[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (15 czerwca 2001)


STANISLAW M. JANKOWSKI

Najwyzszy stopien wiedzy

W stulecie urodzin wspomnienia o Stefanie Korbonskim (1901-1989)

Przez kilkadziesiat peerelowskich lat jego nazwisko znajdowalo sie w tajnej dokumentacji Urzedu Kontroli Prasy; mozna bylo o Stefanie Korbonskim pisac zle albo nie nalezalo w ogole wspominac. Niejeden z cenzorow wolalby zjesc maszynopis wspominajacy szefa Kierownictwa Walki Cywilnej i ostatniego delegata rzadu RP na uchodzstwie, byle tylko nie narazic sie na klopoty po ukazaniu sie tekstu. Jak wiec do cieszacej sie duza popularnoscia ksiazki o Polakach, pomagajacych Zydom weszla relacja, wyraznie podpisana? I to w czasie, gdy Stefan Korbonski aktywnie dzialal w Assembly of Captive European Nations (Zgromadzenie Europejskich Narodow Ujarzmionych)?

Wybieram fragment z ksiazki wydanej w 1969 roku. Nie bylo latwo tego zbioru relacji i dokumentow kupic, ale dla mnie, wowczas studenta historii przygotowujacej prace magisterska o zbrodniach niemieckich na Polakach i Zydach nie bylo pracy bardziej niezbednej i godnej zdobycia.

Nie uwierzono depeszom

"Zaczelo sie od tego, ze wyslalem do Londynu kilka depesz, jedna po drugiej, zawiadamiajacych o rozpoczetej 22 VII 1942 likwidacji getta. Ladowano do wagonow towarowych na ul. Stawki po 7000 osob i wywozono na wschod, do Majdanka, gdzie wszystkich gazowano. Zdziwilo mnie ogromnie, ze wbrew dotychczasowej praktyce BBC nie zrobilo z tych depesz zadnego uzytku i o tych wiadomosciach nie wspomnialo ani slowem. Wyslalem wiec oddzielna depesze, w ktorej domagalem sie wyjasnienia powodow milczenia. Zdziwienie moje wzroslo, gdy rowniez i na te depesze nie udzielono mi zadnej odpowiedzi. Nie dawalem za wygrana i wskoczywszy na stacje, dalem polecenie radiotelegrafistom, by przy kazdym polaczeniu z Londynem zadali odpowiedzi na wszystkie wspomniane depesze. Ta zabawa trwala kilka dni i widocznie na skutek codziennych alarmow stacji londynskiej rzad nareszcie odpowiedzial. Depesza niewiele tlumaczyla. Brzmiala ona: 'Nie wszystkie wasze depesze nadaja sie do publikowania'. Zachodzilem w glowe, co to mialo znaczyc. Tutaj wywoza i morduja po 7000 osob dziennie, a Londyn uwaza, ze to nie nadaje sie do publikowania? Na glowe poupadali czy co? (...)

Dopiero po miesiacu BBC podalo wiadomosc oparta na naszych informacjach, a wiele miesiecy pozniej wyjasnil mi cala rzecz emisariusz rzadu, ktory zostal zrzucony do kraju na spadochronie.

- Depeszom pana nie uwierzono. Nie uwierzyl rzad, nie uwierzyli Anglicy. Mowiono, ze troche przesadziliscie w propagandzie antyniemieckiej. Dopiero gdy Anglicy otrzymali potwierdzenie tego ze swoich zrodel, zapanowala konsternacja i BBC podalo wasze wiadomosci..."1)

Patrioci przeciwko konfidentom

Byly pierwsze dni grudnia 1987 roku, gdy w niewielkim mieszkaniu Zofii i Stefana Korbonskich w Waszyngtonie rozmawialismy na wiele tematow. Pracowalem wowczas nad ksiazka o Janie Karskim, pierwszym z polskich emisariuszy, ktory do Londynu dotarl z pisemnym raportem o eksterminacji ludnosci zydowskiej. Kazda informacja o kontaktach kraju z rzadem w Londynie i aliantami byla wprost bezcenna, a Korbonscy byli ludzmi o najwyzszym stopniu wiedzy. W czasie jednego, a pozniej nastepnego spotkania wielokrotnie zmienialem kasety w magnetofonie. Konfrontowalem to, o czym wiem lub czytalem, z nagrywanymi informacjami. Im wyzej rosl stos kaset, tym szybciej roslo moje przekonanie, ze na lekcje historii najnowszej powinno sie tu przychodzic codziennie. A znajomosci faktow, laczenie ich z - niestety - nie zawsze godnymi wyrozniania polskimi cechami narodowymi mozna gospodarzom pozazdroscic i nie jeden zawodowy badacz dziejow ojczystych moglby byc ich uczniem zaslugujacym co najwyzej na ocene dostateczna. Temat zachowania sie Polakow wobec Zydow byl wlasciwie dominujacy. Pochwalilem sie fotografia pierwszej strony Biuletynu Informacyjnego z roku 1943, obwieszczajacym o skazaniu na kare smierci Borysa vel Boguslawa Pilnika "za to, ze w czasie okupacji niemieckiej w Polsce, wspolpracujac z niemieckimi wladzami okupacyjnymi na szkode spoleczenstwa polskiego, w charakterze konfidenta, wydal w rece wladz niemieckich obywateli polskich narodowosci zydowskiej, ukrywajacych sie przed wladzami niemieckimi (...) Wyrok wykonano przez zastrzelenie dnia 25 VIII 1943 r.".

- Nie nalezy ukrywac, ze byli tacy ludzie, jak konfident Pilnik, ale jeszcze wazniejsze jest przypominanie o tym, jak na ich zachowanie reagowala Polska Podziemna - skomentowal pan Stefan.

W dobrym towarzystwie

Na polce z ksiazkami zobaczylem, po raz pierwszy w zyciu, jego prace, od przeszlo trzydziestu lat wydawane i wznawiane w Paryzu, Londynie, Filadelfii, Meksyku i Nowym Jorku. Tlumaczone na hiszpanski, francuski, angielski, a przeciez gospodarz najbardziej sobie cenil pierwsze wydanie w jezyku polskim. Staly wsrod tych z lakierowanymi okladkami i zdjeciami egzemplarze ukazujacych sie poza cenzura ksiazek Polskie Panstwo Podziemne, W imieniu Polski Walczacej, W imieniu Kremla. Wyszly w drugoobiegowych (nielegalnych oczywiscie) wydawnictwach Krag czy Vademecum, a z Warszawy docieraly do Krakowa, Gdanska, Lublina, Lodzi czy Stalowej Woli jak za czasow okupacji - wozone przez kolporterow. Wczesniej drukowano je gdzies w piwnicach lub po prostu przepisywano na maszynie i powielano.

- Kiedys tropiono mnie, dzisiaj scigaja moje ksiazki - smial sie Stefan Korbonski, gdy mu opowiadalem o konspirujacych wydawcach, kurierach z plecakami czy dystrybucji wsrod zaufanych. O narazaniu sie na aresztowanie, grzywne, moze nawet wyrok sadowy - bo i tak bywalo - podobnie jak na utrate samochodu, w ktorego bagazniku znalezliby milicjanci paczki z pracami takich autorow, jak Tadeusz Zenczykowski, Jan Nowak-Jezioranski czy Stefan Korbonski wlasnie.

- W dobrym jestem towarzystwie - mowil. - I samochod zabieraja za wozenie takiej literatury? Za moich czasow - podkreslil te slowa - Niemcy za to zabierali zycie...

O tym wiedzialem. Podobnie jak i o tym, ze w latach niemieckiej okupacji wlasnie Stefan Korbonski byl jednym z tych przywodcow Polskiego Panstwa Podziemnego, ktorzy miedzy soba "rywalizowali" o pierwsze miejsce na szubienicy. A jego nazywano "czlowiekiem, chodzacym codziennie po minach".

Jak wiec wlasnie jemu przyznac sie, ze wiozlem kiedys z Warszawy do Krakowa kilkanascie egzemplarzy ksiazki W imieniu Rzeczypospolitej wydanej w wydawnictwie "Krag", powielonej w stanie wojennym, a przeze mnie transportowanej z dusza na ramieniu. Byc moze nie wysmialby mnie, ale tylko dlatego, ze bylem gosciem w jego domu.

Wyjechal, zeby dalej walczyc

W czasie naszych waszyngtonskich rozmow nie moglo rowniez zabraknac pytania o zmiane miejsca osiedlenia, czyli nagly wyjazd z Polski, gdy Korbonskiemu, podobnie jak kilku innym dzialaczom Polskiego Stronnictwa Ludowego, grozilo aresztowanie, oczywiscie po wczesniejszym pozbawieniu ich mandatow poselskich. Zapytalem o "ucieczke z Polski" i wowczas na twarzy mojego rozmowcy pojawil sie cien niezadowolenia. Pomilczal chwile, a pozniej odpowiedzial:

- Gdybym po przyjezdzie do Ameryki zalozyl restauracje, to mozna by dyskutowac o - jak pan to mowi - ucieczce. Ja od samego poczatku wszedlem do grona ludzi walczacych z rezimem komunistycznym, ujawniajacym niezadowolenie z postanowien w Jalcie czy Teheranie. To ja i inni zebrani w ACEN przywodcy wyjasnialismy spoleczenstwu amerykanskiemu, co sie stalo w Europie i jak wygladaja sowieckie klamstwa propagandowe.

Nie znalem wowczas ksiazki Stefana Korbonskiego W imieniu Polski Walczacej, z wielkim talentem napisanych wspomnien o tworzeniu a pozniej pracy w Zgromadzeniu Europejskich Narodow Ujarzmionych. Sluchalem z wypiekami na twarzy. I rownoczesnie ze wstydem, ze nie ma szans na wydrukowanie w PRL tej arcyciekawej opowiesci. Jeszcze w Polsce dzialala cenzura, chociaz juz malo kto - jak Zolnierz Wolnosci w roku 1981 - zdecydowalby sie nazwac pana Stefana "doswiadczonym dywersantem". A prace jego zony Zofii w Glosie Ameryki ocenic - jak moskiewskie gazety - jako "obrone 'aniolow pokoju', anglo-amerykanskich podzegaczy wojennych".

Reagan wierzyl w zwyciestwo

Z zachowanych do dzisiaj notatek wynika, ze ogladalismy takze zdjecia odpowiadajace obrazem na pytanie, jak wygladala - podczas wiecow, spotkan, konferencji prasowych, w roznych miejscach Ameryki i swiata - walka o wyrwanie Polski z objec Kremla. Korbonski objechal pol swiata, aby o tym mowic, podobnie jak o Polsce przypominal kazdemu kolejnemu prezydentowi Stanow Zjednoczonych. Byla wsrod ogladanych przeze mnie fotografia Stefana Korbonskiego wreczajacego plakietke z dyplomem nadania Krzyza Armii Krajowej prezydentowi Ronaldowi Reaganowi. 125 przywodcow Polonii amerykanskiej oraz uczestnikow walk w roku 1944 spotkalo sie z amerykanskim prezydentem w 40. rocznice powstania warszawskiego. Generalow Tadeusza Bora-Komorowskiego, Leopolda Okulickiego i Stefana Roweckiego odznaczono jednym z najwyzszych odznaczen amerykanskich - Orderem The Legion of Merit, a Ronald Reagan w ostatnich slowach przemowienia przypomnial, ze "haslo bojowe polskiej Armii Krajowej nie stracilo nic ze swej aktualnosci: Polska walczy, Polska nie zginie. Polska zwyciezy!".

- Czy w czasie powstania warszawskiego myslal Pan bodaj przez moment, ze amerykanski prezydent doceni kiedys wydarzenie, co do ktorego nie ma zgody wsrod historykow? - zapytalem po obejrzeniu fotografii z roku 1984.

- Myslalem, czy mnie beda chowac po nalocie, czy ja bede musial komus kopac grob. I czy dozyjemy do jutra - odparl gospodarz, siegajac po najnowsza swoja ksiazke Bohaterowie Panstwa Podziemnego - jak ich znalem. I wpisal dedykacje.

Napisalem recenzje i wkrotce nadeszlo z Waszyngtonu podziekowanie. "Marzylbym o tym, zeby ja podpisywac [ksiazke - przyp. St.J.] czytelnikom w Polsce, jak to Pan w swojej wyobrazni widzial. Ale czasu juz malo, a Jaruzelski nie chce sie zamienic w Konrada Wallenroda".

Tak pisal do mnie 24 marca 1988 roku Stefan Korbonski, z ktorego ksiazek tez uczylem sie historii. Rok pozniej, 23 kwietnia 1989 r. zmarl. Tylu pytan nie zdazylem mu zadac... o

-------------

1) Ten jest z Ojczyzny mojej. Polacy z pomoca Zydom 1939-1945. Opracowali: Wladyslaw Bartoszewski i Zofia Lewinowna, Krakow 1969

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail