MARIAN MARZYNSKI
SNY
1
Wszystko dzieje sie w pralni, ale kiedy zagladam do srodka
pralki widze wczorajszy obraz z telewizji: strazacy probuja
wyciagnac ze studni 17-miesieczne dziecko, a jednak to jest
zwykla pralka, ta ktora wczoraj widzialem w SEARS, gdy Grazyna
wybierala zmywarke do naczyn dla Kosiakow, ale kto przy
niej stoi?, dwoch filmowcow, Jean de Segonzac i jeszcze
ktos, kogo nie znam. Wiem, dlaczego jest ich dwoch: zeby
zwiekszyc kosztorys filmu, tak sie stalo z moim filmem dla
NOVA, Joel ma mi pomoc zrobic poprawki, ale po co ten drugi?
Jean i ten jego drugi wkladaja cos do pralki tlumaczac mi,
ze znalezli specjalny olej, ktory po wlaniu do pralki cos
wspanialego zrobi, ale co? Okazuje sie, ze oni nie pranie
a film robia, na ktory wielkie pieniadze dostali, ale o
czym jest ten film nie wiedza, cala ich nadzieja w tym oleju,
tak mowi mi Jean, ktory odwiedzil nas z rodzina tydzien
temu i opowiadal o filmach dla telewizji, ktore ostatnio
nakrecil, a zawsze bylo zabijanie, a ostatnio seks, i ze
wreszcie chcialby zrobic cos, co ma sens.
To ja z Grazyna taki film z sensem wczoraj widzielismy,
byl zatytulowany Marzenia aniolow i dzial sie we
Francji, w Lille. Jak ci sie podoba?, w kinie Music Box
pytalem co jakis czas Grazyne, a ona, ze jeszcze nie wie,
a ja bylem zachwycony ta fabula, ktora zamieniala sie w
dokument, tak jak dobry dokument zamienia sie w fabule,
to byly dwie godziny zycia zyciem innych ludzi, oj jak rzadko
pojawia sie to na ekranie.
A ze dzialo sie to w Lille, to nastepna sekwencja snu byla
u Armanda w domu, przyszlo dziesieciu jego wnukow, a ja
odgadywalem ich imiona, po czym sen przeniosl sie do Chicago.
Grazyna odbudowala jakis stary hotel, ktory sprzedala uniwersytetowi,
a odbudowala ten hotel zamiast odbudowac stara szkole dla
murzynskich dzieci, o czym rozmawialismy wczoraj rano, ja,
ze ta szkola, Harward School upadnie, jesli jej nie pomozemy,
ona ze niech upada, ja ze trzeba przestac zarabiac pieniadze,
a w marzenia inwestowac, ona, ze nic sie z Murzynami nie
uda.
Reszta snu powstala z innego wczorajszego wydarzenia, podlewalem
ogrodek, pod moim ostrym prysznicem znalazla sie osa, ktora
postanowilem strumieniem wody zabic, po czym targany wyrzutami
sumienia zaczalem ja bez skutku do zycia przywracac, z brzucha
na nogi przewracajac, musialo sie to wszystko dostac do
ostatniej sceny mojego snu, lezalem w lozku szpitalnym,
lekarze robili mi zastrzyki, mial to byc eksperyment przeszczepienia
moich genow jakiemus pacjentowi w potrzebie.
2
Sala bankietowa Klubu Polsko-Amerykanskiego w Miami. Sciany
wybite brazowa sklejka, na jednej wisi Kosciuszko. Scena
pusta, jedna gruba w mikrofon dmucha. Kobiety, stare, chude,
sztuczne blondynki, wszystkie od tego samego fryzjera. Mezczyzni
nosza brzuchy, na brzuchach szelki. Wszyscy wpatrzeni w
scene, na ktorej nic sie nie dzieje, poza gruba, ktora w
mikrofon dmucha. Ja, widzac, ze scena pusta, a z mikrofonem
doswiadczony, do reki mikrofon biore i mowie, ze prezydent
Stanow Zjednoczonych przybedzie tutaj, wiec podniecenie
na sali, ale zapomnialem, jaki to prezydent ma byc i gdy
juz mam jego nazwisko wymienic, pot mnie oblewa. Szybko
przelatuje wszystkich demokratow, ktorzy czesto pojawiaja
sie w moich snach, ale zdaje mi sie, ze mial to byc republikanin:
Bush albo Reagan, nie wiem ktory.
Stoje tak na scenie, wszyscy sie na mnie patrza i tak mowia:
nie mecz sie, jak przyjdzie to bedzie, poczekamy jeszcze.
Zapada cisza, przerywa ja jakis donosny glos. Z krzesla
podnosi sie mlody mezczyzna ubrany w zielona kurtke zolnierska,
jaka nosili demonstranci "Solidarnosci". Mowi, ze nazywa
sie Janeczek Sloneczniczek, z gromady Buchatkowo, gmina
Osniezyna, powiat Karczochym, tu slysze syki na sali, usiasc
mu kaza, zeby oczekiwania na prezydenta nie upupial, i skad
on tu sie wzial na Balu Polonii, bez brzucha, bez szelek,
bez trwalej ondulacji? Na co ja, ze on wybitnym polskim
aktorem jest i my z nim tutaj na scenie przedstawienie zrobimy,
na co on, ze z panem Marzynskim wspolpracuje od dawna i
ze wspaniale pomysly mamy, na co ja, ze to sie bedzie w
Ameryce podobac, na co on cos tam jeszcze, a ja sobie teraz
mysle, ze trzeba stad uciekac, bo 1/ on sie im nie spodobal
i 2/ zaden prezydent nie przyjedzie.
Wiec on i ja sale bankietowa opuszczamy i korytarzem idziemy
miejsca do wysikania sie szukajac, a przed kazda ubikacja
dwie sztuczne blondynki w bialych bluzkach i czerwonych
spodnicach stoja i tak mowia: zbyt wielu jest na to chetnych,
a gdyby kazdemu pozwolic sie wyproznic, to wszyscy opusciliby
sale i bal by sie nie odbyl, ale Janeczek i ja trafiamy
na drzwi prowadzace do innego korytarza, sciany marmurowe,
a tam pelno ubikacji historycznych, ale smrod sie z nich
dobywa, po tych podlogach marmurowych woda z gownem zmieszana
plynie, muszle stoja tam porcelanowe, ale bardzo wysokie,
Janeczek wyzszy, to mu sie udaje, ja dostac do muszli nie
moge, wiec z lozka sie zrywam i do lazienki wlasnej, marmurowej,
na Collins Avenue, biegne.
3
Ile zmartwien potrzeba, zeby po dlugiej przerwie znow sny
sie pojawily? Film o Ani nie przyjety przez "Frontline",
klopoty z filmem o Sheppardzie, 222 funty na wadze, a bylo
juz 209, a cel mial byc 200 i znow nie moge podniesc ciala,
zeby wymarzona jedna mile przebiec, a czulem sie juz tak
lekko, wrocilem do Pritikina na dwa tygodnie, spotkalem
znajomych nieszczesnikow z cialami swoimi psujacymi sie,
Susi do grobu sie przybliza po nowym stroku i tej fali nocnego
jedzenia, ktora przybrala z nerwow po tym, jak w Wenezueli
wybrali lewicowego prezydenta, zle dla bogatych, Stevowi
przybylo 25 funtow, jutro ma przyleciec do niego Rosjanka
z Nowego Jorku, prawdziwa dama i mistrzyni blow job.
Spac poszedlem i co we snie widze? Z Tonja na spacer wychodze,
a tam pojawia sie wielki bialy pies, czy to nie ten, co
jej kawalek futra wygryzl i co jej pozniej sasiad - neurochirurg
ze znajoma - chirurgiem sercowym, przyszywali? Tonja za
bialym psem uciekla, a do mnie dwoch Murzynow, ale o skorach
jasnych (to z filmu o Ani) podchodzi, widzielismy jak zrzucales
z okna dwie male doniczki i jak one spadly na ogrod sasiadow,
za to, mowia, trzeba sasiada wynagrodzic, ale na razie chodz
z nami, idziemy tak, ale juz nie przez Hyde Park, ale w
duzym miescie jestesmy, a oni mi kilka nozy pokazuja i ze
zabity zostane, jezeli pieniedzmi sie od nich nie wykupie,
czyli porwany jestem, a wlasnie przechodzimy przez jezdnie,
czy czasem nie jestesmy w Berlinie albo w jakim innym niemieckim
miescie (to po ostatnich rozmyslaniach, co dalej z moim
berlinskim filmem), a co ja na rogu widze?
Wycieczka jakas stoi, przewodnik polska flaga wywija, wiec
Polacy to sa, to ja hyc, do wycieczki sie przylaczam, wsrod
grubych polskich bab sie ukrywam, to moje ukrywanie sie
przed Niemcami oczywiscie, i tak im mowie: zadzwoncie na
911, bo mordercy mnie gonia, ale baby udaja, ze mnie nie
slysza, czyzby tak w przewodniczce zasluchane?, wiec do
przewodniczki sie przepycham, a ona nic nie mowi, tylko
rekami znaki pokazuje, wiec juz wiem, ze to wycieczka gluchoniemych
i pomocy od nich nie dostane, jedyne co mi zostalo, to ukryc
sie w tych gluchoniemych cialach, wiec na kolanach siedze
i nogi gluchoniemych bab ogladam, a co chwila ktoras mnie
lekko kopnie, zebym sie nie wyglupial, a co bedzie jak wycieczka
ruszy?
I rzeczywiscie, na dworzec ruszyli, ja z nimi po dworcu
biegam i telefonu szukam, zeby 911 wykrecic, ale ani monety
nie mam, ani telefon nie dziala, a przez szybe widze tabliczke
z nazwa ulicy Kutzbuhel, wiec juz na pewno wsrod Niemcow
jestem, przed smiercia uciekam i zadna policja mi nie pomoze,
z dworca na ulice wychodze, na Murzynow sie natykam i teraz
jedyne, co mi zostalo, to sie ze snu obudzic.
4
Mama, Grazyna, Ania i ja to byly postacie tego snu, a zaczal
sie tak, ze Mama, Grazyna i ja gdzies bylismy, a gdzie nie
wiadomo, ale nie w domu, tylko u ludzi, w jakims miescie,
chyba w Kopenhadze, i nagle dowiedzielismy sie, ze odbedzie
sie Ani slub i mamy tam przyjechac, ja wyskoczylem na ulice
w ubraniu lyzwiarza, a wlasciwie caly bylem jedna wielka
lyzwa, bo slizgac sie moglem nie tylko na stojaco, ale na
plecach, na brzuchu, na bokach i tak przemierzalem miasto
naprzeciw samochodom i autobusom, ktore zawsze cudownie
wymijalem, ale tak slizgajac sie po tym miescie, pojecia
nie mialem dokad sie slizgam i gdzie ten slub Ani ma sie
odbyc.
Pewnie Mama wie, a ona na ten slub tez sie wybierala przepychajac
sie miedzy samochodami, prowadzac olbrzymia ciezarowke,
na ktorej stal przenosny dom amerykanski szerokosci calej
jezdni, mama siedziala w kuchni i stamtad ten dom prowadzila
nie widzac ani ulicy, ani samochodow, a ja z nia jechalem
i do jakiegos hotelu dzwonilismy, chyba to byl dunski hotel,
mieli tylko jeden pokoj, ale bez wody i ubikacji i za 200
dolarow, dalej jechalismy na ten slub Ani, ale teraz Ania
byla z nami, ja w majtkach kapielowych i bialej koszuli,
a jechalismy zatloczonym autobusem, Grazyna obok mnie: dlaczego
sie nie ubrales, wszystko ci przygotowalam.
Rzeczywiscie przypomnialem sobie pokoj, w ktorym Grazyna
ulozyla setki skarpetek, spodni, koszul, krawatow, butow,
a na kazdej kupce tych ubran karteczka byla z instrukcja,
co i jak zalozyc, ale mnie w tym autobusie tylko jedna rzecz
interesowala, za kogo Ania za maz wychodzi, wiec pytam jej,
czy czarny, bo tego Grazyna sie bala, a ona, ze bialy jest,
ale maly jest i inne ma problemy, o ktorych mowic teraz
nie bedzie, ale jakie, ja pytam, fizyczne, psychiczne, medyczne?,
mial wypadek mowi Ania, ale nie powie jaki, a ja sie pytam,
czy cos zlamal, a Ania tylko sie smieje i mowi zobaczysz
na miejscu, jestesmy teraz na miejscu, ale co to za miejsce?,
male zydowskie miasteczko?, wielka dekoracja filmowa, taka
jakie kiedys w Hollywood budowano?
Ide szybko glowna ulica tego miasteczka-dekoracji, restauracje
mijam, przed nimi Zydzi piwo pija, inni tancza do chasydzkiej
muzyki, spotykam Jeana, mojego dawnego operatora i Scotta,
jego dzwiekowca, oboje w lyzwiarskich strojach, jeden slizga
sie z kamera, drugi z magnetofonem, sa szczesliwi, ze beda
znowu ze mna pracowac, ale co my filmujemy?, slub Ani czy
film o jakims morderstwie, ktore mialo miejsce 50 lat temu
(moj ostatni film dla NOVA o morderstwie zony dr. Shepparda,
tego z filmu The Fugitive)? Okazuje sie, ze
jedno i drugie.
Wpadamy najpierw do wielkiej kuchni, gdzie wszyscy juz
na nas czekaja, puszczaja jakas zydowska muzyke i jeden
za drugim zaczynaja gotowac, a ja im mowie, zeby grac nie
przestawali, bo do sali tanca na filmowanie teraz sie udajemy
i rzeczywiscie wpadamy tam na Anie i jej Pana Mlodego, a
on blondynek, kedzierzawy, malej wysokosci, jak ja zapomnial
sie na slub ubrac, biala koszula wystaje mu spod majtek
gimnastycznych, tylko Ania w bialej sukni, a reszta gosci
nieubranych, jakby przed chwila o slubie sie dowiedzieli,
Grazyna cieszy sie, ze bialy, a mnie Jean z sali wypycha,
bo nastepna scene mamy krecic, teraz jestesmy na szosie
za miastem, on do tylu z kamera sie slizga, ja z nim, a
przed kamera mloda kobieta w sukni bialej, zanoszaca sie
placzem biegnie i opowiada jak to 50 lat temu zabito jej
meza w samochodzie na tej drodze.
Slizgamy sie tak i slizgamy, a co widzimy?, na drodze stoi
potrzaskany samochod, kobieta zatrzymuje sie, my tez i ja
szczesliwy do Jeana mowie, ze scene swietna mamy, a teraz
na slub Ani wracac mozemy, ale tego juz nie dosnilem z powodu
tej przekletej mojej prostaty.
5
Gdy zycie ku koncowi sie zbliza, a kazdy dobry jego moment,
kazdy spryt wykazany, kazda wyobraznia co na dobre wyszla,
kazda przezornosc, kazda odwaga, kazda chytrosc udana, kazde
wyrzeczenie, kazda praca ciezka, ale kosztem zdrowia i nerwow
wydajna, gdy wszystko to w oszczednosci sie zamienilo, pytanie
powstaje: co z pieniedzmi zrobic?, takie pytanie w sluchawce
z Baltimore zadaje mi Jankiel Rubin i tak mowi: lepiej ciepla
reka pieniadze dac niz zimna, czyli chodzi mu o to, ze zywy
z pieniedzmi rozstac by sie chcial, a jednak cos mu rozstac
sie z nimi nie pozwala, czy to ze waznosc swoja straci?,
ze zycie swoje cale przekresli?, ze jemu tak ciezko pieniadze
przychodzily, a innym tak latwo przyjda?, a moze i jemu
lekko przychodzily, ale on woli, ze ciezko?, tak czy inaczej
pytanie, co zrobic z pieniedzmi z glowy mu nie wychodzi,
wiec tak mnie pyta: kiedy do Polski jedziesz i czy bys nie
zabral mnie ze soba, bo ja za stary juz jestem (87 ma lat
i rady sobie nie da), Kozlowskiego wnukom pieniadze chce
zostawic, ale z myslami, ile im zostawic sie bije, chyba
juz z dziesiec razy mnie o to pytal, ale zapomnial, to jest
starosci wdziek, wiec mysli Jankiel, ze nowosc to dla mnie
jest i znow mi swoja wojenna historie opowiada: za Niemcow
starzy Kozlowscy w stodole przez rok go chowali, ale z przerwami,
na dole Kozlowscy swinie trzymali, przegrode na strychu
Kozlowski zrobil, jedzenie i picie tam jemu i bratu jego
Szymonowi, a potem jak brata Niemcy zabili to koledze jego
Niomke, pani Kozlowska przynosila, nie bylo tak, zeby dzbanek
pelen wody nie stal, przez szpare on z bratem, a potem z
Niomke, Niemcow wypatrywali, a jak wypatrzyli to do lasu
uciekli, potem do Kozlowskich wracali i znow pani Kozlowska
jedzenie do stodoly przynosila, aniol to byl nie czlowiek,
mowi Jankiel i pyta: wiec wiele im zostawic?, jest tam ich
jedenastu wnukow, po sto, po dwiescie im zostawic? A ja
na to: sto?, dwiescie?, co ty Jankiel wygadujesz?, po tysiac
im zostaw, do banku im odloz, jak osiemnascie lat skoncza
na studia beda mieli, dobrze, po tysiac im zostawie, zeby
pamietali co dziadek Kozlowski dla Jankiela zrobil i jak
ten Zyd mu wynagrodzil.
6
Przy stole siedzi i bejgle zajada trzech przyjezdnych artystow,
jeden polski emigrant, ale z innego kraju, dwoch krajowych,
komiwojazerstwem sie trudnia, "na Zachod" polski towar kulturalny
woza, to jakis koncercik dadza, to znow za piecset dolarow
ze "szkoly polskiej" filmik studentom pokaza , tu popatrza,
tam popatrza, mysli "z Zachodu" w glowach zanotuja, nowe
telefony i imejle zapisza, "czeka" dostali i po trzech dniach
Ameryki odkrywania, z podwojnym dzetlagiem na karku do ojczyzny
wroca, zeby tam nowy "wypad na Zachod" przygotowac, ale
zanim tu wroca, polskim telewidzom "jak na calym swiecie
jest" opowiedza.
Gdy ja sie tak na nich, bejgle zujacych, gapie, jednemu
z tych trzech, a on najwiecej telewidzom o "calym swiecie"
opowiada, takie pytanie zadaje: a w jakich krajach NIE BYLES
ty?, on wielkim chacha na to zareaguje i nowo powstale republiki
afrykanskie bedzie wymienial, a potem oczko do tamtych pusci,
bo oni wiedza, gdzie on byl czy nie byl, ale rowniez to
oczko dla mnie przeznaczone, wiec wyzna, chachacha, ze w
Albanii tez nie byl, gdy tak sie krajow, w ktorych nie byl,
ale na ogol byl, nawymienial, na Ameryke wyroki bedzie wydawal,
w tym roku byl tu juz szesc razy.
Po pierwsze, ogladajac transmisje z przewracania pewnego
plotu, za ktorym na temat globalizacji zebraly sie glowy
panstw, on smierc dziennikarstwa amerykanskiego zauwazyl
i tak o tym swoim studentom w Warszawie opowie: dlaczego
ten plot przewracali on sie nie dowiedzial i wtedy pomyslal
sobie, ze oddzielanie po amerykansku informacji od komentarza
sensu nie ma, kiedys sie myslalo, ze ma, a juz nie, wiec
wy informacje z komentarzem mieszajcie, ogladac sie na Amerykanow
nie ma co, powie ten znawca Ameryki, zapominajac juz, a
pamietac powinien, poznalismy sie czterdziesci lat temu,
ze na tym wlasnie dziennikarstwo sowieckie polegalo.
Na uniwersytecie w Kalifornii roboty ogladal, jeden z nich
dla emerytow jest przeznaczony, odkurzy, wanny kurek odkreci,
herbaty naleje, chleb maslem posmaruje, to wszystko mu naukowcy
pokazywali, ale o najwazniejszym tylko w wielkim sekrecie
powiedzieli, a on ten sekret telewidzom polskim wyjawi:
starsi Amerykanie lubia opowiadac historie swojego zycia,
ale nikt juz na okolo sluchac tych historii nie chce i dlatego
robot jest im do sluchania potrzebny, tak fantazjuje dalej
polski artysta, wiec nie tylko bedzie ten robot udawal czlowieka
i staruszkow sluchal, ale gdy taki amerykanski staruszek,
sprobuje powtorzyc cos, co juz robotowi powiedzial, robot
sie zorientuje i odpowie mu: "to juz slyszalem, opowiedz
cos nowego".
Po obaleniu dziennikarstwa i z robotow sie wysmianiu, za
film sie zabral, on tylko filmy "gleboko myslace" i dla
"gleboko myslacych" widzow ceni, takie w Ameryce nie istnieja,
wiec zabralismy sie do szukania tych nieamerykanskich, ale
"gleboko myslacych", mojej zonie wymsknelo sie, ze ostatnio
wzruszyla sie pewnym iranskim filmem, na co on okiem w nia
lypnie i tak do niej: nieraz wlasnych emocji trzeba sie
wstydzic, jezeli "gleboko myslace" nie sa, w tym przypadku
film byl slabiutki, nie ogladal, wie.
Wiec jak to z tym wstydzeniem sie wlasnych emocji jest,
zony broniac, pytam go sie, ano tak, odpowiada polski artysta,
gdy bajgle juz z koszyka sprzatniete, jakze czesto, przechodzac
przez ulice i wyprzedzajac wolno kroczaca staruszke, chcielibysmy
ja popchnac, zeby na asfalt upadla i drogi nam nie zagradzala,
a jednak nie damy sobie tej emocji popuscic.
7
Grazyna z psem do Miami leciala, ale ponizej 45 stopni
linia lotnicza psow nie zabiera, raz pies pewien na kosc
zamarzl i milionow odszkodowania zazadano, wiec Bartek,
ktory w Chicago byl, dalmatynke nasza Tonje do Bostonu samochodem
wiezie a tam, w Bostonie, pies nasz kota jego Otto gryzie,
podlogi podrapali, slady krwi i posiusiania, do Miami chca
Tonje odeslac, ale za zimno jest i na samolot nie wezma,
chyba ze weterynarz odpowiedzialnosc wezmie, pierwszy odmowil,
drugi za 35 dolarow wzial.
Tonja na Floryde przyjechala, a Grazyna tak do mnie mowi:
a moze bysmy psa Slawkowi oddali, on tak ja chce miec, a
nam tyle ona klopotow robi, a ja na to, ze dzieci z domu
wyszly i jak sie nie bedziemy mieli kim opiekowac, zycie
sie nasze skonczy.
Wtedy telefon z Nowej Zelandii zadzwonil i znow od zony
to samo uslyszalem: skoncz z tym W!, a bylo tak, ze 42 lata
temu, w Polsce ja wize do Francji mu zalatwilem, on samochod
mial, do Paryza sie wybralismy, ja rodzine odwiedzic, on
corce lalke kupic ale i na kurwy pojsc, poklocilismy sie
w drodze, bo W. skapy byl, na zwiedzaniu oszczedzal, w hotelach
zatrzymywac sie nie chcial, byle predzej do Paryza, bo tam
aparat fotograficzny i lniane przescieradla sprzeda, lalke
oraz innego towaru nabierze, z kurwami sie zada i do domu
wroci, gdzie jako chirurg z zona swoja ginekologiem skrobanki
beda robic, a byly nielegalne i tak sie mowilo w Warszawie:
"sto piczek i moskwiczek", co znaczylo, ze za sto skrobanek
rosyjski samochod marki Moskwicz mozna bylo kupic.
25 lat minelo od tamtej podrozy i ja W. w Ameryce spotkalem,
a on tak na Ameryke narzekal: ja najlepszy chirurg jestem,
20 tysiecy samych wyrostkow wycialem, tutejsi roboty nie
znaja, a mnie jak operowac ucza, tak mowil W. zanim do Nowej
Zelandii sie przeniosl, tam roboty nie dostal, raz do Papuasow
operowac jezdzi, a raz do rezerwatow indianskich w Ameryce,
a wtedy do nas wpadnie i tak powie: ty najblizszym moim
przyjacielem jestes, dlaczego nigdy nie dzwonisz?
Jaki ty przyjaciel jestes?, mysle sobie, ty na republikanow,
ja na demokratow glosuje, ty za kara smierci jestes, ja
przeciwko, ty bezdomnych gazem bys wytrul, a pederastow
na inna planete wyslal, ty, chociaz niby Zydow lubisz, bo
w glowie maja, wszystkich innych nie-bialych scierpiec nie
mozesz, sam powiedziales, ze w twoim wieku rasista sie zostaje,
Papuasom ty bys jaja powycinal, zeby rozmnazac sie przestali,
jaki ty przyjaciel?
Podnioslem sluchawke, a w niej glos W.: z Nowej Zelandii
do Australii sie przenosimy, tam inteligentniejsi ludzie,
na Nowy Rok milioner nas na swoj jacht zaprosil, 4 miliony
warty, w zatoce teraz plyniemy, a ty?, znow przez rok do
mnie nie dzwoniles!
------------------------------------------------------------------------------
Autor jest rezyserem filmowym i producentem
filmow dokumentalnych dla PBS i innych sieci telewizyjnych.
Przyjechal do Stanow Zjednoczonych w roku 1972 zaangazowany
jako profesor filmu w Rhode Island School of Design. Mieszka
w Chicago. Opublikowane fragmenty pochodza z przygotowywanej
do druku ksiazki Sny.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |