PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (29 czerwca 2001)


ANNA FRAJLICH

Lekcja literatury, lekcja zycia

Nie stargam Cie ja - nie! - Ja, u-wydatnie!...

Cyprian Norwid, Fortepian Szopena

 

Czesto mysle o tym, ze gdyby Mickiewicz pozostal w Lozannie, zamiast wracac do Paryza, to mialby do konca zycia zapewniony wzglednie spokojny byt dla siebie i rodziny, a my - wiecej lirykow lozanskich. Ironia losu sprawila, ze dopiero tam, w pieknej Lozannie, Mickiewicz poczul sie po raz pierwszy na prawdziwym wygnaniu, bez przyjaciol filomatow, bez przyjaciol Moskali, bez… nieprzyjaciol i to w ogromnej chyba mierze zdecydowalo, ze wymienil spokojna przystan na dalsza tulaczke.

Akceptujac prace lektora (takie bylo jego pierwsze stanowisko) na uniwersytecie w Berkeley, Czeslaw Milosz nie tylko zapewnil byt rodzinie, ale przelamal archetyp ustanowiony niejako przez Mickiewicza wlasnie, ze jezeli jest sie poeta na emigracji, trzeba koniecznie byc "na paryskim (londynskim lub nowojorskim) bruku". Milosz pozostawil za soba grupke oddanych przyjaciol, legion zaprzysieglych nieprzyjaciol i zaakceptowal swe wygnanie z wygnania na kalifornijskiej "Zaczarowanej Gorze".

W wywiadzie udzielonym mi dla Wolnej Europy na poczatku listopada 1980 roku, tuz po otrzymaniu Nagrody Nobla, Milosz powiedzial: "…samotnosci nikt nie wybiera. Samotnosc to jest cos, co sie odczuwa jako kleske, jako klatwe, jako nieszczescie. Ale kiedy sie to zaakceptuje, dopiero z perspektywy widac, jak to jest potrzebne i jakie zbawienne. Mysle, ze gdybym nie mial tej samotnosci, to prawdopodobnie o wiele bym mniej mogl zrobic".

Wszyscy wiemy, czym zaowocowala zbawienna samotnosc Milosza w Kalifornii w dziedzinie poezji, ale w Berkeley Milosz odkryl w sobie zylke wykladowcy, profesora, tlumacza - w doslownym i przenosnym sensie - literatury i kultury. Jezeli najwybitniejsi krytycy amerykanscy wgryzaja sie w zawilosci polskiej sceny literackiej i politycznej z okazji amerykanskiego wydania ABC Milosza i jego Traktatu poetyckiego, to nie dlatego, ze bez tych zawilosci nie mogliby zyc, ale dlatego, ze on o tym pisze. Obowiazki, ktore wzial na siebie Milosz w tej mierze, wciaz jeszcze czekaja na calosciowa ocene, to on poprzez swoja Historie literatury polskiej i antologie powojennej poezji dal innym wykladowcom podstawowe narzedzia do reki. Nie dlatego, ze inni przedtem nie starali sie tego robic, ale dlatego, ze on pierwszy jakby wprowadzil nowa metodyke. U podstaw tej metodyki jest stwierdzenie wyrazone w eseju O historii polskiej literatury, wolnomyslicielach i masonach, zamieszczone w wydanych w Paryzu w 1972 roku Prywatnych obowiazkach: "...profesor, zanim nie odzwyczai sie od polskiej publicznosci, nie potrafi do cudzoziemcow przemowic. Mity rodzime zakorzenione w jezyku i znajdujace uczuciowy oddzwiek, sa dla nich martwe". Specjalnie podaje daty tych stwierdzen, aby podkreslic ich odkrywczosc; dzis wielu jest wykladowcow na amerykanskich uczelniach, ktorzy od cudzoziemskiej publicznosci zaczynali. Warto przypomniec doskonala grupe mlodych wowczas londynskich poetow Kontynentow Floriana Smieje i Bogdana Czaykowskiego, ktorzy podobna role odegrali w kanadyjskim szkolnictwie uniwersyteckim. Byla to zreszta jedna z nielicznych emigracyjnych grup, ktora Milosza zaakceptowala po jego wystapieniu o azyl polityczny.

Ta naukowa i translatorska dzialalnosc Milosza miala caly czas charakter dwustronny, to on napisal najlepsza chyba wciaz ksiazke o Brzozowskim Czlowiek wsrod skorpionow, to on zabral sie za przeklady ze Starego i Nowego Testamentu, aby ozywic wspolczesny kanon przekladow Biblii, to on pisal po polsku o wspolczesnej poezji amerykanskiej i dal doskonale przyklady jej tlumaczen , to on, to on - kazdy moze sobie wstawic taka czy inna zasluge Milosza dla kultury.

Poeta zdawal sobie sprawe, ze wiele z tych prac powstaje kosztem wlasnej tworczosci. Nalezy podkreslic, ze z grona wybitnych polskich poetow byl to chyba pierwszy, ktory cale dziesieciolecia przepracowal w pelnym wymiarze godzin jako profesor, a jest to zajecie, ktore potrafi pochlonac czlowieka bez reszty.

Komentujac swa Historie literatury polskiej Milosz pisal: "Niemniej jezeli ktos chce wykonac mozliwie najlepiej mozliwie najgorsza z robot, poniewaz nikt inny tego sie nie podejmuje, ma jako podniete swoj zmysl hazardu. Jest to cwiczenie w rozrzutnosci i beztrosce, skoro sknerstwo i troska doradzaja nie kalac poetyckiego powolania zadna uzytkowa krzatanina". "Zmysl hazardu" posluzyl Miloszowi, a "uzytkowa krzatanina" weszla mu niejako w krew. Kiedy po zmianie systemu politycznego postanowil dzielic swoj czas na Kalifornie i Polske, zobaczyl, ile w Polsce jest do odrobienia, szczegolnie dla czlowieka majacego dzieki swej perspektywie ostrzejsze spojrzenie na "mity rodzinne", z ktorych jeden, nie tak znow dawny, dotyczy spojrzenia na dwudziestolecie miedzywojenne. Jego Wyprawa w dwudziestolecie jest podyktowana pragnieniem, aby "czytelnicy zdobyli sie na zrozumienie, ze wszystko, czym byla tamta Polska, ksztaltowalo moje mysli i uczucia, lacznie z uczuciem gniewu i rozpaczy". Jak sam autor przewidywal, byl to "przyslowiowy kij w mrowisko", ale jest to pozycja, ktora jak wszystkie inne ksiazki Milosza pozostanie na zawsze w literaturze przedmiotu, nie bedzie mogla byc zignorowana. W literaturze przedmiotu pozostanie takze na zawsze rzadko przywolywana rozprawa Milosza o Balu w operze, zamieszczona jako przedmowa do wydania tego poematu w znanej serii Wydawnictwa Literackiego pod tytulem "Lekcja literatury". Jak to - moglby ktos zapytac - nawet trwoni swoj cenny czas na przedmowe do szkolnej lektury?

W pozytywnej odpowiedzi na to pytanie zawiera sie nie tylko lekcja literatury, ale lekcja zycia. Wiadomo, ze Milosz w poczatkach swej pisarskiej tworczosci byl, musial byc przeciwnikiem poetyki Skamandra. Ich optymizm, witalizm, rytmicznosc wiersza obce byly wizji jego pokolenia. W Prywatnych obowiazkach wobec polskiej literatury tak to skomentowal: "Niektorzy poeci Skamandra naprawde uwierzyli, ze Polska jest krajem 'normalnym', takim jak Francja". Ale Milosz, chociaz przekorny, nie jest zaciekly i kilkadziesiat lat po swym mlodzienczym buncie postanowil dac swiadectwo prawdzie, tym bardziej ze byla ona zagrozona przez pozniejszych komentatorow. W latach komunizmu w kraju i na emigracji rozpowszechniony byl bowiem poglad, ze Polska dwudziestolecia, dlatego ze zostala utracona, byla rajem - idealna demokracja. Takim pogladem jak haszyszem upajali sie mlodzi poeci lat siedemdziesiatych, stad wiersze satyryczne Tuwima, a szczegolnie Bal w operze wydawaly im sie bluznierstwem. Do tego doszedl zaciekly antyskamandrytyzm spowodowany zrozumiala niechecia do poetyki, ale niezrozumiala zajadloscia wobec poetow. Wowczas, kiedy zywe slady skamandrytow w Nowym Jorku mozna bylo spotkac na kazdym kroku, malo kto korzystal z ich dostepnosci. Teraz, kiedy swiadkowie tamtych lat poumierali, a dokumenty w najlepszym wypadku porozsypywane sa po wszystkich archiwach swiata, zainteresowanie jakby wzroslo. Oslabl tez terror skamandryckich zelotow.

Na dwudziestu paru stronach wstepu Milosz z olimpijskim spokojem i rownie olimpijska prostota wyjasnia uczniom i czytelnikom, na czym polegalo znaczenie Juliana Tuwima w literaturze i na czym mistrzostwo jezykowe Balu w operze. Nie pomija wstydliwych plam w zyciu Tuwima, bez ogrodek pisze o jego prosowieckim nastawieniu podczas wojny i po wojnie.

"Byloby zle - zauwaza jednak Milosz - gdyby arcydzielo Tuwima zostalo odsuniete w zapomnienie z jakichkolwiek wzgledow, chociazby politycznych. Postaram sie wykazac, ze Bal w operze jest czyms wiecej niz satyra polityczna, mimo jego scislego zwiazku z miejscem i czasem, w ktorym powstal". Wlasnie w tej "lekcji literatury" napisanej w 1998 roku w Krakowie widze lekcje zycia - oddac sprawiedliwosc komus, kto jest z zupelnie innej armii, nie stargac - chociaz ma sie wladze, ale u-wydatnic.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail