napisal dwa slawiace ja wiersze, do ktorych dopisano muzyke oparta na motywach popularnych wtedy oper. Ze nie bylo to tylko chwilowe uniesienie, lecz ocena, ktora miala stac sie trwala, swiadczy m.in. pozniejsza o pare dziesiatkow lat piesn "Witaj majowa jutrzenko", ktorej refren brzmial: "Witaj maj, piekny maj, Dla Polakow blogi raj!". Muzyke do niej mial podobno ulozyc mlodociany Fryderyk Chopin. Spiewano ja potem powszechnie.

Totez dobrze sie stalo, ze wlasnie dzien 3 maja wybrano na date otwarcia w Monachium w roku 1952 Rozglosni Polskiej Radia Wolna Europa. Poprzednio istniala ona w Nowym Jorku, ale dopiero rozglosnia monachijska spelniala calkowicie swoje zadanie obiektywnego informowania kraju i wplywania na postawe spoleczenstwa polskiego. Organizatorem jej i pierwszym wieloletnim dyrektorem byl Zdzislaw Jezioranski, "Janek", Jan Nowak. On to dobral jej pracownikow sposrod najlepszych polskich dziennikarzy i publicystow w Londynie i czesciowo w Ameryce i on to zapewnil jej znaczny zakres niezaleznosci od dyrekcji amerykanskiej.

Poznalem go w podziemiu w roku 1942 lub 1943. Obaj wowczas sluzylismy w Wydziale "N" Biura Informacji i Propagandy Komendy Glownej Armii Krajowej w Warszawie. Szefem tego wydzialu, jak i potem takze dwoch innych, byl Tadeusz Zenczykowski - "Kowalik", "Nalecz", pozniejszy zastepca Nowaka w Monachium i moj bardzo bliski przyjaciel. "Janek" zajmowal sie przerzutem i kolportazem materialow antyniemieckich "N" na ziemie przylaczone do Rzeszy i czesto wyjezdzal za granice ze specjalnymi zadaniami. Ja w czerwcu 1943 zostalem przeniesiony do Wydzialu Propagandy Biezacej (prasowej) i objalem stanowisko zastepcy jego szefa, a we wrzesniu - szefa.

Pamietam "Janka" jako niestrudzonego, pomyslowego, sprawnego, bardzo odwaznego zolnierza AK, ryzykujacego zycie bez wahania. Bral udzial w powstaniu warszawskim, obslugujac radiostacje nadawcza AK "Blyskawica". Po powstaniu wsrod ogromnych niebezpieczenstw przedostal sie wraz z zona Jadwiga z Wolskich przez Niemcy do Szwajcarii i przeniosl niezwykle cenne dokumenty.

Jako szef Rozglosni Polskiej w Monachium odznaczal sie dobrym wyczuciem sytuacji. Wladal piorem doskonale. Pisal jasno i wyrazal swoje poglady bardzo wyraznie. Wiele mu zawdzieczam. Gdy po przyjezdzie do Ameryki znalazlem sie bez pracy zarobkowej, dal mi posade korespondenta waszyngtonskiego rozglosni. Gdy z koncem roku 1973 biuro nowojorskie RWE uleglo calkowitej likwidacji, Nowak przeniosl mnie jako pracownika etatowego do Monachium. Traktowal mnie po kolezensku. Zabiegal pozniej o przyznanie mi emerytury w RWE.

Do moich najblizszych przyjaciol osobistych w Monachium nalezal Andrzej Czyzowski. Od chwili, gdy tam sie pojawilem, otaczal mnie swoja opieka. Zapoznal mnie z praktycznymi warunkami zycia. W chwilach wolnych od zajec obwozil mnie swoim samochodem po Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wyswiadczal mi rozmaite grzecznosci. Znaczna czesc wojny spedzil w Szwajcarii jako internowany tam zolnierz 2. Dywizji Strzelcow Pieszych gen. Prugara-Kettlinga. Tam tez studiowal. Byl bardzo inteligentny. Znal doskonale miejscowe stosunki. Umial pisac bardzo dobrze. Nie lubil sie jednak wysilac. Spelnial swoje obowiazki sluzbowe. I to wszystko. Porownywal sam siebie do krola Egiptu Faruka. Byl jak on okragly, choc znacznie wyzszy. Lubil przede wszystkim dobre zycie, zwlaszcza smaczne i obfite jedzenie. A szkoda. Mogl byc z niego bardzo dobry pisarz-publicysta. A stal sie tylko dobrym kolega i towarzyszem.

Wysoko cenilem w Monachium Pawla Zarembe. Prowadzil w rozglosni cykl wykladow z historii dwudziestolecia miedzywojennego na bardzo wysokim poziomie. Umial pisac jasno, a jesli trzeba - i ozdobnie. Byl dobrym kolega. Darzyl mnie przyjaznia. Niestety, zmarl przedwczesnie. Dom Pawla, prowadzony przez jego zone Joanne, byl moja glowna przystania.

Z kilkoma kolegami-przyjaciolmi nalezalem do grupy, ktora interesowala sie praca calego zespolu, dbala o nalezyty uklad stosunkow pomiedzy nim a dyrekcja. Byl w niej moj niezawodny przyjaciel Jan Mierzanowski, najpierw szef produkcji, a nastepnie finansowy rozglosni. Dbal zawsze o dobro pracownikow i byl smialy w wyrazaniu swoich pogladow. Jego zona Danuta, byla wiezniarka sowiecka, kobieta w calym slowa tego znaczeniu piekna, obdarzona bardzo ladnym glosem, wystepowala nieraz przed mikrofonem. Bralem z nia pare razy udzial w dyskusjach radiowych.

Wybitnym czlonkiem grupy byl Tadeusz Chciuk-Celt, ktory w czasie wojny najpierw zajmowal sie przerzutem ochotnikow do wojska we Francji przez Karpaty na Wegry. Przedostawszy sie na Zachod odbyl pare razy podroz do okupowanego kraju jako rzadowy kurier-emisariusz. Byl to prawdziwy "pistolet", choc na niego nie wygladal. Jako zrzutek-spadochroniarz wystrzelal wraz z trzema kolegami, wzorujacych sie na nim, caly patrol niemiecki, ktory ich wzial po ladowaniu do niewoli. W Monachium prowadzil dzial spraw wsi, a znal sie na tym znakomicie.

Wspolpracowal blisko z nami znany pisarz mego pokolenia - Tadeusz Nowakowski, m.in. autor wstrzasajacych wspomnien obozowych Szopa za jasminami. Gdy po ogloszeniu jednej z powiesci wszedl na sale Ogniska w Londynie, czolowy publicysta emigracyjny, dramaturg, powiesciopisarz i eseista Zygmunt Nowakowski, niegdys aktor teatralny, ktorego widzialem na scenie w Krakowie w roku 1927 w glownej roli w tragedii Slowackiego Ksiaze Niezlomny, a ktorego prawdziwe nazwisko brzmialo: Tempka, powital go stentorowym glosem: "Mow do mnie wuju", tak jak w Potopie pan Zagloba zwracal sie do Rocha Kowalskiego, niby do swego siostrzenca.

Czlonkiem naszej grupy byl takze inny publicysta radiowy - powiesciopisarz i poeta Wiktor Troscianko, prawnik jak ja, ktorego poznalem podczas wojny w Warszawie. W Monachium pisywal swietne, ciete satyry na rezym komunistyczny w Polsce.

Gdy przyszedlem po raz pierwszy w Monachium do przydzielonego mi pokoju sluzbowego, zastalem juz tam ksiedza Tadeusza Kirschke, w latach wojennych kapelana wojskowego, ktory przebywal przez pewien czas w obozie jenieckim dobrowolnie, aby byc razem ze swoimi zolnierzami. Dostal sie nastepnie za udzial w konspiracji do obozu koncentracyjnego i uniknal szubienicy w ostatniej chwili, gdy sie rezym hitlerowski juz rozpadal. Powiedzialem mu zartobliwie: "Przez cale zycie bylem antyklerykalem, a teraz mam dzielic z ksiedzem jeden pokoj". Kirschke sie rozesmial. Wkrotce stalismy sie bliskimi przyjaciolmi i spedzilismy na rozmowach niejedna godzine po zajeciach radiowych. Wspominam go zawsze ze wzruszeniem.

Do kolegow bliskich mi w Monachium zaliczalem Ludwika Lubienskiego, przedtem we Wloszech adiutanta gen. Andersa, a w Rozglosni Polskiej - szefa produkcji po Mierzanowskim. Bardzo dobre stosunki utrzymywalem z zastepca Nowaka - Michalem Gamarnikowem i jego zona Danuta. Michal byl doskonalym znawca spraw gospodarczych. Ogromnie pracowity i wydajny, byl pomocnym, zyczliwym kolega i dobrym towarzyszem. Do osob mi bliskich zaliczalem rowniez Tadeusza Podgorskiego i jego zone Nine. Tadeusz zajmowal sie sprawami robotniczymi. Pracowal szybko i fachowo.

Bardzo dobre stosunki laczyly mnie z wicedyrektorem Karolem Wagnerem (Pienkowskim), ktorego poznalem jeszcze w Londynie. Kierowal wtedy w BBC Radiem Polskim, ktoremu nadal te nazwe, aby odroznic je od przedwojennego Polskiego Radia. Prowadzil nastepnie audycje polskie w Radiu Madryt, skad przeszedl na dyrektora biura Radia Wolna Europa w Nowym Jorku, a w koncu - do Monachium. Byl swietnym przedwojennym spikerem w Warszawie. Pisal doskonala polszczyzna. Znal znakomicie historie i literature polska. Wladal biegle kilkoma jezykami obcymi. Poprawial teksty jezykowo i rzeczowo. Czasem zanadto je wygladzal, odbierajac im charakter indywidualny. Byl ogromnie pracowity i przesiadywal dlugo w biurze. Koledzy z niego zartowali, ze gdy nie mial juz skryptow do poprawiania, bral do reki londynski Dziennik Polski i korygowal pilnie jego teksty. Byl czlowiekiem wielkiej kultury. Orientowal sie bardzo dobrze w sprawach politycznych. Nalezal do najinteligentniejszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkalem.

Wybitnym radiowcem byl Marek Latynski, szef dzialu wiadomosci biezacych, pozniejszy dyrektor monachijski rozglosni. Dbal zawsze o scislosc wiadomosci i poprawnosc formy. Pilny i pracowity, odznaczal sie wysoka kultura. Bardzo bieglym zastepca Latynskiego byl Andrzej Krzeczunowicz, syn znanego kawalerzysty pochodzenia ormianskiego. Po upadku PRL w 1989 r. byl ambasadorem Rzeczypospolitej w Brukseli i walnie przyczynil sie do jej obecnosci w sojuszu atlantyckim. Pracowal szybko i dokladnie. Byl dobrym kolega i rozmowca. Pisal bardzo dobrze.

W Monachium opracowywalem tematy polityczne, glownie amerykanskie, historyczne, przewaznie o powstaniu warszawskim, od ktorego stalem sie specjalista, m.in. dzieki znajomosci sowieckiej literatury przedmiotu; od czasu do czasu zajmowalem sie problematyka historyczno-literacka. Pamietam dyskusje przed mikrofonem ze znanym pisarzem i kolega redakcyjnym Wlodzimierzem Odojewskim na temat "Dziennikow tomu odnalezionego" Stefana Zeromskiego, wydanych w roku 1973 w Warszawie przez Czytelnika. Jeden z egzemplarzy dotarl do Biblioteki RWE w Monachium w roku nastepnym. Znalem dosc dobrze tworczosc tego wielkiego pisarza. Zajmujac sie nieraz zagadnieniem naszych powstan narodowych w wieku XIX, przypominalem sobie jego zdanie wlozone w usta tytulowego bohatera tragedii Sulkowski: "Trzeba rozrywac rany polskie, zeby sie nie zabliznily blona podlosci". Dziennik Zeromskiego uwazalem za swietna lekture, ale razily mnie w nich erotomania mlodego autora i jego masochizm. Odojewski byl innego zdania.

W Monachium zaprzyjaznilem sie serdecznie z Alfredem Schützem, kompozytorem Czerwonych makow na Monte Cassino. Z calego naszego piesniarstwa wojennego przetrwaly w swiadomosci ogolu glownie dwie piesni Czerwone maki Schütza i Marsz Mokotowa drugiego mego dobrego znajomego - Jana Markowskiego. Z nimi dwoma nagralem w Monachium wiele audycji poswieconych polskim piesniom.

Nastepca Nowaka na stanowisku dyrektora Rozglosni Polskiej zostal Zygmunt Michalowski, ktorego poznalem tuz po wojnie w Paryzu. Na pozor snobistyczny, nonszalancki, arystokrata, byl w gruncie rzeczy ogromnie pracowity. Zdolny komentator, nalezal do nielicznych na emigracji bardzo dobrych znawcow Zachodu i jego polityki. Nie zajmowal sie jej bezwzgledna, krzykliwa krytyka, tak zwykla w polskich kolach w Londynie i Paryzu. Staral sie ja zrozumiec w calym jej cynizmie na tle jej dlugiej tradycji tego samego typu. I wyciagnal z niej trudne wnioski dla nas na przyszlosc.

Poznalem tez nastepce Michalowskiego w Monachium - dyrektora Zdzislawa Najdera. Bylem juz wtedy z powrotem w Ameryce i pisywalem dla radia audycje jako tzw. free-lance. Najder byl intelektualista gleboko i wszechstronnie wyksztalconym. Znal nie tylko historie i literature polska i angielska, ale takze w oryginale pismiennictwo rosyjskie. Gdy nastala Polska Ludowa, mial lat czternascie, w jej warunkach spedzil swoja mlodosc i rozpoczal dzialalnosc naukowa i literacka. Z tych czasow dochodzily o nim rozne nieprzyjemne wiadomosci. Na tle calosci jego osiagniec nie maja one dla mnie znaczenia. Zajal wczesnie postawe niepodleglosciowa. Wydawszy w latach 1972-1974 polskie wydanie zbiorowe Dziel Josepha Conrada w 27 tomach, utwory zatrzymane przez cenzure rezymowa, opublikowal w roku 1975 w Londynie w tomiku Szkice polityczne jako tom 28. Ukazaly sie tam najbardziej antyrosyjskie wypowiedzi, ktorym rownych jest malo. Oglosil w dwoch tomach znakomicie opracowana biografie tego pisarza polskiego, piszacego tylko po angielsku. Drukowal w Kulturze paryskiej anonimowo bardzo ostre artykuly przeciwrezymowe. W kraju zalozyl w podziemiu Polskie Porozumienie Niepodleglosciowe i w roku 1976 wydal jego program, przez siebie opracowany. Nazwal w nim PRL systemem "totalitarnej autokracji". Zdaniem historyka krajowego Wojciecha Roszkowskiego ("Andrzej Albert") "program ten byl pierwsza od lat czterdziestych proba sformulowania w kraju jasnych celow politycznych" (Historia Polski 1914-1918, wyd. VII poszerzone, Warszawa 1999, PWN, str. 333).

Na zakonczenie cos z wlasnego ogrodka. Mam donosny glos i moi koledzy monachijscy twierdzili z najpowazniejszymi minami, ze mikrofon jest mi niepotrzebny. Moge przeciez mowic wprost do Polski z dachu kazdej kamienicy.

Nigdy tego nie probowalem.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail