HANNA KOSINSKA-HARTOWICZ
Oscary tuz-tuz
W malym kinie Two Boots Academy w East Village na Manhattanie mozna bylo przez
kilka dni, do 21 marca, zobaczyc krotkometrazowe filmy, ktore zdobyly nominacje
do tegorocznych Oscarow. Jest wsrod nich zrealizowany w lodzkiej szkole filmowej
film Slawomira Fabickiego i Bogumila Godfrejowa Meska sprawa.
Na sobotnia projekcje przybyli do Nowego Jorku realizatorzy tego filmu. Silna
polska grupa milosnikow kina, mimo ze biletow juz nie bylo (sala miesci tylko
sto osob), dostala sie dzieki nim na widownie.
Obejrzelismy piec krotkich filmow animowanych (jest tez kategoria fabularnych,
pelnometrazowych filmow animowanych) i piec krotkich fabularnych, wsrod nich
wlasnie Meska sprawe. W kazdej z tych kategorii zostanie przyznany Oscar.
Krotkie filmy animowane lepiej pominac milczeniem, bo choc czasem zabawne,
byly zalosnie slabe - przede wszystkim w warstwie intelektualnej, ale i wizualnej
- przy dzisiejszych mozliwosciach grafiki komputerowej spodziewalam sie zobaczyc
cos bardziej oryginalnego i ciekawszego niz telewizyjne reklamowki. Kazdy z
filmow Andrzeja Czeczota (a takze wiele innych, swietnych polskich animacji)
jest wedlug mnie o niebo lepszy od tych nominowanych, ale nikt nie postaral
sie, by polski film animowany dotarl na oscarowe progi.
O to, by jego film znalazl sie wsrod pieciu nominowanych, postaral sie sam
Slawomir Fabicki. Zapytany, jaka jest droga z Polski do Oscara, 32-letni rezyser
powiedzial mi, ze wydaje sie ona byc zadziwiajaco krotka: trzeba zrobic film
i trzeba ten film pokazac na kilku prestizowych miedzynarodowych festiwalach
uznawanych za wazne przez Amerykanska Akademie Filmowa, ktora przyznaje nominacje
do Oscara.
Meska sprawa to film dyplomowy zrealizowany w 2001 w Panstwowej Wyzszej
Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Lodzi. Sukces przyszedl juz w szkole.
- Film dostal tzw. piatke - mowi rezyser - i mozna bylo zrobic kopie pokazowa.
Kiedy zaczal "chodzic" po festiwalach, zorientowalismy sie z Bogumilem (Godfrejowem),
ze jest szansa na nominacje do Oscara, jesli wygra jakis festiwal uznawany przez
Akademie za prestizowy. Film wygral Shorts' International Film Festival w Nowym
Jorku, i to pozwolilo zglosic go do nominacji".
Producentem Meskiej sprawy jest szkola filmowa i zarowno szkola, jak
i ja zglaszalismy ten film na rozne festiwale i walczylismy wspolnie o wieksza
liczbe kopii.
26-letni Bogumil Godfrejow, ktory dopiero od maja ubieglego roku jest magistrem
sztuki operatorskiej, zostal rowniez nominowany jako wspoltworca filmu. To najmlodszy
z polskich filmowcow, ktorego spotkalo tak wielkie wyroznienie.
- To sie wydaje skomplikowane - mowi - ale taka byla decyzja Slawka, ktory
uznal, ze nalezy mnie "dopisac" jako wspoltworce filmu. Jest taka rubryka w
formularzu zgloszenia do nominacji, gdzie mozna wpisac jeszcze jedna osobe,
ktora zglaszajacy uwaza za majaca wplyw na powstanie filmu i Slawek (Fabicki)
wpisal mnie.
Jest to ich pierwszy wspolny film, nie znali sie wczesniej.
- Niezwykla zdolnosc wyczuwania ludzi to jest jeszcze jeden talent Fabickiego.
Ja nie mialem jeszcze wtedy duzego doswiadczenia - mowi operator, ktory przez
dwa kolejne lata (1999 i 2000) otrzymal Zlote Kijanki - nagrody za swoje studenckie
etiudy filmowe na festiwalu operatorow Camerimage. Slawomira Fabickiego poznal
dwa dni przed rozpoczeciem zdjec do Meskiej sprawy. Dzis przyznaje, ze
dzieki temu filmowi wiele sie zmienilo w jego swiadomosci i stylu pracy.
- Nie znalem zadnych prac Bogusia (Godfrejowa). I dobrze - mowi rezyser, ktory
przed rezyseria studiowal matematyke. - Najwazniejsza i najtrudniejsza rzecza
bylo wyszukanie aktora do glownej roli. Poswiecilem 3 miesiace na znalezienie
tego chlopca. Chodzilem sam po szkolach podstawowych w Lodzi i mialem nawet
specjalne swiadectwo, ze nie jestem zadnym pedofilem, tylko szukam dzieci do
filmu. Potem z kamera zrobilem okolo czterystu wywiadow, kazdy po mniej wiecej
dziesiec minut. Nastepnie byly kolejne selekcje. No i trafilem na Bartka, ktory
byl inny, niz sobie poczatkowo wyobrazalem mojego bohatera, ale byl najlepszy
- mial w sobie szczegolna wrazliwosc. Na planie juz wszystko polegalo tylko
na tym, by te wrazliwosc wydobyc...
Slawomira Fabickiego interesuje kino spoleczne, pomysly, jak powiedzial, czerpie
z zycia, chodzac po ulicach. Interesuje go czlowiek spotkany na ulicy, a wzorem
jest kino amerykanskie lat 70. (np. Nocny kowboj) i wspolczesne kino
angielskie. Lubi tez kino czeskie lat 60., filmy Formana i... wszystkie filmy
Andrieja Tarkowskiego. Chcialby znalezc jezyk, uniwersalny jezyk filmowy, ktorym
moglby sie poslugiwac tak, by wszyscy go zrozumieli. Wydaje sie, ze w Meskiej
sprawie wraz z operatorem Bogumilem Godfrejowem wlasnie to osiagneli. Ich
film odniosl sukces na kilku miedzynarodowych festiwalach.
Piec krotkich filmow, wsrod ktorych znalazl sie polski tytul, to utwory bardzo
zroznicowane, w odmienny sposob opowiadajace o swiecie widzianym przez ich tworcow.
Wiekszosc z nich kreuje wyimaginowana poetycka rzeczywistosc w sposob mniej
lub bardziej odkrywczy. Meska sprawa jest filmem realistycznym. Stylem
nawiazuje troche do wloskiego neorealizmu, troche do polskiego socrealizmu i
do obrazow Agnieszki Holland z lat 70.
Czarno-bialy film Fabickiego i Godfrejowa pokazuje nas z najgorszej strony.
13-letni Bartek z prostej (czy zgola prostackiej) lodzkiej rodziny, bity przez
ojca, upokarzany przez trenera - nie chce uczestniczyc w szkolnym meczu pilki
noznej. Straszna atmosfera w domu i presja brutalnego trenera powoduja, ze chlopak
czuje sie najbezpieczniej, kiedy zamyka sie w klatce schroniska dla psow ze
swoim ulubionym starym kundlem.
Historia Bartka, prosta i wzruszajaca, jest uniwersalna. Moze zdarzyc sie wszedzie,
ale dzieje sie w Polsce, wspolczesnie. Oblesny ojciec, oglupiala matka, zastraszony
mlodszy brat, wyjace w klatkach psy, glupi dyrektor szkoly i niezrownowazony,
wulgarny trener. Zyczliwi sa tylko koledzy, ale co z nich wyrosnie w takim otoczeniu?
Oblesni ojcowie, niezrownowazeni trenerzy. Do tego ukochany pies Bukiet nie
chce jesc i trzeba bedzie go uspic...
Rezyser ma niewatpliwie talent i umiejetnosci, ale tego wlasnie nalezy sie
spodziewac po absolwentach tak prestizowej szkoly jak lodzka Filmowka. Stylistyka
film przypomina Kobiete samotna Agnieszki Holland; jest w podobny sposob
wyrazisty i podobnie okrutny. Sprawnie opowiedziana i ciekawie sfotografowana Meska sprawa wyroznia sie tez swietnym montazem. Joanna Fabicka, zona
rezysera, jest absolwentka wydzialu filmoznawstwa, a montazu nauczyla sie montujac
szkolne filmy, miedzy innymi cwiczenia swojego obecnego meza (dopiero dwa lata
temu powstal w lodzkiej szkole wydzial uczacy tego zawodu).
- Przy montazu tego filmu najtrudniejsze bylo - mowi Joanna Fabicka - nadanie
mu odpowiedniego rytmu, wyeliminowanie zbednych ujec, zeby opowiesc miala odpowiedni
tok. Udalo sie to osiagnac. Film ma taka strukture i taki sposob narracji, ze
dostarcza widzowi pewnych informacji nie tylko w warstwie fabularnej, ale go
emocjonalnie prowadzi i jakby przez emocje buduje opowiesc. W tym widze sukces
montazu Meskiej sprawy.
*
Wsrod konkurentow, czyli pozostalych czterech krotkich filmow nominowanych
do Oscara, najslabszym jest, moim zdaniem (tymczasem na przedoscarowej gieldzie
uwazany na glownego konkurenta Meskiej sprawy - przyp. red.), 12-minutowy Copy Shop (Virgil Widrich, Austria), w ktorym sklonowany czy skopiowany
bohater snuje sie po ekranie przygladajac sie sobie "takiemu samemu" w roznych,
sytuacjach. Temat znany, oklepany - i po kilku minutach zastanawialam sie tylko
nad tym, jak zostaly zrobione filmowe triki, kiedy na ekranie kilku identycznych
mezczyzn wykonuje rozne czynnosci. Obecny na projekcji znakomity fotografik
Ryszard Horowitz powiedzial, ze bylo to niezle zrobione.
Faworytem amerykanskiej publicznosci i chyba najwiekszym rywalem polskiego
filmu bedzie zapewne amerykanski The Accountant (38 min) w rezyserii
Raya Mc. Kinnona i Lisy Blount. Ta wystylizowana satyra na wspolczesna biurokracje
i zycie na "spokojnym" Poludniu zostala przezabawnie zagrana i sfilmowana. Tragikomiczna
historia dwoch braci - wlascicieli upadlego gospodarstwa rolnego i urzednika
skarbowego - opowiedziana zostala z duzym humorem, a aktorzy mowia spiewnym
poludniowym slangiem, co budzilo dodatkowy aplauz publicznosci.
Interesujacy byl film Speed for Thespians (rez. Kalman Apple i Shameela
Bakhsh, USA, 29 minut) - adaptacja Niedzwiedzia Czechowa. Aktorzy graja
jak w klasycznym teatrze, ale akcja dzieje sie w... jezdzacym ulicami Manhattanu
autobusie.
I wreszcie pelna fantazji historia Gregor's Greates Invention (rez.
Johannes Kiefer, Niemcy, 11 minut) o babci i wnuku, ktory nie chce oddac jej
do domu starcow i wymysla przedziwne urzadzenia, by tylko poruszac sie, czyli
zyc normalnie. Osadzony we wspolczesnych realiach film jest pelen fantazji i
humanizmu; z lekkoscia i humorem opowiada o sprawach najwazniejszych, o potrzebie
milosci, troski i wspolczucia.
Za kilka dni dowiemy sie, czy Slawomir Fabicki i Bogumil Godfrejow dostana
Oscara, ale nawet jesli nie, sama nominacja jest wielkim wyroznieniem dla tworcow
i wiele znaczy dla pozycji polskiego kina na swiecie, chociaz Meska sprawa jest szkolna produkcja. Dobrze, ze nazwiska z Polski zostana wymienione wsrod
najwybitniejszych tworcow swiatowego kina. W tym roku nominacje na Oscara otrzymal
rowniez operator Slawomir Idziak za zdjecia do filmu Black Hawk Down.
Idziak, w ktorego dorobku sa zdjecia do wielu polskich i zagranicznych produkcji,
miedzy innymi do Niebieskiego i Krotkiej historii o zabijaniu (czesci Dekalogu) Krzysztofa Kieslowskiego, ma o wiele silniejsza konkurencje
niz nasi mlodzi tworcy. Obok niego nominowani sa operatorzy takich filmow, jak Moulin Rouge (Donald McAlpine), Amélie (Bruno Delbonnel)
czy glownego faworyta do Oscarow Lord of the Rings (Andrew Lesnie). To,
ze polski operator znalazl sie wsrod czolowych operatorow swiata, jest jego
ogromnym sukcesem. Poczekajmy kilka dni: byc moze choc jeden ze Slawomirow zdobedzie
Oscara.
Mam tylko nadzieje, ze przed uroczystosciami w Hollywood organizatorzy pokazow
filmu w USA z udzialem tworcow Meskiej sprawy dadza im troche odetchnac.
Zal mi ich bylo ogromnie, bo do Nowego Jorku przylecieli w dniu projekcji. Ukloniwszy
sie publicznosci mogli obejrzec swoj film jedynie na stojaco, bo miejsc - jak
juz wspomnialam - nie bylo. Czekali wiec na koniec seansu w holu az do 12 w
nocy, by jakis samochod zawiozl ich do Baltimore, skad wczesnie rano (bez hotelu)
mieli leciec do Chicago - na kolejny pokaz swego filmu. Juz czekajac na zakonczenie
projekcji nowojorskiej slaniali sie ze zmeczenia, mieli za soba godziny spedzone
w samolocie, a przed soba kilka godzin jazdy samochodem. Czy to nie wyglada
na kiepski dowcip? Ale jest szansa, ze dostana dla Polski Oscara. A jesli nie,
to sama nominacja jest wyroznieniem tak duzym, ze zyczyc im tylko trzeba, by
nie dostali zawrotu glowy i zeby sukces sklonil ich do podniesienia poprzeczki
jeszcze wyzej.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |