DANUTA DERLINSKA-PAWLAK
Na sluzbie u Hiszpanow
Wytrawny
znawca sztuki sakralnej nie znajdzie wielu skarbow w kalifornijskich
kosciolach misyjnych. Warunki, w jakich misjonarze dzialali,
nie zachecaly do przysylania do swiatyn wartosciowych dziel.
Poza tym zakonnicy dysponowali skromnymi funduszami i nie
byli kolekcjonerami dziel sztuki. Obrazy i rzezby byly im
potrzebne do wystroju wnetrza kosciolow oraz edukacji neofitow.
Stad charakterystyczny w misjach styl malarstwa ilustracyjnego.
Od poczatku podbojow Hiszpanie poslugiwali sie sztuka religijna
w nawracaniu Indian. Byla przydatna w nauce o zywotach swietych,
wskazywala atrybuty przynalezne wierze chrzescijanskiej.
W latach dwudziestych XVI wieku w Meksyku, miescie zbudowanym
na ruinach Tenochtitlan, franciszkanski klasztor Santiago
Tlaltelolco patronowal pierwszej pracowni sztuki. Uczono
tam azteckich Indian rzezby i malarstwa dla potrzeb kosciolow.
Wplywowy zakonnik franciszkanski Pedro de Gante, zalozyciel
pierwszej szkoly dla Indian w Nowej Hiszpanii, uczyl grafiki
artystycznej. W polowie XVII stulecia w Meksyku pojawili
sie nowi artysci. Pokolenie tworcow urodzonych w kolonii
zaczelo manifestowac swoja wizje sztuki. Zrodlem wiedzy
byly dla nich zdobycze hiszpanskiego baroku i sztychy flamandzkich
mistrzow. Obrazy czolowych przedstawicieli tego okresu -
Ribery, Zurbarana, Ribalta czy religijne malarstwo Rubensa
- byly skarbnica inspiracji tworczych. Jednakze nie ujmujac
w niczym sztuce wielkich mistrzow, meksykanscy artysci przyjmowali
ja po swojemu. Zaadaptowali ikonograficzne wzorce hiszpanskiego
baroku wedlug wlasnego stylu. Wzbogacili palete kolorow
o miekkie, swietlane barwy. Prawdopodobnie najwiekszy wplyw
na sztuke poznego baroku w Meksyku wywarlo mistyczne malarstwo
Francisca de Herrery, nauczyciela Velasqueza, oraz pelen
cieplych barw naturalizm Andaluzyjczyka Bartolomea E. Murilla.
Wiele obrazow wykonanych w Meksyku na przelomie XVII i XVIII
wieku wskazuje na inspiracje, a nawet sa imitacja dziel
tych wlasnie mistrzow.
Ze wzrostem liczby kosciolow roslo zapotrzebowanie na sztuke
sakralna. W XVIII wieku meksykanskie pracownie znakomicie
prosperowaly na masowej produkcji obrazow i rzezb, rozprowadzajac
anonimowe dziela droga sprzedazy hurtowej. Brak indywidualnosci
zastapil styl charakterystyczny dla hiszpanskiej sztuki
kolonialnej: twarze byly najczesciej rozowe, draperie niebieskie
lub czerwone, zas w tle dominowaly rozmaite odcienie szarosci
lub ochry. Setki kopii najlepszych obrazow europejskich
mistrzow, roznej wartosci artystycznej, trafialy do kosciolow
w Meksyku i Kalifornii. Dziela wybitne byly rzadkoscia,
a tozsamosc ich tworcow - najczesciej nieznana.
Pelen ekstazy sentymentalizm hiszpanskiego baroku jest
widoczny w rzezbie sakralnej. Dla Hiszpanow, przywyklych
do okrucienstwa w okresie wielowiekowej dominacji Maurow,
pokazy tortur i meczenstwa byly elementem codziennego zycia,
a cierpienie symbolem chrzescijanskiej pokory. Sentyment
do naturalizmu i fanatyczna poboznosc Hiszpanow przejawialy
sie w sztuce. Wielu nasladowcow znalazl celebrowany rzezbiarz
religijny hiszpanskiego baroku Gregorio Hernandez. Natomiast
wersja Chrystusa ukrzyzowanego wedlug Juana M. Montaneza,
tworcy oltarzy i rzezb polichromowanych, stala sie wzorcem
o alegorycznej wartosci. Ten rodzaj sztuki spotkal sie ze
zrozumieniem w Meksyku, bo religia i okrucienstwo mialy
tu gleboko zakorzenione tradycje. Realizujac zamowienia
kleru, artysci tworzyli kanon sztuki sakralnej, ktory z
czasem rozwinal sie w pewien wzor ikonograficzny.
Wizerunki swietych w hiszpanskiej i meksykanskiej rzezbie
XVIII i XIX wieku przypominaja postacie z gabinetu figur
woskowych. Zwyczaj strojenia figur w odziez z prawdziwego
materialu byl w Meksyku powszechnie praktykowany. Drewniane
rzezby czasem wykanczano gipsem. Efekt alabastrowej karnacji
uzyskiwano przez nakladanie kilku cienkich warstw gipsu
i staranne polerowanie. Dawalo to w rezultacie powierzchnie
zblizona do perlowej.
Dekoracje do kosciolow w Kalifornii byly zamawiane przez
San Fernando College w Meksyku. Tam, pod patronatem franciszkanow,
dzialaly najwazniejsze pracownie malarstwa. W pozniejszym
okresie neofici uczyli sie rzemiosla artystycznego w misyjnych
warsztatach pod kierunkiem hiszpanskich nauczycieli lub
ich meksykanskich wychowankow. Jednakze tutejsi Indianie
nie mieli tak wspanialego dziedzictwa artystycznego jak
ich azteccy sasiedzi. Prymitywne zdobienia w kalifornijskich
misjach nie znajduja porownania z malowidlami na scianach
kosciolow w Acolman czy San Francisco Tlaltelolco. Sa tez
na nizszym poziomie artystycznym niz wykonane w tym samym
okresie malunki Indian w Arizonie czy w Nowym Meksyku. Pomijajac
szamanow, umiejetnosci artystyczne miejscowych Indian ograniczaly
sie do rzezbienia w kamieniu lub kosci i nie wykraczaly
poza sztuke uzytkowa. Tylko niezwyklym talentem wyplatania
koszy i oryginalnoscia kreowanych wzorow wyrozniali sie
wsrod innych amerykanskich Indian. Jednak wykonane przez
nich w misyjnych warsztatach figury swietych maja pewna
indywidualnosc. Znawcy sztuki dopatruja sie w nich wiekszego
realizmu niz w prototypach autorstwa hiszpanskich czy wloskich
artystow. W jakim kierunku rozwinelyby sie ich umiejetnosci
- trudno nawet spekulowac. W okresie misyjnym realizowali
tylko wizjonerskie pomysly swoich zwierzchnikow.
Kolonizatorzy nawet nie probowali zrozumiec kultury Indian.
Uwazali, ze byla obraza dla cywilizowanego swiata, i to
wystarczylo. Wyjatkiem od powszechnie przyjetej postawy
Europejczykow mial byc hiszpanski system misyjny. Ale pomimo
najlepszych intencji mnisi nie mieli czasu zajac sie staranna
edukacja etnicznej ludnosci.
Szokujace dla przybyszow nieuczciwosc Indian i brak szacunku
dla cudzej wlasnosci wcale nie wynikaly, jak powszechnie
sadzono, z ich genetycznych sklonnosci. W raportach z Kalifornii
misjonarze pisali:
"Starzy ludzie mowia, ze w naturalnym srodowisku nie bylo
klamstwa i oszustwa. Teraz, kiedy sa wsrod chrzescijan,
rzadko mowia prawde". W innym miejscu czytamy: "Zawsze wierza
sobie nawzajem i szanuja swoje przyrzeczenia. Daja, pozyczaja,
zawieraja porozumienia jak bracia, a nie jak obcy ludzie".
Jeszcze kilkadziesiat lat pozniej Henryk Sienkiewicz w Listach
z podrozy do Ameryki skarzyl sie, ze tutejsi poldzicy
sa niezmiernie lakomi na wszystko, co nie jest ich wlasnoscia:
"Moj bowie-knife, rewolwer, strzelba, slowem: wszystko
az do psa, toporka i workow bylo przedmiotem ustawicznej
ich pozadliwosci. Jeden przez drugiego staral sie ode mnie
cos wymanic".
Jesli wobec siebie Indianie byli solidni, to skad ten notoryczny
brak uczciwosci wobec bialych? Wspolczesnie wiadomo, ze
przyczyna bylo zupelnie rozne pojecie prawa wlasnosci. W
czasie okupacji Indianie przyjeli podwojny standard zycia:
plemienny oraz w odniesieniu do ludzi z zewnatrz. Hiszpanie
byli w ich oczach bogaczami. Mieli dobra materialne, jakich
oni nigdy nie widzieli ani nawet nie wiedzieli, ze sa. Probowali
wiec troche zdobyc dla siebie. Brak konsekwentnych zakazow
byl przyzwoleniem i zachecal do drobnych kradziezy, a te
z czasem przerodzily sie w nawyk. Po sekularyzacji misji
dotknieci bieda neofici, aby przezyc, kradli wszystko, co
wpadlo im w rece. To oczywiscie podbudowalo przekonanie
bialych, ze sklonnosci do obludy i zlodziejstwa sa przyrodzonymi
cechami Indian.
Wbrew temu, co sie przybyszom wydawalo, w rodzimej kulturze
istnialo zwyczajowe prawo wlasnosci materialnej i kary w
przypadku jego naruszenia. W polnocno-zachodnich rejonach
Kalifornii wlasnosc byla najwyzsza wartoscia. Bogactwo decydowalo
o pozycji spolecznej i w strukturach plemiennych. Byly szczepy,
ktore praktykowaly niewolnictwo za dlugi. Indianie Jurok
tak dalece cenili sobie stan posiadania, ze nawet ziemia,
na ktorej zyli, byla oszacowana wartoscia monetarna. Wsrod
wiekszosci tutejszych plemion zone uznawano za wlasnosc
meza. Jesli za wiarolomstwo nie byla karana smiercia, mezowi
przyslugiwalo odszkodowanie od jej rodziny za poniesione
straty moralne. Ale prawa wlasnosci byly scisle zindywidualizowane.
Tylko poszkodowany mogl sie domagac zadoscuczynienia za
straty lub wymierzyc kare. Nikt inny nie mogl go zastapic.
I co ciekawe, poszanowanie wlasnosci ograniczone bylo tylko
do pobratymcow, a czasem nawet mieszkancow wioski w ktorej
zyli. Wlasnosc czlonkow innego plemienia lub innej osady
byla legalna zdobycza, a nie kradzieza. Motyw czystosci
sumienia jako taki nie istnial. Stad usystematyzowany zbior
przepisow prawnych Hiszpanow, a pozniej ich nastepcow, byl
dla Indian czysta abstrakcja. Nawet po latach religijnej
edukacji roznice pomiedzy dobrem a zlem neofici rozumieli
inaczej. Nie zdolano zmienic ich sposobu myslenia. Czy byla
to nieudolnosc okupantow, czy swiadectwo prymitywizmu tubylcow
- trudno dzis jednoznacznie ocenic.
Mozna bylo Indianom odebrac wolnosc, zmusic do pracy, zakuc
w kajdany, ale nie mozna im bylo odebrac tozsamosci kulturowej.
Wymazac z pamieci wierzen i tradycji odziedziczonych po
przodkach. Na to potrzeba bylo co najmniej kilku pokolen.
Te odmienne kultury egzystowaly wiec obok siebie, niewiele
przenikajac sie nawzajem, a roznice miedzy nimi byly zrodlem
czestych konfliktow.
Zycie neofitow toczylo sie w dwoch roznych swiatach: w
misyjnej atmosferze chrzescijanstwa i mitologicznym swiecie
wlasnej religii. Ambitne plany nauczenia Indian jezyka kastylijskiego
zawiodly. Misjonarze utrzymywali, ze troche sie nauczyli,
ale ich prymitywizm uniemozliwial postepy. Inni z kolei
za przyczyne niepowodzenia podawali niechec Indian do poslugiwania
sie innym jezykiem niz swoim wlasnym. Na pewno brakowalo
nauczycieli. W spolecznosciach misyjnych - z uplywem lat
liczacych kilkaset, a nawet pare tysiecy osob - bylo zaledwie
kilku Hiszpanow. Indianie na co dzien poslugiwali sie swoim
dialektem. Tylko neofici okazjonalnie kierowani do pracy
w fortach wojskowych lub najmowani przez osadnikow mogli
sie troche wiecej nauczyc, a przynajmniej osluchac z nowym
jezykiem. Wprawdzie uczono ich katechizmu, lecz predzej
zapamietali sekwencje liturgiczne po lacinie, ktorych i
tak nie rozumieli, anizeli slownictwo hiszpanskie. Jezyk
plemienny pozostal wiec ogniwem laczacym Indian. Byl ucieczka
do swiata, gdzie Hiszpanie nie mieli wstepu. Dzieci urodzone
w misjach matki najpierw uczyly rdzennej tozsamosci i zakonnicy
nie mogli temu przeszkodzic.
Wprowadzenie chrzescijanstwa wymagalo unicestwienia religii
poganskiej bedacej w konflikcie z wiara w Najwyzszego. W
rodzimej kulturze role postaci godnych kultu pelnili szamani.
Bez zniszczenia tych autorytetow religii etnicznej, niemozliwa
byla kontrola zycia duchowego neofitow. I tu misjonarze
trafili na najwiekszy opor. Nie sposob bylo zmusic Indian,
aby traktowali szamanow na rowni z innymi. Zawsze ich wyrozniali.
Nawet w misjach odnosili sie do nich z wiekszym szacunkiem.
Poza tym tubylcy, jak wszyscy czerwonoskorzy, cenili sobie
wszelkiego rodzaju obrzedy. Powodow dostarczalo im codzienne
zycie. Celebrowali narodziny i smierc oraz inicjacje mlodziezy
i sluby. Szamani odprawiali rytualy przy leczeniu chorych
i z okazji wojen, a takze majace przyniesc bogate zbiory
i obfite polowania.
Odebranie neofitom z dnia na dzien mozliwosci kultywowania
tradycji zycia spolecznego musialo zakonczyc sie niepowodzeniem.
Swiadomi tego misjonarze poszli na ustepstwa. Zgodzili sie
na te ceremonie, ktore nie obrazaly wiary chrzescijanskiej.
Pozwolono szamanom leczyc chorych i odprawiac przy tej okazji
stosowne obrzedy. Ale tego przyzwolenia Indianie naduzywali.
Wedlug zapiskow misjonarzy w misji San Luis Rey de Francia
podczas rytualow uzywano napojow narkotycznych, zas w misji
Santa Barbara prawie kazdej nocy odbywaly sie tance. Zwykle
w tajemnicy przed mnichami. Gdy poznali dzialanie alkoholu,
obrzedy czesto zamienialy sie w dzikie orgie. Ojcowie byli
bezradni. Pohamowanie tych praktyk przekraczalo ich mozliwosci.
W ostatecznym rozrachunku misjonarze odniesli jednak przynajmniej
czesciowy sukces. Najbardziej poganskie cechy religii etnicznej
wyeliminowali. A Indianie z jednej strony nie odrzucili
zupelnie swoich wierzen, ale tez nie zignorowali chrzescijanskich
nauk. Tyle ze dostosowali je do swoich potrzeb.
Jeden z kronikarzy Hugo Reid pisze: "Indianie maja dwie
religie - jedna tradycyjna i druga wiary. Nie sprzeczaja
sie z sasiadami o forme modlitwy, ale uwazaja swoja za najlepsza.
Zycie i smierc Najwyzszego jest w ich opinii odlegla wersja
ich wlasnego zycia. W piekle, jak ich uczono, nie ma terroru.
Pieklo jest dla bialych, nie dla Indian, bo gdyby bylo inaczej,
ich ojcowie by o tym wiedzieli".
Neofici nauczyli sie troche jezyka hiszpanskiego. W praktyce
najczesciej wygladalo to w ten sposob, ze misjonarze zadawali
pytania po hiszpansku, Indianie odpowiadali im swoim dialektem
i doskonale sie nawzajem rozumieli.
*
Rejestry systematycznie prowadzone przez misjonarzy, okazjonalne
zapiski badz jeszcze rzadsze wspomnienia obserwatorow byly
jedynym zrodlem informacji o zyciu w misjach. Nikt wtedy
nie pisal historii, w tej czesci swiata nie bylo jeszcze
takiego zwyczaju. Jednym z nielicznych swiadkow owczesnych
wydarzen byl Pablo Tac. Urodzil sie w misji San Luis Rey
de Francia. Po sekularyzacji w latach 30. XIX wieku Tac
wyjechal na studia do Rzymu. Tam tez spisal wspomnienia
z zycia Indian Luisieno, wsrod ktorych spedzil dziecinstwo.
Zapiski ojca Juana Crespi uzupelniaja obraz jedynej w swoim
rodzaju spolecznosci misyjnej.
Misje zalozono w 1798 r. Siedemnascie lat pozniej rekoma
miejscowych Indian zbudowano monumentalnych rozmiarow konstrukcje
architektoniczna w stylu hiszpanskiego Escorialu. Byl to
najwiekszy obiekt misyjny w Kalifornii. Tradycyjny czworobok
stanal wokol dziedzinca liczacego okolo 7500 m kw. Zespol
budynkow obejmowal okazala swiatynie, klasztor, kaplice,
pokoje goscinne, osobne izby dla kobiet i mezczyzn wolnego
stanu. Byly tu rozmaite warsztaty i klasy szkolne.Oprocz
magazynow i winiarni stanely pomieszczenia mieszkalne dla
rzemieslnikow. Patronem misji wybrano sw. Ludwika, krola
Francji w XIII wieku.
Rozwoj tego osrodka cywilizacji przypadl na okres rozluznienia
dyscypliny kolonialnej. Przy misji nie bylo osiedla lepianek
indianskich. Neofitom zezwolono na mieszkanie w rodzinnych
wioskach lub jednej z kilku osad polozonych w pewnym oddaleniu
od misji. Niektore z nich mialy wlasne kaplice. Struktura
organizacyjna byla bardzo prosta. Kazde gospodarstwo wiejskie
podlegalo hiszpanskiemu zarzadcy - majordomo. Neofici otrzymywali
instrukcje za posrednictwem swoich przedstawicieli tzw.
alkadow, ktorych wybierali raz w roku sposrod siebie. Co
kilka dni alkadzi spotykali sie w misji ze swoim szefem
i misjonarzami. Zdawali im relacje z postepu prac, odbierali
nowe polecenia. Funkcje wodza wioski zredukowano do pozycji
osoby ceremonialnej. Wladze polityczna przejeli misjonarze.
Wprowadzenie modelu zycia misyjnego bylo stosunkowo latwym
przedsiewzieciem. Wedlug zapiskow kronikarzy rowniez skutecznym,
gdyz funkcjonowal on bez wiekszych klopotow przez blisko
trzy dekady.
Neofici rozproszeni w rodzinnych wioskach podobno byli
wyjatkowo szczesliwa spolecznoscia. Zachowali przynajmniej
troche wolnosci. Latwiej im tez bylo zachowac rdzenne tradycje,
nawet wbrew woli misjonarzy. Pablo Tac wspomina nieomal
sielankowe zycie wypelnione codziennymi obowiazkami. Ascetyczny
styl zycia mnichow odpowiadal tubylcom przywyklym do skromnych
potrzeb. Zakonnicy chcieli zapewnic godziwe warunki egzystencji
wszystkim mieszkancom i wiekszosc Indian przyjmowala ich
wysilki z wdziecznoscia.
Zyzne ziemie sprzyjaly rolnictwu i hodowli, rozwijalo sie
ogrodnictwo i uprawa warzyw. Przy okazji festiwali misjonarze
zgadzali sie nawet na pokazy tancow etnicznych dla bialych
osadnikow. Z koncem okresu misyjnego zwyczaj patronowania
przez zakonnikow tego rodzaju rozrywkom przyjal sie tez
w innych misjach.
Wedlug roznych zrodel, sposrod okolo pieciu tysiecy Indian
Luisieno (dane z 1798 r.) na przestrzeni trzydziestu lat
chrzescijanstwo przyjelo ponad 60%. Indianie, ktorzy wybrali
zycie na wolnosci, mogli odwiedzac misje i korzystac przynajmniej
z niektorych jej osiagniec.
Po sekularyzacji misji w1834 r. wiekszosc neofitow zaprzestala
pracy. Wedlug spisu ludnosci z 1860 r. w okolicach wioski
San Luis Rey zylo zaledwie okolo 160 Indian. Kilkanascie
lat pozniej slad po nich zaginal.
Obiekt misyjny w okresie wojny meksykanskiej sluzyl jako
garnizon wojskowy. Potem stacjonowaly tu wojska amerykanskie.
Zamkniecie kosciola nie uchronilo go przed aktami wandalizmu.Wnetrze
zostalo zniszczone, meble rozkradzione. Zginely zlocone
ornamenty retabulum i wyposazenie kosciola wykonane w drewnie.
Kompleks zabudowan misyjnych nigdy nie ucierpial na skutek
trzesien ziemi, ale czas i zaniedbania zrobily swoje. Renowacja
budynkow pierwsi zajeli sie franciszkanie z Meksyku. Przyszli
tu w 1892 r. w poszukiwaniu miejsca na seminarium duchowne.
Czesc budynkow przystosowano dla potrzeb szkoly. Odnowiony
kosciol zasadniczo nie roznil sie od pierwotnej wersji,
lecz dokonano tylko zabiegow kosmetycznych. Powazniejsza
odbudowe i konserwacje obiektu, choc o zasiegu skromniejszym
od pierwotnego projektu, zakonczono w latach 20. ubieglego
stulecia. Dopiero w drugiej polowie XX wieku rozpoczely
sie systematyczne prace archeologiczne na wielka skale.
Ich celem jest pelna rekonstrukcja obiektu misyjnego wedlug
oryginalnego planu z 1815 r. No, ale to jeszcze troche potrwa.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |