PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (18 maja 2001)


GRAZYNA DRABIK

Widok z Delft

Przeczytalam wiadomosc w gazecie: 400 wiewiorek importowanych z Chin zostalo zniszczonych na lotnisku Shiphol w Amsterdamie, posiekanych w urzadzeniu do przerabiania smieci. Nie byl to wypadek ani makabryczna pomylka. Linie KLM podjely decyzje eliminacji zwierzat, zmuszone przez okolicznosci: Grecja, gdzie w Atenach mial czekac odbiorca, odmowila ich przyjecia. Nie mozna bylo odeslac z powrotem do Chin. Nie wolno wyladowac w Holandii.

Dla wiewiorek rzecz zakonczyla sie tragicznie, choc z ich punktu widzenia decydujacy moment rozegral sie duzo wczesniej, gdzies w klatkach chinskich. Zakonczyla sie takze sprawa, jaka holenderski prokurator wytoczyl holenderskim liniom. Werdykt zostal wydany. KLM zaplacilo 35 tys. guldenow, okolo 15 tys. dol. Nie wiem, czy to duzo, czy malo, ani jakie grzywna miala przeznaczenie.

Post factum interesujaca jest przede wszystkim natura oskarzenia, drobnym drukiem pisane, lecz znaczace swiadectwo przesuniecia punktu odniesienia. Prokurator nie protestowal przeciw eliminacji wiewiorek; decyzja przedsiebiorstwa byla zgodna z prawem. Kara zostala wymierzona za sposob, w jaki ta konieczna i sluszna decyzja zostala wykonana. Chodzi wiec nie o zniszczenie czy uratowanie zywych istot, nie o moralny charakter naszych czynow i ich konsekwencje, lecz problem praktyczny i estetyczny.

Myslalam sobie o podstepnych zwyciestwach pragmatyzmu idac przez luksusowe lotnisko. Pragmatyzm uczy sztuki kompromisow. Wygoda domaga sie, by ja utrwalac. Komfort i kompromis, jak fale morza, zmieniaja krajobraz.

Shiphol jest wielkim domem handlowym. Z witryn kusi podroznych nadmiar potrzebnych i niepotrzebnych przedmiotow. Z glosnikow plynie muzyka. Wznosi sie luk McDonalda. Blyszczy czystoscia. Krzataja sie pracownicy utrzymujacy ten wysoki polysk. Jezdza zmotoryzowanymi wozeczkami, posluguja sie zgrabnymi odkurzaczami. Maja porzadne, granatowe kombinezony. Jasnozolte kamizelki. Ciemne twarze.

*

Z Amsterdamu do Hagi pociag funkcjonuje jak metro. Pol godziny, i z lotniska dowozi cie do samego centrum. Choc centrum sie rozmywa, bowiem mimo okazalych budynkow i sklepow Haga wyglada, jak trafnie okreslil ja przewodnik z XVII wieku, "najladniejsza wies swiata". Tyle ze teraz jest to wies-stolica. (Scislej, pol stolicy: w Hadze jest siedziba holenderskiego parlamentu. W Amsterdamie, dworu krolewskiego i miedzynarodowych finansow.) Ton nadaja funkcjonariusze - urzednicy panstwowi, dyplomaci, zarzadcy firm miedzynarodowych, wiec panuje nastroj rozwaznej statecznosci, wygody i samozadowolenia. Jako ze osiadlo tutaj wielu bylych mieszkancow dawnych kolonii, znana jest takze jako "wdowa Indonezji".

Przy malowniczym Hofvijver, Stawie Krolewskim, znajduje sie elegancki Mauritshuis wybudowany przez Johana Mauritsa z Nassau-Siegen. W domu Mauritsa, awanturnika, bezwzglednego polityka i zawodowego zolnierza, miesci sie jedna z najbogatszych w swiecie kolekcji sztuki zachodniej. Muzeum chlubi sie posiadaniem Lekcji anatomii Rembrandta, Smiejacym sie chlopcem Halsa, czulymi portretami krow i bykow Paulusa Pottera. Mloda matka Gerrita Doua czuwa, juz przez wieki, przy kolebce okrytej jasnoblekitna chusta. Dzieki Carelowi Fabritiusowi, uczniowi Rembrandta, na zielonej skrzyneczce nadal siedzi urokliwy Szczygiel.

Zaciekawia niespodziane polonicum na jednym z obrazow mniej znanego malarza. Oto jakas feta dworska. Przez plac w Hadze ciagnie procesja dworzan Johana Mauritsa w czerwieniach. Sztandary. Orkiestra. Niebo spoglada poblazliwie. Z karczmy z lewej strony placu wysypuje sie dosc niesforna gromadka. Podgolone glowy. Pawie piora przy kolpakach. Zadarte czuby butow. Powiewaja poly dlugich kaftanow. Wygladaja jak z innego swiata. Sa z innego swiata. Goscie z daleka, delegacja polska.

Na slynnym obrazie Vermeera Widok Delft z 1660 r., jednym z tylko dwoch jego pejzazy, miasto prawie ginie pod ogromem nieba. Klebia sie chmury, nad horyzontem mleczno-jasne, na pierwszym planie ciezarne deszczem. Szeroko rozlewa sie rzeka Schie. Pewnie jest dzien swiateczny, bo zwykle ruchliwy port wyglada sennie, nieopodal dlugiej Bramy Rotterdam kolysze sie duza lodz. W tafli wody ciemno odbijaja sie prostokaty gestej zabudowy. Szczegoly architektury domow wzdluz Schiekade gina w cieniach. Nie widac godziny na zegarze w szczycie bramy Schiedam. Nie widac, co sie dzieje na pokladzie lodzi. Czerwone dachy w glebi, na dalszym planie, rozjasnia jednak blysk swiatla. Promienie wymykaja sie zza chmur. Swietliscie pieszcza wieze Nieuwe Kerk w centrum miasta.

Panorama Delft pozostala w muzeum przy Hofvijver. Do Nowego Jorku przybyl jednak z wyjatkowa wizyta drugi miejski pejzaz Vermeera: Het Straatje. Jest bardziej intymny, mniej dramatyczny. (Kiedy pierwszy raz ogladam go "na zywo", po latach znajomosci tylko dzieki reprodukcjom, zaskakuje mnie niewielki rozmiar, wrecz rozczarowuje. Dopiero po chwili ogarnia wzruszenie wobec celowej skromnosci.)

Uliczka, jak Widok Delft, jest obrazem pelnym sugestii. Nie ogladamy rodzinnego miasta Vermeera z dystansu, zza rzeki. Znajdujemy sie w jakims zaulku, w starej dzielnicy. I tu jest pochmurnie, choc chmur widac mniej, bo niebo zaslania fasada mieszczanskiego domu. Dom jest stary. Cegla w niektorych miejscach peka. Tynk wokol bramy domaga sie odmalowania. Przeplywajacy czas naznacza drewniane okiennice, nierowny bruk. Tylko gest pracy pozostaje jakby niezmienny i natchniony niezmiennym spokojem.

Kobieta pochyla sie nad haftem. Druga cos porzadkuje w glebi podworka. Dwojka dzieci bawi sie pod lawa. Przyswiadczamy temu jedynemu, najzwyklejszemu i nadzwyczajnemu momentowi. Blogoslawiona codziennosc nasyca delikatna swiatlosc. Tak bedzie jutro, pojutrze. Do smierci.

Obraz Vermeera gosci w Nowym Jorku do konca maja. Przy Central Parku przycupnal takze Szczygiel Fabritiusa. Dzieki Gerardowi Houckgeestowi, malarzowi wyimaginowanych i rzeczywistych wnetrz koscielnych, mozemy nie opuszczajac Manhattanu wejsc do Nowego Kosciola w Delftach. Stoi tam okazaly grobowiec, jeden z ulubionych obiektow malarzy. Wzniesiony w XVII wieku, glosi chwale ojca Johana Mauritsa, Willema z Orange i Nassau. Willem I, w zwiazku z sympatiami protestanckimi zwany Milczacym, uwazany jest za "ojca narodu". Poprowadzil bowiem, choc poczatkowo bez sukcesow, mieszkancow polnocnych Niderlandow buntujacych sie przeciw podatkom narzuconym przez ksiecia Albe i Filipa II, do walki z hiszpanskimi wojskami.

Dziela holenderskich artystow - pejzaze, martwe natury, portrety, scenki obyczajowe, a takze stare mapy, arrasy, kielichy rzniete w krysztale, zdobne niebiesko kafle i porcelanowe michy, bogactwo obrazow i przedmiotow - zostaly zebrane po swiecie, wypozyczone z Mauritshaus i Rijksmuseum w Amsterdamie, z National Gallery i British Museum w Londynie, z Hermitage w Petersburgu i z prywatnej kolekcji w Saint Petersburg na Florydzie, z Institut Neerlandais w Paryzu, z muzeow w Berlinie, Wiedniu, Filadelfii... Komponuja imponujaca wystawe w Metropolitan Museum:"Vermeer and the Delft School".

*

Fabritius, mistrz swiatla podziwiany przez Vermeera, zginal majac zaledwie 32 lata w wybuchu prochowni w Delftach, o 10 rano, 12 pazdziernika 1654 r. Jego Szczygiel nadal cieszy. Fabritius i Vermeer sprowadzaja mnie do Delft.

Z Hagi do Delft jest blisko 5 kilometrow. Podroz tramwajem nieklopotliwa, konduktor pomocny, uprzejmie wyjasnia po angielsku, ile zaplacic, gdzie wysiasc. Tramwaj kolysze sie na szynach, podzwania dzwonkiem. Ktos wsiada, wysiada, siedze sobie wygodnie, za oknem przemija swiat. Wierzby przyciete w lwie grzywy stoja nad rzeka, zupelnie jak w polskim pejzazu. Wiatraki machaja skrzydlami, calkiem niepolskie. Szlak kanalow laczacych miasta. Rytm jednopietrowych domow. Skrzynki w oknach.

Na polnoc od Hagi, na przyklad w bardzo zamoznym Wassenaar, uderza luksus przestrzeni. W ciagu calego popoludnia spotkalam jednego rowerzyste i jedna starsza osobe, na spacerze z psem. Ogladalam z ciekawoscia wygodne domy, niektore kryte specjalna strzecha, otoczone gestym zywoplotem. W duzych domach w zadrzewionych ogrodach czesto mieszka dzisiaj tylko dwoje ludzi. Samotna wdowa. Rodzina z jednym dzieckiem.

Towarzyszylo mi uczucie dziwnej podwojnosci: bylo jednoczesnie gesto i pusto. Wszedzie widac slady zmyslnej obecnosci czlowieka, podziwu godne owoce pracy: kanaly, porzadnie posprzatane ulice, solidnie zbudowane domy, zadbane tereny wokol domow, rowno wytyczone rowy przecinajace laki. Szlam przez puste uliczki i pusty park. Mijalam puste domy, zamkniety kosciol. Tylko w supermarkecie bylo pelno ludzi.

Na poludnie od Hagi, w strone Delft, przedmiescia sa gesciej zabudowane, przemyslowe. Asfalt i bruk lapczywie zjadaja zielen. Niespodziewanie z bocznego placu wychyla sie meczet uwienczony waska wieza. Domy wygladaja skromniej. Na ulicy ludzie sie spiesza. Starsze kobiety dzwigaja torby z zakupami. Grupka mlodych wysypuje sie z kompleksu sportowego czy ze szkoly. Dziewczeta i chlopcy o oliwkowej skorze gestykuluja szeroko.

*

Kiedy spogladam z wiezy Nieuwe Kerk (108,75 metra, 356 stopni do pokonania), widze, jak Delft sie rozrasta. Wokol wiatraki, szyje fabrycznych kominow. Drapiezne ramiona budowlanych dzwigow. Nowe domy wciskaja sie jasniejsza cegla pomiedzy stare. Coraz wiecej plaskich, zamiast spadzistych, dachow. Monotonne bryly szklanych biurowcow. Granice miasta rozmywaja sie w przedmiescia. Przedmiescia zlewaja sie z przedmiesciami sasiedniego miasta.

Ale centrum czaruje sladami przeszlosci: waskie uliczki, ruda czerwien starych cegiel, ramiona kanalow, elegancka geometria fasad odbijajacych sie w wodzie. Z prostokatu rynku rozchodza sie ulice w cztery strony swiata: Kerk Straat, Oude Langendijk, Papenstraat, Jacob Gerritstraat. Na Voldersgracht znajduje fragmenty podobne do tych, z ktorych Vermeer komponowal Uliczke. Na podworkach przy Oude Delft prawie rozbrzmiewa echo scen z obrazow Pietera de Hoocha. Wzdluz Oude Langendijk plynie kanal, jak plynal, kiedy Fabritius malowal boczna nawe Nieuwe Kerk.

Nowy Kosciol imponuje rozmachem. Stanal w miejscu, gdzie w styczniu 1351 r. Simon, z braciszkow zebrzacych, i Jan Cal, szary obywatel Delft, doswiadczyli powtarzajacych sie wizji: otwieraly sie przed nimi bramy niebianskie. Wybudowano wiec kosciol - w stylu poznego gotyku, na planie krucyfiksu. Zadedykowano Matce Boskiej i sw. Urszuli. Wypelniono obrazami i posagami swietych. Do 1572 r., kiedy kosciol przejeli kalwinisci. Z przedreformacyjnych czasow pozostal jeden uszkodzony posag.

Jest tu cicho i przestrzennie, jak we wnetrzach malowanych przez Houckgueesta i Hendricka Van Vlieta. Nad wejsciem wznosza sie wielkie organy, dyskretnie zdobione okuciami z brazu. Plyty posadzki ukladaja sie w regularny wzor. W glebi glownej nawy, tam, gdzie spodziewasz sie oltarza, jest mauzoleum Willema, pater patriae. Czarny marmur, biale alabastry. W czterech niszach wokol katafalku figury z brazu: Wolnosc ze zlotym kapeluszem w dloni. Na przeciwko Aurea Libertas stoi Sprawiedliwosc, z waga w reku, bez miecza. Religia czyta Pismo Swiete, trzyma na dloni gotycki kosciol. Sila, odziana w lwia skore, niesie galazke oliwna w prawej rece. Posagi symbolizuja walory, za jakie ceniono Willema: wolnosc, sprawiedliwosc, religijnosc i odwage, a takze cztery idealy, na ktorych budowano tozsamosc panstwa: wolnosc mysli i religii, rzad bez przesladowan i bez gwaltu.

Sam ksiaze jest obecny w dwoch postaciach. Posrodku, na lozu z bloku bialego marmuru spoczywa Willem zaklety w kamiennym snie. U jego stop lezy wierny pies. Przed mauzoleum spizowy Willem siedzi na tronie, czujny, wiecznie gotow.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail