PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (8 marca 2002)


JOLANTA LAPOT-LION, MALGORZATA MARKOFF

Poeta - wieczny podroznik

Urodzilem sie w miescie dzikich czeresni
i slonecznikow o twardych pestkach
(w pol drogi miedzy Zachodem i Wschodem,
jak powszechnie wierzono; pokryte sniedzia
globusy czuwaly nad domami, niedbale).
Czy doskonala moze byc tylko nieobecnosc?

Obecnosc

W mrozny lutowy wieczor Carnegie Lecture Hall w Pittsburghu wypelniona byla niemal po brzegi. Na zaproszenie International Poetry Forum Adam Zagajewski czytal na scenie swoje wiersze. Prezes Forum dr Samuel Hazo przedstawil go publicznosci jako jednego z najwybitniejszych poetow wspolczesnych, a Susan Sontag napisala wczesniej: "Adam Zagajewski, wspanialy poeta... pisze tylko o tym, co jest naprawde wazne - z wzorowa przejrzystoscia i sceptycyzmem".

Juz od pierwszej chwili poeta nawiazal doskonaly kontakt z publicznoscia, w wiekszosci bardzo mloda, ktora w skupieniu sluchala jego wierszy w angielskim przekladzie.

In a village church not far from Vezelay,
there is no one but a priest, no longer young,
who sings mass,
so utterly alone that the tear that gathered
for three hundred years behind the eyelid of a cracked bell
is ready finally to fall.
Burgundy's Grasslands

Przeklad Renata Gorczynska, Benjamin Ivry i C.K. Williams

Poeta z ogromna erudycja opowiadal o swojej tworczosci, a sluchacze spontanicznie reagowali na kazda nute ironii, humoru i zartu zawarta w czytanych strofach.

Still more shadows, A to S;
this dictionary cannot be completed.
This is your country, your laconism.
Your indifference and your emotion.
So much life for just one homeland.
So much death for just one dictionary.

The Polish Biographical Dictionary in a Library in Houston*)
Przeklad Clare Cavanagh

Adam Zagajewski urodzil sie w 1945 roku we Lwowie, dziecinstwo spedzil w Gliwicach, a mlodosc w Krakowie. Ukonczyl filozofie na Uniwersytecie Jagiellonskim. Wiersze - jak sam twierdzi - zaczal pisac dosc pozno, bo w wieku dwudziestu lat. Szybko stal sie jednym z czolowych poetow polskiej Nowej Fali. W 1981 roku wyjechal do Paryza. W poslowiu do dwujezycznego wydania antologii Trzej aniolowie pisal: "W 1983 roku nie bylem juz mlodym poeta; mialem 38 lat. Mieszkalem w Sevres pod Paryzem i nalezalem do biednych emigrantow, nie bylem mlodym poeta, ale bylem za to biednym poeta, na ogol nie wierzacym we wlasne sily. Juz zaznalem wtedy francuskiej aroganckiej obojetnosci, juz domyslalem sie, ze Francja bedzie dla mnie macocha".

Jego najbardziej znane zbiory poezji to Pragnienie, Ziemia Ognista, Jechac do Lwowa i Trzej aniolowie. Jest takze autorem wspomnien W cudzym pieknie oraz dwoch zbiorow prozy: Dwa miasta i Samotnosc i solidarnosc. Jego wiersze i eseje tlumaczono na wiele jezykow: angielski, francuski, niemiecki, hebrajski, grecki, wloski i szwedzki. Adam Zagajewski otrzymal wiele prestizowych nagrod i wyroznien literackich. Jest redaktorem wydawanych od 1982 w Paryzu, a 1989 r. w Warszawie Zeszytow Literackich. Obecnie dzieli swoj czas miedzy Paryz i Houston, gdzie na University of Houston wyklada literatury europejskie i creative writing.

Moi mistrzowie nie sa nieomylni.
To nie Goethe, ktory nie moze
zasnac tylko wtedy, gdy w oddali
placza wulkany, ani Horacy piszacy
w jezyku bogow i ministrantow.
Moi mistrzowie prosza mnie o rade.

Moi mistrzowie

Jolanta Lapot-Lion, Malgorzata Markoff: - Mieszka Pan na dwoch kontynentach i w dwoch roznych kulturach; czy ma to wplyw na jezyk, w ktorym Pan pisze i w ktorym Pan mysli?

Adam Zagajewski: - Moze ma wplyw na to, jak mysle. Bo w sensie czysto jezykowym - nie sadze. Dla kogos, kto pisze wiersze, mowiac inaczej jest poeta, to nie jest ten jezyk, ktorym sie mowi na ulicy, tylko ten zwiazany z zyciem wewnetrznym. Akurat ten jezyk nie zmienia sie na roznych kontynentach. Natomiast dzieki temu, ze podrozujemy, myslimy na pewno inaczej. To jest element odkrywania innego swiata. Mysle jednak, iz nie az tak strasznie wazny. Obecnie panuje moda na dyskutowanie o tym, czym jest emigracja. Bez przerwy sa jakies konferencje i sympozja, moim zdaniem bardzo przesadzone. W koncu czlowiek sie tak bardzo nie zmienia, przenoszac sie z jednego miejsca do drugiego. Z tego, miedzy innymi, powodu wracam na stale do Krakowa, zeby nie musiec odpowiadac ciagle na pytanie, jak sie czuje in exile.

- Czy probowal Pan kiedykolwiek tworzyc w jezyku angielskim lub francuskim?

- Nie. Choc ostatnio napisalem tekst po angielsku. Krotki esej, ktory pozniej ktos musial poprawic, bo z pewnoscia sa w nim bledy. Ale jesli chodzi o wiersze, to nigdy mi to nawet do glowy nie przyszlo, zeby sprobowac, bo jest to raczej niemozliwe. Wiadomo z historii literatury, ze prozaicy zmieniali "jezyki", natomiast w poezji zdarza sie to szalenie rzadko.

- Rabindranath Tagore powiedzial kiedys, ze poezje nalezy czytac w oryginale. Sam probowal tlumaczyc swoje wiersze, ale zawsze wychodzilo cos innego. Czy zgadza sie Pan z jego stwierdzeniem?

- Nie. Uwazam, ze tak nie jest. Kiedy rozmawiam z moimi studentami w Houston i pytam, jacy sa ich ulubieni poeci, to bardzo czesto wymieniaja poetow, ktorych moga znac tylko w tlumaczeniu.

- Ale czy naprawde te poezje rozumieja?

- Oczywiscie. Nie przesadzajmy. Pewnie, ze cos sie w tlumaczeniu traci, ale na przyklad Rilkego czytaja i Francuzi, i Amerykanie, i Polacy - na ogol w tlumaczeniu. A jednak czuje sie wielkosc tej poezji, nawet w przekladzie. Moze czasem cos trzeba zgadywac, czegos sie domyslac, ale to nawet jest ciekawsze; jest to akt wyobrazni. Nawet tlumaczenie, ktore nie jest absolutnie doskonale - jesli tylko nie kaleczy utworu - w pewnym sensie pobudza wyobraznie. A gdy sie ma do wyboru 2-3 rozne przeklady, tym lepiej. Doswiadczenie pokazuje nam, ze mozna zyc z tekstami tlumaczonymi, mozna kochac autorow, ktorych zna sie tylko z przekladow.

- Czy zdarza sie Panu poprawianie tlumaczy?

- Czasami tak, ale zdarza sie, ze nie mam racji. Tak jak w wierszu, ktory ukazal sie w magazynie The New Yorker. Po angielsku tytul brzmi: Try to Praise the Mutilated World - Sprobuj opiewac okaleczony swiat. Dyskutowalem z moja tlumaczka i namawialem ja, by zmienila try to praise na try to extol. Bylem przekonany, ze zabrzmi to lepiej. Pozniej sie okazalo, iz nie mialem racji. Alice Queen z New Yorkera blagala mnie, bym wrocil do wersji try to praise, przekonujac mnie, ze ma to o wiele silniejszy wydzwiek. To byl bardzo pouczajacy przypadek. Jesli sie nie jest native speaker, to mozna popelnic wielki blad. Przyjalem to z pokora jako lekcje angielskiego.

- Poeta opisuje swiat. Pan opisuje go od ukonczenia dwudziestu lat. Czy widzenie swiata od tej pory zmienilo sie i w jaki sposob? Sa przeciez roznice miedzy tym, co i jak Pan pisal w latach 70. i teraz.

- Na pewno sie zmienilo. To bylo zwiazane z dwiema rzeczami. Po pierwsze, mialem wtedy dwadziescia kilka lat i inny stosunek do swiata. Ale tez nalezalem do konstelacji mlodych poetow, ktorzy mieli ambicje kontestacyjne, ktorzy probowali krytykowac rzeczywistosc polityczna w Polsce. Teraz zmienila sie i rzeczywistosc - bo tej dawnej na szczescie juz nie ma, i ja sie zmienilem. Sila rzeczy pisze inaczej. Wydaje mi sie, ze dojrzewanie polega na tym, iz dostrzega sie coraz wiecej elementow swiata. W mlodosci jest sie nastawionym na cos pojedynczego, na jakis jeden aspekt swiata. A pozniej sie widzi, ze tych aspektow jest wiele i ze trzeba oddac sprawiedliwosc zlozonosci swiata. To jest chyba ta glowna roznica.

- A co pozostalo? Co jest niezmienne? Zdziwienie? Czy ciagle sie Pan dziwi?

- Z rzeczy niezmiennych... Mysle, ze kazdy kto pisze, ma swoj glos, ktorego nawet nie rozpoznaje. Nie slyszymy swojego glosu. Ale nawet przy wszystkich przemianach filozoficznych czy ideowych - glos jest ten sam. Zmienia sie widzenie swiata, ale nie zmienia sie podstawowy glos. Czy zdziwienie...? Nie wiem. Mysle, ze zdziwienie moze tez... moze jest sie coraz bardziej zdziwionym. Dojrzewanie polega na tym, iz uwaza sie, ze swiat jest coraz dziwniejszy, a nie coraz bardziej zrozumialy.

- Jak Pan ocenia wspolczesna polska rzeczywistosc? Nie jest Pan rozczarowany?

- Troche, oczywiscie, tak. Kiedy sie mialo taki sentymentalny stosunek do "Solidarnosci" i do Walesy, to robi sie bardzo przykro. Ale nie to jest najgorsze. Nawet nie to, ze tzw. lewica demokratyczna doszla do wladzy, czy to, ze pojawil sie taki fenomen jak Lepper. Musze powiedziec, iz mimo to wciaz jestem optymista. Wiem, ze czesto pojawiaja sie artykuly w prasie pelne goryczy, ze zapomnielismy o komunizmie, ze tak latwo pozwolilo sie na to, by dawni komunisci wrocili do wladzy, ze pamiec spoleczenstwa zostala przekreslona. Mysle, ze tak nie jest, bo jednak gdy czytam gazety czy pisma w Polsce, widze, ze dyskurs jest sprawiedliwy, a opinia publiczna surowo ocenia to, co bylo - zbrodnie czy niepowodzenia komunizmu. Mimo wszystko w tej atmosferze zycia publicznego panuje zdrowy klimat. Nie mam wrazenia, ze jest to taki kraj jak Rosja, gdzie sie teskni za Stalinem. Jest to bardzo jasno powiedziane, ze pewne oceny sa sluszne. Najbardziej czytana gazeta jest Gazeta Wyborcza, z ktora czasem mam pewne problemy, ale jednak jest to gazeta, z ktora moge sie w duzej mierze utozsamiac. To nie jest jakis dziwny, ksiezycowy kraj jak Bialorus. Atmosfera rozmow publicznych i dyskursu publicznego ma w sobie cos dobrego i zdrowego. Nie czuje sie tam obco, nie musze sie przystosowywac jak do innego swiata. To jednak jest czesc tego uniwersum demokratycznego, zachodniego - choc biedniejsza czesc. Pomimo wszystko mysle, ze jest to sukces - sukces, ze kraj wyszedl z komunizmu, i to obronna reka, choc ma tysiac klopotow.

- Podrozuje Pan sporo po swiecie. Motyw podrozy jest stale obecny w Panskiej tworczosci. Jeden z wierszy konczy sie tym, ze podrozny cieszy sie, iz ma bilet powrotny. W innym wierszu pod tytulem "Miasto w ktorym chcialbym zamieszkac" opisuje Pan miasto, "w ktorym nie karza przyjaciol" i "w ktorym plona ognie rozmow, ale nie stosy". Czy jest takie miasto na swiecie, w ktorym chcialby Pan zamieszkac?

- Najwyrazniej jest nim Krakow. Ale nawiazuje pani do wiersza - takiego miasta nie ma - to jest miasto idealne, utopijne. Na pewno Krakow az tak doskonaly nie jest. Chyba kazdy z nas ma wizje miasta idealnego, ktorego po prostu nie ma i do tego trzeba przywyknac. Ale w takim sensie zwyczajnym, ludzkim - lubie Krakow i wszystko wskazuje na to, ze tam zamieszkam.

- Czego Panu najbardziej brakuje w Houston, a czego w Paryzu?

- W Houston brakuje mi Paryza, a w Paryzu brakuje mi Krakowa.

- A slowikow, topoli i jesionow?

- Slowikow i kosow przede wszystkim. Zona mowi mi, ze w Paryzu juz zaczely spiewac kosy, a w Houston nie ma ani jednego kosa.

- Krzysztof Kieslowski mowil kiedys, ze boi sie przyszlosci - ze jest to jedyna rzecz, ktorej sie boi. Czego Pan sie boi?

- To szalenie metafizyczne pytanie.

- W Pana wierszach smierc jest stale obecna...

- Tak, ale dzieki temu troche sie jej mniej boje. To jest pewien rodzaj oswajania smierci. O to chodzi, nie tylko w poezji, ale w ogole w sztuce, aby odrobine - o ile to mozliwe, bo na ogol nie jest to mozliwe - przywyknac do mysli o smierci. Na pewno jej boje sie najbardziej. Ale boje sie tez barbarzynstwa. Zawsze w kazdej cywilizacji istnieje mozliwosc eksplozji barbarzynstwa. Boje sie, ze swiat wspolczesny moze stoczyc sie w to barbarzynstwo. Nawet nie w sensie eksplozji, ale powolnego schodzenia. Z drugiej jednak strony, moi studenci w Houston sa dla mnie jakby rekojmia, ze pewne pasje intelektualne odradzaja sie w mlodym pokoleniu. Moze wiec to barbarzynstwo bedzie ograniczone. Moze pozostana wyspy, nawet pokazne, gdzie jest pewien szacunek dla kultury, dla myslenia bedzie zachowany. I jezeli sie czegos boje, to tego wlasnie, takiego zeslizgiwania sie do prymitywizmu.

- Czym jest dla Pana praca dydaktyczna w Houston? Czy widzi Pan w niej jakies korzysci dla siebie?

- Widze rozne korzysci. Jedna z nich jest to, ze kiedy prowadzi sie zajecia, trzeba jakby dopowiedziec rzeczy, ktore sie na ogol pozostawia nie do konca sformulowane. Dla siebie nie odczuwa sie potrzeby, by cos sformulowac w sposob ostry, radykalny, a zajecia ze studentami zmuszaja do tego, by wyjsc poza intuicje, polgotowe formuly. W ten sposob uczymy sie czegos od samych siebie. Te sady i te sformulowania sa w nas, ale zajecia akademickie sprawiaja, ze musimy doprowadzic je dalej, do postaci zrozumialej i ostrej, radykalnej. To jedno. A drugie - to jest kontakt z mlodoscia, czyms bardzo pieknym. Ja jestem na ogol w wieku ich rodzicow. Studenci maja duzo entuzjazmu. Mnie tez go nie brakuje - ale bardzo przyjemnie jest ogrzac sie w cieple ich zarliwosci. To jakby korzysc "termiczna" - plomien mlodosci w jakis sposob mi pomaga.

- Czy da sie nauczyc kogos pisania poezji czy mozna mu jedynie w tym pomoc?

- Jesli mozna sie czegos nauczyc, to tego, co przed chwila powiedzialem - ostrzejszego formulowania mysli, prywatnych mysli; tego, zeby z mysli prywatnych przejsc do publicznie sformulowanych. Chociaz tu nie ma regul. Nie jest tak, ze mozna komus powiedziec, jak to zrobic - potrzebny jest przyklad, imitacja.

- Czy lubi Pan spotkania z publicznoscia? Chetnie czyta Pan ludziom swoje wiersze?

- Bardzo chetnie, jezeli jest dobra publicznosc. W Pittsburghu byla swietna. Jest to cos zagadkowego, bo przeciez publicznosc milczy, a jednak ktos, kto przed nia wystepuje, wie intuicyjnie, czy jest dobra czy nie. Jest to pewna jakosc milczenia - to lubie. Odzyskuje wtedy pewne poczucie sily jako autor i jako poeta. A musze powiedziec, ze bardzo czesto je trace. Nie zawsze sa dobre okresy, nie zawsze jestem w stanie pisac. Taki wieczor autorski przywraca mi wiare w to, co robie i to jest dla mnie bardzo wazne.

- Dziekujemy bardzo za rozmowe.

------------------

*) Cytowane w przekladzie wiersze pochodza z wyboru poezji Adama Zagajewskiego Without End, wydanego w br. przez Farrar, Straus and Giroux.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail