RENATA GORCZYNSKA
JULES I GEORGE
Paryska rue de Seine, laczaca bulwar Saint-Germain z nabrzezem
Sekwany, od wiekow przyciagala postacie naznaczone talentem
i pasja. Jej przyklad swiadczy, ze istnieje cos takiego,
jak geniusz miejsca.
Impulsem do relacji o losach slawnych mieszkancow rue de
Seine stal sie wspolny z nimi adres, pod ktorym Renata Gorczynska
spedzila ponad trzy lata. Zafrapowala ja ta ulica, ktora
stopniowo odslaniala swoje sekrety. Bo na parterze kamieniczki,
do ktorej autorka sie wprowadzila, lezala na marach Isadora
Duncan, a lokatorka mansardy na czwartym pietrze okazala
sie poczatkujaca pisarka, ktora przybrala pseudonim George
Sand. W najblizszym sasiedztwie tworzyli dwaj wielcy malarze
francuscy: Chardin i David, ostatnia z rodu Walezjuszy -
krolowa Margot - zbudowala sobie pod koniec zycia palac,
a Mickiewicz w wynajetym pokoiku robil korekty do Pana
Tadeusza. Obok Charles Baudelaire spalal sie w ogniu
namietnosci, a Oskar Wilde dogorywal na hanbiacym wygnaniu.
To tylko niektorzy bohaterowie paryskich opowiesci przepuszczonych
przez filtr osobisty. Przywolani sa tu w swej wielkosci
i smiesznosci, na co wskazuje tytul ksiazki, zaczerpniety
z listu Ludwika Racine'a, mieszkanca sasiedniej uliczki.
Rue de Seine staje sie tunelem prowadzacym w glab czasu,
ktory nigdy nie mija i trwa w starych murach Paryza. Na
tym polega magia tego miasta.
To sie odbylo mniej wiecej tak: w mrozny ranek czwartego
stycznia 1831 roku Aurora Dudevant wsiadla do powozu stojacego
na podjezdzie wiejskiego dworu w stylu Ludwika XV i kazala
sie wiezc do Chateauroux. Miala dwadziescia szesc lat, sniada
cere, czarne palajace oczy i ciemne dlugie wlosy z przedzialkiem
posrodku. W zlosci jej twarz tezala, stawala sie prawie
meska. Woznica przywiazal pasami przepastny kufer i zacial
konie. Gdy ruszyli, baronowa Dudevant obejrzala sie za siebie.
Nareszcie mogla zatriumfowac. Od miesiaca urzadzala mezowi
awantury i grozila: "Zadam wyplacania mi renty, wyjezdzam
do Paryza na zawsze, moje dzieci zostaja tutaj...". Pretekstu
do rozstania dostarczyl jej odkryty w szufladzie jego biurka
dokument z adnotacja "Otworzyc po mojej smierci" z lista
zarzutow pod jej adresem. Walka zakonczyla sie zawarciem
rozejmu na jej warunkach: odtad ona bedzie zyla szesc miesiecy
w roku poza domem, a drugie szesc spedzi z rodzina. Ustalili
wysokosc jej renty na czas pobytu w Paryzu: dwiescie piecdziesiat
frankow miesiecznie.
Dajmy na to, ze jadac powozem zastanawia sie kim byla,
kim jest, kim bedzie. Odjezdza z majatku, w ktorym sie wychowala
w nie skrepowanej konwenansem swobodzie. Odziedziczyla go
po smierci ukochanej babki, gdy miala siedemnascie lat.
Pochodzi z rodziny bastardow krolewskich i ksiazecych, ktorzy
wiazali sie z pieknymi metresami, kobietami z pospolstwa
i z polswiatka. Jeden z jej dziadkow byl sprzedawca ptakow
na nabrzezu Sekwany w Paryzu, drugi - starym szlachcicem
i rentierem. Jej matke, wedrowna aktoreczke podejrzanej
konduity, z corka z poprzedniego zwiazku, ojciec - podpulkownik
huzarow poslubil na miesiac przed rozwiazaniem, a cztery
lata pozniej zginal kolo wlasnego domu spadajac z konia.
Ona sama majac lat osiemnascie wyszla za maz za naturalnego
syna barona z Gaskonii, pozbawionego przez macoche spadku
po ojcu. Gdyby posluchala szczwanej matki i sporzadzila
intercyze przedslubna, po rozwodzie bylaby niezalezna finansowo.
Ale poniewaz krepowal ja taki gest nieufnosci, jej majatek
nalezy teraz do niego. Obowiazujace prawo przewiduje ponadto
kare wiezienia dla wiarolomnej zony, chyba ze maz przyjmie
ja z powrotem pod dach. Maz natomiast moze zdradzac zone
bezkarnie. Pania Dudevant, zwolenniczke rownouprawnienia
kobiety i mezczyzny w milosci, doprowadza to do furii. Znudzila
sie malzenstwem i rozczarowala do meza, ktory z dawnego
oficera przemienil sie w wiejskiego szlagona. Codziennie
sie upija, jezdzi na polowania, sypia ze sluzacymi, drzemie
nad ksiazka i nie znosi muzyki. Ona natomiast ma wyzsze
aspiracje i dlatego albo popada w stany chorobliwej melancholii,
albo sie zakochuje. Wtedy jezdzi konno do switu, a potem
pisze szalone listy z wyznaniami i zakleciami. Czasami niespodziewanie
wyrusza do pobliskiego miasteczka La Chatre, albo dalej
- do Bordeaux, do Paryza. Ale poljawne, egzaltowane romanse,
o ktorych wie cala okolica, juz jej nie wystarczaja. Mloda
kobieta o egzotycznej urodzie czuje w sobie uspiony talent
i coraz bardziej ekscytuje ja slowo artiste. Lubi
je sobie powtarzac po cichu, lecz nie bardzo wie, w jakiej
dziedzinie moglaby sie wybic. W kufrze wiezie rekopisy dwoch
powiesci, ktore szybko napisala wyraznym charakterem pisma.
Jedna nosi tytul Macocha, a druga Ukochana,
obie okropne.
W Chateauroux przesiadla sie do rozklekotanego dylizansu
pocztowego z nie domykajacymi sie drzwiami. Dobrze znala
te trase, jezdzila tedy wielokrotnie, wiec zamiast patrzec
przez okno drzemala, marzac o spelnieniu. Jeszcze nie wie,
ze ma zgubna latwosc pisania. Jest jak bezdenne zrodlo Vaucluse,
z ktorego wyplywac beda powiesci, nowele, sztuki teatralne,
proby poetyckie, dzienniki podrozy, dziennik intymny, autobiografia
i tysiace listow zebranych w siedemnastu tomach. W ciagu
jednej nocy bedzie zapelniac zamaszystym pismem trzydziesci
stronic papieru bez jednego skreslenia, swoja dzienna norme,
gaszac kolejne papierosy w szklance wody. Piec dni wystarczy
jej do napisania calego tomu. Gdy tylko skonczy jedna ksiazke,
natychmiast zabierze sie do pisania nastepnej, chocby to
byl srodek nocy. Na razie sciska w myslach dwuletnia Solange,
ktora chce sprowadzic do Paryza, gdy tylko sie troche urzadzi.
Osmioletniemu Maurycemu obiecala, ze przysle mu mundur i
czako na pocieche. Syna zostawila pod opieka zakochanego
w niej korepetytora, zeby go przygotowal do egzaminu w paryskim
liceum.
Najwazniejsze - mowi sobie - ze na poczatek ma sie gdzie
zatrzymac. Co za ironia losu - w spadku po babce otrzymala
takze palacyk w Paryzu wynajmowany zamoznym lokatorom, ale
i on prawnie nalezy do jej meza. Wymogla wiec na bracie
przyrodnim, ze na tydzien odstapi jej swoje mieszkanie paryskie,
poki nie wynajmie czegos dla siebie, ale w koncu wytargowala
sie, ze zostanie tam do marca. Brat, poczciwy pijak, w koncu
sie zgodzil, ale ostrzegl, ze za tak bagatelna sume nie
utrzyma sie w miescie. Caly ten wyjazd potraktowal jako
kaprys i przepowiedzial siostrze, ze jak niepyszna wroci
po kilku tygodniach do meza. Ale jej gwaltowna natura domaga
sie radykalnych rozwiazan. Od kilku miesiecy nie widziala
swego mlodego kochanka. Ich dotychczasowe schadzki w ogrodowym
pawilonie, w lesie, na lace pozostawily jej poczucie niedosytu.
Odtad - powtarza sobie w myslach - beda zyli jak maz i zona,
i kiedy to sobie wyobraza, czuje cieplo rozlewajace sie
po calym ciele. Wydaje sie jej, ze bedzie go kochala do
konca zycia.
Dylizans zaturkotal na paryskim bruku, wreszcie stanal.
Gdy otworzyly sie drzwiczki, baronowa Dudevant rzucila sie
w objecia czekajacego na nia kochanka. Jej cherubin nie
ukonczyl jeszcze dwudziestu lat, mial zlote loki i waska
twarz. Byl troche chuderlawy, ale ona gustowala w chlopcach
wymagajacych macierzynskiej troskliwosci. - Moj maly - szepnela
mu do ucha. Maly po kilku latach roztyl sie, wylysial i
do starosci zadreczal okrutnym odejsciem kochanki. W sumie
jednak zwiazek mu sie oplacil, bo dzieki niemu stal sie
pisarzem i wszedl do Akademii Francuskiej.
Nazywal sie Juliusz Sandeau. Zatrzymal fiakra, kazal zaladowac
kufer i zawiozl Aurore pod dobrze jej znany adres przy 31
rue de Seine. Dlatego sto szescdziesiat osiem lat pozniej
na prawo od niebieskiej bramy wejsciowej zostanie wmurowana
tablica nastepujacej tresci: "GEORGE SAND (1804-1876) mieszkala
w tym domu w 1831 roku, a nastepnie RAYMOND DUNCAN tu zalozyl
swa Akademie, dzialajaca od 1929 do 1966 roku". Ten dom
nalezal od 1823 roku do jej naturalnego brata, Hipolita
Chatirona; ich wspolny ojciec splodzil go ze sluzaca i zostawil
na wychowanie swojej matce w Nohant. Ten kolejny bastard
w rodzinie uwiodl, a potem porwal zamozna wicehrabianke
Emilie de Villeneuve. Wprawdzie jej rodzice nie pojawili
sie na ich slubie, ale nie wydziedziczyli corki, choc byla
juz w zaawansowanej ciazy. Emilia wniosla Hipolitowi w posagu
i kamieniczke przy rue de Seine, i majatek ziemski z zamkiem
Montgivray w najblizszym sasiedztwie Nohant. Baronostwo
Dudevant, przyjezdzajac do Paryza, czesto zatrzymywali sie
w mieszkaniu Chatironow, a zreszta Aurora bywala tu takze
bez meza, ostatnio w maju 1830 roku, zachwycajac sie w muzeach
Tintorettem, Rubensem, Tycjanem. Wieczorami zajmowala sie
poprzednikiem Juliusza Sandeau.
Poniewaz o tym paryskim adresie George Sand dowiedzialam
sie na dlugo przed odslonieciem tablicy, czuje sie teraz
zawiedziona, ze sekret, jaki mialam wyjawic w druku, stal
sie wlasnoscia publiczna. Na dodatek dzielilam z nia to
samo mieszkanie, jesli racje ma pani Roux w swym liscie
do mnie na temat Raymonda Duncana, pozniejszego o sto lat
wlasciciela domu pod trzydziestym pierwszym. To mnie do
niej zblizylo. Nieraz zastanawialam sie, co tu po niej moglo
zostac: ledwie wyczuwalny zapach cygar, ktore lubila palic?
Kilka czarnych dlugich wlosow, ktore wpadly w szczeline
miedzy sciana a podloga. Slady jej meskich bucikow z podkowkami
na obrzezonych drewnem kamiennych stopniach? Wedlug wszelkiego
prawdopodobienstwa Aurora/George poczela tutaj nie swoja
pierwsza powiesc, lecz drugie dziecko, i nie z mezem, lecz
z jednym z kochankow. W odniesieniu do niej ustalenie intymnych
faktow biograficznych nie nastrecza trudnosci, poniewaz
cechowal ja korespondencyjny ekshibicjonizm. W listach do
przyjaciol z upodobaniem opisywala swoje kojtusy,
jakby to dopiero dawalo jej prawdziwa przyjemnosc. Przypuszczalny
ojciec Solange nazywal sie Stefan Ajasson de Grandsagne,
pochodzil, jak Aurora, z prowincji Berry, byl hellenista
i przyrodnikiem, pracowal naukowo w jednym z paryskich muzeow.
Widywali sie w Nohant, w La Chatre, gdzie jego ojciec byl
merem, i w Paryzu, dokad baronowa wyjezdzala pod pretekstem
konsultacji z lekarzami na temat swoich niedomagan albo
opieki nad jego nadwatlonym zdrowiem, bo byl gruzlikiem
i umarl mlodo. Na podstawie jej listow do meza oraz powiernikow
mozna ustalic, ze pozna jesien do polowy grudnia 1827 roku
spedzila w Paryzu glownie w towarzystwie przyjaciela. A
najwiecej swobody miala na rue de Seine, pod nieobecnosc
brata i szwagierki. Solange przyszla na swiat 13 wrzesnia
1828 roku, wiec na uzytek Casimira Dudevanta mloda matka
twierdzila, ze urodzila corke przedwczesnie, co jej nie
przeszkadzalo nazywac ja zartobliwie "Panna Stefan", a zonaty
Ajasson wypytywany przez ciekawskich kolegow tez nie odzegnywal
sie od ojcostwa. W jej rodzinie naturalne dzieci byly naturalnym
zjawiskiem.
Juliusza Sandeau, studenta prawa na Uniwersytecie Paryskim,
poznala u znajomych w La Cha^tre 20 lipca 1830 roku, gdy
przyjechal do rodzicow na wakacje. Niesmialy, nerwowy, z
ubogiej rodziny, natychmiast zwrocil jej uwage, bo byl jej
zdaniem sliczny. Poniewaz trzymal sie z daleka od rozbawionej
grupy rowiesnikow, podeszla do niego i pierwsza wszczela
rozmowe. Zawsze sama wybierala sobie kochankow. W ciagu
kilku dni go uwiodla, lecz nie zadowolila sie sezonowym
romansem, bo potrzebowala silniejszych podniet. W pazdzierniku,
gdy on i inni mlodzi prowincjusze wrocili na studia, Aurora,
zgodnie ze swoim zwyczajem, zaczela do niego pisac zarliwe
listy, bo kochala kochac.
I teraz zamknely sie za nimi drzwi mieszkania przy 31 rue
de Seine. Dozorczyni juz wciagnela kufer, rozpalila w kominku
i wkladajac datek do kieszeni fartucha ironicznie sie usmiechnela:
no tak, baronowa Dudevant z nowym amantem. W swoim czasie
doniesie o tym baronowi. Kochankowie pospiesznie zrzucaja
ubrania i przewracaja sie na loze malzenskie Chatironow.
Z listow Aurory wiemy nawet, co jej sprawia rozkosz, gdy
kocha sie ze swoim malym Juliuszem: lubi go bic i gryzc
w trakcie namietnych pocalunkow, rozbudzac w nim krancowe
emocje, ktorym towarzysza lzy, krzyki, smiech. Ich milosc
jest halasliwa i histeryczna. Piec lat pozniej, podczas
rozprawy separacyjnej, Casimir Dudevant opisal w memorandum
zdrady zony:
"[...] Listopad 1830 r.- Przybycie pani Dudevant do Paryza,
do brata, przy ulicy Seine, gdzie gorszy swoim prowadzeniem
sie caly dom, wedlug slow odzwiernej. Pan Juliusz Sandeau.
1831 r. - Powrot do Nohant, gdzie spedza pare dni i powrot
do Paryza z wiejska dziewczyna Maria Moreau, ktora wziela
jako sluzaca. Dziewczyna ta byla swiadkiem gwaltownych klotni
z Juliuszem Sandeau, po ktorych nastepowaly uderzenia[...]".
Jesli baron cos tu pokrecil, to najwyzej daty. W listopadzie
1830 roku Aurora dopiero knula ucieczke do Paryza, a w nastepnym
roku spedzila w Nohant nie pare dni, lecz wiosne i czesc
lata, i jesien, za to glownie w towarzystwie Sandeau, piszac
z nim pieciotomowa powiesc i goszczac go w swoim lozku.
Za naduzycie erotyczne Chopina zaprzyjazniony z nia Mickiewicz
nazwie ja potem wampirem. Chuderlawy Sandeau tamtego lata
w Nohant moglby sie wyrazic podobnie, bo slanial sie z wyczerpania;
Aurora, przerazona jego stanem, podejrzewala u niego gruzlice.
Ta niepospolita kobieta odziedziczyla krzepe chyba po swym
przodku Auguscie II Sasie, ktory splodzil okolo trzystu
dzieci.
W Dziejach mojego zycia, ktore powstaly w jej latach
dojrzalych, George Sand twierdzi, ze wyjechala do Paryza
"z intencja pisania". Przemilczala namietnosc, ktora byla
dla niej niezbednym katalizatorem. Wlasciwie nie miala szczegolnie
bujnej wyobrazni, wiec kochajac jednoczesnie zbierala materialy,
a rozstajac sie miala juz gotowy schemat powiesci; wystarczylo
ja tylko napisac i przystapic do nastepnego romansu, najpierw
w zyciu, potem na papierze. Pomijam tu wiejskie obrazki
jej piora, ale i w tym wypadku nie potrzebowala wiele zmyslac;
wystarczylo posiedziec kilka miesiecy w Nohant. Poniewaz
nie stosowala zadnej selekcji i pragnela wszystko przeksztalcic
w literature, jest dzis powszechnie znana z nazwiska, ale
rzadko czytana pisarka. Intryguje zas jako wzor niezaleznej
kobiety.
"Kobiety moga zrobic cos wybitnego tylko spiac z wieloma
mezczyznami i niejako wysysajac ich duchowo: pani Sand,
pani de Staël. Mysle, ze niepodobna znalezc kobiety
cnotliwej, ktora jako inteligencja warta bylaby zlamanego
szelaga. Dziewice nigdy nic nie stworzyly".
Po przyjezdzie w styczniu 1831 roku do Paryza Aurora Dudevant
zsumowala, co potrafi. Umiala rysowac glowki, wiec wyobrazala
sobie, ze moglaby malowac akwarelami portreciki na zamowienie.
Siedzialaby, dajmy na to, na Pont des Arts i zaczepiala
przechodniow, ktorzy pozowaliby jej za kilkanascie frankow.
Ale - jak slusznie zauwazyla - w Paryzu, miescie glodnych
malarzy, znajda sie setki konkurentow rysujac na poczekaniu
za piec frankow. Zrezygnowala wiec z pomyslu i zabrala sie
do zdobienia tabakierek i pudelek na cygara, liczac na ich
sprzedaz w sklepie z bibelotami. Dziwne to zajecie dla osoby,
ktorej prababka dostala od marszalka de Saxe zlota tabakiere
i portret jego matki, Aurory de Königsmark, przechowywane
w Nohant jak relikwie. Na dodatek zajecie nieoplacalne,
bo baronowa za duzo wydawala na material i farby, nie liczac
czasu spedzonego nad malowaniem miniaturowych ptaszkow i
ornamentow. Wystarczyloby tego na suchy chleb. Starala sie
o prace w Bibliotece Mazariniego, ale nie mogla zniesc panujacego
tam zimna. Myslala o przekladach literackich, bo przez dwa
lata uczyla sie na pensji w klasztorze, gdzie angielski
byl jezykiem wykladowym. Ogarnely ja jednak uzasadnione
skrupuly. Razem z Juliuszem Sandeau napisala wiec artykul
do Revue de Paris, wydrukowany pod jego nazwiskiem.
Odwiedzila wplywowego literata i krytyka Hiacynta Latouche'a,
do ktorego otrzymala liscik polecajacy od ich wspolnej znajomej
z La Chatre. 15 stycznia 1831 roku przeczytala mu na glos
swoj romans Ukochana. Latouche cierpliwie sluchal
i po skonczonej lekturze zapytal ja o sytuacje rodzinna.
Maz? Dzieci? Radzil, zeby jak najszybciej do nich wrocila
i zapomniala o karierze literackiej. Autorka nie dawala
sie zniechecic, byla gotowa poprawiac rekopis az do skutku.
Zniszczyla go dopiero po kilku latach, uswiadamiajac sobie,
ze jest rzeczywiscie okropny.
Sklonila jednak Latouche'a, od niedawna wlasciciela pisma
satyrycznego Le Figaro, zeby wyprobowal jej sil w
dziennikarstwie. Odtad przychodzila do redakcji mieszczacej
sie w jego salonie przy nabrzezu Malaquais. Pod koniec pierwszego
miesiaca otrzymala kilkanascie frankow honorarium. Najwiecej
klopotow sprawial jej lakoniczny styl, wiec gdy jej koledzy
konczyli teksty, ona, ze swoja sklonnoscia do rozlewnej
prozy, dopiero zaczynala zaczynac. W marcu 1831 roku zlosliwy
pod adresem rezimu felieton jej autorstwa spowodowal konfiskate
calego numeru Figaro. Aurora Dudevant triumfowala;
gdyby na dodatek ja aresztowano, bylaby zachwycona. Buntownicza
z natury, chlonela Paryz po rewolucji lipcowej, upajala
sie wydarzeniami politycznymi, odwiedzala pania Récamier,
zeby spotkac w jej salonie epokowe slawy, wybrala sie na
koncert Paganiniego i obejrzala w Palacu Luksemburskim wystawe
malarska polaczona ze zbiorka na rzecz rannych w rewolucji.
Nocami kochala sie glosno, urzeczona wolnym zwiazkiem.
Tej zimy w Paryzu zaczela sie tez nosic po mesku. W Dziejach
mojego zycia pisze, ze namowila ja do tego matka, ktora
w mlodosci czesto towarzyszyla przyszlemu mezowi przebrana
za chlopca; w ten sposob oszczedzala na garderobie i zapewniala
sobie wygode ruchow. Aurora jeszcze jako podlotek w Nohant
lubila jezdzic konno i wloczyc sie po okolicy w plociennej
chlopskiej bluzie i w spodniach. Bawilo ja, gdy miejscowe
panny zalotnie sie usmiechaly, biorac ja za mlodzienca.
Totez bez wahania zamowila sobie dlugi surdut z szarego
sukna, w tym samym kolorze pantalony i kamizelke oraz grube
krawaty z welny. Najbardziej cieszyla ja moznosc zrzucenia
spiczastych pantofli i noszenia odtad solidnych butow z
klamrami i guzami, wygodnych na paryskich brukach. Zastanawiam
sie, co robila ze swymi pieknymi wlosami, gdy zdejmowala
kapelusz, rowniez w szarym kolorze. Moze nie potrzebowala
ich chowac, skoro romantyczni artysci byli dlugowlosi. Sciela
je na krotko dopiero po rozstaniu z Alfredem de Musset i
wyslala pukle kochankowi. Wmowila rodzinie i przyjaciolom,
ze chodzi ubrana po mesku, zeby unikac zaczepek i dostawac
sie na tansze miejsca do teatru, bo dla kobiet przeznaczono
drozsze loze i balkon, a na parterze siedzieli sami mezczyzni.
Ale coraz czesciej ubierala sie tak na co dzien. Do Pinsona,
swojej ulubionej restauracji w sasiedztwie rue de Seine,
raz przychodzila w stroju kobiecym, raz w meskim. Zbity
z tropu wlasciciel juz nie wiedzial, czy zwracac sie do
niej Madame czy Monsieur. A ja coraz bardziej bawila dwuznacznosc
sytuacji, czula sie w przebraniu jak student pierwszego
roku, mlodszy kolega Juliusza Sandeau. Z pewnoscia ujawniala
w ten sposob meska czesc natury, lecz zarazem stwarzala
ekstrawagancka postac ze swiata literackiego, prowokujac
plotki i dochodzenia. To mistrzowskie posuniecie przynioslo
jej slawe daleko wieksza, niz zasluguja na to jej niezliczone
powiesci i sztuki teatralne. Wlasciwie najbardziej interesujaca
indywidualnoscia wykreowana przez nia jest ona sama, a najlepsza
z jej ksiazek jest jej autobiografia, choc tez mocna zafalszowana.
Bracia Goncourt odnotowali w swoim Dzienniku z grudnia
1868 roku:
"Bylismy, zwlaszcza jeden z nas, niesprawiedliwi, jesli
idzie o talent pani Sand. Przeczytalismy dwadziescia tomow Historii mojego zycia. Posrod wyspekulowanej gadaniny
sa tu obrazy cudowne, bezcenne wiadomosci o formowaniu sie
wyobrazni pisarskiej, porywajace rysunki charakterow, sceny
opowiedziane z prostota, jak pelna lagodnego heroizmu, bardzo
osiemnastowieczna smierc jej babki i paryska smierc jej
matki, ktore budza podziw i wzruszaja do lez.
Jest to wielki dokument - niestety rozwodniony - psychologii
i analizy, gdzie talent pani Sand, jej malujaca pamiec zdumiewa
i zaskakuje prawda, obserwacja innych i siebie".
Od chwili przyjecia pseudonimu George Sand z upodobaniem
mowila o sobie uzywajac meskich koncowek rodzajowych. Jest
w tym cos z intelektualnego hermafrodyty.
Jeszcze kilka lat przedtem, tkwiac w Nohant, gotowa byla
isc na kleczkach na spotkanie z Balzakiem. Teraz oboje z
Juliuszem Sandeau poznali go dzieki Latouche'owi. Pisarz
rozczulil sie para mlodych ludzi sklonnych do wielkich wyrzeczen
w imie milosci i literatury. Postanowil pomoc Sandeau w
karierze literackiej. "Ten Balzak to mily chlopak" - napisala
z tej okazji Aurora do jednego z przyjaciol. Niedoscigly
mistrz w ciagu kilku miesiecy zostal zdegradowany do roli
uczynnego kolegi. I choc nie udalo sie jej opublikowac ani Macochy, ani Ukochanej, przekonala wydawce
paryskiego Renaulta do podpisania umowy na Roze i Blanke,
po 125 frankow za kazdy z pieciu tomow oraz piecset frankow
po zlozeniu calosci. W kwietniu 1831 roku wyjechala na kilka
miesiecy do Nohant, zeby zajac sie dziecmi i pisaniem.
André Maurois w biografii George Sand pisze, ze
"serce zostawila w mieszkaniu przy ulicy de Seine", cytujac
na dowod jej list do przyjaciela, Emila Régnault,
z lirycznym wspomnieniem zostawionego w Paryzu kochanka
i z opisem widoku z okna ich pokoiku. Widac stamtad pomnik
Henryka IV i stare maszkarony Pont-Neuf. Niestety, z zadnego
okna kamieniczki pod numerem 31 przy rue de Seine nie mogla
ogladac tych zabytkow. Natomiast wiadomo, ze wiosna Juliusz
Sandeau zamieszkal pod numerem 21. przy nabrzezu Grands-Augustins,
gdzie znajdowal sie hotel z umeblowanymi pokojami; pod ten
adres Balzak wyslal do niego list datowany 6 maja 1831 roku.
Dosc dokladny opis tego wnetrza autorka podala w swojej
powiesci Horace, wydanej w 1842 roku. Skladalo sie
ono z trzech nieduzych pomieszczen na ostatnim pietrze (trzeba
sie bylo wspinac po dziewiecdziesieciu dwoch stopniach)
i kosztowalo niespelna 300 frankow rocznie. Jules Sandeau
w wydanej w 1839 roku powiesci Marianna, poswieconej
milosci ich obojga, wspomina to samo miejsce - izdebke na
ostatnim pietrze, dokad prowadzily waskie, krecone schody,
po ktorych biegli jak szaleni. Pokoj nie mial dywanow ani
tapet, a jego jedyna ozdoba byly doniczki z kwiatami. Czyli
mieszkanie Chatironow przy rue de Seine, z cala pewnoscia
elegantsze i obszerniejsze (bo niby dlaczego wlasciciele
kamienicy mieliby sie gniezdzic w lichej mansardzie), bylo
dla nich obojga chwilowym adresem, gdyz Aurora Dudevant
przypuszczalnie nie goscila w nim nawet przyrzeczonych jej
przez brata kilku miesiecy. Mogla obawiac sie niezrecznego
in flagranti na wypadek niespodziewanej wizyty meza lub
mieszkajacej w Paryzu matki, na co wskazuje jej kolejny
list do przyjaciela, obarczonego obowiazkiem szukania dla
niej nowego lokum w maju 1831 roku. Nie wystarcza jej jeden
pokoj na Wyspie Swietego Ludwika, bo w razie czego nie mialaby
gdzie schowac kochanka. Marzy o mieszkaniu-kryjowce, z tajnym
pokoikiem w glebi i z dwoma wyjsciami. Wreszcie decyduje
sie wynajac znaleziona przez niego nie umeblowana mansarde
na piatym pietrze na nabrzezu Saint-Michel pod dwudziestym
piatym, w naroznej kamienicy przy placu Saint-Michel. W Dziejach mojego zycia pisze, ze nigdy nie pociagal
jej Paryz cywilizowany, lecz Paryz przeszlosci, malowniczy
i poetycki jak z powiesci Wiktora Hugo, z niebem, rzeka,
chmara jaskolek i spatynowanymi dachami. Ta kamienica juz
nie istnieje, zostala wyburzona, a na jej miejscu stoi nowy
dom. Niemniej mozna ja zobaczyc na pochodzacym z 1833 roku
pejzazu Corota Widok na Sekwane z Pont-Neuf. Z balkonu
mansardy rozciaga sie wspanialy widok na katedre Notre-Dame,
wieze swietego Jakuba, Sainte-Chapelle.
W polowie lipca 1831 roku Aurora wrocila do Paryza i postanowila
urzadzic mieszkanie. Musiala sie zapozyczyc na tysiac frankow
u paryskich znajomych, zeby zaplacic najpilniejsze rachunki
u tapicera i stolarza. Meble miala poczatkowo sprowadzic
z Nohant, ale w koncu zamowila je na miejscu. Sa z wisni
i z orzecha - doniosla mezowi, podkreslajac, jak skromnie
tu zyje. Domagala sie od niego splacenia zaciagnietych dlugow.
W kawiarni mieszczacej sie na parterze jej kamienicy chciala
wystawic na sprzedaz portret swojej dozorczyni, ale poniewaz
nie uchwycila podobienstwa, zlekla sie utraty potencjalnej
klienteli. W sierpniu poszla na premiere nowego dramatu
Wiktora Hugo Marion de Lorme z Marie Dorval w roli
tytulowej. Urzekla ja ta wspaniala aktorka - zona miernego,
lecz plodnego dramaturga, autora stu dwudziestu sztuk, bedaca
rowniez kochanka Alfreda de Vigny i matka trzech corek z
poprzedniego zwiazku. Zaprzyjaznila sie z nia po wydaniu
powiesci Indiana. W Dziejach mojego zycia poswiecila jej osobny rozdzial; biografowie George Sand
przypuszczaja, ze obie kobiety laczyla przyjazn erotyczna
i dlatego zazdrosny de Vigny zakazywal kochance spotykac
sie z przyjaciolka. Pozostanie to naszym domyslem, bo dowodow
na to nie ma.
We wrzesniu 1831 roku Aurora Dudevant przyjechala do Nohant,
zeby dokonczyc z Juliuszem Sandeau pisanie Rozy i Blanki,
czyli aktorki i zakonnicy. Pracowita kochanke zaniepokoilo
jego lenistwo i niezbornosc, tym bardziej ze do powiesci
o dwoch siostrach wniosla duzo wiecej niz on. W watku Blanki
wykorzystala wlasne obserwacje o zyciu w klasztorze, od
matki zebrala wiadomosci o egzystencji wedrownych aktorow,
niezbedne do stworzenia postaci Rozy. Nadal kochala swego
literackiego wspolnika, ktory nocami wspinal sie do jej
sypialni na pierwszym pietrze, zostawiajac na czatach kolege,
ale marzyl sie jej jakis falanster, zycie we czworke z dwoma
ich wspolnymi przyjaciolmi. W pazdzierniku Juliusz wrocil
do Paryza, natomiast Aurora zwlekala i przybyla dopiero
w listopadzie, powiadomiona o jego chorobie. Miesiac pozniej
ukazala sie ich jedyna wspolna ksiazka, podpisana - J. Sandeau
- naiwny i rozgadany utwor dwojga dyletantow w rzemiosle
pisarskim, wyrozniajacy sie sposrod konwencjonalnych romansow
moze nieco wieksza smialoscia obyczajowa. Najbardziej zaskakujacy
jest final ich eksperymentu erotyczno-literackiego: oboje
beda sie od tej ksiazki odzegnywac, chociaz dzieki niej
zostali pisarzami. George Sand zanotuje: "To nie jest moje
i nie jest o mnie", niemniej wznowi ja dwa lata po pierwodruku
z licznymi zmianami, natomiast Sandeau juz nigdy nie wyda
jej powtornie pod swoim nazwiskiem. Gdy sie rozstana, wspolautorka
zrzeknie sie praw do debiutu na rzecz wspolautora. Po latach
Balzak nazwie George Sand najwieksza pisarka Europy, a Juliusz
Sandeau zostanie przyjety w 1858 roku do Akademii Francuskiej.
Literat to bardzo podejrzane zajecie.
Z okazji wydania Rozy i Blanki baron Dudevant przyjechal
na kilka dni do Paryza, ale nie zatrzymal sie w mansardzie
na piatym pietrze. Zostal tam zaproszony na kolacje, potem
oboje panstwo poszli do teatru. Na odjezdnym sprawil zonie
kosztowna suknie, a ona odwzajemnila mu sie zapowiedzia
wlasnorecznie haftowanych kapci i wypytywala w liscie o
rozmiar jego stopy. Znamienna jest jej emancypacja z jednoczesna
sklonnoscia do robotek recznych, wiara w utopijny socjalizm
z potrzeba posiadania, poczucie wznioslosci moralnej z pociagiem
do duzo mlodszych kochankow, wobec ktorych grala role erotycznej
matki. W kazdym razie maz i zona rozstali sie ze wzajemna
sympatia. Ukrywany Juliusz wrocil, Aurora heroicznie obywala
sie bez sluzacej, sama prala i prasowala, a posilki zamawiala
z dostawa do domu, placac za nie dwa franki. Stale odwiedzali
ich przyjaciele, zagladal tu rowniez Balzak, ktory wciagal
swoj gruby brzuch sapiac na schodach. W listach do Eweliny
Hanskiej czesto donosil o losach tej pary; a gdy kochankowie
sie rozstana, wezmie strone Juliusza i bedzie go nawet finansowal,
zeby zachecic do powtornego debiutu literackiego. Pani Hanskiej
spodoba sie natomiast tworczosc George Sand i poprosi Balzaka
o przyslanie jej autografu.
Zime baronowa spedzila znowu w Nohant, a kiedy wiosna 1832
roku wrocila na nabrzeze Saint-Michel, przywiozla ze soba
3,5-roczna Solange oraz nowa powiesc, ktora zatytulowala Indiana. Juliusza wstrzasnela jej plodnosc pisarska,
bo dziecko powital z radoscia. Czytajac rekopis zdal sobie
sprawe, ze kochanka juz nie potrzebuje literackiego wspolnika.
Pozostawala do rozstrzygniecia sprawa pseudonimu. "J. Sandeau"
juz zyskal pewien rozglos. Drobne artykuly i recenzje Aurora
Dudevant podpisywala "Georges", wiec teraz przybrala takie
imie, rezygnujac z koncowego "s", a nazwisko kochanka skrocila
za rada Latouche'a o ostatnie trzy samogloski. Indiana w czterech tomach wyszla drukiem w maju 1832 roku. Pierwszy
egzemplarz powiesci George Sand dostala od wydawcy w trakcie
wizyty Latouche'a w jej mansardzie. Krytyk podejrzewal,
ze ksiazka jest mimowolnym pastiszem Balzaka, ale po nocy
spedzonej na jej lekturze napisal do autorki pelen zachwytu
liscik, nie wahajac sie nazwac powiesci arcydzielem. Wszystko
mu sie spodobalo: temat, rozwiniecie akcji, poezja, prostota,
znajomosc duszy. W jego najglebszym przekonaniu Indiana postawila ja na czele wspolczesnych pisarzy, zadna piszaca
kobieta nie rownala sie z nia talentem, a Balzak i Mérimée
mogli jej tylko pozazdroscic.
Rzeczywiscie, powiesc zostala dobrze przyjeta przez krytyke
w kilkunastu wplywowych pismach literackich i doskonale
sie sprzedawala. W Dziejach mojego zycia George Sand
twierdzi, ze pisala ja bez zadnego planu i ze tytulowa postac
nie ma z nia nic wspolnego, bo ona sama - wyjasnia dosc
naiwnie - nie jest ani tak piekna, ani tak kochana przez
innych. Natomiast glowna idea Indiany - protest przeciwko
tyranii, ktora w srodowisku domowym uosabia mezczyzna, byla
jej wyjatkowo bliska. W gruncie rzeczy pisarka obdarowala
bohaterke powiesci swoja glowna cecha: buntowniczym dazeniem
do wolnosci i do milosci. Urodziwa Kreolka imieniem Indiana
nie znajduje spelnienia ani w malzenstwie z gburem i prostakiem
duchowym, ani w romansie ze zmyslowym kochankiem. Dopiero
prawdziwe braterstwo dusz osiaga w zwiazku z brytyjskim
kuzynem, ktory zawozi ja na wyspe Bourbon, dzis Reunion,
gdzie sie wychowala. Az trudno uwierzyc, ze Balzak po przeczytaniu Indiany oglosil panegiryk pod adresem George Sand.
Ale nie mozna pisarce odmowic daru portretowania romantycznej
psychiki i zmyslowosci kobiety. Pod tym wzgledem w Lelii,
swej najbardziej bulwersujacej powiesci, poszla duzo dalej,
bo przedstawila impotencje erotyczna kobiety, ktora nie
odczuwa zaspokojenia w akcie milosnym i dlatego szuka nowych
kochankow, oddajac sie w wyobrazni "niewidzialnej rozwiazlosci".
W lipcu 1832 roku George Sand zawarla umowe na kolejna
ksiazke, Walentyna, i dostala tytulem zaliczki 2400
frankow, a Revue des Deux Mondes chcialo drukowac
jej nowele. Kontynuowanie literackiej spolki stalo sie niemozliwe
nie tylko z powodu obolalej ambicji Juliusza Sandeau, ale
i roznic estetycznych obojga. Co jedno z nich napisalo,
drugie natychmiast kreslilo i przerabialo. Coraz czesciej
pilna George Sand wolala spedzac noce przy biurku niz we
wspolnym lozku. Zabawa w meza i zone zaczynala ja nudzic,
choc ciagle jeszcze oboje chodzili z Solange na spacery
do Ogrodu Luksemburskiego. Poniewaz niespodziewanie stala
sie zamozna, zaczela coraz bardziej odczuwac niewygody poddasza
na piatym pietrze. Na dodatek w miescie wybuchla epidemia
cholery. Z okien mieszkania przy nabrzezu Saint-Michel George
Sand widziala budynek kostnicy, do ktorego straz miejska
codziennie zwozila kilkaset zwlok. W jej kamienicy umarlo
kilka osob. Ze wzgledu na Solange chciala wyjechac, ale
przyjaciele ostrzegli ja, ze podroz moze byc bardziej niebezpieczna
niz pozostanie na miejscu. Sandeau dalej cierpial na niemoc
tworcza, czym narazil sie na drwiny kochanki. Okazal sie
jej zbedny.
Tymczasem Latouche postanowil wyniesc sie na stale pod
Paryz i zaproponowal przyjaciolce swoje mieszkanie pod dziewietnastym
przy nabrzezu Malaquais, w jej mniemaniu palac w porownaniu
z zajmowana przez nia mansarda. George Sand czula sie tam
troche jak na wsi, bo okna trzeciego pietra wychodzily na
dziedziniec zarosniety starymi drzewami, w ktorych swiergotaly
szpaki. W sierpniu wyjechala do Nohant, gdzie napisala dwutomowa Walentyne - rozgrywajacy sie w prowincji Berry romans
zameznej szlachcianki z synem dzierzawcy, zakonczony melodramatem.
Kiedy w pazdzierniku wrocila do Paryza, postanowila zerwac
z Juliuszem. Podawala rozne powody: koniecznosc pracy w
samotnosci, niewiernosc kochanka, jej obowiazki jako matki,
bo Maurycy mial przyjechac na nauke do Paryza. Sandeau rozpaczal,
robil sceny, probowal nawet popelnic samobojstwo. W grudniu
George Sand przeniosla sie do dawnego mieszkania Latouche'a,
a kochankowi wynalazla studio przy rue de l'Universite.
Pragnac sie od niego uwolnic zalatwila mu paszport i sfinansowala
wyjazd do Wloch. Na poczatku marca 1833 roku ostatecznie
sie z nim rozstala. Zorganizowala mu przeprowadzke i odwiedzila
po raz ostatni w jego mieszkaniu, proponujac pomoc w spakowaniu
kufra na podroz do Wloch. Przyjaciele mieli jej to za zle,
przeciwnicy pisali napastliwe artykuly w pismach. "Trzy
lata temu - oglasza anonimowy autor na lamach Chronique
de Paris - Juliusz Sandeau mial nieszczescie zawrzec
to, co sie nazywa mariazem literackim, zwiazkiem potwornym,
strasznym. Kobiecie, ktora uwielbial, oddal swoj talent
i nazwisko. Nie mial juz nic, kobieta wziela wszystko i
chciala jeszcze wiecej. By ja zadowolic, mlody czlowiek
znieksztalcil swoje nazwisko, nazwisko swego ojca! Przywlaszczyla
je sobie po pierwszej ich wspolnej ksiazce wydanej pod pseudonimem
i odtad uzywa go na wlasne konto, pracujac sama. Wykorzystuje
jego idee do swoich kolejnych powiesci i dlatego jest dzis
glosna...".
Balzak wyslal szczegolowa relacje do pani Hanskiej, zarzucajac
George Sand, ze odeszla od kochanka, gdy stala sie slawna
i ze zastapila go Latouche'em. Jej romans z Juliuszem Sandeau
posluzyl mu za kanwe krotkiej powiesci satyrycznej Muza
z zascianka, napisanej latem 1844 roku. Oboje kochankowie
sa w niej sportretowani z duza doza drwiny: Stefan Lousteau
jako grafoman i kobieciarz, baronowa Dina de La Baudray
- jako prowincjonalna ges, ktora z dwojgiem ich dzieci wraca
do starego i bogatego meza, choc marzy o karierze dramatopisarskiej.
George Sand natomiast po zawarciu kolejnej umowy wydawniczej
przystapila do pracy nad Lelia. Najpierw chciala
ja wydac w jednym tomie, ale poltora miesiaca pozniej powiadomila
wydawce, ze materialu starczy jej na dwa tomy. Tylko na
dwa? Dlaczego nie na dziesiec? W swojej autobiografii wspomina,
ze zaczela pisac te powiesc spontanicznie, nie sadzac nawet,
ze ja kiedys opublikuje. Nie jest to zupelnie zgodne z prawda.
Po pierwsze, w Lelii rozwinela juz temat, ktory wykorzystala
w jednym z wczesniejszych opowiadan; po drugie, kilka z
rozdzialow powiesci oglosila w Revue des Deux Mondes,
po trzecie, czytala ja glosno krytykowi Sainte-Beuve'owi
w swoim mieszkaniu przy nabrzezu Malaquais. Poki jednak
calosc nie ukazala sie drukiem w maju 1833 roku, pisarka
nie zdawala sobie sprawy, jak bardzo sie w tym dziele odslonila.
Totez w nastepnych wydaniach zastosowala daleko idaca autocenzure,
wprowadzila az dwie przedmowy, a w komentarzach do Lelii podkreslala oniryczna fakture powiesci i odzegnywala sie
od wszelkich podobienstw ze swoja heroina. Niemniej na poczatku
1838 roku przygotowala wersje sceniczna Lelii, wystawiona
w trzech aktach z prologiem w Théâtre de la
Porte-Saint-Martin. W oczach czesci krytykow powiesc byla
skandalem obyczajowym. Jej autorowi (niby mezczyznie) zarzucano
prostytuowanie sie literackie i czerpanie wzorow z de Sade'a;
nie dosc, ze Lelia na wielu stronicach ubolewa nad brakiem
seksualnego zaspokojenia, to na dodatek ma za siostre Pulcherie,
ktora z pelna satysfakcja opowiada o swoich rozkoszach uprawiajac
zawod kurtyzany. Gustave Planche, krytyk literacki i obronca
George Sand, wyzwal na pojedynek jednego z paryskich dziennikarzy,
ktory ocenil powiesc jako zbior nikczemnych i wyuzdanych
mysli.
Odrzucony Sandeau wyruszyl wreszcie do Wloch w czerwcu
1833 roku. Pod koniec lipca George Sand zostala kochanka
Alfreda de Musseta, ktory wprowadzil sie do jej mieszkania
przy nabrzezu Malaquais. Jules i George spotkali sie - chyba
po raz ostatni - poltora roku pozniej u wspolnego przyjaciela
Gustave'a Pape'a.
Fragment ksiazki Renaty Gorczynskiej Rue de Seine, ktora w najblizszych dniach ukaze sie
w Polsce nakladem Wydawnictwa Krakowskiego.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |