[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (11 maja 2001)


RENATA GORCZYNSKA

JULES I GEORGE

Paryska rue de Seine, laczaca bulwar Saint-Germain z nabrzezem Sekwany, od wiekow przyciagala postacie naznaczone talentem i pasja. Jej przyklad swiadczy, ze istnieje cos takiego, jak geniusz miejsca.

Impulsem do relacji o losach slawnych mieszkancow rue de Seine stal sie wspolny z nimi adres, pod ktorym Renata Gorczynska spedzila ponad trzy lata. Zafrapowala ja ta ulica, ktora stopniowo odslaniala swoje sekrety. Bo na parterze kamieniczki, do ktorej autorka sie wprowadzila, lezala na marach Isadora Duncan, a lokatorka mansardy na czwartym pietrze okazala sie poczatkujaca pisarka, ktora przybrala pseudonim George Sand. W najblizszym sasiedztwie tworzyli dwaj wielcy malarze francuscy: Chardin i David, ostatnia z rodu Walezjuszy - krolowa Margot - zbudowala sobie pod koniec zycia palac, a Mickiewicz w wynajetym pokoiku robil korekty do Pana Tadeusza. Obok Charles Baudelaire spalal sie w ogniu namietnosci, a Oskar Wilde dogorywal na hanbiacym wygnaniu.

To tylko niektorzy bohaterowie paryskich opowiesci przepuszczonych przez filtr osobisty. Przywolani sa tu w swej wielkosci i smiesznosci, na co wskazuje tytul ksiazki, zaczerpniety z listu Ludwika Racine'a, mieszkanca sasiedniej uliczki.

Rue de Seine staje sie tunelem prowadzacym w glab czasu, ktory nigdy nie mija i trwa w starych murach Paryza. Na tym polega magia tego miasta.

To sie odbylo mniej wiecej tak: w mrozny ranek czwartego stycznia 1831 roku Aurora Dudevant wsiadla do powozu stojacego na podjezdzie wiejskiego dworu w stylu Ludwika XV i kazala sie wiezc do Chateauroux. Miala dwadziescia szesc lat, sniada cere, czarne palajace oczy i ciemne dlugie wlosy z przedzialkiem posrodku. W zlosci jej twarz tezala, stawala sie prawie meska. Woznica przywiazal pasami przepastny kufer i zacial konie. Gdy ruszyli, baronowa Dudevant obejrzala sie za siebie. Nareszcie mogla zatriumfowac. Od miesiaca urzadzala mezowi awantury i grozila: "Zadam wyplacania mi renty, wyjezdzam do Paryza na zawsze, moje dzieci zostaja tutaj...". Pretekstu do rozstania dostarczyl jej odkryty w szufladzie jego biurka dokument z adnotacja "Otworzyc po mojej smierci" z lista zarzutow pod jej adresem. Walka zakonczyla sie zawarciem rozejmu na jej warunkach: odtad ona bedzie zyla szesc miesiecy w roku poza domem, a drugie szesc spedzi z rodzina. Ustalili wysokosc jej renty na czas pobytu w Paryzu: dwiescie piecdziesiat frankow miesiecznie.

Dajmy na to, ze jadac powozem zastanawia sie kim byla, kim jest, kim bedzie. Odjezdza z majatku, w ktorym sie wychowala w nie skrepowanej konwenansem swobodzie. Odziedziczyla go po smierci ukochanej babki, gdy miala siedemnascie lat. Pochodzi z rodziny bastardow krolewskich i ksiazecych, ktorzy wiazali sie z pieknymi metresami, kobietami z pospolstwa i z polswiatka. Jeden z jej dziadkow byl sprzedawca ptakow na nabrzezu Sekwany w Paryzu, drugi - starym szlachcicem i rentierem. Jej matke, wedrowna aktoreczke podejrzanej konduity, z corka z poprzedniego zwiazku, ojciec - podpulkownik huzarow poslubil na miesiac przed rozwiazaniem, a cztery lata pozniej zginal kolo wlasnego domu spadajac z konia. Ona sama majac lat osiemnascie wyszla za maz za naturalnego syna barona z Gaskonii, pozbawionego przez macoche spadku po ojcu. Gdyby posluchala szczwanej matki i sporzadzila intercyze przedslubna, po rozwodzie bylaby niezalezna finansowo. Ale poniewaz krepowal ja taki gest nieufnosci, jej majatek nalezy teraz do niego. Obowiazujace prawo przewiduje ponadto kare wiezienia dla wiarolomnej zony, chyba ze maz przyjmie ja z powrotem pod dach. Maz natomiast moze zdradzac zone bezkarnie. Pania Dudevant, zwolenniczke rownouprawnienia kobiety i mezczyzny w milosci, doprowadza to do furii. Znudzila sie malzenstwem i rozczarowala do meza, ktory z dawnego oficera przemienil sie w wiejskiego szlagona. Codziennie sie upija, jezdzi na polowania, sypia ze sluzacymi, drzemie nad ksiazka i nie znosi muzyki. Ona natomiast ma wyzsze aspiracje i dlatego albo popada w stany chorobliwej melancholii, albo sie zakochuje. Wtedy jezdzi konno do switu, a potem pisze szalone listy z wyznaniami i zakleciami. Czasami niespodziewanie wyrusza do pobliskiego miasteczka La Chatre, albo dalej - do Bordeaux, do Paryza. Ale poljawne, egzaltowane romanse, o ktorych wie cala okolica, juz jej nie wystarczaja. Mloda kobieta o egzotycznej urodzie czuje w sobie uspiony talent i coraz bardziej ekscytuje ja slowo artiste. Lubi je sobie powtarzac po cichu, lecz nie bardzo wie, w jakiej dziedzinie moglaby sie wybic. W kufrze wiezie rekopisy dwoch powiesci, ktore szybko napisala wyraznym charakterem pisma. Jedna nosi tytul Macocha, a druga Ukochana, obie okropne.

W Chateauroux przesiadla sie do rozklekotanego dylizansu pocztowego z nie domykajacymi sie drzwiami. Dobrze znala te trase, jezdzila tedy wielokrotnie, wiec zamiast patrzec przez okno drzemala, marzac o spelnieniu. Jeszcze nie wie, ze ma zgubna latwosc pisania. Jest jak bezdenne zrodlo Vaucluse, z ktorego wyplywac beda powiesci, nowele, sztuki teatralne, proby poetyckie, dzienniki podrozy, dziennik intymny, autobiografia i tysiace listow zebranych w siedemnastu tomach. W ciagu jednej nocy bedzie zapelniac zamaszystym pismem trzydziesci stronic papieru bez jednego skreslenia, swoja dzienna norme, gaszac kolejne papierosy w szklance wody. Piec dni wystarczy jej do napisania calego tomu. Gdy tylko skonczy jedna ksiazke, natychmiast zabierze sie do pisania nastepnej, chocby to byl srodek nocy. Na razie sciska w myslach dwuletnia Solange, ktora chce sprowadzic do Paryza, gdy tylko sie troche urzadzi. Osmioletniemu Maurycemu obiecala, ze przysle mu mundur i czako na pocieche. Syna zostawila pod opieka zakochanego w niej korepetytora, zeby go przygotowal do egzaminu w paryskim liceum.

Najwazniejsze - mowi sobie - ze na poczatek ma sie gdzie zatrzymac. Co za ironia losu - w spadku po babce otrzymala takze palacyk w Paryzu wynajmowany zamoznym lokatorom, ale i on prawnie nalezy do jej meza. Wymogla wiec na bracie przyrodnim, ze na tydzien odstapi jej swoje mieszkanie paryskie, poki nie wynajmie czegos dla siebie, ale w koncu wytargowala sie, ze zostanie tam do marca. Brat, poczciwy pijak, w koncu sie zgodzil, ale ostrzegl, ze za tak bagatelna sume nie utrzyma sie w miescie. Caly ten wyjazd potraktowal jako kaprys i przepowiedzial siostrze, ze jak niepyszna wroci po kilku tygodniach do meza. Ale jej gwaltowna natura domaga sie radykalnych rozwiazan. Od kilku miesiecy nie widziala swego mlodego kochanka. Ich dotychczasowe schadzki w ogrodowym pawilonie, w lesie, na lace pozostawily jej poczucie niedosytu. Odtad - powtarza sobie w myslach - beda zyli jak maz i zona, i kiedy to sobie wyobraza, czuje cieplo rozlewajace sie po calym ciele. Wydaje sie jej, ze bedzie go kochala do konca zycia.

Dylizans zaturkotal na paryskim bruku, wreszcie stanal. Gdy otworzyly sie drzwiczki, baronowa Dudevant rzucila sie w objecia czekajacego na nia kochanka. Jej cherubin nie ukonczyl jeszcze dwudziestu lat, mial zlote loki i waska twarz. Byl troche chuderlawy, ale ona gustowala w chlopcach wymagajacych macierzynskiej troskliwosci. - Moj maly - szepnela mu do ucha. Maly po kilku latach roztyl sie, wylysial i do starosci zadreczal okrutnym odejsciem kochanki. W sumie jednak zwiazek mu sie oplacil, bo dzieki niemu stal sie pisarzem i wszedl do Akademii Francuskiej.

Nazywal sie Juliusz Sandeau. Zatrzymal fiakra, kazal zaladowac kufer i zawiozl Aurore pod dobrze jej znany adres przy 31 rue de Seine. Dlatego sto szescdziesiat osiem lat pozniej na prawo od niebieskiej bramy wejsciowej zostanie wmurowana tablica nastepujacej tresci: "GEORGE SAND (1804-1876) mieszkala w tym domu w 1831 roku, a nastepnie RAYMOND DUNCAN tu zalozyl swa Akademie, dzialajaca od 1929 do 1966 roku". Ten dom nalezal od 1823 roku do jej naturalnego brata, Hipolita Chatirona; ich wspolny ojciec splodzil go ze sluzaca i zostawil na wychowanie swojej matce w Nohant. Ten kolejny bastard w rodzinie uwiodl, a potem porwal zamozna wicehrabianke Emilie de Villeneuve. Wprawdzie jej rodzice nie pojawili sie na ich slubie, ale nie wydziedziczyli corki, choc byla juz w zaawansowanej ciazy. Emilia wniosla Hipolitowi w posagu i kamieniczke przy rue de Seine, i majatek ziemski z zamkiem Montgivray w najblizszym sasiedztwie Nohant. Baronostwo Dudevant, przyjezdzajac do Paryza, czesto zatrzymywali sie w mieszkaniu Chatironow, a zreszta Aurora bywala tu takze bez meza, ostatnio w maju 1830 roku, zachwycajac sie w muzeach Tintorettem, Rubensem, Tycjanem. Wieczorami zajmowala sie poprzednikiem Juliusza Sandeau.

Poniewaz o tym paryskim adresie George Sand dowiedzialam sie na dlugo przed odslonieciem tablicy, czuje sie teraz zawiedziona, ze sekret, jaki mialam wyjawic w druku, stal sie wlasnoscia publiczna. Na dodatek dzielilam z nia to samo mieszkanie, jesli racje ma pani Roux w swym liscie do mnie na temat Raymonda Duncana, pozniejszego o sto lat wlasciciela domu pod trzydziestym pierwszym. To mnie do niej zblizylo. Nieraz zastanawialam sie, co tu po niej moglo zostac: ledwie wyczuwalny zapach cygar, ktore lubila palic? Kilka czarnych dlugich wlosow, ktore wpadly w szczeline miedzy sciana a podloga. Slady jej meskich bucikow z podkowkami na obrzezonych drewnem kamiennych stopniach? Wedlug wszelkiego prawdopodobienstwa Aurora/George poczela tutaj nie swoja pierwsza powiesc, lecz drugie dziecko, i nie z mezem, lecz z jednym z kochankow. W odniesieniu do niej ustalenie intymnych faktow biograficznych nie nastrecza trudnosci, poniewaz cechowal ja korespondencyjny ekshibicjonizm. W listach do przyjaciol z upodobaniem opisywala swoje kojtusy, jakby to dopiero dawalo jej prawdziwa przyjemnosc. Przypuszczalny ojciec Solange nazywal sie Stefan Ajasson de Grandsagne, pochodzil, jak Aurora, z prowincji Berry, byl hellenista i przyrodnikiem, pracowal naukowo w jednym z paryskich muzeow. Widywali sie w Nohant, w La Chatre, gdzie jego ojciec byl merem, i w Paryzu, dokad baronowa wyjezdzala pod pretekstem konsultacji z lekarzami na temat swoich niedomagan albo opieki nad jego nadwatlonym zdrowiem, bo byl gruzlikiem i umarl mlodo. Na podstawie jej listow do meza oraz powiernikow mozna ustalic, ze pozna jesien do polowy grudnia 1827 roku spedzila w Paryzu glownie w towarzystwie przyjaciela. A najwiecej swobody miala na rue de Seine, pod nieobecnosc brata i szwagierki. Solange przyszla na swiat 13 wrzesnia 1828 roku, wiec na uzytek Casimira Dudevanta mloda matka twierdzila, ze urodzila corke przedwczesnie, co jej nie przeszkadzalo nazywac ja zartobliwie "Panna Stefan", a zonaty Ajasson wypytywany przez ciekawskich kolegow tez nie odzegnywal sie od ojcostwa. W jej rodzinie naturalne dzieci byly naturalnym zjawiskiem.

Juliusza Sandeau, studenta prawa na Uniwersytecie Paryskim, poznala u znajomych w La Cha^tre 20 lipca 1830 roku, gdy przyjechal do rodzicow na wakacje. Niesmialy, nerwowy, z ubogiej rodziny, natychmiast zwrocil jej uwage, bo byl jej zdaniem sliczny. Poniewaz trzymal sie z daleka od rozbawionej grupy rowiesnikow, podeszla do niego i pierwsza wszczela rozmowe. Zawsze sama wybierala sobie kochankow. W ciagu kilku dni go uwiodla, lecz nie zadowolila sie sezonowym romansem, bo potrzebowala silniejszych podniet. W pazdzierniku, gdy on i inni mlodzi prowincjusze wrocili na studia, Aurora, zgodnie ze swoim zwyczajem, zaczela do niego pisac zarliwe listy, bo kochala kochac.

I teraz zamknely sie za nimi drzwi mieszkania przy 31 rue de Seine. Dozorczyni juz wciagnela kufer, rozpalila w kominku i wkladajac datek do kieszeni fartucha ironicznie sie usmiechnela: no tak, baronowa Dudevant z nowym amantem. W swoim czasie doniesie o tym baronowi. Kochankowie pospiesznie zrzucaja ubrania i przewracaja sie na loze malzenskie Chatironow. Z listow Aurory wiemy nawet, co jej sprawia rozkosz, gdy kocha sie ze swoim malym Juliuszem: lubi go bic i gryzc w trakcie namietnych pocalunkow, rozbudzac w nim krancowe emocje, ktorym towarzysza lzy, krzyki, smiech. Ich milosc jest halasliwa i histeryczna. Piec lat pozniej, podczas rozprawy separacyjnej, Casimir Dudevant opisal w memorandum zdrady zony:

"[...] Listopad 1830 r.- Przybycie pani Dudevant do Paryza, do brata, przy ulicy Seine, gdzie gorszy swoim prowadzeniem sie caly dom, wedlug slow odzwiernej. Pan Juliusz Sandeau.

1831 r. - Powrot do Nohant, gdzie spedza pare dni i powrot do Paryza z wiejska dziewczyna Maria Moreau, ktora wziela jako sluzaca. Dziewczyna ta byla swiadkiem gwaltownych klotni z Juliuszem Sandeau, po ktorych nastepowaly uderzenia[...]".

Jesli baron cos tu pokrecil, to najwyzej daty. W listopadzie 1830 roku Aurora dopiero knula ucieczke do Paryza, a w nastepnym roku spedzila w Nohant nie pare dni, lecz wiosne i czesc lata, i jesien, za to glownie w towarzystwie Sandeau, piszac z nim pieciotomowa powiesc i goszczac go w swoim lozku. Za naduzycie erotyczne Chopina zaprzyjazniony z nia Mickiewicz nazwie ja potem wampirem. Chuderlawy Sandeau tamtego lata w Nohant moglby sie wyrazic podobnie, bo slanial sie z wyczerpania; Aurora, przerazona jego stanem, podejrzewala u niego gruzlice. Ta niepospolita kobieta odziedziczyla krzepe chyba po swym przodku Auguscie II Sasie, ktory splodzil okolo trzystu dzieci.

W Dziejach mojego zycia, ktore powstaly w jej latach dojrzalych, George Sand twierdzi, ze wyjechala do Paryza "z intencja pisania". Przemilczala namietnosc, ktora byla dla niej niezbednym katalizatorem. Wlasciwie nie miala szczegolnie bujnej wyobrazni, wiec kochajac jednoczesnie zbierala materialy, a rozstajac sie miala juz gotowy schemat powiesci; wystarczylo ja tylko napisac i przystapic do nastepnego romansu, najpierw w zyciu, potem na papierze. Pomijam tu wiejskie obrazki jej piora, ale i w tym wypadku nie potrzebowala wiele zmyslac; wystarczylo posiedziec kilka miesiecy w Nohant. Poniewaz nie stosowala zadnej selekcji i pragnela wszystko przeksztalcic w literature, jest dzis powszechnie znana z nazwiska, ale rzadko czytana pisarka. Intryguje zas jako wzor niezaleznej kobiety.

"Kobiety moga zrobic cos wybitnego tylko spiac z wieloma mezczyznami i niejako wysysajac ich duchowo: pani Sand, pani de Staël. Mysle, ze niepodobna znalezc kobiety cnotliwej, ktora jako inteligencja warta bylaby zlamanego szelaga. Dziewice nigdy nic nie stworzyly".

Po przyjezdzie w styczniu 1831 roku do Paryza Aurora Dudevant zsumowala, co potrafi. Umiala rysowac glowki, wiec wyobrazala sobie, ze moglaby malowac akwarelami portreciki na zamowienie. Siedzialaby, dajmy na to, na Pont des Arts i zaczepiala przechodniow, ktorzy pozowaliby jej za kilkanascie frankow. Ale - jak slusznie zauwazyla - w Paryzu, miescie glodnych malarzy, znajda sie setki konkurentow rysujac na poczekaniu za piec frankow. Zrezygnowala wiec z pomyslu i zabrala sie do zdobienia tabakierek i pudelek na cygara, liczac na ich sprzedaz w sklepie z bibelotami. Dziwne to zajecie dla osoby, ktorej prababka dostala od marszalka de Saxe zlota tabakiere i portret jego matki, Aurory de Königsmark, przechowywane w Nohant jak relikwie. Na dodatek zajecie nieoplacalne, bo baronowa za duzo wydawala na material i farby, nie liczac czasu spedzonego nad malowaniem miniaturowych ptaszkow i ornamentow. Wystarczyloby tego na suchy chleb. Starala sie o prace w Bibliotece Mazariniego, ale nie mogla zniesc panujacego tam zimna. Myslala o przekladach literackich, bo przez dwa lata uczyla sie na pensji w klasztorze, gdzie angielski byl jezykiem wykladowym. Ogarnely ja jednak uzasadnione skrupuly. Razem z Juliuszem Sandeau napisala wiec artykul do Revue de Paris, wydrukowany pod jego nazwiskiem. Odwiedzila wplywowego literata i krytyka Hiacynta Latouche'a, do ktorego otrzymala liscik polecajacy od ich wspolnej znajomej z La Chatre. 15 stycznia 1831 roku przeczytala mu na glos swoj romans Ukochana. Latouche cierpliwie sluchal i po skonczonej lekturze zapytal ja o sytuacje rodzinna. Maz? Dzieci? Radzil, zeby jak najszybciej do nich wrocila i zapomniala o karierze literackiej. Autorka nie dawala sie zniechecic, byla gotowa poprawiac rekopis az do skutku. Zniszczyla go dopiero po kilku latach, uswiadamiajac sobie, ze jest rzeczywiscie okropny.

Sklonila jednak Latouche'a, od niedawna wlasciciela pisma satyrycznego Le Figaro, zeby wyprobowal jej sil w dziennikarstwie. Odtad przychodzila do redakcji mieszczacej sie w jego salonie przy nabrzezu Malaquais. Pod koniec pierwszego miesiaca otrzymala kilkanascie frankow honorarium. Najwiecej klopotow sprawial jej lakoniczny styl, wiec gdy jej koledzy konczyli teksty, ona, ze swoja sklonnoscia do rozlewnej prozy, dopiero zaczynala zaczynac. W marcu 1831 roku zlosliwy pod adresem rezimu felieton jej autorstwa spowodowal konfiskate calego numeru Figaro. Aurora Dudevant triumfowala; gdyby na dodatek ja aresztowano, bylaby zachwycona. Buntownicza z natury, chlonela Paryz po rewolucji lipcowej, upajala sie wydarzeniami politycznymi, odwiedzala pania Récamier, zeby spotkac w jej salonie epokowe slawy, wybrala sie na koncert Paganiniego i obejrzala w Palacu Luksemburskim wystawe malarska polaczona ze zbiorka na rzecz rannych w rewolucji. Nocami kochala sie glosno, urzeczona wolnym zwiazkiem.

Tej zimy w Paryzu zaczela sie tez nosic po mesku. W Dziejach mojego zycia pisze, ze namowila ja do tego matka, ktora w mlodosci czesto towarzyszyla przyszlemu mezowi przebrana za chlopca; w ten sposob oszczedzala na garderobie i zapewniala sobie wygode ruchow. Aurora jeszcze jako podlotek w Nohant lubila jezdzic konno i wloczyc sie po okolicy w plociennej chlopskiej bluzie i w spodniach. Bawilo ja, gdy miejscowe panny zalotnie sie usmiechaly, biorac ja za mlodzienca. Totez bez wahania zamowila sobie dlugi surdut z szarego sukna, w tym samym kolorze pantalony i kamizelke oraz grube krawaty z welny. Najbardziej cieszyla ja moznosc zrzucenia spiczastych pantofli i noszenia odtad solidnych butow z klamrami i guzami, wygodnych na paryskich brukach. Zastanawiam sie, co robila ze swymi pieknymi wlosami, gdy zdejmowala kapelusz, rowniez w szarym kolorze. Moze nie potrzebowala ich chowac, skoro romantyczni artysci byli dlugowlosi. Sciela je na krotko dopiero po rozstaniu z Alfredem de Musset i wyslala pukle kochankowi. Wmowila rodzinie i przyjaciolom, ze chodzi ubrana po mesku, zeby unikac zaczepek i dostawac sie na tansze miejsca do teatru, bo dla kobiet przeznaczono drozsze loze i balkon, a na parterze siedzieli sami mezczyzni. Ale coraz czesciej ubierala sie tak na co dzien. Do Pinsona, swojej ulubionej restauracji w sasiedztwie rue de Seine, raz przychodzila w stroju kobiecym, raz w meskim. Zbity z tropu wlasciciel juz nie wiedzial, czy zwracac sie do niej Madame czy Monsieur. A ja coraz bardziej bawila dwuznacznosc sytuacji, czula sie w przebraniu jak student pierwszego roku, mlodszy kolega Juliusza Sandeau. Z pewnoscia ujawniala w ten sposob meska czesc natury, lecz zarazem stwarzala ekstrawagancka postac ze swiata literackiego, prowokujac plotki i dochodzenia. To mistrzowskie posuniecie przynioslo jej slawe daleko wieksza, niz zasluguja na to jej niezliczone powiesci i sztuki teatralne. Wlasciwie najbardziej interesujaca indywidualnoscia wykreowana przez nia jest ona sama, a najlepsza z jej ksiazek jest jej autobiografia, choc tez mocna zafalszowana. Bracia Goncourt odnotowali w swoim Dzienniku z grudnia 1868 roku:

"Bylismy, zwlaszcza jeden z nas, niesprawiedliwi, jesli idzie o talent pani Sand. Przeczytalismy dwadziescia tomow Historii mojego zycia. Posrod wyspekulowanej gadaniny sa tu obrazy cudowne, bezcenne wiadomosci o formowaniu sie wyobrazni pisarskiej, porywajace rysunki charakterow, sceny opowiedziane z prostota, jak pelna lagodnego heroizmu, bardzo osiemnastowieczna smierc jej babki i paryska smierc jej matki, ktore budza podziw i wzruszaja do lez.

Jest to wielki dokument - niestety rozwodniony - psychologii i analizy, gdzie talent pani Sand, jej malujaca pamiec zdumiewa i zaskakuje prawda, obserwacja innych i siebie".

Od chwili przyjecia pseudonimu George Sand z upodobaniem mowila o sobie uzywajac meskich koncowek rodzajowych. Jest w tym cos z intelektualnego hermafrodyty.

Jeszcze kilka lat przedtem, tkwiac w Nohant, gotowa byla isc na kleczkach na spotkanie z Balzakiem. Teraz oboje z Juliuszem Sandeau poznali go dzieki Latouche'owi. Pisarz rozczulil sie para mlodych ludzi sklonnych do wielkich wyrzeczen w imie milosci i literatury. Postanowil pomoc Sandeau w karierze literackiej. "Ten Balzak to mily chlopak" - napisala z tej okazji Aurora do jednego z przyjaciol. Niedoscigly mistrz w ciagu kilku miesiecy zostal zdegradowany do roli uczynnego kolegi. I choc nie udalo sie jej opublikowac ani Macochy, ani Ukochanej, przekonala wydawce paryskiego Renaulta do podpisania umowy na Roze i Blanke, po 125 frankow za kazdy z pieciu tomow oraz piecset frankow po zlozeniu calosci. W kwietniu 1831 roku wyjechala na kilka miesiecy do Nohant, zeby zajac sie dziecmi i pisaniem.

André Maurois w biografii George Sand pisze, ze "serce zostawila w mieszkaniu przy ulicy de Seine", cytujac na dowod jej list do przyjaciela, Emila Régnault, z lirycznym wspomnieniem zostawionego w Paryzu kochanka i z opisem widoku z okna ich pokoiku. Widac stamtad pomnik Henryka IV i stare maszkarony Pont-Neuf. Niestety, z zadnego okna kamieniczki pod numerem 31 przy rue de Seine nie mogla ogladac tych zabytkow. Natomiast wiadomo, ze wiosna Juliusz Sandeau zamieszkal pod numerem 21. przy nabrzezu Grands-Augustins, gdzie znajdowal sie hotel z umeblowanymi pokojami; pod ten adres Balzak wyslal do niego list datowany 6 maja 1831 roku. Dosc dokladny opis tego wnetrza autorka podala w swojej powiesci Horace, wydanej w 1842 roku. Skladalo sie ono z trzech nieduzych pomieszczen na ostatnim pietrze (trzeba sie bylo wspinac po dziewiecdziesieciu dwoch stopniach) i kosztowalo niespelna 300 frankow rocznie. Jules Sandeau w wydanej w 1839 roku powiesci Marianna, poswieconej milosci ich obojga, wspomina to samo miejsce - izdebke na ostatnim pietrze, dokad prowadzily waskie, krecone schody, po ktorych biegli jak szaleni. Pokoj nie mial dywanow ani tapet, a jego jedyna ozdoba byly doniczki z kwiatami. Czyli mieszkanie Chatironow przy rue de Seine, z cala pewnoscia elegantsze i obszerniejsze (bo niby dlaczego wlasciciele kamienicy mieliby sie gniezdzic w lichej mansardzie), bylo dla nich obojga chwilowym adresem, gdyz Aurora Dudevant przypuszczalnie nie goscila w nim nawet przyrzeczonych jej przez brata kilku miesiecy. Mogla obawiac sie niezrecznego in flagranti na wypadek niespodziewanej wizyty meza lub mieszkajacej w Paryzu matki, na co wskazuje jej kolejny list do przyjaciela, obarczonego obowiazkiem szukania dla niej nowego lokum w maju 1831 roku. Nie wystarcza jej jeden pokoj na Wyspie Swietego Ludwika, bo w razie czego nie mialaby gdzie schowac kochanka. Marzy o mieszkaniu-kryjowce, z tajnym pokoikiem w glebi i z dwoma wyjsciami. Wreszcie decyduje sie wynajac znaleziona przez niego nie umeblowana mansarde na piatym pietrze na nabrzezu Saint-Michel pod dwudziestym piatym, w naroznej kamienicy przy placu Saint-Michel. W Dziejach mojego zycia pisze, ze nigdy nie pociagal jej Paryz cywilizowany, lecz Paryz przeszlosci, malowniczy i poetycki jak z powiesci Wiktora Hugo, z niebem, rzeka, chmara jaskolek i spatynowanymi dachami. Ta kamienica juz nie istnieje, zostala wyburzona, a na jej miejscu stoi nowy dom. Niemniej mozna ja zobaczyc na pochodzacym z 1833 roku pejzazu Corota Widok na Sekwane z Pont-Neuf. Z balkonu mansardy rozciaga sie wspanialy widok na katedre Notre-Dame, wieze swietego Jakuba, Sainte-Chapelle.

W polowie lipca 1831 roku Aurora wrocila do Paryza i postanowila urzadzic mieszkanie. Musiala sie zapozyczyc na tysiac frankow u paryskich znajomych, zeby zaplacic najpilniejsze rachunki u tapicera i stolarza. Meble miala poczatkowo sprowadzic z Nohant, ale w koncu zamowila je na miejscu. Sa z wisni i z orzecha - doniosla mezowi, podkreslajac, jak skromnie tu zyje. Domagala sie od niego splacenia zaciagnietych dlugow. W kawiarni mieszczacej sie na parterze jej kamienicy chciala wystawic na sprzedaz portret swojej dozorczyni, ale poniewaz nie uchwycila podobienstwa, zlekla sie utraty potencjalnej klienteli. W sierpniu poszla na premiere nowego dramatu Wiktora Hugo Marion de Lorme z Marie Dorval w roli tytulowej. Urzekla ja ta wspaniala aktorka - zona miernego, lecz plodnego dramaturga, autora stu dwudziestu sztuk, bedaca rowniez kochanka Alfreda de Vigny i matka trzech corek z poprzedniego zwiazku. Zaprzyjaznila sie z nia po wydaniu powiesci Indiana. W Dziejach mojego zycia poswiecila jej osobny rozdzial; biografowie George Sand przypuszczaja, ze obie kobiety laczyla przyjazn erotyczna i dlatego zazdrosny de Vigny zakazywal kochance spotykac sie z przyjaciolka. Pozostanie to naszym domyslem, bo dowodow na to nie ma.

We wrzesniu 1831 roku Aurora Dudevant przyjechala do Nohant, zeby dokonczyc z Juliuszem Sandeau pisanie Rozy i Blanki, czyli aktorki i zakonnicy. Pracowita kochanke zaniepokoilo jego lenistwo i niezbornosc, tym bardziej ze do powiesci o dwoch siostrach wniosla duzo wiecej niz on. W watku Blanki wykorzystala wlasne obserwacje o zyciu w klasztorze, od matki zebrala wiadomosci o egzystencji wedrownych aktorow, niezbedne do stworzenia postaci Rozy. Nadal kochala swego literackiego wspolnika, ktory nocami wspinal sie do jej sypialni na pierwszym pietrze, zostawiajac na czatach kolege, ale marzyl sie jej jakis falanster, zycie we czworke z dwoma ich wspolnymi przyjaciolmi. W pazdzierniku Juliusz wrocil do Paryza, natomiast Aurora zwlekala i przybyla dopiero w listopadzie, powiadomiona o jego chorobie. Miesiac pozniej ukazala sie ich jedyna wspolna ksiazka, podpisana - J. Sandeau - naiwny i rozgadany utwor dwojga dyletantow w rzemiosle pisarskim, wyrozniajacy sie sposrod konwencjonalnych romansow moze nieco wieksza smialoscia obyczajowa. Najbardziej zaskakujacy jest final ich eksperymentu erotyczno-literackiego: oboje beda sie od tej ksiazki odzegnywac, chociaz dzieki niej zostali pisarzami. George Sand zanotuje: "To nie jest moje i nie jest o mnie", niemniej wznowi ja dwa lata po pierwodruku z licznymi zmianami, natomiast Sandeau juz nigdy nie wyda jej powtornie pod swoim nazwiskiem. Gdy sie rozstana, wspolautorka zrzeknie sie praw do debiutu na rzecz wspolautora. Po latach Balzak nazwie George Sand najwieksza pisarka Europy, a Juliusz Sandeau zostanie przyjety w 1858 roku do Akademii Francuskiej. Literat to bardzo podejrzane zajecie.

Z okazji wydania Rozy i Blanki baron Dudevant przyjechal na kilka dni do Paryza, ale nie zatrzymal sie w mansardzie na piatym pietrze. Zostal tam zaproszony na kolacje, potem oboje panstwo poszli do teatru. Na odjezdnym sprawil zonie kosztowna suknie, a ona odwzajemnila mu sie zapowiedzia wlasnorecznie haftowanych kapci i wypytywala w liscie o rozmiar jego stopy. Znamienna jest jej emancypacja z jednoczesna sklonnoscia do robotek recznych, wiara w utopijny socjalizm z potrzeba posiadania, poczucie wznioslosci moralnej z pociagiem do duzo mlodszych kochankow, wobec ktorych grala role erotycznej matki. W kazdym razie maz i zona rozstali sie ze wzajemna sympatia. Ukrywany Juliusz wrocil, Aurora heroicznie obywala sie bez sluzacej, sama prala i prasowala, a posilki zamawiala z dostawa do domu, placac za nie dwa franki. Stale odwiedzali ich przyjaciele, zagladal tu rowniez Balzak, ktory wciagal swoj gruby brzuch sapiac na schodach. W listach do Eweliny Hanskiej czesto donosil o losach tej pary; a gdy kochankowie sie rozstana, wezmie strone Juliusza i bedzie go nawet finansowal, zeby zachecic do powtornego debiutu literackiego. Pani Hanskiej spodoba sie natomiast tworczosc George Sand i poprosi Balzaka o przyslanie jej autografu.

Zime baronowa spedzila znowu w Nohant, a kiedy wiosna 1832 roku wrocila na nabrzeze Saint-Michel, przywiozla ze soba 3,5-roczna Solange oraz nowa powiesc, ktora zatytulowala Indiana. Juliusza wstrzasnela jej plodnosc pisarska, bo dziecko powital z radoscia. Czytajac rekopis zdal sobie sprawe, ze kochanka juz nie potrzebuje literackiego wspolnika. Pozostawala do rozstrzygniecia sprawa pseudonimu. "J. Sandeau" juz zyskal pewien rozglos. Drobne artykuly i recenzje Aurora Dudevant podpisywala "Georges", wiec teraz przybrala takie imie, rezygnujac z koncowego "s", a nazwisko kochanka skrocila za rada Latouche'a o ostatnie trzy samogloski. Indiana w czterech tomach wyszla drukiem w maju 1832 roku. Pierwszy egzemplarz powiesci George Sand dostala od wydawcy w trakcie wizyty Latouche'a w jej mansardzie. Krytyk podejrzewal, ze ksiazka jest mimowolnym pastiszem Balzaka, ale po nocy spedzonej na jej lekturze napisal do autorki pelen zachwytu liscik, nie wahajac sie nazwac powiesci arcydzielem. Wszystko mu sie spodobalo: temat, rozwiniecie akcji, poezja, prostota, znajomosc duszy. W jego najglebszym przekonaniu Indiana postawila ja na czele wspolczesnych pisarzy, zadna piszaca kobieta nie rownala sie z nia talentem, a Balzak i Mérimée mogli jej tylko pozazdroscic.

Rzeczywiscie, powiesc zostala dobrze przyjeta przez krytyke w kilkunastu wplywowych pismach literackich i doskonale sie sprzedawala. W Dziejach mojego zycia George Sand twierdzi, ze pisala ja bez zadnego planu i ze tytulowa postac nie ma z nia nic wspolnego, bo ona sama - wyjasnia dosc naiwnie - nie jest ani tak piekna, ani tak kochana przez innych. Natomiast glowna idea Indiany - protest przeciwko tyranii, ktora w srodowisku domowym uosabia mezczyzna, byla jej wyjatkowo bliska. W gruncie rzeczy pisarka obdarowala bohaterke powiesci swoja glowna cecha: buntowniczym dazeniem do wolnosci i do milosci. Urodziwa Kreolka imieniem Indiana nie znajduje spelnienia ani w malzenstwie z gburem i prostakiem duchowym, ani w romansie ze zmyslowym kochankiem. Dopiero prawdziwe braterstwo dusz osiaga w zwiazku z brytyjskim kuzynem, ktory zawozi ja na wyspe Bourbon, dzis Reunion, gdzie sie wychowala. Az trudno uwierzyc, ze Balzak po przeczytaniu Indiany oglosil panegiryk pod adresem George Sand. Ale nie mozna pisarce odmowic daru portretowania romantycznej psychiki i zmyslowosci kobiety. Pod tym wzgledem w Lelii, swej najbardziej bulwersujacej powiesci, poszla duzo dalej, bo przedstawila impotencje erotyczna kobiety, ktora nie odczuwa zaspokojenia w akcie milosnym i dlatego szuka nowych kochankow, oddajac sie w wyobrazni "niewidzialnej rozwiazlosci".

W lipcu 1832 roku George Sand zawarla umowe na kolejna ksiazke, Walentyna, i dostala tytulem zaliczki 2400 frankow, a Revue des Deux Mondes chcialo drukowac jej nowele. Kontynuowanie literackiej spolki stalo sie niemozliwe nie tylko z powodu obolalej ambicji Juliusza Sandeau, ale i roznic estetycznych obojga. Co jedno z nich napisalo, drugie natychmiast kreslilo i przerabialo. Coraz czesciej pilna George Sand wolala spedzac noce przy biurku niz we wspolnym lozku. Zabawa w meza i zone zaczynala ja nudzic, choc ciagle jeszcze oboje chodzili z Solange na spacery do Ogrodu Luksemburskiego. Poniewaz niespodziewanie stala sie zamozna, zaczela coraz bardziej odczuwac niewygody poddasza na piatym pietrze. Na dodatek w miescie wybuchla epidemia cholery. Z okien mieszkania przy nabrzezu Saint-Michel George Sand widziala budynek kostnicy, do ktorego straz miejska codziennie zwozila kilkaset zwlok. W jej kamienicy umarlo kilka osob. Ze wzgledu na Solange chciala wyjechac, ale przyjaciele ostrzegli ja, ze podroz moze byc bardziej niebezpieczna niz pozostanie na miejscu. Sandeau dalej cierpial na niemoc tworcza, czym narazil sie na drwiny kochanki. Okazal sie jej zbedny.

Tymczasem Latouche postanowil wyniesc sie na stale pod Paryz i zaproponowal przyjaciolce swoje mieszkanie pod dziewietnastym przy nabrzezu Malaquais, w jej mniemaniu palac w porownaniu z zajmowana przez nia mansarda. George Sand czula sie tam troche jak na wsi, bo okna trzeciego pietra wychodzily na dziedziniec zarosniety starymi drzewami, w ktorych swiergotaly szpaki. W sierpniu wyjechala do Nohant, gdzie napisala dwutomowa Walentyne - rozgrywajacy sie w prowincji Berry romans zameznej szlachcianki z synem dzierzawcy, zakonczony melodramatem. Kiedy w pazdzierniku wrocila do Paryza, postanowila zerwac z Juliuszem. Podawala rozne powody: koniecznosc pracy w samotnosci, niewiernosc kochanka, jej obowiazki jako matki, bo Maurycy mial przyjechac na nauke do Paryza. Sandeau rozpaczal, robil sceny, probowal nawet popelnic samobojstwo. W grudniu George Sand przeniosla sie do dawnego mieszkania Latouche'a, a kochankowi wynalazla studio przy rue de l'Universite. Pragnac sie od niego uwolnic zalatwila mu paszport i sfinansowala wyjazd do Wloch. Na poczatku marca 1833 roku ostatecznie sie z nim rozstala. Zorganizowala mu przeprowadzke i odwiedzila po raz ostatni w jego mieszkaniu, proponujac pomoc w spakowaniu kufra na podroz do Wloch. Przyjaciele mieli jej to za zle, przeciwnicy pisali napastliwe artykuly w pismach. "Trzy lata temu - oglasza anonimowy autor na lamach Chronique de Paris - Juliusz Sandeau mial nieszczescie zawrzec to, co sie nazywa mariazem literackim, zwiazkiem potwornym, strasznym. Kobiecie, ktora uwielbial, oddal swoj talent i nazwisko. Nie mial juz nic, kobieta wziela wszystko i chciala jeszcze wiecej. By ja zadowolic, mlody czlowiek znieksztalcil swoje nazwisko, nazwisko swego ojca! Przywlaszczyla je sobie po pierwszej ich wspolnej ksiazce wydanej pod pseudonimem i odtad uzywa go na wlasne konto, pracujac sama. Wykorzystuje jego idee do swoich kolejnych powiesci i dlatego jest dzis glosna...".

Balzak wyslal szczegolowa relacje do pani Hanskiej, zarzucajac George Sand, ze odeszla od kochanka, gdy stala sie slawna i ze zastapila go Latouche'em. Jej romans z Juliuszem Sandeau posluzyl mu za kanwe krotkiej powiesci satyrycznej Muza z zascianka, napisanej latem 1844 roku. Oboje kochankowie sa w niej sportretowani z duza doza drwiny: Stefan Lousteau jako grafoman i kobieciarz, baronowa Dina de La Baudray - jako prowincjonalna ges, ktora z dwojgiem ich dzieci wraca do starego i bogatego meza, choc marzy o karierze dramatopisarskiej.

George Sand natomiast po zawarciu kolejnej umowy wydawniczej przystapila do pracy nad Lelia. Najpierw chciala ja wydac w jednym tomie, ale poltora miesiaca pozniej powiadomila wydawce, ze materialu starczy jej na dwa tomy. Tylko na dwa? Dlaczego nie na dziesiec? W swojej autobiografii wspomina, ze zaczela pisac te powiesc spontanicznie, nie sadzac nawet, ze ja kiedys opublikuje. Nie jest to zupelnie zgodne z prawda. Po pierwsze, w Lelii rozwinela juz temat, ktory wykorzystala w jednym z wczesniejszych opowiadan; po drugie, kilka z rozdzialow powiesci oglosila w Revue des Deux Mondes, po trzecie, czytala ja glosno krytykowi Sainte-Beuve'owi w swoim mieszkaniu przy nabrzezu Malaquais. Poki jednak calosc nie ukazala sie drukiem w maju 1833 roku, pisarka nie zdawala sobie sprawy, jak bardzo sie w tym dziele odslonila. Totez w nastepnych wydaniach zastosowala daleko idaca autocenzure, wprowadzila az dwie przedmowy, a w komentarzach do Lelii podkreslala oniryczna fakture powiesci i odzegnywala sie od wszelkich podobienstw ze swoja heroina. Niemniej na poczatku 1838 roku przygotowala wersje sceniczna Lelii, wystawiona w trzech aktach z prologiem w Théâtre de la Porte-Saint-Martin. W oczach czesci krytykow powiesc byla skandalem obyczajowym. Jej autorowi (niby mezczyznie) zarzucano prostytuowanie sie literackie i czerpanie wzorow z de Sade'a; nie dosc, ze Lelia na wielu stronicach ubolewa nad brakiem seksualnego zaspokojenia, to na dodatek ma za siostre Pulcherie, ktora z pelna satysfakcja opowiada o swoich rozkoszach uprawiajac zawod kurtyzany. Gustave Planche, krytyk literacki i obronca George Sand, wyzwal na pojedynek jednego z paryskich dziennikarzy, ktory ocenil powiesc jako zbior nikczemnych i wyuzdanych mysli.

Odrzucony Sandeau wyruszyl wreszcie do Wloch w czerwcu 1833 roku. Pod koniec lipca George Sand zostala kochanka Alfreda de Musseta, ktory wprowadzil sie do jej mieszkania przy nabrzezu Malaquais. Jules i George spotkali sie - chyba po raz ostatni - poltora roku pozniej u wspolnego przyjaciela Gustave'a Pape'a.

Fragment ksiazki Renaty Gorczynskiej Rue de Seine, ktora w najblizszych dniach ukaze sie w Polsce nakladem Wydawnictwa Krakowskiego.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail