PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (18 maja 2001)


TOMASZ ZIEJA

Filozofia na dwa glosy

Krakowskie wydawnictwo "Znak" przygotowuje sie do wydania korespondencji Wandy Czubernatowej, goralskiej poetki z Raby Wyznej z ksiedzem Jozefem Tischnerem. Ich listy, zatytulowane Wiesci ze sluchanicy (konfesjonalu), publikowal miesiecznik Znak przez blisko dwa lata. Wsrod bogatej spuscizny ksiedza profesora ten fragment rozpisany na glosy wydaje sie wyjatkowo barwny, interesujacy, wciaz zywy. Gdyby nie smierc ksiedza Tischnera, powstalby z tych listow, kto wie, ciag dalszy slynnej Historii filozofii po goralsku.

Filozofia zawsze byla bliska Wandzie Czubernatowej. Szczegolny rodzaj filozofii. Ten, ktory bierze sie z doswiadczenia, z wlasnych przezyc, przemyslen, ale i lektur. Ten, o ktorym jej ojciec mowil, ze pozwala narychtowac "z palca kolek, z rzyci stolek". Ktos inny powiedzialby - "madrosc goralska". Ksiadz Tischner pisal o niej, ze jest "z dolu do gory". Od osobistych doswiadczen prowadzi do ogolnego wniosku.

O ile pani Wanda do pierwszych listow do Ksiedza Jegomosci przygotowywala sie klasycznie, wertujac Historie filozofii Wladyslawa Tatarkiewicza ("Specjalnie wyciagnelam ze strychu, odkurzylam, zeby odswiezyc szkolna wiedze" - opowiada), przegladajac Platona, Kartezjusza, Pascala, o tyle pozniej poprzestawala na tym, czego nauczylo ja zycie. Piorun uderzyl w szope w polach, ktora odziedziczyla po ojcu - pisala Ksiedzu Jegomosciowi suplike o zalu. Wiosna przeszla przez rabianski ogrodek - wspomniala niegdysiejszych "dziadow wiesnianych". W kolejnym liscie zastanawiala sie "Co to jest bolesc?", w innym medytowala "O ksiezach".

Pisala w ten sam sposob, w jaki od lat tworzyla swoja poezje.

Pisze wiersz walkiem na stolnicy
i dlatego czasem spozniam sie z obiadem

- odnotowala w tomiku Kino wydanym pod koniec lat 70.

"Do uprowianio filozofii nojbardziej przydatny mi jest noz" - rozpoczela w bardzo podobnym przeciez tonie jedenasty, przedostatni list do ksiedza Tischnera.

Filozofia Babki Krzysia i Jozka Szkolnego

Pomysl korespondencji, ktorej pani Wanda nadala tytul Wiesci ze sluchanicy, zrodzil sie ponoc w glowie powaznego redaktora powaznego wydawnictwa "Znak", bratanka ksiedza profesora - Lukasza Tischnera.

Najpierw pisala ona, ukryta pod pseudonimem Babka Krzysia. Potem, zwykle z rodzinnego domu w Lopusznej odpowiadal on - Jozek Szkolny. Najpierw co dwa miesiace, potem, gdy nabrali ochoty, co miesiac.

Wybor interlokutorki nie byl przypadkowy. Zza wiekszosci wierszy pani Wandy, spod dowcipnych, czesto rubasznych anegdotek, spoza slownych fajerwerkow i igraszek wyziera zadumanie nad swiatem, nad czlowiekiem. Filozofia. Na legendarnych juz wykladach o filozofii zla, ksiadz Tischner z luboscia, szczegolnie przy okazji rozwazan nad melancholia, cytowal celny przyklad tego jej filozoficznego myslenia -

Fto nimiol kaca
Nie wiy co to smutek.

Ksiadz profesor usmiechal sie wtedy swoim charakterystycznym, wyczekujacym, nieco przewrotnym usmiechem.

Wymiana listow byla rowniez o tyle naturalna, ze znali sie dlugo wczesniej. Przez pewien czas Jozef Tischner mieszkal z rodzicami w Rabie, gdzie jego ojciec pracowal jako nauczyciel. Starszy od Wandy Czubernatowej o szesc lat czasem narozrabial, dokuczajac mlodszym: - Kiedys wrzucil mi zabe za kolnierz - wspomina malo pomnikowe zdarzenia pani Wanda. Pozniej spotykali sie na wieczorach autorskich. Tlumaczyl sluchaczom sens jej wierszy. Odwiedzal i Rabe Wyzna, wypytywal o dawnych znajomych. Ona goscila czasem w Lopusznej. Na 60-lecie sprezentowala mu po jednym wierszyku na kazdy dzien tygodnia.

O ksiedzu Wanda Czubernatowa mowi: - Kazdy z nas mial swojego Tischnera. A on z kazdym mial do ugwarzenia. Z najgorszym dziadem. Wielu mowilo: "Mnie lubi. Wiem o nim wszystko". A on kazdego nosil w sutannie. Ino te oczka zmruzyl, kurze lapki mu sie jak ojcu robily, zaswiecilo mu sie w oczkach i juz na kazde pytanie mial odpowiedz.

Jak Babka Krzysia sie wysluchiwala

W czerwcu 1998 roku zaczely sie publikacje w Znaku. Babka Krzysia sluchala, co jej w duszy gra i narzucala tematy listownych konwersacji. Wyciagala ksiedza Tischnera na rozmaite pogawedki.

- Spotkala sie babka z ksiedzem i nie grzeszyli, ale gadali - wyjasnia, jak zwykle zartem, idee publicznej wymiany pogladow.

W konwencji ich korespondencji zmiescila sie i gwara Nizniego Podhala (- Weselej i smieszniej jak te nasze listy byly po naszemu. Duzo lepiej brzmialy niz literackie - opowiada pani Wanda), i wszechobecny, jedrny goralski humor.

Spodobalo sie ksiedzu, gdy zaczela go tytulowac: "Baranku Bozy". Bawili sie zartobliwymi pozdrowieniami. "Baranku Bozy z tonsurkom", zaczela tekst O ksiezach. Pozdrawiali sie wzajemnie: "Pozdrowkom Cie scyrze bez galozke bobu, coby syskim bylo tak dobrze, jak nom jest obu!" (to Babka Krzysia). "Po tym cytaniu, spij zdrowo, a obudz sie z calym ziobrem" (to Jozek Szkolny).

Nie brakowalo Wiesciom ze sluchanicy tego poczucia humoru, ktore pozwala co madrzejszym goralom oswoic nawet rzeczy ostateczne: cierpienie, chorobe, smierc. Wanda Czubernatowa przed kilkoma laty przezyla chorobe i smierc ojca. Przez dluzszy czas sama kurowala sie w szpitalu. Patrzyla jak cierpia inni, jak pustoszeje sasiednie lozko. Zamiast gorzkiej, saznistej elegii napisala... Wesole wierszyki o umieraniu.

Bez te zielonom mlake, bez potocek
Odejdz smierztecko
Jo se som przeskoce
Pote za chmurkom, ka chowajom rose
Stane i z gory obejsce ci kose.
Dziadek

Takie nastawienie do smierci, oswojenie kostuchy goralskim, rubasznym humorem, moglo pojawic sie tylko tu, w tej poezji.

Kany smutek, tam grzychy

Przywolywali stara goralska maksyme: "Kany smutek, tam grzychy" i dyskutowali, na przyklad... O porno. Z tej dewizy wziela sie pewnie i lekkosc owego pisania Wiesci ze sluchanicy, i ton lekki, zartobliwy, nie ksiezowski. W miejsce humorystycznych rozgrzeszen, pojawily sie wzajemne dobroduszne przycinki.

"Co Ci jesce powiym, to Ci powiym, ale Ci powiym, ze Ty sie rada znecos. Pises, jak-escie polubieli porno i kielo to jest dobre. I Twoj chlop polubiyl, i Twoj stryk polubiyl, a jesce wcesniej to Twoja babka ze strony taty, a teroz to nawet Twoj wnecek zaziero i tyz gustuje. A komu to pises? Pises tymu, wtory ma porno zakozane. I cy to nie jest znecanie? Do tego jesce nad niewiniatkiem!" - zalil sie ksiadz Tischner w liscie O porno.

Zgrabne dwuznaczniki sprawiaja, ze mniej bystry czytelnik moze sie poczuc zgorszony. Tymczasem "porno" po goralsku znaczy - pieprznie. Ksiadz profesor po operacji odzywial sie tylko przez z "rulecke z jodlem", stad i "zakozane" porno.

"Rzeke to jedno: bez tom Twojom - ostomilso Babko Krzysia - pochwale porno tok sie jesce bardziej utwierdziyl w moim swietym celibatowym stanie. Tak to nawet z niescescio, jak sie trafi, trza cosi dobrego dla siebie wyciagnac".

Widac, ze oboje przednio sie bawili.

Wyzwolenie do zmadrzenia

Wesole przekomarzanie zarowno on, jak i ona potrafili podszyc glebsza mysla. Wanda Czubernatowa opisuje swoj wyjazd do Ameryki wraz z chlopakami z rabianskiego kabaretu Truten. "Spowiada sie", jak to zgrzeszyla zawiscia wobec tamtego dobrobytu.

Ksiadz profesor: "Zowisc? Tu Cie mom. Pises, ze zowisc? Telo Ci ino powiym: glupi to grzych. No bo z kozdego insego grzychu radosc jakosi plynie dlo cleka, a z tego ino samo stropiynie. To kie juz mos grzysyc, to przy okazji sukoj jakiej takiej uciechy w grzychu, a wtedy nawet janieli w niebie to wyrozumiom, bo one tyz przecie na ucieche lase".

I jeszcze na koniec rada duszpastersko-filozoficzna: "No przedstow se: Ty nic nie robis, ino se lezys i pochnies. A dookola dywany, koldry, pierzyny, zoglowki, chlop Ci rano kawusie, Ty jemu gembusie, sama - jak godajom - rozkos. A cy Ty wiys, ze to wlosnie z tego sie glupieje? Nie z biydy, ale z rozkosy?! Dopiero trza sie wyzwolic, coby zmadrzec".

Zmeczona codziennymi obowiazkami, wykoncypowala list O wolnosci. Napisala do Tischnera do Znaku: "Nima WOLNOSCI. Nima nijakim swiatem. Moj Jegomoscicku! Clek jest w niewoli samego siebie! Musi sukac zarcio, a ze mo tyn, no, przypuscmy, rozum, musi se to zarcie zasioc, skosic, umlec i upiec. I juz jest zamkniony bez pogode, sluz z wolnosciom! Jak zjy, musi, ucciwsy usy, cupnac za stodolom. Musi! A jak sie co musi, to juz nima wolnosci. Bo leciolbys, furgolbys, a tu cie gowno wzywo! Pote musis wychowac bachory. Jak ta chowos, to chowos, ale ucieknac od nich nimozes, bo cie lapiom. Mozes byc nieodpowiedzialny, no to cie zaprom do pudla i juzes niewolny. W kosciele musis tak spiywac, jak ksiadz koze, krowe musis doc za cycki, a nie za ogon".

Tischner ja przekonywal w replice: "Bo Ty, Ostomiylo Babko Krzysia, pises, ze wolnosci ni ma, bo jak clek musi, to przecie wolny nie jest. Kozicka, co skoce po grani - nie musi i jest slebodno. Orel na niebie - nie musi i jest slebodny. Rybecka we wodzie - nie musi, mo slebode. A clek musi. A jak musi, to przecie nima grzychu".

Dodawal jeszcze: "Kie-jek dostol Twoj list, Babko Krzysiowa, tok se pomyslol: 'Nie bede Babki uswiadomiol. No bo jak dlugo nieuswiadmiono, tak dlugo bezgrzysno. Nie wiy, ze mo slebode, to ni mo slebody, a jak nimo slebody, to znacy ze musi, a jak musi, to grzychu nima'".

Nie przekonal.

Pozostawil po sobie ksiadz Tischner dzieki tej korespondencji kolejna garsc goralskich przemyslen. Jak chociazby w odcinku O biydzie, gdzie zastanawial sie nad rola myslenia: "No bo przecie Pon Bog nie dol nom rozum po to, coby my sie meceli, ino po to, coby my mieli jakom takom ulge w mece. Mecyc sie przy kosyniu? - to hej. Mecyc sie przy grabieniu? - to hej. Przy scinaniu drzewa? - to hej. Ale przy mysleniu?".

Powstal w Wiesciach ze sluchanicy zapis bujnej goralskiej fantazji. Panteon barwnych figur z przeszlosci: kudlatego "Kropidelka", dziadow wedrujacych po wsiach Podhala, utalentowanego muzycznie Jozka Bryjki z Ochotnicy, "dziadka z Cyhrle", ktory przestal chodzic do kosciola, gdy proboszcz wymienil stare, barokowe figury swietych w oltarzu...

Przemienienie Panskie kucharki

Nie zmiescila sie Czubernatowa w panteonie goralskich "medroli", jaki ksiadz Tischner stworzyl w swojej Historii filozofii po goralsku. Mimo ze dopominala sie, zeby umiescic i plec niewiescia na kartach, postawil na swoim. Wspomnial jeno jedna Ksantype. Bynajmniej nie filozoficznie. Odrzucil sugestie, by przerobic poetke Czubernatowa chociaz na Safone. Byl nieugiety: "Babow nie bylo filozofami".

- Troche racji mial - przyznaje pani Wanda. - Kobieta na Podhalu myslala praktycznie. Za dwoje. Za roztrzepanego, bujajacego w chmurach meza. Moja mama, pamietam, martwila sie raczej, co bedziemy jedli na przednowku, gdy braknie gruli, niz filozofia. To byla dzialka ojca.

Czy ksiadz profesor zmienilby zdanie po kolejnych listach wymienianych z pania Wanda? Nie dla pustego komplementu skomentowal przeciez jedna z korespondencji: "Przemienienie Panskie Cie dopadlo, ze z kucharki i poetki rodzi sie filozof".

Wanda Czubernatowa nie cierpiala bynajmniej z tego powodu. Ma swoje myslenie. Zapisane w poezji, wierszach, wierszykach. To jej wystarcza.

- Uprawiam swoja filozofie: isc przez zycie z usmiechem. Znalezc wyjscie z kazdej sytuacji, nie obtluc sie za bardzo, a blizni, chocbys sie najgorzej zapetlil, pomoga - tlumaczy.

Zaluje raczej tego, ze Jegomosc nie odpowie jej na list ostatni, ze juz nigdy nie znajdzie na stronach Znaku jego blyskotliwych, celnych, a zarazem przemyslanych ripost. Na kartce ostatniego, nie opublikowanego listu zachowaly sie slady lez.

Tyle zostalo do powiedzenia.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail