[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (27 kwietnia 2001)


MAREK KUSIBA

Kapuscinski - tlumacz kultur

Podaje skroty zapisow kilku spotkan i rozmow z Ryszardem Kapuscinskim w latach 1996-1998, w czasie pracy pisarza nad Hebanem, oraz notatki z ostatnich rozmow. Heban (1998) jest owocem trwajacych cztery dekady wypraw reporterskich do Afryki i uznany zostal przez krytyke za jedna z najwybitniejszych ksiazek w dorobku autora Cesarza. Wlasnie ukazalo sie jej amerykanskie wydanie (The Shadow of the Sun, nakladem Knopfa, w przekladzie Klary Glowczewskiej). Heban od dwoch lat swieci miedzynarodowe triumfy, pisarz otrzymal juz za te ksiazke kilkanascie nagrod; nawet w "trudnej" dla obcej tworczosci Francji, Heban znajdowal sie przez trzy miesiace na szczycie listy bestsellerow. W Polsce sprzedano grubo ponad 100 tys. egzemplarzy. Na poczatku maja Kapuscinski bedzie promowal The Shadow od the Sun w Waszyngtonie i Nowym Jorku.

O samotnosci

Peter Gzowski (CBC Toronto, 7 grudnia 1996 r.): - Czy to prawda, ze pierwszy raz siedzial Pan w samochodzie majac czternascie lat, zas pierwszy telefon mial Pan dopiero w wieku trzydziestu lat?

Ryszard Kapuscinski: - To prawda, ale jeszcze niecala prawda. Moje dziecinstwo przypadlo na czas wojny, wiec gdy bylem dzieckiem, moim problemem nie bylo przejechanie sie samochodem. Problemem byly buty na zime. W okolicach Pinska zimy sa mrozne. Wychowalem sie w biedzie i dlatego rozumiem sytuacje i mentalnosc nedzarzy. To jest powod, dla ktorego tak czesto jezdze do Afryki i pisze o Afryce.

- Istotnie, cos Pana ciagnie do tej Afryki...

- Czesto tam jezdze. Obecnie pisze ksiazke o Afryce (mowa o Hebanie - przyp. M.K.). Sprobuje zawrzec w niej czterdziesci lat moich doswiadczen zawodowych. Z tej czterdziestki, przeszlo dziesiec lat spedzilem w Afryce. W ciagu ostatniego roku, przez piec miesiecy bylem w zachodniej Afryce, w sahelu i na pustyni, jezdzac z wioski do wioski. Staram sie pisac o Afryce, bo ludzie tam mieszkajacy pozbawieni sa wlasnego glosu w mediach i w literaturze, nikt nie wie o tym, jak zyja i co mysla. Uwazam, ze udzielenie im glosu jest moim obowiazkiem. Swiat bogatych powinien sie dowiedziec, ze obok niego istnieje inny, liczniejszy swiat - swiat ludzi biednych i glodnych.

Jeszcze o samotnosci

(19 maja 1997 r., Wigry)

XVIII-wieczny klasztor pokamedulski. Konferencja literacka Osrodka Kultur i Narodow "Pogranicze". Kapuscinski jest gosciem konferencji. Rozmawiamy dlugo w noc. Temat: cena, jaka placi reporter.

Ryszard Kapuscinski: - Przede wszystkim samotnosc. Podrozujesz po swiecie piszac o ludziach, ktorzy cie nie czytaja, a czytaja ci, ktorych tamci ludzie i ich sprawy za bardzo nie obchodza. W rezultacie reporter jest kims, kto stoi posrodku i ma wyjatkowy przywilej, a takze misje do spelnienia: jest tlumaczem. Tlumaczem kultur.

Mowimy takze o ograniczeniach reportera, czesto prozaicznych: Kapuscinski byl przez wiele lat jedynym korespondentem Polskiej Agencji Prasowej na calym kontynencie afrykanskim. PAP nigdy go nie ubezpieczyla na zycie. I jemu nigdy nie przyszlo do glowy o to poprosic. W przypadek choroby byl zobowiazany natychmiast wracac do Warszawy; PAP nie miala dolarow na szpitale. Gdy zachorowal na malarie mozgowa, postanowil zostac w Afryce. Bal sie, ze nigdy tam nie wroci.

O wedrowaniu

(13 grudnia 1997 r.)

W pracowni. Kapuscinski czyta na glos fragment kolejnego odcinka Hebanu - o Solomonie idacym z Erytrei na poszukiwanie brata. Czyta tak, jakby recytowal poezje: wolno, podkreslajac kazda sylabe, zawieszajac glos.

Po chwili przerywa czytanie i zaczyna opowiadac, gleboko przejety, tresc rozmowy z tym czlowiekiem. Mowi o niemozliwosci dotarcia do jego mentalnosci, o niemoznosci porozumienia.

- Zyjemy na innych planetach. Inaczej rozumiemy tak podstawowe pojecia jak czas, wiezy krwi, solidarnosc, godnosc, cierpienie.

Napotkany przez niego czlowiek nie wiedzial nawet, przez jaki kraj szedl, ale ta wiedza nie byla mu do niczego potrzebna. Wykazywal wyzszosc czlowieka, ktory czuje sie obywatelem swiata, choc zyje obdarty i na granicy przetrwania.

O biedzie

(1 stycznia 2000 r. - rozmowa telefoniczna)

Kapuscinski jest juz po kolejnej podrozy do Indii. Wrocil ledwo zywy, schorowany. Swieta i Nowy Rok spedzil w domu.

Marek Kusiba: - Wciaz mi stoi przed oczami opis wielkiego zarcia odpadkow przez zebrakow, zamieszczony w "Cesarzu" - ile to bylo lat temu?

Ryszard Kapuscinski: - Dwadziescia?

- Czy przez te dwadziescia lat cos sie zmienilo w Trzecim swiecie w kwestii glodu?

- Nic sie nie zmienilo, bo sie nie moglo zmienic. Media, zwlaszcza wielkie stacje telewizyjne manipuluja cynicznie informacja, tak ze widz wie, ze na swiecie jest osiemset milionow glodujacych i pokazuja glodne dzieci - kosteczki chude, duze brzuszki, glowki, ludzi proszacych o garstke ryzu. Takie rzeczy oczywiscie istnieja. To jest tragiczne, ze ludzie gloduja. Ale problem glodu dosyc latwo jest nam dzisiaj rozwiazac - bo istnieje duzo zapasow, mamy wielkie samoloty transportowe, dostateczna ilosc srodkow. Mozna te zapalne ogniska glodu, pockets of hunger, likwidowac.

- Co telewizja zreszta czesto pokazuje...

- Ale to jest wlasnie zupelnie falszywy obraz! Bo to nie jest podstawowym dramatem ludzkosci. Rzeczywistym dramatem jest to, ze trzy i pol miliarda ludzi zyje w skrajnym ubostwie. W ogole sprowadzanie biedy do problemu niedozywienia to jest straszne upodlenie definicji czlowieka. To jest widzenie w czlowieku tylko przewodu pokarmowego... Ja czesto mieszkam z tymi ludzmi w ich lepiankach, szalasach. To sa koszmarne warunki zycia. Ten czlowiek nie ma nic, nie ma co wlozyc na grzbiet, nie ma zadnego lekarstwa, a przede wszystkim nie ma zadnej perspektywy. To jest dramatyczne, ze on nigdy z tego nie wyjdzie...

- Kiedy znowu wyjezdzasz i gdzie?

- Pod koniec stycznia. Jade do Ameryki Poludniowej, do Boliwii.

Proza zycia

(20 kwietnia 2001 r. - rozmowa telefoniczna)

- Co slychac? Pracuje, jezdze... Proza zycia. W tej chwili przygotowuje sie do trzeciego wywiadu, ktorego udzielam El Pais. To moje wrazenia na temat Ameryki Lacinskiej i zarazem przygotowanie do ksiazki, ktora zaczne pisac o tym kontynencie. Taki drugi tom Hebanu, tylko ze bedzie sie "dziac" w Ameryce Lacinskiej. A propos - wczoraj dostalem egzemplarz sygnalny Hebanu, ktory wyszedl w Toronto i w Nowym Jorku pod tytulem The Shadow of the Sun. Dlaczego nie Ebony? Wydawca poprosil mnie o zmiane, by tytul nie "kolidowal" z popularnym tygodnikiem Ebony. Pomysl tytulu przyszedl mi do glowy w windzie, gdy jechalem na spotkanie z wydawcami... Ksiazka jest bardzo ladnie wydana - na okladce czarny przewoznik, jest to prawdopodobnie Nil w Sudanie, "z glowy" tego czlowieka wyrasta niejako samotny wielblad kroczacy dumnie wzdluz brzegu, widac ze jest to poczatek pustyni.

W Ameryce bede krotko - poltora dnia w Waszyngtonie, poltora dnia w Nowym Jorku. Zupelnie nie mam czasu, gonia terminy, zglosilem projekt ksiazki o Ameryce Lacinskiej, bede to drukowac w odcinkach w Gazecie Wyborczej. Musze sie do tej ksiazki solidnie przygotowac. Miesiace spedzone na podrozach, spotkania z ludzmi to jedna noga. A bardzo doglebne studia i lektury - to druga.

Rzedy lektur

(24 kwietnia 2001 r. - rozmowa telefoniczna z Alicja Kapuscinska)

- Ksiazki na temat Ameryki Poludniowej stoja rzedami na polkach. Jest ich tyle samo, a moze i wiecej niz na temat Afryki, czyli ponad pol tysiaca! Wszystko, co Ryszard pisze, jest przesaczone wiedza zgromadzona dotychczas, wycyzelowane, skondensowane we wlasnym doswiadczeniu. Jest to jeden z pisarzy najbardziej serio traktujacych swoj zawod. Ma ogromne doswiadczenie i swietna pamiec, a jednak bada, czyta, sprawdza informacje, dodaje i uzupelnia. Wol roboczy. Kupuje ksiazke, zeby moc napisac jeden akapit, zeby z niej przytoczyc jedna informacje, bo wszystko musi byc udokumentowane, uwierzytelnione. Po ksiazce o Ameryce Lacinskiej zabierze sie za "trzeci tom" Hebanu - ksiazke o Azji...

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail