Granice wrazliwosci
Z krytykiem literackim Ryszardem Matuszewskim rozmawia
Halina Barbara Klein
Halina Barbara Klein: - Nalezy Pan do grona krytykow,
ktorzy kariere literacka zaczynali jako poeci. W imie czego
zrezygnowal Pan z tworzenia poezji na rzecz pisania o niej?
Ryszard Matuszewski: - Mlody czlowiek, w wieku lat
kilkunastu, w ktorym zazwyczaj pod wplywem lektur budzi
sie wrazliwosc na poezje, przewaznie reaguje na to tak,
ze sam zaczyna pisac wiersze. Czasem bywa zakochany, co
go dodatkowo poetycko uskrzydla. Pozniej to na ogol mija.
Zwlaszcza, jezeli nagle spostrzega, ze prawdziwa poezja
naprawde wymaga wielkich skrzydel. A srednim poeta byc nie
warto.
- W latach 30. byl Pan wspolzalozycielem artystycznego
Klubu "S"; pod jego auspicjami, wspolnie z Janem Kottem
i Wlodzimierzem Pietrzakiem opublikowal Pan tom wierszy.
Jaka atmosfera towarzyszyla poetom tamtych lat?
- Mlodzienczej przyjazni, czasem troche mlodzienczego wspolzawodnictwa.
Poza tym czulismy, ze przed kazdym z nas stoi pewien wybor.
Poeci tamtych lat dzielili sie na kilka szkol zawziecie
sie zwalczajacych. Odwiedzajacy nas w Klubie "S" apostolowie
poezji awangardowej, Tadeusz Peiper i Julian Przybos mowili,
ze z takiego np. Tuwima pozostana kiedys moze dwa, a moze
trzy wiersze. Tuwim zas napisal na awangardowych poetow
fraszke:
Szkoda papieru
I atramentu
Tudziez peiperu
I putramentu
(Jerzy Putrament w mlodosci tez byl awangardowym poeta).
- Krytyka literacka sprzezona jest z wiedza o literaturze.
I nie tylko. "Potrzeba tez osobowosci, ktore rozumieja poezje
jako wlasne intymne doswiadczenie, a nie zespol slow, ktore
mozna opisac wychodzac od regul. Malo jest takich osobowosci.
Krytyka jest rownie trudna jak poezja. Nikt nie podejmuje
ryzyka. I pewne typy ryzyka sa zakazane" ("Od antyku do
dzis czlowiek jest ten sam" - z rozmowy H.B.Klein z Jackiem
Trznadlem, poeta i krytykiem, marzec 1975 r.). Co Pan sadzi
o tej opinii Trznadla?
- Wsrod krytykow zawsze byli tacy, ktorych stosunek do
literatury okreslaly przede wszystkim pewne reguly wiedzy
humanistycznej. Ksztaltowaly ich na ogol studia polonistyczne.
I byli inni, ktorzy pisali o literaturze powodowani zachwytem,
miloscia, albo po prostu pasja. To, co czytali, konfrontowali
z wlasnym idealem literatury. Mieli pretensje, ze lektura
z ich idealem sie nie zgadza.
Czy krytyka jest rownie trudna jak poezja? Nie wiem, to
sa zupelnie rozne rodzaje "trudnosci".
- W latach 1946-1950 byl Pan czlonkiem redakcji legendarnego
tygodnika "Kuznica". Jakie to byly czasy dla poetow i krytykow?
- Inicjatorami stworzenia Kuznicy byli ludzie pelni
- zwlaszcza na poczatku - nadziei i wiary, ze nadadza zyciu
kulturalnemu w powojennej Polsce kierunek rozwoju odpowiadajacy
ich zapatrywaniom. Wierzyli, jak sie potem okazalo dosc
naiwnie, ze dzialaja w Polsce, ktora - pomimo nieuniknionej
zaleznosci politycznej od ZSRR - bedzie Polska socjalistyczna
wedlug ich wyobrazen, realizujaca idee spolecznej sprawiedliwosci,
rozszerzajacej dostep do gleboko pojetej kultury. Wierzyli,
ze uda im sie ograniczyc stopien zaleznosci od Rosji sowieckiej.
W miare lat nadzieje na samodzielnosc slably, bo stopien
ingerencji sowieckiej we wszystkie dziedziny zycia w Polsce,
a wiec takze i w sprawy kultury, wzrastal. Momentem utracajacym
wlasciwie wszelkie nadzieje na samodzielnosc w zyciu kulturalnym
bylo proklamowanie przez wladze w roku 1949 tzw. realizmu
socjalistycznego jako obowiazujacej - takze i w Polsce -
"metody" tworzenia dla artystow wszelkich dziedzin.
- Kazda opinia - recenzja krytyka literackiego jest jednoczesnie
potwierdzeniem jego tworczej tozsamosci. Czy zdarzylo sie
Panu w ocenach tworczosci innych nie byc soba? A jesli tak
- pod jaka presja?
- Wlasnie lata 1949-1954 byly okresem, w ktorym powstal
taki rodzaj psychicznej presji oddzialujacej na ludzi piora
pragnacych aktywnie pracowac w swoim zawodzie. Kiedy sie
to ocenia z dzisiejszej perspektywy - trzeba mowic w pewnych
przypadkach o utracie tozsamosci tworczej. Zdecydowana wiekszosc
polskich pisarzy, i to niekiedy bardzo wybitnych, jezeli
chciala wtedy publikowac, musiala isc na rozne kompromisy.
Bywalo, ze stawaly sie one w praktyce utrata tozsamosci.
Gdy czytam dzis pewne moje teksty z tamtego okresu, musze
stwierdzic, ze i mnie to w jakims stopniu dotknelo. Wyrazalo
sie to nawet niekoniecznie w tresci, czasem po prostu w
dretwocie stylu, ktorym sie nasiakalo. Wtedy nie zdawalem
sobie z tego sprawy. Wydawalo mi sie na przyklad, ze jezeli
nie pisze panegirykow na czesc Stalina czy Bieruta, co i
wtedy uwazalem za cos niesmacznego, a tylko ulegam obowiazujacej
linii partii w ocenach estetycznych (np. oceniam negatywnie
utwory, ktore nie spelniaja wymogow realizmu), nie czynie
niczego nagannego. Zaraz po wojnie glosilismy w Kuznicy postulat realizmu po prostu jako nieodwracania oczu od rzeczywistosci;
jako dazenie, by literatura stala sie dokumentem przezytej
przez nas, straszliwej, ale i godnej utrwalenia piorem epoki.
Oczywiscie w poezji pojecie realizmu nie ma w ogole sensu.
Wtedy chodzilo o to, aby cala tworczosc wszystkich poetow
byla politycznie zaangazowana "po stronie socjalizmu", co
w praktyce znaczylo traktowanie jej jako narzedzia politycznej
propagandy.
Przeciwko temu najszybciej zrodzil sie opor. Juz w roku
1952 buntowalismy sie przeciwko niedocenianiu w poezji czynnika
wyobrazni czy humoru, a takze przeciw traktowaniu calej
strefy prywatnosci w liryce jako "estetyzmu". Zaczelo sie
od prob obrony poetow, ktorym co prawda zarzucano ow estetyczny
"formalizm", ale ktorzy w pewnych swoich wierszach wyraznie
manifestowali pozytywny stosunek do wladz, ustroju czy rzeczywistosci
w ogole. Tak bylo z Konstantym Ildefonsem Galczynskim, Jaroslawem
Iwaszkiewiczem. Staremu Leopoldowi Staffowi zaliczono na
plus ogolna afirmacje swiata. Boleslaw Lesmian dluzej przebywal
w "czysccu", ale po pazdzierniku 1956 r. i jego odwojowano,
a nawet doczekal sie uznania, ktorego nie mial za zycia.
Zrozumiano, ze spoleczne zaangazowanie poezji nie moze byc
wymuszone, ze to smierc poezji. Co wiecej, za Gomulki przyszedl
czas, ze wladze wolaly zdecydowanie poetow estetyzujacych
niz tzw. zaangazowanych, bo ci sprawiali klopot: byli zaangazowani,
ale nie po tej stronie co trzeba. Po prostu zaczal sie bunt.
- Panski ulubiony poeta Czeslaw Milosz, napisal: "...we
wlasnym zyciu nie wolno poddawac sie rozpaczy z powodu naszych
bledow i grzechow, poniewaz przeszlosc nie jest zamknieta
i otrzymuje sens nadany jej przez nasze pozniejsze czyny"
(wiersz "Czego nauczylem sie od Jeanne Hersch" z tomu "To").
Co moglby Pan nazwac bledem lub grzechem w swojej karierze
literackiej?
- Moim bledem i grzechem na przelomie lat 40. i 50. bylo
przyjecie postawy, ktora dzis okreslilbym jako postawe grzecznego
i poslusznego ucznia rezimu. Bylem dorosly i nie powinienem
byl ulegac argumentom nawet przyjaznych mi ludzi, ktorzy
swoja niewatpliwa inteligencje i wiedze podporzadkowali
ideologii, o ktorej juz wszyscy powinnismy byli wiedziec,
ze jest nie tylko falszywa, ale takze niekiedy zbrodnicza.
Uleganie autorytetom takich dzialaczy i ludzi piora jak
nader mi zyczliwy Stefan Zolkiewski lub Adam Wazyk okazalo
sie tym zyciowym bledem. Gdybym mial wowczas dostatecznie
silna osobowosc, uniknalbym wielu pomylek. Ale trzeba bylo
rowniez wielkiej sily ducha i nieprawdopodobnej wiary w
lepsza przyszlosc, by przeczuc, ze to, co nas wtedy tloczylo,
nie jest naszym ostatecznym przeznaczeniem. Trzeba bylo
i duzej intuicji i wielu sprzyjajacych okolicznosci, by
wyrwac sie z tego zakletego kregu, jak uczynil to Czeslaw
Milosz, ktory wiele ryzykowal.
- Tlumaczyl Pan znakomitych poetow francuskich, m.in. Mallarmégo
i Claudela. A przeciez krytyka poetyckiego tekstu i jego
tlumaczenie to zupelnie odmienne procesy. Co wymaga wiekszego
osobistego zaangazowania?
- Tlumaczenie poezji z obcego jezyka to niewatpliwie sposob
na rozszerzenie wlasnych horyzontow i granic poetyckiej
wrazliwosci. Dlatego jako mlody czlowiek interesujacy sie
poezja probowalem przekladac utwory poetow jezyka, ktory
stosunkowo najlepiej znalem. Ale nigdy bym sie nie odwazyl
byc krytykiem poezji innej niz polska. Aby oceniac poezje
jakiegos jezyka, trzeba bardzo gleboko w tym jezyku tkwic.
- Czy slusznie zarzuca sie krytykom literackim, iz sa zbyt
bierni lub nieufni wobec poezji najnowszej?
- Nieslusznie. Mlodzi poeci maja swoich krytykow, rowiesnikow,
ktorzy o nich pisza. Pod tym wzgledem wcale nie sa w gorszej
sytuacji niz ich poprzednicy. Inna sprawa, ze kazdy krytyk
ma okreslone granice wlasnej wrazliwosci. Jezeli wiec krytykowi
takiemu jak ja, a wiec dzis blisko 87-letniemu, ktos by
zarzucil, ze nie dosc zywo reaguje na tworczosc poetow z
generacji jego wnukow, byloby to bezpodstawne. Mam juz prawo
nie czuc najmlodszej poezji. Co oczywiscie nie znaczy, ze
nie moze ona w pewnych wypadkach wzbudzic we mnie najzywszego
zachwytu. Trudno o wieksza radosc, niz takie spotkanie poetyckie
z kims o kilka generacji mlodszym. A miewam czesto i dzis
takie spotkania: np. z wierszami Anny Piwkowskiej, Jaroslawa
Mikolajewskiego, Piotra Mitznera.
- Do czego moglby Pan sprowadzic nowe aspiracje i zaangazowanie
w polskiej poezji ostatnich 20 lat?
- Wydaje mi sie, ze wiekszosc mlodych poetow dosc wyraznie
odeszla od tego typu zaangazowania - spolecznego, intelektualnego,
moralnego - jakie bylo udzialem ich poprzednikow. Nawet
wielkie zagadnienia metafizyczne rzadko odnajduja jakis
bardziej uchwytny wyraz w ich poezji. Dominuje prywatnosc,
kameralnosc, nawet pewien egotyzm. Zadnych spolecznych czy
moralnych zadan czy zobowiazan - pisza wylacznie o sobie
i kreuja siebie. Ale to dotyczy glownie ostatniego dziesieciolecia.
Bo jeszcze w pierwszej polowie lat 80. byl odzew spoleczny
na ruch "Solidarnosci", na stan wojenny. Dzis np. nie wyobrazam
sobie, aby mlody poeta napisal wiersz patriotyczny albo
z nuta spoleczna. Jezeli sie buntuje, to wylacznie z pozycji
czysto indywidualnych. Czasem ambicje mlodych koncentruja
sie na jakichs nowych propozycjach w dziedzinie przetwarzania
poetyckiego jezyka. Ale Mirona Bialoszewskiego chyba w tej
dziedzinie nikt nie zdystansowal. Ani Stanislawa Baranczaka.
- Kto reprezentuje dzis nowa fale polskiej poezji? Czy,
choc w minimalnym stopniu, jest ona kontynuacja poetyckich
filozofii Wislawy Szymborskiej, Czeslawa Milosza, Zbigniewa
Herberta, Tadeusza Rozewicza?
- "Nowa fala" to m.in. poeci Marcin Swietlicki i Jaroslaw
Mikolajewski. Wymienilem tylko tych dwoch, ale jest przeciez
wielu innych. Nie nadazam juz ze sledzeniem nowej poezji
tak, jak to mialo miejsce, kiedy omawialem caloksztalt dorobku
poetyckiego kazdego roku dla Rocznika Literackiego.
Ostatni tom Rocznika dal przeglad literatury za rok
1984. Z chwila wejscia polskiej gospodarki w sfere wolnego
rynku, a wydawnictw na wlasny rozrachunek - Rocznik przestal wychodzic. Jego wznowienie wymagaloby hojnego sponsora.
Dzis sledze nowa poezje tylko wyrywkowo. Czy "nowa fala"
jest w jakiejs mierze kontynuacja tworczosci Milosza, Rozewicza,
Szymborskiej, Herberta? Chyba nikt z mlodszych jeszcze nie
siegnal ani tych wyzyn, ani nie kontynuuje tego rodzaju
poezji, wzglednie filozofii poetyckiej. Ostatnia generacja
kontynuujaca te rodzaje zaangazowania wydaje mi sie pokolenie
Baranczaka, Adama Zagajewskiego, Ryszarda Krynickiego, Ewy
Lipskiej, Adrianny Szymanskiej. Ale moze sie myle, moze
to siega dalej, moze np. po rocznik Tomasza Jastruna (ur.
1950).
- Co irytuje Pana w tworczosci mlodych poetow?
- Zle by o mnie swiadczylo, gdyby miala mnie irytowac tworczosc
mlodych. Nie widze siebie w roli poirytowanego staruszka.
Oczywiscie nie zawsze "chwytam" o co im chodzi. W epoce
rozluznienia tradycyjnych rygorow formy tym bardziej potrzebny
jest - wydaje mi sie - rygor wewnetrzny wiersza, aby nie
stal sie on tylko nawrotem do slawetnego "strumienia swiadomosci",
choc James Joyce i surrealisci swiadomie stosowali ten chwyt.
Czasem bawia mnie typowe dla mlodych ludzi przypadki manifestowania
wlasnej odrebnosci gestami jakichs nonszalanckich zachowan.
Moze nie uswiadamiaja sobie, jak bardzo nie sa w tym oryginalni,
jak bardzo przypominaja zbuntowanych futurystow czy dadaistow
sprzed wieku blisko.
- Artur Sandauer nazwal Pana "krytykiem srodowiskowym".
Czy dlatego, ze wykazywal Pan bardziej niz inni krytycy
tolerancje i szacunek dla gustow innych? Czy dlatego, ze
przez lata konsekwentnie bronil Pan wlasnych przekonan i
upodoban literackich?
- W ustach Artura Sandauera pojecie "krytyka srodowiskowego"
nie bylo komplementem. On sam wyraznie przeciwstawial sie
pewnym ukladom srodowiskowym, na przyklad - zaraz po wojnie
- srodowisku Kuznicy, a potem Nowej Kultury.
Byl silna indywidualnoscia i w okresie proklamowania socrealizmu
nie poddal sie dyktatowi politykow, konsekwentnie broniac
potepianych wtedy kierunkow awangardowych w poezji i prozie.
Irytowalo go, ze pisarze, ktorym przedtem stawial sluszne
zarzuty uleglosci systemowi, w pewnym momencie ockneli sie.
Wlasnie teraz, kiedy znalezli sie w opozycji, mogl ich atakowac
(mysle o takich pisarzach jak Jerzy Andrzejewski i Kazimierz
Brandys) i zrobil to w bardzo ostrej formie w swojej ksiazce Bez taryfy ulgowej. Ale w gruncie rzeczy to, co bywa
czesto wielka sila publicysty czy krytyka, zmysl przekory
- zgubil go. Kiedy bowiem wszyscy jego antagonisci znalezli
sie w ostrej opozycji wobec systemu, popierali najpierw
Komitet Obrony Robotnikow a pozniej "Solidarnosc", Sandauer
- wraz z pisarzami takimi jak Wojciech Zukrowski czy Jan
Dobraczynski - stanal po stronie wladz wprowadzajacych stan
wojenny. Chyba sekret tkwil w tym, ze bardziej bal sie wowczas
odrodzenia tendencji prawicowych niz upadajacego rezimu
komunistycznego, ktory niezbyt slusznie utozsamial z "lewica".
Co do tolerancji: wydaje mi sie, ze z samej natury mego
usposobienia mialem jej wiecej niz Sandauer i moze dlatego
on byl twardszy w oporze wobec socrealizmu niz ja, nie doceniajacy
wynikajacych z niego niebezpieczenstw. Dla niego glownym
punktem odniesienia w sadach literackich byl nurt awangardowy
z lat miedzywojennych, lat jego mlodosci. Julian Przybos,
Bruno Schulz, Witold Gombrowicz (ale wczesny!) - to byli
pisarze, ktorych cenil najwyzej. Ale kiedy pozniejsi nowatorzy,
tacy jak np. Miron Bialoszewski czy Leopold Buczkowski wyszli
poza granice kanonu awangardy Przybosia w poezji, czy tez
Schulza i wczesnego Gombrowicza w prozie, Sandauer ich ostro
krytykowal. Wydaje mi sie, ze byl on w krytyce znacznie
bardziej ode mnie pryncypialny i uparty, ale ja bylem chyba
bardziej otwarty.
- Panska biografie wzbogacaja przyjaznie ze znakomitymi
poetami, prozaikami, politykami, tlumaczami. Porozmawiajmy
o nich, poniewaz wiekszosc tych ludzi to juz historia polskiej
literatury.
- Przez moje zycie przewinelo sie rzeczywiscie wielu ludzi
interesujacych. Z niektorymi z nich bylem i jestem w przyjazni,
ktora przetrwala lata, czasem nawet wbrew odmiennym kolejom
losu i wyborom postaw politycznych. Na okladce pierwszego
tomu moich wspomnien pt. Zolte dzioby, zielone lata (1990 r.) widnieje fotografia pieciu czternastolatkow, moich
szkolnych kolegow. Jest wsrod nich Janek Kott, moj przyjaciel
najblizszy, z ktorym drogi moje biegly czasem razem, czasem
nieco oddzielnie, ale czula bliskosc przetrwala wszystkie
burze. Jest wsrod nich tez Jan Nowak-Jezioranski (dla mnie
- Zdzis Jezioranski), slynny "kurier z Warszawy", potem
dyrektor Radia Wolna Europa, wybitny polityk, z ktorym utrzymywalem
kontakty osobiste rowniez wtedy, kiedy to wymagalo od nas
obu duzej dyskrecji. A malo co tak mnie wzruszylo jak nieoczekiwana
wspolnota pogladow na zasadnicze sprawy polityczne, kiedy
dane mi bylo pierwszy raz znalezc sie w USA i odwiedzic
go w Waszyngtonie. Rowniez Boleslaw Wierzbianski, wieloletni
redaktor naczelny i wydawca Nowego Dziennika byl
w latach 30. moim bliskim kolega w Zwiazku Polskiej Mlodziezy
Demokratycznej; kiedy bylem w Ameryce w 1986 r. spotkalismy
sie i odnowili dawne kontakty.
- A pisarze?
- Lista tych, ktorych przyjaznia moge sie cieszyc i szczycic,
jest zbyt dluga, bym mogl ja - bez ryzyka nieumyslnych pominiec
- tutaj przedstawic. Jest na tej liscie m.in. para polskich
noblistow w dziedzinie poezji; Czeslaw Milosz, ktorego poznalem
i ktorego poezja wprowadzila mnie w zachwyt juz przed wojna
(tom Trzy zimy).Zblizylismy sie w latach okupacji
a po wojnie, kiedy byl na placowce w Waszyngtonie, wymienilismy
wiele listow. Korespondencja ta zostala opublikowana przez
Milosza w tomie pt. Zaraz po wojnie wraz z jego korespondencja
z kilkoma innymi pisarzami. Odwiedzilem go w Berkeley jeszcze
zanim dostal Nagrode Nobla; w dziesiecioleciu ostatnim,
kiedy co roku bywa w Polsce i wlasciwie w tej chwili wiecej
przemieszkuje w Krakowie niz w Berkeley, kontakty nasze
wyraznie sie ozywily. Napisalem ostatnio dlugi szkic pt. Moje spotkania z Czeslawem Miloszem. Swiadectwem
przyjacielskich kontaktow z Wislawa Szymborska, najbardziej
urocza z poetek, jakie dane mi bylo poznac, jest u mnie
kolekcja jej slynnych, dowcipnych karteczek-kolazy, z ktorych
pierwsze pochodza bodaj z poczatku lat 60., a ostatnie dowodza,
ze kolekcja ta nie jest zamknieta. Pisalem chyba prawie
o wszystkich zbiorach jej wierszy, nie musze dodawac, ze
zawsze z zachwytem i entuzjazmem.
Zyje dlugo, wiec niektorych wybitnych pisarzy
dane mi bylo poznac bardzo dawno. Powtarzam jednak - ta
lista jest za dluga, zeby tu wszystkich wymienic.
- Czy, powracajac do swoich dawnych tekstow, ksiazek, recenzji,
wywiadow, moze Pan powiedziec: jestem wierny sobie?
- Niezupelnie. Jest kilka moich publikacji z lat 1953-1955,
do ktorych wolalbym sie dzis nie musiec przyznawac. Ale
juz np. moich podrecznikow literatury dla licealistow -
o ktorych wiem, ze do pewnego czasu musialy byc rezultatem
kompromisow miedzy mymi wlasnymi gustami a wytycznymi PRL-owskich
programow szkolnych - nie mam powodu sie wstydzic. Wiem,
ze spotykaja sie z roznymi osadami - od najprzychylniejszych
do zdecydowanie niechetnych. Ale wiem takze, iz w danych
mi warunkach robilem co moglem, by nie ulegac sugestiom,
ktore wydawaly mi sie niesluszne. Wydawnictwa Szkolne raczej
szly mi na reke, a rezultatem ostatecznym mojej wieloletniej
wspolpracy z nimi sa trzy wydania mojej ostatniej wersji
podrecznika Literatura polska 1939-1991 (1992, 1994,
1999), ktory w opinii wielu ma pewna wartosc informacyjno-poznawcza.
Mysle rowniez, ze wszystkie moje zbiory szkicow krytyczno-poznawczych
(Doswiadczenia i mity - 1964 r., Z bliska - 1981 r., Powroty i pozegnania - 1987 r., Olsnienia
i swiadectwa - 1995 r.) sa w jakims sensie wiernym dokumentem
tego, co czulem i myslalem obcujac z ksiazkami oraz ich
autorami. Bardziej osobisty charakter maja dwa tomy moich
wspomnien: Zolte dzioby - zielone lata (1990 r.)
oraz ich dalszy ciag - Chmury na pogodnym niebie (1998
r.). Bardzo tez sie ciesze, ze udalo mi sie wydac w pieknej
szacie graficznej w wydawnictwie "Tenten": esej o wloskich
fascynacjach Jaroslawa Iwaszkiewicza pt. Przylecial aniol,
caly malinowy. Cenie rowniez sobie kilka antologii poezji,
jakie opracowalem. Pierwsza, Poezja polska 1914-1939,
dzielo dobrej wspolpracy z moim przyjacielem Sewerynem Pollakiem,
miala trzy wydania. Do I wydania tej antologii (1962 r.)
Jaroslaw Iwaszkiewicz dopisal wlasne, interesujace glossy o poetach, ktorych wiersze sie w niej znalazly. To "wlasne
wydanie" naszej antologii dedykowal mojej zonie Irenie.
Teksty te ukazaly sie pozniej, juz po smierci Iwaszkiewicza
- najpierw w Tworczosci, potem w oddzielnej ksiazce
Jaroslawa pt. Marginalia. Opracowalem rowniez kilka
antologii poezji okresu powojennego i wspolczesnego dla
potrzeb szkolnych. Mysle, ze ostatnia z nich, Poezja
polska 1939-1991 (ukazala sie w roku 1994 i stanowila
dopelnienie mego zarysu historii literatury tego okresu)
daje jakis sensowny przeglad liryki objetego nia okresu.
Niestety, jej wydanie II, choc dopelnione garscia wierszy
najmlodszych poetow (Poezja polska 1939-1996, rok
wydania 1998), musialo byc podporzadkowane nowym przepisom
prawnym, ktore bardzo utrudniaja prace antologisty. Uzaleznienie
doboru wierszy w antologii od zgody ich autorow, a nawet
spadkobiercow, nie tylko opoznia proces wydawniczy, ale
takze pozbawia antologiste w pewnych wypadkach swobody doboru
wierszy wedlug wlasnych kryteriow, co - biorac pod uwage,
ze jest autorem opracowania - zakrawa na rodzaj nowej cenzury.
Dawne przepisy w tej sprawie byly rozsadniejsze.
- Nad czym Pan obecnie pracuje?
- Chce dokonczyc trzeci tom wspomnien. Ukladam wybor moich
szkicow z ostatnich pieciu-szesciu lat. Bardzo chetnie wydalbym
niektore moje szkice z odbytych podrozy. Zreszta - na szczescie!
- pomimo ze osiagnalem wiek, w ktorym mozna by tolerowac
pewna drzemke i rozpamietywanie przeszlosci - wciaz ktos
czegos ode mnie chce: wczoraj skonczylem np. szkic o pierwszym
tomie swiezo rzuconego do ksiegarn, pelnego, niecenzurowanego
zbioru slynnych przedwojennych Kronik tygodniowych Antoniego Slonimskiego. W tych dniach ma sie ukazac opracowany
przeze mnie tom wspomnien mojej zony Ireny Szymanskiej pt. Mialam dar zachwytu. Wspomnienia wydawcy.
- I nikt nie wie, w czym sniegu lezy tajemnica,
jak nikt nie wie w czym lezy czar dzikiej poezji.
Na saniach nam bogowie ja niegdys przywiezli,
I oto po czas konca wszystkich nas zachwyca (Jaroslaw Iwaszkiewicz).
- Czym jest, Panskim zdaniem, poezja w zyciu czlowieka,
narodu, swiata?
- Cytat z Jaroslawa Iwaszkiewicza jest z pewnoscia jedna
z prob - w gruncie rzeczy niemozliwej - odpowiedzi na to
pytanie. Nikt nie wie, w czym lezy czar dzikiej poezji - pisze Iwaszkiewicz i ma racje. Wiem, ze czytanie poezji
bylo od wczesnej mlodosci moja najzywsza potrzeba wewnetrzna.
Wiem tez, ze - jak pisze Wislawa Szymborska - tylko niektorzy
lubia poezje i najprawdopodobniej bedzie tych osob
chyba dwie na tysiac (cytat z wiersza Niektorzy lubia
poezje). Na nia tez moglbym sie powolac, bo konczac
ten wiersz pisze:
tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedz
na to pytanie juz padla.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam sie tego
jak zbawiennej poreczy.
Czym jest, a raczej bywala, poezja w zyciu narodu? (O swiecie
lepiej nie mowmy). Mozna o tym przeczytac w wielu wznioslych
dzielach naszych historykow literatury, by wspomniec tylko
Ignacego Chrzanowskiego, Stanislawa Pigonia czy Juliusza
Kleinera. Nie wiem, czy da sie w tej dziedzinie powiedziec
cos nowego. Chyba kpiac z "kultu wieszczow", jak Gombrowicz
w Ferdydurke. Ale i wtedy zrodzi sie pytanie, czy
- kpiac - kult ten negujemy, czy - w istocie tylko przetwarzamy,
doakcentowujemy; skoro, jak napisal kiedys Czeslaw Milosz,
"na Mickiewicza, Slowackiego i Norwida, czytanych w bardzo
mlodym wieku, nie ma zadnego antidotum, to zostaje".
Z Ryszardem Matuszewskim
rozmawiala Halina Barbara Klein
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |