MACIEJ PATKOWSKI
Matka prymasa
W poprzednia niedziele Ameryka swietowala Dzien Matki. I
chociaz w Polsce Dzien Matki przypada dopiero na 26 maja,
z okazji tego swieta warto spojrzec nie na osoby slawne,
ale na "matke pokorna".
Julianna pochodzila z Karpow, corka Adama Karpa i Anieli
z Gizewiczow, ze szlachty podlaskiej, z parafii Kamienczyk
nad Bugiem. Przodkowie na przestrzeni trzystu lat zajmowali
wazne funkcje koscielne i swieckie w Rzeczpospolitej. Byli
poslami ziemi bielskiej, fundatorami kosciolow. Gdy Julianna
sie urodzila, rodzice utrzymywali sie z pracy na roli, jako
zubozala szlachta, co sama swoj zagon uprawia, podobnie
jak rodzice jej przyszlego meza, Stanislawa Wyszynskiego.
Pobrali sie 4 maja 1899 roku, a 3 sierpnia 1901 roku Julianna
rodzi syna Stefana i chrzci go w parafii sw. Mikolaja w
Zuzeli, gdzie ojciec pozniejszego prymasa byl organista.
Po latach tak bedzie prymas wspominal: "W domu moim nad
lozkiem wisialy dwa obrazy: Matki Bozej Czestochowskiej
i Matki Bozej Ostrobramskiej. I chociaz w owym czasie do
modlitwy sklonny nie bylem, zawsze cierpiac na kolana, zwlaszcza
w czasie wieczornego rozanca, jaki byl zwyczajem naszego
domu, to jednak po obudzeniu sie dlugo przygladalem sie,
dlaczego jedna jest czarna, a druga biala".
I kiedy indziej: "Moj ojciec z upodobaniem jezdzil na Jasna
Gore, a moja matka - do Ostrej Bramy. Razem sie potem schodzili
w nadbuzanskiej wiosce, gdzie urodzilem sie i opowiadali
wrazenia ze swoich pielgrzymek. Ja, maly brzdac, podsluchiwalem,
co stamtad przywozili. A przywozili bardzo duzo, bo oboje
odznaczali sie gleboka czcia i miloscia do Matki Bozej i
jezeli cos na ten temat ich roznilo - to wieczny dialog,
ktora Matka Boza jest skuteczniejsza, czy Ta, co w Ostrej
swieci Bramie, czy Ta, co Jasnej broni Czestochowy".
Dom rodzinny stal na plebanii, tzw. organistowka skladala
sie z dwoch pokojow mieszkalnych, ze skromna kuchnia od
podworza, dalej byla szkola, mieszkanie nauczyciela Rubinkowskiego
i mieszkanko dla wikariuszy, ktorzy zmieniali sie corocznie
i byli ojcami chrzestnymi dzieci Julianny, obdarowujac je
swymi imionami. Na scianach organistowki wisialy swiete
obrazy: Matki Boskiej Ostrobramskiej, Czestochowskiej i
Nieustajacej Pomocy, byl takze portret papieza Leona XIII
oraz ksiecia Jozefa Poniatowskiego.
Kiedy zrobilo sie ciasno, bo dzieci przybywalo - ojciec
przedzielil kuchnie, by dzieci mialy swoj pokoik do nauki.
Warta uwagi jest "kuchnia matki Julianny". Az sie wierzyc
nie chce, ale wszystko w niej jest odtworzone tak, jak bylo
naprawde i wszystko, co pochodzi z tamtego rejonu i tamtych
czasow. Palilo sie drzewem, garnki byly masywne, ciezkie,
ale za to trzymaly cieplo, podobnie jak piec z okapem; w
koncu - to jedyne ogrzewanie z tamtych lat. Kolowrotek byl
w codziennym uzyciu, bo dzieci musialy byc obszyte. Te garnki
ktos musial myc, bielizne prac, az dziw bierze, ze starczylo
czasu na wieczorny rozaniec, ktory sie przeciagal i wzbogacal
o glowne prawdy wiary, siedem sakramentow swietych, piec
warunkow pokuty i "Pod Twoja Obrone". Nie dziw, ze bolaly
kolana.
Oprocz Anastazji Stefan mial siostrzyczke Stanislawe, w
dwa lata potem - Janine, w trzy lata potem - braciszka Waclawa
Leona... W 1910 r. panstwo Wyszynscy dostaja propozycje
przeprowadzki do Andrzejewa - wiekszej i bogatszej parafii,
gdzie na Stanislawa czeka nieco lepsza pensja, a dla wszystkich
- obszerniejsze mieszkanie. Andrzejewo - liczace dzisiaj
okolo czterech tysiecy mieszkancow - ma zacna historie.
Juz w XIII wieku figurowalo jako Wronie, a w 1528 roku krol
Zygmunt I Stary udziela przywileju biskupowi Andrzejowi
Krzywickiemu na zalozenie miasta na prawie magdeburskim.
Tutaj mija dzieciom kilka lat pod wplywem osobowosci ich
mamy - skromnej, religijnej, cichutkiej, czystej, pracowitej,
cierpliwej i kochajacej... Ktoz by dzis o niej pamietal,
gdyby Stefan nie zostal prymasem Polski? A przeciez - opowiedza
to sobie po latach - matka jego przyszlego kolegi, duchownego,
przyjaciela Karola Wojtyly, podobnie tkala swoje zycie i
swojej rodziny, i rowniez przedwczesnie odeszla, zostawiajac
syna Karola malym dzieckiem. To wspomnienie matek i gorycz
wczesnego osierocenia scementowaly ich pozniejsza przyjazn.
To przeciez te przedwczesnie zmarle, zapracowane do konca
zycia - daly poczatek slawnym synom XX stulecia. Daly nam
Prymasa Tysiaclecia i kolejnego nastepce Swietego Piotra.
W 1910 roku Julianna jest znowu w ciazy z szostym dzieckiem,
ale tym razem "cos bylo nie tak". Z koncem sierpnia z trudem
mogla sie poruszac, w miesiac pozniej - juz byla przykuta
do lozka, nie mogac sie zen podniesc.
Dzieci slodzily mamy cierpienie odrabiajac lekcje przy
niej i sluchajac jej przedziwnych opowiesci i historii zaslyszanych
od jej babci. Na kilka dni przed porodem stan sie pogarsza,
z piatego na szostego pazdziernika rodzi sie nowa siostrzyczka
Stefana - Zosia. Matka jest wyczerpana i oprocz objawow
nie rozpoznanej choroby jeszcze ma ciezka anemie. Jest taka
blada, watla i slaba, ze wszyscy zdaja sobie sprawe z tego,
nawet male dzieci: mama jest w stanie krytycznym.
"Ktoregos dnia poprosila, by dzieci zebraly sie wokol jej
lozka. Chciala sie pozegnac. Do Stefana zwrocila sie w ten
sposob: 'Ubieraj sie'. Poniewaz byla juz polowa pazdziernika,
chcial wlozyc palto, rozumiejac, ze ma gdzies isc. Matka
spojrzawszy na niego, raz jeszcze powiedziala: 'Ubieraj
sie, ale nie tak. Inaczej sie ubieraj'. Wowczas Stefan zwrocil
pytajace oczy na ojca. Ojciec zas pozniej wyjasnil, ze chodzi
o to, by 'ubieral sie' w cnoty. Bedac w szkole dzieci przez
caly dzien nadsluchiwaly, czy nie bija dzwony. Mialo to
oznaczac, ze matka juz nie zyje.
Ktoregos dnia Stefan zostal po lekcjach w szkole. Musial
kleczec w kacie "za kare". Zaniepokojony ojciec poslal po
Stefana jego siostre, Stanislawe, by uprosila nauczyciela
o wypuszczenie brata na obiad. Stefan, zobaczywszy w progu
klasy swoja siostre, pomyslal, ze matka juz nie zyje. Zerwal
sie z kleczek i bylby uciekl, gdyby nie porywczy nauczyciel,
ktory doskoczyl do przerazonego chlopca i chwycil go za
ubranie. Krzyknal na caly glos:
- A ja ci mowie, ze zostaniesz bez obiadu!...
- Mam dosc nauki pana profesora - odrzekl chlopiec bez
namyslu.
- Cos ty powiedzial? - nie dowierzal wlasnym uszom Arasimowicz.
- Mam dosc nauki pana profesora!
- Wiecej do szkoly nie przychodz! - odwrzasnal Arasimowicz.
- Wiecej nie przyjde! - burknal uczen.
(Wedlug ustnej relacji Stanislawy Wyszynskiej.)
I wiecej nie poszedl, potem uczyl go Boleslaw Pekala, kleryk
seminarium duchownego.
31 pazdziernika odchodzi Julianna Wyszynska, trzydziestotrzyletnia
matka szesciorga dzieci, a w kilka dni pozniej umiera Zosia.
Pochowane sa obok siebie na cmentarzu w Andrzejewie.
Ojciec Stefana wypisal na tabliczce umieszczonej na krzyzu:
"Julianna z Karpow Wyszynska, zyla lat 33. Zm. 31 pazdziernika
1910 r. Prosi o Zdrowas Mario".
W 1980 roku na grobie ulozono plyte z napisem: "Umilowanej
Matce Juliannie Wyszynskiej w siedemdziesiata rocznice smierci
dzieci: Stefan Kardynal, Stanislawa, Janina".
Po latach tak napisze syn, prymas: "Trudno mi opisac smutek,
pustke, zalosc, gdy po pogrzebie Matki wrocilismy do domu.
Zdawalo sie wtedy, ze ustalo wszelkie zycie".
Sejm oglosil, a prezydent podpisal, ze rok 2001 jest Rokiem
Prymasowskim. W tym miesiacu z okazji dwudziestej rocznicy
jego smierci (28 maja) jest i bedzie jeszcze glosniej o
Prymasie Tysiaclecia. Jestem ciekaw, ile slow padnie o skromnej
matce blogoslawionego duchownego, ktorego przeciez przyuczala
na te pozycje, ktorej sie nie spodziewal; na los, ktorego
nie oczekiwal (mial przeciez byc naukowcem, ksiedzem profesorem),
a ktory go spotkal. To przeciez ona mu powiedziala: "Ubieraj
sie!". A ojciec wytlumaczyl: ubieraj sie w cnoty.
Nasladowal swoja matke zyciem w pokorze i ta jego pokora
- podpatrzona i podsluchana u niej - zmogla szance pychy
polskiej.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |