[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (15 czerwca 2001)


MARIAN MARZYNSKI

SNY

1

Wszystko dzieje sie w pralni, ale kiedy zagladam do srodka pralki widze wczorajszy obraz z telewizji: strazacy probuja wyciagnac ze studni 17-miesieczne dziecko, a jednak to jest zwykla pralka, ta ktora wczoraj widzialem w SEARS, gdy Grazyna wybierala zmywarke do naczyn dla Kosiakow, ale kto przy niej stoi?, dwoch filmowcow, Jean de Segonzac i jeszcze ktos, kogo nie znam. Wiem, dlaczego jest ich dwoch: zeby zwiekszyc kosztorys filmu, tak sie stalo z moim filmem dla NOVA, Joel ma mi pomoc zrobic poprawki, ale po co ten drugi? Jean i ten jego drugi wkladaja cos do pralki tlumaczac mi, ze znalezli specjalny olej, ktory po wlaniu do pralki cos wspanialego zrobi, ale co? Okazuje sie, ze oni nie pranie a film robia, na ktory wielkie pieniadze dostali, ale o czym jest ten film nie wiedza, cala ich nadzieja w tym oleju, tak mowi mi Jean, ktory odwiedzil nas z rodzina tydzien temu i opowiadal o filmach dla telewizji, ktore ostatnio nakrecil, a zawsze bylo zabijanie, a ostatnio seks, i ze wreszcie chcialby zrobic cos, co ma sens.

To ja z Grazyna taki film z sensem wczoraj widzielismy, byl zatytulowany Marzenia aniolow i dzial sie we Francji, w Lille. Jak ci sie podoba?, w kinie Music Box pytalem co jakis czas Grazyne, a ona, ze jeszcze nie wie, a ja bylem zachwycony ta fabula, ktora zamieniala sie w dokument, tak jak dobry dokument zamienia sie w fabule, to byly dwie godziny zycia zyciem innych ludzi, oj jak rzadko pojawia sie to na ekranie.

A ze dzialo sie to w Lille, to nastepna sekwencja snu byla u Armanda w domu, przyszlo dziesieciu jego wnukow, a ja odgadywalem ich imiona, po czym sen przeniosl sie do Chicago. Grazyna odbudowala jakis stary hotel, ktory sprzedala uniwersytetowi, a odbudowala ten hotel zamiast odbudowac stara szkole dla murzynskich dzieci, o czym rozmawialismy wczoraj rano, ja, ze ta szkola, Harward School upadnie, jesli jej nie pomozemy, ona ze niech upada, ja ze trzeba przestac zarabiac pieniadze, a w marzenia inwestowac, ona, ze nic sie z Murzynami nie uda.

Reszta snu powstala z innego wczorajszego wydarzenia, podlewalem ogrodek, pod moim ostrym prysznicem znalazla sie osa, ktora postanowilem strumieniem wody zabic, po czym targany wyrzutami sumienia zaczalem ja bez skutku do zycia przywracac, z brzucha na nogi przewracajac, musialo sie to wszystko dostac do ostatniej sceny mojego snu, lezalem w lozku szpitalnym, lekarze robili mi zastrzyki, mial to byc eksperyment przeszczepienia moich genow jakiemus pacjentowi w potrzebie.

2

Sala bankietowa Klubu Polsko-Amerykanskiego w Miami. Sciany wybite brazowa sklejka, na jednej wisi Kosciuszko. Scena pusta, jedna gruba w mikrofon dmucha. Kobiety, stare, chude, sztuczne blondynki, wszystkie od tego samego fryzjera. Mezczyzni nosza brzuchy, na brzuchach szelki. Wszyscy wpatrzeni w scene, na ktorej nic sie nie dzieje, poza gruba, ktora w mikrofon dmucha. Ja, widzac, ze scena pusta, a z mikrofonem doswiadczony, do reki mikrofon biore i mowie, ze prezydent Stanow Zjednoczonych przybedzie tutaj, wiec podniecenie na sali, ale zapomnialem, jaki to prezydent ma byc i gdy juz mam jego nazwisko wymienic, pot mnie oblewa. Szybko przelatuje wszystkich demokratow, ktorzy czesto pojawiaja sie w moich snach, ale zdaje mi sie, ze mial to byc republikanin: Bush albo Reagan, nie wiem ktory.

Stoje tak na scenie, wszyscy sie na mnie patrza i tak mowia: nie mecz sie, jak przyjdzie to bedzie, poczekamy jeszcze. Zapada cisza, przerywa ja jakis donosny glos. Z krzesla podnosi sie mlody mezczyzna ubrany w zielona kurtke zolnierska, jaka nosili demonstranci "Solidarnosci". Mowi, ze nazywa sie Janeczek Sloneczniczek, z gromady Buchatkowo, gmina Osniezyna, powiat Karczochym, tu slysze syki na sali, usiasc mu kaza, zeby oczekiwania na prezydenta nie upupial, i skad on tu sie wzial na Balu Polonii, bez brzucha, bez szelek, bez trwalej ondulacji? Na co ja, ze on wybitnym polskim aktorem jest i my z nim tutaj na scenie przedstawienie zrobimy, na co on, ze z panem Marzynskim wspolpracuje od dawna i ze wspaniale pomysly mamy, na co ja, ze to sie bedzie w Ameryce podobac, na co on cos tam jeszcze, a ja sobie teraz mysle, ze trzeba stad uciekac, bo 1/ on sie im nie spodobal i 2/ zaden prezydent nie przyjedzie.

Wiec on i ja sale bankietowa opuszczamy i korytarzem idziemy miejsca do wysikania sie szukajac, a przed kazda ubikacja dwie sztuczne blondynki w bialych bluzkach i czerwonych spodnicach stoja i tak mowia: zbyt wielu jest na to chetnych, a gdyby kazdemu pozwolic sie wyproznic, to wszyscy opusciliby sale i bal by sie nie odbyl, ale Janeczek i ja trafiamy na drzwi prowadzace do innego korytarza, sciany marmurowe, a tam pelno ubikacji historycznych, ale smrod sie z nich dobywa, po tych podlogach marmurowych woda z gownem zmieszana plynie, muszle stoja tam porcelanowe, ale bardzo wysokie, Janeczek wyzszy, to mu sie udaje, ja dostac do muszli nie moge, wiec z lozka sie zrywam i do lazienki wlasnej, marmurowej, na Collins Avenue, biegne.

3

Ile zmartwien potrzeba, zeby po dlugiej przerwie znow sny sie pojawily? Film o Ani nie przyjety przez "Frontline", klopoty z filmem o Sheppardzie, 222 funty na wadze, a bylo juz 209, a cel mial byc 200 i znow nie moge podniesc ciala, zeby wymarzona jedna mile przebiec, a czulem sie juz tak lekko, wrocilem do Pritikina na dwa tygodnie, spotkalem znajomych nieszczesnikow z cialami swoimi psujacymi sie, Susi do grobu sie przybliza po nowym stroku i tej fali nocnego jedzenia, ktora przybrala z nerwow po tym, jak w Wenezueli wybrali lewicowego prezydenta, zle dla bogatych, Stevowi przybylo 25 funtow, jutro ma przyleciec do niego Rosjanka z Nowego Jorku, prawdziwa dama i mistrzyni blow job.

Spac poszedlem i co we snie widze? Z Tonja na spacer wychodze, a tam pojawia sie wielki bialy pies, czy to nie ten, co jej kawalek futra wygryzl i co jej pozniej sasiad - neurochirurg ze znajoma - chirurgiem sercowym, przyszywali? Tonja za bialym psem uciekla, a do mnie dwoch Murzynow, ale o skorach jasnych (to z filmu o Ani) podchodzi, widzielismy jak zrzucales z okna dwie male doniczki i jak one spadly na ogrod sasiadow, za to, mowia, trzeba sasiada wynagrodzic, ale na razie chodz z nami, idziemy tak, ale juz nie przez Hyde Park, ale w duzym miescie jestesmy, a oni mi kilka nozy pokazuja i ze zabity zostane, jezeli pieniedzmi sie od nich nie wykupie, czyli porwany jestem, a wlasnie przechodzimy przez jezdnie, czy czasem nie jestesmy w Berlinie albo w jakim innym niemieckim miescie (to po ostatnich rozmyslaniach, co dalej z moim berlinskim filmem), a co ja na rogu widze?

Wycieczka jakas stoi, przewodnik polska flaga wywija, wiec Polacy to sa, to ja hyc, do wycieczki sie przylaczam, wsrod grubych polskich bab sie ukrywam, to moje ukrywanie sie przed Niemcami oczywiscie, i tak im mowie: zadzwoncie na 911, bo mordercy mnie gonia, ale baby udaja, ze mnie nie slysza, czyzby tak w przewodniczce zasluchane?, wiec do przewodniczki sie przepycham, a ona nic nie mowi, tylko rekami znaki pokazuje, wiec juz wiem, ze to wycieczka gluchoniemych i pomocy od nich nie dostane, jedyne co mi zostalo, to ukryc sie w tych gluchoniemych cialach, wiec na kolanach siedze i nogi gluchoniemych bab ogladam, a co chwila ktoras mnie lekko kopnie, zebym sie nie wyglupial, a co bedzie jak wycieczka ruszy?

I rzeczywiscie, na dworzec ruszyli, ja z nimi po dworcu biegam i telefonu szukam, zeby 911 wykrecic, ale ani monety nie mam, ani telefon nie dziala, a przez szybe widze tabliczke z nazwa ulicy Kutzbuhel, wiec juz na pewno wsrod Niemcow jestem, przed smiercia uciekam i zadna policja mi nie pomoze, z dworca na ulice wychodze, na Murzynow sie natykam i teraz jedyne, co mi zostalo, to sie ze snu obudzic.

4

Mama, Grazyna, Ania i ja to byly postacie tego snu, a zaczal sie tak, ze Mama, Grazyna i ja gdzies bylismy, a gdzie nie wiadomo, ale nie w domu, tylko u ludzi, w jakims miescie, chyba w Kopenhadze, i nagle dowiedzielismy sie, ze odbedzie sie Ani slub i mamy tam przyjechac, ja wyskoczylem na ulice w ubraniu lyzwiarza, a wlasciwie caly bylem jedna wielka lyzwa, bo slizgac sie moglem nie tylko na stojaco, ale na plecach, na brzuchu, na bokach i tak przemierzalem miasto naprzeciw samochodom i autobusom, ktore zawsze cudownie wymijalem, ale tak slizgajac sie po tym miescie, pojecia nie mialem dokad sie slizgam i gdzie ten slub Ani ma sie odbyc.

Pewnie Mama wie, a ona na ten slub tez sie wybierala przepychajac sie miedzy samochodami, prowadzac olbrzymia ciezarowke, na ktorej stal przenosny dom amerykanski szerokosci calej jezdni, mama siedziala w kuchni i stamtad ten dom prowadzila nie widzac ani ulicy, ani samochodow, a ja z nia jechalem i do jakiegos hotelu dzwonilismy, chyba to byl dunski hotel, mieli tylko jeden pokoj, ale bez wody i ubikacji i za 200 dolarow, dalej jechalismy na ten slub Ani, ale teraz Ania byla z nami, ja w majtkach kapielowych i bialej koszuli, a jechalismy zatloczonym autobusem, Grazyna obok mnie: dlaczego sie nie ubrales, wszystko ci przygotowalam.

Rzeczywiscie przypomnialem sobie pokoj, w ktorym Grazyna ulozyla setki skarpetek, spodni, koszul, krawatow, butow, a na kazdej kupce tych ubran karteczka byla z instrukcja, co i jak zalozyc, ale mnie w tym autobusie tylko jedna rzecz interesowala, za kogo Ania za maz wychodzi, wiec pytam jej, czy czarny, bo tego Grazyna sie bala, a ona, ze bialy jest, ale maly jest i inne ma problemy, o ktorych mowic teraz nie bedzie, ale jakie, ja pytam, fizyczne, psychiczne, medyczne?, mial wypadek mowi Ania, ale nie powie jaki, a ja sie pytam, czy cos zlamal, a Ania tylko sie smieje i mowi zobaczysz na miejscu, jestesmy teraz na miejscu, ale co to za miejsce?, male zydowskie miasteczko?, wielka dekoracja filmowa, taka jakie kiedys w Hollywood budowano?

Ide szybko glowna ulica tego miasteczka-dekoracji, restauracje mijam, przed nimi Zydzi piwo pija, inni tancza do chasydzkiej muzyki, spotykam Jeana, mojego dawnego operatora i Scotta, jego dzwiekowca, oboje w lyzwiarskich strojach, jeden slizga sie z kamera, drugi z magnetofonem, sa szczesliwi, ze beda znowu ze mna pracowac, ale co my filmujemy?, slub Ani czy film o jakims morderstwie, ktore mialo miejsce 50 lat temu (moj ostatni film dla NOVA o morderstwie zony dr. Shepparda, tego z filmu The Fugitive)? Okazuje sie, ze jedno i drugie.

Wpadamy najpierw do wielkiej kuchni, gdzie wszyscy juz na nas czekaja, puszczaja jakas zydowska muzyke i jeden za drugim zaczynaja gotowac, a ja im mowie, zeby grac nie przestawali, bo do sali tanca na filmowanie teraz sie udajemy i rzeczywiscie wpadamy tam na Anie i jej Pana Mlodego, a on blondynek, kedzierzawy, malej wysokosci, jak ja zapomnial sie na slub ubrac, biala koszula wystaje mu spod majtek gimnastycznych, tylko Ania w bialej sukni, a reszta gosci nieubranych, jakby przed chwila o slubie sie dowiedzieli, Grazyna cieszy sie, ze bialy, a mnie Jean z sali wypycha, bo nastepna scene mamy krecic, teraz jestesmy na szosie za miastem, on do tylu z kamera sie slizga, ja z nim, a przed kamera mloda kobieta w sukni bialej, zanoszaca sie placzem biegnie i opowiada jak to 50 lat temu zabito jej meza w samochodzie na tej drodze.

Slizgamy sie tak i slizgamy, a co widzimy?, na drodze stoi potrzaskany samochod, kobieta zatrzymuje sie, my tez i ja szczesliwy do Jeana mowie, ze scene swietna mamy, a teraz na slub Ani wracac mozemy, ale tego juz nie dosnilem z powodu tej przekletej mojej prostaty.

5

Gdy zycie ku koncowi sie zbliza, a kazdy dobry jego moment, kazdy spryt wykazany, kazda wyobraznia co na dobre wyszla, kazda przezornosc, kazda odwaga, kazda chytrosc udana, kazde wyrzeczenie, kazda praca ciezka, ale kosztem zdrowia i nerwow wydajna, gdy wszystko to w oszczednosci sie zamienilo, pytanie powstaje: co z pieniedzmi zrobic?, takie pytanie w sluchawce z Baltimore zadaje mi Jankiel Rubin i tak mowi: lepiej ciepla reka pieniadze dac niz zimna, czyli chodzi mu o to, ze zywy z pieniedzmi rozstac by sie chcial, a jednak cos mu rozstac sie z nimi nie pozwala, czy to ze waznosc swoja straci?, ze zycie swoje cale przekresli?, ze jemu tak ciezko pieniadze przychodzily, a innym tak latwo przyjda?, a moze i jemu lekko przychodzily, ale on woli, ze ciezko?, tak czy inaczej pytanie, co zrobic z pieniedzmi z glowy mu nie wychodzi, wiec tak mnie pyta: kiedy do Polski jedziesz i czy bys nie zabral mnie ze soba, bo ja za stary juz jestem (87 ma lat i rady sobie nie da), Kozlowskiego wnukom pieniadze chce zostawic, ale z myslami, ile im zostawic sie bije, chyba juz z dziesiec razy mnie o to pytal, ale zapomnial, to jest starosci wdziek, wiec mysli Jankiel, ze nowosc to dla mnie jest i znow mi swoja wojenna historie opowiada: za Niemcow starzy Kozlowscy w stodole przez rok go chowali, ale z przerwami, na dole Kozlowscy swinie trzymali, przegrode na strychu Kozlowski zrobil, jedzenie i picie tam jemu i bratu jego Szymonowi, a potem jak brata Niemcy zabili to koledze jego Niomke, pani Kozlowska przynosila, nie bylo tak, zeby dzbanek pelen wody nie stal, przez szpare on z bratem, a potem z Niomke, Niemcow wypatrywali, a jak wypatrzyli to do lasu uciekli, potem do Kozlowskich wracali i znow pani Kozlowska jedzenie do stodoly przynosila, aniol to byl nie czlowiek, mowi Jankiel i pyta: wiec wiele im zostawic?, jest tam ich jedenastu wnukow, po sto, po dwiescie im zostawic? A ja na to: sto?, dwiescie?, co ty Jankiel wygadujesz?, po tysiac im zostaw, do banku im odloz, jak osiemnascie lat skoncza na studia beda mieli, dobrze, po tysiac im zostawie, zeby pamietali co dziadek Kozlowski dla Jankiela zrobil i jak ten Zyd mu wynagrodzil.

6

Przy stole siedzi i bejgle zajada trzech przyjezdnych artystow, jeden polski emigrant, ale z innego kraju, dwoch krajowych, komiwojazerstwem sie trudnia, "na Zachod" polski towar kulturalny woza, to jakis koncercik dadza, to znow za piecset dolarow ze "szkoly polskiej" filmik studentom pokaza , tu popatrza, tam popatrza, mysli "z Zachodu" w glowach zanotuja, nowe telefony i imejle zapisza, "czeka" dostali i po trzech dniach Ameryki odkrywania, z podwojnym dzetlagiem na karku do ojczyzny wroca, zeby tam nowy "wypad na Zachod" przygotowac, ale zanim tu wroca, polskim telewidzom "jak na calym swiecie jest" opowiedza.

Gdy ja sie tak na nich, bejgle zujacych, gapie, jednemu z tych trzech, a on najwiecej telewidzom o "calym swiecie" opowiada, takie pytanie zadaje: a w jakich krajach NIE BYLES ty?, on wielkim chacha na to zareaguje i nowo powstale republiki afrykanskie bedzie wymienial, a potem oczko do tamtych pusci, bo oni wiedza, gdzie on byl czy nie byl, ale rowniez to oczko dla mnie przeznaczone, wiec wyzna, chachacha, ze w Albanii tez nie byl, gdy tak sie krajow, w ktorych nie byl, ale na ogol byl, nawymienial, na Ameryke wyroki bedzie wydawal, w tym roku byl tu juz szesc razy.

Po pierwsze, ogladajac transmisje z przewracania pewnego plotu, za ktorym na temat globalizacji zebraly sie glowy panstw, on smierc dziennikarstwa amerykanskiego zauwazyl i tak o tym swoim studentom w Warszawie opowie: dlaczego ten plot przewracali on sie nie dowiedzial i wtedy pomyslal sobie, ze oddzielanie po amerykansku informacji od komentarza sensu nie ma, kiedys sie myslalo, ze ma, a juz nie, wiec wy informacje z komentarzem mieszajcie, ogladac sie na Amerykanow nie ma co, powie ten znawca Ameryki, zapominajac juz, a pamietac powinien, poznalismy sie czterdziesci lat temu, ze na tym wlasnie dziennikarstwo sowieckie polegalo.

Na uniwersytecie w Kalifornii roboty ogladal, jeden z nich dla emerytow jest przeznaczony, odkurzy, wanny kurek odkreci, herbaty naleje, chleb maslem posmaruje, to wszystko mu naukowcy pokazywali, ale o najwazniejszym tylko w wielkim sekrecie powiedzieli, a on ten sekret telewidzom polskim wyjawi: starsi Amerykanie lubia opowiadac historie swojego zycia, ale nikt juz na okolo sluchac tych historii nie chce i dlatego robot jest im do sluchania potrzebny, tak fantazjuje dalej polski artysta, wiec nie tylko bedzie ten robot udawal czlowieka i staruszkow sluchal, ale gdy taki amerykanski staruszek, sprobuje powtorzyc cos, co juz robotowi powiedzial, robot sie zorientuje i odpowie mu: "to juz slyszalem, opowiedz cos nowego".

Po obaleniu dziennikarstwa i z robotow sie wysmianiu, za film sie zabral, on tylko filmy "gleboko myslace" i dla "gleboko myslacych" widzow ceni, takie w Ameryce nie istnieja, wiec zabralismy sie do szukania tych nieamerykanskich, ale "gleboko myslacych", mojej zonie wymsknelo sie, ze ostatnio wzruszyla sie pewnym iranskim filmem, na co on okiem w nia lypnie i tak do niej: nieraz wlasnych emocji trzeba sie wstydzic, jezeli "gleboko myslace" nie sa, w tym przypadku film byl slabiutki, nie ogladal, wie.

Wiec jak to z tym wstydzeniem sie wlasnych emocji jest, zony broniac, pytam go sie, ano tak, odpowiada polski artysta, gdy bajgle juz z koszyka sprzatniete, jakze czesto, przechodzac przez ulice i wyprzedzajac wolno kroczaca staruszke, chcielibysmy ja popchnac, zeby na asfalt upadla i drogi nam nie zagradzala, a jednak nie damy sobie tej emocji popuscic.

7

Grazyna z psem do Miami leciala, ale ponizej 45 stopni linia lotnicza psow nie zabiera, raz pies pewien na kosc zamarzl i milionow odszkodowania zazadano, wiec Bartek, ktory w Chicago byl, dalmatynke nasza Tonje do Bostonu samochodem wiezie a tam, w Bostonie, pies nasz kota jego Otto gryzie, podlogi podrapali, slady krwi i posiusiania, do Miami chca Tonje odeslac, ale za zimno jest i na samolot nie wezma, chyba ze weterynarz odpowiedzialnosc wezmie, pierwszy odmowil, drugi za 35 dolarow wzial.

Tonja na Floryde przyjechala, a Grazyna tak do mnie mowi: a moze bysmy psa Slawkowi oddali, on tak ja chce miec, a nam tyle ona klopotow robi, a ja na to, ze dzieci z domu wyszly i jak sie nie bedziemy mieli kim opiekowac, zycie sie nasze skonczy.

Wtedy telefon z Nowej Zelandii zadzwonil i znow od zony to samo uslyszalem: skoncz z tym W!, a bylo tak, ze 42 lata temu, w Polsce ja wize do Francji mu zalatwilem, on samochod mial, do Paryza sie wybralismy, ja rodzine odwiedzic, on corce lalke kupic ale i na kurwy pojsc, poklocilismy sie w drodze, bo W. skapy byl, na zwiedzaniu oszczedzal, w hotelach zatrzymywac sie nie chcial, byle predzej do Paryza, bo tam aparat fotograficzny i lniane przescieradla sprzeda, lalke oraz innego towaru nabierze, z kurwami sie zada i do domu wroci, gdzie jako chirurg z zona swoja ginekologiem skrobanki beda robic, a byly nielegalne i tak sie mowilo w Warszawie: "sto piczek i moskwiczek", co znaczylo, ze za sto skrobanek rosyjski samochod marki Moskwicz mozna bylo kupic.

25 lat minelo od tamtej podrozy i ja W. w Ameryce spotkalem, a on tak na Ameryke narzekal: ja najlepszy chirurg jestem, 20 tysiecy samych wyrostkow wycialem, tutejsi roboty nie znaja, a mnie jak operowac ucza, tak mowil W. zanim do Nowej Zelandii sie przeniosl, tam roboty nie dostal, raz do Papuasow operowac jezdzi, a raz do rezerwatow indianskich w Ameryce, a wtedy do nas wpadnie i tak powie: ty najblizszym moim przyjacielem jestes, dlaczego nigdy nie dzwonisz?

Jaki ty przyjaciel jestes?, mysle sobie, ty na republikanow, ja na demokratow glosuje, ty za kara smierci jestes, ja przeciwko, ty bezdomnych gazem bys wytrul, a pederastow na inna planete wyslal, ty, chociaz niby Zydow lubisz, bo w glowie maja, wszystkich innych nie-bialych scierpiec nie mozesz, sam powiedziales, ze w twoim wieku rasista sie zostaje, Papuasom ty bys jaja powycinal, zeby rozmnazac sie przestali, jaki ty przyjaciel?

Podnioslem sluchawke, a w niej glos W.: z Nowej Zelandii do Australii sie przenosimy, tam inteligentniejsi ludzie, na Nowy Rok milioner nas na swoj jacht zaprosil, 4 miliony warty, w zatoce teraz plyniemy, a ty?, znow przez rok do mnie nie dzwoniles!

------------------------------------------------------------------------------

Autor jest rezyserem filmowym i producentem filmow dokumentalnych dla PBS i innych sieci telewizyjnych. Przyjechal do Stanow Zjednoczonych w roku 1972 zaangazowany jako profesor filmu w Rhode Island School of Design. Mieszka w Chicago. Opublikowane fragmenty pochodza z przygotowywanej do druku ksiazki Sny.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail