PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (22 czerwca 2001)


JAN ZIELINSKI

Pod innym katem

Co odcial nozyk?

Kupilem ten tomik, bo marzy mi sie historia literatury polskiej jako dzieje przedmiotow. Kusza mnie dzieje zwiazkow miedzy przedstawianymi w literaturze przedmiotami, ich cichy dialog, toczony niejako ponad glowami autorow. A tu, jak na zamowienie, Tadeusz Rozewicz wydal dluzszy wiersz, moze nawet poemat w szesciu czesciach, zatytulowany nozyk profesora. Na okladce widac ten nozyk:

z kawalka obreczy
z beczki piwa albo innej beczki
ma raczke
tak zmyslnie
wygiety

Nozyk nalezal w obozie koncentracyjnym do Mieczyslawa Porebskiego i do dzis spoczywa na biurku tego znanego krakowskiego historyka sztuki i polihistora (a takze awangardowego prozaika). Teraz stal sie pretekstem, a moze nawet osia tematyczna i tytulowym bohaterem poematu Rozewicza.

*

Kazda nowa ksiazka Rozewicza jest oczywiscie wydarzeniem dla jego wielbicieli i na pewno niebawem pojawia sie i tego poematu uczone egzegezy (choc z gory uprzedzam, ze wnikliwych krytykow czekaja w tym przypadku przykre niespodzianki). Kogos, kto wielbicielem Rozewicza nie jest, rozczaruje zapewne kolejny powrot do tematyki martyrologicznej, mala konkretnosc w opisaniu tytulowego przedmiotu, reportazowa blahosc i kompozycyjna niespojnosc nozyka profesora.

*

Obok nozyka profesora w ksiazce znalazlo sie tez kilka drobniejszych utworow, z ktorych na szczegolna uwage zasluguje tajemnica wiersza - na pozor bezpretensjonalna gaweda, wywolana wspomnieniem czytanego przed wojna w Pionie wiersza o szachach, ktorego autorem byl malo znany poeta Eminowicz. Wspomnienie obudowuje sie stopniowo, najpierw Czeslaw Milosz podrzuca poecie zapomniane imie Eminowicza (Ludwik), potem w sporzadzonej przez tegoz Milosza antologii Wypisy z ksiag uzytecznych Rozewicz znajduje inny wiersz "zanikajacego poety", wreszcie na targach ksiazki we Frankfurcie (z Miloszem czytalem wiersze/ przed nami biegla Nike) wraca wspomnienie Eminowicza i tamtego wiersza z Pionu. Ladny wiersz. Mozna sobie wyobrazic jego dalszy ciag: jakis pilny historyk literatury odszuka w Pionie tamten wiersz o szachach i przesle odbitke Rozewiczowi, a ten bedzie mogl rozwiazac "tajemnice wiersza". Ja jednak tego nie zrobie - balbym sie takiej konfrontacji. Wole mgle niedopowiedzenia i tajemniczosci, jaka spowija w tej chwili wiersz Rozewicza. Czasem lepiej nie byc zbyt dokladnym.

*

Ksiazka zostala przez Wydawnictwo Dolnoslaskie opublikowana z pietyzmem, z jakim rzadko wydaje sie nawet klasykow. Ostatecznemu (na dzis) tekstowi tytulowego utworu i pieciu krotszych wierszy towarzyszy podobizna jednej z wczesniejszych wersji nozyka profesora w postaci wydruku z rozmaitymi recznymi zmianami i uzupelnieniami, ktore niekiedy weszly do tekstu ostatecznego, czesto jednak pozostaly tylko w tej prowizorycznej postaci. Ich odczytanie wymaga wprawy w obcowaniu z tekstami rekopismiennymi, trud ten jednak chyba sie oplaca: mozna dzieki niemu dotrzec do interesujacych wariantow, ktore zostaly przez autora - moze za czyjas namowa - ocenzurowane. Nozyk profesora Porebskiego posluzyl do odciecia tych wariantow, ktore moglyby sie okazac zbyt drastycznymi. Godzac sie na publikacje reprodukcji, Rozewicz podsuwa czytelnikowi te warianty, jednakze wskazuje, ze maja one inny status, sa nieostateczne, polowiczne, wycofane.

*

Przyjrzyjmy sie niektorym wariantom, jako ze wnosza one do dosc martwego poematu powiew swiezosci i ostrosci politycznej. I tak na przyklad we fragmencie:

u nas zawsze tak bylo
kazdy mial swojego Zyda albo ksiedza
w kazdym siedzi ksiadz Robak
Jankiel i Konrad Wallenrod.

W wersji reprodukowanej obok slow "ksiadz Robak" pojawia sie - opatrzony innym atramentem znakiem zapytania, a nastepnie przekreslony - dopisek:

albo ksiadz Rydzyk.

Dodajmy, ze gdyby ksiazka ukazala sie pare tygodni pozniej, autor moglby dopisac jakas wstawke na temat Brunona Schulza i afery z freskami w willi Landaua, do Schulza bowiem i jego oprawcy odnosi sie w tragiczny sposob powiedzenie "kazdy mial swojego Zyda"...

*

Inna bardzo aktualna wstawka pojawia sie w czesci zatytulowanej Pociagi odchodza dalej:

Czy to juz... pyta Dziewczyna
nie panienko to dopiero
Sobibor Majdanek...
potem bedzie Jedwabne
Jedwabne? Jaka to piekna
nazwa dla miejscowosci.

Ostatnie dwa slowa zostaly przekreslone, a caly ten fragment nie wszedl do tekstu glownego. Troche szkoda (Jedwabne to rzeczywiscie piekna nazwa), z drugiej strony mozna zrozumiec autora, ze nie chcial sie zartobliwa niemal, poetycka wzmianka mieszac do sporu, ktory zdominowal w ostatnich miesiacach polska publicystyke. Zarazem jednak, powtarzam, godzac sie na publikacje rekopismiennych wariantow slowa te do ksiazki przemycil...

*

Pod koniec drugiej czesci poematu, po cytacie z Norwidowego Promethidiona, mamy rekopismienny dopisek:

Patrz a teraz w Krakowie ta historia z sercem Zygmunta
Peklo serce... nawet dzwon nie wytrzymal

I nizej slowa: kto? Kantor..., ktore sprawiaja, ze linijka on jest niesamowity, w wierszu glownym odnoszaca sie do Norwida, teraz moze odnosic sie do Tadeusza Kantora. Obok tego miejsca jest na marginesie ciag dalszy, zapisany kolorem granatowym, a potem przekreslony energiczna kreska na czarno, przez co powstaje jakby graficzny wizerunek wieziennych krat, znak sprzeciwu. Oto przekreslony fragment:

ale i serce Zygmunta juz nie
wytrzymalo peklo w Krakowie
tak jak unia wolnosci
ten Geremek tak dlugo cos tam
gmeral gderal papral
przy tym az sie rozlecialo
to nie smak magdalenki
na jezyku Madle Madle
nava macher tel suar spapral
polityke wschodnia
no i masz babo placek
a wiesz ze ja na nich kiedys
glosowalem.

Czytajac te slowa - wprawdzie nie w druku, ale przeciez powielone w takim samym nakladzie jak cala ksiazka - ma sie ochote pogratulowac wydawnictwu lub przyjaciolom autora, albo moze jego sumieniu artystycznemu. Rozewicz skorzystal z nozyka profesora Porebskiego i wycial ten potworkowaty fragment (belkotliwe slowa w srodku to chyba z polska fonetycznie zapisany, znieksztalcony cytat ze znanej piosenki o Madeleine, ktora nie przychodzi wieczorem na umowione spotkanie). No tak, wycial, ale zarazem go w dosc czytelnej formie publikuje. Jest w tym jakas nieprzyjemna dwuznacznosc.

*

Nonszalancja Rozewicza. W nozyku profesora dosc istotna role odgrywa pewien rzymski bog:

Robigus prawie nieznany
demon rdzy - z drugiego rzedu bogow
[...]
Robigus
ten co w starozytnosci
trawil metale.

Rozewicz eksploatuje watek rdzewienia, poczynajac od sensu frazeologicznego (pioro rdzewieje) przez przenosny (skowronek - rdzawa/ plamka na blekicie/ osypuje sie/ przypada do ziemi) po doslowny, rdzewienia metalu. Robigus u niego

pozera tory szyny
parowozy
[...]
pozera klucze
i zamki
miecze lemiesze noze
ostrza gilotyny topory.

To wszystko w tekscie glownym. W pominietych wariantach jest jeszcze taka notatka:

7 pazdziernika 1982 roku (czwartek)
bylem w Ustroniu - zapisalem -
"powstal osobny demon rdzy Robigus
potem dopisalem ze gwozdz jest to symbol
przymusu (boginie przymusu Ananke
przedstawiano z gwozdziem w rece".

Takie skojarzenia sa najzupelniej zrozumiale w kontekscie tytulowego motywu starego nozyka. Klopot tylko w tym, ze Robigus byl rzeczywiscie pomniejszym bostwem w rzymskiej mitologii, jednym z tych bogow przywiazanych do jakiejs konkretnej okolicznosci czy czynnosci, ale nie mial nic wspolnego z metalami ani ich rozpadem. Robigus byl bogiem plesni i rdzy... zbozowej. Uroczystosci ku jego czci (Robigalia) urzadzano na wiosne, 25 kwietnia, mieszkancy Rzymu ciagneli w pochodzie do grobu boga, gdzie skladano mu ofiare z rudego psa. Coz, w jakims kosciele dzwonia, ale nie w tym. Szkoda, ze redaktor, ktory tyle trudu wlozyl w pieczolowite opracowanie graficzne i typograficzne ksiazki, nie mial wiecej smialosci w sprawdzaniu autora, ze uwierzyl kazdemu jego slowu. Zbyt balwochwalczy stosunek do pisarza nikomu nie wychodzi na dobre.

*

Na koniec jeszcze jeden przyklad cenzury czy autocenzury, z zakonczenia poematu, fragment dotyczacy Wadowic. W pierwszej wersji brzmialo to tak:

chcialem zobaczyc miasto rodzinne poety Jawienia
(Piotra - Nastepcy) zobaczylem
dom rodzinny szkole ubogi kosciol
pelen kiepskich obrazow

Rozewicz najpierw skreslil ostatnia linijke, jakby nie wypadalo pisac o kiepskich obrazach w wadowickim "papieskim" kosciele. Potem z boku dopisal naszego kolegi z pokolenia Kolumbow, co nawet dobrze wspolbrzmi i ze wspolnota generacyjna Jana Pawla II i Rozewicza, i z pojeciem "pokolenia Kolumbow" i nawet z obecnym w poemacie motywem "jajka Kolumba" - ale sie z tego wariantu wycofal. Dodal element wzruszenia, dodal mickiewiczowskie gory chmury i w wersji drukowanej nozyk profesora dzis konczy sie tak:

chcialem zobaczyc miasto rodzinne poety Jawienia
poruszony zobaczylem jego gory chmury
dom rodzinny szkole ubogi kosciol

*

Pod wersja robocza poematu Rozewicza widnieja daty: 1950-2001. Pol wieku dojrzewania. Mallarmé pisal, ze swiat istnieje po to, by wydac ksiazke. Zgoda, pod warunkiem, ze ta ksiazka nie musi byc nozyk profesora.

-----------

Tadeusz Rozewicz, nozyk profesora, Wydawnictwo Dolnoslaskie, Wroclaw 2001.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail