PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (4 maja 2001)


EWA BERBERYUSZ

Kartki ze skazonej strefy

Na frontonie Prezydium Rady Ministrow w Warszawie, vis-a-vis pomnika Szopena, widnieje ryty napis "Honor i Ojczyzna". Pamietam go z dziecinstwa, sylabizowalam litery idac na spacer do Lazienek. Zamurowali go komunisci. Slusznie. Pojecia nie licowaly z ideologia. Podejrzewam jednak, iz kierowali sie mniej ideologia, a wiecej rugowaniem wszystkiego majacego zwiazek z II Rzeczpospolita. W komunizmie "honor" pojmowany "klasycznie" znikl z jezyka, "ojczyzna" - rowniez. "Honor" mial wydzwiek komiczny; wymawialo sie to slowo z nuta ironii, nalezalo do epoki pojedynkow. "Ojczyzna" pachniala burzuazyjnie. Wchodzilismy wszak w okres internacjonalizmu proletariackiego; w konsekwencji Zwiazek Sowiecki wszedl nam doslownie w litere konstytucji.

Komunizm przepadl, konstytucja zostala zmieniona, ale wyzej wymienione pojecia zanikly. Zwlaszcza "honor" przestal istniec. Mlode pokolenie mialoby duzy klopot z okresleniem jego znaczenia. "Ojczyzna" pojawia sie glownie u skrajnych prawicowcow, gdy bombastyczna deklamacja chca zaklajstrowac swoja polityczna niemoc, "honor" dotychczas nie powrocil.

I naraz Jan Maria Rokita wystrzelil z "honorem". W sprawie jakichs partyjnych rozgrywek powolal sie na slynna mowe Jozefa Becka, przedwojennego ministra spraw zagranicznych, wygloszona w Sejmie 26 sierpnia 1939 roku. Wojna juz nie wisiala na wlosku. Byla pewna. Po zerwaniu przez III Rzesze paktu o nieagresji Beck znalazl sie w sytuacji bez wyjscia, jak w tragedii greckiej. Stanal przed poslami i powiedzial definitywnie NIE! "...Pokoj jest rzecza cenna i pozadana. Nasza generacja, wslawiona w wojnach, na pewno na pokoj zasluguje, ale pokoj, jak prawie wszystkie sprawy tego swiata, ma swoja cene, wysoka, ale wymierna. My w Polsce nie znamy pokoju za wszelka cene. Jest jedna tylko rzecz w zyciu ludzi, narodow i panstw, ktora jest bezcenna, ta rzecza jest honor". Jego slowa przyjeto na stojaco.

Pamietam te scene z kroniki PAT-a. Aula Sejmu ta sama co dzis. Bialo-czarna smukla postac ministra, przerazliwy smutek i determinacja. Nie bylo zludzen, nie bylo wyjscia. Wszyscysmy to rozumieli. Trzeba juz tylko bronic honoru.

Odwolanie sie Jana Marii Rokity do tamtych slow w sytuacji - w gruncie rzeczy - walk o stolki zakrawa na szyderstwo. Gdyby to zrobil ktos z licznej gromady malo rozgarnietych poslow, mozna by wybaczyc. Ale Rokita!

Pamietam jego glos z Radia Wolna Europa z konca lat 80. Jako student przekazywal informacje o tym, co dzieje sie w kraju. Potem jako mlodziutki posel Sejmu kontraktowego byl nieoficjalnym przybocznym szefa Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego Bronislawa Geremka. Swietnie panowal nad sala. Pamietam jego przenikliwy, miazdzacy wzrok, gdy jako przewodniczacy Komisji ds. Zbrodni Niewyjasnionych zadawal pytania osobom owczesnej wladzy. Pamietam jego zaciekla, nieustepliwa walke o podzial administracyjny, czyli o samorzad, ktory wszakze w naszym wykonaniu okazal sie szkola korupcji. Nie mogl tego przewidziec, ale nie mogac zaradzic, mogl odejsc - z honorem.

Tymczasem przechodzil z wdziekiem od wladzy ustawodawczej do wykonawczej najwyzszych szczebli, przechodzil z partii do partii - oszczedzmy szczegolow! - az zyskal miano polityka "obrotowego". Gorzej: malo skutecznego.

Im mniej ma do powiedzenia, tym blyskotliwszy jest w mowie, tylko ze jego ekwilibrystyka jezykowa nikogo juz nie bierze.

Pastwie sie nad Rokita, bo choc nie nalezy do wyjatkow: "obrotowych" politykow mamy od groma, ale szkoda mi jego inteligencji. Podobnie jak szkoda mi inteligencji innego "obrotowego" polityka, Czeslawa Bieleckiego. Tez swietnego mowcy, operujacego alegoria i szybka riposta.

Niestety, umiejetnosci tych nie uzywaja, zeby powiedziec nam prawde. Zamiast walnac sie w piers i przyznac, gdzie pobladzili, rozprawiaja o honorze, jak slepi o kolorach.

W Nysie, miescie, gdzie obecnie bezrobocie siega 30%, odbyly sie tradycyjnie juz prawybory parlamentarne na niby, poprzedzone spotkaniami mieszkancow z przedstawicielami partii. W ulewnym deszczu skandowano ku podium AWS-u: "Zlodzieje, zlodzieje, zlodzieje!". Czeslaw Bielecki nie mogl sie przebic z argumentacja; rozpaczliwie, ale bez skutku dal w tube. Glownych liderow, Jerzego Buzka i Mariana Krzaklewskiego, zabraklo.

Trudno sie dziwic agresywnym nastrojom. W kraju, gdzie 5% PKB (Produkt Krajowy Brutto) przeznacza sie na place i reprezentacje urzednikow, daleko wiecej niz na sluzbe zdrowia razem wzieta, czyli na szpitale, przychodnie, pogotowie, personel medyczny, leki - nie moze byc inaczej. Kazdy z licznych i na ogol bardzo mlodych doradcow premiera dostaje range ministra i takiez uposazenie. Wladza nosi sie z przepychem nasuwajacym porownanie z Cesarzem Ryszarda Kapuscinskiego. Nie ja pierwsza siegam do porownania dworu abisynskiego opisanego wyrafinowanie przez naszego pisarza. Autor, choc tworzyl dzielo wielowarstwowe, nie domyslal sie z pewnoscia, iz moze ono dotyczyc obyczajow wolnej Polski. A jednak!

Zeby nie powielac w nieskonczonosc przyslowiowych przypadkow pani marszalek Senatu: niedawno Wladyslaw Bartoszewski udal sie do USA sluzbowo. New York Times nie zauwazyl jego wizyty, natomiast zauwazyl specjalny samolot. Minister tlumaczyl potem, iz specjalny samolot byl po to, zeby przewiezc drogocenny obraz, nawiasem mowiac - niewielkich rozmiarow, nalezacy ongis do Muzeum Narodowego, teraz zwracany przez prywatnego nabywce. Rozumiem tajemnice zwiazana z bezpieczenstwem przesylki, ale nie rozumiem, dlaczego doswiadczony konspirator, jakim od mlodu byl nasz szef dyplomacji, nie znalazl tanszego a rownie skutecznego sposobu.

*

Pewnego razu, podczas zebrania towarzyskiego w Montrealu, tamtejsi Polacy smiali sie z naszej tytulomanii. Poczulam sie urazona, chociaz przed wojna moj ojciec tez sie smial. "Pani kolejarzowa szerokotorowa, majorowa dyplomowana", mawial. Ale oni na emigracji juz odwykli. Gdy przyjezdzaja do Polski w odwiedziny, bawia ich tytuly, jakimi ludzie obdarzaja sie w Polsce.

Paradoks: z jednej strony, wzorem Zachodu, wytworzyla sie w radiu i telewizji mania mowienia sobie na ty, i to zdrobniale, nawet gdy przywolany Darek czy Jurek zbliza sie do szescdziesiatki, z drugiej - dziennikarze wywiadujacy politykow, zwracaja sie do nich nie inaczej jak: panie premierze, ministrze, przewodniczacy, prezesie, posle, senatorze, nawet wtedy, gdy byli tylko wice, albo dawno przestali pelnic tytulowe funkcje. Wprowadza to zamet, zwlaszcza w radiu przy dyskusji kilku osob, gdzie nie widzi sie twarzy. Trudno rozeznac, kto mowi, bo sami ministrowie, przewodniczacy, premierzy.

Drobny obyczajowy przyklad swiadczacy o trudnosciach w poruszaniu sie w warunkach spoleczenstwa obywatelskiego.

*

Cieszyn. "Luterskie" miasto, pieknie odbudowane, pracowite, zmyslne i gospodarne. Pominmy Bagsika, ktory gospodarnoscia i zmyslnoscia wyrosl ponad miare. Na ogol cieszynianie sa ludzmi cierpliwego, uczciwego, drobnego interesu. Na nim opieraja dobrobyt i rozwoj. A raczej - opierali.

Bo nagle firmy uciekaja ze swojego grodu jak szczury z tonacego okretu. Nie bedzie tu zycia, mowia. Wygania ich pani naczelnik urzedu skarbowego.

Jej sposob pracy opiera sie nie tylko na karaniu za drobne uchybienia w wypelnianiu kwestionariuszy podatkowych, ale glownie na odczekiwaniu z kara celem zdobycia karnych odsetek. Podatnik, ktory dajmy na to, za pomylke zaplacilby czterdziesci zlotych, po czterech latach placi czterdziesci tysiecy. Oto wzorcowa sciagalnosc, za ktora pani naczelnik dostaje odpowiednia premie!

- Ta firma nalezala do mnie - czlowiek wskazuje budynek. - Musialem interes zamknac, zwolnilem pracownikow.

Powod? Kontrola skarbowa przez prawie dwiescie dni w roku, pracowac nie sposob. W rubryce "posilki regeneracyjne" nie podlegajace podatkowi VAT zrobil kreske. Blad. Nalezalo napisac "nie dotyczy". Urzad odczekal, dostal kare z odsetkami.

Ludzie sa rozgoryczeni. Chca placic podatki, ale po ludzku. Mlodzi, ktorzy nie zaznali dawnych rzadow, nie rozumieja, dlaczego tak sie dzieje. Ja rozumiem, poniewaz pamietam zlowieszcze slowo DOMIAR. Dobijano nim inicjatywe prywatna za komunizmu. Jak tylko szewc czy cukiernik zaczynal prosperowac, panstwo walilo mu domiar, z ktorego juz nie byl w stanie sie dzwignac.

Tak zginal przedwojenny cukiernik Gajewski, ktory na gruzach Marszalkowskiej odbudowal swoja firme. Zdazylam sie tam najesc pysznych ciastek po postnym wikcie w szkole szymanowskiego klasztoru. Tak prawie utonal slynny Blikle, ktoremu kontrolerzy skarbowi grzebali nie tylko w gramaturach, ale w przepisach wypiekow. Uratowal go dziennikarz brawurowym tytulem artykulu Waterloo napoleonki.

Klamalabym twierdzac, ze "nowe wraca". Nie wszedzie. Cieszynianie sa wolni. Moga przeniesc firme do miejscowosci, gdzie URZAD traktuje podatnikow po ludzku, pomocnie. Tylko ze nie jest to zadne rozwiazanie: na placu zostana bezrobotni. Nie mowiac o tym, ze przy obecnym zroznicowaniu podatkow wypelnianie arcyskomplikowanych kwestionariuszy az prosi sie o pomoc, a nie o zastawianie pulapek.

Dlatego, miedzy innymi, opowiadam sie za prostym podatkiem liniowym zrownujacym podatnikow, chociaz jako emerytka o niskiej emeryturze bylabym stratna.

*

Wielkanoc spedzilam w Oborach. Lalo jak z cebra. Nie baczac na pogode maszerowalam pod parasolem po legach oborskich, po Konstancinie, Skolimowie, po polach i bruzdach. Po calym tym nadwislanskim Parku Krajobrazowym Prawem Chronionym. Wszedzie chlew. Prastare lipy i wierzby o bajkowych ksztaltach - wyciete w pien. Chodzilismy z mezem kilometrami wzdluz zwartych rabat odpadkow wyrzucanych z aut przez moznych posesjonatow szkaradnych na ogol palacow. Niebieskie przylaszczki i zolte zawilce z trudem przebijaly sie przez zwaly szmat, butelek, puszek. Sasanki znikly, fiolki skarlaly i stracily zapach.

Najdrozsze tereny podwarszawskie pokryte wysypiskiem. Dlaczego samorzad nie pilnuje, dlaczego chlop nie wykopie dolu na smieci, dlaczego nie sprzeda butelek po wodce i piwie, choc tyle halasu o chlopskiej nedzy. Dlaczego bogacz nie wynajmie wozu asenizacyjnego. Nie stawiam znaku zapytania. Wiem. Tacy jestesmy.

Jak w Libii. U Kadafiego. Kazdy, kto tam byl, wspomina smieci wzdluz porzadnych autostrad budowanych ongis przez polski Dromex. Wiatr pustynny nawiewal je na auta, szakale i hordy zglodnialych dzikich psow rozwloczyly po pustyni.

U nas nikt niczego nie rozwloczy. Ziemia nie przyjmie szkla ani plastykowych opakowan. Pozostana obcym cialem na miejscu.

Opinia, ze nasz poziom cywilizacji rosnie, jest iluzja, mimo czystych ubikacji w knajpach i po hotelach. W naturze smieci jest coraz wiecej. Zawsze byly; zawsze daczownicy, majacy we wlasnej posesji wzorowy porzadek, wyrzucali worki ze smieciami za plot. Spacer po puszczy od dawna nie nalezal do przyjemnosci. Dzisiaj tym bardziej.

Na moim osiedlu ustawiono tylko jeden zespol pojemnikow na rozne rodzaje smieci. Na pokaz. Chodze do niego, choc zwykly smietnik mam pod nosem. Chodze i z satysfakcja slucham halasu rozbijanych butelek. Przypominam sobie zdziwienie, kiedy przed kilkunastu laty w Niemczech, gdzie wyemigrowal moj syn, gospodyni mrugala do mojego malego wnuka: "chodz, porozbijamy butelki". Nobliwa pani i rozbijanie butelek?! Nie wiedzialam o co chodzi. Teraz wiem. I co z tego?

*

"Tomaszu, lzesz - odezwal sie publicznie koordynator sluzb specjalnych Janusz Palubicki do swojego kolegi partyjnego Tomasza Welnickiego. - Badz troche chrzescijaninem" - zaproponowal pojednawczo.

Chodzilo o Janusza Tomaszewskiego. Sad Lustracyjny orzekl, ze nie byl agentem Sluzby Bezpieczenstwa. Mimo to Palubicki upieral sie, ze byl, poniewaz jest teczka. Welnicki trzymal sie orzeczenia wymiaru sprawiedliwosci. Wedlug Palubickiego mylnie, nie po chrzescijansku.

Co w tej sytuacji robi premier i szef AWS-u, ktory po uniewinniajacym wyroku wyznacza Tomaszewskiego na szefa komitetu wyborczego partii? Palubickiego za obraze sadu nie zwalnia, za to zwalnia z przyrzeczonej funkcji Tomaszewskiego.

Smiesznie? Nie, zwyczajnie - jak to u nas.

Gorbaczow kochal kanclerza Kohla z wzajemnoscia. Jezdzili do siebie, sciskali sie. Prezydent Putin kocha Schroedera z wzajemnoscia. Tez wizyty i serdecznosci. Poreczniej byloby im kochac sie bezposrednio, podawac sobie rece bez tej dzielacej ich przestrzeni, ktora nazywa sie Polska. Kraj, przyznajcie, jak przed dwoma wiekami - rzadzony nie calkiem powaznie.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail