[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (12 kwietnia 2002)


ANDRZEJ KORASZEWSKI

Nasze szkoly, wczoraj i dzis

W Przegladzie Polskim z 22 marca br. znajdujemy list do redakcji, p. Krzysztofa Rachanskiego, z uwagami na temat artykulu Andrzeja Pomiana. Czytelnik wystepuje w obronie szkol jezuickich w XVII wieku. Andrzej Pomian odpowiedzial na ten list krotka nota, ale spor dotyczy tresci nauczanych w tych szkolach. Uczciwie mowiac nie jestem pewien, czy jest sie o co spierac. Kiedy Adam Mickiewicz pisal o swoim marzeniu, aby jego ksiegi trafily pod strzechy, na terenach bylej Polski i Litwy zdarzal sie jeden pismienny chlop na kilkanascie wsi i z pewnoscia nie byla to wina zaborcow. W tym samym czasie w Anglii prawie 90% procent ludnosci umialo pisac, a w Stanach Zjednoczonych obserwowalismy gwaltowny rozwoj lokalnej prasy. Oczywiscie trudno mi nie zgodzic sie z Andrzejem Pomianem, ze jakosc polskich szkol w XVII wieku nie byla budujaca, ale liczba owych szkol i ksztalconych w nich uczniow jest tu chyba jeszcze wazniejsza.

Kilka dziesiatkow lat temu, jeszcze podczas studiow, doszedlem do wniosku, ze polskie pieklo ma swoje korzenie w pelnym pogardy stosunku polskich elit do wsi. Nie bylo to zadne oryginalne odkrycie. Po prostu dotarlem do autorow, ktorzy krzyczeli o tym cale stulecia temu i ktorych ostrzezenia zostaly zlekcewazone. Najglosniej i najwyrazniej pisal o tym Staszic, ktory stwierdzal wprost, ze nasi najwieksi wrogowie - Tatarzy, Turcy, Niemcy, Szwedzi i Moskale - nie wyrzadzili Polsce tak strasznych szkod jak polska szlachta. Tym zlem bylo zniewolenie spoleczenstwa, pozbawienie go mozliwosci rozwoju, pozbawienie dostepu do nauki, pozbawienie praw.

Staszic ma swoje ulice niemal w kazdym miescie, mamy w Polsce kilka lub kilkanascie jego pomnikow, w Warszawie, w palacu im. Stanislawa Staszica, miesci sie siedziba Polskiej Akademii Nauk. Szyderstwo czy glupota? Zlo opisywane przez Staszica trwa. Zadni zewnetrzni wrogowie nie byli w stanie wyrzadzic Polsce tylu krzywd, ile wyrzadzaja mu wlasne elity. Po koszmarze wojen i okupacji daje sie kraj odbudowac. Sila "kultury" polskich elit trzyma kraj w okowach zacofania i zastoju.

Staszic nie odkryl niczego oryginalnego. Polska przegapila zmiany, jakie zachodzily w Europie Zachodniej w XVI wieku. Potem Jan Zamoyski budowal republike szlachecka, republike ziemianstwa, nowoczesnych (jak na owe czasy) wlascicieli niewolnikow. Stanislaw Staszic i wielu innych probowali tylko naprawic bledy, ktore juz wowczas okazaly sie nie do naprawienia.

Od blisko czterech lat mieszkam ponownie w Polsce. Prawie trzydziesci lat spedzilem poza jej granicami. Poniewaz uwazam, ze Polska jest nie w Warszawie czy w Krakowie, a na prowincji, wiec osiadlem w malutkim miasteczku, ktore wydaje mi sie dla kraju nieslychanie reprezentatywne. W szkolach bywam kilka razy w tygodniu. Reformy oswiaty obserwuje z pokoju nauczycielskiego i w szkolnej klasie. Dzieki wysilkom kolejnych rzadow te szkoly z roku na rok sa nie lepsze, a gorsze.

Dobrzyn nad Wisla lezy w samym sercu Polski. Z tym liczacym raptem dwa tysiace mieszkancow miasteczkiem zwiazana jest urocza legenda o pierwszej polskiej studentce - Nawojce. Ponoc byla w Dobrzyniu mloda dziewczyna, ktora lubila ojcu zagladac przez ramie i zadawac pytania. Podobno zostala pierwsza polska studentka i zaplacila za to straszliwa kare.

Wedlug tej legendy na kilka lat przed bitwa pod Grunwaldem corka dobrzynskiego wojta nauczyla sie czytac i pisac po lacinie. Nie wiemy, kto jej w tym pomogl, wiemy jednak, ze przedkladala ksiazki nad suknie i zabawy, a jej najwiekszym marzeniem byly studia. Dziewczyne miano wydac za maz, ale ponoc znikla nagle z Dobrzynia, a o jej dalszych losach miasto dowiedzialo sie dopiero w dwa lata pozniej. Otoz przebrana za chlopca, jako zak Andrzej wstapila na Akademie Krakowska. Ktos musial jej pomagac, ktos musial dac jej srodki, tak czy inaczej studiowala przez dwa lata i nalezala do najlepszych studentow akademii. W 1409 roku, po zdaniu egzaminow i uzyskaniu tytulu bakalarza, Nawojka wyszla w swojej nowej todze na ulice Krakowa. Na mlodego bakalarza w drugi dzien swiat Wielkiej Nocy ktos wylal wiadro wody i nagle odkryto, ze luzna toga ukrywa kobiece ksztalty. Za naruszenie dobrych obyczajow sad koscielny skazal ja ponoc na dozywotnia pokute w klasztorze.

Dotychczas Dobrzyn nie umial wykorzystac tej pieknej legendy. Przed paroma laty byla tu knajpa nazwana jej imieniem i nikt nawet nie uswiadomil sobie absurdalnosci tego pomyslu. Knajpa upadla i dzis mieszkancy Dobrzynia pija wszedzie.

Legenda glosi, ze Nawojka musiala w klasztorze codziennie przepraszac Stworce za to, ze osmielila sie uczyc. Nie mozna wykluczyc, ze ta okrutna kara do dzis dziala na niektorych odstraszajaco i na wszelki wypadek nie siegaja po ksiazki. Nie jest to oczywiscie cala prawda, wsrod uczniow, a w szczegolnosci uczennic naszego miasteczka, jest spora grupka czytajacych. Poniekad problem polega na tym, ze w tej szkole, podobnie jak i w setkach innych szkol, bardzo czesto ton narzucaja uczniowie slabi i zdemoralizowani.

W wielu krajach obserwujemy dzis swoisty kryzys oswiaty, a w szczegolnosci oswiaty w rezyserii panstwa. Jest to problem szczegolnie widoczny w krajach demokratycznych, w ktorych wiara w rozne pedagogiczne teorie okazala silniejsza od zdrowego rozsadku.

W Szwecji jeden z czolowych dziennikow pisal w styczniu, ze "co czwarty uczen konczy szkole podstawowa z niepelnym swiadectwem", co oznacza, ze nie otrzymuje zadnej oceny np. z biologii czy z matematyki, ale ostatecznie moze uczyc sie dalej w liceum zawodowym. Szkoly coraz czesciej w obawie przed uczniowskim terrorem musza zatrudniac uzbrojonych straznikow. (Czytelnik w Stanach Zjednoczonych doskonale zna te problemy z wlasnego podworka.)

Czy sa tu jakies analogie do sytuacji w Polsce? Przede wszystkim o problemie uczniowskiego terroru pisze sie u nas bardzo malo. A kwestia tak wyglada ze strony nauczycieli: "... ucznia nie wolno wyrzucic z lekcji, bo to jego czas i jego miejsce. Oczywiscie dochodza tu wzgledy bezpieczenstwa. Gdyby w tym czasie zechcial podpalic lazienke i przypadkiem sie poparzyl, wine ponosi nauczyciel. Uczen moze powiedziec wszystko, bo mamy demokracje. No i mowi, kiedy chce i co chce. Co mozna zrobic? Moge wpisac mu uwage do zeszytu, na co uczen powie, ze poprosi od razu o trzy. Moge wziac go do odpowiedzi i postawic jedynke. Jesli tych jedynek bedzie wiecej, bede musiala sie ostro spowiadac na posiedzeniu rady i pisemnie opowiedziec (do protokolu), co zrobilam, zeby uczen nie mial zlych ocen. Moge wreszcie wezwac rodzicow, ale to juz bardzo ryzykowna sprawa, gdyz taka zdenerwowana matka moze zwymyslac, a i do rekoczynow juz dochodzilo" (ze wspomnien dobrzynskiej nauczycielki).

Uczen, ktory umie publicznie upokorzyc nauczyciela, pokazac jego calkowita bezradnosc, doprowadzic do lez czy do wybuchu wscieklosci, staje sie szybko bohaterem i wzorem osobowym dla innych. Pozostali uczniowie, a jest ich jednak wiekszosc, sa sami sterroryzowani, a o tym, jak to wszystko wplywa na jakosc pracy nauczyciela i realizacje programu nauczania, lepiej nie wspominac.

Czy istnieje jakiekolwiek wyjscie z tego blednego kola? Jedna z takich mozliwosci jest tworzenie aktywniejszym uczniom mozliwosci dzialania i integracji poza szkolna klasa. Dla mnie fascynujacym eksperymentem bylo stworzenie internetowej gazetki uczniowskiej Nawojka. Tytul zwiazany byl z faktem, ze do kolka dziennikarskiego zglosily sie same dziewczyny. Z calej grupy tylko jedna uczennica ma komputer w domu. Kontakt reszty z informatyka ogranicza sie do jednej lekcji w tygodniu plus nasze zajecia, ktore rowniez raz w tygodniu odbywaja sie w szkolnym gabinecie.

Takich uczniowskich gazetek internetowych jest w Polsce sporo. Wiekszosc z nich jest jednak w szkolach, do ktorych chodza dzieci z zamozniejszych domow, majace w domach komputery; dla nich kontakt z Internetem jest codziennym chlebem.

Kiedy w polowie lat 90. szwedzki korespondent paryskiej Kultury Stefan Abner napisal, ze w okresie kilku lat Estonia najprawdopodobniej daleko wyprzedzi kraje Europy Srodkowej pod wzgledem komputeryzacji, Jerzy Giedroyc lojalnie to wydrukowal, ale napisal mu, ze zapewne wywola to gromki smiech w Polsce. (Nie wywolalo, bo juz wtedy czytanie w Warszawie Kultury przestalo byc modne.) Dzis Estonia ma najwyzszy poziom komputeryzacji w naszym regionie, znacznie lepiej zorganizowane szkolnictwo i poziom korupcji niemal tak niski jak w Skandynawii.

Moze ktos zapytac, co to wszystko ma wspolnego ze sporem o jakosc nauczania w jezuickich szkolach w Polsce w XVII wieku? Mysle, ze sporo. Bardzo dawno temu zaczelismy odpadac od panstw najbardziej rozwinietych. Winston Churchill powiedzial kiedys, ze Polacy nigdy nie przegapili okazji przegapienia okazji. Nie ulega watpliwosci, ze dzis - po raz kolejny - stoimy przed historyczna okazja naprawienia bledow popelnionych przez naszych przodkow. Wyzwaniem przyszlosci jest gospodarka oparta na wiedzy. W tej konkurencji zwycieza spoleczenstwa, ktore beda mialy najlepsze systemy oswiatowe, ktore zdolaja w najlepszy sposob wykorzystac intelektualny potencjal swojej ludnosci. My, przez stulecia, umielismy marnowac ow potencjal lepiej niz inni. Jesli ktos z dzisiejszych mieszkancow Stanow Zjednoczonych zastanawia sie nad pochodzeniem mody na polish jokes, powinien sobie przypomniec historie kolejnych fal polskich imigrantow, wyksztalconych gorzej niz imigranci z Anglii, Niemiec, Francji czy Irlandii.

Dzis najlepsze polskie szkoly moga konkurowac z dobrymi szkolami krajow zachodnich. I znow pytanie o liczbe dobrze wyksztalconych absolwentow szkol oraz o rezultaty nauczania w szkolach takich jak w Dobrzyniu, na wsiach czy w robotniczych dzielnicach wielkich miast. Istnieje uzasadniona obawa, ze w niedalekiej juz przyszlosci, kiedy Polska bedzie czlonkiem Unii Europejskiej, najlepsi znajda prace poza granicami Polski, dobrzy beda mogli pracowac w zagranicznych przedsiebiorstwach na terenie Polski, zas pozostali albo beda bezrobotni, albo beda pracowac na byle jakim lokalnym rynku pracy.

Nie wiem, czy doczekam sie bardziej racjonalnych reform polskiej oswiaty. Tymczasem cieszy zapal grupki dziewczat piszacych o swoich lekturach, o obserwacjach otaczajacego je swiata czy wreszcie o swoich dziewczecych rozterkach. Mozna powiedziec, ze jest to tylko partyzantka, ktora tak naprawde wiele nie zmieni. To prawda, ale ich rozesmiane twarze ciesza znacznie bardziej niz kolejny artykul czy to o dzisiejszej polskiej niemoznosci, czy o niezliczonych grzechach naszych kochanych przodkow.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail