[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (22 marca 2002)


ANDRZEJ ZWANIECKI

Nowojorska
kronika kulturalna (film)

 

Zepsute kly,
z zaswiatow lzy,
pazury w rekawiczkach

Awans spoleczny wampira ze slumsu kina klasy C do ekskluzywnego klubu wysokobudzetowych produkcji moze byc pierwsza zapowiedzia zmierzchu horroru z klami. Kiedy primabalerina pop-kultury wspina sie na place i zaczyna chodzic na koturnach, mozna sie spodziewac, ze wkrotce padnie na twarz. Tak bylo z westernem i tak, sadzac po The Queen of the Damned, moze byc z filmami o wampirach.

Zreszta wobec tego, ze nie ma w nim nic, co mogloby wywolac dreszczyk, nie jest to tak naprawde film grozy, lecz cos w rodzaju celebracji komiksowej odmiany kultury gotyckiej. Jej bohaterem jest wampir Lestat (Stuart Townsend), ktory - przebudzony z wielowiekowego snu - staje sie w mgnieniu oka gwiazda rocka. Jego estradowa charyzma dziala tak poteznie, ze ozywia skamieniala wampirzyce Queen Akasha (Aaliyah), ktora krolowala niegdys w Egipcie. Zakochane w sobie wampiry postanawiaja zapanowac nad swiatem. Jest to jedyna rzecz, ktora wywoluje groze, bo moze oznaczac, ze zdrozeje kaszanka, a dentysci zaczna rzadzic Organizacja Narodow Zjednoczonych. Ambitnych wysysaczy dosc bezskutecznie usiluje powstrzymac armia wrogow Akashy, ktorych motywy sa jednak rownie metne, jak intencje autorow filmu.

Pod wzgledem wizualnym film jest daleki od arcydziela, ale przynajmniej niektore obrazy skrza sie zywymi barwami jarmarcznego kiczu. Ze starannie wykonanymi dekoracjami, dobrymi zdjeciami i prestizowa powiescia Anne Rice jako podstawa scenariusza The Queen of the Damned wyroznia sie wiec sposrod seryjnych, tandetnych horrorow dla nastolatkow. Byc moze nawet rezyser Michael Rymer i producenci sadzili, ze walory realizacji filmu uwypukla jakies niedostrzegalne golym okiem zalety materialu.

Stalo sie wrecz odwrotnie - pierwszorzedna oprawa obnaza pompatyczne zadecie i zalosny anachronizm tego filmu. Najczesciej sprawia on wrazenie nieudolnego skrzyzowania filmu kostiumowego z lat 50. z tandetnym koncertem rockowym w typie Marilyn Manson. Jezyk, ktorym bohaterowie przemawiaja do siebie, jest karykatura Szekspira dla ubogich, co w polaczeniu z aktorstwem na poziomie manekinow grajacych w polo sprawia, ze czlowiek przyglada sie temu widowisku z mieszanina nudy i rozbawienia, jaka towarzyszy ogladaniu wyjatkowo nieudolnego amatorskiego przedstawienia.

Gdyby Rymer mial troche poczucia humoru, The Queen of the Damned moglby byc gruba, ale smieszna parodia. Niestety, rezyser ma ciezka reke, co sprawia, ze przewidywalna w stu procentach akcja, mimo ze rozbiegana miedzy pobocznymi watkami, ma mniej wiecej tyle zycia, co wypchana sowa. W tym stanie rzeczy wampirow nie uratuje zadne sztuczne oddychanie. Niezbedna jest transfuzja swiezej krwi.

O ile The Queen of the Damned nalezy do filmow, ktore pokazujac na ekranie kly ujawniaja, ze sa zupelnie sprochniale, o tyle Dragonfly zalicza sie do kategorii tych, ktore robia wszystko, aby byc bite i kopane. Kevin Costner to aktor wyraznie dobrze czujacy sie w takich masochistycznych utworach; Dragonfly jest kolejnym tego swiadectwem. Aktor gra w nim doktora Joe, ktorego piekna zona Emily (Susanna Thompson) ginie w wypadku autobusowym w Wenezueli. Zrozpaczonego doktora nie jest w stanie pocieszyc ani fachowy terapeuta, ani trzezwa sasiadka (Kathy Bates). Przy zyciu trzymaja go jedynie "znaki", ktore najpierw go tylko intryguja, a wkrotce prowadza do przekonania, ze to Emily usiluje nawiazac z nim kontakt z zaswiatow. Utwierdzaja go w tym chore na raka dzieci, ktore po otarciu sie o smierc albo przemawiaja do niego jej glosem, albo zapewniaja go, ze widzialy ja w oprawie teczy.

Pare lat temu Hollywood otworzyl szose do nieba, po ktorej na ekrany wjechala kawalkada filmow o aniolach zstepujacych na ziemie. Ta inwazja nie przyniosla jednak trzesienia ziemi (ani tym bardziej kasy), tylko pare mdlych romansow. Byc moze teraz zarzadzono zmiane kierunku i ziemscy bohaterowie beda zagladac coraz czesciej za kulisy tamtego swiata. Nie daj Boze, bo sadzac po pierwszych filmach o zyciu po zyciu, rezultat bedzie niewiele lepszy.

Jedne i drugie filmy wywodza sie z newage'owego ducha neopoganstwa, w ktorym swiaty zywych i umarlych przenikaja sie w aerozolu perfumowanego mistycyzmu. Ostateczna granice miedzy nimi, nad ktora przez wieki wytezali umysly najwieksi mysliciele i mistycy, Hollywood pokonal jednym skokiem, sprowadzajac ja do problemu (tele) komunikacji. Aby ja pokonac, wystarczy wierzyc, mowi bohaterowi zakonnica, siostra Madeline (Linda Hunt). Nasz smetny Joe zaczyna wiec wierzyc, ale my jemu nie. Zaloba w wykonaniu Costnera jest bowiem malo ekspresyjna. Najczesciej ma on mine kogos, kto wyszedl wyrzucic smieci i zapomnial klucza do mieszkania.

Najwyrazniej nie wiedzac, co poczac z tymi smieciami, rezyser Tom Shadyac zaczyna straszyc. A to poruszy jedna z ozdobek zbieranych przez Emily, a to kaze papudze zaskrzeczec powtarzane przez nia slowa powitania, a to... sami zreszta wiecie, bo te lekcje przerabialismy juz wiele razy. Czlowiek zaczyna nawet zachodzic w glowe, czy Emily nie chce czasem napedzic strachu bohaterowi w odwecie za to, ze za zycia nie byl dla niej dobry? Moglby na to wskazywac fakt, ze jest on watrobiarzem i osobnikiem raczej antypatycznym, za ktorym nikt nie przepada.

Shadyac upiera sie jednak przy tym, ze to wiara w cuda, czy moze raczej obsesja na punkcie "znakow" i "dociekania prawdy", separuje go od niedowiarkow i czyni nieznosnym dla otoczenia. Nie wypada to zbyt przekonujaco, bo postaci Joego brak zarliwosci nawiedzonego. Nieczuly na to Dragonfly brnie w te sytuacje w mistycznym widzie, miotajac sie miedzy ckliwym melodramatem a horrorem. W rezultacie nie wywoluje ani wzruszenia, ani dreszczyku emocji, tylko filmowego kaca.

*

Gosford Park obok Amelie, In the Bedroom i Monster's Ball znajduje sie w doborowej stawce filmow niezaleznych, ktore od kilku miesiecy kroluja na ekranach studyjnych, wypierajac dosc nijakie filmy, ktore weszly do kin w pierwszych miesiacach tego roku. Film Roberta Altmana, nominowany do Oscara dla najlepszego filmu 2001, ma klase najlepszych, wielowatkowych i wielopostaciowych freskow spolecznych rezysera, z Nashville i Short Cuts na czele, choc najblizszy jest jego Weselu, w ktorym wydarzenia w mikrokosmosie panstwa mlodych, ich rodzin i gosci weselnych odzwierciedlaly zmiany obyczajowe nastepujace w Ameryce lat 70.

W Gosford Park wydarzeniem skupiajacym jak w soczewce losy angielskich arystokratow, ich sluzby i amerykanskich gosci jest polowanie. Z tej okazji do palacu Williama McCordle'a (Michael Gambon) zjezdzaja jego bliscy i dalecy krewni oraz amerykanski producent Morris Weissman (Bob Balaban) wraz z gwiazdorem hollywoodzkim Ivorem Novello (Jeremy Northam) i "sluzacym" Henrym Dentonem (Ryan Phillippe). Wsrod sluzby kroluja butler Jennings (Alan Bates) i Mrs. Wilson (Helen Mirren).

Gosford Park to poczatkowo dluga przygrywka do polowania, w trakcie ktorej Altman zarysowuje skrotowo, a skutecznie, rodzinne, materialne i erotyczne zwiazki miedzy uczestnikami zlotu, ktorzy niemal bez wyjatku sa zalezni od antypatycznego sir Williama. Podwojne morderstwo pana domu prowadzi do karykaturalnego sledztwa, ktore wypelnia druga polowe filmu.

W innych rekach Gosford Park (wg scenariusza Juliana Fellowesa) moglby byc lagodnym pastiszem klasycznych, lecz anemicznych kryminalow Agaty Christie. Ale dla Altmana zarowno dluga ekspozycja, jak i samo sledztwo, staja sie okazja do satyrycznego sportretowania miedzywojennej Anglii. W tym mistrzowsko skomponowanym portrecie zbiorowym rezyser zawarl serie szyderczych obserwacji na temat angielskiego snobizmu i podzialow klasowych - stylu zycia klasy prozniaczej, uwiezienia sluzby w rolach spolecznych ("Jestem doskonala sluzaca, nie mam zycia prywatnego" - mowi Mrs. Wilson) i utajonego przenikania sie tych swiatow.

Wprowadzajac postacie z Nowego Swiata, hollywoodzkich nuworyszow, ktorych prestiz i status wywodza sie z innego zrodla niz pochodzenie, rezyser sygnalizuje zmiany, ktore wkrotce zmienia oblicze spoleczne Anglii. W filmie mamy do czynienia z ich jeszcze niesmiala i humorystyczna konfrontacja. Na przyklad gdy Constance, ksiezna Trentham (Maggie Smith), osadza gwiazdora w miejscu, przypominajac mu niedawne niepowodzenie jego filmu z ostentacyjnym wspolczuciem: "Taki niewypal to musi byc spore rozczarowanie".

Szyderstwa Altmana, jak rezyser dowiodl tego w Pret-a-Porter (1994 r.), potrafia byc niskiej proby, a jego humor bywa mocno nieswiezy. Ale w Gosford Park mityguje swoja zajadlosc, a szyderstwa ubiera w biale rekawiczki, nie pozbawiajac ich przy tym pazura. I jakkolwiek ton komediowy dzieki inspektorowi Thompsonowi (Stephen Fry), karykaturalnej wersji Sherlocka Holmesa, przewaza nawet po zabojstwie sir Williama, to Altman uderza rowniez w ton dramatu. Przez pekniecia w skorupie pozornej harmonii wydobywa sie gorycz, zapiekla nienawisc, a w przypadku Mrs. Wilson prawdziwa tragedia. Dzieki temu ta doskonala i celna komedia zyskuje dodatkowy wymiar emocjonalny, a film pozostawia nas w przekonaniu, ze ow miniony swiat w pelni zasluzyl na los, jaki go spotkal.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail