PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (22 czerwca 2001)


ANDRZEJ JOZEF DABROWSKI

Do Slonimskiego czas wrocic!

Zazwyczaj z lekiem siegam po felietony ulubionych autorow, znane mi z cotygodniowej prasy, a zebrane pozniej w calosc i wydane w jednym tomie. Wprawdzie lepiej sie przy lekturze takiego tomu widzi rozpietosc zainteresowan i skale obserwacji autora, ale zanika gdzies ich swiezosc i tepi sie ostrze. Nierzadko przepada tez gdzies po drodze ich aktualnosc. Kolejny zakret historii czy zmiana ustroju powoduja, ze felietony pisane w najsluszniejszych nawet sprawach trafiaja do lamusa. Dzieje sie tak nawet z wypowiedziami tuzow tej miary, co niegdysiejszy Hamilton, a nawet Kisiel. Felietony wydane zbiorowo po jego smierci, choc tak samo madre jak kiedys, nie maja juz tej sily razenia umyslow jak wtedy, kiedy czytalo sie je na lamach Tygodnika Powszechnego. Ponadto wazny jest kontekst, w ktorym sie ukazuja; pomieszczone wsrod artykulow innych publicystow jasnieja pelnym blaskiem, skrzac sie nierzadko lekkoscia i dowcipem, zas wydane zbiorowo zagluszaja sie nawzajem.

Zatem z lekiem siegnalem po ksiazke Tygodnie Slonimskiego, bedaca wypisami z jego Kronik tygodniowych, zamieszczanych w latach 1924-1939 w Wiadomosciach Literackich. Wprawdzie autorka wyboru Dorota Macieja juz we wstepie zapewnia o ich aktualnosci, ale z doswiadczenia wiem, ze czesto ponadczasowosc i uniwersalnosc sa udowadniane na sile dla doraznych potrzeb. Moj lek byl tym silniejszy, ze wychowalem sie na powojennym Slonimskim, ktory - co tu kryc - byl idolem mojej mlodosci i niedosciglym wzorem. Balem sie wiec, ze po latach spotka mnie rozczarowanie i posypie sie jeszcze jeden mit, ktory mnie niegdys ksztaltowal i pozwalal przetrwac najciezsze chwile. Tym razem jednak mit sie nie tylko nie rozsypal, ale i zapewnienia autorki o aktualnosci wybranych kronik okazaly sie jak najbardziej zasadne.

Aczkolwiek nie jestem juz przekonany, czy i dzisiaj umieszczalbym na literackim parnasie felietony pana Antoniego. Nie wydaja mi sie juz takie wyrafinowane jak kiedys, a i dowcip - choc czesto morderczy - sprawia nierzadko wrazenie wysilonego. Gwoli sprawiedliwosci powiedziec jednak musze, ze dowcipniejszego felietonisty w dziejach naszego pismiennictwa raczej nie mielismy i sam po jego dowcip siegam przy roznych okazjach towarzyskich; bawi najbardziej nawet opornych. Bawi, ale i uczy - dodajmy dla pelnosci obrazu - jak na polska tradycje literackiego dowcipu przystalo.

To, co dzis najbardziej zaskakuje w Kronikach tygodniowych, to odwaga i bezkompromisowosc ich autora. Swojskie i importowane idiotyzmy miedzywojnia atakowal wprost, bez aluzji i ogrodek, z niespotykanym impetem. Ow jadowity dowcip byl kropka nad "i". Podziw budzi takze dobre rozpoznanie trendow ideowych epoki i zagrozen, jakie niosly totalitaryzmy rozwijajace sie w Niemczech i Zwiazku Sowieckim. Slonimski jako jeden z pierwszych pokazal, ze nie ma wiekszych roznic miedzy nimi, choc wobec stalinizmu zywil przez jakis czas pewne zludzenia. Mimo jego przenikliwosci stalinizm tez pokazany jest w Kronikach naiwniej niz hitleryzm.

Dzis mamy inna epoke, totalitaryzmy przeniosly sie z Europy do Azji i na Karaiby (Kuba), i wydawac by sie moglo, ze Kroniki tygodniowe moga byc dla dzisiejszego czytelnika glownie kronikami wlasnie. Juz bez klow i pazurow, z dowcipem, ktory stal sie sztuka dla sztuki. Dorota Macieja udowadnia, ze tak jednak nie jest. Dobrane przez nia fragmenty pokazuja Slonimskiego jako felietoniste, ktory owszem, swietnie rozprawial sie z problemami doraznymi, ale umial takze odniesc sie do tego, co odwieczne i powracajace w kazdej epoce. Tym czyms jest... glupota. Znajdziemy ja pod kazda szerokoscia geograficzna, w Polsce jednak zyskala sobie prawo jakiegos szczegolnie gleboko zakorzenionego bytu. Wszak juz Kochanowski sie z nia zmagal... Slonimski byl zarliwym patriota, chcial ja wiec wyplenic w swojej ojczyznie. Daremnie.

Polska Ludowa przechowala, niczym puszka Pandory, nasze obsesje miedzywojenne, ktore wypelzly z niej z cala sila po odzyskaniu niepodleglosci w 1989 roku. Czytajac dzisiejsza nadwislanska prase prawicowa mozna odniesc wrazenie, ze glownym problemem obecnej Polski jest zydowsko-masonskie zagrozenie i imperatyw obrony wiary katolickiej. To samo wrazenie ma sie podczas lektury gazet prawicowych i religijnych, ktore ukazywaly sie w latach 30. Slonimski obsmiewal wowczas tak postrzegana hierarchie spraw, wskazujac jako glowna bolaczke niski poziom umyslowy spoleczenstwa, zyjacego w swej masie w biedzie i zacofaniu. Pisal o bezrobociu, zatrwazajacym poziomie higieny, poziomie wiejskiego szkolnictwa, czytelnictwa itp. problemach. Mimo innych uwarunkowan polityczno-spolecznych dzisiaj daja one znac o sobie z taka sama sila jak przed wojna. Wystarczy przypomniec, ze Polacy sa jednym z najslabiej wyedukowanych spoleczenstw w Europie, majac tylko 7 procent ludzi legitymujacych sie wyzszym wyksztalceniem (na wsi tylko 3 procent), mimo iz w Polsce Ludowej uczelnie byly bezplatne, a dzieci chlopow i robotnikow przyjmowano na studia w pierwszej kolejnosci. Z najnowszych badan wynika tez, ze 46 procent Polakow nie przeczytalo w zyciu zadnej ksiazki, a 42 procent nie czyta zadnych gazet. Piszac o czytelnictwie w przedwojennej Polsce, Slonimski przypomina, ze przecietny naklad ksiazki wynosil od 3 do 4 tysiecy egzemplarzy; dzisiaj jest tak samo, a nawet bywa gorzej! Przed wojna inteligent przeznaczal na kulture 6,1 proc. swoich miesiecznych dochodow, zas robotnik 3,4 proc. A dzisiaj? O to "dzisiaj" juz lepiej nie pytac, zeby do absolutnego wstydu nie dopuscic, wszak rzecz sie dzieje 60 lat po wojnie... Ale wlasnie to "dzisiaj" nieprawdopodobnie wrecz uaktualnia dawne felietony mistrza Antoniego. Czesto sie wrecz wydaje, ze napisane zostaly zaledwie wczoraj. Widac to nie tylko w wypisach dokonanych przez Dorote Macieje, ale rowniez w Kronikach tygodniowych wydanych ostatnio w calosci przez wydawnictwo LTW. Zatem ponowna lekture felietonow Slonimskiego najwyzszy czas juz zaczac. Tym, ktorzy z racji wieku ich nie znaja, na czele z postendekami, ktorych ostatnio dziwnie nam sie namnozylo, trzeba ja polecic jako lekture obowiazkowa. Ksiazka Doroty Maciei czyni ja przystepna dla kazdego.

Autorka jest znakomita przewodniczka po Kronikach tygodniowych. Teksty wybrala w ten sposob, zeby pokazac glowne kierunki walki ich autora, ktory zreszta sam ongis je okreslil w tytule jako Moje walki nad Bzdura. Traf chce, ze wiele z nich swietnie pasuje do dzisiejszych czasow. We fragmentach zaczerpnietych z 430 kronik Slonimski jawi sie jako niezwykle odwazny szermierz zwalczajacy ciemnote, wspomniane totalitaryzmy, antysemityzm, antypolonizm, sanacje, urzednicza wszechwladze, zasniedziale obyczaje, mierne filmy i takaz sztuke, ponuractwa i falszywe autorytety, a nade wszystko owa wszechobecna glupote. Kazdy cytowany fragment jest poprzedzony wprowadzeniem, w ktorym Dorota Macieja przypomina okolicznosci czy fakty, jakie wplynely na zajecie przez Slonimskiego takiego, a nie innego stanowiska. Po cytacie mamy nierzadko komentarz podsumowujacy poglady autora. Zawsze trafiajacy w sedno. Autorce udalo sie ujrzec jakby z lotu ptaka cala rozleglosc jego "wojennego" terytorium i nader trafnie je poklasyfikowac. W wybranych przez nia cytatach widac nie tylko realia, do ktorych sie Slonimski odnosil, ale takze jego samego.

Jaki zatem wizerunek felietonisty, jako czlowieka, mozemy ujrzec w Tygodniach? Poza wspomniana juz odwaga i bezkompromisowoscia jawi sie on jako osoba nie uznajaca zadnych autorytetow i nie liczaca sie z zadnymi ustalonymi miarami rzeczy. Cenil ludzi odznaczajacych sie inteligencja, pracowitoscia, dobrocia i... poczuciem humoru. Te ostatnia ceche traktowal na rowni z pozostalymi. Tworczosc pojmowal jako bunt przeciw niewoli i okrucienstwu, jako opowiedzenie sie po stronie slabszego. "Nie zwyklem trzymac z silniejszymi - taki juz mam temperament" - powiedzial sam o sobie w jednej z polemik z endekami. Jak wielu swiatlych Polakow, uwazal endecje za kompromitujaca aberracje w polskim zyciu spolecznym. Rzecz jasna nie przysporzylo mu to przyjaciol wsrod tzw. prawdziwych Polakow, z ktorych jeden, Zygmunt Ipohorski, spoliczkowal go publicznie za wiersz (jakze piekny!) Dwie ojczyzny. Tenze Ipohorski zostal zastrzelony pozniej z wyroku Armii Krajowej za kolaboracje z hitlerowcami. Poeta i felietonista nie mial tez przyjaciol wsrod ortodoksyjnych Zydow, ktorych chlostal za ciemnote, skapstwo i brud. Nie lubila go, rzecz jasna, burzuazja zydowska, smagana za lichwiarstwo i wyzyskiwanie biedniejszych, nie lubil i polski mieszczuch za nasmiewanie sie z jego waskich horyzontow umyslowych i rasowych uprzedzen. Wlasciwie mozna by powiedziec, ze przed wojna Slonimski malo komu dawal sie lubic, ale niezmiennie wszyscy go czytali. Ci z prawa i ci z lewa. Byl heretykiem na ambonie. W pelni jednak doceniali go wowczas tylko nieliczni, miedzy innymi Witold Gombrowicz, ktory napisal po latach: "Boy i Slonimski, ta bodaj jedyna para w Niepodleglosci sprawnie funkcjonujaca, byla sciaganiem z wyzyn w dol na grunt zdrowego rozsadku i przecietnego trzezwego myslenia". Nic dodac, nic ujac.

Oprocz wprowadzen i komentarzy do poszczegolnych fragmentow kronik Dorota Macieja przypomniala w pierwszym rozdziale koleje losu Slonimskiego jako pisarza, zas w ostatnim sportretowala go jako czlowieka korzystajac z wypowiedzi osob, ktore go blizej znaly. Dzieki temu czytelnik moze zetknac sie nie tylko z jego pogladami, ale ma mozliwosc przyjrzenia sie mu jako wielkiemu indywidualiscie. Zdumiewa to, ze w zyciu prywatnym byl sympatyczna i lagodna postacia. Caly swoj buntowniczy temperament wyladowywal w felietonach. Zdumiewal nienaganna elegancja ubioru i rownie eleganckimi manierami. Jedna z jego tajemnic bylo powodzenie u kobiet, ktorym sie cieszyl, mimo braku urody. Zapytany, jak zdobywa kolejne bialoglowy, odpowiedzial: "Tak je rozsmieszam, ze potem nie maja sily, aby sie oprzec". O jego czytelnikach mozna powiedziec wlasciwie to samo.

Znakomitym uzupelnieniem zawartosci merytorycznej Tygodni Slonimskiego sa ilustracje dobrane przez Maje Lozinska i opracowanie graficzno-topograficzne autorstwa Magdaleny Ponagajbo. Dzieki nim mozemy sie przeniesc w estetyke lat trzydziestych i przesledzic style obowiazujace w owczesnej modzie oraz style owczesnych wnetrz, zdjec, karykatur itp. Tygodnie zatem sie nie tylko czyta, ale i oglada. I to z duza przyjemnoscia, jak na album wysokiej jakosci przystalo. Material ilustracyjny tej ksiazki to nie tylko prezentacja dokumentow ikonograficznych, ale przede wszystkim uwiecznienie ducha epoki. Mimo wszystko bardzo pieknej, tchnacej przedziwnie wieksza niz dzisiaj klasa istnienia i radoscia zycia. Moj Boze...

-----------------------

Dorota Macieja, Tygodnie Slonimskiego, Proszynski i S-ka, Warszawa 2000, s. 168, cena 28 dol. plus NY tax i 5,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail