WITOLD SKRZYPCZAK
MONTE CASSINO
"Gora, ktora stanela deba" - tak okreslil Monte Cassino
Melchior Wankowicz w swoim monumentalnym 3-tomowym dziele.
Dostrzegam ja z odleglosci ponad 10 km jadac boczna droga
od strony Morza Tyrrenskiego. Jak bardzo jest stroma i jak
celne jest okreslenie Wankowicza przekonam sie jednak dopiero
pokonujac dluga serie zakretow drogi prowadzacej na jej
szczyt. Ostro nachylone zbocza sa zupelnie gole, pozbawione
drzew - porosniete najwyzej niskimi krzaczkami. Widac tam
wyraznie, jak piekielnie trudnym zadaniem musialo byc zdobycie
szczytu Monte Cassino, kluczowego punktu tzw. linii Gustawa,
doslownie najezonego przez Niemcow niezliczona liczba punktow
ogniowych - dzial i mozdzierzy - i obsadzonego przez kilka
tysiecy ukrytych w bunkrach doborowych zolnierzy.
Przejezdzam przez troche nijakie, zbudowane od podstaw
po calkowitym wojennym zniszczeniu miasto Cassino i zgodnie
z drogowskazem "Polski Cmentarz Wojskowy" pne sie w gore.
W poblizu klasztoru na szczycie droga rozgalezia sie, tym
razem drogowskaz kieruje mnie do "Cimitero Polacco". W tym
samym kierunku idzie grupa mlodziezy - nie mam ani przez
sekunde watpliwosci, skad tutaj przyjechali. Podchodze i
wypytuje jednak dokladniej. Licealisci z Kielc sa we Wloszech
na tygodniowej wycieczce. Po wejsciu na cmentarz ustawiaja
sie w szereg i troje z nich, swiatecznie ubranych, na grobie
generala Wladyslawa Andersa sklada wielki wieniec z napisem:
"Uczniowie XI L.O. w holdzie bohaterom".
Dlaczego tak wazne bylo zdobycie tej gory i calego masywu?
W pelni mozna to zrozumiec dopiero patrzac w dol z jej wierzcholka.
Monte Cassino to najbardziej wysuniety na poludnie wierzcholek
gorskiego cypla odchodzacego od glownego pasma Apeninow
prosto do srodka rozleglej doliny rzeki Liri. Dolina, otoczona
po obu stronach wysokimi pasmami gorskimi, jest jedynym
przejsciem z Neapolu do Rzymu. Szczyt Monte Cassino byl
idealnym punktem strategicznym umozliwiajacym Niemcom obserwacje
calej szerokosci doliny oraz pelna kontrole szosy i linii
kolejowej laczacej Neapol z Rzymem. Jak czytam u Wankowicza
"nie mozna wlamac sie w doline rzeki Liri i isc nia do Rzymu
- dopoki flankuje masyw Monte Cassino", obsadzony przez
Niemcow "majacych wglad w kazda menazke".
Szczyty od strony Morza Tyrrenskiego wyrastaja o okolo
1000 metrow ponad poziom doliny, pasmo Apeninow z drugiej
strony - we wnetrzu wloskiego buta - jest oczywiscie znacznie
wyzsze. Gory o wysokosci ponad 2000 metrow pod koniec marca
ciagle byly pokryte sniegiem.
Dowodztwo alianckie zrozumialo znaczenie tego miejsca po
zalamaniu sie pierwszego ataku na Monte Cassino, przeprowadzonego
przez amerykanska 5. Armie i oddzialy francuskie w styczniu
1944 roku. W lutym i marcu dwa kolejne natarcia przeprowadzily
wojska brytyjskie, tunezyjskie i nowozelandzkie oraz indyjskie
oddzialy slawnych z dzielnosci Gurkow. Wszystkie ataki okupione
zostaly ogromnymi, wielotysiecznymi stratami. Zdziesiatkowane
jednostki alianckie zostaly wycofane, kilka z nich ze wzgledu
na rozmiar strat rozwiazano. Rozpoczal sie szczegolny, kilkutygodniowy
okres wojny pozycyjnej.
W miedzyczasie alianci podejmuja decyzje zbombardowania
klasztoru, uwazajac, ze znajduja sie w nim oddzialy niemieckie.
15 lutego 1944 roku 255 bombowcow B-17, B-25 i B-26 zrzuca
na klasztor kilka tysiecy bomb o lacznej wadze 453 ton.
W rezultacie bombardowania klasztor ulega zupelnemu zniszczeniu.
Potem okaze sie, ze dowodztwo niemieckie, uznajac neutralny
status opactwa jako terytorium nalezacego do Watykanu, nie
wprowadzilo tam ani jednego zolnierza. W klasztorze znajdowalo
sie natomiast kilkuset wloskich uciekinierow, z ktorych
wiekszosc zginela. Wojska niemieckie wkroczyly tam dopiero
po bombardowaniu, uznajac ruiny za dobre stanowiska obronne.
Miesiac pozniej celem kolejnego bombardowania z udzialem
514 samolotow i ostrzalu przez kilkaset dzial jest glownie
miasto Cassino, ktore zostaje calkowicie zniszczone.
Pod koniec marca, po trzecim nieudanym ataku, dowodca 8.
Armii Brytyjskiej gen. Leese spotyka sie z gen. Wladyslawem
Andersem i proponuje powierzenie zdobycia masywu Monte Cassino
dowodzonemu przez niego Drugiemu Korpusowi Polskiemu. Propozycja
pada w szczegolnym momencie. W lutym brytyjski premier Winston
Churchill wyglosil oslawione przemowienie uznajace za uzasadnione
sowieckie zadania terytorialne wobec Polski. Wiekszosc z
50 tysiecy zolnierzy gen. Andersa pochodzila ze wschodniej
Polski i przeszla przez gehenne sowieckich lagrow. Nastroje
nie byly najlepsze. Z drugiej strony, propaganda moskiewska
krzyczala o "faszystowskim wojsku polskim, ktore nie chce
walczyc z Niemcami". Gen. Anders zdawal sobie sprawe, ze
jest to glowny punkt niemieckiej obrony we Wloszech i rozumial
ogromne znaczenie strategiczne stawianego przed nim zadania.
Uwazal, ze jesli przelamany zostanie opor niemiecki na Monte
Cassino, to - jak pisal Wankowicz - "nieprzyjaciel nie zdazy
sie umocnic na polnocy i tu rozstrzygnie sie los kampanii
wloskiej". Po krotkiej naradzie ze swoim szefem sztabu gen.
Anders akceptuje propozycje aliantow.
Natychmiast rozpoczynaja sie przygotowania do ataku. Zamiast
probowanego wczesniej bezposredniego natarcia na Monte Cassino,
gen. Anders wybiera manewr okrazajacy i eliminujacy najpierw
stanowiska niemieckie na okolicznych szczytach. Oddzialy
5. Kresowej Dywizji Piechoty maja wejsc w srodek lancucha
gor konczacych sie od poludnia szczytem Monte Cassino, a
oddzialy 3. Dywizji Strzelcow Karpackich zaatakuja wazne
strategicznie wzgorze 593 i nastepnie sam klasztor, ale
z tylu - od polnocy. W ataku mialy tez wziac udzial czolgi
z 6. Pulku Pancernego "Dzieci Lwowskich".
Pod koniec kwietnia Polacy luzuja Anglikow i przejmuja
powierzone im odcinki. Trwa transport amunicji, zywnosci
i paliwa, budowa drog oraz maskowanie drog i uzbrojenia,
wszystko na nieznana dotad skale.
Trzon obrony niemieckiej tworzy elitarna i fanatycznie
oddana 1. Dywizja Spadochronowa gen. Heydricha, okreslona
przez Göringa jako "najlepsza z niemieckich i najlepsza
na swiecie".
Atak rozpoczyna sie o 1 w nocy z 11 na 12 maja najwiekszym
ostrzalem artyleryjskim w historii. To pierwsze natarcie
przy ogromnych stratach z obu stron zostaje odparte. Udaje
sie jednak wprowadzic polskie czolgi wysoko na gorskie zbocza,
co zdecydowanie poskromi pozniejsze kontrataki niemieckie.
Piec dni pozniej nastepuje drugi polski atak. Dywizja Kresowa
idzie inna droga, omijajac smiercionosne pulapki z pierwszego
natarcia, prosto na gorujacy za Monte Cassino szczyt St.
Angelo. Wojska pra do gory szybciej, pozostawiajac nie zlikwidowane
poboczne niemieckie bunkry. Polacy ponosza nadal wielkie
straty. Niemieccy snajperzy poluja glownie na oficerow,
ktorych rozpoznaja po mapnikach i lornetkach. Coraz wieksze
jest wyczerpanie. Ale i coraz wieksze jest zmeczenie i straty
niemieckiej obrony, ktora nie jest juz w stanie skutecznie
kontratakowac.
Moje suche telegraficzne streszczenie nie moze oddac niebywalego
heroizmu polskich zolnierzy. Odsylam tutaj Czytelnika do
tomow Wankowicza. To prawdziwie poruszajace dzielo, wynoszace
polski reportaz na zupelnie nowe wyzyny, rewolucyjne pod
kazdym wzgledem - rowniez graficznym - ukazalo sie w Rzymie
w latach 1945-1947. Nowatorska szata graficzna scisle wiazaca
z tekstem niezliczone fotografie, rysunki i mapy jest dzielem
artystow grafikow Stanislawa Gliwy oraz Zygmunta i Leopolda
Haarow.
Moje wydanie, bedace fotograficzna kopia pierwszego, ukazalo
sie w Polsce w roku 1989. Bylo to pierwsze powszechnie dostepne
pelne wydanie Bitwy o Monte Cassino w kraju. Czekac
na nie trzeba bylo czterdziesci dwa lata...
Wsrod cytowanych w ksiazce relacji wielu dziesiatek zolnierzy
i oficerow kilka razy pojawiaja sie wspomnienia Gustawa
Herlinga-Grudzinskiego. Wankowicz okresla go jako "studenta
polonistyki, mlodego krytyka literackiego". Na zboczach
Monte Cassino Herling-Grudzinski pelnil funkcje radiooperatora.
W polskich oddzialach nie brakowalo zreszta ludzi parajacych
sie piorem, w ksiazce mozna znalezc wiele cytatow z ich
tworczosci. Artur Miedzyrzecki, Jan Olechowski, Zdzislaw
Broncel - to kilku najbardziej potem znanych z zolnierzy-pisarzy
wymienionych przez Wankowicza.
W nocy z 17 na 18 maja glowne sily niemieckie wycofuja
sie - niedobitki wywieszaja na ruinach biala flage. Po poludniu,
w asyscie tlumu dziennikarzy, zolnierze Drugiego Korpusu
Polskiego wbijaja na szczycie wielka bialo-czerwona flage,
a obok brytyjska, jako - zgodnie z rozkazem gen. Andersa
- "znak wspolnego wspanialego wysilku VIII armii".
W swiat idzie triumfalna wiadomosc: "Monte Cassino zdobyte".
Walki trwaja jednak nadal. Niemcy wypierani sa przez kilka
dni z pozostalych szczytow. Przez prawie tydzien 6. Pulk
Pancerny "Dzieci Lwowskich" walczy o pobliskie miasto Piedimonte.
Jest to kluczowy punkt obrony na nastepnej linii niemieckiej
obrony - tzw. linii Hitlera. Dzialania ustaja ostatecznie
dopiero 25 maja.
Dziesiec miesiecy pozniej, 15 marca 1945 roku, na uroczystosc
zwiazana z odbudowa Monte Cassino przyjezdzaja premier Wloch
i przedstawiciele rzadow USA, Wielkiej Brytanii, Francji
i... ZSRR. Brak jest przedstawiciela Polski. Mialo to miejsce
na trzy miesiace przed uznaniem przez mocarstwa zachodnie
wladz zainstalowanych przez Moskwe w Warszawie i wycofaniem
uznania dla rzadu na uchodzstwie w Londynie, ktoremu podlegaly
oddzialy gen. Andersa.
Straty Drugiego Korpusu Polskiego w bitwie o Monte Cassino
wyniosly lacznie 3784 rannych i zabitych zolnierzy i oficerow.
1072 poleglych spoczelo na zbudowanym w blyskawicznym tempie,
jeszcze w 1945 roku, monumentalnym cmentarzu. Decyzje o
umieszczeniu cmentarza na zboczu wzgorza 593, nazwanego
przez polskich zolnierzy Gora Ofiarna, podjal gen. Anders
juz w dniu kapitulacji Monte Cassino. Cmentarz jest znakomicie
widoczny z klasztoru. Rownie dobrze widac z cmentarza klasztor
- cel walki pochowanych tu zolnierzy. Polski cmentarz zaprojektowany
zostal przez architektow Waclawa Hryniewicza i Jerzego Skolimowskiego,
a zbudowany pod kierunkiem inz. Tadeusza Muszynskiego.
Po zachodzie slonca jade w dol. Klasztor wydaje sie wisiec
nad wypelniona chmurami dolina. Na tarasach wzdluz zbocza
pasa sie krowy - i jakos nie spadaja w przepasc. Na krzakach
kwitna zolte i liliowe drobne kwiatki. Makow jeszcze nie
ma - jestem tu o ponad miesiac na nie za wczesnie. Tak,
te "czerwone maki na Monte Cassino" musialy rzeczywiscie
wryc sie w pamiec uczestnikow bitwy. Wspominane sa w wielu
miejscach ksiazki Wankowicza. Maki i... slowiki, ktore bardzo
glosno spiewaly nawet podczas najstraszliwszej kanonady.
"Detonacje i slowiki, maki i miny, primavera i wojna"...
Nocuje w jednym z tanich hotelikow na przedmiesciach Cassino.
Rano wjezdzam z powrotem na szczyt. Tym razem na dole swieci
slonce - szczyt gory przez kilka godzin oslaniaja chmury.
Pod cmentarz juz wczesnie rano podjezdza kolejny autobus
z Polski. Grupki ludzi spaceruja miedzy szeregami szarokremowych
trawertynowych nagrobkow wypelniajacych tarasy na zboczu
wzgorza, klada wiazanki kwiatow i zapalaja lampki na grobach
i wokol wielkiego znicza. Znicz ten umieszczony jest wewnatrz
16-metrowego wizerunku Krzyza Virtuti Militari na srodku
wielkiej polkolistej plyty zbudowanej z blokow trawertynu
u podnoza grobow. Jest koniec marca, ale w gestej tego rana
mgle robi to prawdziwie zaduszkowe wrazenie. Podobna mgla
byla tutaj 17 maja, kiedy rozpoczelo sie ostatnie natarcie
Drugiego Korpusu.
Pomiedzy Krzyzem Virtuti Militari i grobami swoich zolnierzy
pochowany zostal w 1970 roku gen. Wladyslaw Anders. Zmarl
12 maja - w rocznice rozpoczecia bitwy. Nie mogl - ani za
zycia, ani po smierci - wrocic do Polski, ktorej komunistyczni
wladcy odebrali mu obywatelstwo. Na zboczu powyzej sa dwa
inne dodane pozniej groby: w jednym spoczywa zmarly w 1980
roku gen. Bronislaw Duch, dowodca Dywizji Karpackiej, w
drugim - arcybiskup Jozef Feliks Gawlina, biskup polowy
Wojska Polskiego, towarzyszacy zolnierzom Drugiego Korpusu
pod Monte Cassino. Na kamiennym oltarzu u szczytu cmentarza
widze wieniec z szarfa: "W holdzie poleglym zolnierzom gmina
Raba Wyzna".
Na zboczu wzgorza, powyzej cmentarza, z daleka widoczny
jest wielki, wyrzezbiony w wapieniu orzel umieszczony w
srodku zaznaczonego szpalerami iglastych drzew poteznego
krzyza o 50-metrowych ramionach. Podobne drzewa rosna wzdluz
alejki prowadzacej na cmentarz.
Spaceruje tarasami pomiedzy grobami. Na kazdym krzyzu wisi
rozaniec, na wielu grobach leza kwiaty. Zapisuje: Kpr. Pchor.
Miszczyk Kazimierz, Strz. Wasilewski Jan. Obaj zgineli 12
maja, podobnie jak wielu innych pochowanych tutaj zolnierzy.
Z boku pierwszego rzedu grobow, na 18 z nich umieszczono
zamiast krzyzy tablice z gwiazdami Dawida. To mogily zabitych
zolnierzy-Zydow - tych, ktorzy nie porzucili Drugiego Korpusu
w Palestynie (sposrod 4000 zolnierzy i oficerow pochodzenia
zydowskiego okolo 3500 odeszlo wowczas z polskich oddzialow
przylaczajac sie do zydowskich organizacji podziemnych dzialajacych
na rzecz powstania niepodleglego Izraela - gen. Anders zignorowal
dezercje i nie podjal zadnych krokow w celu odszukania czy
ukarania dezerterow. Jednym z nich byl pozniejszy premier
Izraela Menachem Begin).
Wejscia na cmentarz strzega dwa wielkie orly z husarskimi
skrzydlami. Czytam napis wykuty dwumetrowymi, mocnymi literami
wokol Krzyza Virtuti Militari na plycie: "Przechodniu powiedz
Polsce zesmy polegli w jej sluzbie". A na szczycie wzgorza
593, gdzie poleglo tylu polskich zolnierzy, ustawiono obelisk
z napisem:
Za Wolnosc Nasza i Wasza.
My zolnierze polscy
Oddalismy
Bogu - ducha,
Ziemi Wloskiej - cialo,
A serca - Polsce.
Wchodze do klasztoru. Otoczony jest bujna roslinnoscia,
lacznie z winnica dla odnawiania piwnicznych zapasow. W
niczym ten widok nie przypomina zdjec rumowiska w 1944 roku.
Klasztor na Monte Cassino odbudowywany byl przez 10 lat
wedlug starych planow i zdjec, czy tez po prostu na podstawie
dawnych wzorow architektonicznych, z wykorzystaniem, kiedy
tylko bylo to mozliwe, fragmentow wydobytych z gruzow. Spacerujac
po poszczegolnych pieknych dziedzincach mozna zreszta te
oryginalne elementy odroznic po odpryskach od kul czy odrapanych
fragmentach kapiteli kolumn. Najbardziej widocznym sladem
zniszczen jest brak freskow na sklepieniu bazyliki.
Na efektownym dziedzincu Bramantego obok pieknej studni
zwracaja uwage dwa posagi - z prawej - to kopia calkowicie
zniszczonej figury sw. Scholastyki, z lewej natomiast -
malo uszkodzona rzezba przedstawiajaca zalozyciela opactwa
i jej brata, sw. Benedykta. To wlasnie o tym posagu pisze
Wankowicz, natrafiajac w rumowisku na "swietego bez glowy".
Klasztor na Monte Cassino powstal ok. roku 529. W okresie
blisko 1500 lat historii opactwa przeszlo przezen wiele
faz niszczenia i odbudowy, rozkwitu i upadku. Klasztor i
wywodzacy sie z niego zakon benedyktynow szybko staly sie
filarami europejskiej kultury, wplywajac rowniez znaczaco
na rozwoj Kosciola w Polsce. Na poczatku XI wieku benedyktyni
zalozyli klasztor w Gorach Swietokrzyskich, w 1041 roku
Kazimierz Odnowiciel zalozyl opactwo w Tyncu pod Krakowem.
Benedyktynem byl sw. Wojciech.
W trwajacej nadal porannej mgle nie widac sladu doliny
rozposcierajacej sie 500 metrow nizej. Zagladam do bazyliki
o wspaniale odbudowanym wnetrzu (tylko podziemne krypty
w wiekszosci ocalaly) i schodze do muzeum. Jego zbiory przetrwaly
wojne dzieki odpowiednio wczesnie przeprowadzonej ewakuacji
- same ksiazki wywieziono tuz przed bombardowaniem przez
Niemcow.
Jest tu co ogladac. Efektownie wyeksponowane obrazy, piekne
inkunabuly, czyli ksiegi wszelkich mozliwych rozmiarow w
inkrustowanych oprawach (m.in. wydanie Boskiej Komedii Dantego z roku 1529), manuskrypty, modlitewniki. Kolekcja
map i rycin, ksiegi z wielkimi nutami i tekstami piesni
dla chorow, naczynia sakralne oraz olsniewajace bogactwem
szaty liturgiczne. Sa tu tez zabytki sztuki etruskiej i
rzymskiej, znalezione na zboczach Monte Cassino.
Wracam do miasta Cassino. Obok polskiego drogowskazu jest
tu kilka innych, kierujacych do cmentarzy: amerykanskiego,
angielskiego, wloskiego i francuskiego. Wybieram strzalke
z napisem "Deutscher Soldaten Friedhof". W odroznieniu od
polskiego, ten cmentarz polozony jest daleko na uboczu,
w odleglosci 8 km od Cassino. Jakze tez inny jest jego charakter.
W wejsciu rzezba przedstawiajaca pare znekanych nieszczesciem
ludzi. A dalej - groby ponad 20 tysiecy zolnierzy poleglych
w poludniowych Wloszech (z wyjatkiem Sycylii), z ktorych
jednak wiekszosc zginela w rejonie Monte Cassino. Zaczynam
notowac niektore nazwiska: Rogalski, Ostrowski, Bednarz,
Sojka, Woytkowiak, Grzeszik, Brzoska. Czasem i imiona sa
polskie - np. Stanislaus Skodowski. Zapisuje jeszcze kilkanascie...
Mniej wiecej co dziesiate nazwisko jest czysto polskie.
Wielu z nich sila zabrano do Wehrmachtu z terenow Polski
wlaczonych do III Rzeszy. Wankowicz opisal ucieczke jednego
z tych zolnierzy na polska strone, a takze dal wiele przykladow
znajomosci jezyka polskiego po stronie niemieckiej...
Co ciekawe, w odroznieniu od polskiego cmentarza, stale
pelnego polskich turystow, tu bardzo rzadko ktokolwiek zaglada,
mimo ze pod sam klasztor codziennie zajezdza wiele autobusow
z Niemiec.
-------------------------------------------------------
Bibliografia, glowne zrodla:
1. Wladyslaw Anders, Bez ostatniego rozdzialu, Gryf
Publications Ltd., Londyn 1983 r.
2. Jozef Garlinski, Poland in the Second World War,
Hippocrene Books, New York 1985 r.
3. Melchior Wankowicz, Bitwa o Monte Cassino, Wydawnictwo
MON, Warszawa 1989 r.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |