[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (5 kwietnia 2002)


Wokol rysunkow
Durera

O zrabowanych dzielach sztuki mowi Ryszard Boncza, rzeczoznawca i konserwator

 

Bardzo powoli do Polski zaczynaja wracac dziela sztuki zaginione podczas drugiej wojny swiatowej. Ostatnie przypadki: londynski zwrot obrazu flamandzkiego mistrza Adriaena Brouwera czy nowojorski - Georga Pencza, po latach bezczynnosci i milczenia wokol zrabowanych dziel stanowia przyklady zarysowujacej sie zmiany na lepsze. Od paru lat toczy sie spor o zwrot rysunkow Albrechta Dürera, skradzionych z Polski w czasie wojny. O skali zjawiska i tej konkretnej sprawie mowi Ryszard Boncza.

- Na skale bardziej zorganizowana grabiez dziel sztuki w Europie datuje sie od czasu potopu szwedzkiego (1655 r.) i wczesniej - wojny trzydziestoletniej (1618-48). Ta ostatnia niespecjalnie dotknela ziemie polskie, ale Szwedzi wrecz zlupili Polske. Wiadomo, ze w rekach Szwedow znajduja sie dziela polskie, ktorych pochodzenie jest udowodnione, a kraza zgola fantastyczne legendy o zagrabionych przez nich zabytkach polskiej kultury. Niestety, sprawe uznano za przedawniona i dzis nic juz nie mozna zrobic.

W czasie wojen napoleonskich tego rodzaju grabiez miala juz charakter bardziej zorganizowany i wyrafinowany. Napoleon zlupil wiele krajow, Polske - po czesci. Natomiast w sposob masowy i precyzyjnie zorganizowany, na skale niespotykana poprzednio, do grabiezy doszlo w czasie drugiej wojny swiatowej. Dokonywaly jej hitlerowskie Niemcy i Zwiazek Sowiecki. Poczawszy od 1939 do 1948 roku trwal rabunek pod auspicjami glow panstwa i dygnitarzy panstwowych.

Nad ujawnieniem szczegolow grabiezy hitlerowskiej po 1945 r. pracowaly trzy mocarstwa, choc Zwiazek Sowiecki nie byl specjalnie zainteresowany wspolpraca.

Jeszcze w czerwcu 1939 r. Hitler powolal owczesnego dyrektora muzeum w Dreznie Hansa Possee na stanowisko dyrektora muzeum w Linzu, w dzisiejszej Austrii. Hitler chcial wlasnie w Linzu zbudowac najwieksze muzeum na swiecie, ktore skupialoby tylko swiadectwa kultury germanskiej. Albert Speer opracowal plany architektoniczne monumentalnego gmachu.

Dr Possee od razu zaczal gromadzic te dziela. W 1940 r. Hitler zlecil znanemu w Niemczech historykowi sztuki Otto Kümmelowi sporzadzenie dla dyrektora muzeum w Linzu listy dziel pochodzenia niemieckiego. Wedlug pierwotnego planu mialy to byc prace niemieckich artystow z muzeow i prywatnych kolekcji krajow okupowanych. Kümmel sporzadzil taka liste. Hitlerowi bylo za malo. Rozszerzono wiec wkrotce ten spis nie tylko o dziela Niemcow, ale i o takie, ktore w jakims sensie nawiazywaly do germanskiego dziedzictwa. Pojemna formula poszerzyla te liste niewiarygodnie.

Wkrotce doszly wszystkie inne dziela o wartosci muzealnej - prace Picassa, Renoira, wszystkich impresjonistow. W zwiazku z rozszerzeniem listy do wprost niewiarygodnych rozmiarow, Hitler powolal w 1940 r. specjalna grupe operacyjna pod nazwa Einsatzstab Reichsleiterrosenberg i mianowal glowa tej organizacji Alfreda Rosenberga, ideologa partii nazistowskiej.

Utworzyl on sztab, do ktorego dokooptowano profesorow uniwersyteckich, historykow sztuki, dyrektorow muzeow, ludzi szanowanych w swiecie sztuki, ale rowniez SS-manow, i to wysokiej rangi, bo poczawszy od Himmlera. Do calego przedsiewziecia grabiezy dolaczyly sie jeszcze pojedyncze osoby - Göring, Ribbentrop i sam Hitler zaczeli dla siebie, prywatnie juz, zbierac co cenniejsze dziela sztuki. Miedzy innymi doszlo do smiesznej i zalosnej rywalizacji miedzy Hitlerem a Göringiem. Ten ostatni nawet popadl na pewien czas w klopoty, kiedy sprzatnal Hitlerowi sprzed nosa jeden z wazniejszych obrazow Rafaela.

Osoby powolane przez Rosenberga mialy wysoki status naukowy w swiecie sztuki. Ludzie ci podpisywali protokoly konfiskaty, sankcjonowali grabiez. Jednym z nich byl historyk sztuki dr Kajetan Muehlmann. Zostal on wyznaczony na komisarza ds. dziel sztuki na terenie Polski. W czerwcu 1941 r., zaraz po zajeciu Lwowa przez armie niemiecka, zjawil sie w Muzeum Ossolinskich w towarzystwie gestapo i zaczal szukac rysunkow Dürera, ktorymi Hitler osobiscie sie ogromnie interesowal. Chodzilo o 24 rysunki artysty. Dyrektora placowki zmuszono do wyjawienia, gdzie je ukryto.

Pod koniec wojny rysunki Dürera odnaleziono w Austrii w kopalni srebra Altsee. I tam zostaly zabezpieczone przez armie amerykanska wraz z innymi dzielami. Amerykanie szybko ustalili, ze byly one darem fundacji Lubomirskich dla Muzeum Ossolinskich. Dlatego tez pozniej alianci przekazali dziela Lubomirskim, skoro istnial bardzo silny nacisk wsrod sprzymierzonych, aby nie zwracac zabytkow do krajow komunistycznych.

Na terenach okupowanych przez Niemcow skradziono ogromna liczbe dziel sztuki. Z samej Polski - 516 tys., z tego tylko 60 tys. jest zarejestrowanych i udokumentowanych.

Grabiez na terenach polskich miala bardzo szczegolny charakter, inny niz na przyklad we Francji. Tam chodzilo po prostu o zabieranie rzeczy cennych, natomiast w Polsce grabiez ta miala rowniez charakter ideologiczny. Chodzilo o to, aby pozbawic Polske jakichkolwiek wiezow z zachodnia kultura, zeby wyjalowic nasz kraj z wszelkiego dziedzictwa kulturowego. Notabene, Hitler i gubernator Frank osobiscie omawiali plany dotyczace Warszawy - terytorialnie ograniczona tylko do Starego Miasta i Osi Saskiej miala liczyc nie wiecej niz 100 tys. mieszkancow, a wzdluz Wisly przewidziano wylacznie wille dla dygnitarzy niemieckich.

W ramach tej akcji zrabowano i zniszczono 50 milionow ksiazek z bibliotek; w szkolnych i oswiatowych zlikwidowano 90 proc. zbiorow; a z bibliotek naukowych - 55 proc. Do roku 2000 udalo sie skatalogowac jako straty dziedzictwa narodowego 4500 pozycji - obrazy, rzezby, przedmioty ozdobne, meble, tkaniny, bron, itp. Ze 1536 obrazow odzyskano tylko 170. Biuro Pelnomocnika Rzadu ds. Dziedzictwa Narodowego za Granica szacuje, ze ogolna wartosc zaginionych przedmiotow (wedlug wartosci rynkowej w 2000 r.) wynosi 20 mld dolarow.

W celu odzyskiwania, katalogowania i zwracania zagrabionych dziel sztuki alianci musieli tworzyc instytucje podobne do wczesniej dzialajacych hitlerowskich organizacji. Amerykanie powolali trzy punkty zbiorcze, w tym w Linzu. Rowniez mieli takie punkty Francuzi i Anglicy. Obecnie toczy sie wielka akcja, aby cala te ewidencje udostepnic publicznie, bo w dalszym ciagu listy te nie sa jawne. Na konferencji w Waszyngtonie na temat restytucji dziel sztuki, ktora odbyla sie w grudniu 2000 r., podano, ze tylko w strefie amerykanskiej w 1945 r. odkryto i zewidencjonowano 220 tys. dziel sztuki.

Odzyskane dziela juz dawno oddano placowkom muzealnym, ale nie prywatnym wlascicielom. W dalszym ciagu trwa proces restytucji. Poszukuje sie wlascicieli, a muzea w USA otrzymaly polecenie, zeby dziela, ktore przejela armia w 1945 r. i przekazala tym placowkom, jeszcze raz starannie przejrzano i w watpliwych przypadkach - ostatecznie ustalono pochodzenie.

Postanowienia te stanowia podstawe polskiego wniosku o odzyskanie rysunkow Dürera. Nieporozumienie wokol nich polega na tym, ze w gre wchodza kartki papieru. Bylo ich 25, odnaleziono 24; ale na tych 25 kartkach znajdowalo sie 28 rysunkow - kilka bylo dwustronnych.

Przykladem wlasciwej postawy muzeow, ktore otrzymaly polecenie, aby szukac we wlasnych zbiorach i oddawac to, co pochodzi z grabiezy, byl obraz Georga Pencza. Zrabowane z Muzeum Narodowego dzielo po licznych perypetiach znalazlo sie Viscayan Museum na Florydzie. W lutym br. placowka ta uroczyscie zwrocila obraz Polsce.

Oddawanie obrazow, kiedy mamy do czynienia z oczywistym rabunkiem, nie budzi specjalnych kontrowersji. Gorzej jednak w przypadkach, kiedy muzea zgodnie z prawem i w dobrej wierze kupuja dziela pochodzace z wojennej grabiezy.

W wiekszosci dziela sztuki w muzeach pochodza z darow; na aukcjach albo w galeriach prywatne osoby dokonuja zakupow i nastepnie przekazuja dzielo muzeum. Nie ma wiec przestepstwa.

W sprawie restytucji dziel sztuki prawo nie jest uregulowane. Na wspomnianej konferencji w Waszyngtonie mowilem o braku definicji prawnych, ktore bylyby jednoznaczne. Co znacza bowiem okreslenia "zakupione w dobrej wierze", "rzetelne podstawy wlasnosci" czy "okres przedawnienia roszczen"?

We wrzesniu br. ma sie odbyc w Metropolitan Museum konferencja z udzialem trzydziestu osob reprezentujacych muzea z USA, Wielkiej Brytanii, Holandii i Kanady oraz prywatnych kolekcjonerow posiadajacych rysunki Dürera o ogromnej wartosci historycznej i rynkowej. Wezmie w niej udzial strona polska.

Dziela sztuki staly sie w jakims sensie zakladnikami miedzynarodowych sporow. Polska tez ma troche obcych dziel i nie chce ich oddac, ale tu sprawa nie jest taka prosta. Wprowadzono bowiem zasade przynaleznosci terytorialnej. Z jednej strony jest ona sluszna, z drugiej - szalenie kontrowersyjna i budzi sporo zamieszania w kwestiach restytucji. Jesli spor dotyczy, powiedzmy, rzezby greckiej z trzeciego wieku przed Chrystusem, to jest jasne, ze powinna byc ona w Grecji. Ale w konkretnym polskim przypadku spor toczy sie o przynaleznosc dziel sztuki ze Lwowa, Wilna, Kowla, Stanislawowa, Drohobycza itp. i dotyczy obrazow Juliusza i Wojciecha Kossakow, Jozefa Chelmonskiego, Alfreda Wierusza-Kowalskiego pochodzacych z bylych ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Obecni wlasciciele nie chca dzis ich oddac powolujac sie na przynaleznosc terytorialna. W przypadku rysunkow Dürera jest to punkt sporny, bo dziela te znajdowaly sie we Lwowie. Strona polska argumentuje, ze dziela sztuki przynaleza do danej instytucji, w tym przypadku do Ossolineum, ktore przeniesiono do Wroclawia. Do tego miasta i tej instytucji rysunki winny wrocic.

Do wiekszych domow aukcyjnych, do wiekszych galerii oraz do powazniejszych magazynow poswieconych kulturze i sztuce wyslano zawiadomienie, iz katalog dziel zaginionych z Polski jest w Internecie. Latwo go przestudiowac i stwierdzic, czy obiekt oddany w komis lub na sprzedaz znajduje sie na liscie dziel zrabowanych. To eliminuje poslugiwanie sie argumentem zakupu "w dobrej wierze". Na przyklad Portret Anny Bretonskiej nieznanego malarza z XVI w., pochodzacy z kolekcji goluchowskiej Czartoryskich, zakupil w Neddler Gallery w Nowym Jorku pewien profesor Uniwersytetu Cornell. Wiele poszlak wskazuje na to, ze kupil on takze drugi obraz, Portret mezczyzny, ktory stanowil uzupelnienie poprzedniego. Oba plotna byly przed wojna w Polsce i figuruja na liscie strat wojennych.

Przyklad ten jest znamienny: Portret Anny Bretonskiej stanowi polskie dziedzictwo narodowe i znajduje sie na liscie dziel zrabowanych. Jesli wiec zostal odnaleziony za granica, to nie jest to tylko sprawa wlasciciela, w tym przypadku rodziny Czartoryskich, ale rowniez zainteresowany byc winien rzad w Warszawie. Tymczasem wladze polskie umyly wtedy rece. Rezygnacja z wystapienia z roszczeniami spowodowala, ze w rezultacie obraz nie powrocil do Polski.

Trzeba zmienic to nastawienie, by w przyszlosci w odmienny sposob podchodzic do podobnych przypadkow. Nie mamy jednak organizacji, ktora sledzilaby przebieg licytacji i katalogi przynajmniej najwazniejszych domow aukcyjnych, szczegolnie na terenie USA, Anglii, Francji, Holandii, Wloch i Niemiec. Wiele z tego powodu tracimy.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail