EWA BERBERYUSZ
Kartki
ze skazonej strefy
Czym rozni sie wyrok smierci przez ukamienowanie na Nigeryjce Safiyi (uchylony, na szczescie!) za to, ze urodzila nieslubne dziecko, od wyroku dozywocia orzeczonego w majestacie demokratycznego prawa przez sad w USA na Andrei Yates, niepoczytalnej schizofreniczki, za zgladzenie swoich dzieci i dwukrotna probe samobojstwa? Safiya zostala zgwalcona, Andrea dzialala w zmienionym choroba widzeniu rzeczywistosci; myslala, ze czyni dobro. Chciala przeniesc siebie i dzieci do lepszego swiata. Wyrok skazujacy dla pierwszej kobiety wstrzasnal calym cywilizowanym swiatem (sama wyslalam petycje w jej obronie), wyrok na drugiej pozostal niezauwazona notka prasowa. W polnocnej czesci Nigerii istnieje, patrzac z naszej optyki, anachroniczny i niebywale okrutny obyczaj szarijatu. Stany Zjednoczone chlubia sie natomiast wzorcowym dla demokracji wymiarem sprawiedliwosci.
I coz sie dzieje? Amerykanke skazano, Nigeryjce odpuszczono.
Andree bronil - co znamienne - maz i ojciec dzieci oraz tesciowa, pamietajac o jej dobroci w okresach remisji, jak rowniez bronili ja powolani biegli psychiatrzy, stwierdzajac jednomyslnie wyjatkowe nasilenie choroby wywolane urazem poporodowym. "Kobieta, ktora przed wami stoi i usmiecha sie, nie rozumie, co do niej mowicie, co ja czeka; nie powinna siedziec na lawie oskarzonych, ale natychmiast zostac przewieziona do szpitala..." - perswadowali. Zignorowano ich. Narada przysieglych trwala cztery minuty; zostala orzeczona wina i kara dozywocia. Wymiar sprawiedliwosci mocarstwa uwazajacego sie za stroza swiatowego porzadku spoliczkowal nauke.
Powracam do pytania: co rozni oba wyroki? Ktory z nich jest potworniejszy? Odpowiadam: po stokroc - amerykanski. Ameryka chlubi sie prawodawstwem chroniacym wolnosc czlowieka. Nawet gdyby sie z tym zgodzic, trzeba dodac, ze jest to prawodawstwo przerazajaco zimne, oparte na zonglerce paragrafow, a nie dobru osoby ludzkiej, traktowanej indywidualnie. Mysle, ze korzeni tej bezlitosnej bezdusznosci nalezy szukac gleboko i dawno, w zakamarkach mentalnosci purytanskiej, ktora przetrwala gdzies na dnie "duszy amerykanskiej". Zgodnie z purytanska zasada dobroc serca uwazana jest za gorszaca slabosc. To przeciez w Ameryce, stosunkowo nie tak dawno, kobiete majaca nieslubne dziecko naznaczano Czerwona Litera. Slynna "Scarlet Letter" wybita na sukni skazywala ja na pogarde i ostracyzm spoleczny. W zmutowanej postaci obyczaj ten spotyka sie i dzis.
Co prawda restrykcje seksualne wyparlo az nadto skutecznie spoleczenstwo przyzwalajace, ale odpryski mentalnosci purytanskiej zostaly. Na przyklad: zdarzylo sie, ze dziewczynka, ktora po balu maturalnym wysiusiala sie w pobliskich krzakach, stala sie obiektem bezlitosnych szyderstw miejscowych mediow. Rodzina przeniosla sie w inne strony.
Daleko wieksze spustoszenie niz w obyczajach powoduje purytanizm zakodowany w wymiarze sprawiedliwosci. A jednak Amerykanie traktuja wyroki sadowe jak wyroki boskie. Nawet gdy sa jawnie krzywdzace. Nie buntuja sie, nie podwazaja ich mocy. Nie znam odpowiedzi na pytanie, skad u ludzi tak bardzo kochajacych wolnosc osobista ten bezkresny, bezkrytyczny i wrecz bogobojny autorytet dla sadu. Obywatele USA wyrok sadowy traktuja jak dogmat religijny: Roma locuta, causa finita est. Mozna by zrozumiec takie podejscie, gdyby Amerykanie byli ateistami; wowczas sad zastepowalby Boga. Ale tak nie jest; niemal kazdy Amerykanin wyznaje jakas wiare. Ateistow w rozumieniu europejskim prawie sie w USA nie spotyka.
"Skazona strefa" zdarza sie wszedzie, dlatego pozwolilam sobie odejsc od poletka, ktore uprawiam u siebie, czyli w Polsce.
*
Pod Nadarzynem kolo Warszawy gangster zastrzelil na zimno policjanta. Podniosla sie wrzawa. Minister spraw wewnetrznych Krzysztof Janik z miejsca zwiekszyl uprawnienia policji w zakresie strzelania do zloczyncow.
Bezposrednio po okresie komuny karzaca reke policji wstrzymano. Zrozumiala reakcja na skrytobojcze i jawne milicyjne mordy, na palowanie przez goledziniakow i zomowcow, na cala te "czarna sotnie", ktora osobe i zycie obywatela miala za nic. Spoleczenstwo palalo checia odegrania sie, wyladowania skrywanych przez lata emocji. Na szczescie odbylo sie to na symbolach. Na zwalaniu pomnikow. Pamietam, jak wsrod okrzykow zachwytu burzono po kawalku pomnik Feliksa Dzierzynskiego przed warszawskim ratuszem.
Ludzie zachlysneli sie wolnoscia jak woda. Jednakze stan ubezwlasnowolnienia policji nie mogl trwac wiecznie. Zaprzeczalby sensowi jej istnienia, bez policji spoleczenstwo nie moze przeciez funkcjonowac. Uprawnienia uzycia broni przez policjantow wkrotce rozszerzono, ale obwarowano tylu przepisami, iz w sytuacji krytycznej, gdy decyzje trzeba podjac w ulamku sekundy, policjant wolal opuscic reke niz narazic sie na kare. Byly przeciez przypadki skazan za niefortunne uzycie broni.
Teraz ma byc inaczej. Wajcha przekrecona o sto osiemdziesiat stopni. Minister dal policjantom wolna reke. Juz nie bedzie strzalow ostrzegawczych w powietrze, nie bedzie pertraktacji i wezwan typu: "Rzuc bron! Rece do gory!". Z tym koniec. Z okrzykiem "Policja!" na ustach funkcjonariusze maja strzelac bandycie w tulow. Cel jasny: powstrzymanie coraz bardziej rozzuchwalonych band, nie krepujacych sie strzelac rowniez i do policjantow jak do kaczek. Jednakze, nie da sie ukryc, ze z jednej ostatecznosci popadlismy w druga.
Z Janikiem polemizuje pierwszy minister spraw wewnetrznych w wolnej RP Krzysztof Kozlowski. Uwaza, ze policjant to nie zolnierz na wojnie, nie jego rzecza jest krzyczec "Urra!" i zabijac wroga. Ma zloczynce obezwladnic i zachowac zywego. Nie tylko ze wzgledow humanitarnych, ale i pragmatycznych. Jest potrzebny aparatowi scigania jako zrodlo informacji. Latwo powiedziec, trudniej precyzyjnie wykonac. Trafne postrzelenie wymaga wiekszej maestrii niz zabicie. Dlatego policjant powinien byc strzelcem doskonalym - jak szeryf z westernow. Nie jest. Takiej umiejetnosci nie da sie utrzymac bez codziennego treningu. Biegacz czy pianista, jezeli nie cwiczy codziennie, przestaje byc biegaczem czy pianista. Policjant nie cwiczy i dalej pozostaje policjantem. Jego szkolenie to krotki kurs obchodzenia sie z bronia i do roboty! Amerykanski stroz prawa w wolnym czasie chodzi na strzelnice jak do silowni czy na kort. Polski - nie. Strzelnic z prawdziwego zdarzenia przy komisariatach brak. Owszem wybudowano jedna o swiatowym standardzie w Parku Wodnym w Warszawie. Rozpisywala sie o nim prasa w tonacji skandalu. (Mial park kosztowac 20 mln zl, kosztowal 120.) Tak czy inaczej obiekt nie nalezy do policji. Maja tam wstep bogacze. I gangsterzy.
Patrzac na dokumentalne filmy w telewizji, ukazujace policje amerykanska i nasza w akcji - Polacy wychodza na safanduly. Nawet skucie wieznia idzie im niezdarnie. Nie ulega kwestii, ze to nie wada wrodzona, ale brak treningu.
*
Bank Swiatowy gotow jest wylozyc pokazne sumy - bezzwrotnie! - na system edukacji w Polsce. Zada oczywiscie szczegolowego opisu, na co kwoty te zostana uzyte. Rola mojej krewnej, pracujacej w BS, polega na przedstawianiu tej propozycji Ministerstwu Edukacji Narodowej i prowadzenia negocjacji. Znajac realia, robi to w mozliwie najprzystepniejszej i zrozumialej formie. Tak, zeby pertraktacje z urzednikami ministerstwa byly skuteczne. Niestety, jest to prawie niemozliwe. Na propozycje i pytania odpowiedzi albo brak, albo sprowadzaja sie do takich ogolnikow, iz nie sposob przedstawic ich powaznej instytucji, jaka jest Bank Swiatowy. Ostatnio moja kuzynka w rozpaczy, ze pieniadze przepadna, zlozyla w MEN prosbe o odpowiedz na trzy proste pytania. Milczenie. Kuzynka boi sie, ze straci prace w BS, bo polega ona na transakcjach z Polska, jak dotad niewykonalnych. Na szczescie jej obowiazki obejmuja rowniez Litwe, ktora odpowiada na propozycje i wywiazuje sie z kontraktow z Bankiem Swiatowym bez zarzutu. Merytorycznie i terminowo. "Chopy, kaj my som?!", jak mawial dawny biskup slaski Herbert Bednorz.
Za rzadow SLD Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu przypadlo aktywistce z Poznanskiego, dr matematyki Krystynie Lybackiej. Wiesc niesie, ze jej osiagniecia naukowe byly odwrotnie proporcjonalne do dzialalnosci partyjnej. Zdobywszy stanowisko, cofnela system edukacji w Polsce do czasow epoki Gierka. Nie mowiac juz o skasowaniu widokow na nowa "unijna" mature, przywrocila range anachronicznym zawodowkom i technikom, wylegarniom sfrustrowanej mlodziezy bez zawodu i widokow na prace. Nauczyciele zawodowek ucza obslugiwania maszyn, ktore wyszly z uzycia. Gdy mowie mojemu mlodemu sasiadowi, uczniowi jednej z takich szkol: "Podobno u was ucza tylko przykrecania srubek", odpowiada ironicznie: "Zeby chociaz tego uczyli...".
Konia z rzedem temu, kto by mi wytlumaczyl, dlaczego cofnieto reforme. Minister Lybacka nie udzwignela umyslem? Z pewnoscia - tak. Nawet wydaje sie to w pelni logiczne. Prosze zauwazyc znamienny fakt, ze z ramienia SLD do spoleczenstwa zwraca sie zawsze kilku zaledwie inteligentow tego ugrupowania. Zlotoustych, zrecznych socjotechnicznie, na ogol po szkolach. Reszta milczy. Morda w kubel! A my, narod, myslelismy, glupi, ze wygrali, bo wszyscy sto razy lepiej przygotowani od poprzednikow. Guzik prawda.
*
Corka znajomych, spedziwszy pare lat w USA, krotko po powrocie do domu oswiadczyla: "Wracam, tu nie mozna zyc". Powodow mogla podac wiele, ale podala jeden: "Jak mozna zyc w kraju, ktory nie selekcjonuje smieci". Koniec. Kropka. Nie robimy tego. Owszem w eksponowanych punktach miast (nie w osiedlach, gdzie ludzie z kublami leca do smietnikow) stoja kolorowe, rzucajace sie w oczy pojemniki z napisami: "plastyk", szklo", "makulatura". Stoja puste, bo kto na deptaki czy reprezentacyjne promenady chodzi z butelkami czy pakami starych gazet. Stoja dla efektu.
Na naszym osiedlu postawili, co prawda, pojemniki przy jednym z wielu smietnikow, ale czym predzej je zlikwidowano, bo nie miescily tego, co ludzie z ochota i w dobrej wierze znosili. Prosta rzecz: nalezalo postawic wiecej pojemnikow. Administracja zrobila odwrotnie: usunieto te, co byly. Ja sie uparlam. Selekcji dokonuje w domu. Potem zanosze worki pod daszek smietnika; nie rzucam wszystkiego do jednego tygla. Glupia jestem? Zapewne. Ale robic tak bede, poki nogi beda mnie nosic. Od czegos trzeba zaczac.
*
Slawomir Wiatr (nie mylic z Jerzym Wiatrem, ojcem), inteligent cala geba, wiecej - intelektualista, choc ostatnio zajmowal sie biznesem - jest urzedowo glownym "uswiadamiaczem" Polakow na temat korzysci plynacych z przystapienia do Unii Europejskiej. Ma biuro, ma ludzi, ma wiedze, ma foldery, broszurki, reklamy, wywieszki, pogadanki, sympozja. Tylko jego samego malo widac i slychac. A jezeli juz, to przemawia tak uczenie, ze rozumieja go tylko ci, co i tak wiedza o UE wszystko. Przekonuje przekonanych.
A tu trzeba wziac kij dziadowski w reke i przemieszczac sie od wsi do wsi; patrzec jak jest, bo wies wsi nierowna, i kazdemu inaczej klarowac, co konkretnie z Unii bedzie mial. Jezeli nie dziadek czy tata, to na pewno corka czy syn zrozumie. Chlop swoj rozum ma, ale argument geopolityczny: ze jezeli powiemy "nie", to bedziemy izolowani, niekoniecznie do niego przemawia.
Tak wiec urzad pana Wiatra nie przewietrza umyslow. Ale oto stal sie cud: narod sam sie zaczyna przewietrzac. Coraz czesciej slyszy sie z powietrza, z morza i ladu; od studentow wyjezdzajacych za granice na narty czy praktyki, od ksztalcacych sie chlopskich dzieci, od tych spryciarzy, ktorzy postarali sie o wakacyjne wizy z pozwoleniem pracy. Otoz od nich wszystkich slyszy sie, ze sprawa przynaleznosci do Unii nieodzowna, ze tu nie ma o czym gadac.
*
Rzad wielkim glosem zapowiada kasacje kilkunastu instytucji centralnych, agencji, zarzadow - tego wszystkiego, co bylo gniazdem zerowej efektywnosci i korupcji; co bezpardonowo drazylo nasze puste kieszenie. W zamian ma powstac kilka sprawnych urzedow. Jak to w przeliczeniu na pieniadze i sprawnosc wypadnie - informacji brak.
Tak czy inaczej: "Trzysta tysiecy ludzi w Polsce zyje z wladzy politycznej" (wicemarszalek Sejmu Donald Tusk, Platforma Obywatelska, w rozmowie z Barbara Czajkowska w telewizyjnej "Linii specjalnej"). Ja dodam: zyje komfortowo.
Warszawa, 2 kwietnia 2002 r.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |