Malarz
genialny
O Eugeniuszu Eibischu z Wieslawem Ochmanem,
przyjacielem malarza, rozmawia Miroslawa Paroszkiewicz
Miroslawa Paroszkiewicz: - Zyjacy w latach 1896-1987 Eugeniusz Eibisch to artysta, ktorego obrazy reprodukowane sa niemal we wszystkich podrecznikach historii sztuki, ale do dzisiaj niewiele wiemy na temat jego losow i tworczosci. Plotna Eibischa leza raczej w muzealnych magazynach. Wysoko za to notowane sa na aukcjach, bo poszukiwane przez znawcow sztuki na calym swiecie. Pan byl jego przyjacielem. Wedlug Pana Eibisch to malarz genialny.
Wieslaw Ochman: - To przedstawiciel swiatowej czolowki artystow, jego malarstwo zachwyca, poprzez barwe wywoluje silne emocje. Po raz pierwszy zetknalem sie z jego malarstwem bedac studentem. Byla to reprodukcja obrazu Brzemienna, ktora chociaz nie oddawala tego, co przynosi nam bezposredni kontakt z plotnem, to pamietam ja do dzis. Pozniej widywalem jego dziela na wystawach organizowanych przez Zachete. Z kolei spiewajac w 1974 roku Nieszpory sycylijskie w Operze Paryskiej bylem na wystawie w Galerie Saint Honoré, gdzie ujrzalem na jego plotnach wspaniale ryby i bazanty. Te martwe natury byly dla mnie rewelacja, wiec natychmiast zadzwonilem do artysty, ale nie udalo nam sie wtedy spotkac. Dzwonilismy do siebie czesto.
Kiedys zaprosilem go na Tosce do Teatru Wielkiego. On oczywiscie oddzwonil do mnie i stwierdzil, ze w odbiorze dziela przeszkadzala mu scenografia - po prostu malarskim okiem patrzyl na kazde zjawisko. I tak zaczela sie nasza przyjazn. Odtad w pracowni Eibischa na Konarskiego bylem bardzo czestym gosciem. Obserwowalem mistrza jak malowal. Potrzebowal ostrego swiatla, ktore przeslanialo mu drzewo rosnace tuz za oknem. Niestety, drzewo bylo zabytkiem przyrody i nie mozna go bylo usunac. Kiedys zastalem go malujacego w lazience, przy swietle elektrycznym. Tam, gdzie powinny stac przybory do golenia, stalo plotno, na ktorym rozpoznalem autoportret artysty, inni twierdzili, ze byla to martwa natura. Ten wizerunek Eibischa jest dzisiaj w posiadaniu bodajze Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie.
- Jak wygladal warsztat pracy artysty, na plotnach ktorego barwy tak mienia sie i sa prawie nieuchwytne?
- Zaskoczylo mnie wowczas, ze wyciskal farbe na brystol, prawdopodobnie, by odciagnac olej, co zmienia konsystencje farby. To, jak rozkladal barwy na brystolu, bylo fascynujace, swiadczylo o niebywalej wrazliwosci na kolor. Zaluje, ze nie zachowalem jego palety. Byl mistrzem sasiedztw kolorystycznych. Nie znajdziemy na jego plotnach zadnego falszywego dzwieku, te plamy barwne to calkowita harmonia, brak tu dysonansu.
- Pisano o nim, ze jest malarzem z rodziny Velázquezow, a jego plotna to drogocenny material przeplatany zlotem.
- Potrafil polaczyc wiedze dawnych mistrzow, ich swiadomosc kolorystyczna i forme, ale nadawal swoim plotnom zupelnie wspolczesny wyraz.
- Okreslamy go jako koloryste, ale wlasciwie nie mozna polaczyc jego malarstwa z zadnym kierunkiem w sztuce.
- Byl zbyt wielka indywidualnoscia i nie poddawal sie zadnym kierunkom, nie zwiazal sie z zadna grupa tworcza. Pracowal na uboczu.
- Wystawial przeciez z krakowskim Jednorogiem...
- Chodzilo raczej o wspolne prezentowanie prac, nie o ideologie. Jego malarstwo jest niezwykle zywe i atrakcyjne dla wszystkich: dla znawcow i dla zwyklych ludzi, nosil w sobie uniwersalizm. Mowil czesto do mnie: "Obraz nie moze byc nigdy nudny. Niech bedzie zle namalowany z punktu widzenia malarskiego, ale niech wzrusza, zachwyca. Artysta maluje, by zwrocic uwage widza".
- Od 1922 roku, przez 17 lat zyl i tworzyl w Paryzu, na Montparnassie. Przyjaznil sie z Modiglianim i Picassem, a jego marszandem byl Leopold Zborowski.
- Eibisch opowiadal mi, jak tuz po smierci Modiglianiego tenze Zborowski sprzedal dosc duzo obrazow Wlocha do Stanow Zjednoczonych. Przyjaciele Modiglianiego natychmiast wiec poszli do dozorcy, u ktorego zostawil plotna. Ale ten, oburzony, stwierdzil, ze byly tak nieciekawe malarsko, ze zrobil z nich sienniki, bo samo plotno bylo doskonalej jakosci... Tak wiec sztuka wykorzystywana jest roznie, nad czym Eibisch ubolewal.
Wczesne lata paryskie, jak wspominal artysta, byly dla niego dosc trudnym okresem, brakowalo pieniedzy na farby, na plotno...
- Ale tez wspominal, ze poznal wowczas wielu wspanialych ludzi i wiele pieknych kobiet, tam chlonal sztuke starych mistrzow.
- Byl mlody, cieszyl sie zyciem, w swoich barwnych obrazach poszukiwal ciagle wlasnego wyrazu, byl wowczas artysta nie do konca uksztaltowanym. Dopiero w latach 30. powoli dochodzil do wlasnej formy wypowiedzi malarskiej, znikaly plaskie plamy, pojawila sie rozproszona kolorystyka, ktora laczyla sie w oku, ale nie mialo to zadnego zwiazku z impresjonizmem, to byla swiadomie budowana konstrukcja obrazu za pomoca stosowania wlasnie takich, a nie innych sasiedztw kolorystycznych. To po prostu rozkosz patrzec na obrazy z tego okresu, bo dostarczaja zmyslowej rozkoszy dzieki barwnym harmoniom.
- Jego profesorami w Krakowie byli Jacek Malczewski i Wojciech Weiss. Jednak na plotnach ich ucznia nie zauwaza sie bezposredniego wplywu mistrzow.
- Jesli chodzi o Weissa, to moze widoczna jest pewnego rodzaju estetyka kolorystyczna zblizajaca obu artystow, ale nie do konca. Weiss jest bez watpienia wielkim tworca, ale z innej epoki. Eibisch nie tracac z oczu natury przetwarzal ja niemal w abstrakcje. Nie narzuca sie tez materializm jego martwych natur, ktore wprawdzie zatracaly kontury i ksztalty, ale nadal byly rozpoznawalne jako owoce, ryby, kwiaty.
- Jakie tematy fascynowaly Eibischa najbardziej?
- Kiedy byl na poludniu Francji, malowal pejzaz, podobnie w Jugoslawii i na Sycylii. Jego widzenie pejzazu jest mi bardzo bliskie, bo operowal glownie plama barwna, mniej obchodzila go forma. A jednak zawsze mozemy okreslic rodzaj pejzazu, jego nastroj i miejsce geograficzne. Jest mistrzem martwych natur - barwnych bazantow, ryb, kwiatow.
Mial silna wewnetrzna potrzebe malowania. W czasie okupacji w Krakowie, kiedy nie bylo plotna, malowal na przescieradle i chociaz ze wzgledow technicznych barwy sa nieco rozwodnione, przejrzyste, to sa prace wyjatkowe kolorystycznie. Sporo z nich zostalo u panstwa Zollichow, ktorzy pomagali mu przetrwac wojne. Powstalo wowczas wiele portretow, m.in. namalowal swojego krakowskiego przyjaciela, sportretowal go jako czlowieka ze skrzypcami. To bardzo znany i piekny portret.
- Czy przypomina Pan sobie taki obraz "Lenin i Spojnia"?
- Oczywiscie, byly tez inne: Na warcie, Wies czyta, Spojniacy... Powstaly w okresie obowiazywania w sztuce socrealizmu. To byly obrazy srednie.
- Czy wstydzil sie ich?
- Wedlug mnie to bylo takie uboczne dzialanie, nie majace wiekszego znaczenia dla jego sztuki.
- Ale wiem, ze probowal odnalezc sie w tym nurcie, prezentowal prace na wielu wystawach. Krytycy zarzucali mu jednak, ze jego kompozycje sa nieuporzadkowane, ze nieustannie dominuje kolor nad trescia.
- Tak bylo, bo socrealizm w sztuce polegal na dokladnosci odtworzenia sytuacji tych, ktorzy pracuja i buduja nowa Polske. Sam temat Eibisch szanowal, ale stosowal takie plamy barwne, ktore rozbijaly temat. Jego sposob kladzenia farby, jego metoda tworcza, zupelnie nie przystawaly do panujacych wowczas norm.
- Mimo to byl wtedy wielokrotnie nagradzany i odznaczany, mial tez mozliwosc wystawiania za granica. Miedzynarodowa Nagrode Salomona Guggenheima otrzymal w 1960 roku w Nowym Jorku, byl laureatem XXXI Biennale w Wenecji w 1962 roku. Posypaly sie nagrody panstwowe.
- Nagradzany przeciez byl slusznie. Owczesne wladze bardzo chlubily sie, ze szanuja kulture. A Eibisch to artysta, ktorego przyjaciolmi byli malarze z Montparnasse'u.
- Zostawil ich w Paryzu, wrocil do Polski. Ale ciagle podrozowal, malowal pejzaze w Hiszpanii, we Wloszech, bo w Polsce brakowalo mu swiatla, przestrzeni i nieba.
- W Hiszpanii jest zadziwiajace swiatlo, to dla malarza rzecz fascynujaca, bo wzmaga je dodatkowo biel murow. Sa tam niezwykle silne kontrasty, czernie, glebokie i pelne cienie, i oczywiscie wspaniale widoki.
Natura obdarza nas widokami, a obraz trzeba zbudowac. Eibisch potrafil wybrac z tego barokowego natloku elementow w przyrodzie to, co jest absolutnie niezbedne i istotne dla konstrukcji obrazu. W jego blekitnym niebie mozna bylo zobaczyc zar, to wynik geniuszu. Do dzisiaj fascynuja mnie jego martwe natury, jego ryby to mistrzostwo w sztuce wielkie, to przekaz emocjonalny, jaki tylko malarz jest w stanie oddac. Kiedy kupowalem u niego obraz, pytalem: "Czy nie zal ci, ze sprzedajesz ten obraz?". "Nie - odpowiadal - jezeli skoncze malowac, jezeli podpisze swoj obraz i ostatni raz na niego spojrze i jest wszystko w porzadku, to moj stosunek do niego sie konczy".
Inna jego ciekawa cecha bylo nieustanne nanoszenie poprawek. Kiedys poprosilem, by wypelnil miejsce, w ktorym nastapil drobny odprysk farby. Chcial zmienic wszystko! Siedzialem i zafascynowany przygladalem sie, jak mistrz pracuje, malowal szybko, ale z namyslem.
- Uczyl innych sztuki malarskiej, byl przeciez rektorem Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie i profesorem malarstwa w Warszawie, pozostawil po sobie wielu uczniow.
- Nie moge go oceniac po wynikach jego pracy pedagogicznej. Z tego, co wiem, wszyscy jego uczniowie maja znakomita technike malarska, ale pozostali soba, mysle o Stanislawie Mazusiu i Olgierdzie Bierwiaczonku.
O jego wielkosci jako pedagoga swiadczy to, ze nie produkowal nasladowcow i nie tlumil naturalnych zdolnosci uczniow. Tylko korygowal i naprowadzal na sposob myslenia, ktory dla danego artysty uwazal za najlepszy.
Wszyscy poszli swoja droga. On ich nauczyl wrazliwosci, estetyki i zamilowania do koloru. Wszyscy sa dzisiaj bardzo czuli na kolor i znakomicie operuja barwa. Zarowno Bierwiaczonek, ktory maluje przepiekne portrety w stonowanej gamie pastelowej (tu musial mu cos profesor podpowiedziec), jak i Mazus maja ogromna wiedze i swiadomosc malarska.
- Obrazy Eibischa sa rozsiane po calym swiecie, znajduja sie w muzeach i kolekcjach prywatnych. Ale w Polsce nie mial szczescia do duzych wystaw. Ostatnia miala miejsce w 1994 roku w Galerii Akademii Sztuk Pieknych 3 A, na ktorej prezentowano zbiory z Muzeum Narodowego w Warszawie.
- To zakrawa na skandal!. Byly jego rocznice, liczne okazje do prezentacji tworczosci artysty swiatowej przeciez rangi, ale my pokazujemy byle co sciagane z zagranicy. A Eibisch jest bezwzglednie jednym z najwiekszych malarzy swiata XX wieku. Tymczasem w Polsce nikt o tym nie wie. My Polacy nie szanujemy swoich artystow.
- A jednak jego obrazy zyja na aukcjach i osiagaja doskonale ceny.
- To rarytasy dla kolekcjonerow, a Eibisch to w salonach jedno z najwiekszych nazwisk w malarstwie powojennym na swiecie, nie mozna sie wiec dziwic, ze sa wysoko cenione.
- Dziekuje za rozmowe.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |