[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (29 czerwca 2001)


FLORIAN SMIEJA

Jubilat

Wsrod starych, zapomnianych papierow odnalazlem niedawno wiele lat temu napisane slowo zagajenia wieczoru autorskiego Czeslawa Milosza, ktory sie odbyl w Sali Sztandarowej Instytutu im. gen. Wladyslawa Sikorskiego w Londynie 26 czerwca 1963 roku.

Na tym spotkaniu Milosz m.in. odczytal Pozycje, tekst wydrukowany nastepnie w Kontynentach w numerze 57 z wrzesnia 1963 r. W jednym z punktow stwierdzil zaskakujaco: "Pisanie i publikowanie poza krajem wlasnego jezyka nie jest zadnym odrebnym problemem, skoro sie zwazy, ze trudnosc porozumienia upowszechnia sie i staje sie czyms niemal normalnym"… A takze: "Szczegol kraju, w ktorym sie mieszka, oblok, twarz, muszla na plazy, powinien wystarczac do rozgrywania wlasnej zasadniczej stawki".

A oto, co wowczas powiedzialem:

"Szanowni Panstwo,

Z szeregu wieczorow autorskich, ktore urzadzilismy w tej sali, zapamietalem poprzedni wieczor naszego goscia, jakies szesc a moze siedem lat temu. Bylismy dumni, ze moglismy go przedstawic po raz pierwszy londynskim milosnikom poezji. Podobne uczucia nurtuja mnie i dzis, kiedy znowu mamy zaszczyt powitac poete w naszych progach.

Nie musze podkreslac chyba rzeczy oczywistej, ze Czeslaw Milosz od dawna jest z nami w kontakcie. Dzisiejszy wieczor potwierdza jego przychylnosc, jak swiadczyla o niej wypowiedz drukowana w Kontynentach kilka miesiecy temu, w ktorej nie szczedzac nam zreszta uwag krytycznych, poeta dal dowod zainteresowania naszymi poczynaniami. Pomawial nas wprawdzie o to, ze tytul pisma bezprawnie przywlaszczylismy sobie z jego ksiazki. Ale to jest jego wersja prywatna. Naszym zdaniem to on wlasnie nazwal jedna z ksiazek na czesc swietnego pisma - a taki epitet wyczytalem w Dzienniku Polskim, naszej londynskiej wyroczni - na czesc Kontynentow. To, ze uczynil to o rok wczesniej od ukazania sie pierwszego numeru miesiecznika, swiadczy o jego znakomitej intuicji poetyckiej. W jego korespondencji wreszcie znajdziemy slady zywego sledzenia tego wszystkiego, co sie w naszym srodowisku dzieje.

Jestesmy mu za to wdzieczni, rzecz jasna, a od siebie mozemy go zapewnic o wysokim uznaniu dla jego pisarstwa. Niedawno gosc nasz ukonczyl piecdziesiat lat i mowiacy te slowa przemysliwal o stosownym uczczeniu tego jubileuszu. Niestety, skonczylo sie na slowianskim dumaniu… A Milosz, zaiste, zasluguje ze wszech miar na uczczenie. Zlozylibysmy w ten sposob hold czlowiekowi o naprawde imponujacych dokonaniach. Przypomnijmy sobie jego dorobek.

Tyle sie mowi - i zapewne nie bez racji - o ciezkiej doli emigracyjnego pisarza. O ile sytuacja materialna przedstawia sie zle, o wiele smutniejsza jest sytuacja psychiczna. Otaczaja nas milczace piora. Stare talenty jakby wygasly. Obiecujacy pisarze daja nam najczesciej utwory marginesowe. Na tle tych dlugich siedmiu lat chudych Milosz rysuje sie odrebnie. Zadaje klam tezie, jakoby poza granicami Polski nie mozna bylo tworzyc intensywnie. W ciagu ostatnich dziesieciu lat Czeslaw Milosz wydal dziewiec tomow poezji i prozy oraz piec tomow przekladow i opracowan. Sa to pozycje powazne, niektore przelozono na wiele jezykow. Jezeli dodac do powyzszej listy eseje i przeklady na jezyk polski, a takze na jezyk angielski, otrzymamy imponujacy obraz dokonan.

Krytycy, a takze wprowadzajacy, jak ja dzisiaj, niepoprawnie siegaja po jakis cytat, jakas mysl, ktora jakby in nuce charakteryzuje osobe, o ktorej mowia, ktora ukazuje jej poetycka sylwetke. Jest to proceder nieco ryzykowny lecz wielce pomocny i zrozumialy.

Kiedy wertowalem najnowszy tom wierszy naszego dzisiejszego goscia Krol Popiel z 1962 roku, znalazlem w nim na ostatku poemat o Ameryce, blizej, o Kalifornii. Poemat zreszta na wskros przeszyty krajobrazem polskim, wsia litewska, utwor mily mojemu sercu za reminiscencje historyczne, za slady odysei Alvara Nuneza Cabeza de Vaca i heroicznie sprawnego w rzeczach swieckich franciszkanina ojca Junipero Serry, ktoremu Kalifornia zawdziecza tyle pieknych nazw miejscowosci, jak: Los Angeles, San Francisco, Santa Barbara czy San Juan.

W tym to poemacie znajduje sie czterowiersz, ktory kojarzy w moim umysle dwa, wydawac by sie moglo, wrogie obozy, dwa krancowo rozne zrodla natchnienia poetyckiego. Poeta dostrzega piekno obu swiatow i przy dokladniejszym spojrzeniu piekno to jest wcale podobne. Piekno swiata, o ktorym wspolczesni wola mowic z przekasem i udalosc nowego, tak nieludzkiego dla tradycjonalistow. W tym fragmencie widzimy nie tylko mozliwosci nowej poezji, jest on, wydaje mi sie, charakterystyczny dla poezji Milosza, tej arki przymierza, by posluzyc sie utartym okresleniem, pomiedzy zywotnymi elementami poezji przedwojennej a odkrywczymi cechami liryki wspolczesnej.

Mozna by juz cytat poprzedzic wersami poczatku czlonu dziesiatego:

Nad jego grobem Mozarta zagrali
Bo nic nie mieli co by ich dzielilo
Od zoltej gliny, chmur, nadgnilych dalii
A pod za duzym niebem za cicho im bylo.

Nieco dalej nastepuje czterowiersz, o ktory mi chodzi:

Brzmial Mozart, z pudru peruk odwiniety,
I babim latem unosil sie dlugo,
Niknac nad glowa, w tej pustce ktoredy
Szedl odrzutowiec z cienka biala smuga.

Prosze Panstwa, oddaje glos autorowi".

Kilka tygodni po spotkaniu w liscie z podparyskiej miejscowosci Montgeron, datowanym 9 lipca 1963 roku, Milosz napisal m.in.: "Chce podziekowac goraco za mile przyjecie w Londynie i za Pana wstep do mojego wieczoru autorskiego traktujacy mnie niemal jak jubilata"…

Mysle, ze od tamtego czasu poeta mial bardzo wiele okazji, by sie do takiego traktowania przyzwyczaic.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail