ANDRZEJ JOZEF DABROWSKI
Do Slonimskiego czas wrocic!
Zazwyczaj
z lekiem siegam po felietony ulubionych autorow, znane mi
z cotygodniowej prasy, a zebrane pozniej w calosc i wydane
w jednym tomie. Wprawdzie lepiej sie przy lekturze takiego
tomu widzi rozpietosc zainteresowan i skale obserwacji autora,
ale zanika gdzies ich swiezosc i tepi sie ostrze. Nierzadko
przepada tez gdzies po drodze ich aktualnosc. Kolejny zakret
historii czy zmiana ustroju powoduja, ze felietony pisane
w najsluszniejszych nawet sprawach trafiaja do lamusa. Dzieje
sie tak nawet z wypowiedziami tuzow tej miary, co niegdysiejszy
Hamilton, a nawet Kisiel. Felietony wydane zbiorowo po jego
smierci, choc tak samo madre jak kiedys, nie maja juz tej
sily razenia umyslow jak wtedy, kiedy czytalo sie je na
lamach Tygodnika Powszechnego. Ponadto wazny jest
kontekst, w ktorym sie ukazuja; pomieszczone wsrod artykulow
innych publicystow jasnieja pelnym blaskiem, skrzac sie
nierzadko lekkoscia i dowcipem, zas wydane zbiorowo zagluszaja
sie nawzajem.
Zatem z lekiem siegnalem po ksiazke Tygodnie Slonimskiego,
bedaca wypisami z jego Kronik tygodniowych, zamieszczanych
w latach 1924-1939 w Wiadomosciach Literackich. Wprawdzie
autorka wyboru Dorota Macieja juz we wstepie zapewnia o
ich aktualnosci, ale z doswiadczenia wiem, ze czesto ponadczasowosc
i uniwersalnosc sa udowadniane na sile dla doraznych potrzeb.
Moj lek byl tym silniejszy, ze wychowalem sie na powojennym
Slonimskim, ktory - co tu kryc - byl idolem mojej mlodosci
i niedosciglym wzorem. Balem sie wiec, ze po latach spotka
mnie rozczarowanie i posypie sie jeszcze jeden mit, ktory
mnie niegdys ksztaltowal i pozwalal przetrwac najciezsze
chwile. Tym razem jednak mit sie nie tylko nie rozsypal,
ale i zapewnienia autorki o aktualnosci wybranych kronik
okazaly sie jak najbardziej zasadne.
Aczkolwiek nie jestem juz przekonany, czy i dzisiaj umieszczalbym
na literackim parnasie felietony pana Antoniego. Nie wydaja
mi sie juz takie wyrafinowane jak kiedys, a i dowcip - choc
czesto morderczy - sprawia nierzadko wrazenie wysilonego.
Gwoli sprawiedliwosci powiedziec jednak musze, ze dowcipniejszego
felietonisty w dziejach naszego pismiennictwa raczej nie
mielismy i sam po jego dowcip siegam przy roznych okazjach
towarzyskich; bawi najbardziej nawet opornych. Bawi, ale
i uczy - dodajmy dla pelnosci obrazu - jak na polska tradycje
literackiego dowcipu przystalo.
To, co dzis najbardziej zaskakuje w Kronikach tygodniowych,
to odwaga i bezkompromisowosc ich autora. Swojskie i importowane
idiotyzmy miedzywojnia atakowal wprost, bez aluzji i ogrodek,
z niespotykanym impetem. Ow jadowity dowcip byl kropka nad
"i". Podziw budzi takze dobre rozpoznanie trendow ideowych
epoki i zagrozen, jakie niosly totalitaryzmy rozwijajace
sie w Niemczech i Zwiazku Sowieckim. Slonimski jako jeden
z pierwszych pokazal, ze nie ma wiekszych roznic miedzy
nimi, choc wobec stalinizmu zywil przez jakis czas pewne
zludzenia. Mimo jego przenikliwosci stalinizm tez pokazany
jest w Kronikach naiwniej niz hitleryzm.
Dzis mamy inna epoke, totalitaryzmy przeniosly sie z Europy
do Azji i na Karaiby (Kuba), i wydawac by sie moglo, ze Kroniki tygodniowe moga byc dla dzisiejszego czytelnika
glownie kronikami wlasnie. Juz bez klow i pazurow, z dowcipem,
ktory stal sie sztuka dla sztuki. Dorota Macieja udowadnia,
ze tak jednak nie jest. Dobrane przez nia fragmenty pokazuja
Slonimskiego jako felietoniste, ktory owszem, swietnie rozprawial
sie z problemami doraznymi, ale umial takze odniesc sie
do tego, co odwieczne i powracajace w kazdej epoce. Tym
czyms jest... glupota. Znajdziemy ja pod kazda szerokoscia
geograficzna, w Polsce jednak zyskala sobie prawo jakiegos
szczegolnie gleboko zakorzenionego bytu. Wszak juz Kochanowski
sie z nia zmagal... Slonimski byl zarliwym patriota, chcial
ja wiec wyplenic w swojej ojczyznie. Daremnie.
Polska Ludowa przechowala, niczym puszka Pandory, nasze
obsesje miedzywojenne, ktore wypelzly z niej z cala sila
po odzyskaniu niepodleglosci w 1989 roku. Czytajac dzisiejsza
nadwislanska prase prawicowa mozna odniesc wrazenie, ze
glownym problemem obecnej Polski jest zydowsko-masonskie
zagrozenie i imperatyw obrony wiary katolickiej. To samo
wrazenie ma sie podczas lektury gazet prawicowych i religijnych,
ktore ukazywaly sie w latach 30. Slonimski obsmiewal wowczas
tak postrzegana hierarchie spraw, wskazujac jako glowna
bolaczke niski poziom umyslowy spoleczenstwa, zyjacego w
swej masie w biedzie i zacofaniu. Pisal o bezrobociu, zatrwazajacym
poziomie higieny, poziomie wiejskiego szkolnictwa, czytelnictwa
itp. problemach. Mimo innych uwarunkowan polityczno-spolecznych
dzisiaj daja one znac o sobie z taka sama sila jak przed
wojna. Wystarczy przypomniec, ze Polacy sa jednym z najslabiej
wyedukowanych spoleczenstw w Europie, majac tylko 7 procent
ludzi legitymujacych sie wyzszym wyksztalceniem (na wsi
tylko 3 procent), mimo iz w Polsce Ludowej uczelnie byly
bezplatne, a dzieci chlopow i robotnikow przyjmowano na
studia w pierwszej kolejnosci. Z najnowszych badan wynika
tez, ze 46 procent Polakow nie przeczytalo w zyciu zadnej
ksiazki, a 42 procent nie czyta zadnych gazet. Piszac o
czytelnictwie w przedwojennej Polsce, Slonimski przypomina,
ze przecietny naklad ksiazki wynosil od 3 do 4 tysiecy egzemplarzy;
dzisiaj jest tak samo, a nawet bywa gorzej! Przed wojna
inteligent przeznaczal na kulture 6,1 proc. swoich miesiecznych
dochodow, zas robotnik 3,4 proc. A dzisiaj? O to "dzisiaj"
juz lepiej nie pytac, zeby do absolutnego wstydu nie dopuscic,
wszak rzecz sie dzieje 60 lat po wojnie... Ale wlasnie to
"dzisiaj" nieprawdopodobnie wrecz uaktualnia dawne felietony
mistrza Antoniego. Czesto sie wrecz wydaje, ze napisane
zostaly zaledwie wczoraj. Widac to nie tylko w wypisach
dokonanych przez Dorote Macieje, ale rowniez w Kronikach
tygodniowych wydanych ostatnio w calosci przez wydawnictwo
LTW. Zatem ponowna lekture felietonow Slonimskiego najwyzszy
czas juz zaczac. Tym, ktorzy z racji wieku ich nie znaja,
na czele z postendekami, ktorych ostatnio dziwnie nam sie
namnozylo, trzeba ja polecic jako lekture obowiazkowa. Ksiazka
Doroty Maciei czyni ja przystepna dla kazdego.
Autorka jest znakomita przewodniczka po Kronikach tygodniowych.
Teksty wybrala w ten sposob, zeby pokazac glowne kierunki
walki ich autora, ktory zreszta sam ongis je okreslil w
tytule jako Moje walki nad Bzdura. Traf chce, ze
wiele z nich swietnie pasuje do dzisiejszych czasow. We
fragmentach zaczerpnietych z 430 kronik Slonimski jawi sie
jako niezwykle odwazny szermierz zwalczajacy ciemnote, wspomniane
totalitaryzmy, antysemityzm, antypolonizm, sanacje, urzednicza
wszechwladze, zasniedziale obyczaje, mierne filmy i takaz
sztuke, ponuractwa i falszywe autorytety, a nade wszystko
owa wszechobecna glupote. Kazdy cytowany fragment jest poprzedzony
wprowadzeniem, w ktorym Dorota Macieja przypomina okolicznosci
czy fakty, jakie wplynely na zajecie przez Slonimskiego
takiego, a nie innego stanowiska. Po cytacie mamy nierzadko
komentarz podsumowujacy poglady autora. Zawsze trafiajacy
w sedno. Autorce udalo sie ujrzec jakby z lotu ptaka cala
rozleglosc jego "wojennego" terytorium i nader trafnie je
poklasyfikowac. W wybranych przez nia cytatach widac nie
tylko realia, do ktorych sie Slonimski odnosil, ale takze
jego samego.
Jaki zatem wizerunek felietonisty, jako czlowieka, mozemy
ujrzec w Tygodniach? Poza wspomniana juz odwaga i
bezkompromisowoscia jawi sie on jako osoba nie uznajaca
zadnych autorytetow i nie liczaca sie z zadnymi ustalonymi
miarami rzeczy. Cenil ludzi odznaczajacych sie inteligencja,
pracowitoscia, dobrocia i... poczuciem humoru. Te ostatnia
ceche traktowal na rowni z pozostalymi. Tworczosc pojmowal
jako bunt przeciw niewoli i okrucienstwu, jako opowiedzenie
sie po stronie slabszego. "Nie zwyklem trzymac z silniejszymi
- taki juz mam temperament" - powiedzial sam o sobie w jednej
z polemik z endekami. Jak wielu swiatlych Polakow, uwazal
endecje za kompromitujaca aberracje w polskim zyciu spolecznym.
Rzecz jasna nie przysporzylo mu to przyjaciol wsrod tzw.
prawdziwych Polakow, z ktorych jeden, Zygmunt Ipohorski,
spoliczkowal go publicznie za wiersz (jakze piekny!) Dwie
ojczyzny. Tenze Ipohorski zostal zastrzelony pozniej
z wyroku Armii Krajowej za kolaboracje z hitlerowcami. Poeta
i felietonista nie mial tez przyjaciol wsrod ortodoksyjnych
Zydow, ktorych chlostal za ciemnote, skapstwo i brud. Nie
lubila go, rzecz jasna, burzuazja zydowska, smagana za lichwiarstwo
i wyzyskiwanie biedniejszych, nie lubil i polski mieszczuch
za nasmiewanie sie z jego waskich horyzontow umyslowych
i rasowych uprzedzen. Wlasciwie mozna by powiedziec, ze
przed wojna Slonimski malo komu dawal sie lubic, ale niezmiennie
wszyscy go czytali. Ci z prawa i ci z lewa. Byl heretykiem
na ambonie. W pelni jednak doceniali go wowczas tylko nieliczni,
miedzy innymi Witold Gombrowicz, ktory napisal po latach:
"Boy i Slonimski, ta bodaj jedyna para w Niepodleglosci
sprawnie funkcjonujaca, byla sciaganiem z wyzyn w dol na
grunt zdrowego rozsadku i przecietnego trzezwego myslenia".
Nic dodac, nic ujac.
Oprocz wprowadzen i komentarzy do poszczegolnych fragmentow
kronik Dorota Macieja przypomniala w pierwszym rozdziale
koleje losu Slonimskiego jako pisarza, zas w ostatnim sportretowala
go jako czlowieka korzystajac z wypowiedzi osob, ktore go
blizej znaly. Dzieki temu czytelnik moze zetknac sie nie
tylko z jego pogladami, ale ma mozliwosc przyjrzenia sie
mu jako wielkiemu indywidualiscie. Zdumiewa to, ze w zyciu
prywatnym byl sympatyczna i lagodna postacia. Caly swoj
buntowniczy temperament wyladowywal w felietonach. Zdumiewal
nienaganna elegancja ubioru i rownie eleganckimi manierami.
Jedna z jego tajemnic bylo powodzenie u kobiet, ktorym sie
cieszyl, mimo braku urody. Zapytany, jak zdobywa kolejne
bialoglowy, odpowiedzial: "Tak je rozsmieszam, ze potem
nie maja sily, aby sie oprzec". O jego czytelnikach mozna
powiedziec wlasciwie to samo.
Znakomitym uzupelnieniem zawartosci merytorycznej Tygodni
Slonimskiego sa ilustracje dobrane przez Maje Lozinska
i opracowanie graficzno-topograficzne autorstwa Magdaleny
Ponagajbo. Dzieki nim mozemy sie przeniesc w estetyke lat
trzydziestych i przesledzic style obowiazujace w owczesnej
modzie oraz style owczesnych wnetrz, zdjec, karykatur itp. Tygodnie zatem sie nie tylko czyta, ale i oglada. I
to z duza przyjemnoscia, jak na album wysokiej jakosci przystalo.
Material ilustracyjny tej ksiazki to nie tylko prezentacja
dokumentow ikonograficznych, ale przede wszystkim uwiecznienie
ducha epoki. Mimo wszystko bardzo pieknej, tchnacej przedziwnie
wieksza niz dzisiaj klasa istnienia i radoscia zycia. Moj
Boze...
-----------------------
Dorota Macieja, Tygodnie Slonimskiego,
Proszynski i S-ka, Warszawa 2000, s. 168, cena 28 dol. plus
NY tax i 5,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka
(do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |