BEATA DOROSZ
Jan Lechon,
Wielki Piatek
i Weronika...
Wazne
odkrycia czesto bywaja przypadkowe - a ich konsekwencje
zaskakujace. Wiosna 1988 r., przegladajac rekopisy Jana
Lechonia w archiwum poety w Polskim Instytucie Naukowym
w Nowym Jorku, natknelam sie na skrawek papieru z okruchem
wiersza o sw. Weronice. Okruchem - bo z notatki Lechonia
w Dzienniku (10 wrzesnia 1951 r.) wynikalo, ze powstal utwor
dluzszy, ktorego pisania autor nie planowal, a poddal sie
jedynie impulsowi - artystycznemu, religijnemu?
Nie wiem, jakie byly owe zaginione zwrotki, ale ta odnaleziona sklonila mnie do refleksji, po czesci tylko zwiazanych z poeta i z literatura.
VI stacja Drogi Krzyzowej - spotkanie z Weronika... Ilez razy to nabozenstwo odprawiane bylo przez tysiace wiernych - ale ten przystanek na ogol nie zajmowal szczegolnie ich uwagi. Owszem, pochylalismy sie z czcia przy upadkach Chrystusa, bolelismy razem z Jego Matka, moze zastanawial nas raczej Szymon Cyrenejczyk - czlowiek, ktorego zmuszono, by pomogl Bogu. Ale Weronika? Byla chyba gdzies na drugim planie. A to przeciez ona pierwsza publicznie opowiedziala sie za Chrystusem, w gescie wspolczucia mowiac: "Jestem z Toba"... Wobec wrogiego tlumu, w obecnosci katow i rzymskiej eskorty czyn tej kobiety wymagal nie lada odwagi. To ona okazala "prawdziwa wielkosc i cnote w sparszywialym swiecie" i w tak cudownej formie zostala nagrodzona. Chyba przeczucie niezwyklosci tej laski podyktowalo poecie - borykajacemu sie ze soba i swiatem - poruszajaca puente jego wiersza, bedaca niczym drogowskaz dla czlowieka zagubionego w coraz bardziej niezrozumialym swiecie.
Weronika - czyli Vera Icon - Obraz Prawdziwy. Obraz Chrystusa, ale i obraz nas samych - choc najczesciej, przeciwnie niz ona, niezdolnych do aktow odwagi i milosierdzia.
Od momentu spotkania z Weronika Lechonia zaczelam sie bacznie przygladac VI stacji Drogi Krzyzowej, gdziekolwiek ja spotykalam - na szlaku wakacyjnych wedrowek, w szpitalnej kaplicy, na nowo odkrywalam ja w kosciolach mojego rodzinnego miasta. Od tego czasu powstala kolekcja fotografii, ktorej mala czesc prezentuje Czytelnikom Przegladu Polskiego, majac nadzieje, ze w przyszlosci powstanie z nich duzy album. Moze opatrzony refleksjami religijno-poetyckimi nie tylko Jana Lechonia...
Dziennik
(wybor)
22 pazdziernika 1949 r.
Zycie ma swoje glebokie cele moralne i swoje sumienie, tylko ze droga do tych celow jest zupelnie inna niz ta, ktora nam wskazuja zawodowi moralisci. Jest to droga najciezszego ludzkiego doswiadczenia, znana bardziej wielkim pisarzom niz kaznodziejom.
13 grudnia 1949 r.
Chrystus dlatego zwyciezyl, ze przyniosl nowe uczucie, milosc blizniego, ktore dalo jak kazde uczucie szczescie tym, ktorzy nim przenikneli. Winicjusz poczul sie naprawde szczesliwy jako chrzescijanin. Upadek wiary to przede wszystkim upadek tego uczucia.
10 lutego 1950 r.
Sa takie cudze sprawy, na ktore zaradzic mozna tylko mysla, goracym pragnieniem, miloscia. Stad tylko krok do tego, ze tylko modlitwa cos moze, cos naprawde zmienia.
18 kwietnia 1950 r.
Mowi sie nieraz o ludziach wysokiej moralnosci, ktorzy nie czerpia jej z religii, sa ateuszami. Nie przecze, ze tak bywa, ale nie trzeba zapominac, ze przeciez kazdy Europejczyk, kazdy czlowiek bialej cywilizacji wychowal sie w kulturze chrzescijanskiej i ma w sobie jej dziesieciowiekowe dziedzictwo.
21 lipca 1950 r.
Sny wazne i szybko zapomniane. W pewnej chwili ogromny spiew "Allejuja! Wesoly nam dzien dzis nastal" tak przejmujacy, ze obudzilem sie z uczuciem, ze plakalem przez sen.
17 wrzesnia 1950 r.
Modlic sie teraz, aby prosic, kiedy tak dlugo nie modlilem sie, aby dziekowac - co za wstyd przed Panem Bogiem! Ale zarazem w tym jest - wbrew temu, co sadza rozni latwomyslni filozofowie - nie tylko uznanie, ale prawie dowod istnienia Boga. Grzeszny, ale madry i wierzacy ksiadz Jakubisiak uwazal, ze kiedy grzesznik umierajac nawraca sie w ostatniej chwili, daje dowod prawdziwej wiary. "Jak trwoga, to do Boga" - to znaczy, ze poczucie Boga lezy w naszym instynkcie.
4 lipca 1951 r.
Najbardziej ludzki moment w zyciu Chrystusa to modlitwa o unikniecie meczenstwa, o oddalenie "Kielicha goryczy". W tym obrazie Chrystus zbliza sie do nas najbardziej, uswieca nasze pragnienie szczescia. Ta modlitwa to wlasnie arka przymierza miedzy nim a czlowiekiem.
10 wrzesnia 1951 r.
Probowalem pisac wiersze. Pisalem lekko i zle - trzecia zwrotka na pewno psuje dwie pierwsze - ale i tamtych nie jestem pewien. Pomysl przyszedl mi dopiero w chwili, gdym siadal do pisania. Swieta Weronika - to ma byc poezja, ktora jedynie moze przechowac odbicie wielkosci i cnoty w sparszywialym swiecie.
5 kwietnia 1952 r.
Swiecone w Polsce - potwornych wielkosci baby, mazurki, szynki, pisanki, baranek z choragiewka, stol ubrany barwinkiem. I to suszenie przed tym, pamietam, kiedy nie bylo zadnych wodeczek i ryb faszerowanych w Wielki Piatek, tylko sledz i kartofle - a pozniej czekalo sie w Wielka Niedziele na rezurekcje, jakby naprawde na Zmartwychwstanie Pana Jezusa, i naraz ze smutku i postu robila sie wielka radosc, zarcie i picie. Dyngus na wsi, ktory zawsze przypomina mi obrazy naiwnego i rzewnego Wojciecha Piechowskiego. I piesn rezurekcyjna, wsrod naszych cudownych piesni koscielnych jedna z najcudniejszych Wesoly nam dzien dzis nastal. I brzek nie konczacy sie dzwonkow w kosciele, a przed kosciolem pierwsze listki na drzewach.
6 kwietnia 1954 r.
Samotnosc przerazliwa, jakby moja sprawa, moje sprawy bylo to cos zupelnie oderwanego od spraw swiata, spraw wszystkich ludzi. Moze tak byc powinno. Moze wtedy wlasnie pojmuje sie, ze wszystko zalezy od Boga i tylko z nim mamy mowic. W takim razie zylem i zyje wciaz w herezji, bo czuje racje swego istnienia, racje swiata wlasciwie, gdy jestem wmieszany w zycie innych, w sprawy tego swiata. I zdaje mi sie, ze Bog jest w nich wlasnie i ze wtedy z nim sie lacze.
31 sierpnia 1954 r.
Obudzilem sie w nocy i przez dwie godziny robilem rachunek sumienia z grzechow calego zycia, przypominajac sobie winy zepchniete na samo dno sumienia. Zaden ksiadz mnie nie sluchal, ale wstawszy rano, poczulem, ze zostalem wysluchany tam, gdzie waza sie wszystkie nasze sprawy. Jestem silniejszy przez te spowiedz milczaca i przez postanowienie, ze wszystko, co moge naprawic, naprawie.
3 sierpnia 1955 r.
Obudzilem sie kolo szostej i widzialem, czegom nie widzial od lat; truskawkowy,
przeswietlony od wewnatrz rozszerzajacym sie z kazda sekunda
blaskiem wschod slonca nad Manhattanem. Bylem sam w ciasnym
hotelowym pokoju i po raz pierwszy od nie wiem jak dawna
nie czulem sie samotny. Aubrey, ktory nie moze pogodzic
sie z zadna istniejaca religia, mowi: "Naturalnie, ze Bog
jest, bo slonce wschodzi i zachodzi".
Weroniko,
nie myj plamy
Z twojej krwawej chusty.
Po niej tylko Go poznamy,
Gdy grob bedzie pusty.
Odnalezione w archiwum
Jana Lechonia
w Polskim Instytucie Naukowym
w Nowym Jorku w maju 1998.r.
Pierwodruk: Pamietnik Literacki,
Warszawa 1999, zeszyt 3. |
Wielkanoc
Droga, wierzba sadzona wsrod zielonej laki,
Na ktorej pierwsze jaskry zolcieja i mlecze.
Posrod wierzb po kamieniach waska struga ciecze,
A pod niebem wysoko spiewaja skowronki.
Wsrod tej laki wilgotnej od porannej rosy,
Droga, ktora co swieto szli ludzie ze spiewka,
Idzie sobie Pan Jezus wpolnagi i bosy
Z wielkanocna w przebitej dloni choragiewka.
Naprzeciw idzie chlopka. Ma kosy zlociste,
Lowicka jej spodniczka i piekna zapaska.
Poznala Zbawiciela z swietego obrazka,
Upadla na kolana i krzyknela: "Chryste!".
Bije glowa o ziemie z serdeczna rozpacza,
A Chrystus sie pochylil nad kleczacym cialem
I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech wiecej nie placza,
Dwa dni lezalem w grobie. I dzis zmartwychwstalem".
Wielki Piatek
Kobieta, ktorej nie stac na kir i zaloby,
Lecz z ktorej twarzy czytasz cala Meke Panska,
Jak senna w Wielki Piatek idzie Swietojanska
I dziecko wynedzniale prowadzi na Groby.
I nagle zobaczyla: zamiast kwiatow - skala
I nie pachna hiacynty, nie widzi przybrania.
I wtedy ta kobieta kamienna zadrzala,
Ze moze po tej smierci nie byc zmartwychwstania.
Lecz oto dzwiek przecudny splynal w cisze glucha
I z choru lekko zstapil aniol urodziwy,
I tej trupiej kobiecie powiedzial na ucho:
"Im cud jest bardziej trudny, tym bardziej prawdziwy".
Przypisane Stanislawie Kuszelewskiej
Pierwodruk: Tygodnik Polski, Nowy Jork 1944 r., nr 15 z
dn. 9 kwietnia.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |