HANNA KOSINSKA-HARTOWICZ
W filmie jak we snie
Spotkanie z Richardem Gere'em
Od ponad dwudziestu lat Richard Gere jest zwiazany z filmem amerykanskim. W
ciagu tej dlugiej drogi z Broadwayu do wielkiej slawy, przez buddyzm do pewnej
dzis pozycji zawodowej towarzyszy mu sympatia, zwlaszcza zenskiej czesci widowni.
Byc moze dlatego, ze gra przewaznie role partnerow, o jakich kobiety moga tylko
marzyc.
Okazja do spotkania z Richardem Gere'em byla promocja filmu The Mothman Prophecies w rezyserii Marka Pellingtona, opowiadajacego o zdarzeniach
z lat 60., kiedy to w Wirginii Zachodniej przedziwne "znaki" zapowiedzialy zawalenie
sie mostu i smierc 46 osob. Gere gra dziennikarza Washington Post, ktory
po tragicznej smierci ukochanej zony zostaje wciagniety w niewytlumaczalne zdarzenia.
Po czesci science-fiction, dramat psychologiczny, chwilami horror, ale
oparty na prawdziwej, udokumentowanej historii, film skierowal rozmowe na tematy
metafizyczne.
Spotkanie z tworcami odbylo sie w Roosevelt Hotelu przy Park Avenue w Nowym
Jorku w lutym br. Richard Gere wszedl do pokoju z usmiechem. Wysoki, swietnie
zbudowany aktor ma 52 lata, szpakowate, krotko obciete wlosy i mlodziencza sylwetke.
Sluchal pytan uwaznie, odpowiadal ze spokojem, ale i z pasja. Czulo sie, ze
lubi swoja ostatnia role w The Mothman Prophecies.
Hanna Hartowicz: - Czy widziales*) film?
Richard Gere: - Nie widzialem jeszcze ostatecznej wersji. Film jest
skonczony dopiero po ostatnim zgraniu, po doprowadzeniu do perfekcji dzwieku
i koloru. I tego jeszcze nie widzialem.
- Czy do tego momentu byles zadowolony?
- (z usmiechem): Lepiej, zeby bylo dobrze - do tego momentu. Widzialem film
w stanie surowym. Czy bylem zadowolony? Zawsze, kiedy zaczyna sie jakis projekt,
kazdy projekt, ma sie wyobrazenie, dokad chcialoby sie go doprowadzic, co osiagnac,
dokad dojsc. Nigdy nie da sie osiagnac stu procent - takze w zyciu. Nie ma takiej
mozliwosci. Ale przy tym projekcie jestesmy dosc blisko.
- Wiem, ze pracowaliscie przy "The Mothman Prophecies" dosc dlugo. Byles z
nim zwiazany przez kilka lat. Co tak bardzo Cie zaintrygowalo w tym projekcie?
Czy to Twoja rola byla tak ciekawa?
- Zainteresowal mnie temat i wiele mozliwosci zawartych w scenariuszu. Kiedy
go pierwszy raz przeczytalem, uznalem, ze jest fascynujacy. Swietnie sie "opowiadal",
bo mial silna narracyjna strukture. Nie ma wiele scenariuszy, ktore tak trzymaja
w napieciu, ze chcesz wiedziec: co dalej, co dalej? To byl silny atut. Sam temat
stawial powazne i skomplikowane pytania na temat tozsamosci, widzenia rzeczywistosci,
na temat smierci. Mowil o zyciu, o ludzkim przeznaczeniu.
- Metafizyczne watki filmu osadzone sa w niezwyklej, ale prawdziwej
historii, ktora zdarzyla sie w Wirginii przed laty. Zmienily one calkowicie
bohatera, ktorego grales.
- To bylo to, co mnie poczatkowo najbardziej zainteresowalo w tej historii.
Metafizyczne idee oparte na silnej fabule. Film grozy oparty na faktach. Opowiesc
ma silna strukture narracyjna, co bylo bardzo wazne. Zrobilismy kilka przymiarek
i szkicow scenariusza; ja chcialem isc w kierunku metafizyki. Pierwsza wersja
byla bardziej zblizona do horroru, bardzo straszaca widza. "Obce istoty" (cokolwiek
to jest) w oryginalnej wersji pojawialy sie na ekranie. Za duzo bylo "potwora"
tuz za drzwiami. W jednej ze scen nawet rozmawial z bohaterem, ktorego gram.
To bylo mylace i dla mnie niedobre. Chcialem, zeby odejsc od filmu o potworach
(monster movie), przeniesc sie w sfere metafizyki, ale wowczas stala
sie rzecz dziwna, bo zniknelo kino akcji - zdarzenia nie opowiadaly sie juz
w tak logiczny sposob. Metafizyczne wyjasnienia staly sie niezbedne.
- Ciekawe?
- Probowalismy wiele razy opowiedziec te historie. W pewnym momencie chcialem
sie nawet wycofac. Wtedy pojawil sie Mark Pellington (rezyser), ktory znalazl
wspaniala rownowage obu elementow i - zachwycilem sie. Dzieki jego opracowaniu
zaczelismy podroz w zupelnie innym kierunku. Zrobilo sie niesamowicie, bo te
"obce istoty" nie byly teraz opisane ani okreslone, tym samym calosc zrobila
sie bardziej interesujaca. Skupilismy sie na tym, zeby opowiadac te niezwykla
historie nie poprzez zdarzenia, ale przez emocje. Mysle, ze nie tylko nic nie
stracilismy, ale ze dzieki temu opowiesc stala sie bardziej interesujaca. Moglismy
byc mniej "dydaktyczni" i nie tlumaczyc niezrozumialych zdarzen, ale opowiadac
je za pomoca niepokojacych, budzacych lek wrazen i emocji przy uzyciu efektow
wizualnych i dzwiekowych, i naturalnie gry aktorow.
- Czy zdarzylo ci doswiadczyc nadprzyrodzonych sil?
- Wszystko jest "nadprzyrodzonym doswiadczeniem". Takie jest moje zdanie. Nasza
percepcja jest tylko waskim marginesem. To, co dzieje sie w mozgu, jest niepojeta
rzecza... Ma on zdolnosc pierwszej rejestracji i od tego momentu nic nie moze
byc zobaczone i zarejestrowane w mozgu powtornie. Wszystko jest tam zapisane
w odpowiednich kategoriach i kazda decyzja jest uzalezniona od tej pierwszej
percepcji... Nic nie mozna zmienic, kazde nastepne doswiadczenie musi sie odwolywac
do tego pierwszego spojrzenia . Wiec jesli cos jest "jak istota ludzka", bedziemy
ja traktowac jako istote ludzka, biale - jako biale, a stol jako stol...
Nasze rozumienie swiata jest ograniczone. Zyjemy w zaczarowanym snie. Moze
niemowle, jak po raz pierwszy widzi swiat - ma czyste jego zrozumienie. Potem
jednak zyjemy w rzeczywistosci z drugiej i trzeciej reki. Nie dostrzegamy wielu
rzeczy, ktore dzieja sie wokol nas, poniewaz nasz umysl postanowil je ominac...To
jest jak ze snami: mecza cie i niepokoja, ale jesli chcesz je sprecyzowac, okazuja
sie niezrozumiale, bo naleza do innej rzeczywistosci.
- Zeby je opowiedziec, trzeba sprowadzic do znanych doswiadczen...
- Kiedy sie obudzisz i chcesz komus opowiedziec sen, musisz swoje emocje sprowadzic
do powszechnie zrozumialych znaczen. Pamietam male dziecko, ktore krzyczalo
przebudzone ze snu. Pytalismy - co ci sie snilo, kochanie, co to bylo? A ono,
placzac: "Och, pomarancza siedziala na stole". Cos bez sensu i znaczenia, poprzez
emocje tego dziecka, w jego percepcji znaczylo cos wiecej... Tak jest ze snami,
podobnie dzieje sie w naszym filmie.
- Wiec zdarzenia, o ktorych opowiada film, sa realne?
- Co to znaczy "realne"? Wszystko zalezy od percepcji. Nawet to, ze jestesmy
tu razem, rozmawiamy, siedzimy przy stole... Co to jest stol? A co jest tam?
Jak to sie dzieje, ze rzeczy sie zdarzaja? Dlaczego sie dzieja? Wszystko jest
zalezne od "zawartosci" naszego mozgu, od naszych odczuc... Nie ma rzeczy zdecydowanie
okreslonych. Tak zwana rzeczywistosc jest bardzo plynna...
Czy zdarzenia mialy rzeczywiscie miejsce - jest dla mnie bez znaczenia. Niewazne,
czy cos sie naprawde zdarzylo ani co ktos zobaczyl. Natomiast mechanizm w czlowieku,
ktory kreuje wrazenia i obrazy albo kreuje uczucia zwiazane z emocjami i przezyciami
- to jest to, co mnie fascynuje. W jaki sposob kreujemy rzeczywistosc? Czym
jest rzeczywistosc? Czym jest nasza tozsamosc? Co to znaczy "byc soba"? Czym
jest "ja"?
- W jednej ze scen filmu, w rozmowie ze specjalista od "obcych stworow"
(monsters) zadajesz mu pytanie o to, czy "Mothmans" sa grozne, czy sa potworami,
czy wiedza, ze wzbudzaja ludzki strach? Czy maja uczucia...
- Wlasnie - i otrzymuje odpowiedz, ze stawiam takie pytania, jakbysmy mieli
do czynienia z istotami ludzkimi, ktorymi one nie sa... co wcale nie oznacza,
ze sa potworami, ale nasza ograniczona percepcja, ktora uznaje czlowieka za
centrum universum (smieje sie), nie pozwala nam rozumiec swiata inaczej. Tymczasem
wszechswiat jest duzo wiekszy niz my i to, co mozemy pojac. Jest wiele mozliwosci
i idei, o ktorych nic nie wiemy.... Zycie i smierc - to ludzkie pojecia, kosmos
nie zwaza na zycie i smierc.
- Ale jako czlowieka - to Cie dotyczy. Dla ludzi te sprawy maja zasadnicze
znaczenie.
- Tak, ale one rowniez sa projekcja naszej swiadomosci.
- Mozna o tym mowic tylko ze swojego punktu widzenia...
- I wlasnie o tym jest ten film; postrzegasz wszystko tylko ze swojego punktu
widzenia, a ten punkt okreslaja twoje doswiadczenia. Jestesmy ograniczeni. Poszerzona
swiadomosc pozwala zobaczyc wiecej. Mozna by tu uzyc metafory o czlowieku, ktory
myje okna. Na wysokich pietrach, widok jest rozleglejszy... To wcale nie znaczy,
ze on jest bogiem albo ze jest lepszy od innych. To znaczy tylko, ze widzi troche
wiecej niz my. Podobnie kiedy patrzysz z gory na mrowisko: widzisz cale zycie
mrowek, ktore jest zorganizowane wedlug pewnego modelu. Ty to widzisz, ale czy
mrowki zdaja sobie z tego sprawe? Nie.
- Mozemy tez rozdeptac mrowisko...
- To ludzka rzecz - ludzie tak robia. Wrocilismy do tej naszej ograniczonej
wizji pojmowania wszechswiata. Rozszerzona wizja brzmialaby: kto decyduje, ze
sila zycia tych mrowek jest mniej wazna od innej sily zycia? Tego rodzaju pytania
pojawiaja sie w The Mothman Prophecies.
- Czy sam jestes zainteresowany nadrzeczywistoscia?
- Bywa intrygujaca, ale to nie jest moja dziedzina. Zawsze mowie, ze gdyby
znaleziono nieszczesliwego potwora, to by mnie zainteresowal... Ale jesli chodzi
o rozne wizje i widzenia, to mnie to nie interesuje... Sa duzo wieksze rzeczy,
te wydaja sie niewazne.
- Jakie bylo ryzyko zwiazane z produkcja "The Mothman Prophecies"?
- Ze powstanie kolejny glupi, straszacy film kategorii B. Mielismy wprawdzie
swietny scenariusz i znakomita ekipe fachowcow, ktorym zalezalo na tym, by powstal
film A, czyli bardzo dobry. Ale nawet to nie jest nigdy gwarancja, chociaz zwieksza,
oczywiscie, szanse zrobienia madrego, ciekawego filmu grozy.
Kiedys gralem w filmie, ktory byl prawdopodobnie jeszcze bardziej ryzykowny. Internal Affairs mogl byc okropnym, bardzo, bardzo zlym filmem, gdyby
byl inny rezyser czy aktorzy, ktorzy by nie probowali albo nie potrafili doszukac
sie wartosci w scenariuszu. Wyczulismy mozliwosc podniesienia go na wyzszy poziom
i powstal dobry film.
- Czas pokaze, jak bedzie z tym. Scenariusz jest dobry tylko wowczas, jesli
film jest dobrze zrobiony.
- Czesto sie jednak zdarza, ze na podstawie sredniego scenariusza powstaja
znakomite filmy. Wszystko zalezy od tego, o co chodzi tworcom i co maja do zaproponowania
od siebie.
- W "The Mothman Prophecies" grasz dziennikarza "Washington Post", ktory
w swojej pracy ma do czynienia z faktami, tymczasem jego doswiadczenie zyciowe
zostaje zderzone z niepojeta, nieziemska, niemozliwa do zrozumienia historia.
Czy musiales w jakis specjalny sposob przygotowac sie do zagrania tej roli?
- Nie, wszystko to czulem, nie musialem szukac. Kiedy go poznajemy - John Klein
to zadowolony z siebie i ze swojego zycia dziennikarz. Nie jest wielkim, slawnym
reporterem, nie ma wielkiego "ego" i nie lubi sie popisywac. Jego stosunki ze
wspolpracownikami i szefem sa poprawne. Co wazne, ma wspaniala zone. Ich zwiazek
jest bardzo szczesliwy: kochaja sie, planuja dziecko, jest im dobrze razem,
ciesza sie z kazdej wspolnie spedzonej chwili. Wlasnie postanowili kupic nowy
dom. Ich przyszlosc wyglada swietnie. I w chwili, kiedy sie smieja - staje sie
tragedia.
- To bardzo mocny poczatek filmu...
- Zgoda. Bohater dostal wszystko, wszystkie mozliwosci, po czym zabrano mu
to, niszczac go i doprowadzajac do stanu, kiedy racjonalne myslenie przestaje
miec racje bytu.
- Czy mogl sie czegos nauczyc w tej sytuacji?
- Tak... Zeby sie pogodzic ze strata i zyc dalej. Wyzwolic sie. Powiedziec
sobie "tak musi byc".
Oczywiscie, w zyciu wszyscy przezywamy podobne stany. W przypadku wielkiej
straty, tragedii - jestesmy pograzeni w pewnego rodzaju obsesji. Kiedy ktos
bliski umiera, kiedy opuszcza cie chlopak albo odchodzi zona, albo staje sie
cokolwiek, co ma dla kogos wymiar tragedii - nastepuje dlugi okres, kiedy nie
mozemy sie wyzwolic z myslenia o tym. Obsesja moze trwac latami, niektorzy ludzie
cierpia do konca zycia.W takim stanie byl moj bohater, kiedy zaczely mu sie
przytrafiac dziwne rzeczy. Musial sie z niego wyzwolic.
- W codziennym zyciu czesto trudno sie pogodzic czy wyzwolic od uczucia
rozpaczy.
- Tak, oczywiscie, wyzwolenie sie jest wspaniala, ale bardzo trudna rzecza...Troche
latwiej, kiedy rozumiemy przyczyne, ktora spowodowala cierpienie. Wszyscy cierpia:
ja, ty, on, ona - jestesmy mniej lub bardziej sfrustrowani i sa tego powody.
Wszystko dziala na zasadzie przyczyn i skutkow. Cierpimy - i sa tego przyczyny.
Jesli usuniemy przyczyne bolu - usuniemy tym samym tez samo cierpienie. To najbardziej
inteligentny sposob, by sobie z tym poradzic...
- A jesli nie mozna usunac przyczyny cierpienia?
- Jesli nic nie mozna zrobic, martwienie sie jest bez sensu. Jesli mozesz cos
zrobic - zrob, ale jesli nie, daj spokoj. To nie fakt, ze ktos bliski odchodzi
powoduje twoje cierpienie, ale to, co ta osoba czy sprawa znaczyla dla ciebie.
Jesli sprobujesz zupelnie zmienic to znaczenie, tak zeby nie bylo wiecej strata,
mozesz wlasciwie skorzystac jeszcze w trakcie tej zmiany. Nasz mozg nie lubi
zmian, nie pozwala ci zmienic swojego sposobu myslenia. Wymaga pracy, by zrozumiec,
znalezc przyczyny i usunac je, a wowczas skutki nie beda mialy racji bytu. I
odwrotnie - jesli chcesz byc szczesliwy - musisz znalezc powody, ktore doprowadza
cie do takiego stanu... Zycie w ten sposob staje sie calkiem proste.
- Byles przeciwny atakowi na Afganistan, wypowiedziales sie przeciwko tej
wojnie. Nie usprawiedliwiasz chyba terroryzmu?
- Wlasciwie mowilem na temat milosci, wspolczucia i litosci... To proste. Jesli
sa szaleni mordercy, jesli popelniaja zbrodnie, to uwazam, ze nalezy ich znalezc
i ukarac. Czy bedzie to bin Laden, czy "zwykly" morderca dzialajacy gdzies na
prowincji czy w miescie. Ale nie wierze w zbiorowa kare, tak jak nie wierze
w karanie bez sadu. Nie jestesmy Bogiem. Nie mamy prawa tego robic. Sa sady
i prawo i nikt nie dal nam prawa do samosadow.
Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze wrogowie staja sie przyjaciolmi, a osoba
dzis bardzo bliska za pare lat - moze stac sie wrogiem. Rzeczy dzieja sie i
zmieniaja szybko.
- Wracajac do przemocy w Afganistanie...
- To trudny temat i nie chcialbym teraz o tym mowic, w kazdym razie uwazam,
ze w kazdej sytuacji mozna nauczyc sie czegos. Madroscia jest - wybrnac w madry
sposob. Ale jesli sie natychmiast reaguje przemoca, traci sie szanse na madre
rozwiazania.
Uwazam, ze na wszystko potrzebny jest czas, zeby rozladowac sytuacje, a jesli
reaguje sie natychmiast w zlosci i nienawisci po to, by sie zemscic, nic pozytywnego
nie moze z tego wyniknac. Nigdy.
Jesli jest rozwaga, odpowiednie miejsce, czas i spokojna akcja (podobnie jest
w sprawach sadowych) - wtedy najtrudniejszy problem na pewno mozna rozwiazac
lepiej. W przeciwnym wypadku nastepuje tylko eskalacja zawzietosci, zlosci i
przemocy - takie jest moje zdanie.
- Innymi slowy - w sytuacji pospiechu reaguje sie w goraczce, pasji i zlosci,
a zatrzymujac sie na chwile - mozna skorzystac i zdzialac duzo wiecej.
- Zabezpieczyc sie oczywiscie nalezy, w tym przypadku mamy do czynienia z terrorystami,
to sa kryminalisci, niepoczytalni szalency, ale nie uwazam, ze z tego powodu
mamy prawo zabijac tysiace bezbronnych afganskich cywilow. I nie uwazam tez,
ze mozna zniszczyc inna cywilizacje nie majac pojecia, dokad ta wojna prowadzi.
A nie widze nikogo, kto ma wizje, jak te sprawe poprowadzic dalej.
Jak wszyscy bylem wstrzasniety tym, co stalo sie 11 wrzesnia ub. roku. Mieszkam
w Nowym Jorku. Chcialbym, by winnych zlapano i ukarano. Czulem tak samo jak
wszyscy - ale w tym samym czasie wiedzialem, ze reakcja w zlosci, z zemsty,
nie moze przyniesc pozadanych rezultatow. To nie znaczy, ze uwazam, iz kryminalistom
nalezy poblazac. Chodzi mi o motywacje. To wymaga rozwagi, madrosci, byc moze
litosci. Moze tez zrozumienia, ze kazdy ma szanse sie zmienic... We wszystkich
religiach znamy historie takich ludzi. Powinnismy byc otwarci na taka mozliwosc...
- Czy w Twoim zyciu udaje Ci sie wszystkie problemy rozwiazac madrze i spokojnie?
- Nie (smieje sie), nie jestem swiety.
-----------------------
*) Uzyta w wywiadzie forma "ty" jest norma
w jezyku angielskim i wcale nie oznacza, ze jestesmy dobrymi
znajomymi.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |