PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (5 kwietnia 2002)


GRAZYNA DRABIK

Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)

Parade: Dyrygent: James Levine, rezyseria i inscenizacja: John Dexter i Max Charruyer, scenografia i kostiumy: David Hockney, oswietlenie: Gil Wechsler.

Eric Satie, Parade. Choreografia: Gray Veredon, wedlug libretta Jeana Cocteau. Z udzialem Damiana Woetzela (Harlequin).

Francis Poulenc, Les Mamelles de Tirésias. Libretto: Guillaume Apollinaire. Wystepuja: Ainhoa Arteta (Thérese), John Hancock (The Genderme), Mark Oswald (The Theatre Manager) oraz Earle Patriarco (The Husband).

Maurice Ravel, L'Enfant et les Sortileges. Libretto: Colette. Z udzialem: Danielle de Niese (The Child) i Wendy White (Mama). Metropolitan Opera, Lincoln Center.

Trzech francuskich kompozytorow laczy wiele wspolnych watkow biograficznych. Poulenc i Ravel podziwiali i uwazali za swego mistrza Erica Satie. Popularny juz znany Ravel wybral w 1911 r. jego 3 sarabandy, by przedstawic niedocenianego, starszego kompozytora w czasie waznego recitalu w Société Musicale Independante. Poulenc zadedykowal Satiemu swa pierwsza kompozycje Rapsodie negre. Znalazl sie wsrod chetnych sluchaczy w Paryzu na glosnej premierze Parade, z dekoracjami Picassa. Muzyka Satiego odbila sie znaczacym echem 30 lat pozniej, kiedy Poulenc zabral sie do pracy nad swoja pierwsza opera.

Duzo wazniejszym jednak dla ogolnego efektu francuskiego wieczoru w Metropolitan Opera jest fakt, ze wszystkie utwory powstaly w cieniu wojny, na przekor wojnie. Satie i Cocteau wpisali swa burleske w tradycje commedia dell'arte, kiedy wojska niemieckie znajdowaly sie zaledwie 150 km od Paryza. Zaproszenie do cyrkowej zabawy jest w takim momencie ryzykowne, szczegolnie kiedy elementy komiczne wprowadza blazen-Czarny Charakter ubrany w mundur, z bronia w reku. Parade moze byc odczytana jako akt odwagi wobec zagrozenia, wezwanie do duchowej niezaleznosci, ale i jako prowokacyjny brak powagi w czasach domagajacych sie powagi. Takie wlasnie mieszane reakcje, entuzjazm i skandal, wywolala premiera baletu w 1917 r.

W tym samym roku Colette napisala bajeczke-przypowiesc Balet dla mojej coreczki. Ravel nadal jej forme opery Dziecko i czary na poczatku lat 20. minionego wieku, kiedy Europa otrzasala sie ze zniszczen pierwszej wojny swiatowej, ktora miala byc wojna ostatnia.

Sztuke Les mamelles de Tirésias mlodego francuskiego artysty polskiego pochodzenia wystawiono po raz pierwszy takze w 1917 r. Apollinaire byl wtedy w zolnierskim mundurze, w okopach kolo Verdun. Poeta nosil bandaze na glowie jak szczytnie zdobyte laury, ale ani duma, ani potega slowa nie uchronily go od niechybnej smierci od odniesionych ran. Poulenc komponowal muzyke do surrealistycznego poematu pod koniec nastepnej juz, drugiej wojny swiatowej.

Tryptyk jest wspanialy. Trudno zdecydowac, ktory z utworow zasluguje na wyroznienie. Kazdy szczodrze wynagradza nasza uwage. David Hockney stworzyl do roznorodnej, wieloznacznej muzyki swietna oprawe, pelna fantazyjnego uroku. Jego barwne kolory podkreslaja bogactwo muzyczne. Lekka nuta ironii wydobywa podteksty powagi w roztanczonych melodiach. I juz nie wiadomo, co bardziej cieszy: "ozywiony obraz", wdziek gestu czy piekno glosow.

Oto uczta dla oka, ucha i duszy. Opera w swym najlepszym wymiarze "totalnej sztuki", deklarujacej sie - z niepokornym humorem - po stronie dobra. Cud muzyki i wyobrazni zaprzecza barbarzynstwom gwaltu i bezmyslnosci. Jest to szczegolnie wymowne dzisiaj, kiedy Stany Zjednoczone znowu angazuja sie w coraz szersze dzialania wojenne, choc grozny szczek broni dochodzi do nas z daleka, z innego kontynentu. Dobrze, ze Metropolitan Opera znowu wlaczyla te bardzo udana inscenizacje Johna Dextera z 1980 r. do biezacego repertuaru.

Parade oferuje okazje do popisu tancerzom, zwykle pozostajacym w cieniu spiewakow. Przewodzi im pewnie i z wdziekiem Damian Woetzel, solista New York City Ballet, jako madry Arlekin, ktory potrafi ochronic dziecko od uwodzicielskiej sily Czarnego Charakteru (Andrew Robinson).

Muzyczne widowisko Poulenca jest beztrosko zabawne, prowokacyjnie absurdalne i odrobine moralizujace. W Piersiach Terezjasza cieszy swobodny spiew Ainhoa Artety i Earle'a Patriarco, wyraznie czujacych sie swietnie w rolach atrakcyjnej pary malzenskiej. Dynamiczna gra orkiestry pod uwazna batuta Levine'a podkresla zmienny rytm muzycznych metamorfoz Poulenca. Thérese deklaruje, ze ma dosc siedzenia w domu. Buntujac sie przeciw meskiej kontroli i wymaganiom, nawoluje: "Nie robcie dzieci, robcie wojne!". Pozbywa sie piersi - wypuszczajac kolorowe baloniki zza dekoltu. Uzbrojona w brode i niezalezna wyrusza na podboj swiata. Z kolei opuszczony maz chetnie zaklada domowy fartuch i podejmuje haslo: "Robcie dzieci, nie wojne!". Bierze je tak na serio, ze robi ich 40,049, i to w jednym tylko dniu...

Mezczyzna w roli kobiety zachwyca sie potega roli rodzica. To znaczy zachwyca, poki chor dzieciakow nie zacznie sie zbytnio dopominac o uwage i buntowac przeciw jego dyktatom. Teskni zreszta za Thérese, tak jak i ona szybko zaczyna tesknic za nim. A ze cala opera-buffo dzieje sie w Zanzibarze, pieknym "francuskim miescie", wszyscy szybko sie pogodza, Maz i zona odnajda wzajemnie, zawolujac zgodnie: "Kochajmy sie!". I raz jeszcze zwroca sie do nas z goracym apelem: "Ach robcie, robcie dzieci, a nie wojne!".

Wspomnialam, ze wszystkie trzy utwory sa ciekawe. Moim ulubionym jednak jest rewelacyjna opera Ravela. Dziecko i czary wprowadza nas w kraine prawdziwej magii. Opowiada o rozkapryszonym Dziecku, ktore nie chce sie uczyc i traktuje wszystko wokol siebie jak zabawki, zdane na jego dobra, a raczej niedobra wole. Zamkniete za kare w pokoju przez Matke, Dziecko (swietna, mlodziutka Danielle de Niese) niszczy ze zloscia co moze, ciagnie Kota za ogon, przegania oswojona Wiewiorke.

Nagle przedmioty ozywaja, zaczynaja rozmawiac miedzy soba, napominac surowo Dziecko i grozic mu zemsta. Fotel odsuwa sie od niego. Zegar skarzy sie, ze nie moze zaznaczyc uplywu czasu. Piekna ksiezniczka z podartych stron ulubionej bajki straszy, ze odejdzie na zawsze. Ogien ucieka z kominka, goniac wystraszonego dzieciaka po pokoju. Ich slowa wyraza kunsztowna muzyka. Kazdy glos odznacza sie wyraziscie zindywidualizowana melodia. Swojski fokstrot przechodzi w niezwykle, zupelnie odmienne rytmy. Ogien naprawde pulsuje zyciem. Solowe glosy splataja sie w skomplikowany wieloglos. Wybitni spiewacy, jak Ruth Ann Swenson (Ksiezniczka) czy Mark Oswald (Czarny Kot), skladaja uklon uznania w strone Ravela wystepujac tutaj w malenkich rolach.

Kiedy Dziecko znajdzie sie w drugiej scenie w magicznym ogrodzie, razem z nim wracamy na moment do Raju, gdzie zwierzeta mowia wlasnym, a jednak zrozumialym dla czlowieka jezykiem. Pokonujac strach, wzruszone Dziecko zaczyna po raz pierwszy inaczej patrzec na swiat. Wspolczucie prowadzi je do czynu. Opatruje zraniona Wiewiorke. Zaluje swej glupoty. A poniewaz znajdujemy sie w krainie basni, jeden gest dobra wystarcza. Konczy sie zly koszmar. Wszystko sie uspokaja. Budzi sie nowy dzien. Dlugo rozbrzmiewa w wielkiej przestrzeni koncowej ciszy ostatnie slowo pieknej przypowiesci: "Ma-ma!".

*

A teraz pokrotce: wojna okresla kontekst i stanowi glowny temat innej opery odnoszacej w marcu tryumfy w Lincoln Center. Wojna i pokoj Sergiusza Prokofiewa pod kierunkiem Valerego Gergiewa i rezysera filmowego Andrieja Konczalowskiego, w rosyjsko-amerykanskiej obsadzie, okazala sie jednym z najdrozszych i najwiekszych widowisk kiedykolwiek wystawionych w Metropolitan Opera. Imponuja przytaczane liczby: 52 solistow w 68 rolach, 227 statystow, 120-osobowy chor, 41 tancerzy, 1000 kostiumow. W koncowej odslonie ogladamy na scenie 346 osob plus konia. Sama strategia wprowadzenia i rozmieszczenia tylu ludzi wymaga kunsztu i wojskowej wrecz dyscypliny.

Opera Prokofiewa stworzyla okazje dla tryumfalnego debiutu mlodej rosyjskiej spiewaczki Anny Netrebko w partii Nataszy. Zbieral takze zasluzone holdy baryton Dmitri Hvorostovsky (ksiaze Andriej Bolkonski), pewny swego dzwiecznego i cieplego glosu. Dobrze spiewali Gegam Grigorian (Piotr Bezuchow), Ekaterina Semenchuk (Sonia), doswiadczony bas Samuel Ramey (marszalek Kutuzow), Vassily Gerello (Napoleon).

Tryumfy tryumfami, a jednak Wojna i pokoj pozostaje utworem "peknietym", nieukonczonym, wobec ktorego sam kompozytor pozostal bezradny. Prokofiew wzial sie za epos Tolstoja z rozmachem i otwartym sercem. Nadal wspanialy muzyczny ksztalt pierwszej czesci, ktora mozna by zatytulowac Pokoj. Opowiada w sposob wzruszajacy o rodzacej sie milosci ksiecia Andrieja i mlodziutkiej Nataszy. O zimnych intrygach w salach palacowych, bezdusznosci egoistow, bezwzglednym rygorze konwenansow spolecznych i hierarchii klasowej. Imponujaco prosta a pomyslowa scenografia George'a Tsypina i oswietlenie Jamesa F. Ingallsa stanowi idealna oprawe dla kunsztownej, bogatej w srodkach i subtelnej muzyki.

Gorzej z druga czescia, czyli Wojna. W czasie pozegnania umierajacego ksiecia Andrieja i Nataszy mamy do czynienia z konkretnymi osobami, czujemy smak ich kleski i tesknoty. Poza tym jednym momentem jednak, ogladamy tlumy. Niezroznicowana masa ludzka w roznej formie deklaruje gotowosc na smierc rownie bezimienna, jak bylo jej zycie. Nawet scenografia Tsypina, tak udana w pierwszej czesci, nabiera tutaj pietna brzydoty. Mozna by to potraktowac jako skomplikowany komentarz na odczlowieczajaca sile wojny. Obraz jednak nie porusza. Muzyka bowiem powtarza sie monotonnie, w gladkich, niemal hollywoodzkich kadencjach. Zamiast budzic groze wobec bezmiaru cierpien, wznosi sie lubieznie falami choralnych westchnien i krzykow. Napiera nachalnie, jakby chciala zagluszyc watpliwosci koncowa orgia patriotycznych deklaracji. Kutuzow wychwala lud rosyjski. Lud rosyjski wychwala Matke Rosje. Matka Rosja nikogo nie wychwala, tylko ledwo ledwo trwa - w lunie pozarow, wobec klesk natury, glodu i ogolnego okrucienstwa.

*

Lubie Richarda Foremana - niespokojnego, niezmordowanie poszukujacego artyste. Lubie jego melancholijnie czarno-biala wizje swiata, anarchistyczny humor, zdolnosc do autoironii, antydoslownosc jego opowiesci w formie kolazu. Lubie intymna przestrzen salki w St. Mark's Church, gdzie nieodmiennie zbiera sie komplet publicznosci - wielojezycznej i wielopokoleniowej. Niestety, Maria del Bosco. A Sound Opera (Sex & Racing Cars) nie spelnia oczekiwan wywolanych obiecujacym tytulem. Udane sa kostiumy Kasi Walickiej Maimone. Scenografia Foremana, jak zwykle balaganiarsko malownicza, rozproszona w ciekawych szczegolach, przez jakis czas przyciaga uwage. Lecz tekst biezy bezwolnie to w jedna, to w druga strone, krazy obsesyjnie w kolko. Gdyby nie swietna Juliana Francis jako jedna z trzech Marii, fascynujaca w swej stylizowanej obojetnosci na chaos ja otaczajacy, nie dotrwalabym do konca.

Ontological-Hysteric Theater. Przedstawienia do 27 kwietnia, w St. Mark's Church na Drugiej Avenue i E. 10 St., tel.: (212) 533-4650.

*

Dzieki entuzjastycznemu przyjeciu, z jakim spotkal sie w marcu, Witkacy powraca do klubowej salki na pieterku w La MaMa. Przedstawienia gorzko-zabawnej satyry Tumor Brainiowicz beda sie odbywac od 25 kwietnia do 5 maja. Warto obejrzec te udana inscenizacje przygotowana przez mlodych Amerykanow z Teatru Dwuglowego Cielecia. Cieszy swietne wyczucie trudnego tekstu, jakie wykazala rezyserka Brooke O'Hara, i entuzjazm, jakim potrafila natchnac aktorow, szczegolnie Briana Bickerstaffa. Zaciekawia muzyka Brendana Connelly'ego, swietnie zsynchronizowana z jezykowymi akrobacjami Witkacego, zgrabnie brzmiacymi w bardzo dobrym tlumaczeniu Daniela Geroulda.

La MaMa E. T. C./The Club, 74A E. 4 St., tel. (212) 475-7710.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail