JAN KAZIMIERZ KAPERA
Jachimeccy
- ostatnia mlodopolska para Krakowa
Pisac
o ludziach wielkich, ludziach kultury i sztuki, uczonych,
nie jest rzecza latwa. Coz dopiero, gdy w jednostkach takich,
niczym w soczewce skupiaja sie cechy zarowno uczonego, jak
i artysty. Takimi wlasnie postaciami byli Zofia i Zdzislaw
Jachimeccy, zwiazani z historia i kultura Krakowa w okresie
kilkudziesieciu lat XX wieku.
Mlodosc w Galicji na przelomie wiekow
Lata dziecinstwa, szkoly, wchodzenia w wiek mlodzienczy
- to takze okres poszukiwan, ksztaltowania zainteresowan,
a w koncu wyboru drogi zyciowej. Mlodosc w Galicji, w dwoch
jej glownych centrach - Krakowie i Lwowie, dala potomkom
mieszczanskich rodzin warunki do wszechstronnej edukacji,
rozwijania zainteresowan, poglebiania talentow.
Zdzislaw, urodzony w 1882 roku we Lwowie, bedac jeszcze
dzieckiem zaczal pobierac lekcje gry na skrzypcach i fortepianie.
W roku 1901 ukonczyl kurs teorii muzyki w Konserwatorium
Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego w klasie Niewiadomskiego
i Jarockiego. To wlasnie muzyka stala sie jego pasja, miloscia,
glownym przedmiotem zainteresowania - i tak juz pozostalo
do konca zycia.
W 1902 roku Jachimecki wyjechal do Wiednia, by kontynuowac
nauke u wybitnego muzykologa Guido Adlera. Po czterech latach
studiow uzyskal tytul doktora filozofii w zakresie muzykologii
za prace poswiecona psalmom Mikolaja Gomolki. Rownoczesnie
studiowal kompozycje u Hermana Graedenera i Arnolda Schönberga.
W koncu 1906 roku przeniosl sie na stale do Krakowa, gdzie
od 1 stycznia 1907 roku wykladal na Kursach Oswiatowych
dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego.
Zofia Godzicka, przyszla zona Jachimeckiego, urodzila sie
w Krakowie w 1886 roku, w dosc zamoznej rodzinie mieszczanskiej.
Jej ojciec - radca miejski - byl udzialowcem w fabryce chemicznej,
wspolwlascicielem destylarni nafty w Skawinie, a takze znanym
producentem kafli piecowych. O swej edukacji pisala: "Odebralam
wyksztalcenie zgodne z epoka, na ktora przypadla moja mlodosc,
to znaczy chodzilam do szkol i jednoczesnie uczono mnie
w domu, a w pozniejszym okresie zapisywalam sie na Uniwersytecie
Jagiellonskim na wyklady profesorow: Jerzego Mycielskiego,
Tarnowskiego, Natansona, Chrzanowskiego i innych". Jezykow
obcych uczyla sie w innej, niz w zaborze rosyjskim, kolejnosci.
Panie w Galicji zaczynaly bowiem od niemieckiego, nastepnie
przychodzil czas na francuski, a potem w zaleznosci od warunkow
mozna bylo wybrac cos innego. Ulubionym jezykiem pani Zofii
mial sie okazac wloski.
Jachimeccy poznali sie prawdopodobnie w Szczawnicy w roku
1901, a wiec w kurorcie zdobywajacym sobie dopiero popularnosc.
Jachimecki pisal do Zofii Godzickiej w liscie ze Lwowie
29 sierpnia 1902 r.: "...dla mnie pozostaniesz jednaka,
niezmieniona, taka, jaka Cie poznalem w Szczawnicy, jaka
bylas wlasnie rok temu w Krakowie, w Krynicy i dzisiaj taka
mi jestes, moim geniuszem, moja swietoscia". Slub odbyl
sie 7 wrzesnia 1908 roku w Krakowie w kosciele sw. Piotra
i Pawla przy ulicy Grodzkiej. Zdzislaw mial wowczas dwadziescia
szesc lat, a jego wybranka dwadziescia dwa. Od tej chwili
stanowili nierozlaczna pare, zawsze razem na spacerach po
Plantach, podczas wedrowek ulicami Starego Miasta, na premierach
teatralnych, czy tez gdy wybierali sie do ktorejs z licznych
kawiarni, a to do Hawelki, a to do Jamy Michalikowej czy
na slynne "kooperatywy" w Grandzie, gdzie popoludniami schodzili
sie artysci, malarze i ludzie piora.
Wezly przymierza na co dzien i na dlugie lata - "poki
zycia"
Mozna smialo powiedziec, ze poza czysto zawodowymi sprawami
ich zycie nie dzielilo sie na odrebne nurty. Czesto zdarzalo
sie jednak, ze te nurty laczyly sie. Niekiedy bowiem i maz
siegal po pioro, by przetlumaczyc cos z niemieckiego, francuskiego
czy wloskiego, a zona, by przyswoic wielbicielom muzyki
libretta do slynnych arii. Rowniez w zyciu prywatnym uzupelniali
sie "umyslami, refleksja serdeczna, rodzajami dowcipu, a
takze smetku, rzecz jasna; tym, co w uczuciu jest - sluzba,
niepokojem, wiedza o drugim czlowieku", jak wspominala pani
Zofia.
Po osiedleniu sie w Krakowie odbyl Jachimecki liczne podroze
zagraniczne, ktorych efektem byla praca habilitacyjna "Wplywy
wloskie w muzyce polskiej" (Krakow, 1911 r.). 1 listopada
1911 roku rozpoczal - jako pierwszy nie tylko w Krakowie,
ale w ogole w Polsce - wyklady z muzykologii na Uniwersytecie
Jagiellonskim. W okresie miedzywojennym przyczynil sie do
popularyzowania muzyki polskiej w swiecie, bedac czlonkiem
Société Francaise de Musicologie w Paryzu
oraz Towarzystwa im. Fryderyka Chopina w Wiedniu; pracowal
jako recenzent muzyczny i teatralny, publikujac w czasopismach
polskich i zagranicznych. Byl indywidualnoscia o bardzo
szerokich zainteresowaniach. Jak wspomina Zygmunt Lesnodorski:
"Lubil reprezentowac, do czego mial zreszta pierwszorzedne
warunki. Wspaniale wygladal w todze i zlotym lancuchu, lekko
upozowany, z przymruzonymi oczyma i malowniczo siwiejaca
fryzura artysty". Rzeczywiscie, czesto wyjezdzal za granice
na kongresy, zjazdy, z wykladami o muzyce polskiej, glownie
o Chopinie i Szymanowskim. To wlasnie on przyczynil sie
do rozpropagowania tworczosci autora Krola Rogera, az do
przyznania mu tytulu doktora honoris causa Uniwersytetu
Jagiellonskiego w 1930 roku. Byl pierwszym, ktory poswiecil
Szymanowskiemu osobna monografie, wydana w Krakowie w 1927
roku. Jego studia o Mozarcie, Hugo Wolfie, Haydnie i Wagnerze
stanowily i stanowia do dzis o wielkim wkladzie polskiej
mysli muzykologicznej w dorobek kultury europejskiej. Dziela
Jachimeckiego, napisane ze swada typowa dla artysty, swobodne
i pelne literackich wtretow, byly szeroko znane i czytane.
Podobny charakter mialy jego audycje slowno-muzyczne w polskim
radiu w latach 1926-1934.
Nie byl wylacznie teoretykiem muzyki, byl takze kompozytorem
i dyrygentem. Zachowaly sie jego piesni solowe na glos i
fortepian, piesni choralne, muzyka do przedstawien teatralnych
oraz Fantazja symfoniczna.
6 listopada 1939 roku to dla nauki i kultury polskiej dzien
tragiczny. Wraz z innymi profesorami Uniwersytetu Jagiellonskiego
Zdzislaw Jachimecki zostal aresztowany i wywieziony do obozu
w Sachsenhausen. Na szczescie, po czteromiesiecznym pobycie
w skrajnie zlych warunkach, przy mrozie siegajacym minus
25 stopni Celsjusza, zostal zwolniony 6 marca 1940 roku.
Po powrocie do Krakowa nauczal tajnie historii i teorii
muzyki, kilku studentow przygotowal nawet do egzaminu.
W styczniu 1945 roku objal funkcje kierownika Katedry Muzykologii
UJ i pelnil ja do smierci w pazdzierniku 1953 roku. Byl
postacia, ktora dzieki swej wrecz tytanicznej pracy, wielkiej
erudycji zdobyla sobie poczesne miejsce w historii kultury
polskiej, a takze, co chyba najwazniejsze - w sercach wielu
ludzi, jego uczniow, kolegow, uczonych, przyjaciol, artystow
i pisarzy pierwszej polowy XX wieku.
Miejsce takie winna zajac w historii kultury, literatury
i teatru, a takze dziejow stosunkow polsko-wloskich jego
zona Zofia, jedna z najbarwniejszych postaci zycia towarzyskiego
Krakowa.
Natchnienie dla poetow i muza dla niezliczonych rzeszy
artystow, w tym najslynniejszych, ktorzy tworzyli jej portrety
i rzezby. Byli to: Axentowicz ("Jemu pozowalam co niemiara.
Zawsze prosil: Pragne Pania malowac"), Chwistek, Mehoffer,
Witkacy, Tichy, Pienkowski, Czajkowski, a w koncu slynny
Wojciech Kossak (ostatni jej portret namalowal w grudniu
1941 r.); z rzezbiarzy - Laszczka, Dunikowski i Puget. Wszystkie
te obrazy, rzezby, liczne drobiazgi i bibeloty stanowily
barwne uzupelnienie ogromnej, bo liczacej przeszlo szesc
tysiecy pozycji kolekcji ksiazek, ktore przez lata Jachimeccy
gromadzili w swej kamienicy przy Grodzkiej 47. Nadawaly
wnetrzom nastroj powagi, dostojenstwa, a jednoczesnie wprowadzaly
element pierwiastka artystycznego, cos z ulotnosci sztuki,
jej niematerialnosci. Zofia Jachimecka pozowala artystom,
gdyz byli jej bliscy: "Ja bardzo kochalam przyjaciol, ludzi
znakomitych, zawdzieczam im najlepsza czesc mego zycia".
Nie tylko byla piekna kobieta, z cudownymi puklami blond
wlosow siegajacymi ziemi, jak mozna to zobaczyc na zdjeciach
z mlodosci, spowita w szale, tiule i woalki. Eteryczna i
wiotka, mozna by rzec "plynaca" w powietrzu u boku swego
przystojnego meza, sama wyznaczala gusta w modzie, a to
czarny aksamit, a to rozowe krepdeszyny, a to ciemnoblekitne
tiule. Przede wszystkim byla jednak wybitna tlumaczka i
znawczynia literatury francuskiej i niemieckiej, a w szczegolnosci
wloskiej. Tej ostatniej poswiecila najwiecej uwagi, pracy
i na pewno - milosci.
Poczatkowo tlumaczyla dla wlasnej przyjemnosci drobne utwory
z jezyka niemieckiego i francuskiego, m.in. Gauthiera i
Mériméego. Czesto aktorzy zwracali sie do
niej z prosba o przetlumaczenie jakiegos utworu. Tak bylo
w przypadku Nieprzyjaciolki Niccodemiego, ktora grala
we Wloszech Jadwiga Mrozowska, po wyjsciu za maz za Wlocha.
Wkrotce Zofia Jachimecka przetlumaczyla druga jego sztuke Swit, dzien i noc, ktora przywiozla z Wloch. Sztuka
ta, w wykonaniu Aleksandra Wegierki i Marii Malickiej, stala
sie pod koniec lat 20. wielkim przebojem polskich scen.
Tak znani rezyserzy, jak Zelwerowicz, Osterwa, Solski, Szyfman
czesto zwracali sie do niej z prosba o przeklady sztuk,
o dobor muzyki do przedstawien, a nawet oferowali jej role
w teatrze. W czasie podrozy do Wloch w 1925 r. sam Pirandello
zwrocil sie do niej z prosba o tlumaczenie. Alez to nie
na serio (wystawiona ponad sto razy w 1936 r. w Warszawie).
Ogolem pani Zofia przelozyla kilkanascie sztuk Pirandella,
Goldoniego, kilka komedii Niccodemiego, Chiarellego, Bracco
i innych. Zachowalo sie kilkadziesiat rekopisow i maszynopisow,
z ktorych tylko nieliczne do tej pory ukazaly sie drukiem,
w tym w bardzo przez Jachimecka cenionej serii Biblioteki
Narodowej.
Wspolna miloscia Jachimeckich byl teatr. Jak wspomina Aleksander
Ziemny: "Przez kilkadziesiat lat towarzyszyla wraz z mezem
wszystkim dobrym i smutnym przygodom krakowskich teatrow".
Nie bylo premiery w Teatrze Slowackiego, na ktorej zabrakloby
jej obecnosci. Jezeli jednak przypadkiem tak sie zdarzylo,
to rezyserzy od razu mogli sobie powiedziec za Magdalena
Samozwaniec: "Premiera padla, bo Zosi nie bylo".
Slynny w Krakowie byl prowadzony przez Jachimeckich salon
- miejsce intelektualnych spotkan i dyskusji. Byl jednym
z wielu w Krakowie, ale i jednym z ostatnich w duchu mlodopolskim
prowadzonych salonow literacko-artystycznych. W tradycyjne
"wtorki" przewijal sie swiat uniwersytecki, teatralny, elita
artystyczna i towarzyska. Tak ich salon wspominal znany
krakowski ksiegarz Marian Krzyzanowski: "Zbierali sie tam
najwybitniejsi ludzie tak miejscowi, jak i z innych dzielnic
kraju, a takze zza granicy. Istnialo nawet takie powiedzonko,
ze gdy kto z cudzoziemcow przyjechal do Krakowa, to najpierw
ogladal Brame Florianska, a potem spieszyl do pp. Jachimeckich".
Grono znajomych i przyjaciol bylo rzeczywiscie znakomite.
Bywali tu i pisarze: Otwinowski, Konopka, Berent, Choromanski,
Sinko, Nalkowska, Boy, Pawlikowska-Jasnorzewska, Illakowiczowna,
Samozwaniec, i malarze: Weiss z zona, Waskowski, Kossak,
Czajkowski, i rezyserzy i aktorzy: Voglerowie, Frycz, Jaroszewska,
Nowakowski, Trzcinski, i wreszcie muzycy i kompozytorzy:
Szymanowski, Rubinstein, Fitelberg, Smendzianka. Ci, ktorym
udalo sie przezyc pieklo wojennej zawieruchy, nadal wpadali
do pani Zofii, takze po smierci meza, gdy sama musiala stawic
czolo zyciu w trudnej rzeczywistosci.
Ostatnia dama Mlodej Polski
Problemy zaczely sie juz w pierwszych latach powojennych.
Sytuacja polityczna w kraju nie sprzyjala rozwojowi wielkiej
literatury. Wiele sztuk, projektow i zamierzen teatralnych
nie moglo dojsc do skutku.
Podobnie rzecz sie miala z tlumaczeniami "ambasadorki teatru
wloskiego w Polsce", jak nazywaly Zofie Jachimecka czasopisma
wloskie okresu miedzywojennego. Dopiero w latach 50. i 60.
teatry polskie zaczely wystawiac sztuki w jej przekladach,
glownie komedie Goldoniego, Niccodemiego i Pirandella, ktorego Jaka mnie pragniesz i Szesc postaci scenicznych
w poszukiwaniu autora przez wiele sezonow goscily na
scenie. "Moje wysilki szly w kierunku przyswojenia polskiej
scenie arcydziel swiatowych - praca przekladowa sprawiala
mi zawsze wielka radosc" - wspomni po latach. W sztuce translatorskiej
zajela poczesne, choc nadal zbyt malo eksponowane, miejsce.
Ze swa bogata spuscizna staje w rzedzie najwybitniejszych,
obok Leopolda Staffa, Aliny Swiderskiej, Edwarda Boyé,
Edwarda Porebowicza, ktorzy swymi przekladami wzbogacili
kulture polska o cenne dziela literatury wloskiej.
Pracowala do konca zycia. Choc od wielu lat chorowala,
jej dom i salon byly zawsze otwarte. Nie zapomniala rowniez
o dzieciach. To jej swietny przeklad Pinokia Collodiego
uzupelnil pieknymi ilustracjami Jan Marcin Szancer.
Poniewaz tantiemy za tlumaczenia i wystawiane sztuki oraz
emerytura po mezu nie wystarczaly na pokrycie kosztow utrzymania
mieszkania, pani Zofia udostepnila swe zbiory Polskiemu
Wydawnictwu Muzycznemu, ktore w dwoch pokojach zorganizowalo
Biblioteke im. Zdzislawa Jachimeckiego. Znalazla tu swe
miejsce takze Redakcja Chopinowska.
Trapiona chorobami, rzadziej niz kiedys zagladala do teatrow
na premiery, do muzeow i galerii na wystawy, ale za to kazdy
czwartkowy i sobotni wieczor poswiecala na wysluchanie oper
transmitowanych przez radio wloskie. "Juz dawno wycofalam
sie z zyciowego teatru, inni maja teraz prawo do swiatel
rampy. Gdyby starzy wystrzegali sie natrectwa, nie byliby
tak czesto smieszni, godni pozalowania" - te slowa, az nadto
charakteryzuja postac tej niezwyklej kobiety, ktora podobnie
jak jej maz nigdy nie ulegla sezonowym modom, zmieniajacym
sie ideologiom, czy wreszcie korzysciom plynacym z takiej,
a nie innej postawy w roznych, jakze pogmatwanych okresach
naszej historii. Coz jednak za przewrotnosc losu! Te, ktora
cale swe zycie poswiecila wzbogacaniu polskiej kultury,
w dniu jej pogrzebu 28 sierpnia 1973 roku odprowadzala zaledwie
garstka przyjaciol, ludzi bliskich. W zaimprowizowanej napredce
mowie zegnal ja Henryk Vogler. Powiedzial, ze zawsze pozostawala
soba - lekka, zwiewna i powabna muza artystow. Ostatnia
wielka dama Mlodej Polski, "ostatnia z tego pokolenia, ktore
umialo sie bawic soba i zyciem, a jednoczesnie mrowczo i
tytanicznie pracowac".
Zapisy sporzadzone przez wdowe po profesorze nie uchronily
jednak pieknych zbiorow Jchimeckich oraz olbrzymiej biblioteki
przed rozproszeniem. Nie ostala sie rowniez idea zachowania
w calosci kolekcji, ktora przyswiecala jej przy przekazywaniu
zbiorow Panstwowemu Wydawnictwu Muzycznemu; idea swoistego
salonu-muzeum po profesorze Jachimeckim, otwartego dla badaczy
muzyki polskiej. Dalsze losy tej niezwyklej kolekcji, stanowiacej
unikatowa pozycje naszego majatku narodowego w dziedzinie
muzyki, sa trudne do przewidzenia. W marcu 1992 r. miala
miejsce w PWM dyskusja nad przyszloscia spuscizny po Jachimeckich.
Zainteresowanie przejeciem zbiorow, ich ochrona, przechowywaniem
w formie depozytu wieczystego i opracowaniem wykazala Biblioteka
Jagiellonska. Czy spuscizna po profesorze i jego zonie rzeczywiscie
znajdzie tam swe miejsce? Czy mozna miec chocby cien nadziei,
iz marzenia pani Zofii o salonie-muzeum po jej mezu kiedys
sie spelnia? o
------------------------
Autor artykulu pragnie podziekowac Pani Annie
Godzickiej za udostepnienie archiwalnych zdjec rodzinnych.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |