PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (29 czerwca 2001)


MIROSLAW A. SUPRUNIUK

Czeslaw Milosz i "londynczycy"

Zachodnia Europa roku 1951 oczekiwala Milosza jak Mojzesza. Lecz Czeslaw Milosz nie byl dla niej wrazliwym poeta, erudyta dyskutujacym o Svedenborgu; byl przede wszystkim marksistowskim intelektualista z jednego z krajow bloku sowieckiego. Intelektualista, ktory zwatpil w Nowa Wiare i moze sie tymi watpliwosciami podzielic. Europa nie oczekiwala jednak wykladu na temat doktryny marksistowskiej ani raportu o przesladowaniach za zelazna kurtyna. Po procesie Dawida Rousseta malo kto mial jeszcze watpliwosci co do istnienia lagrow, a powolany w czerwcu roku 1950 Kongres Wolnosci Kultury znalazl - jak sie wowczas wydawalo - orez do walki z sowiecka propaganda. Europa szukala "szczepionki", ktora umozliwi zachodnim intelektualistom "z honorem" przyznac sie do komunizmu, a nastepnie z rownym honorem od niego odejsc. I Milosz napisal La grande tentation, szkic bedacy wstepem do Zniewolonego umyslu, opublikowany w polowie roku 1951. Zdaniem Francoisa Bondy'ego, redaktora naczelnego Preuves, Milosz bardzo szybko stal sie najwazniejszym wspolpracownikiem prasy Kongresu, ktora dzieki niemu zaczela przyciagac uwage i szacunek wrogiej tej organizacji lewicy francuskiej. Esej Le grande tentation, ukazujacy na podstawie wlasnych doswiadczen psychologiczne przyczyny wspolpracy intelektualistow w krajach Europy Wschodniej z wladza totalitarna (dzis juz zupelnie zapomniany), nie wywolal polemik, choc znakomicie pasowal do dyskusji i atakow na autora, jakie nastapily wkrotce po opublikowaniu przez Milosza deklaracji Nie. A byla to - dodajmy - bardzo szczegolna dyskusja, ktora zdeterminowala stosunek Milosza do calego "polskiego Londynu" i w sposob niezwykle trwaly poglebila niektore z istniejacych podzialow politycznych i ideowych. Paradoksalnie, wybierajac wolnosc, Milosz stal sie powodem ostatecznego podzialu emigracji literackiej na Kulture i Wiadomosci. W konfrontacji poety z najbardziej niezlomna i nieprzejednana czescia polskiej emigracji - z londynskimi Wiadomosciami - jedynymi przegranymi byli Polacy z kraju, ktorzy tzw. sprawe Milosza obserwowali ze zdziwieniem lub - jak pisal poeta - rozbawieniem.

Grydzewski

Milosz nie cenil Wiadomosci Literackich przed wojna. Byly mu obce ideowo i wrogie, gdy szlo o wrazliwosc poetycka. Mimo to poeta dal sie namowic na druk kilku wierszy w Skamandrze, miesieczniku literackim redagowanym przez tego samego Mieczyslawa Grydzewskiego w latach 1935-1936. Poeta nazwie to 60 lat pozniej proznoscia i malo znaczacym epizodem. Wiersze te weszly do tomu Trzy zimy. Gleboka niechec i nieufnosc miala sie jeszcze poglebic w latach nastepnych.

1 lutego 1951 roku Czeslaw Milosz wystapil o azyl polityczny we Francji. Przez ponad trzy miesiace wydarzenie to utrzymywano w tajemnicy i dopiero 15 maja, na konferencji prasowej zorganizowanej w Paryzu przez Kongres Wolnosci Kultury i stowarzyszenie Amis de la Liberté, poeta poinformowal publicznie o decyzji pozostania na emigracji. Zwloka podyktowana byla praca Milosza nad artykulem wyjasniajacym powody ucieczki z Polski, ktory ukazal sie rownoczesnie z paryska konferencja w majowej Kulturze. Artykul nosil tytul Nie. Wiele lat pozniej Milosz powie, ze juz w chwili wydrukowania byl pewien, ze tekst jest zly i niepotrzebny. Na jakikolwiek manewr bylo jednak za pozno. Niezrecznosc wystapienia dostrzegl Jerzy Stempowski, ktory w liscie do redaktora paryskiej Kultury napisal: "Widac coraz lepiej, ze przed polskimi czytelnikami nie powinien byl sie z niczego tlumaczyc, aby nie dac zadnego powodu do komentarzy".

Emigracja w wiekszosci odczytala deklaracje Milosza jako atak na siebie. Zwlaszcza Londyn przyjal poete zle i wrogo. W obszernej publicystyce na lamach londynskiej prasy dominowalo odrzucenie motywacji przytaczanych przez poete, polaczone z potepieniem jego dzialalnosci w sluzbie dyplomatycznej PRL-u. Nawet pierwsze artykuly, ktore zaledwie relacjonowaly wydarzenia, byly jednoznacznie nieprzychylne. Znacznie ostrzejsze, ze wzgledu na osobe recenzenta, stalo sie wystapienie redaktora Wiadomosci. Artykuly w tygodniku, w tym przede wszystkim Sergiusza Piaseckiego Byly poputczik Milosz oraz glosy Aleksandra Bregmana, Gustawa Herlinga-Grudzinskiego i Ryszarda Wragi zniechecily Milosza do szukania zrozumienia u "londynczykow". Poeta nie publikowal w londynskiej prasie az do poczatku lat 60. Dopiero w 1963 roku mial pierwszy "polski" wieczor autorski. Po latach - charakteryzujac swoj stosunek do Grydzewskiego - napisal: "W Londynie prawie nie bywalem za czasow emigracji. Staralem sie trzymac z daleka - to nie bylo moje srodowisko ani nic mnie z nim nie laczylo". Musial jednak miec satysfakcje czytajac wyniki konkursu rozpisanego w Wiadomosciach w maju 1959 roku pt. "Kogo wybralibysmy do zlozonej z 15 pisarzy emigracyjnych akademii literatury polskiej, gdyby taka akademia powstala?". Czytelnicy tygodnika umiescili go na 10 miejscu - przed Piaseckim i Wraga - mianujac czlonkiem jury Nagrody Wiadomosci. Na zaproszenie do udzialu w pracach jury odpisal: "Jesli prawda bylo chocby w czesci to, co drukowal Pan niegdys w swoim pismie na temat mojej osoby, czy ma Pan ochote zasiasc ze mna przy jednym stole? Czyzby glosy czytelnikow, oddane na mnie w panskim plebiscycie, nagle mnie zmienily w kogos innego niz bylem i jestem? [...] Mam nadzieje, ze nie posadzi mnie pan o zmudzka pamietliwosc, jezeli poprosze o wykreslenie mego nazwiska z listy czlonkow". Grydzewski nazwiska Milosza z jury jednak nie wykreslil, powolujac sie na regulamin mowiacy, ze z udzialu moze zwolnic jedynie smierc, i traktowal poete jako czlonka kolegium. Nie odwolal tez zadnego z wczesniej opublikowanych tekstow, ale w 1967 roku, kiedy zrezygnowal z prowadzenia Wiadomosci, napisal do poety list wyrazajac nadzieje, ze teraz nie bedzie juz przeszkod, by Milosz wzial udzial w pracach jury.

Wydaje sie, ze Milosz nie wybaczyl Grydzewskiemu za jego zycia artykulow z roku 1951. W liscie do Michala Chmielowca, na wiadomosc o chorobie redaktora Wiadomosci, pisal: "Zal mi biednego Grydzewskiego, nie pora teraz pamietac, ze zalazl mi za skore". Jednak gdy Grydzewski zmarl, to wlasnie Milosz, na prosbe Jerzego Giedroycia, napisal o nim w Kulturze krotka notatke-nekrolog. Lecz juz w liscie do Stefanii Kossowskiej w grudniu 1974 roku pisal: "Wiadomosci drukowaly o mnie najokropniejsze rzeczy w okresie wyjatkowo dla mnie ciezkim, w roku 1951, wlasnie kiedy pisalem Zniewolony umysl. Niemniej ani nie sadzilem, ani nie sadze, ze odpowiedzialnosc za to ponosi Grydzewski, bo dzialal tu genius loci czy tez geniusz polskiej inteligencji". A niemal cwierc wieku po zamknieciu Wiadomosci bedzie wspominal, ze nie ma do Grydzewskiego negatywnego stosunku i uwaza go za "geniusza wydawniczego" oraz ze "nalezy bardzo wysoko cenic kogos, kto potrafil stworzyc tego rodzaju pismo jak Wiadomosci Literackie, wywierajac olbrzymi wplyw na literature polska, na pismiennictwo polskie".

Chmielowiec

W niespelna dwa miesiace po wybraniu przez Milosza wolnosci Michal Chmielowiec, wowczas jeszcze luzno zwiazany z tygodnikiem Grydzewskiego, oglosil w Zyciu (29/1951) tekst Powitanie poety. Milosz nie odniosl sie do niego na lamach Kultury, lecz napisal list: "Ukazalo sie sporo artykulow po mojej 'ucieczce', zaden jednak nie przejal mnie szczegolnie: jezeli widac albo glupote, albo zlosliwosc autora, mozna przypuscic, ze racja nie jest po jego stronie. Co innego Pan. Nie wolno lekcewazyc wypowiedzi ludzi dobrych i inteligentnych, szczegolnie jezeli ich rozczarowanie wynika z sympatii. W osobie pana spotykam sie ze szczegolnym dylematem: reprezentuje Pan podobne opinie co wiekszosc, jezeli nie ogol, pisarzy, dziennikarzy i krytykow emigracyjnych, tylko o stopien wyzej - i tu juz nie wystarczy odrzucic, trzeba zalozyc, ze moze Pan ma racje, a ja tej racji nie mam". Dalej pisal: "Mowi pan o 'smutnej dzialalnosci Milosza po wojnie'. Ale, na mily Bog, co pan wie o tej 'smutnej dzialalnosci'? Kiedy stworzylem pierwsza w Ameryce katedre literatury polskiej i posadzilem tam Kridla, nikt nie wiedzial, ze bylo to porozumienie z Jacobsonem (ktory jest dzis najwybitniejszym slawista na Zachodzie). Wydarlbym samemu diablu z paszczy pieniadze, zeby taka katedre stworzyc". Milosz konczyl 6-stronicowy list: "Ja nie wiem, kto z nas ostatecznie ma racje. Przychodze ze swiata, ktory ma swoje prawa i gdzie uzytek slow jest inny. Ale mowic, ze tamten swiat to jest 'choroba', to niesluszne. Moze pan do mnie napisze i moze jest jakas nadzieja porozumienia". Nie wiemy, czy Chmielowiec odpisal, ale Milosz o zyczliwosci nie zapomnial.

W 1967 roku chory Grydzewski przekazal Chmielowcowi obowiazki redaktorskie. Nieformalny zastepca, a wkrotce nastepca, nie zamierzal dokonywac rewolucji i zmieniac oblicza pisma. Redagowac tygodnika "jak Grydzewski" jednak nie mogl, zdawal tez sobie sprawe, ze nowa osoba na stanowisku redaktora stwarza okazje pozyskania dla Wiadomosci autorow wczesniej w pismie nieobecnych. Stad listy do Witolda Gombrowicza, Jerzego Kosinskiego i Milosza z zaproszeniem do wspolpracy autorskiej. Odpisali wszyscy. Zyczac powodzenia w redagowaniu Wiadomosci, Milosz zauwazal pojednawczo: "Dawne obiekcje upadaja, bo przeciez nie moge miec do Pana o nic pretensji. Ciesze sie bardzo, ze wlasnie Pan to pismo de facto objal, podwojnie ciesze sie: bo dawno juz pora byla na kogos z pokolenia, ktore zaczynalo zajmowac sie literatura tuz przed wojna, takze dlatego, ze zawsze mialem do Pana sporo sentymentu". Dalej wymienil Witolda Jedlickiego, Andrzeja Brzeskiego i Alicje Iwanska oraz cenionych przez niego poetow: Bogdana Czaykowskiego i Andrzeja Busze, jako nowych potencjalnych wspolpracownikow pisma, sugerujac, by Chmielowiec napisal rowniez do amerykanskich slawistow. Zaprenumerowal na koniec tygodnik i rozpoczal z nim wspolprace, ktorej efektem byla np. propozycja druku w odcinkach rozmow z Aleksandrem Watem, obrona Jozefa Mackiewicza w konflikcie z Na antenie, udzial w ankietach oraz rady, jak polepszyc jakosc pisma, kogo zaprosic do wspolpracy itp. Chmielowiec uregulowal wreszcie kwestie udzialu Milosza w jury Nagrody, zwalniajac go z klopotliwego obowiazku. Zaowocowalo to zgloszeniem az trzech ksiazek poety w roku 1970 (jedyny taki przyypadek w dziejach Nagrody Wiadomosci), kolejnej w 1973, oraz wyroznieniem w roku 1975 za tom Gdzie wschodzi slonce i kedy zapada. To ostatnie przypadlo Miloszowi juz po smierci Michala Chmielowca.

Kossowska

"Wiem, ze Pan sie gniewa na Wiadomosci, ale nie wiem ani o co, ani na kogo, ani od jak dawna i czy na zawsze - zaczela swoj pierwszy list do Milosza Stefania Kossowska krotko po objeciu redakcji w 1974 roku. - Obrazy i gniew to dziedzina, ktorej nie bardzo rozumiem i w ktorej nie moge sie polapac ku czestemu zgorszeniu obrazonych i obrazajacych". Pretekstem do napisania listu byla ankieta Radia Wolna Europa nt. najwazniejszej ksiazki 30-lecia, do ktorej Kossowska zglosila Zniewolony umysl. Milosz odpisal natychmiast. Po nieporozumieniach z przedrukowaniem przez Chmielowca w Wiadomosciach bardzo nieprzychylnej recenzji z Post-War Polish Poetry, przez czas jakis trzymal sie od tygodnika z dystansem, zrezygnowal nawet z prenumeraty, a list Kossowskiej zapowiadal zmiany i jakze mile dla poety pochwaly. "Dziekuje za list, ktory wymaga paru z mojej strony wyjasnien. Nie jestem na Wiadomosci obrazony. Natomiast, zeby byc szczerym, moj stosunek do tego pisma jest niechetny, podobnie jak niechetny byl moj stosunek do przedwojennych Wiadomosci Literackich. Nigdy tez nie staralem sie zostac wspolpracownikiem ani Wiadomosci przedwojennych, ani powojennych. Grydzewskiego szanowalem za jego niewiarygodna wytrwalosc, a juz do Chmielowca czulem prawdziwa sympatie, choc nigdysmy sie nie spotkali. No, a z Pania nie mam powodu do sporow".

I Kossowska, sobie tylko znanym sposobem, uwiodla Milosza dla Wiadomosci. W ostatnich latach pismo opublikowalo m.in. tlumaczenia poezji Oskara Milosza, polska wersje szkicu o Aleksandrze Wacie oraz wstep do eseju Witkacego. Milosz wspomagal tez pismo finansowo, proszac jednak o anonimowosc. Byl to okres najpelniejszej obecnosci poety w "polskim Londynie", a teksty Jozefa Lobodowskiego, Tadeusza Polanowskiego, Jana Kotta czy Henryka Skolimowskiego poswiecone tworczosci poety sa tego potwierdzeniem. Literacka Nagroda Nobla rozgrzeszyla autora Zniewolonego umyslu do reszty.

W konflikcie Milosza z "londynczykami" najwazniejszym - i jakos zupelnie pomijanym w literaturze - wydaje sie aspekt poruszony we wspomnianym liscie do Chmielowca z 1951 r. "W kazdym razie 'Sprawa Milosza' ma prawdopodobnie ten skutek, ze juz nikt z pisarzy w Polsce nie odwazy sie na podobny krok, nawet gdyby mogl (np. via Berlin). Nie zeby az tak zupelnie wrogo mnie przyjeto, ale przeciez jezeli rozne artykuly docieraja do Polski, to tam rycza ze smiechu".

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail