PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (25 maja 2001)


Rzecz o historii
i jej interpretowaniu

Z Piotrem Wandyczem,
historykiem, profesorem Yale University, rozmawia Jolanta Szepieniec

- Panie Profesorze, jak Pan, jako wybitny historyk, ocenilby wspolczesna historie i jej problemy?

- To jest tak ogromny temat i co bym nie powiedzial, bedzie szeregiem uproszczen. Historia wzbogacila sie dzieki innym dyscyplinom, ktore obecnie sie rozwinely. Poza wiec tradycyjna filozofia, antropologia czy ekonomia posilkuje sie innymi naukami spolecznymi, rozszerzajac i poglebiajac swoja tematyke. Jednoczesnie jednak pewne problemy, ktore zawsze istnialy w historii - mowie tutaj o historiografii - istnieja nadal i nie widzialbym jakiegos zdecydowanego postepu.

Na czym zatem polegaja trudnosci w historii? Polegaja na tym, ze historie od innych nauk odrozniaja dwa elementy; moze sie to wydac bardzo banalne, co powiem, ale nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawe: chronologia i selektywnosc. Nie jest wiec najwazniejsze, czy dane zdarzenie bylo w danym roku, ale ze mialo miejsce miedzy innymi zdarzeniami. Mozna to porownac do drabiny. Jesli wyjmiemy kilka szczebli, to niemozliwe stanie sie dalsze po niej stapanie. Tak samo jest w historii. Wypadek pozniejszy chronologicznie nie mogl miec zatem wplywu na wypadek wczesniejszy. Ta prawidlowosc, choc wydaje sie oczywista, jest czesto ignorowana w procesach badawczych.

Drugi zas element: selektywnosc - jest bardzo skomplikowany, bowiem historyk zawsze musi wybierac. Nigdy nie jest w stanie pokazac tego, co bylo naprawde we wszystkich dziedzinach. Nie tylko z powodu braku zrodel, ale tez z powodu ich nadmiaru, ktory mamy, na przyklad, w historii najnowszej. Ogarniecie ich przez historyka jest niemozliwe. Czyli historia nigdy nie jest idealnym odbiciem tego, co bylo, tylko jest odbiciem przelamanym - i przez pryzmat zainteresowan danego historyka, i poprzez inne spojrzenie na przeszlosc. Innymi slowy mowiac, temat moze byc ten sam, ale stawiane pytania dzisiaj sa inne od stawianych sto lat temu. Nie mamy nigdy jednak stuprocentowej pewnosci, ze to, co przedstawiamy, jest pelnym obrazem.

Papiez kiedys powiedzial, ze czlowiek ma to do siebie, ze nie da sie go wyczerpac historycznie. To jak mozna wyczerpac historycznie spoleczenstwa? Jesli mowimy: "historia ocenia ", "historia dowodzi" czy "historia ma byc prawdziwa", to zawsze dzialamy na granicy prawdopodobienstwa. To bylo bardzo podkreslane w XIX wieku. Nauki scisle, jako najbardziej prawdziwe, przeciwstawiano historii jako dyscyplinie balansujacej gdzies na granicy literatury. Potem okazalo sie, ze prawdopodobienstwo ma takie samo prawo bytu w procesie badawczym nauk spolecznych, jak i nauk scislych, co obecnie zbliza wszystkie dyscypliny. Zbliza tez nauke z religia. Bo oto okazuje sie, ze religia nie polega tylko na wierze, a nauka tylko na eksperymentach. W nauce znajdujemy przeciez element wiary, a w religii racjonalna dyskusje.

Wracajac do pytania. W pewnym sensie jestesmy wiezniami tego, co bylo. Bardzo dobrze to okreslil niedawno czeski historyk: historie mozna nienawidzic, historie mozna kochac, z historia mozna prawie wszystko zrobic, ale nie mozna od niej uciec. Bardzo przypadlo mi do gustu to stwierdzenie. Historia mozna takze manipulowac. Czyniono to zawsze i nie unikniemy tego obecnie. Raz jest to manipulacja swiadoma, raz przypadkowa.

Powinnismy jednak dbac o obiektywizm. Jesli przyjmujemy pewna teze i nie znajdujemy jej potwierdzenia w zrodlach, to powinnismy odrzucic teze, a nie zrodla. Innymi slowy, historyk powinien byc uczciwy w podejsciu do zrodel, przekazow i do interpretacji. Oczywiscie zabawne jest czytanie ksiazek kontrowersyjnych, w ktorych autor daje upust swojej wyobrazni.

W historii nie ma rozwiazan. To jest ciagly proces badawczy. Upadaja stare tezy, pojawiaja sie nowe. Historia jest wiedza o przeszlosci. Jesli narod jej nie ma, to jest kaleki, tak jak czlowiek pozbawiony pamieci. Ta pamiec nie zawsze jest prawdziwa. Ostatnio wlasnie pracowalem nad tym zagadnieniem, zastanawiajac sie nad mitami i stereotypami w historii Europy Srodkowo-Wschodniej. Swoje rozwazania rozpoczynam od zacytowania Jerzego Giedroycia, ktory mowil, ze zadna historia nie byla tak zafalszowana, jak historia polska. Nie zgadzam sie z tym. Inne historie tez byly nie mniej zafalszowane. Giedroyciowi, jak sadze, chodzilo bardziej o polonocentryzm, czyli widzenie wszystkiego przez sprawe polska i podkreslanie stale elementow dobrych, a uciekanie od elementow zlych. Tym sposobem Niemiec, ktory sie spolszczyl w okresie rozbiorow, byl wspanialym czlowiekiem, a Polak, ktory sie zniemczyl, byl ohydnym renegatem. To zrozumiale psychologicznie. Trzeba jednak szalenie uwazac na to, co sie mowi w danym momencie. Nazwalbym to autokrytycyzmem. Poniewaz musimy wybierac, nie zawsze trzeba wybierac to, co przyjemne. Z kolei wybieranie zawsze zlego jest tak samo podstepne. W poszukiwaniu przeszlosci musimy wiec lawirowac pomiedzy tym, co bylo dobre, a tym, co bylo zle.

Mowie tu o wychowawczej roli historii. Jezeli zaczniemy spoleczenstwu tlumaczyc, ze stracilismy wszystkie szanse, ze wrocilo sie po tysiacu lat do punktu wyjscia, ze cala przeszlosc jest jedna wielka porazka, to patriotyzm nie ma prawa funkcjonowac. Widze to sam po sobie. Poczatkowo stronilem od historii Polski, bo fakt, ze bylismy kiedys mocarstwem od Smolenska prawie po Odre, a po tylu wiekach znalezlismy sie na emigracji po 1945 r., dzialal na mnie deprymujaco. W mojej pracy doktorskiej o stosunkach miedzynarodowych bylo tylko jedno zdanie, jak to kiedys zauwazyl Norman Davies, dotyczace sprawy polskiej.

- W historii zawsze stawiano pytanie o mechanizmy procesu historycznego. Istnieja dwa poglady na ten temat. Pierwszy to przekonanie, ze proces historyczny jest niezalezny od ludzkich dzialan. Decyduja o nim nieznane sily, na ktore czlowiek nie ma wplywu. Drugi poglad, to wiara, ze historia jest tworzona przez wybitne jednostki, czyli czlowiek swiadomie i celowo ja kreuje. Ktory poglad jest Panu blizszy?

- Zaden. Po czterdziestu latach wykladania i zajmowania sie historia mam do niej stosunek, powiedzialbym, skromniejszy. W ostatecznosci ma sie zawsze uczucie, ze nie wiemy na sto procent, jak to wszystko bylo. Wracamy zatem do Sokratesa: "Wiem, ze nic nie wiem". Z pewnoscia nie mozna powiedziec, ze tylko jednostka kreuje dzieje, bo ona sama jest kreowana chocby przez srodowisko. Wezmy przyklad Napoleona. Gdyby urodzil sie za czasow Ludwika XIV, to nie mialby szansy na kariere. Gdyby z kolei Napoleona nie bylo, to losy Francji z poczatkiem XIX wieku potoczylyby sie zupelnie inaczej. Dyskusja o sily sprawcze historii nie bedzie miala nigdy rozwiazania. Dla mnie jest to przyjemna zabawa intelektualna. Moj stosunek do historii jest tez bardziej ograniczony. Ciagle wierze w to, co powiedzial wielki niemiecki historyk XIX wieku Leopold Ranke, ze chodzi o to, zeby odtworzyc, jak naprawde bylo. Nigdy tego nie odtworzymy. Ale powinnismy sie starac zblizyc do prawdy, dbac o obiektywizm i unikac klamstw.

- Tukidydes powiedzial, ze nie ufal nawet wlasnemu wrazeniu, a relacje opieral czesciowo na tym, co sam zobaczyl, a czesciowo na tym, co inni dlan ogladali i na rzetelnosci relacji poddanej jak najsurowszemu i szczegolowemu sprawdzianowi. Wiele wysilku kosztowalo go, zeby uzyskac zbieznosc miedzy relacjami naocznych swiadkow na temat tych samych zdarzen. Czy uwaza Pan, ze sa one aktualne?

- Jak najbardziej. Tukidydes mowi o krytycznym stosunku do zrodel i przekazow. Oczywiscie, ze obowiazkiem historyka jest konfrontacja zeznan jednej osoby z zeznaniami innych, jesli jest to mozliwe. Nie mozna traktowac jednego zrodla jak ewangelii. Pierwsze wiec nastawienie historyka do przekazu musi byc krytyczne. Nie zakladamy oczywiscie, ze jest klamstwem, ale sprawdzamy do jakiego stopnia jest prawdziwe. Irytuje mnie kiedy ktos w pamietnikach otwiera cytat i przytacza rozmowe, na przyklad, sprzed czterdziestu laty. Nie wierze, zeby ona byla doslowna. Zakladam wiec tylko, z pewna doza prawdopodobienstwa, ze taka rozmowa zostala przeprowadzona.

Tukidydes mowi jeszcze o narracji, ktora jest dla niego oczywista. Niestety wspolczesna historiografia troche od niej odeszla. Wystarczy chocby wziac American Historical Review. Przyznam, ze czytam w nim tylko recenzje ksiazek, bo ani tak waski temat, jak wieziennictwo w Anglii na przestrzeni kilku lat w XVIII wieku, ani tak szeroki, jak problem homoseksualizmu na przestrzeni wiekow mnie nie interesuja. Oczywiscie mozna to badac. Ja jednak jestem historykiem starej daty i uwazam, ze polityka rozumiana w najszerszym znaczeniu tego slowa wywiera najwiekszy wplyw na ksztaltowanie dziejow. Zatem jesli mowimy, na przyklad, o gospodarce w Polsce, to nie mozemy dokonywac jej oceny tylko na podstawie statystyk. Statystyki podaja, ze dochod narodowy wzrasta i tempo gospodarcze jest imponujace. Tymczasem niedawno odwiedzilem ziemie lubuska, gdzie przerazila mnie nedza. Dla historyka bylo to konfrontacja dwoch zrodel. Do tego wlasnie namawia Tukidydes. Nie moge jednak powiedziec, ze w Polsce panuje nedza na podstawie tylko tak wycinkowego obrazu. Gdybym to zrobil, to zachowalbym sie jak osoba, ktora okradziona we Francji, nazwalaby wszystkich Francuzow zlodziejami. Trzeba za wszelka cene unikac stereotypow.

Pozwole sobie w tym miejscu na pewna dygresje, nie zwiazana bezposrednio z pytaniem. Otoz na uniwersytetach amerykanskich sa prowadzone kursy, ktore roznie sie nazywaja. Jest to historia cywilizacji europejskiej, historia zachodniej cywilizacji, a studenci w swoim czasie nazywali ten kurs od "jaskiniowca do Trumana". Zauwazylem, ze wyklad, na ktorym mowilem o wczesnym sredniowieczu i przedstawialem az cztery wieki w Europie, byl duzo latwiejszy dla studentow do przyswojenia, niz jeden tylko okres miedzywojenny. Tlumaczac ten drugi, a jest on moja dziedzina, wiedzialem, ze wszystko, co mowie, nie jest stuprocentowa prawda, ze dokonuje uproszczen, ze skracam. Mowiac natomiast o sredniowieczu, na ktorym niewiele sie znam, czulem sie bardzo swobodnie, bo przekazywalem to, co jest w innych podrecznikach i to, co jest ogolnie przyjete. Podejrzewam, ze powielalem stereotypy. W historii jest to normalne.

- W Polsce powstal Instytut Pamieci Narodowej. Ma on, miedzy innymi, za zadanie reinterpretacje historii i jej uzupelnianie. Jak Pan sadzi, jakie niebezpieczenstwa czekaja na tych, ktorzy te historie beda interpretowac i na tych, ktorzy beda ja poznawac?

- Instytut ma trudna role do spelnienia. Z pewnoscia bedzie musial mowic o nieprzyjemnych zdarzeniach. Podejrzewam, ze czesc spoleczenstwa przyjmie to z pokora, holdujac zasadzie, ze historia powinna byc uczciwa. Beda tez tacy, ktorzy ujawnianie prawdy beda nazywac szkalowaniem. Mysle, ze reakcja spoleczenstwa bedzie zalezala od stopnia jego normalizacji. W tym miejscu chcialbym zacytowac to, co napisalem w ostatnim moim artykule dla Tygodnika Powszechnego. Powiedzialem: "Gdzie przeprowadzic granice dopuszczalna krzepienia i odbrazowiania. Z pewnoscia nie ma na to jednej recepty. Ale niewatpliwie wystepuje zwiazek miedzy odbiorem jednej i drugiej wersji dziejow a stanem danego spoleczenstwa, jego poziomem, poczuciem zagrozenia, prawdziwego czy urojonego, stabilizacja zycia i stadium 'normalnosci'. To ostatnie szczegolnie wazne, gdyz dopiero wtedy, gdy narod pozbedzie sie kompleksow nizszosci moze pogodzic sie z faktami, ze nie ma narodow wybranych. Brzmi to moze paradoksalnie, ale jest chyba prawdziwe, bo kazdy narod ma swe piekne i nikczemne karty, wzloty i upadki i powinien miec dosc hartu ducha, aby przyjmowac istnienie jednych i drugich spokojnie, godnie i bez histerycznych odruchow".

Marcin Krol powiedzial kiedys, ze inaczej pisze sie historie w mentalnosci oblezonego Zbaraza, a inaczej kraju zasobnego, bezpiecznego. Anglik, bogaty, pewny siebie, przyjmuje wiec o sobie dowcipy ze szczerym i dobrodusznym usmiechem. A Polak, biedny, z kompleksem nizszosci, przyjmuje je jako Polish jokes i budzi sie w nim agresja. Musimy sie jej wyzbyc.

- Bedziemy wiec interpretowac historie na nowo i beda nam w tym pomagac historyczne ksiazki. Wspomniany przez Pana Norman Davies twierdzi, ze nie ma ksiazek "naukowych" i "popularnych ". Jest tylko historia napisana dobrze albo zle. Czy zgadza sie Pan z tym pogladem?

- Nie zgadzam sie z Daviesem. Nalezy dokonac tego rozroznienia, bo dokonuje go juz sam adresat. Ksiazka naukowa kierowana jest do ekspertow i wpisuje sie w zbior prac danej dziedziny, jest kolejnym uzupelnieniem czy wprowadza nowe koncepcje. Ksiazka popularna jest kierowana do szerokiego kregu odbiorcy i ma na celu wzbudzenie zainteresowania. I tak moja ksiazke Cena wolnosci mozna zaliczyc do prawie popularnych, ale Twilight of French Eastern Alliances jest bezwzglednie naukowa pozycja. Ksiazki te rozni nie tylko to, o czym juz mowilem wczesniej, ale takze aparat naukowy. Ksiazka popularna moze opierac sie na wiadomosciach z drugiej reki, odrzucajac tym samym pewien element krytycyzmu. Ksiazka naukowa na taki luksus nie moze sobie pozwolic. Poza tym nalezy pamietac, ze ksiazki pisza historycy i pisarze historyczni. Ten podzial tez determinuje jakosc publikacji. Niezaleznie jednak, czy zgodzimy sie z Daviesem czy nie, obowiazkiem historyka jest unikanie bledow faktograficznych, a wydaje sie, ze Davies czesto ignoruje te podstawowa zasade.

- Jakie rady dalby Pan mlodym historykom?

- Niejednokrotnie rozmawialem z moimi studentami na ten temat. To tak, jak z alpinista, ktory na pytanie, dlaczego zdobywa szczyty odpowiada, bo sa. Historia jest tak, jak ta gora: jest - i czlowiek jest nia zainteresowany, ciagnie go do niej. Historyk musi naprawde miec szczegolny stosunek do przeszlosci, musi go ona naprawde interesowac. Jesli traktuje ja jako jeden z licznych zawodow, to nie uzyska satysfakcji.

Jest jeszcze kwestia znalezienia przyjemnosci w formowaniu innych ludzi za pomoca wlasnego przekazu. Ja raczej formowalem przez swoje ksiazki, bo nigdy nie mialem zaciecia pedagogicznego. Trzeba pamietac, ze historia jest tlem dzisiejszej polityki. Byc moze jest to zbyt wyswiechtane stwierdzenie, ale zeby zrozumiec procesy historyczne, trzeba miec jakas perspektywe.

Istotna tez jest intuicja historyczna, co wielu historykow traktuje z wielka pogarda, a w ktora ja bardzo wierze. Wierze, bo kiedys dokonywalem badan opierajac sie jedynie na bardzo skromnych zrodlach, na tej podstawie postawilem kilka tez, doszedlem do pewnych wnioskow. Po udostepnieniu archiwow okazalo sie, ze nie popelnilem wielu bledow. Chce przez to powiedziec, ze okres, ktory badamy, trzeba lubic i trzeba go wyczuwac, inaczej mozemy byc skazani na porazke.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail