ANDRZEJ JOZEF DABROWSKI
"Hamlet" w Brooklyn Academy of Music
Gdy zadza
jest silniejsza od wiary
Nad
dziedzincem zamku w Elsynorze, zbudowanym na scenie Krolewskiego
Teatru Narodowego w Londynie, unosi sie duzy azurowy krzyz
ze szlachetnego metalu, moze nawet zlota. Obok zwisaja na
dlugich lancuchach lampki ze swiecami, niemal takie same,
jakie zawieszone sa w Grocie Narodzenia w Betlejem i przy
wejsciu do Grobu Panskiego w Jerozolimie. Ze wszystkich
stron pobrzmiewa muzyka koscielna i slychac chory. I gdyby
nie kufry podrozne rozstawione po calej przestrzeni, mozna
by miec wrazenie, ze jestesmy na dziedzincu klasztornym,
a nie w krolewskim zamku. Na piersiach Klaudiusza, Poloniusza,
Laertesa, Ofelii i calej krolewskiej swity polyskuja krzyze;
pierwszym znakiem, ktory sie rzuca w oczy na ubraniu Hamleta
jest krzyz wlasnie. Krzyz jest wszechobecny, takze i ponad
zamkiem. Kiedy ukazuje sie duch ojca Hamleta, sciany zamku
rozstepuja sie z trzaskiem, przybierajac ksztalt krzyza,
przez ktory przesacza sie do wnetrza blekit nieba. Powtarza
sie to w najbardziej tragicznych momentach spektaklu. Duch
ojca Hamleta pojawia sie od strony nieba i po wyjawieniu
prawdy schodzi na powrot do grobu. W smuge swiatla niebianskiego
wchodza w finale wszyscy bohaterowie sztuki. Stamtad dopiero
udaja sie na miejsce wiecznego spoczynku.
Krzyzem nie da sie usprawiedliwic zbrodni, w imie krzyza
nie mozna popelnic zbrodni nastepnych, dlatego Klaudiusz
przed podjeciem decyzji o zgladzeniu Hamleta zdejmuje krzyz
z piersi. Dla prowadzacego nieczysta gre Poloniusza krzyz
jest tylez duzym, co pustym ornamentem zdobiacym ubranie,
Gertruda w krzyzu upatruje wyrok Boski nakazujacy jej zgladzenie
meza i poslubienie jego brata. Z krzyza wlasnie zdmuchuje
pocalunek, ktory posyla Klaudiuszowi. Krzyz na piersiach
Hamleta i Ofelii staje sie znakiem ich wiary, nie chroniac
niestety przed najgorszym zlem. Ta dojmujaca obecnosc najwazniejszego
symbolu chrzescijanstwa oznacza, ze wiara jest dla protagonistow Hamleta czyms najwazniejszym. Zbrodnie popelniane
przez Klaudiusza wynikaja z zadzy wladzy silniejszej od
wiary. Hamlet wymierza sprawiedliwosc jakby wbrew wlasnej
woli, przeciw krzyzowi nakazujacemu znosic w pokorze najwieksze
nawet nieszczescia. Nie zabije Klaudiusza modlacego sie
w kaplicy, nie zabije go i przy nastepnych okazjach, nie
pchnie go nawet w finale floretem, raniac tylko zatrutym
koncem w reke, jakby chcial mu powiedziec: sam teraz zobacz,
cos nam wszystkim uczynil. To nie jest akt zemsty, to nie
jest nawet wymierzenie sprawiedliwosci, to jest tylko uzmyslowienie
grzechu, jaki zostal popelniony.
Hamlet spod znaku krzyza, grany przez Simona Russella
Beale'a, chce byc dobrym i madrym czlowiekiem. Poeta nawet
i myslicielem, ale los wpycha go w sytuacje, ktore go przerastaja
i z ktorych nie ma wyjscia. W scenie z matka czy Laertesem
chce szlachetnoscia przewalczyc zlo. To chrzescijanska koncepcja.
Utopijna niestety w swiecie wladzy, przegrywajaca z zadza.
Simon Russell Beale nie jest mlodziencem, jakich najczesciej
widujemy w rolach Hamleta. Jest z lekka posiwialym mezczyzna,
na ktorego ciele czas juz wycisnal swoje pietno czyniac
go tegim, klocowatym i wypisujac gorycz na twarzy. Jest
to Hamlet, ktory dopiero w dojrzalym wieku wybral sie na
studia, by lepiej zrozumiec otaczajacy go swiat. Prostodusznie
odkrywa, ze wiedza zapisana w ksiegach nie zawsze da sie
zastosowac do realnego zycia. Na widowni ta konstatacja
wywoluje smiech, bo przeciez to wiemy juz przed trzydziestka,
a Hamlet Beale'a jest przeciez grubo starszy. Smiech jednak
niebawem przeradza sie we wspolczucie i solidarnosc z aktorem,
ktory zmaga sie z rola nie dla siebie, tak jak grany przez
niego bohater. Tak, jak wielu z nas, dopelnijmy. Aktor jest
w tych zmaganiach fascynujacy. I to w przedziwny sposob
- nie tyle wirtuozeria sceniczna, ile prawda wewnetrzna
czlowieka, ktory nie boi sie pokazac, iz leka sie kazdego
nastepnego kroku. Punktem kulminacyjnym jego roli nie jest
monolog Byc albo nie byc, a szloch podczas sluchania
muzyki. Hamlet najchetniej pozostalby w swiecie mysli i
sztuki, a tu trzeba sie wiklac w polityczne gry i walczyc
o wlasne zycie. Nie jest to jednak zaden mieczak, czy slabeusz,
powziete decyzje realizuje z iscie bohaterska determinacja,
zdobywajac nas bez reszty dla swych poczynan. Po przedstawieniu
prezentowanym w nowojorskiej Brooklyn Academy of Music,
kiedy aktor wyszedl do finalnych uklonow, widzowie jak na
komende poderwali sie z miejsc, jakby chcieli zademonstrowac,
ze sa z nim. Z nim jako aktorem i z nim jako postacia. Niezwykly
to rodzaj owacji...
Ciekawa kreacje stworzyl rowniez Peter McEnery jako Klaudiusz.
Chcial zarliwoscia modlitwy odkupic zbrodnie, ale zadza
wladzy i lek przed kara okazaly sie silniejsze. Swietnie
rozpoznal wlasciwa nature Hamleta i do konca probowal wykorzystac
jego dobroc.
Oryginalnie zinterpretowala postac Gertrudy Sara Kestelman,
pokazujac jej podwojna osobowosc. Byla solidarna z Klaudiuszem,
ale zostawszy sama w swej sypialni wspominala zabitego meza,
wydobywajac z kufra jego portret i welon ze slubu z nim.
Zagubiona w meandrach swej kobiecosci, nie umie podac zadnych
racjonalnych przeslanek swego postepowania, nie zdaje sobie
sprawy, co sie wlasciwie stalo w jej zyciu. Dopiero Hamlet
zmusza ja do zastanowienia i uswiadamia niszczaca potege
milosnego pozadania.
Ofelia Cathryn Bradshaw nie jest wiotka ani liryczna, mimo
to wzrusza, tworzac postac kobiety, ktorej naiwnosc zostala
wykorzystana do niecnych celow. Nie bedac krucha fizycznie,
jest krucha od wewnatrz i pierwsze zetkniecie z nieszczesciem
rozbija jej psychike w drobny mak. Psychiczna zaleznosc
od ojca obezwladnia ja i niszczy bez reszty.
Pozostali aktorzy tez stworzyli wyraziste postaci, choc
moze zbyt jednowymiarowe, na czele z Peterem Blythem, grajacym
najpierw pyszalkowatego Poloniusza, a potem - nie wiadomo
dlaczego - Grabarza, ktory najlepiej wie, ze wszystko w
proch sie obraca.
Rezyser John Caird razem ze scenografem Timem Hatleyem,
projektantem swiatla Paulem Pyantem i kompozytorem Johnem
Cameronem dopracowali kazdy szczegol, tworzac klarowne sytuacje,
cieszac oko wysmakowanymi barwami kostiumow i gra swiatel,
a ucho - pieknymi motywami muzycznymi. Po wielu latach wystawiania Hamleta przede wszystkim jako czystej gry, dajacej
sie przeprowadzic z kimkolwiek i gdziekolwiek, otrzymalismy
dzieki nim przedstawienie nadajace dramatowi wymiar naprawde
wielkiej tragedii. Po modzie na Hamletow mlodzienczych i
kameralnych, otrzymalismy Hamleta dojrzalego i monumentalnego.
Sadzac po wielkim zainteresowaniu, jakim cieszy sie ten
spektakl nad Tamiza i recenzjach, jakie tam zebral, spotkal
sie on z oczekiwaniem widzow na teatr przywracajacy wlasciwe
ramy dawnym arcydzielom. Z wielkim uznaniem przyjela go
takze publicznosc w wielu miastach Europy i Ameryki. Reakcja
widzow tlumnie przybylych do Brooklyn Academy of Music rowniez
to w calej pelni potwierdzila.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |