PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (29 czerwca 2001)


MAREK KUSIBA

Zabka przez Atlantyk

Wiara, nadzieja, Milosz


Czeslaw Milosz jest obecnie najwiekszym zagrozeniem dla dalszej egzystencji i niezakloconego rozwoju wspolczesnej literatury polskiej. Dopoki zyl sobie i tworzyl na dalekiej emigracji, w nieosiagalnej i prawie nierzeczywistej, bo filmowej i tektonicznej Kalifornii, byl nawet atrakcyjny. Dobrze sie bylo wykazac na wieczorku zapoznawczym z nowa entuzjastka Nowej Fali, a pozniej Nowej Prywatnosci, znajomoscia zakazanego owocu Jego tworczosci. W dobrym tonie bylo rzucenie od niechcenia Miloszowym ketmanem w kole polonistow czy popisanie sie ryzykownym przejezyczeniem przy nuceniu na spacerze w miejscu publicznym refrenu, zaczynajacego sie od slow: "Milosz ci wszystko wybaczy". Wiele srodowiskowego splendoru przysparzala debiutujacemu poecie ingerencja cenzury, zdejmujacej motto zaczerpniete z wiersza Milosza, choc przez ostroznosc autor siegnal po mniej kontrowersyjnego Oskara Milosza. Byli nawet i tacy, ktorzy szeptem powolywali sie na znajomosc z kims, kto spotkal autora Doliny Issy w trefnym miejscu pod Paryzem, rozreklamowanym czestymi polajankami Trybuny Ludu, napadajacej regularnie na Ksiecia i jego dwor.

Dobre czasy dla literatury polskiej bezpowrotnie sie skonczyly z chwila otrzymania przez Czeslawa Milosza Nagrody Nobla. Nie dosc, ze przestal byc calkowicie zakazanym owocem, to na dodatek ruszyl sie z tej swojej basniowej i wielkoswiatowej Kalifornii, i przyjechal do szarego polskiego zascianka. Do dzis trwaja debaty na temat ukrytych znaczen i zamiarow powrotu Milosza nie tylko do Polski, ale i do polskiego zycia literackiego. Literatura polska miala swoje wielkosci, ale proporcje byly raz na zawsze ustalone, pilnowane i zachowywane. Jak Herberta zaczeli wydawac w swiecie, to w kraju istnialy dobrze wypraktykowane sposoby na przytrzymanie go za nogawki. Nie dostawal paszportu albo nie wznawiano mu kolejnej ksiazki.

Milosza te reguly gry sila rzeczy nie mogly sie imac. Zaczal byc znowu obecny w ponurych polskich ksiegarniach, zawalonych po sufity Putramentem, Czeszka i Przymanowskim, choc zyl sobie w pieknej Kalifornii. Prawda, ze to moglo draznic? Gdy chcial - przyjezdzal, gdy chcial - wyjezdzal, nie musial nawet pisac sprawozdan z wizyt na Zachodzie. To nie bylo sprawiedliwe i nie moglo sie podobac.

Czare goryczy wzgledem Milosza przepelnily dwie decyzje: decyzja o likwidacji komunizmu w Polsce oraz decyzja o przyznaniu Miloszowi tytulu honorowego obywatela miasta Kraka wraz z kluczami do mieszkania. Teraz to Milosz mogl sobie na powrot zaczac pomieszkiwac, jak za okupacji, w Malopolsce. A jak zaczal - zagrozenie dla literatury polskiej wzroslo niepomiernie: dopoki byl w ksiegarniach, mozna go bylo nie kupowac. Jak zaczal bywac osobiscie na spotkaniach, zjazdach i konferencjach, wystepowac w telewizji i udzielac wywiadow w liczbach wybitnie nieproporcjonalnych (dziesiec wywiadow Milosza na jeden wywiad nie-Milosza) - zaczeto tu i owdzie przebakiwac o tym, ze Milosz sie skonczyl. Ze Nagroda Nobla podzialala nan demoralizujaco. Ze dopoki byl pracownikiem uniwersytetu w Berkeley, gdzie Nobel utorowal mu droge do stalego miejsca na parkingu, to musial pisac. I ze teraz pisac juz nie musi, bo ma "kase" i stale miejsce nie tylko na parkingu, ale i parnasie.

I wtedy zaczelo sie najgorsze. Milosz nie przestal pisac, przekladac ani - co zupelnie niezrozumiale - wydawac. Bywajac czesto w Polsce jakos sie nie rozpil, pomimo naglego pojawienia sie w jego otoczeniu niejednej setki nowych przyjaciol z dziecinstwa oraz tysiecy takich, ktorzy zaczeli sie powolywac na gleboka przyjazn zywiona do nich przez pisarza. Znalezli sie liczni tacy, ktorym obiecal napisac wstepy do ich dziel zebranych, i liczne takie, ktore mialy miec z Miloszem dluga i zazyla rozmowe na lawce na Plantach, zakonczona obietnica zaproszenia na wakacje w San Francisco.

Proporcje raz zachwiane Miloszowym powrotem do polskiej stajni literackiej i Obor, zachwiane zostaly jeszcze bardziej, gdy srodowiskowe przepowiednie swego rychlego konca zaczal przebijac coraz lepszymi ksiazkami.

Zupelna katastrofa dla literatury polskiej okazala sie Nagroda Nike przyznana Miloszowi za Pieska przydroznego. Pomimo zachwytow krytyki, merdajacej przed Pieskiem ogonkami, srodowisko literackie znalazlo sposob na zagonienie Pieska do budy: - Dali mu te najwieksza w Polsce nagrode - mozna bylo uslyszec tu i owdzie - bo nie chcieli byc gorsi od Szwedow, choc byli tansi...

Teraz chca mu dac Nike za tom wierszy To. Krytyka jest raczej zgodna, ze To jest najlepsza ksiazka poetycka roku, ale kola dobrze poinformowane wiedza lepiej: ze Milosz dostanie Nike z okazji okraglej rocznicy, czyli 90 tysiecy zlotych za 90-kilka stron, na 90. urodziny.

Klopot z Miloszem ma wielu ludzi w Polsce. Zwazywszy, ze na dobre rozpisal sie po powrocie, zgroza musi napawac krajowych literatow mysl, ze Miloszowy pegaz moze zdominowac kolejna dekade literatury III RP. Co wiecej, srodowiska literackie coraz bardziej obawiaja sie napisania przez Milosza Umyslu zniewolonego II - czasow wolnosci. Groze zwieksza fakt, ze w dekadzie swoich lat 80. Milosz napisal swe najlepsze ksiazki.

Kiedys srodowisko literackie zywilo wiare w to, ze literatura polska odrodzi sie po zrzuceniu przez kraj czerwonych kajdan. Przez minionych lat tuzin literatura polska zyla nadzieja, ze wybuch wolnosci zostanie zdyskontowany wolna, wielka, wspaniala poezja i proza. Dzis literatura polska utracila resztke zludzen, czyli wiare w odrodzenie i nadzieje na dziela swiatowego kalibru. Pozostal jej tylko Milosz.

Bedac jedynym pisarzem polskim (choc pochodzenia litewskiego) swiatowego formatu, Milosz jest jedyna wiara i nadzieja literatury polskiej (swiadomie nie wymieniam tu Wislawy Szymborskiej, choc zostala wlasnie honorowym czlonkiem Amerykanskiej Akademii Literatury i Sztuki, ale pisze trzy wiersze w roku, podczas gdy Milosz - trzy ksiazki; nie wymieniam tez Ryszarda Kapuscinskiego, drugiego obok Milosza znanego swiatu pisarza polskiego, gdyz pisze na tematy globalne, czyli jest jakby pisarzem mniej polskim, a bardziej swiatowym; nie wymieniam tez Stanislawa Lema, rowniez znanego i cenionego w swiecie, bo jest pisarzem wszechswiatowym).

Gdybym zle zyczyl swoim kolegom z kraju, zyczylbym Czeslawowi Miloszowi w 90. urodziny spedzenia calej nastepnej dekady w Krakowie, a setnej rocznicy urodzin w Wilnie. Ale tak naprawde nie powinien byl wyjezdzac z nudnej, cieplej i leniwej Kalifornii. Literatura polska jakos przelknie druga Nike Jubilata, ale drugi Nobel musialby sie chyba skonczyc dla Milosza niemile...

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail