Projekt scenograficzny do opery Mozarta "Don Giovanni"
Rozciaganie palety
Ewa
Kara: - Panskie nazwisko kojarzone jest przede wszystkim
z plakatami, szczegolnie z plakatami operowymi. Czy maja
on swe zrodlo w Panskim zamilowaniu do muzyki?
Rafal Olbinski: - Propozycje wykonania plakatu operowego
otrzymalem zupelnie przypadkowo. Wczesniej nie szukalem
kontaktu z opera, ktora jako forma sztuki (polaczenie muzyki,
literatury i plastyki) bardzo mi sie podoba. Muzyka jednak
prawie w ogole mnie nie interesuje. Podchodze do opery z
pozycji libretta, a nie od strony muzycznej, gdyz literatura
i mitologia, podobnie jak historia sztuki, zawsze byly dla
mnie istotne. Moja przygoda z opera, ktora zaczela sie zupelnie
niespodziewanie dziesiec lat temu, stala sie kluczem do
czegos nowego. Opera uszlachetnia sztuke uzytkowa, ktora
tworze. Dzieki niej moje plakaty przestaly byc zwyklymi
plakatami, a staly sie komentarzem wizualno-malarskim.
- Przed tygodniem otwarto Panska wystawe w Metropolitan
Opera, ale to tylko zaledwie preludium...
- To mala wystawa, ale wazna, jesli chodzi o kontakty.
Przychodzi tam mnostwo ludzi, ktorzy zwiazani sa z opera
i z muzeami. A oprocz masla i chleba dnia powszedniego,
czyli plakatow i projektow okladek, coraz wiecej maluje
na zlecenie. Teraz mam zamowienie na duzy obraz - wersje Niewinnosci uprzejmych intencji. Czeka mnie rowniez
reklama winnicy Black Stone, ktora slynie w Stanach Zjednoczonych
z merlota. Lato spedze we Wloszech, najpierw we Florencji
gdzie w tej samej akademii, co Michal Aniol, bede prowadzil
wyklady i przy okazji uczyl sie malowac. We wrzesniu mam
wystawe w Zürichu, a w pazdzierniku w Meksyku warsztaty
dla studentow, polaczone z wystawa plakatow. W miedzyczasie
bede pracowal nad ksiazka z projektami scenograficznymi
do Don Giovanniego.
- Z tym ostatnim projektem wiaze sie Panski kolejny debiut.
Tym razem wystepuje Pan w roli scenografa.
- To moje pierwsze i wlasciwie eksperymentalne podejscie.
Na poczatku nie bardzo wiedzialem, jak to ugryzc. Chcialem
koniecznie uniknac sztampy czy barokowo-muzealnego jarmarku
w stylu Zefirellego. Nie bardzo tez chcialem bawic sie w
makiety, po ktorych nie zostaje zaden slad, poza wzmianka
w programie. A w tym przypadku historia dopiero sie zaczyna.
Planuje wykorzystac szkice i obrazy do wystaw i albumu.
Chce, by ten projekt wlasciwie byl wazniejszy od samej produkcji.
Powstaly bowiem obrazy, z ktorych jestem bardzo zadowolony
- pelne detali, ktorych normalnie bym nie namalowal. Dzieki
pretekstowi scenograficznemu nabraly one innego wymiaru.
Spodobalo mi sie rowniez robienie duzych projektow. To jak
rozciaganie wlasnej palety.
- Zamiast jednego obrazu powstal pelen dramatyzmu i symboli
cykl.
- W okresie czterech miesiecy powstalo ponad dziesiec plocien.
Akcje Don Giovanniego przenieslismy w lata 30. XX
wieku: bohater jezdzi bugattim wyposazonym w czerwona sofe,
a Elwira przyjezdza do miasteczka pociagiem, a nie kareta.
Zostala jednak srodziemnomorska architektura. Wlasciwie
nie ma budynkow, tylko pojawiaja sie elementy architektoniczne.
Okna wiszace w przestrzeni nadaja glebie obrazu. Tylko pare
elementow wykonanych jest trojwymiarowo. Palac Don Giovanniego
ma fasade w stylu Palladia, a zwienczony jest wielkim lozem.
W cyklu pojawia sie motyw obrazu Bronzina Wenus i Kupid - najpierw w formacji chmur, a potem na fresku w palacu.
Zaprojektowalem kilka posrednich scen w tonacji smutno-romantycznej.
W labiryncie z kart kierowych, w centralnych kartach tylnego
planu pojawia sie data urodzin Mozarta: 1756. W jednej ze
scen w koronach drzew umiescilem okna, najpierw zamkniete,
a pozniej otwarte, w ktorych pojawiaja sie kobiety. Alegorycznie
przedstawilem wnetrze palacu Giovanniego, w ktorym zwisaja
klatki, a w nich kobiety - jak piekna kolekcja motyli. By
uniknac banalu w slynnej scenie na cmentarzu zamiast nagrobkow
wykorzystalem ponownie motyw okien. Cien Komandora pojawia
sie na jednym z nowych nagrobkow/okien.
- Ostatnia ze scen "Don Giovanniego" jest prawdziwym wyzwaniem
dla kazdego scenografa. Jak udalo sie Panu uniknac tej pulapki?
- Final pomyslany zostal jako deliryczny sen Don Giovanniego.
Pojawiajaca sie w ostatniej scenie monstrualna twarz nie
jest przypadkowa. Szukalem dlugo roznych odniesien, az odkrylem
glowe rzymskiego boga podziemi Orkusa, wzorowana na manierystycznej
rzezbie w Bomarzo na drodze z Florencji do Rzymu, w slynnym
parku potworow. Motyw twarzy boga podziemi przewija sie
w roznych scenach: w centrum labiryntu, na cmentarzu i we
wnetrzu palacowym. I potem ta twarz w finale wyrasta ze
sciany: kominek stopniowo staje sie otwarta paszcza Orkusa,
a w oczach pojawiaja sie nagie kobiety. Zamiast w potrzasku
reki posagu Komandora, Giovanni umiera we snie.
- Pana wspolpraca z Opera w Filadelfii rozpoczela sie w
1999 roku od skandalu zwiazanego z plakatem do "Salome"
Richarda Straussa, co jak widac nie zniechecilo dyrekcji
do wspolpracy z Panem.
- W sumie napisano wiecej na temat tego plakatu niz samej
opery. W styczniu 2000 roku w brytyjskim pismie Opera
Now ukazala sie wzmianka, ze zajmowalem sie scenografia
operowa, co oczywiscie jest nieprawda. Po publikacji tego
tekstu dyrektor Opery Filadelfijskiej Robert Driver, ktory
rezyserowal tez Salome, zadzwonil do mnie z oferta
wspolpracy scenograficznej nad nastepnym projektem. Oczywiscie
zgodzilem sie wziac te propozycje pod uwage i zupelnie przez
przypadek zostalem scenografem. Przypuszczalnie gdybym sie
specjalnie o to staral, nie dostalbym tej propozycji.
- Jak ukladala sie Pana wspolpraca z rezyserem?
- W sumie byla to prosta sprawa. Naszkicowalem kilka kluczowych
scen, ktore natychmiast zostaly zaakceptowane. Pozniej w
trakcie rozmow powstawaly pozostale obrazy. Jego entuzjazm
bardzo mi pomogl. Nie musialem walczyc o swoja koncepcje,
ale szybko i latwo znalezlismy wspolna wizje. Scen jest
stosunkowo duzo, ale poniewaz 80% to tylna projekcja, wiec
uwalnia to nas z uciazliwych zmian dekoracji. A Don Giovanni jest jedna ze stosunkowo trudnych oper ze wzgledu na czesta
zmiane miejsca akcji. Tego typu podejscie pozwolilo nam
na elastycznosc. Powstaly sceny zupelnie surrealistyczne,
ktore niewiele maja wspolnego z lokalizacja, lecz duzo z
nastrojem. Zamiast konkretu jest wizja.
- Dlaczego nie jest Pan rowniez autorem kostiumow?
- Niestety, kiedy zaczalem prace nad projektem scenograficznym
okazalo sie, ze nie mam juz czasu na kostiumy. Pomyslalem,
ze jako debiutant nie moge wszystkiego robic. Ponadto stylizacja
kostiumu nie byla konieczna ze wzgledu na ponadczasowa koncepcje.
A na dodatek jest to zbyt malo wizjonerska opera na tak
daleko idace zabiegi inscenizacyjne. Jesli bede mial nastepne
propozycje, to z checia zaprojektuje i kostiumy.
- Czy ogarnela juz Pana paralizujaca trema?
- Nie, nawet nie, choc boje sie jak kazdy, ale glownie
klopotow od strony technicznej. Ale jaki mialem wybor: zbudowac
wszystko z papier-máché? Nonsens! Moj
projekt nie jest przypadkowy, ma swoja spojna dramaturgie.
Bardzo jestem ciekaw koncowego efektu. W USA nauczylem sie
jednej rzeczy - cierpliwosci. Tutaj nie dostaje sie niczego
natychmiast, ale wazna jest konsekwencja w dzialaniu. Nie
mam watpliwosci, ze - to brzmi jak marzenie - kiedys zaprojektuje
cos dla MetOpera. Nie boje sie, gdyz po dwudziestu latach
juz sie przestalem bac skali. Bo to tylko kwestia skali
i mozliwosci, a sposob myslenia i mechanika sa takie same.
- Zycze wiec Panu udanej premiery i propozycji z Metropolitan.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |