JAN NOWAK-JEZIORANSKI
Witaj majowa jutrzenko
W rocznice powstania Rozglosni Polskiej RWE
Polska swieci trzeci dzien maja od 210 lat jako swieto narodowe,
bo jest to rocznica najwiekszego zwyciestwa odniesionego
w okresie tysiaclecia naszej historii - zwyciestwa narodu
nad samym soba. Jak juz nie raz powtarzalem, zwyciestwo
to przyszlo zbyt pozno, by ocalic panstwo, ale w pore, by
uratowac narod. Konstytucja 3 Maja stala sie wiatykiem na
stulecie niewoli i rozbiorow. Przywrocila Polakom wiare
we wlasne sily i poczucie dumy narodowej. Bez tej wiary
i dumy nie byloby zdecydowanej woli odzyskania niepodleglosci
i walki prowadzonej o nia kosztem najwiekszych poswiecen
i wyrzeczen. Po wielu tragicznych niepowodzeniach przyszlo
zwyciestwo i odrodzenie Rzeczypospolitej w 1918 roku.
Dzien 3 maja stal sie rowniez szczesliwa, przelomowa data
w moim zyciu, jak tez w zyciu grona polskich emigrantow
uczestniczacych w inauguracji Rozglosni Polskiej Radia Wolna
Europa. Jako jej pierwszy dyrektor wybralem wlasnie to swieto
narodowe jako dzien otwarcia radiostacji, a dzwieki kuranta
wygrywajacego pierwsze tony mazurka: Witaj majowa jutrzenko... staly sie sygnalem zapowiadajacym nasze programy. Rozlegl
sie ten sygnal po raz pierwszy o godzinie dwunastej w poludnie
3 maja 1952 roku i na falach eteru poplynal do Polski ze
studia numer jeden w budynku na skraju Angielskiego Parku
w Monachium. Powtarzany byl dlugo zanim rozlegly sie po
raz pierwszy slowa spikera: "Mowi Rozglosnia Polska Radia
Wolna Europa". Trudno bylo oprzec sie wzruszeniu,
jakie ogarnelo nas wszystkich przezywajacych te wielka chwile.
Ogromne studio wypelnila polska zaloga liczaca ponad setke
ludzi oraz nasi amerykanscy przyjaciele. Byla to chwila
uniesienia i przyplywu nadziei. Przezywalismy radosny nastroj
podobny do tego, jaki ogarnal lud Warszawy wypelniajacy
tlumnie katedre Swietego Jana i plac Zamkowy w dniu 3 maja
1791 roku. Byl to dla nas wszystkich dzien przelomu. Konczyly
sie ponure lata pojaltanskie - lata likwidowania pozostalosci
Podziemnego Panstwa Polskiego, rozwiazania Armii Krajowej,
aresztowan przywodcow Podziemia, cofniecia uznania rzadowi
polskiemu w Londynie, likwidacji Polskich Sil Zbrojnych
na Zachodzie, przemiany zolnierzy w uchodzcow skazanych
na dozywotnie wygnanie z wlasnego kraju. Kazda likwidacja
byla jak pogrzeb.
I oto po tych siedmiu strasznie smutnych latach nareszcie
zarysowal sie na horyzoncie jakby pierwszy blask jutrzenki
- jakis promyk nadziei tak cudownie zwiazany z tradycja
radosnego majowego switu. Nareszcie zamiast likwidowania
przystepowalismy do budowania wspolnymi silami poteznego
instrumentu walki o wyzwolenie Polski. W moim inauguracyjnym
przemowieniu mowilem, ze ta walka toczyc sie bedzie nie
na polach bitewnych, ale w ludzkich umyslach. Wyrazalem
nastroj nadziei calego zespolu, gdy zapowiadalem, ze nadejdzie
jeszcze ten dzien, kiedy jutrzenka swobody zablysnie znowu
nad Warszawa. Ale w najsmielszych marzeniach nikt z nas
obecnych tam wowczas nie przeczuwal, ze slowo niosace wolna
mysl juz po 37 latach przyniesie bezkrwawe zwyciestwo i
ze niektorzy doczekaja dnia wskrzeszenia suwerennej i demokratycznej
Rzeczypospolitej Polskiej. Zapowiadalem wowczas z najglebszym
przekonaniem, ze bedzie to zwyciestwo tych, ktorzy zyja
na ojczystej ziemi. I tak sie stalo. Zwyciestwo odniesli
ci, ktorzy o nie walczyli na froncie biegnacym przez kraj.
Nam zas przypadla rola sluzby na tylach, podajacej amunicje
zolnierzom w pierwszej linii frontu. Bez tej sluzby na tylach
nawet najdzielniejszy zolnierz nie mogl prowadzic walki.
Te role mogla spelnic Rozglosnia Polska Radia Wolna Europa
dzieki pomocy i inicjatywie naszych amerykanskich przyjaciol.
Gdy mowie o tej rozglosni, odczuwam pewien niepokoj. W
naturze ludzkiej tkwi sklonnosc do personifikowania zbiorowych
poczynan. Gdy przyjezdzam do kraju, slysze czesto - glownie
ze strony ludzi starszych - slowa podzieki za Wolna Europe,
skierowane osobiscie pod moim adresem. Z racji niewatpliwych
zaslug tej instytucji cala chwala splywa na mnie, pozostawiajac
w cieniu moich towarzyszy pracy. A przeciez byl to w calym
tego slowa znaczeniu zbiorowy wysilek ludzi pracujacych
w wiekszosci z niezwyklym zapalem i poswieceniem, starajacych
sie dac z siebie wszystko, na co bylo ich stac. Bylem pierwszym
dyrektorem Rozglosni Polskiej RWE przez blisko 25 lat. Po
mnie przyszli inni. Na szczegolne wyroznienie zasluguje
dwoch sposrod moich nastepcow: Zygmunt Michalowski i Marek
Latynski. Michalowski sterowal radiem madrze i z wielkim
poczuciem odpowiedzialnosci za kazde slowo w krytycznych
chwilach nabrzmiewajacego buntu robotnikow i strajkow zakonczonych
podpisaniem porozumienia gdanskiego i powstaniem "Solidarnosci".
W ostatnich, rownie krytycznych latach stanu wojennego pieknie
zapisal sie w historii radia Marek Latynski.
Pol wieku temu w studiu numer jeden w budynku Wolnej Europy
bylo nas ponad stu. Dzis pozostalo przy zyciu zaledwie kilkunastu.
Sposrod redaktorow oprocz mnie zyje tylko dwoch: Zdzislaw
Szyleyko i Witold Srzednicki.
Slowo pisane przetrwa w archiwach i bibliotekach. Historycy,
ktorzy po latach dotra do tych zapisow wskrzesza z ich pomoca
pamiec o ludziach. Slowa wysylane w eter przemijaja bez
trwalego sladu, a wraz z nimi ida w zapomnienie ci, ktorzy
wcielali mysl w te slowa. Warto wiec przypomniec chocby
tylko kilku sposrod tych, ktorzy przystepowali do wojny
w eterze blisko pol wieku temu. Dwa tygodnie uplywa od smierci
Michala Lasoty. Byl to pseudonim radiowy Tadeusza Chciuka-Celta,
wieloletniego redaktora audycji "Droga przez wies". Jako jeden z pierwszych odszedl Jerzy Szyszko-Bohusz, ktory
jako Jacek Sniady byl autorem audycji dla
robotnikow "Nie rozdzieli nas zadna kurtyna". Jadwiga Mieczkowska,
czyli Aleksandra Stypulkowska, ciety polemista Wiktor Troscianko
oraz Wladyslaw Wolski (pseudonim Tanski) byli w tych poczatkach
naszymi czolowymi publicystami. Tadeusz Nowakowski (pseudonim
radiowy Olsztynski), tworzyl z niezwyklym talentem sluchowiska
i prowadzil audycje dla mlodziezy. Wojtek Trojanowski przyciagal
sluchaczy barwnymi reportazami ze swoich wedrowek po Europie
i po swiecie. Wiktor Budzynski, przedwojenny kreator "Lwowskiej
Fali" kontynuowal na naszych falach te serie rozrywkowa
pod nazwa "Podwieczorki przy mikrofonie". Tadeusz
Piszczkowski opracowywal codzienne migawki "Na szlaku historii".
Roman Palester wyglaszal swietne felietony poswiecone kulturze.
Zdzislaw Marynowski, przedwojenny dyrektor Polskiego Radia
w Poznaniu, kontynuowal swoj program "Teatr wyobrazni". Wszyscy juz nie zyja. Zaluje, ze w tym krotkim wspomnieniu
nie moge poswiecic miejsca ich nastepcom. Wymienilem tylko
tych, ktorzy 49 lat temu przystepowali do pracy i do walki
ze slowami piosenki: Witaj majowa jutrzenko...
Moje radiowe pamietniki Wojna w eterze dedykowalem
16 lat temu "towarzyszom pracy radiowej, ktorzy wspolnym
wysilkiem sluzyli Polsce walczacej wolna mysla i slowem".
Wracam do nich w pamieci w 49. rocznice tej wielkiej chwili,
jaka przezylismy wspolnie w dniu swieta narodowego 3 maja
1952 roku.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |