ANDRZEJ JOZEF DABROWSKI
Czeslawa Milosza jasnosci promieniste
Zazdrosnicy ze swiata literackiego powiadaja, ze wiersze
pomieszczone w tomie To Milosz napisal duzo wczesniej
i specjalnie trzymal w szufladzie, zeby wydac je na swoj
jubileusz 90-lecia. Mial tymi wierszami powiedziec: patrzcie,
jaki jestem jeszcze zwawy i podziwiajcie figla, jakiego
wam nimi splatalem. To niemozliwe - wyrokuja - aby napisal
je czlowiek rzeczywiscie zamykajacy dziewiaty krzyzyk zycia.
W tym wieku tak mlodych wierszy sie juz nie pisze - dodaja.
I w samej rzeczy, kiedy sie je czyta, uderza ich myslowa
i formalna witalnosc. To nie zadne tam jubileuszowe podsumowanie,
a raczej dopelnienie tego, co sie napisalo wczesniej. Zadnej
nestorskiej pompy, zadnego namaszczenia, przeciwnie - dojrzala
radosc z wyszukiwania tego, co najistotniejsze. Wyszukiwania
nielatwego, dodajmy, bowiem cala dotychczasowa tworczosc
Milosza byla wielce zarazliwym tropieniem istotnosci. Dzis
jest juz kanonem. Malo kto z polskich poetow zdolal powiedziec
tyle, co autor Ocalenia, Swiatla dziennego, Traktatu
poetyckiego, Krola Popiela i innych wierszy, Gucia zaczarowanego, Miasta bez imienia, Gdzie
wschodzi slonce i kedy zapada, Hymnu o perle i Nieobjetej ziemi. Juz same tytuly wiekszosci z
tych tomow wskazuja na kierunek poszukiwan.
Oprocz wspomnianej witalnosci, wiersze z cyklu To zaskakuja szczeroscia, autoironia, a przede wszystkim odwaga
w spojrzeniu na siebie i swe dotychczasowe zycie. Milosz
bynajmniej nie uwaza, iz bylo ono pomnikowe, uczciwie przyznajac
sie do slabosci i popelnionych bledow. Watpi, czy byl dojrzaly
do milosci i przyjazni, nie ma pewnosci, czy byl dostatecznie
dobry i altruistyczny. Wiele jego samoodkryc ma gorzki smak,
ale tez czuje sie ulge, ze w koncu zostaly wyartykulowane.
Taka ulge miewamy po spowiedzi odbytej z glebokiej wewnetrznej
potrzeby, po dlugich i gruntownych przygotowaniach. U Milosza
jest to spowiedz z calego zycia, bedaca tylez wyznaniem
grzechow, co wypunktowaniem problemow do rozwiazania. Nie
ma w niej bicia sie w piersi, ani samobiczowania, jest za
to przekonanie, ze "we wlasnym zyciu nie wolno poddawac
sie rozpaczy z powodu naszych bledow i grzechow, poniewaz
przeszlosc nie jest zamknieta i otrzymuje sens nadany jej
przez nasze pozniejsze czyny". Slowa te pochodza z wiersza Czego nauczylem sie od Jeanne Hersch, bedacego swoistym
dekalogiem poety. Jednym z kluczowych zapisow w nim jest
przekonanie, iz "niezaleznie od wyznan religijnych powinnismy
zachowac 'wiare filozoficzna', czyli wiare w transcendencje,
jako istotna ceche naszego czlowieczenstwa".
W nowym tomie zaskakuje takze zywotnosc mitu rajskiego
dziecinstwa na pograniczu Litwy i Zmudzi oraz szczesliwej
mlodosci w Wilnie. Poeta jeszcze raz potwierdza, ze sa one
bardzo wazna czescia jego osobowosci i przyznaje, iz uplywajacy
czas nie zmniejsza wcale ich kreatywnej sily. Weryfikacja
dokonywana zarowno nad Wilia, jak i Zatoka San Francisco
nie tylko ich nie umniejsza, ale przeciwnie - odswieza i
ponownie uprawomocnia. Poeta, czujac sie ich dluznikiem,
dorzuca don coraz to nowe elementy, mimowolnie (a moze swiadomie?)
je rozbudowujac. Mozemy go tylko w tym wspierac, swiadomi
tego, iz nasz zbiorowy, polski raj byl rzeczywiscie na Litwie.
Gustaw Herling-Grudzinski, bodajze w Krotkim przewodniku
po sobie samym wyznal, ze zazdrosci Miloszowi Doliny
Issy. Lek przed wyznaniem wlasnego pochodzenia uniemozliwil
mu napisanie czegos, co byloby jej odpowiednikiem i nosiloby
tytul np. W cieniu Puszczy Jodlowej. Rozsmakowujac
sie w mitach litewskich, Milosz nie zapomina o Mickiewiczu,
ktory pierwszy je wyspiewal z sila Homera i dopisuje don
swoje, nie mniej piekne strofy, z jakich zbudowane sa wiersze Jezioro czy W miescie. Do wieszcza takze,
choc juz tym razem nie litewskiego, a kosmicznego, "dopisana"
jest rozmowa z Najwyzszym , podyktowana cierpieniami - Alkoholik
wstepuje w brame niebios. Jest w niej ton buntowniczy,
jaki pamietamy z Wielkiej improwizacji, ale jest
takze pokora, jakiej w niej nie znajdziemy. Najpierw mamy
konstatacje:
Ale zrozumialem, ze tylko bladze
od nadziei do nadziei
i zapytalem Ciebie,
Wszechwiedzacy, czemu
udreczasz mnie. Czy to proba,
jak u Hioba,
az uznam moja wiare za ulude
i powiem: nie ma Ciebie,
ni Twoich wyrokow,
a rzadzi tu na ziemi
tylko przypadek?
Jak mozesz patrzec
Na rownoczesny,
miliardokrotny bol?
W finale jednak jest padniecie na kolana:
Oto ja modle sie do Ciebie,
poniewaz modlic sie nie umiem.
Bo moje serce Ciebie pozada,
choc wiem, ze nie uleczysz mnie.
I tak ma byc, zeby ci,
ktorzy cierpia, dalej cierpieli, wyslawiajac Twoje Imie.
Ten akt pokory jest znamienny, jesli pamieta sie przypomnienie
slow profesora Mariana Zdziechowskiego, ktore Miloszowi
na zawsze wbily sie w pamiec: "I w miare lat, im dalej w
zycie i swiat szedlem, tym wyrazniej i bolesniej uswiadamialem
sobie, ze swiat ten, gdy go mysla, jako calosc objac, bezladem
jest i bezrozumem, nie zas, jak nas ucza, dzielem rozumu:
nie z reki Boga on wyszedl". (Zdziechowski).
Przeciwwaga cierpienia sa chwile szczesliwosci. Nie musza
byc wcale spowodowane wydarzeniami duzej miary, ani tworczymi
sukcesami. Nie musza plynac nawet z lektury innych wielkich
pisarzy, czy dopiecia wlasnych kolejnych teorii, jak jeszcze
do niedawna mozna by mniemac czytajac Milosza. Dzis wystarczy
kontemplacja kobiecej urody czy proba opisu piekna kwiatow.
Wystarczy tez dystans do swiata i siebie. Dystans jest dusza
piekna, wyznaje poeta, powolujac sie na Simone Weil. Szczescie
to takze ciekawosc swiata, mozliwosc poznania i sprawnosc
umyslu. To rowniez zdolnosc do rozpoznania niezwyklosci
innych ludzi. Milosz to potrafi - wiersze o Janie Pawle
II, Iwaszkiewiczu, Rozewiczu i poezji Herberta sa arcydzielami.
Z biegiem lat koncepcja szczesliwosci staje sie coraz dojrzalsza
i nie musi wcale wykluczac wieku sedziwego, bowiem on tez
ma swoje uroki. Patrzac wstecz, mozna z pozycji przezytych
lat "oczyscic terazniejszosc". Starosc tez uczy cieszenia
sie z rzeczy najprostszych. Szczesliwosc nie jest dla Milosza
zadnym imperatywem, jest ona laska; nie mozna oczekiwac,
ze kazdy dostanie jej tyle samo.
Wspomniana na wstepie witalnosc bije z pogodnego tonu najnowszego
cyklu, niewolnego tu i owdzie od pastiszu, czy wysmakowanych
zabaw forma. Wsrod nich mamy nawet stylizacje na poezje
staropolska, ze szczegolnym uklonem w kierunku prostoty
Kochanowskiego i niepokojow egzystencjalnych Sepa-Szarzynskiego.
Mamy takze echa poezji jaselkowej, czy misteryjnej, dostrzegane
w wierszu Daemones. - Nie ja pierwszy zadaje najwazniejsze
pytania, nie ja pierwszy sie biedze nad prostota odpowiedzi
- zdaje sie mowic Milosz. Im trudniejsza odpowiedz, tym
wieksza winna byc prostota formy - dopowiada. I w rzeczy
samej prostota utworow pomieszczonych w To jest tak
wielka, ze az wyrafinowana. Ale nie jest ona tylko sposobem
wypowiedzi, czy chwytem formalnym - jej ladunek emocjonalny,
choc jakze powsciagliwy, przemawia do serc, a jej ladunek
intelektualny, choc jakze skondensowany - do umyslow. Ten
tom porusza nawet niewrazliwych.
Radosc z wlasnej sprawnosci myslowej, radosc z wciaz zywo
odczuwanej checi mowienia, czy wreszcie radosc ze znalezienia
wlasciwej formy, nie moga jednak nas zwiesc do konca, bowiem
tom To jest rowniez proba pozegnania. Ot, tak na
wszelki wypadek. Jesli sie zdazy jeszcze w przyszlosci powiedziec
cos wiecej, tym lepiej, jesli nie, trudno. To powinno
wystarczyc, powiedziane jest tam juz wystarczajaco duzo.
Smialo moze byc uznane za summe. Juz wiersz tytulowy, otwierajacy
zbior, naprowadza nas na ten trop. Milosz wyznaczajac swoje
powinnosci pisarskie w szukaniu prawdy, okreslone slowkiem
TO, stwierdza w finale, iz "TO oznacza natkniecie sie na
kamienny mur, i zrozumienie, ze ten mur nie ustapi zadnym
naszym blaganiom". Umieszczona pod koniec tomu Modlitwa jest pojednaniem z Bogiem:
Teraz piec moich zmyslow
powoli zamykasz,
I jestem stary czlowiek
lezacy w ciemnosci.
(...)
W godzinie mojej agonii
badz ze mna Twoim cierpieniem,
Ktore nie moze swiata
ocalic od bolu.
To pojednanie dopelnione jest przewrotna spowiedzia, zawarta
w Daemonesie, wizja posmiertnego powrotu do litewskiego
raju, pomieszczona w wierszu Po i przejmujaca inwokacja
do niebianskich mocy rozpoczynajaca wiersz ostatni - Jasnosci
promieniste.
Milosz wierzy, ze po zakonczeniu ziemskiej wedrowki dusza
i cialo, rozdzielone w doczesnej gonitwie, polacza sie ponownie,
wedle planu Boskiego. Coz mozna wiecej rzec, ponad sakramentalne:
Niech sie stanie!?
Miejmy jednak nadzieje, ze zbior To jest wlasnie
tylko owym pozegnaniem na wszelki wypadek. Sa juz przeslanki,
ze nie musi to byc plonna nadzieja, poeta bowiem w wywiadzie
dla Polityki wyznal: "Ciagle jestem nienasycony.
W moim wieku nadal szukam formy, jezyka, aby swiat jakos
wyrazic. Stale noca notuje wiersze". Zatem prosmy o kolejny
tom rownie wazny i rownie piekny, jak To. Moze w
nim uda sie jubilatowi przeksztalcic ten zaimek wskazujacy
w poszukiwany przezen wyraz swiata.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |