MAREK KUSIBA
Kapuscinski - tlumacz kultur
Podaje skroty zapisow kilku spotkan i rozmow z Ryszardem
Kapuscinskim w latach 1996-1998, w czasie pracy pisarza
nad Hebanem, oraz notatki z ostatnich rozmow. Heban (1998) jest owocem trwajacych cztery dekady wypraw reporterskich
do Afryki i uznany zostal przez krytyke za jedna z najwybitniejszych
ksiazek w dorobku autora Cesarza. Wlasnie ukazalo
sie jej amerykanskie wydanie (The Shadow of the Sun,
nakladem Knopfa, w przekladzie Klary Glowczewskiej). Heban od dwoch lat swieci miedzynarodowe triumfy, pisarz otrzymal
juz za te ksiazke kilkanascie nagrod; nawet w "trudnej"
dla obcej tworczosci Francji, Heban znajdowal sie
przez trzy miesiace na szczycie listy bestsellerow. W Polsce
sprzedano grubo ponad 100 tys. egzemplarzy. Na poczatku
maja Kapuscinski bedzie promowal The Shadow od the Sun w Waszyngtonie i Nowym Jorku.
O samotnosci
Peter Gzowski (CBC Toronto, 7 grudnia 1996 r.): - Czy to prawda, ze pierwszy raz siedzial Pan w samochodzie
majac czternascie lat, zas pierwszy telefon mial Pan dopiero
w wieku trzydziestu lat?
Ryszard Kapuscinski: - To prawda, ale jeszcze niecala
prawda. Moje dziecinstwo przypadlo na czas wojny, wiec gdy
bylem dzieckiem, moim problemem nie bylo przejechanie sie
samochodem. Problemem byly buty na zime. W okolicach Pinska
zimy sa mrozne. Wychowalem sie w biedzie i dlatego rozumiem
sytuacje i mentalnosc nedzarzy. To jest powod, dla ktorego
tak czesto jezdze do Afryki i pisze o Afryce.
- Istotnie, cos Pana ciagnie do tej Afryki...
- Czesto tam jezdze. Obecnie pisze ksiazke o Afryce (mowa
o Hebanie - przyp. M.K.). Sprobuje zawrzec w niej
czterdziesci lat moich doswiadczen zawodowych. Z tej czterdziestki,
przeszlo dziesiec lat spedzilem w Afryce. W ciagu ostatniego
roku, przez piec miesiecy bylem w zachodniej Afryce, w sahelu
i na pustyni, jezdzac z wioski do wioski. Staram sie pisac
o Afryce, bo ludzie tam mieszkajacy pozbawieni sa wlasnego
glosu w mediach i w literaturze, nikt nie wie o tym, jak
zyja i co mysla. Uwazam, ze udzielenie im glosu jest moim
obowiazkiem. Swiat bogatych powinien sie dowiedziec, ze
obok niego istnieje inny, liczniejszy swiat - swiat ludzi
biednych i glodnych.
Jeszcze o samotnosci
(19 maja 1997 r., Wigry)
XVIII-wieczny klasztor pokamedulski. Konferencja literacka
Osrodka Kultur i Narodow "Pogranicze". Kapuscinski jest
gosciem konferencji. Rozmawiamy dlugo w noc. Temat: cena,
jaka placi reporter.
Ryszard Kapuscinski: - Przede wszystkim samotnosc.
Podrozujesz po swiecie piszac o ludziach, ktorzy cie nie
czytaja, a czytaja ci, ktorych tamci ludzie i ich sprawy
za bardzo nie obchodza. W rezultacie reporter jest kims,
kto stoi posrodku i ma wyjatkowy przywilej, a takze misje
do spelnienia: jest tlumaczem. Tlumaczem kultur.
Mowimy takze o ograniczeniach reportera, czesto prozaicznych:
Kapuscinski byl przez wiele lat jedynym korespondentem Polskiej
Agencji Prasowej na calym kontynencie afrykanskim. PAP nigdy
go nie ubezpieczyla na zycie. I jemu nigdy nie przyszlo
do glowy o to poprosic. W przypadek choroby byl zobowiazany
natychmiast wracac do Warszawy; PAP nie miala dolarow na
szpitale. Gdy zachorowal na malarie mozgowa, postanowil
zostac w Afryce. Bal sie, ze nigdy tam nie wroci.
O wedrowaniu
(13 grudnia 1997 r.)
W pracowni. Kapuscinski czyta na glos fragment kolejnego
odcinka Hebanu - o Solomonie idacym z Erytrei na
poszukiwanie brata. Czyta tak, jakby recytowal poezje: wolno,
podkreslajac kazda sylabe, zawieszajac glos.
Po chwili przerywa czytanie i zaczyna opowiadac, gleboko
przejety, tresc rozmowy z tym czlowiekiem. Mowi o niemozliwosci
dotarcia do jego mentalnosci, o niemoznosci porozumienia.
- Zyjemy na innych planetach. Inaczej rozumiemy tak podstawowe
pojecia jak czas, wiezy krwi, solidarnosc, godnosc, cierpienie.
Napotkany przez niego czlowiek nie wiedzial nawet, przez
jaki kraj szedl, ale ta wiedza nie byla mu do niczego potrzebna.
Wykazywal wyzszosc czlowieka, ktory czuje sie obywatelem
swiata, choc zyje obdarty i na granicy przetrwania.
O biedzie
(1 stycznia 2000 r. - rozmowa telefoniczna)
Kapuscinski jest juz po kolejnej podrozy do Indii. Wrocil
ledwo zywy, schorowany. Swieta i Nowy Rok spedzil w domu.
Marek Kusiba: - Wciaz mi stoi przed oczami opis
wielkiego zarcia odpadkow przez zebrakow, zamieszczony w
"Cesarzu" - ile to bylo lat temu?
Ryszard Kapuscinski: - Dwadziescia?
- Czy przez te dwadziescia lat cos sie zmienilo w Trzecim
swiecie w kwestii glodu?
- Nic sie nie zmienilo, bo sie nie moglo zmienic. Media,
zwlaszcza wielkie stacje telewizyjne manipuluja cynicznie
informacja, tak ze widz wie, ze na swiecie jest osiemset
milionow glodujacych i pokazuja glodne dzieci - kosteczki
chude, duze brzuszki, glowki, ludzi proszacych o garstke
ryzu. Takie rzeczy oczywiscie istnieja. To jest tragiczne,
ze ludzie gloduja. Ale problem glodu dosyc latwo jest nam
dzisiaj rozwiazac - bo istnieje duzo zapasow, mamy wielkie
samoloty transportowe, dostateczna ilosc srodkow. Mozna
te zapalne ogniska glodu, pockets of hunger, likwidowac.
- Co telewizja zreszta czesto pokazuje...
- Ale to jest wlasnie zupelnie falszywy obraz! Bo to nie
jest podstawowym dramatem ludzkosci. Rzeczywistym dramatem
jest to, ze trzy i pol miliarda ludzi zyje w skrajnym ubostwie.
W ogole sprowadzanie biedy do problemu niedozywienia to
jest straszne upodlenie definicji czlowieka. To jest widzenie
w czlowieku tylko przewodu pokarmowego... Ja czesto mieszkam
z tymi ludzmi w ich lepiankach, szalasach. To sa koszmarne
warunki zycia. Ten czlowiek nie ma nic, nie ma co wlozyc
na grzbiet, nie ma zadnego lekarstwa, a przede wszystkim
nie ma zadnej perspektywy. To jest dramatyczne, ze on nigdy
z tego nie wyjdzie...
- Kiedy znowu wyjezdzasz i gdzie?
- Pod koniec stycznia. Jade do Ameryki Poludniowej, do
Boliwii.
Proza zycia
(20 kwietnia 2001 r. - rozmowa telefoniczna)
- Co slychac? Pracuje, jezdze... Proza zycia. W tej chwili
przygotowuje sie do trzeciego wywiadu, ktorego udzielam El Pais. To moje wrazenia na temat Ameryki Lacinskiej
i zarazem przygotowanie do ksiazki, ktora zaczne pisac o
tym kontynencie. Taki drugi tom Hebanu, tylko ze
bedzie sie "dziac" w Ameryce Lacinskiej. A propos - wczoraj
dostalem egzemplarz sygnalny Hebanu, ktory wyszedl
w Toronto i w Nowym Jorku pod tytulem The Shadow of the
Sun. Dlaczego nie Ebony? Wydawca poprosil mnie
o zmiane, by tytul nie "kolidowal" z popularnym tygodnikiem Ebony. Pomysl tytulu przyszedl mi do glowy w windzie,
gdy jechalem na spotkanie z wydawcami... Ksiazka jest bardzo
ladnie wydana - na okladce czarny przewoznik, jest to prawdopodobnie
Nil w Sudanie, "z glowy" tego czlowieka wyrasta niejako
samotny wielblad kroczacy dumnie wzdluz brzegu, widac ze
jest to poczatek pustyni.
W Ameryce bede krotko - poltora dnia w Waszyngtonie, poltora
dnia w Nowym Jorku. Zupelnie nie mam czasu, gonia terminy,
zglosilem projekt ksiazki o Ameryce Lacinskiej, bede to
drukowac w odcinkach w Gazecie Wyborczej. Musze sie
do tej ksiazki solidnie przygotowac. Miesiace spedzone na
podrozach, spotkania z ludzmi to jedna noga. A bardzo doglebne
studia i lektury - to druga.
Rzedy lektur
(24 kwietnia 2001 r. - rozmowa telefoniczna z Alicja Kapuscinska)
- Ksiazki na temat Ameryki Poludniowej stoja rzedami na
polkach. Jest ich tyle samo, a moze i wiecej niz na temat
Afryki, czyli ponad pol tysiaca! Wszystko, co Ryszard pisze,
jest przesaczone wiedza zgromadzona dotychczas, wycyzelowane,
skondensowane we wlasnym doswiadczeniu. Jest to jeden z
pisarzy najbardziej serio traktujacych swoj zawod. Ma ogromne
doswiadczenie i swietna pamiec, a jednak bada, czyta, sprawdza
informacje, dodaje i uzupelnia. Wol roboczy. Kupuje ksiazke,
zeby moc napisac jeden akapit, zeby z niej przytoczyc jedna
informacje, bo wszystko musi byc udokumentowane, uwierzytelnione.
Po ksiazce o Ameryce Lacinskiej zabierze sie za "trzeci
tom" Hebanu - ksiazke o Azji...
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |