EWA BERBERYUSZ
Kartki ze skazonej strefy
Na frontonie Prezydium Rady Ministrow w Warszawie, vis-a-vis
pomnika Szopena, widnieje ryty napis "Honor i Ojczyzna".
Pamietam go z dziecinstwa, sylabizowalam litery idac na
spacer do Lazienek. Zamurowali go komunisci. Slusznie. Pojecia
nie licowaly z ideologia. Podejrzewam jednak, iz kierowali
sie mniej ideologia, a wiecej rugowaniem wszystkiego majacego
zwiazek z II Rzeczpospolita. W komunizmie "honor" pojmowany
"klasycznie" znikl z jezyka, "ojczyzna" - rowniez. "Honor"
mial wydzwiek komiczny; wymawialo sie to slowo z nuta ironii,
nalezalo do epoki pojedynkow. "Ojczyzna" pachniala burzuazyjnie.
Wchodzilismy wszak w okres internacjonalizmu proletariackiego;
w konsekwencji Zwiazek Sowiecki wszedl nam doslownie w litere
konstytucji.
Komunizm przepadl, konstytucja zostala zmieniona, ale wyzej
wymienione pojecia zanikly. Zwlaszcza "honor" przestal istniec.
Mlode pokolenie mialoby duzy klopot z okresleniem jego znaczenia.
"Ojczyzna" pojawia sie glownie u skrajnych prawicowcow,
gdy bombastyczna deklamacja chca zaklajstrowac swoja polityczna
niemoc, "honor" dotychczas nie powrocil.
I naraz Jan Maria Rokita wystrzelil z "honorem". W sprawie
jakichs partyjnych rozgrywek powolal sie na slynna mowe
Jozefa Becka, przedwojennego ministra spraw zagranicznych,
wygloszona w Sejmie 26 sierpnia 1939 roku. Wojna juz nie
wisiala na wlosku. Byla pewna. Po zerwaniu przez III Rzesze
paktu o nieagresji Beck znalazl sie w sytuacji bez wyjscia,
jak w tragedii greckiej. Stanal przed poslami i powiedzial
definitywnie NIE! "...Pokoj jest rzecza cenna i pozadana.
Nasza generacja, wslawiona w wojnach, na pewno na pokoj
zasluguje, ale pokoj, jak prawie wszystkie sprawy tego swiata,
ma swoja cene, wysoka, ale wymierna. My w Polsce nie znamy
pokoju za wszelka cene. Jest jedna tylko rzecz w zyciu ludzi,
narodow i panstw, ktora jest bezcenna, ta rzecza jest honor".
Jego slowa przyjeto na stojaco.
Pamietam te scene z kroniki PAT-a. Aula Sejmu ta sama co
dzis. Bialo-czarna smukla postac ministra, przerazliwy smutek
i determinacja. Nie bylo zludzen, nie bylo wyjscia. Wszyscysmy
to rozumieli. Trzeba juz tylko bronic honoru.
Odwolanie sie Jana Marii Rokity do tamtych slow w sytuacji
- w gruncie rzeczy - walk o stolki zakrawa na szyderstwo.
Gdyby to zrobil ktos z licznej gromady malo rozgarnietych
poslow, mozna by wybaczyc. Ale Rokita!
Pamietam jego glos z Radia Wolna Europa z konca lat 80.
Jako student przekazywal informacje o tym, co dzieje sie
w kraju. Potem jako mlodziutki posel Sejmu kontraktowego
byl nieoficjalnym przybocznym szefa Obywatelskiego Klubu
Parlamentarnego Bronislawa Geremka. Swietnie panowal nad
sala. Pamietam jego przenikliwy, miazdzacy wzrok, gdy jako
przewodniczacy Komisji ds. Zbrodni Niewyjasnionych zadawal
pytania osobom owczesnej wladzy. Pamietam jego zaciekla,
nieustepliwa walke o podzial administracyjny, czyli o samorzad,
ktory wszakze w naszym wykonaniu okazal sie szkola korupcji.
Nie mogl tego przewidziec, ale nie mogac zaradzic, mogl
odejsc - z honorem.
Tymczasem przechodzil z wdziekiem od wladzy ustawodawczej
do wykonawczej najwyzszych szczebli, przechodzil z partii
do partii - oszczedzmy szczegolow! - az zyskal miano polityka
"obrotowego". Gorzej: malo skutecznego.
Im mniej ma do powiedzenia, tym blyskotliwszy jest w mowie,
tylko ze jego ekwilibrystyka jezykowa nikogo juz nie bierze.
Pastwie sie nad Rokita, bo choc nie nalezy do wyjatkow:
"obrotowych" politykow mamy od groma, ale szkoda mi jego
inteligencji. Podobnie jak szkoda mi inteligencji innego
"obrotowego" polityka, Czeslawa Bieleckiego. Tez swietnego
mowcy, operujacego alegoria i szybka riposta.
Niestety, umiejetnosci tych nie uzywaja, zeby powiedziec
nam prawde. Zamiast walnac sie w piers i przyznac, gdzie
pobladzili, rozprawiaja o honorze, jak slepi o kolorach.
W Nysie, miescie, gdzie obecnie bezrobocie siega 30%, odbyly
sie tradycyjnie juz prawybory parlamentarne na niby, poprzedzone
spotkaniami mieszkancow z przedstawicielami partii. W ulewnym
deszczu skandowano ku podium AWS-u: "Zlodzieje, zlodzieje,
zlodzieje!". Czeslaw Bielecki nie mogl sie przebic z argumentacja;
rozpaczliwie, ale bez skutku dal w tube. Glownych liderow,
Jerzego Buzka i Mariana Krzaklewskiego, zabraklo.
Trudno sie dziwic agresywnym nastrojom. W kraju, gdzie
5% PKB (Produkt Krajowy Brutto) przeznacza sie na place
i reprezentacje urzednikow, daleko wiecej niz na sluzbe
zdrowia razem wzieta, czyli na szpitale, przychodnie, pogotowie,
personel medyczny, leki - nie moze byc inaczej. Kazdy z
licznych i na ogol bardzo mlodych doradcow premiera dostaje
range ministra i takiez uposazenie. Wladza nosi sie z przepychem
nasuwajacym porownanie z Cesarzem Ryszarda Kapuscinskiego.
Nie ja pierwsza siegam do porownania dworu abisynskiego
opisanego wyrafinowanie przez naszego pisarza. Autor, choc
tworzyl dzielo wielowarstwowe, nie domyslal sie z pewnoscia,
iz moze ono dotyczyc obyczajow wolnej Polski. A jednak!
Zeby nie powielac w nieskonczonosc przyslowiowych przypadkow
pani marszalek Senatu: niedawno Wladyslaw Bartoszewski udal
sie do USA sluzbowo. New York Times nie zauwazyl
jego wizyty, natomiast zauwazyl specjalny samolot. Minister
tlumaczyl potem, iz specjalny samolot byl po to, zeby przewiezc
drogocenny obraz, nawiasem mowiac - niewielkich rozmiarow,
nalezacy ongis do Muzeum Narodowego, teraz zwracany przez
prywatnego nabywce. Rozumiem tajemnice zwiazana z bezpieczenstwem
przesylki, ale nie rozumiem, dlaczego doswiadczony konspirator,
jakim od mlodu byl nasz szef dyplomacji, nie znalazl tanszego
a rownie skutecznego sposobu.
*
Pewnego razu, podczas zebrania towarzyskiego w Montrealu,
tamtejsi Polacy smiali sie z naszej tytulomanii. Poczulam
sie urazona, chociaz przed wojna moj ojciec tez sie smial.
"Pani kolejarzowa szerokotorowa, majorowa dyplomowana",
mawial. Ale oni na emigracji juz odwykli. Gdy przyjezdzaja
do Polski w odwiedziny, bawia ich tytuly, jakimi ludzie
obdarzaja sie w Polsce.
Paradoks: z jednej strony, wzorem Zachodu, wytworzyla sie
w radiu i telewizji mania mowienia sobie na ty, i to zdrobniale,
nawet gdy przywolany Darek czy Jurek zbliza sie do szescdziesiatki,
z drugiej - dziennikarze wywiadujacy politykow, zwracaja
sie do nich nie inaczej jak: panie premierze, ministrze,
przewodniczacy, prezesie, posle, senatorze, nawet wtedy,
gdy byli tylko wice, albo dawno przestali pelnic tytulowe
funkcje. Wprowadza to zamet, zwlaszcza w radiu przy dyskusji
kilku osob, gdzie nie widzi sie twarzy. Trudno rozeznac,
kto mowi, bo sami ministrowie, przewodniczacy, premierzy.
Drobny obyczajowy przyklad swiadczacy o trudnosciach w
poruszaniu sie w warunkach spoleczenstwa obywatelskiego.
*
Cieszyn. "Luterskie" miasto, pieknie odbudowane, pracowite,
zmyslne i gospodarne. Pominmy Bagsika, ktory gospodarnoscia
i zmyslnoscia wyrosl ponad miare. Na ogol cieszynianie sa
ludzmi cierpliwego, uczciwego, drobnego interesu. Na nim
opieraja dobrobyt i rozwoj. A raczej - opierali.
Bo nagle firmy uciekaja ze swojego grodu jak szczury z
tonacego okretu. Nie bedzie tu zycia, mowia. Wygania ich
pani naczelnik urzedu skarbowego.
Jej sposob pracy opiera sie nie tylko na karaniu za drobne
uchybienia w wypelnianiu kwestionariuszy podatkowych, ale
glownie na odczekiwaniu z kara celem zdobycia karnych odsetek.
Podatnik, ktory dajmy na to, za pomylke zaplacilby czterdziesci
zlotych, po czterech latach placi czterdziesci tysiecy.
Oto wzorcowa sciagalnosc, za ktora pani naczelnik dostaje
odpowiednia premie!
- Ta firma nalezala do mnie - czlowiek wskazuje budynek.
- Musialem interes zamknac, zwolnilem pracownikow.
Powod? Kontrola skarbowa przez prawie dwiescie dni w roku,
pracowac nie sposob. W rubryce "posilki regeneracyjne" nie
podlegajace podatkowi VAT zrobil kreske. Blad. Nalezalo
napisac "nie dotyczy". Urzad odczekal, dostal kare z odsetkami.
Ludzie sa rozgoryczeni. Chca placic podatki, ale po ludzku.
Mlodzi, ktorzy nie zaznali dawnych rzadow, nie rozumieja,
dlaczego tak sie dzieje. Ja rozumiem, poniewaz pamietam
zlowieszcze slowo DOMIAR. Dobijano nim inicjatywe prywatna
za komunizmu. Jak tylko szewc czy cukiernik zaczynal prosperowac,
panstwo walilo mu domiar, z ktorego juz nie byl w stanie
sie dzwignac.
Tak zginal przedwojenny cukiernik Gajewski, ktory na gruzach
Marszalkowskiej odbudowal swoja firme. Zdazylam sie tam
najesc pysznych ciastek po postnym wikcie w szkole szymanowskiego
klasztoru. Tak prawie utonal slynny Blikle, ktoremu kontrolerzy
skarbowi grzebali nie tylko w gramaturach, ale w przepisach
wypiekow. Uratowal go dziennikarz brawurowym tytulem artykulu Waterloo napoleonki.
Klamalabym twierdzac, ze "nowe wraca". Nie wszedzie. Cieszynianie
sa wolni. Moga przeniesc firme do miejscowosci, gdzie URZAD
traktuje podatnikow po ludzku, pomocnie. Tylko ze nie jest
to zadne rozwiazanie: na placu zostana bezrobotni. Nie mowiac
o tym, ze przy obecnym zroznicowaniu podatkow wypelnianie
arcyskomplikowanych kwestionariuszy az prosi sie o pomoc,
a nie o zastawianie pulapek.
Dlatego, miedzy innymi, opowiadam sie za prostym podatkiem
liniowym zrownujacym podatnikow, chociaz jako emerytka o
niskiej emeryturze bylabym stratna.
*
Wielkanoc spedzilam w Oborach. Lalo jak z cebra. Nie baczac
na pogode maszerowalam pod parasolem po legach oborskich,
po Konstancinie, Skolimowie, po polach i bruzdach. Po calym
tym nadwislanskim Parku Krajobrazowym Prawem Chronionym.
Wszedzie chlew. Prastare lipy i wierzby o bajkowych ksztaltach
- wyciete w pien. Chodzilismy z mezem kilometrami wzdluz
zwartych rabat odpadkow wyrzucanych z aut przez moznych
posesjonatow szkaradnych na ogol palacow. Niebieskie przylaszczki
i zolte zawilce z trudem przebijaly sie przez zwaly szmat,
butelek, puszek. Sasanki znikly, fiolki skarlaly i stracily
zapach.
Najdrozsze tereny podwarszawskie pokryte wysypiskiem. Dlaczego
samorzad nie pilnuje, dlaczego chlop nie wykopie dolu na
smieci, dlaczego nie sprzeda butelek po wodce i piwie, choc
tyle halasu o chlopskiej nedzy. Dlaczego bogacz nie wynajmie
wozu asenizacyjnego. Nie stawiam znaku zapytania. Wiem.
Tacy jestesmy.
Jak w Libii. U Kadafiego. Kazdy, kto tam byl, wspomina
smieci wzdluz porzadnych autostrad budowanych ongis przez
polski Dromex. Wiatr pustynny nawiewal je na auta, szakale
i hordy zglodnialych dzikich psow rozwloczyly po pustyni.
U nas nikt niczego nie rozwloczy. Ziemia nie przyjmie szkla
ani plastykowych opakowan. Pozostana obcym cialem na miejscu.
Opinia, ze nasz poziom cywilizacji rosnie, jest iluzja,
mimo czystych ubikacji w knajpach i po hotelach. W naturze
smieci jest coraz wiecej. Zawsze byly; zawsze daczownicy,
majacy we wlasnej posesji wzorowy porzadek, wyrzucali worki
ze smieciami za plot. Spacer po puszczy od dawna nie nalezal
do przyjemnosci. Dzisiaj tym bardziej.
Na moim osiedlu ustawiono tylko jeden zespol pojemnikow
na rozne rodzaje smieci. Na pokaz. Chodze do niego, choc
zwykly smietnik mam pod nosem. Chodze i z satysfakcja slucham
halasu rozbijanych butelek. Przypominam sobie zdziwienie,
kiedy przed kilkunastu laty w Niemczech, gdzie wyemigrowal
moj syn, gospodyni mrugala do mojego malego wnuka: "chodz,
porozbijamy butelki". Nobliwa pani i rozbijanie butelek?!
Nie wiedzialam o co chodzi. Teraz wiem. I co z tego?
*
"Tomaszu, lzesz - odezwal sie publicznie koordynator sluzb
specjalnych Janusz Palubicki do swojego kolegi partyjnego
Tomasza Welnickiego. - Badz troche chrzescijaninem" - zaproponowal
pojednawczo.
Chodzilo o Janusza Tomaszewskiego. Sad Lustracyjny orzekl,
ze nie byl agentem Sluzby Bezpieczenstwa. Mimo to Palubicki
upieral sie, ze byl, poniewaz jest teczka. Welnicki trzymal
sie orzeczenia wymiaru sprawiedliwosci. Wedlug Palubickiego
mylnie, nie po chrzescijansku.
Co w tej sytuacji robi premier i szef AWS-u, ktory po uniewinniajacym
wyroku wyznacza Tomaszewskiego na szefa komitetu wyborczego
partii? Palubickiego za obraze sadu nie zwalnia, za to zwalnia
z przyrzeczonej funkcji Tomaszewskiego.
Smiesznie? Nie, zwyczajnie - jak to u nas.
Gorbaczow kochal kanclerza Kohla z wzajemnoscia. Jezdzili
do siebie, sciskali sie. Prezydent Putin kocha Schroedera
z wzajemnoscia. Tez wizyty i serdecznosci. Poreczniej byloby
im kochac sie bezposrednio, podawac sobie rece bez tej dzielacej
ich przestrzeni, ktora nazywa sie Polska. Kraj, przyznajcie,
jak przed dwoma wiekami - rzadzony nie calkiem powaznie.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |