[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (29 czerwca 2001)


ANDRZEJ JOZEF DABROWSKI

Czeslawa Milosza jasnosci promieniste


Zazdrosnicy ze swiata literackiego powiadaja, ze wiersze pomieszczone w tomie To Milosz napisal duzo wczesniej i specjalnie trzymal w szufladzie, zeby wydac je na swoj jubileusz 90-lecia. Mial tymi wierszami powiedziec: patrzcie, jaki jestem jeszcze zwawy i podziwiajcie figla, jakiego wam nimi splatalem. To niemozliwe - wyrokuja - aby napisal je czlowiek rzeczywiscie zamykajacy dziewiaty krzyzyk zycia. W tym wieku tak mlodych wierszy sie juz nie pisze - dodaja.

I w samej rzeczy, kiedy sie je czyta, uderza ich myslowa i formalna witalnosc. To nie zadne tam jubileuszowe podsumowanie, a raczej dopelnienie tego, co sie napisalo wczesniej. Zadnej nestorskiej pompy, zadnego namaszczenia, przeciwnie - dojrzala radosc z wyszukiwania tego, co najistotniejsze. Wyszukiwania nielatwego, dodajmy, bowiem cala dotychczasowa tworczosc Milosza byla wielce zarazliwym tropieniem istotnosci. Dzis jest juz kanonem. Malo kto z polskich poetow zdolal powiedziec tyle, co autor Ocalenia, Swiatla dziennego, Traktatu poetyckiego, Krola Popiela i innych wierszy, Gucia zaczarowanego, Miasta bez imienia, Gdzie wschodzi slonce i kedy zapada, Hymnu o perle i Nieobjetej ziemi. Juz same tytuly wiekszosci z tych tomow wskazuja na kierunek poszukiwan.

Oprocz wspomnianej witalnosci, wiersze z cyklu To zaskakuja szczeroscia, autoironia, a przede wszystkim odwaga w spojrzeniu na siebie i swe dotychczasowe zycie. Milosz bynajmniej nie uwaza, iz bylo ono pomnikowe, uczciwie przyznajac sie do slabosci i popelnionych bledow. Watpi, czy byl dojrzaly do milosci i przyjazni, nie ma pewnosci, czy byl dostatecznie dobry i altruistyczny. Wiele jego samoodkryc ma gorzki smak, ale tez czuje sie ulge, ze w koncu zostaly wyartykulowane. Taka ulge miewamy po spowiedzi odbytej z glebokiej wewnetrznej potrzeby, po dlugich i gruntownych przygotowaniach. U Milosza jest to spowiedz z calego zycia, bedaca tylez wyznaniem grzechow, co wypunktowaniem problemow do rozwiazania. Nie ma w niej bicia sie w piersi, ani samobiczowania, jest za to przekonanie, ze "we wlasnym zyciu nie wolno poddawac sie rozpaczy z powodu naszych bledow i grzechow, poniewaz przeszlosc nie jest zamknieta i otrzymuje sens nadany jej przez nasze pozniejsze czyny". Slowa te pochodza z wiersza Czego nauczylem sie od Jeanne Hersch, bedacego swoistym dekalogiem poety. Jednym z kluczowych zapisow w nim jest przekonanie, iz "niezaleznie od wyznan religijnych powinnismy zachowac 'wiare filozoficzna', czyli wiare w transcendencje, jako istotna ceche naszego czlowieczenstwa".

W nowym tomie zaskakuje takze zywotnosc mitu rajskiego dziecinstwa na pograniczu Litwy i Zmudzi oraz szczesliwej mlodosci w Wilnie. Poeta jeszcze raz potwierdza, ze sa one bardzo wazna czescia jego osobowosci i przyznaje, iz uplywajacy czas nie zmniejsza wcale ich kreatywnej sily. Weryfikacja dokonywana zarowno nad Wilia, jak i Zatoka San Francisco nie tylko ich nie umniejsza, ale przeciwnie - odswieza i ponownie uprawomocnia. Poeta, czujac sie ich dluznikiem, dorzuca don coraz to nowe elementy, mimowolnie (a moze swiadomie?) je rozbudowujac. Mozemy go tylko w tym wspierac, swiadomi tego, iz nasz zbiorowy, polski raj byl rzeczywiscie na Litwie. Gustaw Herling-Grudzinski, bodajze w Krotkim przewodniku po sobie samym wyznal, ze zazdrosci Miloszowi Doliny Issy. Lek przed wyznaniem wlasnego pochodzenia uniemozliwil mu napisanie czegos, co byloby jej odpowiednikiem i nosiloby tytul np. W cieniu Puszczy Jodlowej. Rozsmakowujac sie w mitach litewskich, Milosz nie zapomina o Mickiewiczu, ktory pierwszy je wyspiewal z sila Homera i dopisuje don swoje, nie mniej piekne strofy, z jakich zbudowane sa wiersze Jezioro czy W miescie. Do wieszcza takze, choc juz tym razem nie litewskiego, a kosmicznego, "dopisana" jest rozmowa z Najwyzszym , podyktowana cierpieniami - Alkoholik wstepuje w brame niebios. Jest w niej ton buntowniczy, jaki pamietamy z Wielkiej improwizacji, ale jest takze pokora, jakiej w niej nie znajdziemy. Najpierw mamy konstatacje:

Ale zrozumialem, ze tylko bladze
od nadziei do nadziei
i zapytalem Ciebie,
Wszechwiedzacy, czemu
udreczasz mnie. Czy to proba,
jak u Hioba,
az uznam moja wiare za ulude
i powiem: nie ma Ciebie,
ni Twoich wyrokow,
a rzadzi tu na ziemi
tylko przypadek?
Jak mozesz patrzec
Na rownoczesny,
miliardokrotny bol?

W finale jednak jest padniecie na kolana:

Oto ja modle sie do Ciebie,
poniewaz modlic sie nie umiem.
Bo moje serce Ciebie pozada,
choc wiem, ze nie uleczysz mnie.
I tak ma byc, zeby ci,
ktorzy cierpia, dalej cierpieli, wyslawiajac Twoje Imie.

Ten akt pokory jest znamienny, jesli pamieta sie przypomnienie slow profesora Mariana Zdziechowskiego, ktore Miloszowi na zawsze wbily sie w pamiec: "I w miare lat, im dalej w zycie i swiat szedlem, tym wyrazniej i bolesniej uswiadamialem sobie, ze swiat ten, gdy go mysla, jako calosc objac, bezladem jest i bezrozumem, nie zas, jak nas ucza, dzielem rozumu: nie z reki Boga on wyszedl". (Zdziechowski).

Przeciwwaga cierpienia sa chwile szczesliwosci. Nie musza byc wcale spowodowane wydarzeniami duzej miary, ani tworczymi sukcesami. Nie musza plynac nawet z lektury innych wielkich pisarzy, czy dopiecia wlasnych kolejnych teorii, jak jeszcze do niedawna mozna by mniemac czytajac Milosza. Dzis wystarczy kontemplacja kobiecej urody czy proba opisu piekna kwiatow. Wystarczy tez dystans do swiata i siebie. Dystans jest dusza piekna, wyznaje poeta, powolujac sie na Simone Weil. Szczescie to takze ciekawosc swiata, mozliwosc poznania i sprawnosc umyslu. To rowniez zdolnosc do rozpoznania niezwyklosci innych ludzi. Milosz to potrafi - wiersze o Janie Pawle II, Iwaszkiewiczu, Rozewiczu i poezji Herberta sa arcydzielami. Z biegiem lat koncepcja szczesliwosci staje sie coraz dojrzalsza i nie musi wcale wykluczac wieku sedziwego, bowiem on tez ma swoje uroki. Patrzac wstecz, mozna z pozycji przezytych lat "oczyscic terazniejszosc". Starosc tez uczy cieszenia sie z rzeczy najprostszych. Szczesliwosc nie jest dla Milosza zadnym imperatywem, jest ona laska; nie mozna oczekiwac, ze kazdy dostanie jej tyle samo.

Wspomniana na wstepie witalnosc bije z pogodnego tonu najnowszego cyklu, niewolnego tu i owdzie od pastiszu, czy wysmakowanych zabaw forma. Wsrod nich mamy nawet stylizacje na poezje staropolska, ze szczegolnym uklonem w kierunku prostoty Kochanowskiego i niepokojow egzystencjalnych Sepa-Szarzynskiego. Mamy takze echa poezji jaselkowej, czy misteryjnej, dostrzegane w wierszu Daemones. - Nie ja pierwszy zadaje najwazniejsze pytania, nie ja pierwszy sie biedze nad prostota odpowiedzi - zdaje sie mowic Milosz. Im trudniejsza odpowiedz, tym wieksza winna byc prostota formy - dopowiada. I w rzeczy samej prostota utworow pomieszczonych w To jest tak wielka, ze az wyrafinowana. Ale nie jest ona tylko sposobem wypowiedzi, czy chwytem formalnym - jej ladunek emocjonalny, choc jakze powsciagliwy, przemawia do serc, a jej ladunek intelektualny, choc jakze skondensowany - do umyslow. Ten tom porusza nawet niewrazliwych.

Radosc z wlasnej sprawnosci myslowej, radosc z wciaz zywo odczuwanej checi mowienia, czy wreszcie radosc ze znalezienia wlasciwej formy, nie moga jednak nas zwiesc do konca, bowiem tom To jest rowniez proba pozegnania. Ot, tak na wszelki wypadek. Jesli sie zdazy jeszcze w przyszlosci powiedziec cos wiecej, tym lepiej, jesli nie, trudno. To powinno wystarczyc, powiedziane jest tam juz wystarczajaco duzo. Smialo moze byc uznane za summe. Juz wiersz tytulowy, otwierajacy zbior, naprowadza nas na ten trop. Milosz wyznaczajac swoje powinnosci pisarskie w szukaniu prawdy, okreslone slowkiem TO, stwierdza w finale, iz "TO oznacza natkniecie sie na kamienny mur, i zrozumienie, ze ten mur nie ustapi zadnym naszym blaganiom". Umieszczona pod koniec tomu Modlitwa jest pojednaniem z Bogiem:

Teraz piec moich zmyslow
powoli zamykasz,
I jestem stary czlowiek
lezacy w ciemnosci.
(...)
W godzinie mojej agonii
badz ze mna Twoim cierpieniem,
Ktore nie moze swiata
ocalic od bolu.

To pojednanie dopelnione jest przewrotna spowiedzia, zawarta w Daemonesie, wizja posmiertnego powrotu do litewskiego raju, pomieszczona w wierszu Po i przejmujaca inwokacja do niebianskich mocy rozpoczynajaca wiersz ostatni - Jasnosci promieniste.

Milosz wierzy, ze po zakonczeniu ziemskiej wedrowki dusza i cialo, rozdzielone w doczesnej gonitwie, polacza sie ponownie, wedle planu Boskiego. Coz mozna wiecej rzec, ponad sakramentalne: Niech sie stanie!?

Miejmy jednak nadzieje, ze zbior To jest wlasnie tylko owym pozegnaniem na wszelki wypadek. Sa juz przeslanki, ze nie musi to byc plonna nadzieja, poeta bowiem w wywiadzie dla Polityki wyznal: "Ciagle jestem nienasycony. W moim wieku nadal szukam formy, jezyka, aby swiat jakos wyrazic. Stale noca notuje wiersze". Zatem prosmy o kolejny tom rownie wazny i rownie piekny, jak To. Moze w nim uda sie jubilatowi przeksztalcic ten zaimek wskazujacy w poszukiwany przezen wyraz swiata.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail