PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (5 kwietnia 2002)


WOJCIECH JOZEF BURSZTA

Internetowe
polis

W wielu tekstach na temat najnowoczesniejszego forum wymiany opinii, jakim jest dzisiaj Internet, pojawia sie teza, ze choc stanowi on obecnie najlepsze z dotychczasowych mediow komunikacyjnych, z czasem upodobni sie do swoich poprzednikow (np. telewizji), zostanie "zawlaszczony" przez miedzynarodowe korporacje, ktore skomercjalizuja i jednoczesnie "upolitycznia" w preferowanym przez siebie kierunku takze i te sfere demokracji. Nie zamierzam szczegolowo ustosunkowywac sie do bardzo roznorodnej argumentacji, jaka przywoluje sie na poparcie tej malo optymistycznej tezy, zajme sie tylko jednym, ale za to zasadniczym aspektem podobnego stylu rozumowania. Wiele bowiem z tego, co stanowi zrodlo przekonania, ze kazde niezalezne forum komunikacyjne i tak dostanie sie w szpony komercji i/lub cenzury, bierze sie z fundamentalnego nieporozumienia w kwestii rozumienia historycznej transformacji ustroju demokratycznego. Najpierw jednak kilka niezbednych uwag wprowadzajacych w klimat - jak sie rzeklo - kulturowego pesymizmu.

Czyms nieustannie towarzyszacym juz od XIX wieku refleksji nad rozwojem nowoczesnych spoleczenstw sa dywagacje nad wzrastajaca rola mediow w zyciu spolecznym i ich zgubnym wplywie na tradycyjne sposoby widzenia i "oswajania" swiata przez ludzi. Jest to tradycja wywodzaca sie ze szkoly frankfurckiej Theodora Adorna, dzisiaj kontynuowania przez takich myslicieli, jak Jürgen Habermas, Herbert Schiller czy Neil Postman. W Ameryce guru podobnego myslenia pozostaje bez watpienia Theodore Roszak. Dla wszystkich wymienionych media sa z definicji podejrzane, bo stanowia doskonaly srodek manipulacji ludzka swiadomoscia, "produkuja" kulture nieautentyczna i trywialna. Krotko sprawe ujmujac - media sa wrogiem demokracji i spoleczenstwa obywatelskiego, jako ze mimo powszechnej dostepnosci tak naprawde krepuja swobode i bogactwo przeplywu pogladow. Wielu politologow podaza tym tropem, nie wahajac sie nawet pojsc krok dalej. Twierdza wiec oni, ze Internet nie wnosi niczego nowego do starych postaci form politycznego zycia, a "demokracja elektroniczna" jest fikcja. Podobnych sloganow, nie popartych zadna argumentacja, mamy zreszta w tej debacie mnostwo. Nalezy do nich takie np. twierdzenie: zachowanie suwerennosci i niezaleznosci obywatelskiej nie wydaje sie dzisiaj latwe ani w ogole mozliwe, a media dzialaja w kierunku zminimalizowania i tej niewielkiej nadziei. Wedlug Postmana to wlasnie one rozpowszechniaja przekonanie, ze "u zrodel naszych trudnosci - spolecznych, politycznych, ekologicznych, psychologicznych - lezy niedostateczna ilosc informacji, mimo iz kazdy ma dostep do telewizji, kina, fotografii, kaset wideo, plyt kompaktowych, telefonu, wydawnictw reklamowych i reklamy zewnetrznej, a ostatnio takze Internetu"*). W rzeczywistosci, wedlug Postmana, jest inaczej - nadmiar informacji, dodatkowo nie ukladajacych sie w jakas sensowna opowiesc, powoduje, ze prawdziwe forum demokratycznej dyskusji jest coraz bardziej fikcyjne. Liczy sie szybkosc, nie jakosc, "swiezosc", a nie powaga informacji. Informacyjne bity oddalaja nas od powaznego myslenia i "uposredniaja" nasze uczestnictwo w zyciu politycznym, czynia z nas takze i w tym zakresie jedynie konsumentow gotowych tresci.

Podobne myslenie nie dostrzega jednak, ze pojecie demokracji i towarzyszacego mu spoleczenstwa obywatelskiego nie daje sie stosowac w sposob ahistoryczny i nalezy sie mu przygladac w ramach kulturowego kontekstu. Zmiany w formach ustroju demokratycznego to takze zmiany w skali i charakterze zycia politycznego jednostek. Pierwsza transformacja demokratyczna byly atenskie polis i rzymskie societas civilis, forma ustroju kontynuowana w renesansowej Italii, a opierajaca sie na rzadach ludu (demos), przy calym owczesnym ograniczonym rozumieniu praw obywatelskich (na pewno nie bylyby z tamtejszych realiow zadowolone wspolczesne kobiety). Tylko w tej formie spoleczenstwa obywatelskiego, chocby ze wzgledu na niewielkie rozmiary miast-panstw, istniala teoretyczna mozliwosc bezposredniego uczestnictwa w demokracji. Mozliwosc te - jak sie wydaje raz na zawsze - przekreslilo powstanie panstw narodowych w Europie, do czego najbardziej przyczynila sie rewolucja francuska.

Druga transformacja demokratyczna zarazem rozszerzyla i ograniczyla mozliwosci realizowania sie spoleczenstwa demokratycznego. W panstwach narodowych bezposrednie uczestnictwo zastapione zostalo systemem przedstawicielskim (niemozliwe jest przeciez, aby lokalny demos stanowil prawa krajowe na mocy dyskusji i glosowania w zgromadzeniach powszechnych!). Ale system przedstawicielski rownoczesnie rozszerzal demokracje na wszystkie czesci kraju, niezaleznie od ich wielkosci; nastepnym krokiem na tej drodze bylo powstanie partii politycznych, a co za tym idzie - narodziny nowego rodzaju ustroju politycznego, jakim jest poliarchia. Jednakowe prawa obywatelskie przynalezne wszystkim doroslym, zaczely sie "rozpisywac" na rozne frakcje i odlamy spoleczenstwa. Dlatego niemozliwe stalo sie - wzorem polis - wypracowanie wspolnej wszystkim obywatelom wizji dobra publicznego.

Media pojawiaja sie na skale masowa w takiej wlasnie formie ustrojowej; siega po nie wladza panstwowa, by realizowac wlasne cele polityczne, ale i owe najrozniejsze grupy spoleczne, widzace w nich szanse promowania preferowanych przez siebie wartosci. Media elektroniczne to tylko kolejny etap wspomnianego "rozpisywania" demokracji na rozne grupy interesow - panstwa, opozycji, mniejszosci itd. Bardzo dlugo jednak to panstwo bylo glownym straznikiem dostepu do mediow komunikacyjnych, o czym dobrze pamietaja zyjacy w PRL; stracilo ten przywilej w momencie skokowego rozwoju technologii informatycznych.

Obecnie stoimy w obliczu trzeciej transformacji demokratycznej. Globalizacja powoduje, ze panstwa narodowe traca swa dotychczasowa uprzywilejowana pozycje. Decyzje polityczne i gospodarcze nie ograniczaja sie do ram terytorialnych poszczegolnych rzadow i krajow, ale maja charakter ponadnarodowy. Podobnie jak druga transformacja demokratyczna ograniczyla wplyw obywateli na podejmowanie zyciowo waznych dla nich decyzji przez ich wladze lokalne (obowiazki te przejelo panstwo), obecnie - w wyniku powiazan miedzynarodowych - ograniczony zostaje ich wplyw na decyzje uchwalane przez rzady poszczegolnych krajow. Wbrew jednak obroncom panstwa narodowego mozliwe jest dzis zachowanie suwerennosci i niezaleznosci obywatelskiej. Temu celowi sluzy m.in. Internet.

Funkcja wszelkich innowacji technologicznych nie polega wylacznie na ulatwianiu udzialu w zyciu obywatelskim i politycznym. Sytuacja wyglada podobnie, jak w demokracji partycypacyjnej: dyskutujacy ze soba obywatele nie moga przekroczyc granic swojej swiadomosci politycznej. Internet tez tego nie zapewni i nie mozna wysuwac wobec niego podobnych zadan! To nie ten adresat, chcialoby sie powiedziec - odpowiedniejszym jest przede wszystkim system edukacji. Internet z pewnoscia ulatwia sledzenie dyskusji, branie bezposredniego udzialu w glosowaniu, wyrazanie opinii, ale nie zapewnia wzrostu poziomu wiedzy, potrzebnej do rozumnego udzialu w skomplikowanych formach wspolczesnej demokracji.

Rozmaite wspolnoty wirtualne, zwane niekiedy "demokracja elektroniczna", mozna potraktowac jako dzisiejsza postac starozytnego demos. Jest to - jak powiadal Gabriel Almond - najbardziej "uwazna publicznosc", tyle ze nie majaca swego zakorzenienia w konkretnej przestrzeni. Licza sie z nia dzisiejsi straznicy ladu gospodarczego i politycznego, miedzynarodowe korporacje, koncerny, organizacje. W krajach rozwinietej demokracji liberalnej virtual communities stanowia prawdziwa potege. Kazda pokusa uczynienia z Internetu kolejnego medium wyrazajacego globalne interesy natychmiast owocuje niezliczona iloscia nowych zjawisk i inicjatyw bedacych reakcja na probe "zawlaszczania" autonomii sieci. Zauwazmy jednak, ze Internet nie ma barw narodowych, ale globalne, kosmopolityczne, albo przeciwnie - lokalne, ezoteryczne i specjalistyczne.

W Internecie toczy sie walka o spoleczna kontrole nad procesem informacyjnym; nie ma tu miejsca, aby blizej o tym napisac, ale wystarczy poszukac na odpowiednich stronach www wykazu biezacej literatury (idacej w tysiace), aby przekonac sie o jej sile i natezeniu. Najswiezszy przyklad przynosza wrzesniowe wydarzenia w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Warto poswiecic nawet kilka dni na uwazne przesledzenie w domowym komputerze, co to znaczy niezalezna opinia publiczna w cyberprzestrzeni w odniesieniu do tego, wydawaloby sie jednoznacznie nacechowanego moralnie aktu terrorystycznego. Ile w sieci faktow, ktorych prozno szukac w tradycyjnych mediach i oficjalnej propagandzie. Debacie towarzyszy nieuchronnie eksplozja dowcipow roznej jakosci i smaku (ciekawe pytanie przy okazji: czy istnieje "folklor wirtualny?" I jak go badac?).

Mozna zzymac sie na kierunek, w jakim rozwinela sie demokracja liberalna w wolnym swiecie. Ale dlaczego odwracac funkcjonalna zaleznosc pomiedzy rzeczywistymi procesami rozwoju historycznego a jego rezultatami w postaci nowoczesnych form partycypacji w przestrzeni demokratycznej, i za wszystko winic media? Czy istotnie nasza wolnosc jest ciagle zagrozona? Najpierw ograniczalo ja panstwo narodowe i jego interesy, a teraz anonimowe, ponadlokalne mechanizmy swiatowej gospodarki i polityki, ktore usluznie "podsunely" nam telewizje, a teraz daly Internet, aby nas doszczetnie oglupic?

Ideal spoleczenstwa obywatelskiego, o jakim marza Postman i Roszak, przestal obowiazywac juz dosc dawno, podobnie takiz obraz roli telewizji w spoleczenstwie, nie mowiac juz o skomplikowanych procesach wewnetrznego roznicowania sie form demokracji. Najlepsza droga, aby sie o tym przekonac, jest zatopienie sie w... Internecie. Przekonamy sie byc moze wowczas takze, ze rynek informacji jest podstawa ksztaltowania sensownego forum idei. Inaczej tkwi sie w swiadomosci mitycznej albo mitom (np. sieci) daje posluch. Warto pisac o Internecie bez emocji - zarowno pozytywnych, jak i negatywnych; cierpliwe sledzenie, coz sie w nim dzieje, prowadzi do konkluzji, ze poliarchia realizuje sie tam najpelniej.

PS. Niniejsze uwagi odnosza sie, rzecz jasna, tylko do kregu cywilizacji zachodniej; gdzie indziej, chocby w Indiach, rola telewizji i Internetu ma wiele innych lokalnych uwarunkowan. Ale to juz inna historia.

------------------------

*) Neil Postman, W strone XVIII stulecia, PIW, Warszawa 2001, s. 99.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail