PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (20 kwietnia 2001)


JERZY R. KRZYZANOWSKI

O "Klubie Trzeciego Miejsca"

Korespondencja Jerzego Giedroycia i Melchiora Wankowicza

Rosnaca z kazdym rokiem biblioteka Archiwum Kultury, od kilku lat wydawana w Warszawie przez Czytelnika, wzbogacila sie o nowy, siodmy juz, cenny tom korespondencji, tym razem miedzy Jerzym Giedroyciem a Melchiorem Wankowiczem. Nie bedzie przesada twierdzenie, ze ich listy z lat 1945-1963 poruszaja kilka spraw zasadniczych zarowno dla kultury polskiej, jak i sytuacji emigracyjnej w tym krytycznym pod wieloma wzgledami okresie. Majac przed soba zbior przeszlo 260 listow, pomieszczonych na pol tysiaca stronic, zdecydowac sie trzeba na wydobycie sposrod nich kilku poruszajacych problemy kluczowe, reszte prawdziwie fascynujacej lektury goraco polecajac czytelnikom od problemow tych - miejmy nadzieje - dzisiaj juz wolnych.

Na pierwszy rzut oka trudno sobie wyobrazic dwoch ludzi tak calkowicie od siebie roznych, jak chlodny, opanowany Giedroyc i klasyczny typ krwistego szlachciury - Wankowicz. A przeciez laczylo ich i umozliwilo zywa korespondencje cos wiecej niz tylko kresowe pochodzenie i fakt pozostania na emigracji. Jeszcze w okresie miedzywojennym obaj byli wysoce sceptyczni wobec polityki rzadu, czemu glosno i niejednokrotnie dawali wyraz, a co nastepnie spowodowalo m.in. wymuszona izolacje Wankowicza od biezacych spraw okresu wojny i usuniecie go na margines. Tym tez wieksza wdziecznosc zywil do Giedroycia, ktory w 1943 r. w Jerozolimie wyciagnal do pisarza reke i postaral sie o ponowne wprowadzenie go na publiczna arene, co w rezultacie przynioslo dzielo na miare istotnie historyczna - trzytomowe opracowanie przez Wankowicza historii bitwy o Monte Cassino. Nawiazany wtedy bliski kontakt, wspolne przezycia w Drugim Korpusie, bliskosc pogladow krytycznych wobec powojennej polityki rzadu w Londynie - wszystko to zblizalo coraz bardziej obu korespondentow i zaowocowalo blisko dwudziestoletnia wymiana listow na tematy obu ich zywo obchodzace.

Redaktor starannie przygotowanego tomu, dr Aleksandra Ziolkowska-Boehm, podjela sluszna decyzje dodania do listow aneksu zawierajacego tekst dla dyskusji obu korespondentow zasadniczy, a mianowicie artykul Wankowicza "Klub Trzeciego Miejsca", zamieszczony w Kulturze, a nastepnie wydany przez Instytut Literacki jako osobna broszura w 1949 roku. Ze wzgledu na to, ze artykul stanowi glowny przedmiot korespondencyjnej dyskusji, a takze dlatego, ze tytul ten dzisiejszemu czytelnikowi niewiele mowi, przypomnijmy zasadnicze tezy Wankowicza, konieczne dla zrozumienia listow wymienianych miedzy Pisarzem a Redaktorem, tak ich umownie za redaktorka tomu, z zachowaniem duzej litery, nazywajac i cytaty opatrujac numerami stronic (podanymi w nawiasach).

"Dzis jeszcze drukowalbym 'Klub Trzeciego Miejsca' jako najlepsze dotad drozdze do przemyslenia dla nas" - pisal Giedroyc (s. 224) w dwa lata po wydaniu broszury, ktora wywolala jedna z najzywszych polemik w emigracyjnej prasie polskiej. Wankowicz bowiem postawil swoja teze w szczytowym okresie zimnej wojny, gdy swiat podzielony zostal na dwa nieprzejednanie antagonistyczne obozy, piszac z narazeniem sie na powazne opory, ze obowiazkiem Polakow jest zajecie w konflikcie tym "trzeciego miejsca", bez aktywnego zaangazowania kosztem nieobliczalnych strat. "Wynikiem tego rachunku sumienia - pisal - jest, ze emigracja w tej formie duchowej reprezentuje niewiele i reprezentowac bedzie z roku na rok coraz mniej. Jesli zas reprezentuje wartosci godne utrwalenia, to sie o te wartosci broszura pojedynczego czlowieka rozbije i przez to samo te wartosci poglebi. Reprezentuja cos - Polacy na emigracji" (s. 527). "Chcemy skupic tych - kontynuowal - ktorzy z neutralnosci nie beda robic zaslony dla bezwladu. Ktorzy caly ciezar odpowiedzialnosci za caly narod beda nosic na sobie, na plecach, w dniu codziennej i nieustepliwej pracy, nie skladajac go w przechowalniach legalistycznych, partyjnych, kombatanckich czy innych az do momentu, kiedy ktorys tam zloty rog da znac, ze czas siadac do wagonu" (s. 528-529). Argumenty te, wymierzone przede wszystkim w srodowisko emigracji londynskiej, znalazly goracego poplecznika w Giedroyciu, ktory zauwazyl po otrzymaniu tekstu: "Przeczytalem go z prawdziwa pasja. Po dokladniejszym przeczytaniu uswiadomilem sobie dopiero, co to jest za ladunek dynamitu, jaki Pan podklada pod te emigracje. Spowoduje to rowniez, mysle, dzika radosc prasy rezimowej i w obecnej sytuacji zapewne w kraju sie nie spodoba. Taktycznie sprawi to multum klopotu" (s. 88-89). Dalekowzroczny polityk widzi sprawy ostrzej i lepiej niz emocjonalnie zaangazowany autor, niemniej jednak, zgodnie ze swoimi pogladami, zawsze wobec londynskiej emigracji krytycznymi, popiera Wankowicza wszystkimi dostepnymi srodkami, tzn. publikuje i reklamuje jego poglady. Trudno o lepsza wspolprace dwoch ludzi tak roznych, a jednak tak zgodnych w sprawach zasadniczych.

Zgodnosc ta istniala nie we wszystkich przypadkach. Pod koniec 1951 roku Wankowicz skarzyc sie zaczyna na "niezyczliwostki" ze strony Kultury, ale, jak pisze, "moj stosunek do Kultury jest czyms o wiele wiecej niz stosunek do pisma, ktore sie ceni, czy do ludzi, ktorych sie szanuje. Jest to stosunek czlowieka w pustce, ktory kazdy przyblizajacy sie numer Kultury wita jak zarys okreslonego trojwymiarowego, majacego swoja wage, zmaterializowanego ksztaltu. Poczucie, ze sie utraci kontakt, zostawia juz tylko rezygnacje" (s. 207). Dzisiaj, po zamilknieciu Kultury, slowa te brzmia szczegolnie przejmujaco. W latach 50. jednak Pisarz robil wszystko, zeby najblizszy kontakt z Redaktorem utrzymac, przy czym - zgodzmy sie calkowicie z redaktorka tomu - "wlasciwie Pisarz oczekuje od Redaktora jednego - druku swoich tekstow". "Wlasciwie mozna zaryzykowac twierdzenie - pisze dalej Aleksandra Ziolkowska-Boehm - ze Wankowicz jako autor niebawem po wydrukowaniu 'Klubu Trzeciego Miejsca' przestal interesowac Kulture" (s. 9).

Jest jednak w tych obustronnych listach o tyle wiecej, ze wylania sie z nich szeroki obraz emigracji w latach 50. i 60., przy czym pamietac trzeba o bardziej niz sceptycznej wobec niej postawie obu korespondentow, z tym ze zarowno Giedroyc, jak i polityczny korespondent Kultury Juliusz Mieroszewski, w pelni uznawali poglady Wankowicza. "Potezny duch mieszka w Panskim poteznym ciele, to fakt! - pisal ten ostatni w 1950 roku. - Panu na pewno jest obce poczucie owego zagubienia i nieprzynaleznosci do nikogo i niczego, bo Pan juz nie jest osoba, ale instytucja, biurem literackim, firma, ktora nazywa sie M. Wankowicz. Pan nie emigruje, Pan tylko przenosi firme z kontynentu na kontynent". I dalej: "Ale jak mysle o Panu jako o pisarzu, to zawsze mi sie wydaje, ze powinien Pan przede wszystkim pisac ksiazki historyczne. Monte Cassino jest czyms unique w naszej literaturze, ale - pewnie sie Pan z tym nie zgodzi - najwiekszym pisarzem jest Pan w Hubalczykach. Sa partie w Hubalczykach, ktore sprawiaja, ze mysle nieraz, iz gdyby Pan podjal epopeje proza, cos a la Popioly XX w. - to byloby to zapewne najwieksze dzielo w naszej literaturze historycznej. Goruje Pan bowiem nad Zeromskim kompozycja, a nad Sienkiewiczem i Zeromskim jedrnoscia prozy, odsentymentalnionej, choc czasem mesko lirycznej" (s. 183). Mozna z tymi sadami polemizowac, nalezy jednak przyznac, ze rola Wankowicza w tworzeniu wspolczesnej powiesci-reportazu byl zgola wyjatkowa.

Ale Monte Cassino, a raczej krajowe ocenzurowane wydanie tej ksiazki w roku 1957, stalo sie powodem nowego konfliktu miedzy Wankowiczem a emigracja, a w konsekwencji takze ochlodzenia stosunkow z Giedroyciem. Zarzuty dotyczyly pominiecia w wersji krajowej martyrologii Polakow w Rosji, tak jakby pod Monte Cassino trafili oni znikad, przypadkiem. Kultura opublikowala wprawdzie wyjasnienie Wankowicza bedace zarazem jego odpowiedzia na orzeczenie Komisji Stowarzyszenia Kombatantow Polskich, ale juz w rok pozniej, po powrocie Pisarza na stale do kraju, wymiana listow miedzy nim a Redaktorem ulegla znacznemu oslabieniu. Korzystajac jedynie z wyjazdow zagranicznych mogl Wankowicz pisac nieco bardziej otwarcie o swojej sytuacji w kraju, mowiac m.in. w 1963 roku: "Przyjechalem do Polski jako 'Klub 3 Miejsca', tzn. z pelna swiadomoscia, ze przyjdzie czas, kiedy trzeba bedzie zaplacic za wszystko, co mi dal przyjazd, przede wszystkim moralnie i materialnie" (s. 429). W rok pozniej pisarz zostal aresztowany "pod zarzutem przekazania za granice opracowanych materialow szkalujacych Polske Ludowa", ale stalo sie to juz po zawieszeniu korespondencji z Redaktorem, do ktorego ostatni w zbiorze list datowany jest 3 listopada 1963 i opatrzony wiele mowiacym dopiskiem: "Ani chwili nie zaluje decyzji powrotu do Polski i zycie by mi sie urwalo, gdybym musial z niej wyjechac" (s. 430). Jak na ironie, list ten napisal wlasnie w czasie wyjazdu zagranicznego.

Raz jeszcze okazalo sie, ze w polityce nie mozna byc neutralnym, ze trzeba zajac zdecydowane stanowisko, a dla zwolennikow "Klubu Trzeciego Miejsca" miejsca zabraklo tak na emigracji, jak i w Polsce Ludowej. Przewidujacy Redaktor okazal sie bardziej przewidujacym od powodujacego sie emocjami Pisarza i pozycji swojej nawet do konca lat 90. konsekwentnie nie zmienil. Uwazna lektura listow pozwala zauwazyc to zupelnie wyraznie.

Zakres tematow poruszanych w czasie prawie dwudziestoletniej korespondencji jest imponujacy: od polityki swiatowej do drobnych ploteczek, od zagadnien moralnych do spraw czysto materialnych, od prob obiektywnych ocen wartosci emigracji do wytykania jej bledow i smiesznostek, w czym oczywiscie celuje Pisarz. Redaktor na ogol ogranicza sie do rzeczowych, przemyslanych uwag na wszystkie te tematy, choc i w jego listach nie brak typowego dla Giedroycia humoru "z cicha pek". Wankowicz natomiast nie naklada sobie zadnych hamulcow, pisze tak jak mysli, jak czuje, z tym oczywiscie, ze w korespondencji nie zaniedbuje swoich interesow wydawniczych, a czesto, sypiac dalekosieznymi pomyslami, stara sie polaczyc je z planami Instytutu Literackiego, na co Redaktor, jak zwykle z rezerwa, odpowiada ostroznie, a czasem wrecz wymijajaco. W sumie jest do dialog tak charakterystyczny, ze moze zostac uznany za wzorzec korespondencji miedzy Pisarzem a Wydawca, z ktorych kazdy, pozostajac z calym uznaniem dla drugiej strony, pilnuje swoich spraw. Wolno miec nadzieje, ze listy te posluza kiedys socjologowi literatury pracujacemu nad tego rodzaju problematyka.

Jednym z ciekawszych dla czytelnika elementow tej korespondencji jest czynnik humoru, wlasciwy obu piszacym. Humoru, powiedzmy otwarcie, nie zawsze wzbudzajacego smiech, czesciej refleksje i zamyslenie. Pisal na przyklad Giedroyc w 1952 roku: "Grudzinski jest jednym z wielu moich znajomych eks-przyjaciol czy obecnych przyjaciol, ktorzy chca byc moimi bossami, uwazajac mnie za glupawe, ale pozyteczne zwierze pociagowe od brudnej roboty. To nieporozumienie zwykle trwa dosc dlugo, bo mam i slabosc do talentow, i zalezy mi na pismie etc. Ale z chwila, gdy nastapi przypadkowe zderzenie, to dany gosc nie moze mi darowac, ze jestem redaktorem. Nawet nie ma Pan pojecia, ile jest obecnych redaktorow Kultury, nie mowiac o eks" (s. 363). Zerwanie wspolpracy miedzy Giedroyciem a Gustawem Herlingiem-Grudzinskim w 1996 r. ocene te potwierdzilo, raz jeszcze swiadczac o przenikliwosci Redaktora. Wankowicz natomiast blyska humorem przede wszystkim w stylizacji swoich wypowiedzi, jak w liscie z maja 1952 r.: "Uwzieli sie pisac, czym nie jestem. Sambor pisze, ze nie jestem wielkim pisarzem, podaje mnie w raczki Mieroszewskiemu, ktory odbija, ze nie jestem filozofem ani wieszczem; swoja recenzyjke zaczyna i konczy tym, czym nie jestem. Nie jestem blondynem. Ale dziwilbym sie gdyby to nagle i powszechnie zaczeto stwierdzac. Nie jestem chemikiem - ale poczalbym sie niepokoic, gdyby poczeto upewniac czytelnikow, ze nie wymyslilem prochu" (s. 280). Tego rodzaju ustepy dodaja korespondencji koloru i uroku.

Czytajac o sprawach odleglych o pol wieku trudno byloby sie zorientowac w labiryncie nazwisk, jakie przewijaja sie w listach, gdyby nie iscie benedyktynska praca Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm i Jacka Krawczyka, ktorzy listy opatrzyli podstawowymi przypisami biograficznymi. Udalo sie im bezblednie zidentyfikowac setki nazwisk zapomnianych przez historie, uzupelnic je datami i najkrotsza bodajze informacja. W sumie, lacznie z nieodzownymi w tego rodzaju ksiazkach wstepem, nota wydawcy i indeksem nazwisk, korespondencja Giedroyc - Wankowicz jest wydawnictwem zaslugujacym na wielkie uznanie.

------------------------

Jerzy Giedroyc - Melchior Wankowicz. Listy 1945-1963 (Archiwum Kultury, 7) Wyboru dokonala i wstepem opatrzyla Aleksandra Ziolkowska-Boehm. Przypisy opracowali Aleksandra Ziolkowska-Boehm i Jacek Krawczyk, (Archiwum Kultury, 7) Czytelnik, Warszawa 2000, s. 550, cena 24 dol. plus NY tax i 5.50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail