PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (15 czerwca 2001)


DANUTA DERLINSKA-PAWLAK

Na sluzbie u Hiszpanow

Wytrawny znawca sztuki sakralnej nie znajdzie wielu skarbow w kalifornijskich kosciolach misyjnych. Warunki, w jakich misjonarze dzialali, nie zachecaly do przysylania do swiatyn wartosciowych dziel. Poza tym zakonnicy dysponowali skromnymi funduszami i nie byli kolekcjonerami dziel sztuki. Obrazy i rzezby byly im potrzebne do wystroju wnetrza kosciolow oraz edukacji neofitow. Stad charakterystyczny w misjach styl malarstwa ilustracyjnego.

Od poczatku podbojow Hiszpanie poslugiwali sie sztuka religijna w nawracaniu Indian. Byla przydatna w nauce o zywotach swietych, wskazywala atrybuty przynalezne wierze chrzescijanskiej. W latach dwudziestych XVI wieku w Meksyku, miescie zbudowanym na ruinach Tenochtitlan, franciszkanski klasztor Santiago Tlaltelolco patronowal pierwszej pracowni sztuki. Uczono tam azteckich Indian rzezby i malarstwa dla potrzeb kosciolow. Wplywowy zakonnik franciszkanski Pedro de Gante, zalozyciel pierwszej szkoly dla Indian w Nowej Hiszpanii, uczyl grafiki artystycznej. W polowie XVII stulecia w Meksyku pojawili sie nowi artysci. Pokolenie tworcow urodzonych w kolonii zaczelo manifestowac swoja wizje sztuki. Zrodlem wiedzy byly dla nich zdobycze hiszpanskiego baroku i sztychy flamandzkich mistrzow. Obrazy czolowych przedstawicieli tego okresu - Ribery, Zurbarana, Ribalta czy religijne malarstwo Rubensa - byly skarbnica inspiracji tworczych. Jednakze nie ujmujac w niczym sztuce wielkich mistrzow, meksykanscy artysci przyjmowali ja po swojemu. Zaadaptowali ikonograficzne wzorce hiszpanskiego baroku wedlug wlasnego stylu. Wzbogacili palete kolorow o miekkie, swietlane barwy. Prawdopodobnie najwiekszy wplyw na sztuke poznego baroku w Meksyku wywarlo mistyczne malarstwo Francisca de Herrery, nauczyciela Velasqueza, oraz pelen cieplych barw naturalizm Andaluzyjczyka Bartolomea E. Murilla. Wiele obrazow wykonanych w Meksyku na przelomie XVII i XVIII wieku wskazuje na inspiracje, a nawet sa imitacja dziel tych wlasnie mistrzow.

Ze wzrostem liczby kosciolow roslo zapotrzebowanie na sztuke sakralna. W XVIII wieku meksykanskie pracownie znakomicie prosperowaly na masowej produkcji obrazow i rzezb, rozprowadzajac anonimowe dziela droga sprzedazy hurtowej. Brak indywidualnosci zastapil styl charakterystyczny dla hiszpanskiej sztuki kolonialnej: twarze byly najczesciej rozowe, draperie niebieskie lub czerwone, zas w tle dominowaly rozmaite odcienie szarosci lub ochry. Setki kopii najlepszych obrazow europejskich mistrzow, roznej wartosci artystycznej, trafialy do kosciolow w Meksyku i Kalifornii. Dziela wybitne byly rzadkoscia, a tozsamosc ich tworcow - najczesciej nieznana.

Pelen ekstazy sentymentalizm hiszpanskiego baroku jest widoczny w rzezbie sakralnej. Dla Hiszpanow, przywyklych do okrucienstwa w okresie wielowiekowej dominacji Maurow, pokazy tortur i meczenstwa byly elementem codziennego zycia, a cierpienie symbolem chrzescijanskiej pokory. Sentyment do naturalizmu i fanatyczna poboznosc Hiszpanow przejawialy sie w sztuce. Wielu nasladowcow znalazl celebrowany rzezbiarz religijny hiszpanskiego baroku Gregorio Hernandez. Natomiast wersja Chrystusa ukrzyzowanego wedlug Juana M. Montaneza, tworcy oltarzy i rzezb polichromowanych, stala sie wzorcem o alegorycznej wartosci. Ten rodzaj sztuki spotkal sie ze zrozumieniem w Meksyku, bo religia i okrucienstwo mialy tu gleboko zakorzenione tradycje. Realizujac zamowienia kleru, artysci tworzyli kanon sztuki sakralnej, ktory z czasem rozwinal sie w pewien wzor ikonograficzny.

Wizerunki swietych w hiszpanskiej i meksykanskiej rzezbie XVIII i XIX wieku przypominaja postacie z gabinetu figur woskowych. Zwyczaj strojenia figur w odziez z prawdziwego materialu byl w Meksyku powszechnie praktykowany. Drewniane rzezby czasem wykanczano gipsem. Efekt alabastrowej karnacji uzyskiwano przez nakladanie kilku cienkich warstw gipsu i staranne polerowanie. Dawalo to w rezultacie powierzchnie zblizona do perlowej.

Dekoracje do kosciolow w Kalifornii byly zamawiane przez San Fernando College w Meksyku. Tam, pod patronatem franciszkanow, dzialaly najwazniejsze pracownie malarstwa. W pozniejszym okresie neofici uczyli sie rzemiosla artystycznego w misyjnych warsztatach pod kierunkiem hiszpanskich nauczycieli lub ich meksykanskich wychowankow. Jednakze tutejsi Indianie nie mieli tak wspanialego dziedzictwa artystycznego jak ich azteccy sasiedzi. Prymitywne zdobienia w kalifornijskich misjach nie znajduja porownania z malowidlami na scianach kosciolow w Acolman czy San Francisco Tlaltelolco. Sa tez na nizszym poziomie artystycznym niz wykonane w tym samym okresie malunki Indian w Arizonie czy w Nowym Meksyku. Pomijajac szamanow, umiejetnosci artystyczne miejscowych Indian ograniczaly sie do rzezbienia w kamieniu lub kosci i nie wykraczaly poza sztuke uzytkowa. Tylko niezwyklym talentem wyplatania koszy i oryginalnoscia kreowanych wzorow wyrozniali sie wsrod innych amerykanskich Indian. Jednak wykonane przez nich w misyjnych warsztatach figury swietych maja pewna indywidualnosc. Znawcy sztuki dopatruja sie w nich wiekszego realizmu niz w prototypach autorstwa hiszpanskich czy wloskich artystow. W jakim kierunku rozwinelyby sie ich umiejetnosci - trudno nawet spekulowac. W okresie misyjnym realizowali tylko wizjonerskie pomysly swoich zwierzchnikow.

Kolonizatorzy nawet nie probowali zrozumiec kultury Indian. Uwazali, ze byla obraza dla cywilizowanego swiata, i to wystarczylo. Wyjatkiem od powszechnie przyjetej postawy Europejczykow mial byc hiszpanski system misyjny. Ale pomimo najlepszych intencji mnisi nie mieli czasu zajac sie staranna edukacja etnicznej ludnosci.

Szokujace dla przybyszow nieuczciwosc Indian i brak szacunku dla cudzej wlasnosci wcale nie wynikaly, jak powszechnie sadzono, z ich genetycznych sklonnosci. W raportach z Kalifornii misjonarze pisali:

"Starzy ludzie mowia, ze w naturalnym srodowisku nie bylo klamstwa i oszustwa. Teraz, kiedy sa wsrod chrzescijan, rzadko mowia prawde". W innym miejscu czytamy: "Zawsze wierza sobie nawzajem i szanuja swoje przyrzeczenia. Daja, pozyczaja, zawieraja porozumienia jak bracia, a nie jak obcy ludzie". Jeszcze kilkadziesiat lat pozniej Henryk Sienkiewicz w Listach z podrozy do Ameryki skarzyl sie, ze tutejsi poldzicy sa niezmiernie lakomi na wszystko, co nie jest ich wlasnoscia:

"Moj bowie-knife, rewolwer, strzelba, slowem: wszystko az do psa, toporka i workow bylo przedmiotem ustawicznej ich pozadliwosci. Jeden przez drugiego staral sie ode mnie cos wymanic".

Jesli wobec siebie Indianie byli solidni, to skad ten notoryczny brak uczciwosci wobec bialych? Wspolczesnie wiadomo, ze przyczyna bylo zupelnie rozne pojecie prawa wlasnosci. W czasie okupacji Indianie przyjeli podwojny standard zycia: plemienny oraz w odniesieniu do ludzi z zewnatrz. Hiszpanie byli w ich oczach bogaczami. Mieli dobra materialne, jakich oni nigdy nie widzieli ani nawet nie wiedzieli, ze sa. Probowali wiec troche zdobyc dla siebie. Brak konsekwentnych zakazow byl przyzwoleniem i zachecal do drobnych kradziezy, a te z czasem przerodzily sie w nawyk. Po sekularyzacji misji dotknieci bieda neofici, aby przezyc, kradli wszystko, co wpadlo im w rece. To oczywiscie podbudowalo przekonanie bialych, ze sklonnosci do obludy i zlodziejstwa sa przyrodzonymi cechami Indian.

Wbrew temu, co sie przybyszom wydawalo, w rodzimej kulturze istnialo zwyczajowe prawo wlasnosci materialnej i kary w przypadku jego naruszenia. W polnocno-zachodnich rejonach Kalifornii wlasnosc byla najwyzsza wartoscia. Bogactwo decydowalo o pozycji spolecznej i w strukturach plemiennych. Byly szczepy, ktore praktykowaly niewolnictwo za dlugi. Indianie Jurok tak dalece cenili sobie stan posiadania, ze nawet ziemia, na ktorej zyli, byla oszacowana wartoscia monetarna. Wsrod wiekszosci tutejszych plemion zone uznawano za wlasnosc meza. Jesli za wiarolomstwo nie byla karana smiercia, mezowi przyslugiwalo odszkodowanie od jej rodziny za poniesione straty moralne. Ale prawa wlasnosci byly scisle zindywidualizowane. Tylko poszkodowany mogl sie domagac zadoscuczynienia za straty lub wymierzyc kare. Nikt inny nie mogl go zastapic. I co ciekawe, poszanowanie wlasnosci ograniczone bylo tylko do pobratymcow, a czasem nawet mieszkancow wioski w ktorej zyli. Wlasnosc czlonkow innego plemienia lub innej osady byla legalna zdobycza, a nie kradzieza. Motyw czystosci sumienia jako taki nie istnial. Stad usystematyzowany zbior przepisow prawnych Hiszpanow, a pozniej ich nastepcow, byl dla Indian czysta abstrakcja. Nawet po latach religijnej edukacji roznice pomiedzy dobrem a zlem neofici rozumieli inaczej. Nie zdolano zmienic ich sposobu myslenia. Czy byla to nieudolnosc okupantow, czy swiadectwo prymitywizmu tubylcow - trudno dzis jednoznacznie ocenic.

Mozna bylo Indianom odebrac wolnosc, zmusic do pracy, zakuc w kajdany, ale nie mozna im bylo odebrac tozsamosci kulturowej. Wymazac z pamieci wierzen i tradycji odziedziczonych po przodkach. Na to potrzeba bylo co najmniej kilku pokolen. Te odmienne kultury egzystowaly wiec obok siebie, niewiele przenikajac sie nawzajem, a roznice miedzy nimi byly zrodlem czestych konfliktow.

Zycie neofitow toczylo sie w dwoch roznych swiatach: w misyjnej atmosferze chrzescijanstwa i mitologicznym swiecie wlasnej religii. Ambitne plany nauczenia Indian jezyka kastylijskiego zawiodly. Misjonarze utrzymywali, ze troche sie nauczyli, ale ich prymitywizm uniemozliwial postepy. Inni z kolei za przyczyne niepowodzenia podawali niechec Indian do poslugiwania sie innym jezykiem niz swoim wlasnym. Na pewno brakowalo nauczycieli. W spolecznosciach misyjnych - z uplywem lat liczacych kilkaset, a nawet pare tysiecy osob - bylo zaledwie kilku Hiszpanow. Indianie na co dzien poslugiwali sie swoim dialektem. Tylko neofici okazjonalnie kierowani do pracy w fortach wojskowych lub najmowani przez osadnikow mogli sie troche wiecej nauczyc, a przynajmniej osluchac z nowym jezykiem. Wprawdzie uczono ich katechizmu, lecz predzej zapamietali sekwencje liturgiczne po lacinie, ktorych i tak nie rozumieli, anizeli slownictwo hiszpanskie. Jezyk plemienny pozostal wiec ogniwem laczacym Indian. Byl ucieczka do swiata, gdzie Hiszpanie nie mieli wstepu. Dzieci urodzone w misjach matki najpierw uczyly rdzennej tozsamosci i zakonnicy nie mogli temu przeszkodzic.

Wprowadzenie chrzescijanstwa wymagalo unicestwienia religii poganskiej bedacej w konflikcie z wiara w Najwyzszego. W rodzimej kulturze role postaci godnych kultu pelnili szamani. Bez zniszczenia tych autorytetow religii etnicznej, niemozliwa byla kontrola zycia duchowego neofitow. I tu misjonarze trafili na najwiekszy opor. Nie sposob bylo zmusic Indian, aby traktowali szamanow na rowni z innymi. Zawsze ich wyrozniali. Nawet w misjach odnosili sie do nich z wiekszym szacunkiem. Poza tym tubylcy, jak wszyscy czerwonoskorzy, cenili sobie wszelkiego rodzaju obrzedy. Powodow dostarczalo im codzienne zycie. Celebrowali narodziny i smierc oraz inicjacje mlodziezy i sluby. Szamani odprawiali rytualy przy leczeniu chorych i z okazji wojen, a takze majace przyniesc bogate zbiory i obfite polowania.

Odebranie neofitom z dnia na dzien mozliwosci kultywowania tradycji zycia spolecznego musialo zakonczyc sie niepowodzeniem. Swiadomi tego misjonarze poszli na ustepstwa. Zgodzili sie na te ceremonie, ktore nie obrazaly wiary chrzescijanskiej. Pozwolono szamanom leczyc chorych i odprawiac przy tej okazji stosowne obrzedy. Ale tego przyzwolenia Indianie naduzywali. Wedlug zapiskow misjonarzy w misji San Luis Rey de Francia podczas rytualow uzywano napojow narkotycznych, zas w misji Santa Barbara prawie kazdej nocy odbywaly sie tance. Zwykle w tajemnicy przed mnichami. Gdy poznali dzialanie alkoholu, obrzedy czesto zamienialy sie w dzikie orgie. Ojcowie byli bezradni. Pohamowanie tych praktyk przekraczalo ich mozliwosci.

W ostatecznym rozrachunku misjonarze odniesli jednak przynajmniej czesciowy sukces. Najbardziej poganskie cechy religii etnicznej wyeliminowali. A Indianie z jednej strony nie odrzucili zupelnie swoich wierzen, ale tez nie zignorowali chrzescijanskich nauk. Tyle ze dostosowali je do swoich potrzeb.

Jeden z kronikarzy Hugo Reid pisze: "Indianie maja dwie religie - jedna tradycyjna i druga wiary. Nie sprzeczaja sie z sasiadami o forme modlitwy, ale uwazaja swoja za najlepsza. Zycie i smierc Najwyzszego jest w ich opinii odlegla wersja ich wlasnego zycia. W piekle, jak ich uczono, nie ma terroru. Pieklo jest dla bialych, nie dla Indian, bo gdyby bylo inaczej, ich ojcowie by o tym wiedzieli".

Neofici nauczyli sie troche jezyka hiszpanskiego. W praktyce najczesciej wygladalo to w ten sposob, ze misjonarze zadawali pytania po hiszpansku, Indianie odpowiadali im swoim dialektem i doskonale sie nawzajem rozumieli.

*

Rejestry systematycznie prowadzone przez misjonarzy, okazjonalne zapiski badz jeszcze rzadsze wspomnienia obserwatorow byly jedynym zrodlem informacji o zyciu w misjach. Nikt wtedy nie pisal historii, w tej czesci swiata nie bylo jeszcze takiego zwyczaju. Jednym z nielicznych swiadkow owczesnych wydarzen byl Pablo Tac. Urodzil sie w misji San Luis Rey de Francia. Po sekularyzacji w latach 30. XIX wieku Tac wyjechal na studia do Rzymu. Tam tez spisal wspomnienia z zycia Indian Luisieno, wsrod ktorych spedzil dziecinstwo. Zapiski ojca Juana Crespi uzupelniaja obraz jedynej w swoim rodzaju spolecznosci misyjnej.

Misje zalozono w 1798 r. Siedemnascie lat pozniej rekoma miejscowych Indian zbudowano monumentalnych rozmiarow konstrukcje architektoniczna w stylu hiszpanskiego Escorialu. Byl to najwiekszy obiekt misyjny w Kalifornii. Tradycyjny czworobok stanal wokol dziedzinca liczacego okolo 7500 m kw. Zespol budynkow obejmowal okazala swiatynie, klasztor, kaplice, pokoje goscinne, osobne izby dla kobiet i mezczyzn wolnego stanu. Byly tu rozmaite warsztaty i klasy szkolne.Oprocz magazynow i winiarni stanely pomieszczenia mieszkalne dla rzemieslnikow. Patronem misji wybrano sw. Ludwika, krola Francji w XIII wieku.

Rozwoj tego osrodka cywilizacji przypadl na okres rozluznienia dyscypliny kolonialnej. Przy misji nie bylo osiedla lepianek indianskich. Neofitom zezwolono na mieszkanie w rodzinnych wioskach lub jednej z kilku osad polozonych w pewnym oddaleniu od misji. Niektore z nich mialy wlasne kaplice. Struktura organizacyjna byla bardzo prosta. Kazde gospodarstwo wiejskie podlegalo hiszpanskiemu zarzadcy - majordomo. Neofici otrzymywali instrukcje za posrednictwem swoich przedstawicieli tzw. alkadow, ktorych wybierali raz w roku sposrod siebie. Co kilka dni alkadzi spotykali sie w misji ze swoim szefem i misjonarzami. Zdawali im relacje z postepu prac, odbierali nowe polecenia. Funkcje wodza wioski zredukowano do pozycji osoby ceremonialnej. Wladze polityczna przejeli misjonarze. Wprowadzenie modelu zycia misyjnego bylo stosunkowo latwym przedsiewzieciem. Wedlug zapiskow kronikarzy rowniez skutecznym, gdyz funkcjonowal on bez wiekszych klopotow przez blisko trzy dekady.

Neofici rozproszeni w rodzinnych wioskach podobno byli wyjatkowo szczesliwa spolecznoscia. Zachowali przynajmniej troche wolnosci. Latwiej im tez bylo zachowac rdzenne tradycje, nawet wbrew woli misjonarzy. Pablo Tac wspomina nieomal sielankowe zycie wypelnione codziennymi obowiazkami. Ascetyczny styl zycia mnichow odpowiadal tubylcom przywyklym do skromnych potrzeb. Zakonnicy chcieli zapewnic godziwe warunki egzystencji wszystkim mieszkancom i wiekszosc Indian przyjmowala ich wysilki z wdziecznoscia.

Zyzne ziemie sprzyjaly rolnictwu i hodowli, rozwijalo sie ogrodnictwo i uprawa warzyw. Przy okazji festiwali misjonarze zgadzali sie nawet na pokazy tancow etnicznych dla bialych osadnikow. Z koncem okresu misyjnego zwyczaj patronowania przez zakonnikow tego rodzaju rozrywkom przyjal sie tez w innych misjach.

Wedlug roznych zrodel, sposrod okolo pieciu tysiecy Indian Luisieno (dane z 1798 r.) na przestrzeni trzydziestu lat chrzescijanstwo przyjelo ponad 60%. Indianie, ktorzy wybrali zycie na wolnosci, mogli odwiedzac misje i korzystac przynajmniej z niektorych jej osiagniec.

Po sekularyzacji misji w1834 r. wiekszosc neofitow zaprzestala pracy. Wedlug spisu ludnosci z 1860 r. w okolicach wioski San Luis Rey zylo zaledwie okolo 160 Indian. Kilkanascie lat pozniej slad po nich zaginal.

Obiekt misyjny w okresie wojny meksykanskiej sluzyl jako garnizon wojskowy. Potem stacjonowaly tu wojska amerykanskie. Zamkniecie kosciola nie uchronilo go przed aktami wandalizmu.Wnetrze zostalo zniszczone, meble rozkradzione. Zginely zlocone ornamenty retabulum i wyposazenie kosciola wykonane w drewnie. Kompleks zabudowan misyjnych nigdy nie ucierpial na skutek trzesien ziemi, ale czas i zaniedbania zrobily swoje. Renowacja budynkow pierwsi zajeli sie franciszkanie z Meksyku. Przyszli tu w 1892 r. w poszukiwaniu miejsca na seminarium duchowne. Czesc budynkow przystosowano dla potrzeb szkoly. Odnowiony kosciol zasadniczo nie roznil sie od pierwotnej wersji, lecz dokonano tylko zabiegow kosmetycznych. Powazniejsza odbudowe i konserwacje obiektu, choc o zasiegu skromniejszym od pierwotnego projektu, zakonczono w latach 20. ubieglego stulecia. Dopiero w drugiej polowie XX wieku rozpoczely sie systematyczne prace archeologiczne na wielka skale. Ich celem jest pelna rekonstrukcja obiektu misyjnego wedlug oryginalnego planu z 1815 r. No, ale to jeszcze troche potrwa.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail