TOMASZ ZIEJA
Filozofia na dwa glosy
Krakowskie wydawnictwo "Znak" przygotowuje sie do wydania
korespondencji Wandy Czubernatowej, goralskiej poetki z
Raby Wyznej z ksiedzem Jozefem Tischnerem. Ich listy, zatytulowane Wiesci ze sluchanicy (konfesjonalu), publikowal miesiecznik Znak przez blisko dwa lata. Wsrod bogatej spuscizny
ksiedza profesora ten fragment rozpisany na glosy wydaje
sie wyjatkowo barwny, interesujacy, wciaz zywy. Gdyby nie
smierc ksiedza Tischnera, powstalby z tych listow, kto wie,
ciag dalszy slynnej Historii filozofii po goralsku.
Filozofia zawsze byla bliska Wandzie Czubernatowej. Szczegolny
rodzaj filozofii. Ten, ktory bierze sie z doswiadczenia,
z wlasnych przezyc, przemyslen, ale i lektur. Ten, o ktorym
jej ojciec mowil, ze pozwala narychtowac "z palca kolek,
z rzyci stolek". Ktos inny powiedzialby - "madrosc goralska".
Ksiadz Tischner pisal o niej, ze jest "z dolu do gory".
Od osobistych doswiadczen prowadzi do ogolnego wniosku.
O ile pani Wanda do pierwszych listow do Ksiedza Jegomosci
przygotowywala sie klasycznie, wertujac Historie filozofii Wladyslawa Tatarkiewicza ("Specjalnie wyciagnelam ze strychu,
odkurzylam, zeby odswiezyc szkolna wiedze" - opowiada),
przegladajac Platona, Kartezjusza, Pascala, o tyle pozniej
poprzestawala na tym, czego nauczylo ja zycie. Piorun uderzyl
w szope w polach, ktora odziedziczyla po ojcu - pisala Ksiedzu
Jegomosciowi suplike o zalu. Wiosna przeszla przez rabianski
ogrodek - wspomniala niegdysiejszych "dziadow wiesnianych".
W kolejnym liscie zastanawiala sie "Co to jest bolesc?",
w innym medytowala "O ksiezach".
Pisala w ten sam sposob, w jaki od lat tworzyla swoja poezje.
Pisze wiersz walkiem na stolnicy
i dlatego czasem spozniam sie z obiadem
- odnotowala w tomiku Kino wydanym pod koniec lat
70.
"Do uprowianio filozofii nojbardziej przydatny mi jest
noz" - rozpoczela w bardzo podobnym przeciez tonie jedenasty,
przedostatni list do ksiedza Tischnera.
Filozofia Babki Krzysia i Jozka Szkolnego
Pomysl korespondencji, ktorej pani Wanda nadala tytul Wiesci
ze sluchanicy, zrodzil sie ponoc w glowie powaznego
redaktora powaznego wydawnictwa "Znak", bratanka ksiedza
profesora - Lukasza Tischnera.
Najpierw pisala ona, ukryta pod pseudonimem Babka Krzysia.
Potem, zwykle z rodzinnego domu w Lopusznej odpowiadal on
- Jozek Szkolny. Najpierw co dwa miesiace, potem, gdy nabrali
ochoty, co miesiac.
Wybor interlokutorki nie byl przypadkowy. Zza wiekszosci
wierszy pani Wandy, spod dowcipnych, czesto rubasznych anegdotek,
spoza slownych fajerwerkow i igraszek wyziera zadumanie
nad swiatem, nad czlowiekiem. Filozofia. Na legendarnych
juz wykladach o filozofii zla, ksiadz Tischner z luboscia,
szczegolnie przy okazji rozwazan nad melancholia, cytowal
celny przyklad tego jej filozoficznego myslenia -
Fto nimiol kaca
Nie wiy co to smutek.
Ksiadz profesor usmiechal sie wtedy swoim charakterystycznym,
wyczekujacym, nieco przewrotnym usmiechem.
Wymiana listow byla rowniez o tyle naturalna, ze znali
sie dlugo wczesniej. Przez pewien czas Jozef Tischner mieszkal
z rodzicami w Rabie, gdzie jego ojciec pracowal jako nauczyciel.
Starszy od Wandy Czubernatowej o szesc lat czasem narozrabial,
dokuczajac mlodszym: - Kiedys wrzucil mi zabe za kolnierz
- wspomina malo pomnikowe zdarzenia pani Wanda. Pozniej
spotykali sie na wieczorach autorskich. Tlumaczyl sluchaczom
sens jej wierszy. Odwiedzal i Rabe Wyzna, wypytywal o dawnych
znajomych. Ona goscila czasem w Lopusznej. Na 60-lecie sprezentowala
mu po jednym wierszyku na kazdy dzien tygodnia.
O ksiedzu Wanda Czubernatowa mowi: - Kazdy z nas mial swojego
Tischnera. A on z kazdym mial do ugwarzenia. Z najgorszym
dziadem. Wielu mowilo: "Mnie lubi. Wiem o nim wszystko".
A on kazdego nosil w sutannie. Ino te oczka zmruzyl, kurze
lapki mu sie jak ojcu robily, zaswiecilo mu sie w oczkach
i juz na kazde pytanie mial odpowiedz.
Jak Babka Krzysia sie wysluchiwala
W czerwcu 1998 roku zaczely sie publikacje w Znaku.
Babka Krzysia sluchala, co jej w duszy gra i narzucala tematy
listownych konwersacji. Wyciagala ksiedza Tischnera na rozmaite
pogawedki.
- Spotkala sie babka z ksiedzem i nie grzeszyli, ale gadali
- wyjasnia, jak zwykle zartem, idee publicznej wymiany pogladow.
W konwencji ich korespondencji zmiescila sie i gwara Nizniego
Podhala (- Weselej i smieszniej jak te nasze listy byly
po naszemu. Duzo lepiej brzmialy niz literackie - opowiada
pani Wanda), i wszechobecny, jedrny goralski humor.
Spodobalo sie ksiedzu, gdy zaczela go tytulowac: "Baranku
Bozy". Bawili sie zartobliwymi pozdrowieniami. "Baranku
Bozy z tonsurkom", zaczela tekst O ksiezach. Pozdrawiali
sie wzajemnie: "Pozdrowkom Cie scyrze bez galozke bobu,
coby syskim bylo tak dobrze, jak nom jest obu!" (to Babka
Krzysia). "Po tym cytaniu, spij zdrowo, a obudz sie z calym
ziobrem" (to Jozek Szkolny).
Nie brakowalo Wiesciom ze sluchanicy tego poczucia
humoru, ktore pozwala co madrzejszym goralom oswoic nawet
rzeczy ostateczne: cierpienie, chorobe, smierc. Wanda Czubernatowa
przed kilkoma laty przezyla chorobe i smierc ojca. Przez
dluzszy czas sama kurowala sie w szpitalu. Patrzyla jak
cierpia inni, jak pustoszeje sasiednie lozko. Zamiast gorzkiej,
saznistej elegii napisala... Wesole wierszyki o umieraniu.
Bez te zielonom mlake, bez potocek
Odejdz smierztecko
Jo se som przeskoce
Pote za chmurkom, ka chowajom rose
Stane i z gory obejsce ci kose.
Dziadek
Takie nastawienie do smierci, oswojenie kostuchy goralskim,
rubasznym humorem, moglo pojawic sie tylko tu, w tej poezji.
Kany smutek, tam grzychy
Przywolywali stara goralska maksyme: "Kany smutek, tam
grzychy" i dyskutowali, na przyklad... O porno. Z
tej dewizy wziela sie pewnie i lekkosc owego pisania Wiesci
ze sluchanicy, i ton lekki, zartobliwy, nie ksiezowski.
W miejsce humorystycznych rozgrzeszen, pojawily sie wzajemne
dobroduszne przycinki.
"Co Ci jesce powiym, to Ci powiym, ale Ci powiym, ze Ty
sie rada znecos. Pises, jak-escie polubieli porno i kielo
to jest dobre. I Twoj chlop polubiyl, i Twoj stryk polubiyl,
a jesce wcesniej to Twoja babka ze strony taty, a teroz
to nawet Twoj wnecek zaziero i tyz gustuje. A komu to pises?
Pises tymu, wtory ma porno zakozane. I cy to nie jest znecanie?
Do tego jesce nad niewiniatkiem!" - zalil sie ksiadz Tischner
w liscie O porno.
Zgrabne dwuznaczniki sprawiaja, ze mniej bystry czytelnik
moze sie poczuc zgorszony. Tymczasem "porno" po goralsku
znaczy - pieprznie. Ksiadz profesor po operacji odzywial
sie tylko przez z "rulecke z jodlem", stad i "zakozane"
porno.
"Rzeke to jedno: bez tom Twojom - ostomilso Babko Krzysia
- pochwale porno tok sie jesce bardziej utwierdziyl w moim
swietym celibatowym stanie. Tak to nawet z niescescio, jak
sie trafi, trza cosi dobrego dla siebie wyciagnac".
Widac, ze oboje przednio sie bawili.
Wyzwolenie do zmadrzenia
Wesole przekomarzanie zarowno on, jak i ona potrafili podszyc
glebsza mysla. Wanda Czubernatowa opisuje swoj wyjazd do
Ameryki wraz z chlopakami z rabianskiego kabaretu Truten.
"Spowiada sie", jak to zgrzeszyla zawiscia wobec tamtego
dobrobytu.
Ksiadz profesor: "Zowisc? Tu Cie mom. Pises, ze zowisc?
Telo Ci ino powiym: glupi to grzych. No bo z kozdego insego
grzychu radosc jakosi plynie dlo cleka, a z tego ino samo
stropiynie. To kie juz mos grzysyc, to przy okazji sukoj
jakiej takiej uciechy w grzychu, a wtedy nawet janieli w
niebie to wyrozumiom, bo one tyz przecie na ucieche lase".
I jeszcze na koniec rada duszpastersko-filozoficzna: "No
przedstow se: Ty nic nie robis, ino se lezys i pochnies.
A dookola dywany, koldry, pierzyny, zoglowki, chlop Ci rano
kawusie, Ty jemu gembusie, sama - jak godajom - rozkos.
A cy Ty wiys, ze to wlosnie z tego sie glupieje? Nie z biydy,
ale z rozkosy?! Dopiero trza sie wyzwolic, coby zmadrzec".
Zmeczona codziennymi obowiazkami, wykoncypowala list O
wolnosci. Napisala do Tischnera do Znaku: "Nima
WOLNOSCI. Nima nijakim swiatem. Moj Jegomoscicku! Clek jest
w niewoli samego siebie! Musi sukac zarcio, a ze mo tyn,
no, przypuscmy, rozum, musi se to zarcie zasioc, skosic,
umlec i upiec. I juz jest zamkniony bez pogode, sluz z wolnosciom!
Jak zjy, musi, ucciwsy usy, cupnac za stodolom. Musi! A
jak sie co musi, to juz nima wolnosci. Bo leciolbys, furgolbys,
a tu cie gowno wzywo! Pote musis wychowac bachory. Jak ta
chowos, to chowos, ale ucieknac od nich nimozes, bo cie
lapiom. Mozes byc nieodpowiedzialny, no to cie zaprom do
pudla i juzes niewolny. W kosciele musis tak spiywac, jak
ksiadz koze, krowe musis doc za cycki, a nie za ogon".
Tischner ja przekonywal w replice: "Bo Ty, Ostomiylo Babko
Krzysia, pises, ze wolnosci ni ma, bo jak clek musi, to
przecie wolny nie jest. Kozicka, co skoce po grani - nie
musi i jest slebodno. Orel na niebie - nie musi i jest slebodny.
Rybecka we wodzie - nie musi, mo slebode. A clek musi. A
jak musi, to przecie nima grzychu".
Dodawal jeszcze: "Kie-jek dostol Twoj list, Babko Krzysiowa,
tok se pomyslol: 'Nie bede Babki uswiadomiol. No bo jak
dlugo nieuswiadmiono, tak dlugo bezgrzysno. Nie wiy, ze
mo slebode, to ni mo slebody, a jak nimo slebody, to znacy
ze musi, a jak musi, to grzychu nima'".
Nie przekonal.
Pozostawil po sobie ksiadz Tischner dzieki tej korespondencji
kolejna garsc goralskich przemyslen. Jak chociazby w odcinku O biydzie, gdzie zastanawial sie nad rola myslenia:
"No bo przecie Pon Bog nie dol nom rozum po to, coby my
sie meceli, ino po to, coby my mieli jakom takom ulge w
mece. Mecyc sie przy kosyniu? - to hej. Mecyc sie przy grabieniu?
- to hej. Przy scinaniu drzewa? - to hej. Ale przy mysleniu?".
Powstal w Wiesciach ze sluchanicy zapis bujnej goralskiej
fantazji. Panteon barwnych figur z przeszlosci: kudlatego
"Kropidelka", dziadow wedrujacych po wsiach Podhala, utalentowanego
muzycznie Jozka Bryjki z Ochotnicy, "dziadka z Cyhrle",
ktory przestal chodzic do kosciola, gdy proboszcz wymienil
stare, barokowe figury swietych w oltarzu...
Przemienienie Panskie kucharki
Nie zmiescila sie Czubernatowa w panteonie goralskich "medroli",
jaki ksiadz Tischner stworzyl w swojej Historii filozofii
po goralsku. Mimo ze dopominala sie, zeby umiescic i
plec niewiescia na kartach, postawil na swoim. Wspomnial
jeno jedna Ksantype. Bynajmniej nie filozoficznie. Odrzucil
sugestie, by przerobic poetke Czubernatowa chociaz na Safone.
Byl nieugiety: "Babow nie bylo filozofami".
- Troche racji mial - przyznaje pani Wanda. - Kobieta na
Podhalu myslala praktycznie. Za dwoje. Za roztrzepanego,
bujajacego w chmurach meza. Moja mama, pamietam, martwila
sie raczej, co bedziemy jedli na przednowku, gdy braknie
gruli, niz filozofia. To byla dzialka ojca.
Czy ksiadz profesor zmienilby zdanie po kolejnych listach
wymienianych z pania Wanda? Nie dla pustego komplementu
skomentowal przeciez jedna z korespondencji: "Przemienienie
Panskie Cie dopadlo, ze z kucharki i poetki rodzi sie filozof".
Wanda Czubernatowa nie cierpiala bynajmniej z tego powodu.
Ma swoje myslenie. Zapisane w poezji, wierszach, wierszykach.
To jej wystarcza.
- Uprawiam swoja filozofie: isc przez zycie z usmiechem.
Znalezc wyjscie z kazdej sytuacji, nie obtluc sie za bardzo,
a blizni, chocbys sie najgorzej zapetlil, pomoga - tlumaczy.
Zaluje raczej tego, ze Jegomosc nie odpowie jej na list
ostatni, ze juz nigdy nie znajdzie na stronach Znaku jego blyskotliwych, celnych, a zarazem przemyslanych
ripost. Na kartce ostatniego, nie opublikowanego listu zachowaly
sie slady lez.
Tyle zostalo do powiedzenia.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |