JERZY R. KRZYZANOWSKI
Literacki portret Boya
Jednym z pierwszych wspomnien mojego dziecinstwa byl fascynujacy
tytul ksiazki lezacej na biurku mojego ojca: Pijane dziecko
we mgle... A moze byl to obrazek rozesmianej, czerwonej
malpy na okladce tomu Plotki, plotki? Nie pamietam,
jednego jestem tylko pewny, ze mimo iz ksiazki te, jak zapewnial
autor, "dzieci czytaja w sekrecie przed rodzicami, a rodzice
w sekrecie przed dziecmi", Boy byl w naszym domu zawsze
obecny, wkrotce zas, gdy czytalem juz samodzielnie, co pikantniejsze
wierszyki ze Slowek umialem na pamiec i chetnie przy
odpowiednich okazjach cytowalem, nie zawsze spotykajac sie
z entuzjazmem osob doroslych.
Przywiazanie do autora pozostalo na dlugo: po wielu, wielu
latach wzbudzilem zainteresowanie wspolpasazerow transatlantyckiego
lotu, gdy nie zwracajac uwagi na gwaltowne hustanie samolotu
zasmiewalem sie glosno czytajac Zywoty pan swawolnych Brantome'a w jego znakomitym przekladzie. Boy towarzyszyl
mi wiernie do Ameryki.
Nic tez dziwnego, ze nowa o nim ksiazke przeczytalem z
wielkim zainteresowaniem, tym wiekszym, ze ukazala sie ona
w slynnej juz serii Wydawnictwa Dolnoslaskiego "A to Polska
wlasnie", ktorej kilka pozycji omawialem wczesniej w Przegladzie
Polskim. Zainteresowanie moje bylo tym bardziej usprawiedliwione,
ze ksiazke, zatytulowana po prostu Boy-Zelenski,
napisal profesor Henryk Markiewicz, dzis nalezacy juz do
grona ludzi, jakich w USA okresla sie pieknie jako senior
scholars, autor licznych i znakomitych studiow zarowno
z historii, jak i teorii literatury, a co wiecej - osobistosc
od wielu lat zwiazana z Uniwersytetem Jagiellonskim mieszczacym
sie, jak wiadomo, w poblizu kabaretu Zielony Balonik, rozslawionego
przez Boya w poczatkach XX wieku. Trudno o lepszego znawce
przedmiotu.
Ksiazka, ktora mimo przeznaczenia dla tzw. przecietnego
czytelnika bez watpienia zasluguje na miano studium, podzielona
zostala na dwanascie rozdzialow odpowiadajacych zarowno
chronologii biografii Boya, jak i kolejnym etapom rozwoju
jego zainteresowan literackich. Tytuly rozdzialow traktujacych
nawet o okresach poczatkowych (Wsrod rodziny i w szkole, Miedzy klinika a knajpa, Na kolei i w Zielonym
Baloniku) sa dostatecznie atrakcyjne, zeby przyciagnac
uwage czytelnika, potem zas, im dalej w karierze coraz slynniejszego
pisarza, tym jego dzieje staja sie coraz bardziej interesujace
- wprost niewiarygodna liczba tlumaczen z francuskiego,
polemiki obyczajowe i spory z polonistami, krytyki teatralne
i wreszcie okres ostatni, tragiczne pod kazdym wzgledem
lata w okupowanym przez Rosjan Lwowie. Ale jesli biografia
Boya jest niejako symbolem dziejow polskiej inteligencji
od konca XIX do polowy XX wieku, jego tworczosc, od poczatku
nietypowa, a niejednokrotnie szokujaca, pozostaje dzielem
jednostki wybitnej, niezaleznej intelektualnie i ideowo,
odwaznej i zaslugujacej na specjalne miejsce w historii
literatury.
Syn znakomitego kompozytora i niedoszlej literatki, Tadeusz
Zelenski urodzil sie w roku 1874 w Warszawie, wkrotce jednak
rodzina przeniosla sie do Krakowa, gdzie Tadeusz, najstarszy
z trzech synow, rozpoczal najpierw nauke w szkole, potem
podjal studia medyczne, a w koncu, jako lekarz bardziej
z przypadku niz powolania, zwiazal sie na stale z tamtejszym
srodowiskiem literackim i dla literatury porzucil medycyne.
Nie trzeba przypominac, jak bogate w indywidualnosci i barwne
bylo to srodowisko - lista wspolczesnych i bliskich kompanow
Zelenskiego zawiera najswietniejsze nazwiska pisarzy przelomu
wiekow, wystarczy wiec tylko wspomniec, ze jednym z najblizszych
przyjaciol jego nowo zalozonej rodziny byl Stanislaw Wyspianski,
ktory jego mloda zone Zofie Zelenska dwukrotnie portretowal
na slynnych obrazach zatytulowanych Macierzynstwo.
Reprodukcje obu tych dziel znalezc mozna, wsrod wielu innych
barwnych ilustracji, na stronie 31 pracy Markiewicza.
Rok 1905, kiedy to powstal w Krakowie kabaret Zielony Balonik,
uwaza autor za przelomowy w biografii Zelenskiego i cytuje
jego slowa: "Gdyby nie Balonik meczylbym sie z pewnoscia
cale zycie w falszywie obranym zawodzie, nigdy nie dowiedzialbym
sie o swoim istotnym powolaniu" (s. 36). Powolanie to, co
zabawniejsze, objawilo sie poczatkowo w formie satyrycznych
wierszykow, aby dopiero po latach przejsc w formy literatury
powazniejszej, jakkolwiek zawsze zabarwionej humorem, dowcipem,
a nieraz wyrazna kpina z tradycyjnie przyjetych konwencji.
Zebrane nastepnie w tomie Slowka (1913, 1931), wydanym
pod pseudonimem Boy, utwory kabaretowe wraz z innymi im
podobnymi, weszly na stale do literatury dzieki specyficznemu
kunsztowi, ktorego cechy Markiewicz starannie klasyfikuje:
groteskowa transformacja zdarzen, podobna autoprezentacja,
dosadnosc aforystycznych point, wykorzystanie komicznego
potencjalu parodii, a wreszcie podklad popularnych melodii
ludowych i operetkowych. Istotnie zwroty, takie jak "Z tym
najwiekszy jest ambaras,/ Zeby dwoje chcialo naraz", "Bo
paraliz postepowy,/ Najzacniejsze trafia glowy", "Kiedys
taki rozumny,/ Wlazze do trumny" i mnostwo innych, staly
sie niemal przyslowiowe. Mozna tylko miec zal do profesora
Markiewicza, ze na okreslenie tego zjawiska uzywa brzydkiego
rusycyzmu, nazywajac je "skrzydlatymi slowami", podobnie
jak zatytulowal zbior cytatow wydany wespol z Andrzejem
Romanowskim w 1990 roku. Czy nie byloby lepiej okreslic
je tradycyjnie jako wierszyki majace przede wszystkim epigramatyczny
charakter? Nadmienic warto, ze Slowka wydane zostaly
w roku 1988 w prestizowej serii Biblioteki Narodowej, z
naukowym komentarzem i przypisami, stajac sie zaakceptowanym
"klasykiem" literackim, wspomnienia zas Boya z tego okresu,
zebrane w tomie Znaszli ten kraj? (Cyganeria krakowska) (1932) naleza do najcenniejszych dokumentow epoki.
W okresie I wojny swiatowej Zelenski byl lekarzem armii
austriackiej, co nie przeszkodzilo mu zajac sie nastepna
z licznych dziedzin swej tworczosci - przekladami z literatury
francuskiej. W sumie do konca zycia przelozyl 125 utworow
autorstwa 42 pisarzy, przy czym w wielu przypadkach byly
to ogromne powiesci, np. Balzaka czy Stendhala. Haslo Boya
brzmialo: "Mamy wlasnych wspanialych romantykow, uczynmy
sobie z pisarzy francuskich swoich klasykow". Istotnie z
jego warsztatu wyszly tlumaczenia autorow tak odmiennych,
jak Villon i Rabelais, Montaigne i Pascal, Moliere, Wolter
i Diderot, az po Prousta, ale laczylo ich wszystkich to,
co Boy nazywal klasycyzmem - "poczucie miary, smaku i formy".
Nie trzeba dodawac, iz cechy te umial wydobyc w przekladach,
znakomicie dostosowanych stylistycznie i jezykowo do ducha
epoki i indywidualnego charakteru kazdego z pisarzy. W sumie
wprowadzil do polskiej literatury przekladowej kanon literatury
francuskiej do dzisiaj nieprzescigniony, trwaly. Dodatkowym
zyskiem tych zainteresowan byly dwa tomy szkicow krytycznych
oraz ksiazki o Molierze i o Balzaku. Jego osiagniecia w
tej dziedzinie zostaly dostrzezone i uznane stosunkowo wczesnie,
gdy w 1921 r. Uniwersytet Poznanski zaproponowal mu objecie
katedry literatury francuskiej; pomysl z roznych powodow
niestety niezrealizowany az do pamietnego roku 1939, kiedy
to Boy-Zelenski zostal profesorem we Lwowie, o czym przypomniec
przyjdzie za chwile. Na razie przyjal propozycje zupelnie
odmienna, a mianowicie stanowisko kierownika literackiego
Teatru Polskiego w Warszawie, co zaowocowac mialo setkami
recenzji teatralnych, publikowanych przez nastepne lat niemal
dwadziescia, najpierw w gazetach, nastepnie w 18 zbiorach
(ostatni wydany zostal dopiero w 1975 r.), takich m.in.
jak slynny Flirt z Melpomena (1920-1932). I tu, podobnie
jak w satyrycznych wierszykach, Boy blysnal humorem, niejednokrotnie
ironia, czesto gryzaca, zawsze jednak wykazac sie umial
doskonala znajomoscia tematu i bezbledna ocena wystawianej
sztuki, jej autora, rezysera, scenografa czy aktorow. Zamieszczony
w ksiazce duzy zbior fotografii z tych przedstawien przybliza
je dzisiejszemu czytelnikowi.
Ale okres warszawski to nie tylko teatralne recenzje, wstapil
bowiem wtedy Boy w szranki z dwoma poteznymi antagonistami:
katolickim klerem i tradycyjna polonistyka. Jego publicystyczne
wystapienia w obronie prawa do aborcji, samotnych matek
i swobody rozwodow, zebrane nastepnie w tomach Pieklo
kobiet, Dziewice konsystorskie i Nasi okupanci,
wzburzyly przeciwko niemu przede wszystkim prase katolicka
i prawicowa, ale nie zyskaly mu tez przychylnosci na lewicy.
Atakowany byl publicznie, czasem rozsadnie, czesciej zas
z pozycji najbardziej konserwatywnych, a zyskal taka popularnosc,
ze zaden chyba publicysta tych lat nie doczekal sie tak
duzej liczby karykatur jak Boy. Rysowali go czolowi satyrycy Cyrulika Warszawskiego, Muchy i Szpilek,
Maja Berezowska, Zdzislaw Czermanski, Feliks Topolski, Jerzy
Zaruba i inni, a reprodukcje tych nieraz ogromnie zabawnych
karykatur sa licznie prezentowane w ksiazce Markiewicza.
Boje z tradycyjna polonistyka zapoczatkowaly artykuly Boya
wysmiewajace balwochwalczy kult Mickiewicza i przypominajace
szereg nieznanych szerzej faktow z jego zycia, takie chociazby
jak romans z Ksawera Deybel czy tez niszczenie kompromitujacych
dokumentow przez syna poety Wladyslawa Mickiewicza. Zebrane
nastepnie w tomie Brazownicy (1930) - stad przyjelo
sie okreslenie "odbrazowianie" - teksty te wywolaly gwaltowna
reakcje wielu profesorow literatury i krytykow, wsrod ktorych
wyroznil sie napastliwoscia Karol Irzykowski, publikujac
ksiazke Benjaminek (1933), w ktorej oskarzyl Boya
o obnizanie poziomu kultury literackiej, uprawianie gatunkow
posledniej wartosci, a nawet bledy jezykowe. Ataki te nie
wplynely jednak na pozycje pisarza, ktoremu w 1933 r. przyznano
Nagrode Literacka Miasta Warszawy i w tym samym roku przyjeto
do Polskiej Akademii Literatury. W sumie jednak lata 30.,
przedstawione w ksiazce Markiewicza w trzech znakomicie
zrodlowo udokumentowanych rozdzialach, byly dla pisarza
pomyslne, jak zwykle pracowite, pelne planow i nadziei.
Wszystko to przekreslil wybuch wojny.
Nastepne poltora roku spedzone w okupowanym przez Rosjan
Lwowie nalezy do najtrudniejszych, najtragiczniejszych,
a zarazem ciagle do konca nie wyjasnionych rozdzialow zycia
Boya. Znalazlszy sie tam w poczatkach wrzesnia 1939 r. zostal
juz po dwoch miesiacach powolany na stanowisko profesora
literatury francuskiej na wydziale romanistyki Uniwersytetu
Jana Kazimierza, ale juz w pazdzierniku wszedl do Komitetu
Organizacyjnego Zwiazku Pisarzy Radzieckich, potem zas,
konsekwentnie, wchodzil coraz glebiej w scisle przez Rosjan
kontrolowana dzialalnosc kulturalna miasta. Jego postepowanie
wywoluje do dzis bardzo rozbiezne sady. Mamy wiec jawne
oskarzenia o kolaboracje, jak w przypadku umieszczenia nazwiska
pisarza w tytule ksiazki o tym okresie (Jacek Trznadel, Kolaboranci. Tadeusz Boy-Zelenski i grupa komunistycznych
pisarzy we Lwowie 1939-1941, 1998), co wyraznie sugeruje
jego glowna role (a nie np. Wandy Wasilewskiej czy Jerzego
Putramenta). Przewazaja jednak glosy zrownowazone, usprawiedliwiajace,
a nawet wybielajace Boya z tego rodzaju zarzutow. Pisze
Henryk Markiewicz:
"Zgodnosc opinii w tej sprawie jest z wielu powodow nie
do osiagniecia. Relacje o owczesnych zachowaniach, a tym
bardziej motywacjach Boya, sa skape, niedokladne i czesto
z soba sprzeczne. Taktyka wladz sowieckich stwarzala polskim
tworcom znacznie wiecej trudnych do rozstrzygniecia dylematow
sumienia niz dzialania okupantow niemieckich. Na terenach
wschodnich zreszta nie bylo wyraznych dyrektyw podziemia
w sprawie udzialu w legalnych formach zycia naukowego czy
literackiego. Dzisiejsze kryteria oceny moralno-politycznej
tego udzialu i nawet sam sens okreslenia 'kolaboracja' dalekie
sa od jednoznacznosci" (s. 222-223).
Mozna i nalezy z takim stwierdzeniem polemizowac, nie byly
bowiem potrzebne "dyrektywy podziemia", zeby zrozumiec,
co jest dla Polaka postepowaniem uczciwym, a co zaliczac
nalezy do wspolpracy z sowieckim okupantem. Na wspolprace
taka, w mniejszym lub wiekszym stopniu poszlo wielu pisarzy
polskich znajdujacych sie w tym czasie we Lwowie, znane
sa jednak nazwiska ludzi, ktorzy zdecydowanie uchylali sie
od udzialu w podporzadkowanym Rosjanom zyciu publicznym
- najdalszym od "legalnych form" - i woleli wybrac skromna
egzystencje zamiast oficjalnych wyjazdow do Moskwy i dobrze
platnych publikacji w Czerwonym Sztandarze. Mimo
to zgodzic sie trzeba z opinia Markiewicza, gdy pisze, ze
"zarzuty wysuwane przeciw Boyowi w niewielkiej mierze odnosza
sie do jego pisarstwa" (s. 223), jesli pominac sie zechce
publikacje okresu lwowskiego, istotnie maloznaczace wobec
ogromu prac ogloszonych przed wojna.
Zycie pisarza zakonczylo sie tragicznie: wkrotce po wkroczeniu
Niemcow do Lwowa, wraz z grupa profesorow uniwersytetu zostal
aresztowany noca z 3 na 4 lipca 1941 r. i nazajutrz rozstrzelany.
Jego grobu nigdy nie odnaleziono.
Ksiazka Henryka Markiewcza, bezblednie przygotowana naukowo,
napisana zostala w sposob popularnonaukowy, nie tylko przystepny,
ale interesujacy, czystym, prostym jezykiem wolnym od modnych
dzisiaj form udajacych naukowosc, wykladem jasnym i zrozumialym
dla kazdego, nie tylko specjalisty w dziedzinie literatury.
Podczas gdy jej wartosc naukowa podnosi obszerna bibliografia
i indeksy, wydawnictwo czy moze autor opatrzyli ja chyba
nieco nadmiernym materialem ilustracyjnym - na 240 stronicach
druku zamieszczono okolo 400 ilustracji, najczesciej kolorowych,
uzupelniajacych tekst, a takze waznych, nieraz nawet rewelacyjnych
dla poznania srodowiska i zycia Boya-Zelenskiego. I nie
tylko - zamieszczone pod koniec ksiazki zdjecie pomnika
Boya na Plantach krakowskich, odslonietego w 1985 roku,
pokazuje kompromitujacy brak liter i cyfr, najwidoczniej
odpadlych z cokolu. Czy nie mowi to wiele o braku dbalosci
o kulture polska w dzisiejszych czasach?
Ksiazke polecic mozna i nalezy kazdemu, komu jej sprawy
sa bliskie.
-----------------------
Henryk Markiewicz, Boy-Zelenski, seria
"A to Polska wlasnie", Wydawnictwo Dolnoslaskie, Wroclaw
2001, s. 223 plus bibliografia, spis ilustracji, indeks
nazwisk, cena 20 plus 5.50 dol. porto w przypadku zamowienia
z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |