JERZY R. KRZYZANOWSKI
O "Klubie Trzeciego Miejsca"
Korespondencja Jerzego Giedroycia i Melchiora Wankowicza
Rosnaca z kazdym rokiem biblioteka Archiwum Kultury,
od kilku lat wydawana w Warszawie przez Czytelnika, wzbogacila
sie o nowy, siodmy juz, cenny tom korespondencji, tym razem
miedzy Jerzym Giedroyciem a Melchiorem Wankowiczem. Nie
bedzie przesada twierdzenie, ze ich listy z lat 1945-1963
poruszaja kilka spraw zasadniczych zarowno dla kultury polskiej,
jak i sytuacji emigracyjnej w tym krytycznym pod wieloma
wzgledami okresie. Majac przed soba zbior przeszlo 260 listow,
pomieszczonych na pol tysiaca stronic, zdecydowac sie trzeba
na wydobycie sposrod nich kilku poruszajacych problemy kluczowe,
reszte prawdziwie fascynujacej lektury goraco polecajac
czytelnikom od problemow tych - miejmy nadzieje - dzisiaj
juz wolnych.
Na pierwszy rzut oka trudno sobie wyobrazic dwoch ludzi
tak calkowicie od siebie roznych, jak chlodny, opanowany
Giedroyc i klasyczny typ krwistego szlachciury - Wankowicz.
A przeciez laczylo ich i umozliwilo zywa korespondencje
cos wiecej niz tylko kresowe pochodzenie i fakt pozostania
na emigracji. Jeszcze w okresie miedzywojennym obaj byli
wysoce sceptyczni wobec polityki rzadu, czemu glosno i niejednokrotnie
dawali wyraz, a co nastepnie spowodowalo m.in. wymuszona
izolacje Wankowicza od biezacych spraw okresu wojny i usuniecie
go na margines. Tym tez wieksza wdziecznosc zywil do Giedroycia,
ktory w 1943 r. w Jerozolimie wyciagnal do pisarza reke
i postaral sie o ponowne wprowadzenie go na publiczna arene,
co w rezultacie przynioslo dzielo na miare istotnie historyczna
- trzytomowe opracowanie przez Wankowicza historii bitwy
o Monte Cassino. Nawiazany wtedy bliski kontakt, wspolne
przezycia w Drugim Korpusie, bliskosc pogladow krytycznych
wobec powojennej polityki rzadu w Londynie - wszystko to
zblizalo coraz bardziej obu korespondentow i zaowocowalo
blisko dwudziestoletnia wymiana listow na tematy obu ich
zywo obchodzace.
Redaktor starannie przygotowanego tomu, dr Aleksandra Ziolkowska-Boehm,
podjela sluszna decyzje dodania do listow aneksu zawierajacego
tekst dla dyskusji obu korespondentow zasadniczy, a mianowicie
artykul Wankowicza "Klub Trzeciego Miejsca", zamieszczony
w Kulturze, a nastepnie wydany przez Instytut Literacki
jako osobna broszura w 1949 roku. Ze wzgledu na to, ze artykul
stanowi glowny przedmiot korespondencyjnej dyskusji, a takze
dlatego, ze tytul ten dzisiejszemu czytelnikowi niewiele
mowi, przypomnijmy zasadnicze tezy Wankowicza, konieczne
dla zrozumienia listow wymienianych miedzy Pisarzem a Redaktorem,
tak ich umownie za redaktorka tomu, z zachowaniem duzej
litery, nazywajac i cytaty opatrujac numerami stronic (podanymi
w nawiasach).
"Dzis jeszcze drukowalbym 'Klub Trzeciego Miejsca' jako
najlepsze dotad drozdze do przemyslenia dla nas" - pisal
Giedroyc (s. 224) w dwa lata po wydaniu broszury, ktora
wywolala jedna z najzywszych polemik w emigracyjnej prasie
polskiej. Wankowicz bowiem postawil swoja teze w szczytowym
okresie zimnej wojny, gdy swiat podzielony zostal na dwa
nieprzejednanie antagonistyczne obozy, piszac z narazeniem
sie na powazne opory, ze obowiazkiem Polakow jest zajecie
w konflikcie tym "trzeciego miejsca", bez aktywnego zaangazowania
kosztem nieobliczalnych strat. "Wynikiem tego rachunku sumienia
- pisal - jest, ze emigracja w tej formie duchowej reprezentuje
niewiele i reprezentowac bedzie z roku na rok coraz mniej.
Jesli zas reprezentuje wartosci godne utrwalenia, to sie
o te wartosci broszura pojedynczego czlowieka rozbije i
przez to samo te wartosci poglebi. Reprezentuja cos - Polacy
na emigracji" (s. 527). "Chcemy skupic tych - kontynuowal
- ktorzy z neutralnosci nie beda robic zaslony dla bezwladu.
Ktorzy caly ciezar odpowiedzialnosci za caly narod beda
nosic na sobie, na plecach, w dniu codziennej i nieustepliwej
pracy, nie skladajac go w przechowalniach legalistycznych,
partyjnych, kombatanckich czy innych az do momentu, kiedy
ktorys tam zloty rog da znac, ze czas siadac do wagonu"
(s. 528-529). Argumenty te, wymierzone przede wszystkim
w srodowisko emigracji londynskiej, znalazly goracego poplecznika
w Giedroyciu, ktory zauwazyl po otrzymaniu tekstu: "Przeczytalem
go z prawdziwa pasja. Po dokladniejszym przeczytaniu uswiadomilem
sobie dopiero, co to jest za ladunek dynamitu, jaki Pan
podklada pod te emigracje. Spowoduje to rowniez, mysle,
dzika radosc prasy rezimowej i w obecnej sytuacji zapewne
w kraju sie nie spodoba. Taktycznie sprawi to multum klopotu"
(s. 88-89). Dalekowzroczny polityk widzi sprawy ostrzej
i lepiej niz emocjonalnie zaangazowany autor, niemniej jednak,
zgodnie ze swoimi pogladami, zawsze wobec londynskiej emigracji
krytycznymi, popiera Wankowicza wszystkimi dostepnymi srodkami,
tzn. publikuje i reklamuje jego poglady. Trudno o lepsza
wspolprace dwoch ludzi tak roznych, a jednak tak zgodnych
w sprawach zasadniczych.
Zgodnosc ta istniala nie we wszystkich przypadkach. Pod
koniec 1951 roku Wankowicz skarzyc sie zaczyna na "niezyczliwostki"
ze strony Kultury, ale, jak pisze, "moj stosunek
do Kultury jest czyms o wiele wiecej niz stosunek
do pisma, ktore sie ceni, czy do ludzi, ktorych sie szanuje.
Jest to stosunek czlowieka w pustce, ktory kazdy przyblizajacy
sie numer Kultury wita jak zarys okreslonego trojwymiarowego,
majacego swoja wage, zmaterializowanego ksztaltu. Poczucie,
ze sie utraci kontakt, zostawia juz tylko rezygnacje" (s.
207). Dzisiaj, po zamilknieciu Kultury, slowa te
brzmia szczegolnie przejmujaco. W latach 50. jednak Pisarz
robil wszystko, zeby najblizszy kontakt z Redaktorem utrzymac,
przy czym - zgodzmy sie calkowicie z redaktorka tomu - "wlasciwie
Pisarz oczekuje od Redaktora jednego - druku swoich tekstow".
"Wlasciwie mozna zaryzykowac twierdzenie - pisze dalej Aleksandra
Ziolkowska-Boehm - ze Wankowicz jako autor niebawem po wydrukowaniu
'Klubu Trzeciego Miejsca' przestal interesowac Kulture"
(s. 9).
Jest jednak w tych obustronnych listach o tyle wiecej,
ze wylania sie z nich szeroki obraz emigracji w latach 50.
i 60., przy czym pamietac trzeba o bardziej niz sceptycznej
wobec niej postawie obu korespondentow, z tym ze zarowno
Giedroyc, jak i polityczny korespondent Kultury Juliusz
Mieroszewski, w pelni uznawali poglady Wankowicza. "Potezny
duch mieszka w Panskim poteznym ciele, to fakt! - pisal
ten ostatni w 1950 roku. - Panu na pewno jest obce poczucie
owego zagubienia i nieprzynaleznosci do nikogo i niczego,
bo Pan juz nie jest osoba, ale instytucja, biurem literackim,
firma, ktora nazywa sie M. Wankowicz. Pan nie emigruje,
Pan tylko przenosi firme z kontynentu na kontynent". I dalej:
"Ale jak mysle o Panu jako o pisarzu, to zawsze mi sie wydaje,
ze powinien Pan przede wszystkim pisac ksiazki historyczne. Monte Cassino jest czyms unique w naszej literaturze,
ale - pewnie sie Pan z tym nie zgodzi - najwiekszym pisarzem
jest Pan w Hubalczykach. Sa partie w Hubalczykach,
ktore sprawiaja, ze mysle nieraz, iz gdyby Pan podjal epopeje
proza, cos a la Popioly XX w. - to byloby to zapewne
najwieksze dzielo w naszej literaturze historycznej. Goruje
Pan bowiem nad Zeromskim kompozycja, a nad Sienkiewiczem
i Zeromskim jedrnoscia prozy, odsentymentalnionej, choc
czasem mesko lirycznej" (s. 183). Mozna z tymi sadami polemizowac,
nalezy jednak przyznac, ze rola Wankowicza w tworzeniu wspolczesnej
powiesci-reportazu byl zgola wyjatkowa.
Ale Monte Cassino, a raczej krajowe ocenzurowane
wydanie tej ksiazki w roku 1957, stalo sie powodem nowego
konfliktu miedzy Wankowiczem a emigracja, a w konsekwencji
takze ochlodzenia stosunkow z Giedroyciem. Zarzuty dotyczyly
pominiecia w wersji krajowej martyrologii Polakow w Rosji,
tak jakby pod Monte Cassino trafili oni znikad, przypadkiem. Kultura opublikowala wprawdzie wyjasnienie Wankowicza
bedace zarazem jego odpowiedzia na orzeczenie Komisji Stowarzyszenia
Kombatantow Polskich, ale juz w rok pozniej, po powrocie
Pisarza na stale do kraju, wymiana listow miedzy nim a Redaktorem
ulegla znacznemu oslabieniu. Korzystajac jedynie z wyjazdow
zagranicznych mogl Wankowicz pisac nieco bardziej otwarcie
o swojej sytuacji w kraju, mowiac m.in. w 1963 roku: "Przyjechalem
do Polski jako 'Klub 3 Miejsca', tzn. z pelna swiadomoscia,
ze przyjdzie czas, kiedy trzeba bedzie zaplacic za wszystko,
co mi dal przyjazd, przede wszystkim moralnie i materialnie"
(s. 429). W rok pozniej pisarz zostal aresztowany "pod zarzutem
przekazania za granice opracowanych materialow szkalujacych
Polske Ludowa", ale stalo sie to juz po zawieszeniu korespondencji
z Redaktorem, do ktorego ostatni w zbiorze list datowany
jest 3 listopada 1963 i opatrzony wiele mowiacym dopiskiem:
"Ani chwili nie zaluje decyzji powrotu do Polski i zycie
by mi sie urwalo, gdybym musial z niej wyjechac" (s. 430).
Jak na ironie, list ten napisal wlasnie w czasie wyjazdu
zagranicznego.
Raz jeszcze okazalo sie, ze w polityce nie mozna byc neutralnym,
ze trzeba zajac zdecydowane stanowisko, a dla zwolennikow
"Klubu Trzeciego Miejsca" miejsca zabraklo tak na emigracji,
jak i w Polsce Ludowej. Przewidujacy Redaktor okazal sie
bardziej przewidujacym od powodujacego sie emocjami Pisarza
i pozycji swojej nawet do konca lat 90. konsekwentnie nie
zmienil. Uwazna lektura listow pozwala zauwazyc to zupelnie
wyraznie.
Zakres tematow poruszanych w czasie prawie dwudziestoletniej
korespondencji jest imponujacy: od polityki swiatowej do
drobnych ploteczek, od zagadnien moralnych do spraw czysto
materialnych, od prob obiektywnych ocen wartosci emigracji
do wytykania jej bledow i smiesznostek, w czym oczywiscie
celuje Pisarz. Redaktor na ogol ogranicza sie do rzeczowych,
przemyslanych uwag na wszystkie te tematy, choc i w jego
listach nie brak typowego dla Giedroycia humoru "z cicha
pek". Wankowicz natomiast nie naklada sobie zadnych hamulcow,
pisze tak jak mysli, jak czuje, z tym oczywiscie, ze w korespondencji
nie zaniedbuje swoich interesow wydawniczych, a czesto,
sypiac dalekosieznymi pomyslami, stara sie polaczyc je z
planami Instytutu Literackiego, na co Redaktor, jak zwykle
z rezerwa, odpowiada ostroznie, a czasem wrecz wymijajaco.
W sumie jest do dialog tak charakterystyczny, ze moze zostac
uznany za wzorzec korespondencji miedzy Pisarzem a Wydawca,
z ktorych kazdy, pozostajac z calym uznaniem dla drugiej
strony, pilnuje swoich spraw. Wolno miec nadzieje, ze listy
te posluza kiedys socjologowi literatury pracujacemu nad
tego rodzaju problematyka.
Jednym z ciekawszych dla czytelnika elementow tej korespondencji
jest czynnik humoru, wlasciwy obu piszacym. Humoru, powiedzmy
otwarcie, nie zawsze wzbudzajacego smiech, czesciej refleksje
i zamyslenie. Pisal na przyklad Giedroyc w 1952 roku: "Grudzinski
jest jednym z wielu moich znajomych eks-przyjaciol czy obecnych
przyjaciol, ktorzy chca byc moimi bossami, uwazajac mnie
za glupawe, ale pozyteczne zwierze pociagowe od brudnej
roboty. To nieporozumienie zwykle trwa dosc dlugo, bo mam
i slabosc do talentow, i zalezy mi na pismie etc. Ale z
chwila, gdy nastapi przypadkowe zderzenie, to dany gosc
nie moze mi darowac, ze jestem redaktorem. Nawet nie ma
Pan pojecia, ile jest obecnych redaktorow Kultury,
nie mowiac o eks" (s. 363). Zerwanie wspolpracy miedzy Giedroyciem
a Gustawem Herlingiem-Grudzinskim w 1996 r. ocene te potwierdzilo,
raz jeszcze swiadczac o przenikliwosci Redaktora. Wankowicz
natomiast blyska humorem przede wszystkim w stylizacji swoich
wypowiedzi, jak w liscie z maja 1952 r.: "Uwzieli sie pisac,
czym nie jestem. Sambor pisze, ze nie jestem wielkim pisarzem,
podaje mnie w raczki Mieroszewskiemu, ktory odbija, ze nie
jestem filozofem ani wieszczem; swoja recenzyjke zaczyna
i konczy tym, czym nie jestem. Nie jestem blondynem. Ale
dziwilbym sie gdyby to nagle i powszechnie zaczeto stwierdzac.
Nie jestem chemikiem - ale poczalbym sie niepokoic, gdyby
poczeto upewniac czytelnikow, ze nie wymyslilem prochu"
(s. 280). Tego rodzaju ustepy dodaja korespondencji koloru
i uroku.
Czytajac o sprawach odleglych o pol wieku trudno byloby
sie zorientowac w labiryncie nazwisk, jakie przewijaja sie
w listach, gdyby nie iscie benedyktynska praca Aleksandry
Ziolkowskiej-Boehm i Jacka Krawczyka, ktorzy listy opatrzyli
podstawowymi przypisami biograficznymi. Udalo sie im bezblednie
zidentyfikowac setki nazwisk zapomnianych przez historie,
uzupelnic je datami i najkrotsza bodajze informacja. W sumie,
lacznie z nieodzownymi w tego rodzaju ksiazkach wstepem,
nota wydawcy i indeksem nazwisk, korespondencja Giedroyc
- Wankowicz jest wydawnictwem zaslugujacym na wielkie uznanie.
------------------------
Jerzy Giedroyc - Melchior Wankowicz. Listy 1945-1963 (Archiwum Kultury, 7) Wyboru dokonala i wstepem opatrzyla
Aleksandra Ziolkowska-Boehm. Przypisy opracowali Aleksandra
Ziolkowska-Boehm i Jacek Krawczyk, (Archiwum Kultury,
7) Czytelnik, Warszawa 2000, s. 550, cena 24 dol. plus NY
tax i 5.50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do
nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |