CZESLAW KARKOWSKI
Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)
Ogladajac
w muzeach dziela wielkich mistrzow malarstwa bardzo latwo
zapominamy, ze artysci dawnych wiekow malowali na zamowienie
i na sprzedaz. Ich warsztat byl zarazem kantorem. Uwielbienie
artysty jako natchnionego tworcy niepowtarzalnych arcydziel
zaczelo sie dopiero w czasach wloskiego renesansu. A przeciez
zarazem byli oni swoistymi rzemieslnikami wytwarzajacymi
towar - tez na sprzedaz i chodzilo glownie o wartosc rynkowa
obrazow czy rzezb, o przypodobanie sie mecenasowi lub potencjalnemu
klientowi.
Malo kto jak el Greco doswiadczyl obu rodzajow losu. Doskonale
ilustruje wysilki malarza niewielka, ale bardzo pouczajaca
wystawa w Kolekcji Fricka. Zgromadzono na niej zaledwie
siedem obrazow: cztery przedstawiajace w rozmaitych, lekko
zmodyfikowanych wersjach znany motyw z Nowego Testamentu
- Chrystusa wypedzajacego przekupniow ze swiatyni, oraz
trzy wersje imponujacego portretu swietego Hieronima jako
kardynala.
Urodzony na Cyprze, greckiego pochodzenia artysta spedzil
lata w Wenecji, a nastepnie w Rzymie. We Wloszech probowal
posiasc arkana sztuki renesansowego malarstwa, by wyzwolic
sie z bizantyjskiej szkoly tworczej, ktorej podlegal w mlodosci.
Nauczyl sie wiele, w tym zwlaszcza oswoil sie z wloskim
kultem malarza jako artysty, czlowieka wyjatkowego, wyroznionego,
albowiem obdarzonego niepospolitym talentem. Mial chyba
zawsze wysokie mniemanie o sobie, totez skutecznie zrazal
do siebie nawet przyjaciol, a co gorsza - moznych patronow.
Z powodu klotliwej natury w koncu juz nie mial czego szukac
we Wloszech i w 1577 r. przeniosl sie do Hiszpanii.
Tutaj jednak spotkal go srogi zawod. W tradycyjnym panstwie
malarza traktowano wciaz jako rzemieslnika - rownego wytworcy
butow, krzesel czy innych przedmiotow uzytkowych. El Greco
zalozyl warsztat i zaczal malowac "na rynek". Oznaczalo
to, miedzy innymi, ze wykonywal wiele wersji (zwykle nieco
zmodyfikowanych) obrazu, ktory "chwycil", spodobal sie klientom.
Sprzedawal wiec liczne kopie tego samego przedstawienia.
Jeden egzemplarz zawsze trzymal w warsztacie, by pokazywac
ewentualnym nabywcom. Kopie wybranego dziela w stosownym
formacie sprzedawano zainteresowanemu.
W Kolekcji Fricka mozemy obejrzec cztery niemal te same
ujecia Oczyszczenia swiatyni. Dlaczego temat ten
cieszyl sie wzieciem - trudno dzis dociec, ale zapewne czasy
reformacji i walki o "oczyszczenie" Kosciola chrzescijanskiego
na pewno budzily zainteresowanie motywem. Natomiast doprawdy
nielatwo zgadnac, co potencjalni klienci widzieli w sztuce
el Greca. Wydluzone, charakterystyczne dla malarza, nieproporcjonalne
wrecz postaci na dwoch "hiszpanskich" obrazach (w przeciwienstwie
do bardziej zharmonizowanych wloskich plocien), poskrecani
w anatomicznie wrecz niemozliwy sposob ludzie i chorobliwa,
"trupia" kolorystyka sprawiaja wrecz groteskowe wrazenie.
Nie jestem entuzjasta malarstwa el Greca, jak i wielu przede
mna nie bylo. Artyste "odkryto" dopiero pod koniec XIX wieku.
Wiele od tego czasu sformulowano hipotez wyjasniajacych
osobliwosci jego sztuki - mowi sie o postepujacej chorobie
umyslowej artysty, o wadzie wzroku (astygmatyzmie), wskutek
czego tak po prostu widzial swiat i tak go malowal, o naduzywaniu
haszyszu, o wplywie bizantyjskiej sztuki, w ktorej byl szkolony
za mlodu. W kazdym razie efekt na plotnie jest szokujacy.
Obrazy el Greca sprawiaja wrazenie naladowanych wewnetrzna
chorobliwa energia, przedmioty przedstawione maja w sobie
ducha drgajacych plomieni, a sylwetki ludzkie poskrecane
sa w nerwowych konwulsjach. Calosc efektu poglebia niezwykly
dobor barw.
Oczyszczenie swiatyni - we wszystkich czterech wersjach
zaprezentowanych w Nowym Jorku bardzo podobne - zbudowane
jest na wzor tradycyjnego motywu Sadu Ostatecznego. Po lewej
notoryczni grzesznicy - wyjacy, przerazeni, lamiacy rece,
po prawej - zbawieni, medrcy (cala czworka to koledzy-malarze
el Greca z czasow wloskich, m.in. Michal Aniol i Rafael)
sprawiedliwi, w przykleku i zachwycie chwala Pana. Posrodku
zas z biczem idzie Chrystus, rozdzielajac potepionych od
zbawionych.
Drugi obraz na wystawie (w trzech wersjach) jest, malo
powiedziec, znakomity! To jedno z najwiekszych plocien zachodniego
malarstwa przedstawiajace sw. Hieronima jako kardynala.
Postac swietego, jednego z czterech ojcow Kosciola (obok
sw. Ambrozego, Augustyna i Grzegorza), stanowila czesty
motyw ikonograficzny. Przedstawiano go zwykle jako modelowego
cierpietnika, chudego, umartwionego starca na pustyni, bijacego
sie kamieniem w piers; jako uczonego-medrca w pracowni z
wiernym lwem u boku oraz jako dreczonego pokusami piekielnymi
starca. Na obrazie el Greca mamy sw. Hieronima jako surowego
ascete, nieublaganego inkwizytora, bezwzglednego dla wszystkich
wokol, tak jak i bezwzglednym byl dla siebie. Potezna, wydluzona
sylwetka wychudzonego postami i umartwianiem sie swietego
symbolizuje madry, ale zarazem nieprzejednany, nietolerancyjny
wojujacy Kosciol kontrreformacji, prowadzacy walke i swiecka
(z rozlamem wsrod chrzescijan), i duchowa o jedynie sluszne
zbawienie.
*
Jeszcze prawie dwa miesiace czynna bedzie wystawa rzezb
"Sculpture from New Yorkers' Studios", otwarta w nowej siedzibie
glownej The National Sculpture Society przy 237 Park Ave.
miedzy 45 a 46 St. Wsrod osmiu artystow prezentujacych swoje
dziela znalazl sie rowniez polski tworca Andrzej Pitynski.
W obszernym, ale jednak ciasnym, jak na taka liczbe rzezb,
pomieszczeniu prace Pitynskiego wyrozniaja sie nie tylko
zupelnie odrebna tematyka (przesycone ideologia wolnosciowa,
walka o niepodleglosc, trudem, wysilkiem i meczenstwem bojownikow),
ale i sposobem przedstawiania, komponowania bryly. Pitynski
jest artysta rzezbiarzem par excellence. Znakomicie
czuje sie w dzielach monumentalnych, wymagajacych przestrzeni,
perspektywy, dystansu. Jego prace nalezy ogladac i podziwiac
z daleka, jako element wkomponowany w krajobraz. Tymczasem
na wystawie artysta musial sila rzeczy przedstawic jedynie
modele swych najlepszych i najbardziej znanych prac. Niewielkim,
choc niekiedy dobrze ponadmetrowym kompozycjom Pitynskiego
(na przyklad pomnik Armii Blekitnej; "oryginal" tej ogromnej
kompozycji z brazu odslonieto trzy lata temu w Warszawie)
brak w pomieszczeniu powietrza i swiatla slonecznego. Zgrupowane
jedna przy drugiej - choc dla kazdego z rzezbiarzy przeznaczono
osobna przestrzen w sali - nawzajem sie przytlaczaja. Dziela
Pitynskiego wyrozniaja sie wsrod prac amerykanskich artystow
tworzacych kompozycje kameralne, sciszone, domowe - by tak
sie wyrazic, a wiec do postawienia w niewielkim nawet pomieszczeniu.
Jego pelne dynamizmu i dramatyzmu rzezby rozsadzaja zamknieta
przestrzen, nie pozwalaja sie zamknac, ograniczyc w czterech
scianach.
Warto obejrzec te niezwykla ekspozycje osmiu rzezbiarzy
dziel figuratywnych, w tym dokonania polskiego tworcy. Pomniki
Pitynskiego znajdujace sie w rozmaitych miejscach kilku
stanow Wschodniego Wybrzeza nie wszyscy mieli okazje obejrzec
- a na podziwianie wspomnianego monumentu poswieconego Armii
Blekitnej trzeba by sie wybrac do Warszawy. Na niewielkiej
przestrzeni przy Park Ave. mamy wiec niepowtarzalna okazje
obejrzenia dokonan Andrzeja Pitynskiego z ostatnich kilkudziesieciu
lat. Niemal jednym rzutem oka mozemy ogarnac jego niemaly
dorobek, ocenic, przyjrzec sie modelom rzezb stojacych gdzies
w plenerze w Nowym Jorku, w New Jersey, Baltimore czy Bostonie.
*
Wystawom sztuki w nowojorskim Konsulacie Rzeczypospolitej
nie sposob dotrzymac kroku. Pojawiaja sie i znikaja tak
szybko, ze nie mozna nadazyc juz nie tylko z pisaniem o
nich (to jest wrecz niemozliwe), ale w ogole z odnotowywaniem
ich w pamieci. Rozumiem, ze artysci maja wielka ochote wystawiac
tam swe prace, niemniej konsulat powinien przyjac bardziej
rygorystyczna polityke i ograniczyc liczbe wystaw, natomiast
przedluzyc czas ich trwania.
Cztery siostry prezentowaly swoje prace w Konsulacie Generalnym
RP. Zuzanna Baumiller i Agnieszka Rysztof wystapily ze swoimi
zdjeciami, Anna Baumiller i Aleksandra Rysztof - pokazaly
dziela plastyczne; pierwsza obrazy olejne, glownie poswiecone
tematyce samotnosci ludzkiej, z hopperowska wrecz pustka
wokol czlowieka - obcego w swoim domu, obcego sobie, obcego
w naturze. Ludzi na jej obrazach dzieli nie tylko przestrzen,
ale tez i zamknieci sa w sobie, wskutek czego fizyczna bliskosc
to wciaz jeszcze ogromny dystans. Druga - wystawila (juz
po raz drugi) prace graficzne, czysta kreska tuszem rysowane
kompozycje; bardzo ozdobne, kolorowe, fantastyczne twory
wyobrazni pelne zycia.
Z ocena fotografii jest zawsze trudniej. Czarno-biale zdjecia
Zuzanny Baumiller to oszczedne portety w duzym zblizeniu,
zatrzymane w ruchu, zatrzymane w czasie. Agnieszka Rysztof
takze po raz drugi prezentuje kolorowe fotografie przyrody
(zwierzat) zatrzymanej, zastyglej, zamarlej przed obiektywem.
Byla to bardzo interesujaca wystawa niezmiernie mlodych,
poczatkujacych artystek.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |