PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (8 czerwca 2001)


JERZY GIZELLA

Sarmata, jaki jest,
nie kazdy jasno widzi

Dwa lata temu tysiace Amerykanow - prawdziwe tlumy - obejrzalo znakomita wystawe polskiej sztuki i rekodziela staropolskiego. Ekspozycja otrzymala staranna oprawe plastyczna i towarzyszyl jej wzorowy katalog: "Land of The Winged Horseman. Art in Poland 1572-1764" (wydany przez Art Services International, Alexandria, Virginia, 1999), nie wiadomo wiec, jak to sie dzieje, ze mozna jeszcze wydac ksiazke na temat sztuki baroku zaopatrzona w kiepskiej jakosci czarno-biale reprodukcje. Tak sie jednak stalo w przypadku najnowszego Slownika sarmatyzmu. Ksiazki o sztuce publikowane w XXI stuleciu bez barwnych ilustracji to powrot do wizji czarno-bialego telewizora, do swiata plaskiego i jednowymiarowego. W przypadku baroku - zakrawa na kpine. Lepiej juz zrezygnowac z nich w ogole.

Moze to nazbyt gorzka i niesprawiedliwa uwaga, ale chyba inaczej nie mozna. Barok - tak spostponowany przez uczone oswiecenie, obsmiewany w nastepnych epokach i w czasach naukowego komunizmu, jest nie tylko epoka stylu artystycznego, ale skladowa narodowej mitologii, obyczaju, religijnosci - sporym fragmentem polskiej umyslowosci. Kazde kompendium na temat baroku czy sarmatyzmu jest niezwykle potrzebne. Bo sami nie wiemy, co posiadamy (w zakamarkach duszy). Wplywy baroku na cala polska kulture byly do niedawna mocno lekcewazone - dopiero od lat 70. stopniowo pojawia sie bardziej rzetelna i glebsza refleksja na temat tej epoki. Bez polskiego baroku nie byloby polskiego romantyzmu, nie byloby Pana Tadeusza, Mickiewicza, Marii Goszczynskiego, dramatow Slowackiego i Krasinskiego, powiesci Kraszewskiego, Kaczkowskiego, Jeza, Trylogii Sienkiewicza. A jeszcze w II polowie XIX stulecia sa neosarmaci - Pol, Syrokomla, Romanowski. W XX wieku - poezja turpistow, z ciagle niedocenianym Grochowiakiem i przecenianym Bryllem. Barok Harasymowicza. A czy Czeslaw Milosz nie jest wolny od konceptow i form typowo barokowych, jak oda, epitafium czy panegiryk? Od barokowej fascynacji przemijaniem i uroda zycia? Mozna by wymieniac dziesiatki innych autorow plci obojga, w ktorych duch sarmatyzmu stale jest obecny i pokazuje swoj czerep rubaszny lub bardziej wysublimowana i wykoncypowana "gebe", jak to sie dzieje w calej tworczosci Witolda Gombrowicza, z Ferdydurke i Trans-Atlantykiem w rolach glownych.

Samo pojecie sarmatyzmu nie daje sie latwo ujac w definicyjne ramy. Bo czegoz nie pakowano do tego pojecia? I Jafeta - biblijnego syna Noego, ktorego Biblia obdarzyla tradycja rycerska i stad "jafetyzm" polskiej genealogii bajecznej i inspiracje do mitologii sarmatyzmu: Sem odpowiadal za genealogie Zydow, a Cham - chlopow. Synem Jafeta byl Polach, po nim panowal Szczyciec, wladca Szczyciochy, czyli panstwa Scytow! To tylko jeden z przykladow, zaczerpniety przez autorow z kronik Bielskiego i Dlugosza. Scytia. Iran, czyli Persja, Rzym i Grecja, Aleksander Wielki. A gdzie sie miescila pierwotna kolebka Sarmatow? Lokalizacje sa jeszcze bardziej fantastyczne, w koncu - Baltyk byl Morzem Sarmackim, a Karpaty - Alpami Sarmackimi. W innej ksiedze Sarmaci byli sub Pole Arctico. Inne kroniki (Kadlubka) wywodzily Sarmatow od Wandali, Celtow i Gotow. Czyli Polak (szlachcic oczywiscie) byl spokrewniony z cala zachodnia tradycja genealogiczna, ale byl lepszy - bo byl rycerzem i katolikiem. Tu tkwily zrodla sarmackiego, a potem romantycznego mesjanizmu. Ale takze narodowej megalomanii i sarmackiej pychy, ksenofobii, antysemityzmu, religijnej nietolerancji. Ten aspekt sarmatyzmu byl najczesciej wyrozniany przez wszystkich jego krytykow - krajowych i zagranicznych. Choc byly wyjatki, republikanski ustroj demokracji szlacheckiej bardzo sie podobal J.J. Rousseau, ktory takze chwalil wyrobienie polityczne i zaangazowanie Polakow w sprawy panstwa (!).

Naczelna filozofia sarmatyzmu bylo pojecie antemurale christianitatis (znajdziemy je np. w pamietnikach Paska) - przedmurze chrzescijanstwa katolickiego, gdyz prawoslawie bylo uwazane za schizme, nie mowiac juz o protestantyzmie. Moralisci sarmaccy (Skarga, Starowolski, Grabowski, Paprocki) propagowali w swoich pismach i wystapieniach sejmowych etos Polaka-rycerza walczacego za wiare i pogardzajacego smiercia. Wzorem obywatelskim byl surowy, nawykly do trudow wojaczki zolnierz. Skoro moralisci tak gorliwie ten wzorzec propagowali, zachodzi podejrzenie, ze byl to wzorzec idealny, daleki od realiow zycia doczesnego.

Owszem szlachta wojowala chetnie, ale glownie na sejmikach, natomiast w polu bywalo roznie. Juz w poczatkach epoki nasila sie kryzys instytucji pospolitego ruszenia, aby w czasie wojen szwedzkich osiagnac apogeum upadku i stopniowo obumierac. Podstawe militarna stanowilo wojsko regularne - od 1633 roku podzielone na autorament narodowy i cudzoziemski (zaciezny). Od 1652 r. obowiazywal przepis komputowy - 18 tys. w czasie pokoju i 60 tys. na wypadek wojny. Te ostatnia liczbe osiagano jednak rzadko i przy pomocy "pozyczania" prywatnych choragwi magnackich, gdyz szlachta bardzo niechetnie uchwalala podatki na wojne, zazwyczaj poniewczasie. Podstawa armii byla kawaleria - jazda pancerna i lekka, z najslawniejsza husaria na czele, ktorej szczyt uzytecznosci przypadl na czas bitwy pod Wiedniem. W XVIII wieku dominacja broni palnej (piechota) i artylerii sprowadzila husarie do roli "wojska pogrzebowego", czyli asysty w uroczystosciach funeralnych. Kult jazdy i kawalerii przetrwal jednak znacznie dluzej, czesto sprowadzajac sie do manii hodowania koni, szczegolnie cenionej rasy krwi arabskiej, badz zdobytych na Turkach, badz kupowanych za oszalamiajace ceny. "Kon, jaki jest, kazdy widzi" - stwierdzal z rozbrajajaca prostota autor popularnej encyklopedii szlacheckiej Benedykt Chmielowski (Nowe Ateny, albo Akademia wszelkiej scyencyi pelna), a przyslowie na Rusi dodawalo: "Lach bez konia jak cialo bez duszy".

Jezdzcy swoim strojem, rzedem konskim i organizacja przypominali do tego stopnia kawalerie turecka, tatarska lub kozacka, ze w bitwie pod Wiedniem polscy kawalerzysci musieli wiazac na ramionach slomiane kokardy, aby sie odroznic od przeciwnikow i nie wprowadzac konsternacji w szeregach sojusznikow.

Niemal w kazdej dziedzinie sarmatyzm byl epoka-mieszanina pojec, idei i kultur, z ktorej trudno sie czasem wytlumaczyc i racjonalnie je wylozyc cudzoziemcom. Wplyw Orientu dotyczyl nie tylko organizacji wojska czy milosci do koni arabskich, ale takze strojow, zbroi, bialej broni, dekoracji domow i wszelkich przedmiotow artystycznego uzytku. Slownik zawiera pelne charakterystyki takich przedmiotow jak karacena (zbroja dowodcow jazdy), opisuje detale stroju szlacheckiego (delia, zupan, kontusz, pas kontuszowy - slucki, ale nie tylko - szabla i jej typy oraz pochodzenie. Czy dzisiaj latwo komus zrozumiec, jak godzono typowo wschodni ubior z religia katolicka, i np. karacene z ryngrafem, na ktorym widnial wizerunek Matki Boskiej Czestochowskiej? Jak pogodzic ze soba etos rycerski z zamilowaniem do pracy na roli i zycia w zaciszu domowym? Kult kobiety i Matki Polki z absolutna wladza ojca i meza - patria potestas? Antynomie, paradoksy, ambiwalencja - tworzenie sie swiadomosci narodowej w sposob zawily i ryzykowny: gente Ruthenus, natione Polonus wyrazone najpelniej w wyznaniu Stanislawa Orzechowskiego! Zachowanie tytulow ksiazecych jedynie przez szlachte litewska, pochodzaca z rodzin bojarow ruskich, i absolutna rownosc szlachty w demokratycznej Koronie. Asceza i dewocja religijna i kult obzarstwa czy opilstwa, jakiego nie bylo w zadnej innej epoce, wczesniejszej lub pozniejszej.

Niejednego czytelnika moze zaskoczyc, co jedli i pili Sarmaci, takze jak jedli i w jakich ilosciach. Ilosc cholesterolu zabijala ich przypuszczalnie rownie czesto jak zarazy i bitwy. Haslem kuchni sarmackiej bylo "duzo, tlusto i pieprznie". Sniadanie: polewka piwna z serem, w XVII wieku stopniowo wypierana przez kawe, ktora Morsztyn nazywal "trucizna". Obiad: 3 do 6 dan - zurek, kapusta, kluski, kasze, miesiwo, desery. Podwieczorek: pieczywo z wedlina, bigos, jajecznica. Kolacja… jak obiad plus pierogi, zrazy, pasztety i ciasto! Nie byla to wiec kuchnia wykwintna. Ryb, warzyw i owocow - mimo wysilkow krolowej Bony - spozywano niewiele. Bardziej racjonalnie zaczeto sie odzywiac dopiero w drugiej polowie XVIII wieku, wraz z moda francuska. Magnaci uzupelniali swoja kuchnie dziczyzna i ptactwem, ale zasady byly te same. Pito duze ilosci piwa - caly dzien Bozy, a do posilkow - wino. Gorzalka byla w zasadzie trunkiem pospolitym ("chlopskim" dzieki propinacji), dopiero Sasi wprowadzili obyczaj picia jej na swoim dworze. A okazji do ucztowania nigdy nie brakowalo; rodziny byly licznie spokrewnione (kto dzis pamieta te wszystkie stopnie powinowactwa i pokrewienstwa, ktorych wtedy uzywano, np. jatrew, dziewiez, szurzy, zolwica, swiesc czy swak i swiekra), dzieci rodzilo sie duzo, bo niewiele osiagalo doroslosc, co chwile byly sluby, chrzciny, w koncu i pogrzeby. Ambiwalencja zamieniala te ostatnie czesto w krotochwile i imprezy o nastroju dalekim od zaloby, z tancami, zartami i czesto - fajerwerkami. Kult smierci i zaloby byl czesto przedluzeniem majestatu ziemskiego, pelnego dumy i pychy, ale takze radosci i znaczenia doczesnego bytowania. Stad rozbudowana pompa funebris, monstrualne i przebogate w decorum katafalki, prawdziwe trony ziemskie, castrum doloris ("zamek smutku"), pogrzeby ciagnace sie dniami i tygodniami, z udzialem tysiecy uczestnikow i archimimusa z giermkiem (aktora odgrywajacego i ucharakteryzowanego na zmarlego), rycerzem wjezdzajacym na koniu do kosciola i lamiacym kopie, biciem w tarcze (ten motyw u Norwida w Bema pamieci rapsodzie zalobnym), a w trakcie - czesto miedzy jednym pogrzebem a drugim - urzadzano polowania i przedstawienia teatralne! Do naszych czasow dochowalo sie niewiele castrum doloris i znacznie wiecej portretow trumiennych, czesto malowanych za zycia i przyczepianych do trumny, najczesciej w formie szescioboku, ale zdarzaly sie owalne i bardziej fantazyjne. Najstarszym z zachowanych jest portret trumienny Stefana Batorego (1588), najswiezszy pochodzi z 1814 roku. Portret trumienny jest cecha obrzadku pogrzebowego oryginalnie polska i nie spotykana w okresie baroku w innych krajach.

Oprocz chrztow, slubow i pogrzebow szczegolna forma rozrywki byly karnawalowe kuligi, najazdy gosci bez zaproszenia, w przebraniach i z muzyka. Jak pisza autorzy Slownika, po oproznieniu spizarni i piwnic zabierano gospodarzy na dalsza zabawe do sasiedniego dworu, by dalej pic, jesc i bawic sie na koszt wlasciciela. Szczesliwi byc musieli jedynie ci, od ktorych kulig sie zaczynal; w miare uplywu czasu i przybywania san z uczestnikami zabawy gospodarzom grozila prawdziwa ruina finansowa, wiec uprzedzeni o najezdzie gosci wlasciciele czesto uciekali z domu, aby uchronic sie od niepozadanych gosci i strat, a czesto i krwawych awantur. Dobrze o tym pamietac przy rozwazaniach nad staropolska goscinnoscia, ktora czesto wymuszano, a kulig zamienial sie po prostu w zajazd. W wielu pamietnikach znajdziemy szczegoly na temat kuligow (np. u Kitowicza), jest to czesty temat literatury w pozniejszych epokach.

To tylko niektore z przykladow obyczajow sarmackich, jakie znajdziemy w Slowniku. Obok zamilowania do uczt i wesolych zabaw, natrafimy na zrodla wielu innych nagannych obyczajow, takze wspolczesnych, np. naboznego wrecz umilowania tytulow i urzedow, zwlaszcza w XVII wieku, czesto juz majacych jedynie formalne, dekoracyjne znaczenie. Stad rozmnozenie podskarbich, podkomorzych, podstarostow, podsedkow itp., co czesto nie wiazalo sie z pelnieniem jakichkolwiek obowiazkow. Oblicza sie, ze w czasach saskich urzedow bylo ok 40 tys., lacznie z tytulami ziem, ktore Polska stracila, glownie na rzecz Rosji. Tytuly ziemskie byly substytutem tytulow arystokratycznych w Europie - w Rzeczypospolitej nie bylo takiego podzialu, o czym warto pamietac. Do 1588 roku prawo zabranialo takze pojedynkow; swoich praw dochodzil szlachcic na drodze sadowej. Dopiero pod wplywami zachodnimi wprowadzono zwyczaj pojedynkowania sie z udzialem sekundantow oraz odpowiednim kodeksem honorowym (np. Boziewicza). Do XVI wieku nazwiska szlacheckie wywodzace sie z tradycji rycerskiej brzmialy surowo i prosto, np. Traba, Straz, Surma, Ciolek, Kolek itp. Uwazana za typowo polska i typowo szlachecka koncowke -ski zaczeto stosowac dopiero w XVII wieku, i to w znaczeniu miejsca zamieszkania lub od nazwy majatku, dlatego rodzeni bracia czesto nosili rozne nazwiska. Odwolywanie sie do majatku, np. Myszkowski z Mirowa, wtedy sie nie przyjelo, lecz znacznie pozniej, w XIX wieku. Tytul szlachecki byl dziedziczony, ale mozna bylo go otrzymac za wybitne zaslugi wojenne w postaci krolewskiej nobilitacji lub zostac przyjetym do rodziny szlacheckiej. Od XVI wieku pojawiaja sie herbarze szlacheckie (Dlugosz, Paprocki, Okolski, Potocki, wreszcie Korona Polska Niesieckiego). Przykladem antyherbarza byl Liber Chamorum Trepki z 1626-1639, demaskujacy rzekomych plebejuszy podszywajacych sie pod szlachectwo, obejmujacy glownie nazwiska z woj. krakowskiego. Ciekawie pisza autorzy o asymilacji Zydow (przechodzacych na katolicyzm), Karaimow, Tatarow i Ormian, ktorzy otrzymywali nobilitacje. Na Litwie np. siostry mariawitki prowadzily specjalne misje dla dziewczat zydowskich, fundowaly im posagi i wydawaly za maz za szlachcicow. XVIII-wieczny ruch frankistow byl ukoronowaniem tendencji asymilacyjnych w przedrozbiorowej Polsce.

Miotanie sie - nad czym i dzis przychodzi nam czesto zadumac sie - od vanitas vanitatis et omnia vanitas (marnosc nad marnosciami i wszystko marnosc) do facecyjnych "pieczonych golabkow" i "szlachcic bez urzedu jak chart bez ogona", miedzy pokora smierci a wyuzdaniem zycia. Ciagly niepokoj, ktory i nas nurtuje: rozdarcie duszy, ktora szuka ukojenia w Bogu i wierze, ale znajduje je w bardzo przyziemnych przyjemnosciach.

Czy rzeczywiscie Sarmaci byli tak od nas odlegli duchowo i czasowo? Czy byl to naprawde wylacznie "ciemnogrod" i ograniczenie umyslow? Nawet jesli sie zgodzimy z tymi okresleniami, kiedy patrzymy na dziwnie znajome twarze spogladajace na nas z trumiennych portretow, ironicznie zamyslone, pogodne i surowe, nie potepiajmy tej epoki zbyt pochopnie. Trzymanie wielbladow dla dodania swietnosci orszakowi magnackiemu czy wystrojenie w zlote buty polskiego poselstwa Opalinskiego do Rzymu moga irytowac. Ale juz wybor na poslow do Sejmu przewaznie protestanckich kandydatow przez przygniatajaca katolicka wiekszosc powinien zastanowic. Negatywne stereotypy Polaka-Sarmaty sa bardzo mocne, Slownik sarmatyzmu zapewne ich nie zmniejszy, ale poszerzajac nasza wiedze o tamtej epoce oslabi moze nasza scjentystyczna, postnowoczesna pewnosc siebie.

-----------------------------

Slownik sarmatyzmu. Idee, pojecia, symbole. Praca zbiorowa pod redakcja Andrzeja Borowskiego. Wydawnictwo Literackie, Krakow, 2001.p 22

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail