JERZY GIZELLA
Sarmata, jaki jest,
nie kazdy jasno widzi
Dwa
lata temu tysiace Amerykanow - prawdziwe tlumy - obejrzalo
znakomita wystawe polskiej sztuki i rekodziela staropolskiego.
Ekspozycja otrzymala staranna oprawe plastyczna i towarzyszyl
jej wzorowy katalog: "Land of The Winged Horseman. Art in
Poland 1572-1764" (wydany przez Art Services International,
Alexandria, Virginia, 1999), nie wiadomo wiec, jak to sie
dzieje, ze mozna jeszcze wydac ksiazke na temat sztuki baroku
zaopatrzona w kiepskiej jakosci czarno-biale reprodukcje.
Tak sie jednak stalo w przypadku najnowszego Slownika
sarmatyzmu. Ksiazki o sztuce publikowane w XXI stuleciu
bez barwnych ilustracji to powrot do wizji czarno-bialego
telewizora, do swiata plaskiego i jednowymiarowego. W przypadku
baroku - zakrawa na kpine. Lepiej juz zrezygnowac z nich
w ogole.
Moze to nazbyt gorzka i niesprawiedliwa uwaga, ale chyba
inaczej nie mozna. Barok - tak spostponowany przez uczone
oswiecenie, obsmiewany w nastepnych epokach i w czasach
naukowego komunizmu, jest nie tylko epoka stylu artystycznego,
ale skladowa narodowej mitologii, obyczaju, religijnosci
- sporym fragmentem polskiej umyslowosci. Kazde kompendium
na temat baroku czy sarmatyzmu jest niezwykle potrzebne.
Bo sami nie wiemy, co posiadamy (w zakamarkach duszy). Wplywy
baroku na cala polska kulture byly do niedawna mocno lekcewazone
- dopiero od lat 70. stopniowo pojawia sie bardziej rzetelna
i glebsza refleksja na temat tej epoki. Bez polskiego baroku
nie byloby polskiego romantyzmu, nie byloby Pana Tadeusza,
Mickiewicza, Marii Goszczynskiego, dramatow Slowackiego
i Krasinskiego, powiesci Kraszewskiego, Kaczkowskiego, Jeza, Trylogii Sienkiewicza. A jeszcze w II polowie XIX
stulecia sa neosarmaci - Pol, Syrokomla, Romanowski. W XX
wieku - poezja turpistow, z ciagle niedocenianym Grochowiakiem
i przecenianym Bryllem. Barok Harasymowicza. A czy Czeslaw
Milosz nie jest wolny od konceptow i form typowo barokowych,
jak oda, epitafium czy panegiryk? Od barokowej fascynacji
przemijaniem i uroda zycia? Mozna by wymieniac dziesiatki
innych autorow plci obojga, w ktorych duch sarmatyzmu stale
jest obecny i pokazuje swoj czerep rubaszny lub bardziej
wysublimowana i wykoncypowana "gebe", jak to sie dzieje
w calej tworczosci Witolda Gombrowicza, z Ferdydurke i Trans-Atlantykiem w rolach glownych.
Samo pojecie sarmatyzmu nie daje sie latwo ujac w definicyjne
ramy. Bo czegoz nie pakowano do tego pojecia? I Jafeta -
biblijnego syna Noego, ktorego Biblia obdarzyla tradycja
rycerska i stad "jafetyzm" polskiej genealogii bajecznej
i inspiracje do mitologii sarmatyzmu: Sem odpowiadal za
genealogie Zydow, a Cham - chlopow. Synem Jafeta byl Polach,
po nim panowal Szczyciec, wladca Szczyciochy, czyli panstwa
Scytow! To tylko jeden z przykladow, zaczerpniety przez
autorow z kronik Bielskiego i Dlugosza. Scytia. Iran, czyli
Persja, Rzym i Grecja, Aleksander Wielki. A gdzie sie miescila
pierwotna kolebka Sarmatow? Lokalizacje sa jeszcze bardziej
fantastyczne, w koncu - Baltyk byl Morzem Sarmackim, a Karpaty
- Alpami Sarmackimi. W innej ksiedze Sarmaci byli sub
Pole Arctico. Inne kroniki (Kadlubka) wywodzily Sarmatow
od Wandali, Celtow i Gotow. Czyli Polak (szlachcic oczywiscie)
byl spokrewniony z cala zachodnia tradycja genealogiczna,
ale byl lepszy - bo byl rycerzem i katolikiem. Tu tkwily
zrodla sarmackiego, a potem romantycznego mesjanizmu. Ale
takze narodowej megalomanii i sarmackiej pychy, ksenofobii,
antysemityzmu, religijnej nietolerancji. Ten aspekt sarmatyzmu
byl najczesciej wyrozniany przez wszystkich jego krytykow
- krajowych i zagranicznych. Choc byly wyjatki, republikanski
ustroj demokracji szlacheckiej bardzo sie podobal J.J. Rousseau,
ktory takze chwalil wyrobienie polityczne i zaangazowanie
Polakow w sprawy panstwa (!).
Naczelna filozofia sarmatyzmu bylo pojecie antemurale
christianitatis (znajdziemy je np. w pamietnikach Paska)
- przedmurze chrzescijanstwa katolickiego, gdyz prawoslawie
bylo uwazane za schizme, nie mowiac juz o protestantyzmie.
Moralisci sarmaccy (Skarga, Starowolski, Grabowski, Paprocki)
propagowali w swoich pismach i wystapieniach sejmowych etos
Polaka-rycerza walczacego za wiare i pogardzajacego smiercia.
Wzorem obywatelskim byl surowy, nawykly do trudow wojaczki
zolnierz. Skoro moralisci tak gorliwie ten wzorzec propagowali,
zachodzi podejrzenie, ze byl to wzorzec idealny, daleki
od realiow zycia doczesnego.
Owszem szlachta wojowala chetnie, ale glownie na sejmikach,
natomiast w polu bywalo roznie. Juz w poczatkach epoki nasila
sie kryzys instytucji pospolitego ruszenia, aby w czasie
wojen szwedzkich osiagnac apogeum upadku i stopniowo obumierac.
Podstawe militarna stanowilo wojsko regularne - od 1633
roku podzielone na autorament narodowy i cudzoziemski (zaciezny).
Od 1652 r. obowiazywal przepis komputowy - 18 tys. w czasie
pokoju i 60 tys. na wypadek wojny. Te ostatnia liczbe osiagano
jednak rzadko i przy pomocy "pozyczania" prywatnych choragwi
magnackich, gdyz szlachta bardzo niechetnie uchwalala podatki
na wojne, zazwyczaj poniewczasie. Podstawa armii byla kawaleria
- jazda pancerna i lekka, z najslawniejsza husaria na czele,
ktorej szczyt uzytecznosci przypadl na czas bitwy pod Wiedniem.
W XVIII wieku dominacja broni palnej (piechota) i artylerii
sprowadzila husarie do roli "wojska pogrzebowego", czyli
asysty w uroczystosciach funeralnych. Kult jazdy
i kawalerii przetrwal jednak znacznie dluzej, czesto sprowadzajac
sie do manii hodowania koni, szczegolnie cenionej rasy krwi
arabskiej, badz zdobytych na Turkach, badz kupowanych za
oszalamiajace ceny. "Kon, jaki jest, kazdy widzi" - stwierdzal
z rozbrajajaca prostota autor popularnej encyklopedii szlacheckiej
Benedykt Chmielowski (Nowe Ateny, albo Akademia wszelkiej
scyencyi pelna), a przyslowie na Rusi dodawalo: "Lach
bez konia jak cialo bez duszy".
Jezdzcy swoim strojem, rzedem konskim i organizacja przypominali
do tego stopnia kawalerie turecka, tatarska lub kozacka,
ze w bitwie pod Wiedniem polscy kawalerzysci musieli wiazac
na ramionach slomiane kokardy, aby sie odroznic od przeciwnikow
i nie wprowadzac konsternacji w szeregach sojusznikow.
Niemal w kazdej dziedzinie sarmatyzm byl epoka-mieszanina
pojec, idei i kultur, z ktorej trudno sie czasem wytlumaczyc
i racjonalnie je wylozyc cudzoziemcom. Wplyw Orientu dotyczyl
nie tylko organizacji wojska czy milosci do koni arabskich,
ale takze strojow, zbroi, bialej broni, dekoracji domow
i wszelkich przedmiotow artystycznego uzytku. Slownik zawiera pelne charakterystyki takich przedmiotow jak karacena
(zbroja dowodcow jazdy), opisuje detale stroju szlacheckiego
(delia, zupan, kontusz, pas kontuszowy - slucki, ale nie
tylko - szabla i jej typy oraz pochodzenie. Czy dzisiaj
latwo komus zrozumiec, jak godzono typowo wschodni ubior
z religia katolicka, i np. karacene z ryngrafem, na ktorym
widnial wizerunek Matki Boskiej Czestochowskiej? Jak pogodzic
ze soba etos rycerski z zamilowaniem do pracy na roli i
zycia w zaciszu domowym? Kult kobiety i Matki Polki z absolutna
wladza ojca i meza - patria potestas? Antynomie,
paradoksy, ambiwalencja - tworzenie sie swiadomosci narodowej
w sposob zawily i ryzykowny: gente Ruthenus, natione
Polonus wyrazone najpelniej w wyznaniu Stanislawa Orzechowskiego!
Zachowanie tytulow ksiazecych jedynie przez szlachte litewska,
pochodzaca z rodzin bojarow ruskich, i absolutna rownosc
szlachty w demokratycznej Koronie. Asceza i dewocja religijna
i kult obzarstwa czy opilstwa, jakiego nie bylo w zadnej
innej epoce, wczesniejszej lub pozniejszej.
Niejednego czytelnika moze zaskoczyc, co jedli i pili Sarmaci,
takze jak jedli i w jakich ilosciach. Ilosc cholesterolu
zabijala ich przypuszczalnie rownie czesto jak zarazy i
bitwy. Haslem kuchni sarmackiej bylo "duzo, tlusto i pieprznie".
Sniadanie: polewka piwna z serem, w XVII wieku stopniowo
wypierana przez kawe, ktora Morsztyn nazywal "trucizna".
Obiad: 3 do 6 dan - zurek, kapusta, kluski, kasze, miesiwo,
desery. Podwieczorek: pieczywo z wedlina, bigos, jajecznica.
Kolacja
jak obiad plus pierogi, zrazy, pasztety i
ciasto! Nie byla to wiec kuchnia wykwintna. Ryb, warzyw
i owocow - mimo wysilkow krolowej Bony - spozywano niewiele.
Bardziej racjonalnie zaczeto sie odzywiac dopiero w drugiej
polowie XVIII wieku, wraz z moda francuska. Magnaci uzupelniali
swoja kuchnie dziczyzna i ptactwem, ale zasady byly te same.
Pito duze ilosci piwa - caly dzien Bozy, a do posilkow -
wino. Gorzalka byla w zasadzie trunkiem pospolitym ("chlopskim"
dzieki propinacji), dopiero Sasi wprowadzili obyczaj picia
jej na swoim dworze. A okazji do ucztowania nigdy nie brakowalo;
rodziny byly licznie spokrewnione (kto dzis pamieta te wszystkie
stopnie powinowactwa i pokrewienstwa, ktorych wtedy uzywano,
np. jatrew, dziewiez, szurzy, zolwica, swiesc czy swak i
swiekra), dzieci rodzilo sie duzo, bo niewiele osiagalo
doroslosc, co chwile byly sluby, chrzciny, w koncu i pogrzeby.
Ambiwalencja zamieniala te ostatnie czesto w krotochwile
i imprezy o nastroju dalekim od zaloby, z tancami, zartami
i czesto - fajerwerkami. Kult smierci i zaloby byl czesto
przedluzeniem majestatu ziemskiego, pelnego dumy i pychy,
ale takze radosci i znaczenia doczesnego bytowania. Stad
rozbudowana pompa funebris, monstrualne i przebogate
w decorum katafalki, prawdziwe trony ziemskie, castrum
doloris ("zamek smutku"), pogrzeby ciagnace sie dniami
i tygodniami, z udzialem tysiecy uczestnikow i archimimusa z giermkiem (aktora odgrywajacego i ucharakteryzowanego
na zmarlego), rycerzem wjezdzajacym na koniu do kosciola
i lamiacym kopie, biciem w tarcze (ten motyw u Norwida w Bema pamieci rapsodzie zalobnym), a w trakcie - czesto
miedzy jednym pogrzebem a drugim - urzadzano polowania i
przedstawienia teatralne! Do naszych czasow dochowalo sie
niewiele castrum doloris i znacznie wiecej portretow
trumiennych, czesto malowanych za zycia i przyczepianych
do trumny, najczesciej w formie szescioboku, ale zdarzaly
sie owalne i bardziej fantazyjne. Najstarszym z zachowanych
jest portret trumienny Stefana Batorego (1588), najswiezszy
pochodzi z 1814 roku. Portret trumienny jest cecha obrzadku
pogrzebowego oryginalnie polska i nie spotykana w okresie
baroku w innych krajach.
Oprocz chrztow, slubow i pogrzebow szczegolna forma rozrywki
byly karnawalowe kuligi, najazdy gosci bez zaproszenia,
w przebraniach i z muzyka. Jak pisza autorzy Slownika,
po oproznieniu spizarni i piwnic zabierano gospodarzy na
dalsza zabawe do sasiedniego dworu, by dalej pic, jesc i
bawic sie na koszt wlasciciela. Szczesliwi byc musieli jedynie
ci, od ktorych kulig sie zaczynal; w miare uplywu czasu
i przybywania san z uczestnikami zabawy gospodarzom grozila
prawdziwa ruina finansowa, wiec uprzedzeni o najezdzie gosci
wlasciciele czesto uciekali z domu, aby uchronic sie od
niepozadanych gosci i strat, a czesto i krwawych awantur.
Dobrze o tym pamietac przy rozwazaniach nad staropolska
goscinnoscia, ktora czesto wymuszano, a kulig zamienial
sie po prostu w zajazd. W wielu pamietnikach znajdziemy
szczegoly na temat kuligow (np. u Kitowicza), jest to czesty
temat literatury w pozniejszych epokach.
To tylko niektore z przykladow obyczajow sarmackich, jakie
znajdziemy w Slowniku. Obok zamilowania do uczt i
wesolych zabaw, natrafimy na zrodla wielu innych nagannych
obyczajow, takze wspolczesnych, np. naboznego wrecz umilowania
tytulow i urzedow, zwlaszcza w XVII wieku, czesto juz majacych
jedynie formalne, dekoracyjne znaczenie. Stad rozmnozenie
podskarbich, podkomorzych, podstarostow, podsedkow itp.,
co czesto nie wiazalo sie z pelnieniem jakichkolwiek obowiazkow.
Oblicza sie, ze w czasach saskich urzedow bylo ok 40 tys.,
lacznie z tytulami ziem, ktore Polska stracila, glownie
na rzecz Rosji. Tytuly ziemskie byly substytutem tytulow
arystokratycznych w Europie - w Rzeczypospolitej nie bylo
takiego podzialu, o czym warto pamietac. Do 1588 roku prawo
zabranialo takze pojedynkow; swoich praw dochodzil szlachcic
na drodze sadowej. Dopiero pod wplywami zachodnimi wprowadzono
zwyczaj pojedynkowania sie z udzialem sekundantow oraz odpowiednim
kodeksem honorowym (np. Boziewicza). Do XVI wieku nazwiska
szlacheckie wywodzace sie z tradycji rycerskiej brzmialy
surowo i prosto, np. Traba, Straz, Surma, Ciolek, Kolek
itp. Uwazana za typowo polska i typowo szlachecka koncowke
-ski zaczeto stosowac dopiero w XVII wieku, i to w znaczeniu
miejsca zamieszkania lub od nazwy majatku, dlatego rodzeni
bracia czesto nosili rozne nazwiska. Odwolywanie sie do
majatku, np. Myszkowski z Mirowa, wtedy sie nie przyjelo,
lecz znacznie pozniej, w XIX wieku. Tytul szlachecki byl
dziedziczony, ale mozna bylo go otrzymac za wybitne zaslugi
wojenne w postaci krolewskiej nobilitacji lub zostac przyjetym
do rodziny szlacheckiej. Od XVI wieku pojawiaja sie herbarze
szlacheckie (Dlugosz, Paprocki, Okolski, Potocki, wreszcie Korona Polska Niesieckiego). Przykladem antyherbarza
byl Liber Chamorum Trepki z 1626-1639, demaskujacy
rzekomych plebejuszy podszywajacych sie pod szlachectwo,
obejmujacy glownie nazwiska z woj. krakowskiego. Ciekawie
pisza autorzy o asymilacji Zydow (przechodzacych na katolicyzm),
Karaimow, Tatarow i Ormian, ktorzy otrzymywali nobilitacje.
Na Litwie np. siostry mariawitki prowadzily specjalne misje
dla dziewczat zydowskich, fundowaly im posagi i wydawaly
za maz za szlachcicow. XVIII-wieczny ruch frankistow byl
ukoronowaniem tendencji asymilacyjnych w przedrozbiorowej
Polsce.
Miotanie sie - nad czym i dzis przychodzi nam czesto zadumac
sie - od vanitas vanitatis et omnia vanitas (marnosc
nad marnosciami i wszystko marnosc) do facecyjnych "pieczonych
golabkow" i "szlachcic bez urzedu jak chart bez ogona",
miedzy pokora smierci a wyuzdaniem zycia. Ciagly niepokoj,
ktory i nas nurtuje: rozdarcie duszy, ktora szuka ukojenia
w Bogu i wierze, ale znajduje je w bardzo przyziemnych przyjemnosciach.
Czy rzeczywiscie Sarmaci byli tak od nas odlegli duchowo
i czasowo? Czy byl to naprawde wylacznie "ciemnogrod" i
ograniczenie umyslow? Nawet jesli sie zgodzimy z tymi okresleniami,
kiedy patrzymy na dziwnie znajome twarze spogladajace na
nas z trumiennych portretow, ironicznie zamyslone, pogodne
i surowe, nie potepiajmy tej epoki zbyt pochopnie. Trzymanie
wielbladow dla dodania swietnosci orszakowi magnackiemu
czy wystrojenie w zlote buty polskiego poselstwa Opalinskiego
do Rzymu moga irytowac. Ale juz wybor na poslow do Sejmu
przewaznie protestanckich kandydatow przez przygniatajaca
katolicka wiekszosc powinien zastanowic. Negatywne stereotypy
Polaka-Sarmaty sa bardzo mocne, Slownik sarmatyzmu zapewne ich nie zmniejszy, ale poszerzajac nasza wiedze
o tamtej epoce oslabi moze nasza scjentystyczna, postnowoczesna
pewnosc siebie.
-----------------------------
Slownik sarmatyzmu. Idee, pojecia, symbole.
Praca zbiorowa pod redakcja Andrzeja Borowskiego. Wydawnictwo
Literackie, Krakow, 2001.p 22
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |