[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (15 marca 2002)


Z Rafalem Olbinskim
rozmawia
Ewa
Kara

Projekt scenograficzny do opery Mozarta "Don Giovanni"

Rozciaganie palety

Ewa Kara: - Panskie nazwisko kojarzone jest przede wszystkim z plakatami, szczegolnie z plakatami operowymi. Czy maja on swe zrodlo w Panskim zamilowaniu do muzyki?

Rafal Olbinski: - Propozycje wykonania plakatu operowego otrzymalem zupelnie przypadkowo. Wczesniej nie szukalem kontaktu z opera, ktora jako forma sztuki (polaczenie muzyki, literatury i plastyki) bardzo mi sie podoba. Muzyka jednak prawie w ogole mnie nie interesuje. Podchodze do opery z pozycji libretta, a nie od strony muzycznej, gdyz literatura i mitologia, podobnie jak historia sztuki, zawsze byly dla mnie istotne. Moja przygoda z opera, ktora zaczela sie zupelnie niespodziewanie dziesiec lat temu, stala sie kluczem do czegos nowego. Opera uszlachetnia sztuke uzytkowa, ktora tworze. Dzieki niej moje plakaty przestaly byc zwyklymi plakatami, a staly sie komentarzem wizualno-malarskim.

- Przed tygodniem otwarto Panska wystawe w Metropolitan Opera, ale to tylko zaledwie preludium...

- To mala wystawa, ale wazna, jesli chodzi o kontakty. Przychodzi tam mnostwo ludzi, ktorzy zwiazani sa z opera i z muzeami. A oprocz masla i chleba dnia powszedniego, czyli plakatow i projektow okladek, coraz wiecej maluje na zlecenie. Teraz mam zamowienie na duzy obraz - wersje Niewinnosci uprzejmych intencji. Czeka mnie rowniez reklama winnicy Black Stone, ktora slynie w Stanach Zjednoczonych z merlota. Lato spedze we Wloszech, najpierw we Florencji gdzie w tej samej akademii, co Michal Aniol, bede prowadzil wyklady i przy okazji uczyl sie malowac. We wrzesniu mam wystawe w Zürichu, a w pazdzierniku w Meksyku warsztaty dla studentow, polaczone z wystawa plakatow. W miedzyczasie bede pracowal nad ksiazka z projektami scenograficznymi do Don Giovanniego.

- Z tym ostatnim projektem wiaze sie Panski kolejny debiut. Tym razem wystepuje Pan w roli scenografa.

- To moje pierwsze i wlasciwie eksperymentalne podejscie. Na poczatku nie bardzo wiedzialem, jak to ugryzc. Chcialem koniecznie uniknac sztampy czy barokowo-muzealnego jarmarku w stylu Zefirellego. Nie bardzo tez chcialem bawic sie w makiety, po ktorych nie zostaje zaden slad, poza wzmianka w programie. A w tym przypadku historia dopiero sie zaczyna. Planuje wykorzystac szkice i obrazy do wystaw i albumu. Chce, by ten projekt wlasciwie byl wazniejszy od samej produkcji. Powstaly bowiem obrazy, z ktorych jestem bardzo zadowolony - pelne detali, ktorych normalnie bym nie namalowal. Dzieki pretekstowi scenograficznemu nabraly one innego wymiaru. Spodobalo mi sie rowniez robienie duzych projektow. To jak rozciaganie wlasnej palety.

- Zamiast jednego obrazu powstal pelen dramatyzmu i symboli cykl.

- W okresie czterech miesiecy powstalo ponad dziesiec plocien. Akcje Don Giovanniego przenieslismy w lata 30. XX wieku: bohater jezdzi bugattim wyposazonym w czerwona sofe, a Elwira przyjezdza do miasteczka pociagiem, a nie kareta. Zostala jednak srodziemnomorska architektura. Wlasciwie nie ma budynkow, tylko pojawiaja sie elementy architektoniczne. Okna wiszace w przestrzeni nadaja glebie obrazu. Tylko pare elementow wykonanych jest trojwymiarowo. Palac Don Giovanniego ma fasade w stylu Palladia, a zwienczony jest wielkim lozem. W cyklu pojawia sie motyw obrazu Bronzina Wenus i Kupid - najpierw w formacji chmur, a potem na fresku w palacu. Zaprojektowalem kilka posrednich scen w tonacji smutno-romantycznej. W labiryncie z kart kierowych, w centralnych kartach tylnego planu pojawia sie data urodzin Mozarta: 1756. W jednej ze scen w koronach drzew umiescilem okna, najpierw zamkniete, a pozniej otwarte, w ktorych pojawiaja sie kobiety. Alegorycznie przedstawilem wnetrze palacu Giovanniego, w ktorym zwisaja klatki, a w nich kobiety - jak piekna kolekcja motyli. By uniknac banalu w slynnej scenie na cmentarzu zamiast nagrobkow wykorzystalem ponownie motyw okien. Cien Komandora pojawia sie na jednym z nowych nagrobkow/okien.

- Ostatnia ze scen "Don Giovanniego" jest prawdziwym wyzwaniem dla kazdego scenografa. Jak udalo sie Panu uniknac tej pulapki?

- Final pomyslany zostal jako deliryczny sen Don Giovanniego. Pojawiajaca sie w ostatniej scenie monstrualna twarz nie jest przypadkowa. Szukalem dlugo roznych odniesien, az odkrylem glowe rzymskiego boga podziemi Orkusa, wzorowana na manierystycznej rzezbie w Bomarzo na drodze z Florencji do Rzymu, w slynnym parku potworow. Motyw twarzy boga podziemi przewija sie w roznych scenach: w centrum labiryntu, na cmentarzu i we wnetrzu palacowym. I potem ta twarz w finale wyrasta ze sciany: kominek stopniowo staje sie otwarta paszcza Orkusa, a w oczach pojawiaja sie nagie kobiety. Zamiast w potrzasku reki posagu Komandora, Giovanni umiera we snie.

- Pana wspolpraca z Opera w Filadelfii rozpoczela sie w 1999 roku od skandalu zwiazanego z plakatem do "Salome" Richarda Straussa, co jak widac nie zniechecilo dyrekcji do wspolpracy z Panem.

- W sumie napisano wiecej na temat tego plakatu niz samej opery. W styczniu 2000 roku w brytyjskim pismie Opera Now ukazala sie wzmianka, ze zajmowalem sie scenografia operowa, co oczywiscie jest nieprawda. Po publikacji tego tekstu dyrektor Opery Filadelfijskiej Robert Driver, ktory rezyserowal tez Salome, zadzwonil do mnie z oferta wspolpracy scenograficznej nad nastepnym projektem. Oczywiscie zgodzilem sie wziac te propozycje pod uwage i zupelnie przez przypadek zostalem scenografem. Przypuszczalnie gdybym sie specjalnie o to staral, nie dostalbym tej propozycji.

- Jak ukladala sie Pana wspolpraca z rezyserem?

- W sumie byla to prosta sprawa. Naszkicowalem kilka kluczowych scen, ktore natychmiast zostaly zaakceptowane. Pozniej w trakcie rozmow powstawaly pozostale obrazy. Jego entuzjazm bardzo mi pomogl. Nie musialem walczyc o swoja koncepcje, ale szybko i latwo znalezlismy wspolna wizje. Scen jest stosunkowo duzo, ale poniewaz 80% to tylna projekcja, wiec uwalnia to nas z uciazliwych zmian dekoracji. A Don Giovanni jest jedna ze stosunkowo trudnych oper ze wzgledu na czesta zmiane miejsca akcji. Tego typu podejscie pozwolilo nam na elastycznosc. Powstaly sceny zupelnie surrealistyczne, ktore niewiele maja wspolnego z lokalizacja, lecz duzo z nastrojem. Zamiast konkretu jest wizja.

- Dlaczego nie jest Pan rowniez autorem kostiumow?

- Niestety, kiedy zaczalem prace nad projektem scenograficznym okazalo sie, ze nie mam juz czasu na kostiumy. Pomyslalem, ze jako debiutant nie moge wszystkiego robic. Ponadto stylizacja kostiumu nie byla konieczna ze wzgledu na ponadczasowa koncepcje. A na dodatek jest to zbyt malo wizjonerska opera na tak daleko idace zabiegi inscenizacyjne. Jesli bede mial nastepne propozycje, to z checia zaprojektuje i kostiumy.

- Czy ogarnela juz Pana paralizujaca trema?

- Nie, nawet nie, choc boje sie jak kazdy, ale glownie klopotow od strony technicznej. Ale jaki mialem wybor: zbudowac wszystko z papier-máché? Nonsens! Moj projekt nie jest przypadkowy, ma swoja spojna dramaturgie. Bardzo jestem ciekaw koncowego efektu. W USA nauczylem sie jednej rzeczy - cierpliwosci. Tutaj nie dostaje sie niczego natychmiast, ale wazna jest konsekwencja w dzialaniu. Nie mam watpliwosci, ze - to brzmi jak marzenie - kiedys zaprojektuje cos dla MetOpera. Nie boje sie, gdyz po dwudziestu latach juz sie przestalem bac skali. Bo to tylko kwestia skali i mozliwosci, a sposob myslenia i mechanika sa takie same.

- Zycze wiec Panu udanej premiery i propozycji z Metropolitan.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail