PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (11 maja 2001)


WITOLD SKRZYPCZAK

MONTE CASSINO

"Gora, ktora stanela deba" - tak okreslil Monte Cassino Melchior Wankowicz w swoim monumentalnym 3-tomowym dziele. Dostrzegam ja z odleglosci ponad 10 km jadac boczna droga od strony Morza Tyrrenskiego. Jak bardzo jest stroma i jak celne jest okreslenie Wankowicza przekonam sie jednak dopiero pokonujac dluga serie zakretow drogi prowadzacej na jej szczyt. Ostro nachylone zbocza sa zupelnie gole, pozbawione drzew - porosniete najwyzej niskimi krzaczkami. Widac tam wyraznie, jak piekielnie trudnym zadaniem musialo byc zdobycie szczytu Monte Cassino, kluczowego punktu tzw. linii Gustawa, doslownie najezonego przez Niemcow niezliczona liczba punktow ogniowych - dzial i mozdzierzy - i obsadzonego przez kilka tysiecy ukrytych w bunkrach doborowych zolnierzy.

Przejezdzam przez troche nijakie, zbudowane od podstaw po calkowitym wojennym zniszczeniu miasto Cassino i zgodnie z drogowskazem "Polski Cmentarz Wojskowy" pne sie w gore. W poblizu klasztoru na szczycie droga rozgalezia sie, tym razem drogowskaz kieruje mnie do "Cimitero Polacco". W tym samym kierunku idzie grupa mlodziezy - nie mam ani przez sekunde watpliwosci, skad tutaj przyjechali. Podchodze i wypytuje jednak dokladniej. Licealisci z Kielc sa we Wloszech na tygodniowej wycieczce. Po wejsciu na cmentarz ustawiaja sie w szereg i troje z nich, swiatecznie ubranych, na grobie generala Wladyslawa Andersa sklada wielki wieniec z napisem: "Uczniowie XI L.O. w holdzie bohaterom".

Dlaczego tak wazne bylo zdobycie tej gory i calego masywu? W pelni mozna to zrozumiec dopiero patrzac w dol z jej wierzcholka. Monte Cassino to najbardziej wysuniety na poludnie wierzcholek gorskiego cypla odchodzacego od glownego pasma Apeninow prosto do srodka rozleglej doliny rzeki Liri. Dolina, otoczona po obu stronach wysokimi pasmami gorskimi, jest jedynym przejsciem z Neapolu do Rzymu. Szczyt Monte Cassino byl idealnym punktem strategicznym umozliwiajacym Niemcom obserwacje calej szerokosci doliny oraz pelna kontrole szosy i linii kolejowej laczacej Neapol z Rzymem. Jak czytam u Wankowicza "nie mozna wlamac sie w doline rzeki Liri i isc nia do Rzymu - dopoki flankuje masyw Monte Cassino", obsadzony przez Niemcow "majacych wglad w kazda menazke".

Szczyty od strony Morza Tyrrenskiego wyrastaja o okolo 1000 metrow ponad poziom doliny, pasmo Apeninow z drugiej strony - we wnetrzu wloskiego buta - jest oczywiscie znacznie wyzsze. Gory o wysokosci ponad 2000 metrow pod koniec marca ciagle byly pokryte sniegiem.

Dowodztwo alianckie zrozumialo znaczenie tego miejsca po zalamaniu sie pierwszego ataku na Monte Cassino, przeprowadzonego przez amerykanska 5. Armie i oddzialy francuskie w styczniu 1944 roku. W lutym i marcu dwa kolejne natarcia przeprowadzily wojska brytyjskie, tunezyjskie i nowozelandzkie oraz indyjskie oddzialy slawnych z dzielnosci Gurkow. Wszystkie ataki okupione zostaly ogromnymi, wielotysiecznymi stratami. Zdziesiatkowane jednostki alianckie zostaly wycofane, kilka z nich ze wzgledu na rozmiar strat rozwiazano. Rozpoczal sie szczegolny, kilkutygodniowy okres wojny pozycyjnej.

W miedzyczasie alianci podejmuja decyzje zbombardowania klasztoru, uwazajac, ze znajduja sie w nim oddzialy niemieckie. 15 lutego 1944 roku 255 bombowcow B-17, B-25 i B-26 zrzuca na klasztor kilka tysiecy bomb o lacznej wadze 453 ton.

W rezultacie bombardowania klasztor ulega zupelnemu zniszczeniu. Potem okaze sie, ze dowodztwo niemieckie, uznajac neutralny status opactwa jako terytorium nalezacego do Watykanu, nie wprowadzilo tam ani jednego zolnierza. W klasztorze znajdowalo sie natomiast kilkuset wloskich uciekinierow, z ktorych wiekszosc zginela. Wojska niemieckie wkroczyly tam dopiero po bombardowaniu, uznajac ruiny za dobre stanowiska obronne. Miesiac pozniej celem kolejnego bombardowania z udzialem 514 samolotow i ostrzalu przez kilkaset dzial jest glownie miasto Cassino, ktore zostaje calkowicie zniszczone.

Pod koniec marca, po trzecim nieudanym ataku, dowodca 8. Armii Brytyjskiej gen. Leese spotyka sie z gen. Wladyslawem Andersem i proponuje powierzenie zdobycia masywu Monte Cassino dowodzonemu przez niego Drugiemu Korpusowi Polskiemu. Propozycja pada w szczegolnym momencie. W lutym brytyjski premier Winston Churchill wyglosil oslawione przemowienie uznajace za uzasadnione sowieckie zadania terytorialne wobec Polski. Wiekszosc z 50 tysiecy zolnierzy gen. Andersa pochodzila ze wschodniej Polski i przeszla przez gehenne sowieckich lagrow. Nastroje nie byly najlepsze. Z drugiej strony, propaganda moskiewska krzyczala o "faszystowskim wojsku polskim, ktore nie chce walczyc z Niemcami". Gen. Anders zdawal sobie sprawe, ze jest to glowny punkt niemieckiej obrony we Wloszech i rozumial ogromne znaczenie strategiczne stawianego przed nim zadania. Uwazal, ze jesli przelamany zostanie opor niemiecki na Monte Cassino, to - jak pisal Wankowicz - "nieprzyjaciel nie zdazy sie umocnic na polnocy i tu rozstrzygnie sie los kampanii wloskiej". Po krotkiej naradzie ze swoim szefem sztabu gen. Anders akceptuje propozycje aliantow.

Natychmiast rozpoczynaja sie przygotowania do ataku. Zamiast probowanego wczesniej bezposredniego natarcia na Monte Cassino, gen. Anders wybiera manewr okrazajacy i eliminujacy najpierw stanowiska niemieckie na okolicznych szczytach. Oddzialy 5. Kresowej Dywizji Piechoty maja wejsc w srodek lancucha gor konczacych sie od poludnia szczytem Monte Cassino, a oddzialy 3. Dywizji Strzelcow Karpackich zaatakuja wazne strategicznie wzgorze 593 i nastepnie sam klasztor, ale z tylu - od polnocy. W ataku mialy tez wziac udzial czolgi z 6. Pulku Pancernego "Dzieci Lwowskich".

Pod koniec kwietnia Polacy luzuja Anglikow i przejmuja powierzone im odcinki. Trwa transport amunicji, zywnosci i paliwa, budowa drog oraz maskowanie drog i uzbrojenia, wszystko na nieznana dotad skale.

Trzon obrony niemieckiej tworzy elitarna i fanatycznie oddana 1. Dywizja Spadochronowa gen. Heydricha, okreslona przez Göringa jako "najlepsza z niemieckich i najlepsza na swiecie".

Atak rozpoczyna sie o 1 w nocy z 11 na 12 maja najwiekszym ostrzalem artyleryjskim w historii. To pierwsze natarcie przy ogromnych stratach z obu stron zostaje odparte. Udaje sie jednak wprowadzic polskie czolgi wysoko na gorskie zbocza, co zdecydowanie poskromi pozniejsze kontrataki niemieckie.

Piec dni pozniej nastepuje drugi polski atak. Dywizja Kresowa idzie inna droga, omijajac smiercionosne pulapki z pierwszego natarcia, prosto na gorujacy za Monte Cassino szczyt St. Angelo. Wojska pra do gory szybciej, pozostawiajac nie zlikwidowane poboczne niemieckie bunkry. Polacy ponosza nadal wielkie straty. Niemieccy snajperzy poluja glownie na oficerow, ktorych rozpoznaja po mapnikach i lornetkach. Coraz wieksze jest wyczerpanie. Ale i coraz wieksze jest zmeczenie i straty niemieckiej obrony, ktora nie jest juz w stanie skutecznie kontratakowac.

Moje suche telegraficzne streszczenie nie moze oddac niebywalego heroizmu polskich zolnierzy. Odsylam tutaj Czytelnika do tomow Wankowicza. To prawdziwie poruszajace dzielo, wynoszace polski reportaz na zupelnie nowe wyzyny, rewolucyjne pod kazdym wzgledem - rowniez graficznym - ukazalo sie w Rzymie w latach 1945-1947. Nowatorska szata graficzna scisle wiazaca z tekstem niezliczone fotografie, rysunki i mapy jest dzielem artystow grafikow Stanislawa Gliwy oraz Zygmunta i Leopolda Haarow.

Moje wydanie, bedace fotograficzna kopia pierwszego, ukazalo sie w Polsce w roku 1989. Bylo to pierwsze powszechnie dostepne pelne wydanie Bitwy o Monte Cassino w kraju. Czekac na nie trzeba bylo czterdziesci dwa lata...

Wsrod cytowanych w ksiazce relacji wielu dziesiatek zolnierzy i oficerow kilka razy pojawiaja sie wspomnienia Gustawa Herlinga-Grudzinskiego. Wankowicz okresla go jako "studenta polonistyki, mlodego krytyka literackiego". Na zboczach Monte Cassino Herling-Grudzinski pelnil funkcje radiooperatora. W polskich oddzialach nie brakowalo zreszta ludzi parajacych sie piorem, w ksiazce mozna znalezc wiele cytatow z ich tworczosci. Artur Miedzyrzecki, Jan Olechowski, Zdzislaw Broncel - to kilku najbardziej potem znanych z zolnierzy-pisarzy wymienionych przez Wankowicza.

W nocy z 17 na 18 maja glowne sily niemieckie wycofuja sie - niedobitki wywieszaja na ruinach biala flage. Po poludniu, w asyscie tlumu dziennikarzy, zolnierze Drugiego Korpusu Polskiego wbijaja na szczycie wielka bialo-czerwona flage, a obok brytyjska, jako - zgodnie z rozkazem gen. Andersa - "znak wspolnego wspanialego wysilku VIII armii".

W swiat idzie triumfalna wiadomosc: "Monte Cassino zdobyte". Walki trwaja jednak nadal. Niemcy wypierani sa przez kilka dni z pozostalych szczytow. Przez prawie tydzien 6. Pulk Pancerny "Dzieci Lwowskich" walczy o pobliskie miasto Piedimonte. Jest to kluczowy punkt obrony na nastepnej linii niemieckiej obrony - tzw. linii Hitlera. Dzialania ustaja ostatecznie dopiero 25 maja.

Dziesiec miesiecy pozniej, 15 marca 1945 roku, na uroczystosc zwiazana z odbudowa Monte Cassino przyjezdzaja premier Wloch i przedstawiciele rzadow USA, Wielkiej Brytanii, Francji i... ZSRR. Brak jest przedstawiciela Polski. Mialo to miejsce na trzy miesiace przed uznaniem przez mocarstwa zachodnie wladz zainstalowanych przez Moskwe w Warszawie i wycofaniem uznania dla rzadu na uchodzstwie w Londynie, ktoremu podlegaly oddzialy gen. Andersa.

Straty Drugiego Korpusu Polskiego w bitwie o Monte Cassino wyniosly lacznie 3784 rannych i zabitych zolnierzy i oficerow. 1072 poleglych spoczelo na zbudowanym w blyskawicznym tempie, jeszcze w 1945 roku, monumentalnym cmentarzu. Decyzje o umieszczeniu cmentarza na zboczu wzgorza 593, nazwanego przez polskich zolnierzy Gora Ofiarna, podjal gen. Anders juz w dniu kapitulacji Monte Cassino. Cmentarz jest znakomicie widoczny z klasztoru. Rownie dobrze widac z cmentarza klasztor - cel walki pochowanych tu zolnierzy. Polski cmentarz zaprojektowany zostal przez architektow Waclawa Hryniewicza i Jerzego Skolimowskiego, a zbudowany pod kierunkiem inz. Tadeusza Muszynskiego.

Po zachodzie slonca jade w dol. Klasztor wydaje sie wisiec nad wypelniona chmurami dolina. Na tarasach wzdluz zbocza pasa sie krowy - i jakos nie spadaja w przepasc. Na krzakach kwitna zolte i liliowe drobne kwiatki. Makow jeszcze nie ma - jestem tu o ponad miesiac na nie za wczesnie. Tak, te "czerwone maki na Monte Cassino" musialy rzeczywiscie wryc sie w pamiec uczestnikow bitwy. Wspominane sa w wielu miejscach ksiazki Wankowicza. Maki i... slowiki, ktore bardzo glosno spiewaly nawet podczas najstraszliwszej kanonady. "Detonacje i slowiki, maki i miny, primavera i wojna"...

Nocuje w jednym z tanich hotelikow na przedmiesciach Cassino. Rano wjezdzam z powrotem na szczyt. Tym razem na dole swieci slonce - szczyt gory przez kilka godzin oslaniaja chmury. Pod cmentarz juz wczesnie rano podjezdza kolejny autobus z Polski. Grupki ludzi spaceruja miedzy szeregami szarokremowych trawertynowych nagrobkow wypelniajacych tarasy na zboczu wzgorza, klada wiazanki kwiatow i zapalaja lampki na grobach i wokol wielkiego znicza. Znicz ten umieszczony jest wewnatrz 16-metrowego wizerunku Krzyza Virtuti Militari na srodku wielkiej polkolistej plyty zbudowanej z blokow trawertynu u podnoza grobow. Jest koniec marca, ale w gestej tego rana mgle robi to prawdziwie zaduszkowe wrazenie. Podobna mgla byla tutaj 17 maja, kiedy rozpoczelo sie ostatnie natarcie Drugiego Korpusu.

Pomiedzy Krzyzem Virtuti Militari i grobami swoich zolnierzy pochowany zostal w 1970 roku gen. Wladyslaw Anders. Zmarl 12 maja - w rocznice rozpoczecia bitwy. Nie mogl - ani za zycia, ani po smierci - wrocic do Polski, ktorej komunistyczni wladcy odebrali mu obywatelstwo. Na zboczu powyzej sa dwa inne dodane pozniej groby: w jednym spoczywa zmarly w 1980 roku gen. Bronislaw Duch, dowodca Dywizji Karpackiej, w drugim - arcybiskup Jozef Feliks Gawlina, biskup polowy Wojska Polskiego, towarzyszacy zolnierzom Drugiego Korpusu pod Monte Cassino. Na kamiennym oltarzu u szczytu cmentarza widze wieniec z szarfa: "W holdzie poleglym zolnierzom gmina Raba Wyzna".

Na zboczu wzgorza, powyzej cmentarza, z daleka widoczny jest wielki, wyrzezbiony w wapieniu orzel umieszczony w srodku zaznaczonego szpalerami iglastych drzew poteznego krzyza o 50-metrowych ramionach. Podobne drzewa rosna wzdluz alejki prowadzacej na cmentarz.

Spaceruje tarasami pomiedzy grobami. Na kazdym krzyzu wisi rozaniec, na wielu grobach leza kwiaty. Zapisuje: Kpr. Pchor. Miszczyk Kazimierz, Strz. Wasilewski Jan. Obaj zgineli 12 maja, podobnie jak wielu innych pochowanych tutaj zolnierzy. Z boku pierwszego rzedu grobow, na 18 z nich umieszczono zamiast krzyzy tablice z gwiazdami Dawida. To mogily zabitych zolnierzy-Zydow - tych, ktorzy nie porzucili Drugiego Korpusu w Palestynie (sposrod 4000 zolnierzy i oficerow pochodzenia zydowskiego okolo 3500 odeszlo wowczas z polskich oddzialow przylaczajac sie do zydowskich organizacji podziemnych dzialajacych na rzecz powstania niepodleglego Izraela - gen. Anders zignorowal dezercje i nie podjal zadnych krokow w celu odszukania czy ukarania dezerterow. Jednym z nich byl pozniejszy premier Izraela Menachem Begin).

Wejscia na cmentarz strzega dwa wielkie orly z husarskimi skrzydlami. Czytam napis wykuty dwumetrowymi, mocnymi literami wokol Krzyza Virtuti Militari na plycie: "Przechodniu powiedz Polsce zesmy polegli w jej sluzbie". A na szczycie wzgorza 593, gdzie poleglo tylu polskich zolnierzy, ustawiono obelisk z napisem:

Za Wolnosc Nasza i Wasza.
My zolnierze polscy
Oddalismy
Bogu - ducha,
Ziemi Wloskiej - cialo,
A serca - Polsce.

Wchodze do klasztoru. Otoczony jest bujna roslinnoscia, lacznie z winnica dla odnawiania piwnicznych zapasow. W niczym ten widok nie przypomina zdjec rumowiska w 1944 roku. Klasztor na Monte Cassino odbudowywany byl przez 10 lat wedlug starych planow i zdjec, czy tez po prostu na podstawie dawnych wzorow architektonicznych, z wykorzystaniem, kiedy tylko bylo to mozliwe, fragmentow wydobytych z gruzow. Spacerujac po poszczegolnych pieknych dziedzincach mozna zreszta te oryginalne elementy odroznic po odpryskach od kul czy odrapanych fragmentach kapiteli kolumn. Najbardziej widocznym sladem zniszczen jest brak freskow na sklepieniu bazyliki.

Na efektownym dziedzincu Bramantego obok pieknej studni zwracaja uwage dwa posagi - z prawej - to kopia calkowicie zniszczonej figury sw. Scholastyki, z lewej natomiast - malo uszkodzona rzezba przedstawiajaca zalozyciela opactwa i jej brata, sw. Benedykta. To wlasnie o tym posagu pisze Wankowicz, natrafiajac w rumowisku na "swietego bez glowy".

Klasztor na Monte Cassino powstal ok. roku 529. W okresie blisko 1500 lat historii opactwa przeszlo przezen wiele faz niszczenia i odbudowy, rozkwitu i upadku. Klasztor i wywodzacy sie z niego zakon benedyktynow szybko staly sie filarami europejskiej kultury, wplywajac rowniez znaczaco na rozwoj Kosciola w Polsce. Na poczatku XI wieku benedyktyni zalozyli klasztor w Gorach Swietokrzyskich, w 1041 roku Kazimierz Odnowiciel zalozyl opactwo w Tyncu pod Krakowem. Benedyktynem byl sw. Wojciech.

W trwajacej nadal porannej mgle nie widac sladu doliny rozposcierajacej sie 500 metrow nizej. Zagladam do bazyliki o wspaniale odbudowanym wnetrzu (tylko podziemne krypty w wiekszosci ocalaly) i schodze do muzeum. Jego zbiory przetrwaly wojne dzieki odpowiednio wczesnie przeprowadzonej ewakuacji - same ksiazki wywieziono tuz przed bombardowaniem przez Niemcow.

Jest tu co ogladac. Efektownie wyeksponowane obrazy, piekne inkunabuly, czyli ksiegi wszelkich mozliwych rozmiarow w inkrustowanych oprawach (m.in. wydanie Boskiej Komedii Dantego z roku 1529), manuskrypty, modlitewniki. Kolekcja map i rycin, ksiegi z wielkimi nutami i tekstami piesni dla chorow, naczynia sakralne oraz olsniewajace bogactwem szaty liturgiczne. Sa tu tez zabytki sztuki etruskiej i rzymskiej, znalezione na zboczach Monte Cassino.

Wracam do miasta Cassino. Obok polskiego drogowskazu jest tu kilka innych, kierujacych do cmentarzy: amerykanskiego, angielskiego, wloskiego i francuskiego. Wybieram strzalke z napisem "Deutscher Soldaten Friedhof". W odroznieniu od polskiego, ten cmentarz polozony jest daleko na uboczu, w odleglosci 8 km od Cassino. Jakze tez inny jest jego charakter. W wejsciu rzezba przedstawiajaca pare znekanych nieszczesciem ludzi. A dalej - groby ponad 20 tysiecy zolnierzy poleglych w poludniowych Wloszech (z wyjatkiem Sycylii), z ktorych jednak wiekszosc zginela w rejonie Monte Cassino. Zaczynam notowac niektore nazwiska: Rogalski, Ostrowski, Bednarz, Sojka, Woytkowiak, Grzeszik, Brzoska. Czasem i imiona sa polskie - np. Stanislaus Skodowski. Zapisuje jeszcze kilkanascie... Mniej wiecej co dziesiate nazwisko jest czysto polskie. Wielu z nich sila zabrano do Wehrmachtu z terenow Polski wlaczonych do III Rzeszy. Wankowicz opisal ucieczke jednego z tych zolnierzy na polska strone, a takze dal wiele przykladow znajomosci jezyka polskiego po stronie niemieckiej...

Co ciekawe, w odroznieniu od polskiego cmentarza, stale pelnego polskich turystow, tu bardzo rzadko ktokolwiek zaglada, mimo ze pod sam klasztor codziennie zajezdza wiele autobusow z Niemiec.

-------------------------------------------------------

Bibliografia, glowne zrodla:
1. Wladyslaw Anders, Bez ostatniego rozdzialu, Gryf Publications Ltd., Londyn 1983 r.
2. Jozef Garlinski, Poland in the Second World War, Hippocrene Books, New York 1985 r.
3. Melchior Wankowicz, Bitwa o Monte Cassino, Wydawnictwo MON, Warszawa 1989 r.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail