PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (8 czerwca 2001)


CZESLAW KARKOWSKI

Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)

Ogladajac w muzeach dziela wielkich mistrzow malarstwa bardzo latwo zapominamy, ze artysci dawnych wiekow malowali na zamowienie i na sprzedaz. Ich warsztat byl zarazem kantorem. Uwielbienie artysty jako natchnionego tworcy niepowtarzalnych arcydziel zaczelo sie dopiero w czasach wloskiego renesansu. A przeciez zarazem byli oni swoistymi rzemieslnikami wytwarzajacymi towar - tez na sprzedaz i chodzilo glownie o wartosc rynkowa obrazow czy rzezb, o przypodobanie sie mecenasowi lub potencjalnemu klientowi.

Malo kto jak el Greco doswiadczyl obu rodzajow losu. Doskonale ilustruje wysilki malarza niewielka, ale bardzo pouczajaca wystawa w Kolekcji Fricka. Zgromadzono na niej zaledwie siedem obrazow: cztery przedstawiajace w rozmaitych, lekko zmodyfikowanych wersjach znany motyw z Nowego Testamentu - Chrystusa wypedzajacego przekupniow ze swiatyni, oraz trzy wersje imponujacego portretu swietego Hieronima jako kardynala.

Urodzony na Cyprze, greckiego pochodzenia artysta spedzil lata w Wenecji, a nastepnie w Rzymie. We Wloszech probowal posiasc arkana sztuki renesansowego malarstwa, by wyzwolic sie z bizantyjskiej szkoly tworczej, ktorej podlegal w mlodosci. Nauczyl sie wiele, w tym zwlaszcza oswoil sie z wloskim kultem malarza jako artysty, czlowieka wyjatkowego, wyroznionego, albowiem obdarzonego niepospolitym talentem. Mial chyba zawsze wysokie mniemanie o sobie, totez skutecznie zrazal do siebie nawet przyjaciol, a co gorsza - moznych patronow. Z powodu klotliwej natury w koncu juz nie mial czego szukac we Wloszech i w 1577 r. przeniosl sie do Hiszpanii.

Tutaj jednak spotkal go srogi zawod. W tradycyjnym panstwie malarza traktowano wciaz jako rzemieslnika - rownego wytworcy butow, krzesel czy innych przedmiotow uzytkowych. El Greco zalozyl warsztat i zaczal malowac "na rynek". Oznaczalo to, miedzy innymi, ze wykonywal wiele wersji (zwykle nieco zmodyfikowanych) obrazu, ktory "chwycil", spodobal sie klientom. Sprzedawal wiec liczne kopie tego samego przedstawienia. Jeden egzemplarz zawsze trzymal w warsztacie, by pokazywac ewentualnym nabywcom. Kopie wybranego dziela w stosownym formacie sprzedawano zainteresowanemu.

W Kolekcji Fricka mozemy obejrzec cztery niemal te same ujecia Oczyszczenia swiatyni. Dlaczego temat ten cieszyl sie wzieciem - trudno dzis dociec, ale zapewne czasy reformacji i walki o "oczyszczenie" Kosciola chrzescijanskiego na pewno budzily zainteresowanie motywem. Natomiast doprawdy nielatwo zgadnac, co potencjalni klienci widzieli w sztuce el Greca. Wydluzone, charakterystyczne dla malarza, nieproporcjonalne wrecz postaci na dwoch "hiszpanskich" obrazach (w przeciwienstwie do bardziej zharmonizowanych wloskich plocien), poskrecani w anatomicznie wrecz niemozliwy sposob ludzie i chorobliwa, "trupia" kolorystyka sprawiaja wrecz groteskowe wrazenie.

Nie jestem entuzjasta malarstwa el Greca, jak i wielu przede mna nie bylo. Artyste "odkryto" dopiero pod koniec XIX wieku. Wiele od tego czasu sformulowano hipotez wyjasniajacych osobliwosci jego sztuki - mowi sie o postepujacej chorobie umyslowej artysty, o wadzie wzroku (astygmatyzmie), wskutek czego tak po prostu widzial swiat i tak go malowal, o naduzywaniu haszyszu, o wplywie bizantyjskiej sztuki, w ktorej byl szkolony za mlodu. W kazdym razie efekt na plotnie jest szokujacy. Obrazy el Greca sprawiaja wrazenie naladowanych wewnetrzna chorobliwa energia, przedmioty przedstawione maja w sobie ducha drgajacych plomieni, a sylwetki ludzkie poskrecane sa w nerwowych konwulsjach. Calosc efektu poglebia niezwykly dobor barw.

Oczyszczenie swiatyni - we wszystkich czterech wersjach zaprezentowanych w Nowym Jorku bardzo podobne - zbudowane jest na wzor tradycyjnego motywu Sadu Ostatecznego. Po lewej notoryczni grzesznicy - wyjacy, przerazeni, lamiacy rece, po prawej - zbawieni, medrcy (cala czworka to koledzy-malarze el Greca z czasow wloskich, m.in. Michal Aniol i Rafael) sprawiedliwi, w przykleku i zachwycie chwala Pana. Posrodku zas z biczem idzie Chrystus, rozdzielajac potepionych od zbawionych.

Drugi obraz na wystawie (w trzech wersjach) jest, malo powiedziec, znakomity! To jedno z najwiekszych plocien zachodniego malarstwa przedstawiajace sw. Hieronima jako kardynala.

Postac swietego, jednego z czterech ojcow Kosciola (obok sw. Ambrozego, Augustyna i Grzegorza), stanowila czesty motyw ikonograficzny. Przedstawiano go zwykle jako modelowego cierpietnika, chudego, umartwionego starca na pustyni, bijacego sie kamieniem w piers; jako uczonego-medrca w pracowni z wiernym lwem u boku oraz jako dreczonego pokusami piekielnymi starca. Na obrazie el Greca mamy sw. Hieronima jako surowego ascete, nieublaganego inkwizytora, bezwzglednego dla wszystkich wokol, tak jak i bezwzglednym byl dla siebie. Potezna, wydluzona sylwetka wychudzonego postami i umartwianiem sie swietego symbolizuje madry, ale zarazem nieprzejednany, nietolerancyjny wojujacy Kosciol kontrreformacji, prowadzacy walke i swiecka (z rozlamem wsrod chrzescijan), i duchowa o jedynie sluszne zbawienie.

*

Jeszcze prawie dwa miesiace czynna bedzie wystawa rzezb "Sculpture from New Yorkers' Studios", otwarta w nowej siedzibie glownej The National Sculpture Society przy 237 Park Ave. miedzy 45 a 46 St. Wsrod osmiu artystow prezentujacych swoje dziela znalazl sie rowniez polski tworca Andrzej Pitynski.

W obszernym, ale jednak ciasnym, jak na taka liczbe rzezb, pomieszczeniu prace Pitynskiego wyrozniaja sie nie tylko zupelnie odrebna tematyka (przesycone ideologia wolnosciowa, walka o niepodleglosc, trudem, wysilkiem i meczenstwem bojownikow), ale i sposobem przedstawiania, komponowania bryly. Pitynski jest artysta rzezbiarzem par excellence. Znakomicie czuje sie w dzielach monumentalnych, wymagajacych przestrzeni, perspektywy, dystansu. Jego prace nalezy ogladac i podziwiac z daleka, jako element wkomponowany w krajobraz. Tymczasem na wystawie artysta musial sila rzeczy przedstawic jedynie modele swych najlepszych i najbardziej znanych prac. Niewielkim, choc niekiedy dobrze ponadmetrowym kompozycjom Pitynskiego (na przyklad pomnik Armii Blekitnej; "oryginal" tej ogromnej kompozycji z brazu odslonieto trzy lata temu w Warszawie) brak w pomieszczeniu powietrza i swiatla slonecznego. Zgrupowane jedna przy drugiej - choc dla kazdego z rzezbiarzy przeznaczono osobna przestrzen w sali - nawzajem sie przytlaczaja. Dziela Pitynskiego wyrozniaja sie wsrod prac amerykanskich artystow tworzacych kompozycje kameralne, sciszone, domowe - by tak sie wyrazic, a wiec do postawienia w niewielkim nawet pomieszczeniu. Jego pelne dynamizmu i dramatyzmu rzezby rozsadzaja zamknieta przestrzen, nie pozwalaja sie zamknac, ograniczyc w czterech scianach.

Warto obejrzec te niezwykla ekspozycje osmiu rzezbiarzy dziel figuratywnych, w tym dokonania polskiego tworcy. Pomniki Pitynskiego znajdujace sie w rozmaitych miejscach kilku stanow Wschodniego Wybrzeza nie wszyscy mieli okazje obejrzec - a na podziwianie wspomnianego monumentu poswieconego Armii Blekitnej trzeba by sie wybrac do Warszawy. Na niewielkiej przestrzeni przy Park Ave. mamy wiec niepowtarzalna okazje obejrzenia dokonan Andrzeja Pitynskiego z ostatnich kilkudziesieciu lat. Niemal jednym rzutem oka mozemy ogarnac jego niemaly dorobek, ocenic, przyjrzec sie modelom rzezb stojacych gdzies w plenerze w Nowym Jorku, w New Jersey, Baltimore czy Bostonie.

*

Wystawom sztuki w nowojorskim Konsulacie Rzeczypospolitej nie sposob dotrzymac kroku. Pojawiaja sie i znikaja tak szybko, ze nie mozna nadazyc juz nie tylko z pisaniem o nich (to jest wrecz niemozliwe), ale w ogole z odnotowywaniem ich w pamieci. Rozumiem, ze artysci maja wielka ochote wystawiac tam swe prace, niemniej konsulat powinien przyjac bardziej rygorystyczna polityke i ograniczyc liczbe wystaw, natomiast przedluzyc czas ich trwania.

Cztery siostry prezentowaly swoje prace w Konsulacie Generalnym RP. Zuzanna Baumiller i Agnieszka Rysztof wystapily ze swoimi zdjeciami, Anna Baumiller i Aleksandra Rysztof - pokazaly dziela plastyczne; pierwsza obrazy olejne, glownie poswiecone tematyce samotnosci ludzkiej, z hopperowska wrecz pustka wokol czlowieka - obcego w swoim domu, obcego sobie, obcego w naturze. Ludzi na jej obrazach dzieli nie tylko przestrzen, ale tez i zamknieci sa w sobie, wskutek czego fizyczna bliskosc to wciaz jeszcze ogromny dystans. Druga - wystawila (juz po raz drugi) prace graficzne, czysta kreska tuszem rysowane kompozycje; bardzo ozdobne, kolorowe, fantastyczne twory wyobrazni pelne zycia.

Z ocena fotografii jest zawsze trudniej. Czarno-biale zdjecia Zuzanny Baumiller to oszczedne portety w duzym zblizeniu, zatrzymane w ruchu, zatrzymane w czasie. Agnieszka Rysztof takze po raz drugi prezentuje kolorowe fotografie przyrody (zwierzat) zatrzymanej, zastyglej, zamarlej przed obiektywem.

Byla to bardzo interesujaca wystawa niezmiernie mlodych, poczatkujacych artystek.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail