PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (22 czerwca 2001)


JERZY R. KRZYZANOWSKI

Literacki portret Boya

Jednym z pierwszych wspomnien mojego dziecinstwa byl fascynujacy tytul ksiazki lezacej na biurku mojego ojca: Pijane dziecko we mgle... A moze byl to obrazek rozesmianej, czerwonej malpy na okladce tomu Plotki, plotki? Nie pamietam, jednego jestem tylko pewny, ze mimo iz ksiazki te, jak zapewnial autor, "dzieci czytaja w sekrecie przed rodzicami, a rodzice w sekrecie przed dziecmi", Boy byl w naszym domu zawsze obecny, wkrotce zas, gdy czytalem juz samodzielnie, co pikantniejsze wierszyki ze Slowek umialem na pamiec i chetnie przy odpowiednich okazjach cytowalem, nie zawsze spotykajac sie z entuzjazmem osob doroslych.

Przywiazanie do autora pozostalo na dlugo: po wielu, wielu latach wzbudzilem zainteresowanie wspolpasazerow transatlantyckiego lotu, gdy nie zwracajac uwagi na gwaltowne hustanie samolotu zasmiewalem sie glosno czytajac Zywoty pan swawolnych Brantome'a w jego znakomitym przekladzie. Boy towarzyszyl mi wiernie do Ameryki.

Nic tez dziwnego, ze nowa o nim ksiazke przeczytalem z wielkim zainteresowaniem, tym wiekszym, ze ukazala sie ona w slynnej juz serii Wydawnictwa Dolnoslaskiego "A to Polska wlasnie", ktorej kilka pozycji omawialem wczesniej w Przegladzie Polskim. Zainteresowanie moje bylo tym bardziej usprawiedliwione, ze ksiazke, zatytulowana po prostu Boy-Zelenski, napisal profesor Henryk Markiewicz, dzis nalezacy juz do grona ludzi, jakich w USA okresla sie pieknie jako senior scholars, autor licznych i znakomitych studiow zarowno z historii, jak i teorii literatury, a co wiecej - osobistosc od wielu lat zwiazana z Uniwersytetem Jagiellonskim mieszczacym sie, jak wiadomo, w poblizu kabaretu Zielony Balonik, rozslawionego przez Boya w poczatkach XX wieku. Trudno o lepszego znawce przedmiotu.

Ksiazka, ktora mimo przeznaczenia dla tzw. przecietnego czytelnika bez watpienia zasluguje na miano studium, podzielona zostala na dwanascie rozdzialow odpowiadajacych zarowno chronologii biografii Boya, jak i kolejnym etapom rozwoju jego zainteresowan literackich. Tytuly rozdzialow traktujacych nawet o okresach poczatkowych (Wsrod rodziny i w szkole, Miedzy klinika a knajpa, Na kolei i w Zielonym Baloniku) sa dostatecznie atrakcyjne, zeby przyciagnac uwage czytelnika, potem zas, im dalej w karierze coraz slynniejszego pisarza, tym jego dzieje staja sie coraz bardziej interesujace - wprost niewiarygodna liczba tlumaczen z francuskiego, polemiki obyczajowe i spory z polonistami, krytyki teatralne i wreszcie okres ostatni, tragiczne pod kazdym wzgledem lata w okupowanym przez Rosjan Lwowie. Ale jesli biografia Boya jest niejako symbolem dziejow polskiej inteligencji od konca XIX do polowy XX wieku, jego tworczosc, od poczatku nietypowa, a niejednokrotnie szokujaca, pozostaje dzielem jednostki wybitnej, niezaleznej intelektualnie i ideowo, odwaznej i zaslugujacej na specjalne miejsce w historii literatury.

Syn znakomitego kompozytora i niedoszlej literatki, Tadeusz Zelenski urodzil sie w roku 1874 w Warszawie, wkrotce jednak rodzina przeniosla sie do Krakowa, gdzie Tadeusz, najstarszy z trzech synow, rozpoczal najpierw nauke w szkole, potem podjal studia medyczne, a w koncu, jako lekarz bardziej z przypadku niz powolania, zwiazal sie na stale z tamtejszym srodowiskiem literackim i dla literatury porzucil medycyne. Nie trzeba przypominac, jak bogate w indywidualnosci i barwne bylo to srodowisko - lista wspolczesnych i bliskich kompanow Zelenskiego zawiera najswietniejsze nazwiska pisarzy przelomu wiekow, wystarczy wiec tylko wspomniec, ze jednym z najblizszych przyjaciol jego nowo zalozonej rodziny byl Stanislaw Wyspianski, ktory jego mloda zone Zofie Zelenska dwukrotnie portretowal na slynnych obrazach zatytulowanych Macierzynstwo. Reprodukcje obu tych dziel znalezc mozna, wsrod wielu innych barwnych ilustracji, na stronie 31 pracy Markiewicza.

Rok 1905, kiedy to powstal w Krakowie kabaret Zielony Balonik, uwaza autor za przelomowy w biografii Zelenskiego i cytuje jego slowa: "Gdyby nie Balonik meczylbym sie z pewnoscia cale zycie w falszywie obranym zawodzie, nigdy nie dowiedzialbym sie o swoim istotnym powolaniu" (s. 36). Powolanie to, co zabawniejsze, objawilo sie poczatkowo w formie satyrycznych wierszykow, aby dopiero po latach przejsc w formy literatury powazniejszej, jakkolwiek zawsze zabarwionej humorem, dowcipem, a nieraz wyrazna kpina z tradycyjnie przyjetych konwencji. Zebrane nastepnie w tomie Slowka (1913, 1931), wydanym pod pseudonimem Boy, utwory kabaretowe wraz z innymi im podobnymi, weszly na stale do literatury dzieki specyficznemu kunsztowi, ktorego cechy Markiewicz starannie klasyfikuje: groteskowa transformacja zdarzen, podobna autoprezentacja, dosadnosc aforystycznych point, wykorzystanie komicznego potencjalu parodii, a wreszcie podklad popularnych melodii ludowych i operetkowych. Istotnie zwroty, takie jak "Z tym najwiekszy jest ambaras,/ Zeby dwoje chcialo naraz", "Bo paraliz postepowy,/ Najzacniejsze trafia glowy", "Kiedys taki rozumny,/ Wlazze do trumny" i mnostwo innych, staly sie niemal przyslowiowe. Mozna tylko miec zal do profesora Markiewicza, ze na okreslenie tego zjawiska uzywa brzydkiego rusycyzmu, nazywajac je "skrzydlatymi slowami", podobnie jak zatytulowal zbior cytatow wydany wespol z Andrzejem Romanowskim w 1990 roku. Czy nie byloby lepiej okreslic je tradycyjnie jako wierszyki majace przede wszystkim epigramatyczny charakter? Nadmienic warto, ze Slowka wydane zostaly w roku 1988 w prestizowej serii Biblioteki Narodowej, z naukowym komentarzem i przypisami, stajac sie zaakceptowanym "klasykiem" literackim, wspomnienia zas Boya z tego okresu, zebrane w tomie Znaszli ten kraj? (Cyganeria krakowska) (1932) naleza do najcenniejszych dokumentow epoki.

W okresie I wojny swiatowej Zelenski byl lekarzem armii austriackiej, co nie przeszkodzilo mu zajac sie nastepna z licznych dziedzin swej tworczosci - przekladami z literatury francuskiej. W sumie do konca zycia przelozyl 125 utworow autorstwa 42 pisarzy, przy czym w wielu przypadkach byly to ogromne powiesci, np. Balzaka czy Stendhala. Haslo Boya brzmialo: "Mamy wlasnych wspanialych romantykow, uczynmy sobie z pisarzy francuskich swoich klasykow". Istotnie z jego warsztatu wyszly tlumaczenia autorow tak odmiennych, jak Villon i Rabelais, Montaigne i Pascal, Moliere, Wolter i Diderot, az po Prousta, ale laczylo ich wszystkich to, co Boy nazywal klasycyzmem - "poczucie miary, smaku i formy". Nie trzeba dodawac, iz cechy te umial wydobyc w przekladach, znakomicie dostosowanych stylistycznie i jezykowo do ducha epoki i indywidualnego charakteru kazdego z pisarzy. W sumie wprowadzil do polskiej literatury przekladowej kanon literatury francuskiej do dzisiaj nieprzescigniony, trwaly. Dodatkowym zyskiem tych zainteresowan byly dwa tomy szkicow krytycznych oraz ksiazki o Molierze i o Balzaku. Jego osiagniecia w tej dziedzinie zostaly dostrzezone i uznane stosunkowo wczesnie, gdy w 1921 r. Uniwersytet Poznanski zaproponowal mu objecie katedry literatury francuskiej; pomysl z roznych powodow niestety niezrealizowany az do pamietnego roku 1939, kiedy to Boy-Zelenski zostal profesorem we Lwowie, o czym przypomniec przyjdzie za chwile. Na razie przyjal propozycje zupelnie odmienna, a mianowicie stanowisko kierownika literackiego Teatru Polskiego w Warszawie, co zaowocowac mialo setkami recenzji teatralnych, publikowanych przez nastepne lat niemal dwadziescia, najpierw w gazetach, nastepnie w 18 zbiorach (ostatni wydany zostal dopiero w 1975 r.), takich m.in. jak slynny Flirt z Melpomena (1920-1932). I tu, podobnie jak w satyrycznych wierszykach, Boy blysnal humorem, niejednokrotnie ironia, czesto gryzaca, zawsze jednak wykazac sie umial doskonala znajomoscia tematu i bezbledna ocena wystawianej sztuki, jej autora, rezysera, scenografa czy aktorow. Zamieszczony w ksiazce duzy zbior fotografii z tych przedstawien przybliza je dzisiejszemu czytelnikowi.

Ale okres warszawski to nie tylko teatralne recenzje, wstapil bowiem wtedy Boy w szranki z dwoma poteznymi antagonistami: katolickim klerem i tradycyjna polonistyka. Jego publicystyczne wystapienia w obronie prawa do aborcji, samotnych matek i swobody rozwodow, zebrane nastepnie w tomach Pieklo kobiet, Dziewice konsystorskie i Nasi okupanci, wzburzyly przeciwko niemu przede wszystkim prase katolicka i prawicowa, ale nie zyskaly mu tez przychylnosci na lewicy. Atakowany byl publicznie, czasem rozsadnie, czesciej zas z pozycji najbardziej konserwatywnych, a zyskal taka popularnosc, ze zaden chyba publicysta tych lat nie doczekal sie tak duzej liczby karykatur jak Boy. Rysowali go czolowi satyrycy Cyrulika Warszawskiego, Muchy i Szpilek, Maja Berezowska, Zdzislaw Czermanski, Feliks Topolski, Jerzy Zaruba i inni, a reprodukcje tych nieraz ogromnie zabawnych karykatur sa licznie prezentowane w ksiazce Markiewicza.

Boje z tradycyjna polonistyka zapoczatkowaly artykuly Boya wysmiewajace balwochwalczy kult Mickiewicza i przypominajace szereg nieznanych szerzej faktow z jego zycia, takie chociazby jak romans z Ksawera Deybel czy tez niszczenie kompromitujacych dokumentow przez syna poety Wladyslawa Mickiewicza. Zebrane nastepnie w tomie Brazownicy (1930) - stad przyjelo sie okreslenie "odbrazowianie" - teksty te wywolaly gwaltowna reakcje wielu profesorow literatury i krytykow, wsrod ktorych wyroznil sie napastliwoscia Karol Irzykowski, publikujac ksiazke Benjaminek (1933), w ktorej oskarzyl Boya o obnizanie poziomu kultury literackiej, uprawianie gatunkow posledniej wartosci, a nawet bledy jezykowe. Ataki te nie wplynely jednak na pozycje pisarza, ktoremu w 1933 r. przyznano Nagrode Literacka Miasta Warszawy i w tym samym roku przyjeto do Polskiej Akademii Literatury. W sumie jednak lata 30., przedstawione w ksiazce Markiewicza w trzech znakomicie zrodlowo udokumentowanych rozdzialach, byly dla pisarza pomyslne, jak zwykle pracowite, pelne planow i nadziei. Wszystko to przekreslil wybuch wojny.

Nastepne poltora roku spedzone w okupowanym przez Rosjan Lwowie nalezy do najtrudniejszych, najtragiczniejszych, a zarazem ciagle do konca nie wyjasnionych rozdzialow zycia Boya. Znalazlszy sie tam w poczatkach wrzesnia 1939 r. zostal juz po dwoch miesiacach powolany na stanowisko profesora literatury francuskiej na wydziale romanistyki Uniwersytetu Jana Kazimierza, ale juz w pazdzierniku wszedl do Komitetu Organizacyjnego Zwiazku Pisarzy Radzieckich, potem zas, konsekwentnie, wchodzil coraz glebiej w scisle przez Rosjan kontrolowana dzialalnosc kulturalna miasta. Jego postepowanie wywoluje do dzis bardzo rozbiezne sady. Mamy wiec jawne oskarzenia o kolaboracje, jak w przypadku umieszczenia nazwiska pisarza w tytule ksiazki o tym okresie (Jacek Trznadel, Kolaboranci. Tadeusz Boy-Zelenski i grupa komunistycznych pisarzy we Lwowie 1939-1941, 1998), co wyraznie sugeruje jego glowna role (a nie np. Wandy Wasilewskiej czy Jerzego Putramenta). Przewazaja jednak glosy zrownowazone, usprawiedliwiajace, a nawet wybielajace Boya z tego rodzaju zarzutow. Pisze Henryk Markiewicz:

"Zgodnosc opinii w tej sprawie jest z wielu powodow nie do osiagniecia. Relacje o owczesnych zachowaniach, a tym bardziej motywacjach Boya, sa skape, niedokladne i czesto z soba sprzeczne. Taktyka wladz sowieckich stwarzala polskim tworcom znacznie wiecej trudnych do rozstrzygniecia dylematow sumienia niz dzialania okupantow niemieckich. Na terenach wschodnich zreszta nie bylo wyraznych dyrektyw podziemia w sprawie udzialu w legalnych formach zycia naukowego czy literackiego. Dzisiejsze kryteria oceny moralno-politycznej tego udzialu i nawet sam sens okreslenia 'kolaboracja' dalekie sa od jednoznacznosci" (s. 222-223).

Mozna i nalezy z takim stwierdzeniem polemizowac, nie byly bowiem potrzebne "dyrektywy podziemia", zeby zrozumiec, co jest dla Polaka postepowaniem uczciwym, a co zaliczac nalezy do wspolpracy z sowieckim okupantem. Na wspolprace taka, w mniejszym lub wiekszym stopniu poszlo wielu pisarzy polskich znajdujacych sie w tym czasie we Lwowie, znane sa jednak nazwiska ludzi, ktorzy zdecydowanie uchylali sie od udzialu w podporzadkowanym Rosjanom zyciu publicznym - najdalszym od "legalnych form" - i woleli wybrac skromna egzystencje zamiast oficjalnych wyjazdow do Moskwy i dobrze platnych publikacji w Czerwonym Sztandarze. Mimo to zgodzic sie trzeba z opinia Markiewicza, gdy pisze, ze "zarzuty wysuwane przeciw Boyowi w niewielkiej mierze odnosza sie do jego pisarstwa" (s. 223), jesli pominac sie zechce publikacje okresu lwowskiego, istotnie maloznaczace wobec ogromu prac ogloszonych przed wojna.

Zycie pisarza zakonczylo sie tragicznie: wkrotce po wkroczeniu Niemcow do Lwowa, wraz z grupa profesorow uniwersytetu zostal aresztowany noca z 3 na 4 lipca 1941 r. i nazajutrz rozstrzelany. Jego grobu nigdy nie odnaleziono.

Ksiazka Henryka Markiewcza, bezblednie przygotowana naukowo, napisana zostala w sposob popularnonaukowy, nie tylko przystepny, ale interesujacy, czystym, prostym jezykiem wolnym od modnych dzisiaj form udajacych naukowosc, wykladem jasnym i zrozumialym dla kazdego, nie tylko specjalisty w dziedzinie literatury. Podczas gdy jej wartosc naukowa podnosi obszerna bibliografia i indeksy, wydawnictwo czy moze autor opatrzyli ja chyba nieco nadmiernym materialem ilustracyjnym - na 240 stronicach druku zamieszczono okolo 400 ilustracji, najczesciej kolorowych, uzupelniajacych tekst, a takze waznych, nieraz nawet rewelacyjnych dla poznania srodowiska i zycia Boya-Zelenskiego. I nie tylko - zamieszczone pod koniec ksiazki zdjecie pomnika Boya na Plantach krakowskich, odslonietego w 1985 roku, pokazuje kompromitujacy brak liter i cyfr, najwidoczniej odpadlych z cokolu. Czy nie mowi to wiele o braku dbalosci o kulture polska w dzisiejszych czasach?

Ksiazke polecic mozna i nalezy kazdemu, komu jej sprawy sa bliskie.

-----------------------

Henryk Markiewicz, Boy-Zelenski, seria "A to Polska wlasnie", Wydawnictwo Dolnoslaskie, Wroclaw 2001, s. 223 plus bibliografia, spis ilustracji, indeks nazwisk, cena 20 plus 5.50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail