MIROSLAW A. SUPRUNIUK
Czeslaw Milosz i "londynczycy"
Zachodnia
Europa roku 1951 oczekiwala Milosza jak Mojzesza. Lecz Czeslaw
Milosz nie byl dla niej wrazliwym poeta, erudyta dyskutujacym
o Svedenborgu; byl przede wszystkim marksistowskim intelektualista
z jednego z krajow bloku sowieckiego. Intelektualista, ktory
zwatpil w Nowa Wiare i moze sie tymi watpliwosciami podzielic.
Europa nie oczekiwala jednak wykladu na temat doktryny marksistowskiej
ani raportu o przesladowaniach za zelazna kurtyna. Po procesie
Dawida Rousseta malo kto mial jeszcze watpliwosci co do
istnienia lagrow, a powolany w czerwcu roku 1950 Kongres
Wolnosci Kultury znalazl - jak sie wowczas wydawalo - orez
do walki z sowiecka propaganda. Europa szukala "szczepionki",
ktora umozliwi zachodnim intelektualistom "z honorem" przyznac
sie do komunizmu, a nastepnie z rownym honorem od niego
odejsc. I Milosz napisal La grande tentation, szkic
bedacy wstepem do Zniewolonego umyslu, opublikowany
w polowie roku 1951. Zdaniem Francoisa Bondy'ego, redaktora
naczelnego Preuves, Milosz bardzo szybko stal sie
najwazniejszym wspolpracownikiem prasy Kongresu, ktora dzieki
niemu zaczela przyciagac uwage i szacunek wrogiej tej organizacji
lewicy francuskiej. Esej Le grande tentation, ukazujacy
na podstawie wlasnych doswiadczen psychologiczne przyczyny
wspolpracy intelektualistow w krajach Europy Wschodniej
z wladza totalitarna (dzis juz zupelnie zapomniany), nie
wywolal polemik, choc znakomicie pasowal do dyskusji i atakow
na autora, jakie nastapily wkrotce po opublikowaniu przez
Milosza deklaracji Nie. A byla to - dodajmy - bardzo
szczegolna dyskusja, ktora zdeterminowala stosunek Milosza
do calego "polskiego Londynu" i w sposob niezwykle trwaly
poglebila niektore z istniejacych podzialow politycznych
i ideowych. Paradoksalnie, wybierajac wolnosc, Milosz stal
sie powodem ostatecznego podzialu emigracji literackiej
na Kulture i Wiadomosci. W konfrontacji poety
z najbardziej niezlomna i nieprzejednana czescia polskiej
emigracji - z londynskimi Wiadomosciami - jedynymi
przegranymi byli Polacy z kraju, ktorzy tzw. sprawe Milosza
obserwowali ze zdziwieniem lub - jak pisal poeta - rozbawieniem.
Grydzewski
Milosz nie cenil Wiadomosci Literackich przed wojna.
Byly mu obce ideowo i wrogie, gdy szlo o wrazliwosc poetycka.
Mimo to poeta dal sie namowic na druk kilku wierszy w Skamandrze,
miesieczniku literackim redagowanym przez tego samego Mieczyslawa
Grydzewskiego w latach 1935-1936. Poeta nazwie to 60 lat
pozniej proznoscia i malo znaczacym epizodem. Wiersze te
weszly do tomu Trzy zimy. Gleboka niechec i nieufnosc
miala sie jeszcze poglebic w latach nastepnych.
1 lutego 1951 roku Czeslaw Milosz wystapil o azyl polityczny
we Francji. Przez ponad trzy miesiace wydarzenie to utrzymywano
w tajemnicy i dopiero 15 maja, na konferencji prasowej zorganizowanej
w Paryzu przez Kongres Wolnosci Kultury i stowarzyszenie
Amis de la Liberté, poeta poinformowal publicznie
o decyzji pozostania na emigracji. Zwloka podyktowana byla
praca Milosza nad artykulem wyjasniajacym powody ucieczki
z Polski, ktory ukazal sie rownoczesnie z paryska konferencja
w majowej Kulturze. Artykul nosil tytul Nie.
Wiele lat pozniej Milosz powie, ze juz w chwili wydrukowania
byl pewien, ze tekst jest zly i niepotrzebny. Na jakikolwiek
manewr bylo jednak za pozno. Niezrecznosc wystapienia dostrzegl
Jerzy Stempowski, ktory w liscie do redaktora paryskiej Kultury napisal: "Widac coraz lepiej, ze przed polskimi
czytelnikami nie powinien byl sie z niczego tlumaczyc, aby
nie dac zadnego powodu do komentarzy".
Emigracja w wiekszosci odczytala deklaracje Milosza jako
atak na siebie. Zwlaszcza Londyn przyjal poete zle i wrogo.
W obszernej publicystyce na lamach londynskiej prasy dominowalo
odrzucenie motywacji przytaczanych przez poete, polaczone
z potepieniem jego dzialalnosci w sluzbie dyplomatycznej
PRL-u. Nawet pierwsze artykuly, ktore zaledwie relacjonowaly
wydarzenia, byly jednoznacznie nieprzychylne. Znacznie ostrzejsze,
ze wzgledu na osobe recenzenta, stalo sie wystapienie redaktora Wiadomosci. Artykuly w tygodniku, w tym przede wszystkim
Sergiusza Piaseckiego Byly poputczik Milosz oraz
glosy Aleksandra Bregmana, Gustawa Herlinga-Grudzinskiego
i Ryszarda Wragi zniechecily Milosza do szukania zrozumienia
u "londynczykow". Poeta nie publikowal w londynskiej prasie
az do poczatku lat 60. Dopiero w 1963 roku mial pierwszy
"polski" wieczor autorski. Po latach - charakteryzujac swoj
stosunek do Grydzewskiego - napisal: "W Londynie prawie
nie bywalem za czasow emigracji. Staralem sie trzymac z
daleka - to nie bylo moje srodowisko ani nic mnie z nim
nie laczylo". Musial jednak miec satysfakcje czytajac wyniki
konkursu rozpisanego w Wiadomosciach w maju 1959
roku pt. "Kogo wybralibysmy do zlozonej z 15 pisarzy emigracyjnych
akademii literatury polskiej, gdyby taka akademia powstala?".
Czytelnicy tygodnika umiescili go na 10 miejscu - przed
Piaseckim i Wraga - mianujac czlonkiem jury Nagrody Wiadomosci.
Na zaproszenie do udzialu w pracach jury odpisal: "Jesli
prawda bylo chocby w czesci to, co drukowal Pan niegdys
w swoim pismie na temat mojej osoby, czy ma Pan ochote zasiasc
ze mna przy jednym stole? Czyzby glosy czytelnikow, oddane
na mnie w panskim plebiscycie, nagle mnie zmienily w kogos
innego niz bylem i jestem? [...] Mam nadzieje, ze nie posadzi
mnie pan o zmudzka pamietliwosc, jezeli poprosze o wykreslenie
mego nazwiska z listy czlonkow". Grydzewski nazwiska Milosza
z jury jednak nie wykreslil, powolujac sie na regulamin
mowiacy, ze z udzialu moze zwolnic jedynie smierc, i traktowal
poete jako czlonka kolegium. Nie odwolal tez zadnego z wczesniej
opublikowanych tekstow, ale w 1967 roku, kiedy zrezygnowal
z prowadzenia Wiadomosci, napisal do poety list wyrazajac
nadzieje, ze teraz nie bedzie juz przeszkod, by Milosz wzial
udzial w pracach jury.
Wydaje sie, ze Milosz nie wybaczyl Grydzewskiemu za jego
zycia artykulow z roku 1951. W liscie do Michala Chmielowca,
na wiadomosc o chorobie redaktora Wiadomosci, pisal:
"Zal mi biednego Grydzewskiego, nie pora teraz pamietac,
ze zalazl mi za skore". Jednak gdy Grydzewski zmarl, to
wlasnie Milosz, na prosbe Jerzego Giedroycia, napisal o
nim w Kulturze krotka notatke-nekrolog. Lecz juz
w liscie do Stefanii Kossowskiej w grudniu 1974 roku pisal:
"Wiadomosci drukowaly o mnie najokropniejsze rzeczy
w okresie wyjatkowo dla mnie ciezkim, w roku 1951, wlasnie
kiedy pisalem Zniewolony umysl. Niemniej ani nie
sadzilem, ani nie sadze, ze odpowiedzialnosc za to ponosi
Grydzewski, bo dzialal tu genius loci czy tez geniusz
polskiej inteligencji". A niemal cwierc wieku po zamknieciu Wiadomosci bedzie wspominal, ze nie ma do Grydzewskiego
negatywnego stosunku i uwaza go za "geniusza wydawniczego"
oraz ze "nalezy bardzo wysoko cenic kogos, kto potrafil
stworzyc tego rodzaju pismo jak Wiadomosci Literackie,
wywierajac olbrzymi wplyw na literature polska, na pismiennictwo
polskie".
Chmielowiec
W niespelna dwa miesiace po wybraniu przez Milosza wolnosci
Michal Chmielowiec, wowczas jeszcze luzno zwiazany z tygodnikiem
Grydzewskiego, oglosil w Zyciu (29/1951) tekst Powitanie
poety. Milosz nie odniosl sie do niego na lamach Kultury, lecz napisal list: "Ukazalo sie sporo artykulow
po mojej 'ucieczce', zaden jednak nie przejal mnie szczegolnie:
jezeli widac albo glupote, albo zlosliwosc autora, mozna
przypuscic, ze racja nie jest po jego stronie. Co innego
Pan. Nie wolno lekcewazyc wypowiedzi ludzi dobrych i inteligentnych,
szczegolnie jezeli ich rozczarowanie wynika z sympatii.
W osobie pana spotykam sie ze szczegolnym dylematem: reprezentuje
Pan podobne opinie co wiekszosc, jezeli nie ogol, pisarzy,
dziennikarzy i krytykow emigracyjnych, tylko o stopien wyzej
- i tu juz nie wystarczy odrzucic, trzeba zalozyc, ze moze
Pan ma racje, a ja tej racji nie mam". Dalej pisal: "Mowi
pan o 'smutnej dzialalnosci Milosza po wojnie'. Ale, na
mily Bog, co pan wie o tej 'smutnej dzialalnosci'? Kiedy
stworzylem pierwsza w Ameryce katedre literatury polskiej
i posadzilem tam Kridla, nikt nie wiedzial, ze bylo to porozumienie
z Jacobsonem (ktory jest dzis najwybitniejszym slawista
na Zachodzie). Wydarlbym samemu diablu z paszczy pieniadze,
zeby taka katedre stworzyc". Milosz konczyl 6-stronicowy
list: "Ja nie wiem, kto z nas ostatecznie ma racje. Przychodze
ze swiata, ktory ma swoje prawa i gdzie uzytek slow jest
inny. Ale mowic, ze tamten swiat to jest 'choroba', to niesluszne.
Moze pan do mnie napisze i moze jest jakas nadzieja porozumienia".
Nie wiemy, czy Chmielowiec odpisal, ale Milosz o zyczliwosci
nie zapomnial.
W 1967 roku chory Grydzewski przekazal Chmielowcowi obowiazki
redaktorskie. Nieformalny zastepca, a wkrotce nastepca,
nie zamierzal dokonywac rewolucji i zmieniac oblicza pisma.
Redagowac tygodnika "jak Grydzewski" jednak nie mogl, zdawal
tez sobie sprawe, ze nowa osoba na stanowisku redaktora
stwarza okazje pozyskania dla Wiadomosci autorow
wczesniej w pismie nieobecnych. Stad listy do Witolda Gombrowicza,
Jerzego Kosinskiego i Milosza z zaproszeniem do wspolpracy
autorskiej. Odpisali wszyscy. Zyczac powodzenia w redagowaniu Wiadomosci, Milosz zauwazal pojednawczo: "Dawne obiekcje
upadaja, bo przeciez nie moge miec do Pana o nic pretensji.
Ciesze sie bardzo, ze wlasnie Pan to pismo de facto objal, podwojnie ciesze sie: bo dawno juz pora byla na kogos
z pokolenia, ktore zaczynalo zajmowac sie literatura tuz
przed wojna, takze dlatego, ze zawsze mialem do Pana sporo
sentymentu". Dalej wymienil Witolda Jedlickiego, Andrzeja
Brzeskiego i Alicje Iwanska oraz cenionych przez niego poetow:
Bogdana Czaykowskiego i Andrzeja Busze, jako nowych potencjalnych
wspolpracownikow pisma, sugerujac, by Chmielowiec napisal
rowniez do amerykanskich slawistow. Zaprenumerowal na koniec
tygodnik i rozpoczal z nim wspolprace, ktorej efektem byla
np. propozycja druku w odcinkach rozmow z Aleksandrem Watem,
obrona Jozefa Mackiewicza w konflikcie z Na antenie,
udzial w ankietach oraz rady, jak polepszyc jakosc pisma,
kogo zaprosic do wspolpracy itp. Chmielowiec uregulowal
wreszcie kwestie udzialu Milosza w jury Nagrody, zwalniajac
go z klopotliwego obowiazku. Zaowocowalo to zgloszeniem
az trzech ksiazek poety w roku 1970 (jedyny taki przyypadek
w dziejach Nagrody Wiadomosci), kolejnej w 1973,
oraz wyroznieniem w roku 1975 za tom Gdzie wschodzi slonce
i kedy zapada. To ostatnie przypadlo Miloszowi juz po
smierci Michala Chmielowca.
Kossowska
"Wiem, ze Pan sie gniewa na Wiadomosci, ale nie
wiem ani o co, ani na kogo, ani od jak dawna i czy na zawsze
- zaczela swoj pierwszy list do Milosza Stefania Kossowska
krotko po objeciu redakcji w 1974 roku. - Obrazy i gniew
to dziedzina, ktorej nie bardzo rozumiem i w ktorej nie
moge sie polapac ku czestemu zgorszeniu obrazonych i obrazajacych".
Pretekstem do napisania listu byla ankieta Radia Wolna Europa
nt. najwazniejszej ksiazki 30-lecia, do ktorej Kossowska
zglosila Zniewolony umysl. Milosz odpisal natychmiast.
Po nieporozumieniach z przedrukowaniem przez Chmielowca
w Wiadomosciach bardzo nieprzychylnej recenzji z Post-War Polish Poetry, przez czas jakis trzymal
sie od tygodnika z dystansem, zrezygnowal nawet z prenumeraty,
a list Kossowskiej zapowiadal zmiany i jakze mile dla poety
pochwaly. "Dziekuje za list, ktory wymaga paru z mojej strony
wyjasnien. Nie jestem na Wiadomosci obrazony. Natomiast,
zeby byc szczerym, moj stosunek do tego pisma jest niechetny,
podobnie jak niechetny byl moj stosunek do przedwojennych Wiadomosci Literackich. Nigdy tez nie staralem sie
zostac wspolpracownikiem ani Wiadomosci przedwojennych,
ani powojennych. Grydzewskiego szanowalem za jego niewiarygodna
wytrwalosc, a juz do Chmielowca czulem prawdziwa sympatie,
choc nigdysmy sie nie spotkali. No, a z Pania nie mam powodu
do sporow".
I Kossowska, sobie tylko znanym sposobem, uwiodla Milosza
dla Wiadomosci. W ostatnich latach pismo opublikowalo
m.in. tlumaczenia poezji Oskara Milosza, polska wersje szkicu
o Aleksandrze Wacie oraz wstep do eseju Witkacego. Milosz
wspomagal tez pismo finansowo, proszac jednak o anonimowosc.
Byl to okres najpelniejszej obecnosci poety w "polskim Londynie",
a teksty Jozefa Lobodowskiego, Tadeusza Polanowskiego, Jana
Kotta czy Henryka Skolimowskiego poswiecone tworczosci poety
sa tego potwierdzeniem. Literacka Nagroda Nobla rozgrzeszyla
autora Zniewolonego umyslu do reszty.
W konflikcie Milosza z "londynczykami" najwazniejszym -
i jakos zupelnie pomijanym w literaturze - wydaje sie aspekt
poruszony we wspomnianym liscie do Chmielowca z 1951 r.
"W kazdym razie 'Sprawa Milosza' ma prawdopodobnie ten skutek,
ze juz nikt z pisarzy w Polsce nie odwazy sie na
podobny krok, nawet gdyby mogl (np. via Berlin). Nie zeby
az tak zupelnie wrogo mnie przyjeto, ale przeciez
jezeli rozne artykuly docieraja do Polski, to tam rycza
ze smiechu".
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |