[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (8 marca 2002)


CZESLAW KARKOWSKI

Mistrz

Publikacja w 1978 r. Cesarza byla i swoistym szokiem, i swoistym objawieniem dla polskiej publicznosci literackiej. Autor tej niewielkich rozmiarow ksiazki, Ryszard Kapuscinski, nagle porwal wyobraznie milionow. Stal sie niezmiernie popularny, powszechnie czytany i podziwiany. A w dwa lata pozniej, za "pierwszej" Solidarnosci, Polacy odbierali Cesarza jako manifest solidarnosciowej rewolucji.

Ale przeciez Kapuscinski nie pojawil sie w owym roku ni stad ni zowad. Byl juz znanym, cenionym, uznanym i bardzo popularnym dziennikarzem-reporterem. Pisal wspaniale reportaze z Polski, jaka chyba malo kto widzial (wydane w zbiorze Busz po polsku, 1962 r.), a takze ze swiata - miedzy innymi znakomity tom Kirgiz schodzi z konia (1968 r.) o azjatyckich, sowieckich wowczas republikach, o Afryce (np. Gdyby cala Afryka, 1969 r. czy Jeszcze dzien zycia, 1977 r.), o Ameryce Srodkowej (Wojna futbolowa, 1978 r.). Nie mozna powiedziec, ze nie znalismy Kapuscinskiego wczesniej, jego lapidarnego, na poly aforystycznego stylu, tak znakomicie laczacego przenikliwa, szczegolowa obserwacje z generalizacja, refleksja ogolna o sprawach tego swiata i ludzkiej w nim kondycji.

Styl ten po wielkim sukcesie Kapuscinskiego na Zachodzie stal sie fenomenem dla krytykow i znawcow. Zaczeto mowic o nowej formule literackiej wynalezionej przez Kapuscinskiego, laczacej literature piekna z literatura faktu. Chodzilo nie tylko o nowa forme - powiedzmy paraliteracka, bowiem istota owego objawienia na Zachodzie bylo przeswiadczenie, ze oto Kapuscinski znalazl recepte na dolegliwosc literatury konca XX wieku, cierpiacej na nadmiar "formalnych" zabiegow w stosunku do mialkiej tresci; z drugiej zas - na sensacyjnosc pozbawiona wiekszych wartosci literackich. Kapuscinski pokazal jeszcze raz, ze odkrywanie starych prawd jest zawsze odswiezajace, nie zas wynajdywanie nowych - o takie bowiem od dawna juz trudno. A jedna z prawd brzmi, ze rzeczywistosc wokol nas moze byc bardziej porywajaca niz fikcja, bardziej pouczajaca niz najglebsza literatura piekna, bardziej odkrywcza niz najglebsze dociekania artystyczne. A o wszystkim mozna opowiedziec stylem prostym, tak jak w istocie swojej bardzo proste jest zycie ludzi w Trzecim Swiecie. Zarazem nie trzeba lektury skomplikowanych i zawilych dociekan antropologow strukturalnych z Claude'em Lévi-Straussem na czele, by uchwycic prawde o tych ludziach, by ujrzec, ze tzw. spoleczenstwa prymitywne, zacofane, sa w istocie niezmiernie wyrafinowane, skomplikowane, a ludzkie sprawy - wieczne; te same w Haiti, Gabonie, Angoli czy w panstwach zachodnich.

Krotko mowiac, Kapuscinski z niesamowita lekkoscia przerzucal pomost miedzy odleglymi, rzekomo zacofanymi i prymitywnymi krajami a nowoczesnym "pierwszym swiatem", pokazujac, ze przeciez nic nas tak naprawde nie dzieli, a wszystko laczy. Zapomniany, zepchniety na margines, wzgardzony "trzeci swiat" to dwie trzecie ludzkosci pomijanej przez setki lat, nie branej pod uwage przez bogata "Polnoc". Bylo to wielkie moralne uchybienie, a takze gigantyczny polityczny blad: ow swiat istnieje, spoleczenstwa te zadaja swych praw i im bardziej beda sie czuly zmarginalizowane, tym glosniej (dotkliwiej dla Zachodu) upominac sie beda o nalezne sobie miejsce.

Po 11 wrzesnia 2001 r. dawne uwagi i spostrzezenia Kapuscinskiego nabieraja przerazajacej aktualnosci. Natomiast wiecznie aktualny jest fenomen wspolnego jezyka, jaki Kapuscinski znajduje miedzy kulturami, spoleczenstwami rozmaitych poziomow cywilizacyjnych, komunikacji ponad podzialami. W modnych i goracych sporach ostatnich czasow nie jest on wiec zwolennikiem "wojny cywilizacji", skoro wiecej nas na swiecie laczy, niz dzieli, i z wlasnego doswiadczenia pisarz wie, iz rzekoma niewspolmiernosc kultur to tylko swoiste lekcewazenie i brak ochoty do szukania porozumienia. Kapuscinskiemu rownie obca jest inna modna wspolczesnie teoria o "koncu historii", poniewaz zasadniczy konflikt miedzy Wschodem i Zachodem zakonczyl sie zwyciestwem w zimnej wojnie tego ostatniego, a wiec sukcesem wolnosci, do ktorej dazyc podobno maja wszystkie narody. Pominiecie Trzeciego Swiata w tym wizerunku, jakby go nie bylo na scenie dziejow, znieksztalca obraz rzeczywistosci, zuboza go, eliminuje zen wiekszosc narodow ziemi, w tym spoleczenstwo etiopskie i jego przywodce.

Cesarz byl glebokim objawieniem i w tym sensie, ze zobaczylismy nagle literature wielkiego lotu. Te strone tworczosci Ryszarda Kapuscinskiego doceniono i w kraju, i na swiecie juz dawno. Ale przeciez Polacy czytali te wlasnie ksiazke zupelnie inaczej, niz czytal ja ktokolwiek za granica. Czytelnik zachodni widzial w niej pyszna opowiesc o dziwacznym, feudalnym dworze abisynskim, cesarzu Hajle Sellasje, ktory usiluje panowac nad dworskimi intrygami, historie o ludziach z otoczenia wladcy, dla ktorych udzial w spiskach, ukladach i koteriach palacowych bylo tym, na co poswiecali cala energie i pomyslowosc, podczas gdy potwornie biedny kraj tonal w nieszczesciach; i wreszcie - korespondencje o porywajacej rewolucji ludzi mlodych, zdesperowanych degradacja kraju, ktorzy powoli zaczeli oczyszczac palac z dygnitarzy i dworakow, klakierow i pochlebcow.

Kapuscinski zyczliwie przemilczal dalszy los etiopskiej rewolucji - straszliwie krwawej, brutalnej, ludobojczej, ktora pograzyla kraj w tragedii gorszej niz Etiopia za Hajle Sellasje. Nie o tym przeciez w ksiazce mowil. Mysle, ze wiedza Kapuscinskiego, jako swiadka ze trzydziestu juz chyba rewolucji na swiecie, w duzej mierze spowodowala, ze nie napisal ksiazki o najwazniejszej z jego punktu widzenia, wielkiej, bezkrwawej rewolucji solidarnosciowej, ktora przez dziesiec lat (1980-1990) przeorala gruntownie Polske. Doswiadczenie i intuicja od poczatku mowily mu, ze kazda rewolucja zaczeta uniesieniem i porywem rozentuzjazmowanych mas konczy sie rozczarowaniem, podzialami, konfliktami wewnatrz zjednoczonego frontu. I u konca rewolucji ludzie, ktorzy byli jej podmiotami, nagle czuja sie jej ofiarami. Z rozczarowaniem rozgladajac sie stwierdzaja, ze przeciez nie o to im chodzilo. O rewolucjach pisal Kapuscinski z uniesieniem. Gorzkie z nimi rozliczenie znajdujemy w Hebanie.

Czytalismy wiec w Polsce Cesarza inaczej niz czytelnik na Zachodzie. Dla Polakow Cesarz byl przede wszystkim opowiescia o ich wlasnym kraju. Te analogie miedzy daleka Etiopia a owczesna Polska konwulsyjnego juz komunizmu podchwycono natychmiast, wzieto nawet zbyt doslownie. Szalona popularnosc Cesarza w okresie Solidarnosci lat 1980-81 miedzy innymi w tym zjawisku miala swe zrodlo. Musialo to chyba gleboko bolec Kapuscinskiego. Z jednej strony na pewno go cieszylo ogromne uznanie, wielka, od dawna nalezna mu popularnosc, zejscie "pod strzechy", bo nawet gleboko prowincjonalne teatry przenosily Cesarza na scene, by przeksztalcic te filozoficzna w istocie opowiesc w dorazny manifest polityczny. Z drugiej - musialo go bolec nieporozumienie. Przeciez Cesarz nie byl zakamuflowanym donosem na PRL Gierka, satyra na partyjna kamaryle, ktora oplotla kraj siecia zaleznosci i ukladow, korupcyjnych stosunkow i woluntaryzmu gospodarczego opartego na ambicjach i widzimisie poszczegolnych dygnitarzy, a nie na ekonomicznym rachunku.

Wielkoscia Cesarza i tajemnica jego sukcesu bylo to, ze Kapuscinski opisal starannie absurd etiopskiego dworu i nedze tego kraju, zarazem pokazujac nam nieoczekiwanie, iz feudalne stosunki Etiopii panuja takze w Polsce; ze mimo cywilizacyjnych ambicji i zachodnich pretensji do nowoczesnosci Polacy tamtych czasow mieszkaja w istocie w na poly feudalnym kraju z wszystkimi typowymi dlan zjawiskami; pokazal pewna uniwersalna strukture feudalizmu, mowiac zarazem o jednym konkretnym, odleglym kraju - Etiopii.

W tym tez tkwi tajemnica sily pisarstwa Kapuscinskiego - polega ona na jego niesamowitej zdolnosci do wychwytywania zjawisk ogolnych, widzenia spoza gaszczu konkretow kwestii uniwersalnych, ponadczasowych czy ponadkulturowych; na jego umiejetnosci mowienia o procesach historycznych laczacych kraje, kultury i kontynenty. Zarazem pisarz nie prowadzi przeciez dyskursu akademickiego, lecz wartka zywa narracje, snuje opowiesc o konkretnym kraju, konkretnych ludziach i konkretnych zdarzeniach.

Po ukazaniu sie Szachinszacha czytelnik polski i zachodni widzial w tej ksiazce opowiesc o iranskiej rewolucji. I slusznie przy tym dostrzegal opowiesc niezwykla do tego stopnia, ze nawet Amerykanie uznali te publikacje za rewelacyjna. Iran dla nich byl bolesnym cierniem od wypedzenia ich stamtad przez rewolucje ajatollaha Chomeiniego. O panstwie tym i religijnym przewrocie napisano w USA tomy reportazy, studiow, komentarzy i analiz. Amerykanie byli przekonani, ze nic juz nowego o Iranie nie mozna im powiedziec. I wtedy nagle odkryli w tej niewielkiej ksiazce tresci calkowicie nowe i niezwykle. Podejrzewam, ze dzis, tj. po terrorystycznym zamachu 11 wrzesnia i zmianie naszego sposobu widzenia swiata, gdyby czytelnik zajrzal ponownie do Szachinszacha, znalazlby lekture niezmiernie swieza i aktualna. Bo ta ksiazka, choc traktowala o Iranie rewolucji Chomeiniego, jest zarazem opowiescia o trwalosci cywilizacji: w przypadku cywilizacji slabych, wzglednie mlodych i niezbyt silnie zakorzenionych zachodnia ekspansywna kultura niweluje je albo calkowicie niszczy. Gdy w gre wchodza cywilizacje mocne, dojsc musi do konfliktu i odrzucenia.

Byl Szachinszach zarazem opowiescia o ulotnosci wszelkich politycznych zaburzen, ktore przemijaja tak szybko, jak przychodza. Tak naprawde nie zmieniaja one narodu, a tylko jego "naskorkowy" wyglad. Przekonanie o potedze kultury ksztaltowanej przez stulecia, pod powierzchnia zdarzen trwalej i zywej, Kapuscinski wiele lat pozniej w rozbudowanej formie powtorzyl w Imperium.

Ryszard Kapuscinski odkryl dla nas, czytelnikow, Trzeci Swiat. Ogromna popularnosc pisarza, z ktorym pod wzgledem liczby przekladow i wydan na swiecie moze sie tylko z polskich autorow rownac Stanislaw Lem, swiadczy o tym, jak wazne bylo to odkrycie. Ludzie chca jego ksiazki czytac, interesuje ich, co pisarz ma do powiedzenia na temat Sudanu, Angoli czy Dominikany. Ale przeciez nie sa to ksiazki podroznicze - z gatunku literackiego majacego ustalona tradycje. Ksiazka podroznicza ma wprowadzic odleglego czytelnika w osobliwosci egzotycznego swiata, odbyc za niego podroz po jakims kraju, dostarczyc mu namiastki przygody. Kapuscinski pisal reportaz, czyli relacje z wydarzen mocno osadzona w kontekscie spoleczno-politycznym danego kraju. "Pisal", gdyz z czasem jego ksiazki przeksztalcily sie w namysl nad trwaloscia i zmiennoscia kultur, natura polityki i glebokimi procesami ksztaltujacymi oblicze ludzkiego swiata.

Jego zawsze zwiezly i oszczedny jezyk nabral glebi uogolnien, stal sie niemal aforystyczny.

A wszystko zaczelo sie od zawodowego obowiazku. Jako korespondent Polskiej Agencji Prasowej pisal o wydarzeniach zwiazanych z rozpadem kolonialnego swiata i trudnymi pierwszymi latami niepodleglosci panstw i narodow zupelnie nieprzygotowanych do samodzielnego bytu: spoleczenstw pozbawionych armii fachowcow, podzielonych wedlug plemiennych konfliktow i animozji, bez utrwalonych instytucji i struktur pozwalajacych tym wylaniajacym sie spoleczenstwom na sprawne funkcjonowanie. Kapuscinski wital te procesy wyzwalania sie panstw z okowow kolonializmu z nieklamanym entuzjazmem. Zjawiska te byly dlan jak odzyskiwanie niepodleglosci Polski po dlugoletniej niewoli, kiedy zapal budowania, tworzenia wlasnego suwerennego bytu wynagradza wszystkie niedostatki i pozwala latwiej pokonac wszelkie przeszkody.

Postkolonializm jednak okazal sie przedluzeniem tragedii kolonialnego swiata. Poczatkowy optymizm pisarza, wyrazony tak zdecydowanie w ksiazce Jeszcze dzien zycia, poswieconej rewolucji w Angoli, nabral pozniej ciemniejszych barw. Wybicie sie na niepodleglosc nie konczy procesu emancypacji spoleczenstw zniewolonych. Z jednej niewoli popadaja one w druga i trzecia, rewolucje, ktore mialy byc ostatnim zbrojnym zrywem, okazuja sie poczatkiem niekonczacych sie wojen, ciagu bezsensownych konfliktow, niepodleglosciowy zryw prowadzi donikad, pograza je w biedzie, ciemnocie, technologicznym i cywilizacyjnym zacofaniu. W pesymistycznym Hebanie, ostatniej z opublikowanych ksiazek, nie widac juz sladow dawnej zarliwosci.

Czy Kapuscinski zdolal zachowac dawny idealizm z Szachinszacha? W tej ksiazce wyrazal przekonanie, ze przynajmniej wyzwolenie przez sztuke i piekno, siegniecie do pokladow kultury pozwala narodom trwac i rozwijac sie, mimo przeciwnosci losu: "To, co Persom pozwolilo pozostac Persami przez dwa i pol tysiaca lat, to, co pozwolilo nam pozostac soba, mimo tylu wojen, inwazji i okupacji, to byla nasza sila duchowa, a nie materialna, nasza poezja, a nie technika, nasza religia, a nie fabryki".

Ciekawe, czy dzis, po tylu nowych, przygnebiajacych raczej doswiadczeniach, Ryszard Kapuscinski podtrzymalby to przeswiadczenie.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail