STANISLAW M. JANKOWSKI
Najwyzszy stopien wiedzy
W stulecie urodzin wspomnienia o Stefanie Korbonskim (1901-1989)
Przez
kilkadziesiat peerelowskich lat jego nazwisko znajdowalo
sie w tajnej dokumentacji Urzedu Kontroli Prasy; mozna bylo
o Stefanie Korbonskim pisac zle albo nie nalezalo w ogole
wspominac. Niejeden z cenzorow wolalby zjesc maszynopis
wspominajacy szefa Kierownictwa Walki Cywilnej i ostatniego
delegata rzadu RP na uchodzstwie, byle tylko nie narazic
sie na klopoty po ukazaniu sie tekstu. Jak wiec do cieszacej
sie duza popularnoscia ksiazki o Polakach, pomagajacych
Zydom weszla relacja, wyraznie podpisana? I to w czasie,
gdy Stefan Korbonski aktywnie dzialal w Assembly of Captive
European Nations (Zgromadzenie Europejskich Narodow Ujarzmionych)?
Wybieram fragment z ksiazki wydanej w 1969 roku. Nie bylo
latwo tego zbioru relacji i dokumentow kupic, ale dla mnie,
wowczas studenta historii przygotowujacej prace magisterska
o zbrodniach niemieckich na Polakach i Zydach nie bylo pracy
bardziej niezbednej i godnej zdobycia.
Nie uwierzono depeszom
"Zaczelo sie od tego, ze wyslalem do Londynu kilka depesz,
jedna po drugiej, zawiadamiajacych o rozpoczetej 22 VII
1942 likwidacji getta. Ladowano do wagonow towarowych na
ul. Stawki po 7000 osob i wywozono na wschod, do Majdanka,
gdzie wszystkich gazowano. Zdziwilo mnie ogromnie, ze wbrew
dotychczasowej praktyce BBC nie zrobilo z tych depesz zadnego
uzytku i o tych wiadomosciach nie wspomnialo ani slowem.
Wyslalem wiec oddzielna depesze, w ktorej domagalem sie
wyjasnienia powodow milczenia. Zdziwienie moje wzroslo,
gdy rowniez i na te depesze nie udzielono mi zadnej odpowiedzi.
Nie dawalem za wygrana i wskoczywszy na stacje, dalem polecenie
radiotelegrafistom, by przy kazdym polaczeniu z Londynem
zadali odpowiedzi na wszystkie wspomniane depesze. Ta zabawa
trwala kilka dni i widocznie na skutek codziennych alarmow
stacji londynskiej rzad nareszcie odpowiedzial. Depesza
niewiele tlumaczyla. Brzmiala ona: 'Nie wszystkie wasze
depesze nadaja sie do publikowania'. Zachodzilem w glowe,
co to mialo znaczyc. Tutaj wywoza i morduja po 7000 osob
dziennie, a Londyn uwaza, ze to nie nadaje sie do publikowania?
Na glowe poupadali czy co? (...)
Dopiero po miesiacu BBC podalo wiadomosc oparta na naszych
informacjach, a wiele miesiecy pozniej wyjasnil mi cala
rzecz emisariusz rzadu, ktory zostal zrzucony do kraju na
spadochronie.
- Depeszom pana nie uwierzono. Nie uwierzyl rzad, nie uwierzyli
Anglicy. Mowiono, ze troche przesadziliscie w propagandzie
antyniemieckiej. Dopiero gdy Anglicy otrzymali potwierdzenie
tego ze swoich zrodel, zapanowala konsternacja i BBC podalo
wasze wiadomosci..."1)
Patrioci przeciwko konfidentom
Byly pierwsze dni grudnia 1987 roku, gdy w niewielkim mieszkaniu
Zofii i Stefana Korbonskich w Waszyngtonie rozmawialismy
na wiele tematow. Pracowalem wowczas nad ksiazka o Janie
Karskim, pierwszym z polskich emisariuszy, ktory do Londynu
dotarl z pisemnym raportem o eksterminacji ludnosci zydowskiej.
Kazda informacja o kontaktach kraju z rzadem w Londynie
i aliantami byla wprost bezcenna, a Korbonscy byli ludzmi
o najwyzszym stopniu wiedzy. W czasie jednego, a pozniej
nastepnego spotkania wielokrotnie zmienialem kasety w magnetofonie.
Konfrontowalem to, o czym wiem lub czytalem, z nagrywanymi
informacjami. Im wyzej rosl stos kaset, tym szybciej roslo
moje przekonanie, ze na lekcje historii najnowszej powinno
sie tu przychodzic codziennie. A znajomosci faktow, laczenie
ich z - niestety - nie zawsze godnymi wyrozniania polskimi
cechami narodowymi mozna gospodarzom pozazdroscic i nie
jeden zawodowy badacz dziejow ojczystych moglby byc ich
uczniem zaslugujacym co najwyzej na ocene dostateczna. Temat
zachowania sie Polakow wobec Zydow byl wlasciwie dominujacy.
Pochwalilem sie fotografia pierwszej strony Biuletynu
Informacyjnego z roku 1943, obwieszczajacym o skazaniu
na kare smierci Borysa vel Boguslawa Pilnika "za to, ze
w czasie okupacji niemieckiej w Polsce, wspolpracujac z
niemieckimi wladzami okupacyjnymi na szkode spoleczenstwa
polskiego, w charakterze konfidenta, wydal w rece wladz
niemieckich obywateli polskich narodowosci zydowskiej, ukrywajacych
sie przed wladzami niemieckimi (...) Wyrok wykonano przez
zastrzelenie dnia 25 VIII 1943 r.".
- Nie nalezy ukrywac, ze byli tacy ludzie, jak konfident
Pilnik, ale jeszcze wazniejsze jest przypominanie o tym,
jak na ich zachowanie reagowala Polska Podziemna - skomentowal
pan Stefan.
W dobrym towarzystwie
Na polce z ksiazkami zobaczylem, po raz pierwszy w zyciu,
jego prace, od przeszlo trzydziestu lat wydawane i wznawiane
w Paryzu, Londynie, Filadelfii, Meksyku i Nowym Jorku. Tlumaczone
na hiszpanski, francuski, angielski, a przeciez gospodarz
najbardziej sobie cenil pierwsze wydanie w jezyku polskim.
Staly wsrod tych z lakierowanymi okladkami i zdjeciami egzemplarze
ukazujacych sie poza cenzura ksiazek Polskie Panstwo
Podziemne, W imieniu Polski Walczacej, W imieniu Kremla. Wyszly w drugoobiegowych (nielegalnych oczywiscie) wydawnictwach
Krag czy Vademecum, a z Warszawy docieraly do Krakowa, Gdanska,
Lublina, Lodzi czy Stalowej Woli jak za czasow okupacji
- wozone przez kolporterow. Wczesniej drukowano je gdzies
w piwnicach lub po prostu przepisywano na maszynie i powielano.
- Kiedys tropiono mnie, dzisiaj scigaja moje ksiazki -
smial sie Stefan Korbonski, gdy mu opowiadalem o konspirujacych
wydawcach, kurierach z plecakami czy dystrybucji wsrod zaufanych.
O narazaniu sie na aresztowanie, grzywne, moze nawet wyrok
sadowy - bo i tak bywalo - podobnie jak na utrate samochodu,
w ktorego bagazniku znalezliby milicjanci paczki z pracami
takich autorow, jak Tadeusz Zenczykowski, Jan Nowak-Jezioranski
czy Stefan Korbonski wlasnie.
- W dobrym jestem towarzystwie - mowil. - I samochod zabieraja
za wozenie takiej literatury? Za moich czasow - podkreslil
te slowa - Niemcy za to zabierali zycie...
O tym wiedzialem. Podobnie jak i o tym, ze w latach niemieckiej
okupacji wlasnie Stefan Korbonski byl jednym z tych przywodcow
Polskiego Panstwa Podziemnego, ktorzy miedzy soba "rywalizowali"
o pierwsze miejsce na szubienicy. A jego nazywano "czlowiekiem,
chodzacym codziennie po minach".
Jak wiec wlasnie jemu przyznac sie, ze wiozlem kiedys z
Warszawy do Krakowa kilkanascie egzemplarzy ksiazki W
imieniu Rzeczypospolitej wydanej w wydawnictwie
"Krag", powielonej w stanie wojennym, a przeze mnie transportowanej
z dusza na ramieniu. Byc moze nie wysmialby mnie, ale tylko
dlatego, ze bylem gosciem w jego domu.
Wyjechal, zeby dalej walczyc
W czasie naszych waszyngtonskich rozmow nie moglo rowniez
zabraknac pytania o zmiane miejsca osiedlenia, czyli nagly
wyjazd z Polski, gdy Korbonskiemu, podobnie jak kilku innym
dzialaczom Polskiego Stronnictwa Ludowego, grozilo aresztowanie,
oczywiscie po wczesniejszym pozbawieniu ich mandatow poselskich.
Zapytalem o "ucieczke z Polski" i wowczas na twarzy mojego
rozmowcy pojawil sie cien niezadowolenia. Pomilczal chwile,
a pozniej odpowiedzial:
- Gdybym po przyjezdzie do Ameryki zalozyl restauracje,
to mozna by dyskutowac o - jak pan to mowi - ucieczce. Ja
od samego poczatku wszedlem do grona ludzi walczacych z
rezimem komunistycznym, ujawniajacym niezadowolenie z postanowien
w Jalcie czy Teheranie. To ja i inni zebrani w ACEN przywodcy
wyjasnialismy spoleczenstwu amerykanskiemu, co sie stalo
w Europie i jak wygladaja sowieckie klamstwa propagandowe.
Nie znalem wowczas ksiazki Stefana Korbonskiego W imieniu
Polski Walczacej, z wielkim talentem napisanych
wspomnien o tworzeniu a pozniej pracy w Zgromadzeniu Europejskich
Narodow Ujarzmionych. Sluchalem z wypiekami na twarzy. I
rownoczesnie ze wstydem, ze nie ma szans na wydrukowanie
w PRL tej arcyciekawej opowiesci. Jeszcze w Polsce dzialala
cenzura, chociaz juz malo kto - jak Zolnierz Wolnosci w roku 1981 - zdecydowalby sie nazwac pana Stefana "doswiadczonym
dywersantem". A prace jego zony Zofii w Glosie Ameryki ocenic
- jak moskiewskie gazety - jako "obrone 'aniolow pokoju',
anglo-amerykanskich podzegaczy wojennych".
Reagan wierzyl w zwyciestwo
Z zachowanych do dzisiaj notatek wynika, ze ogladalismy
takze zdjecia odpowiadajace obrazem na pytanie, jak wygladala
- podczas wiecow, spotkan, konferencji prasowych, w roznych
miejscach Ameryki i swiata - walka o wyrwanie Polski z objec
Kremla. Korbonski objechal pol swiata, aby o tym mowic,
podobnie jak o Polsce przypominal kazdemu kolejnemu prezydentowi
Stanow Zjednoczonych. Byla wsrod ogladanych przeze mnie
fotografia Stefana Korbonskiego wreczajacego plakietke z
dyplomem nadania Krzyza Armii Krajowej prezydentowi Ronaldowi
Reaganowi. 125 przywodcow Polonii amerykanskiej oraz uczestnikow
walk w roku 1944 spotkalo sie z amerykanskim prezydentem
w 40. rocznice powstania warszawskiego. Generalow Tadeusza
Bora-Komorowskiego, Leopolda Okulickiego i Stefana Roweckiego
odznaczono jednym z najwyzszych odznaczen amerykanskich
- Orderem The Legion of Merit, a Ronald Reagan w ostatnich
slowach przemowienia przypomnial, ze "haslo bojowe polskiej
Armii Krajowej nie stracilo nic ze swej aktualnosci: Polska
walczy, Polska nie zginie. Polska zwyciezy!".
- Czy w czasie powstania warszawskiego myslal Pan bodaj
przez moment, ze amerykanski prezydent doceni kiedys wydarzenie,
co do ktorego nie ma zgody wsrod historykow? - zapytalem
po obejrzeniu fotografii z roku 1984.
- Myslalem, czy mnie beda chowac po nalocie, czy ja bede
musial komus kopac grob. I czy dozyjemy do jutra - odparl
gospodarz, siegajac po najnowsza swoja ksiazke Bohaterowie
Panstwa Podziemnego - jak ich znalem. I
wpisal dedykacje.
Napisalem recenzje i wkrotce nadeszlo z Waszyngtonu podziekowanie.
"Marzylbym o tym, zeby ja podpisywac [ksiazke - przyp. St.J.]
czytelnikom w Polsce, jak to Pan w swojej wyobrazni widzial.
Ale czasu juz malo, a Jaruzelski nie chce sie zamienic w
Konrada Wallenroda".
Tak pisal do mnie 24 marca 1988 roku Stefan Korbonski,
z ktorego ksiazek tez uczylem sie historii. Rok pozniej,
23 kwietnia 1989 r. zmarl. Tylu pytan nie zdazylem mu zadac...
o
-------------
1) Ten jest z Ojczyzny mojej. Polacy z
pomoca Zydom 1939-1945. Opracowali: Wladyslaw Bartoszewski
i Zofia Lewinowna, Krakow 1969
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |