[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (20 kwietnia 2001)


Kochanowski
czyli to, co mamy najpiekniejszego

Z doktor Teresa Baluk-Ulewiczowa, tlumaczka poezji Jana Kochanowskiego na jezyk angielski,rozmawia Anna Szczucka

Anna Szczucka: - Wlasnie ukazal sie tomik poezji Jana Kochanowskiego "Kto mi dal skrzydla" ("Who Hath Bewinged Me") w Pani tlumaczeniu, tomik bibliofilski, z faksymiliami oryginalnych stron z pierwszych wydan tworczosci autora "Trenow". Pani przeklady to efekt wielu lat pracy. Kiedy zaczela sie ta przygoda z Janem z Czarnolasu?

Dr Teresa Baluk-Ulewiczowa: - Pierwsze utwory zaczelam tlumaczyc w czasie stanu wojennego, te prace traktowalam jako odtrutke na ogolne przygnebienie. Mialam dwie takie odtrutki: reczne pranie poscieli i Kochanowskiego. Pozwalal nie myslec o tym, co sie wokol dzialo. Nie, wcale nie dlatego, ze Kochanowski byl odlegly od naszej rzeczywistosci, malo przydatny na tamte czasy. Kochanowski juz wtedy byl mi bardzo bliski, tlumaczenie zaczelo sie wiec w sposob prawie naturalny.

Przyjechalam z Londynu do Polski w 1974 r. W 1979 r. obronilam prace doktorska z literatury staropolskiej ("Dzielo Wawrzynca Goslickiego De optimo senatore libri duo (1568 r.) i jego losy anglosaskie"). Potem, za sprawa zwiazkow rodzinnych, Kochanowski stal sie jeszcze blizszy: wyszlam za maz za najwiekszego chyba ze wspolczesnych znawcow jego tworczosci - Tadeusza Ulewicza. Wlasnie tlumaczac na angielski kilka rozpraw meza musialam rowniez przelozyc fragmenty utworow. Pomyslalam, dlaczego nie przelozyc calych wierszy? Tak sie to zaczelo. Ponadto akurat w tym okresie obchodzilismy dwie wielkie rocznice poety: najpierw w roku 1980, rownolegle z rodzeniem sie pierwszej "Solidarnosci", byla to 450. rocznica domniemanych urodzin, a potem, w r. 1984, kiedy wciaz trwal jeszcze stan wojenny - 400. rocznica jego smierci.

- Tlumaczenie na jezyk obcy z zalozenia jest podaniem tekstu innemu odbiorcy, zaproponowaniem mu czegos naszego, polskiego. Czy Kochanowski to jest wlasnie to, co mamy dzisiaj do zaproponowania swiatu?

- Oczywiscie, takze Kochanowskiego. Mamy wiele do zaproponowania swiatu i do zadziwienia go. Wiekszosc anglojezycznych, powaznych opracowan dotyczacych kultury odrodzenia konczy sie na Labie, tak jakby na wschod od niej nie bylo juz niczego wartosciowego. A przeciez jest Wawel, jest Krakow, jest tez Kochanowski, po ktorego moze siegnac ktos zafascynowany zwiedzanymi zabytkami. Odnajdzie w nim tresci uniwersalne, czytelne, porownywalne z tym, co zna z epoki elzbietanskiej, na przyklad. Ale odnajdzie tez powiew czegos nowego. Bo korzystalismy z tych samych zrodel wloskich, podobna byla fascynacja kultura antyczna, a potem wloska, ale nie bylo to imitatio, tylko tworczosc wlasna.

Swiadomie nie tlumaczylam psalmow, ktore sa piekne, ale moze zbyt uniwersalne w tresci i formie, aby proponowac je obcemu czytelnikowi. Wolalam skupic sie na tym, co "endemiczne", polskie. Takie sa na pewno piesni, i dlatego przelozylam Piesn swietojanska o Sobotce. Ktoz z nas nie zna tych wersow: Wsi spokojna/ wsi wesola/ Ktory glos twej chwale zdola.... Oczywiscie dla Polaka tresci jest w tym znacznie wiecej, caly ladunek nieprzekladalnych emocji. Dla cudzoziemca bedzie tu powiew egzotyki, specyficznej, ale egzotyki, ktora wlasnie odkrywa.

Szczegolne miejsce w tym zbiorze dalam fraszkom. Kochanowski moze nie cieszylby sie specjalnie tym eksponowaniem fraszek. Swoj stosunek do nich wyrazil we Fraszce na fraszki. Mnie moze tlumaczyc fakt, ze przeciez nie tak dawno, bo w roku 1995, w Mediolanie ukazal sie tomik wszystkich fraszek w bardzo dobrym tlumaczeniu na wloski Nulla Minissiego. Wydano go w serii klasyki wloskiej i obcej. Z calej tworczosci Kochanowskiego wybrano wlasnie fraszki, zostala zauwazona ich oryginalnosc, wiec chyba warto poswiecic im wiecej uwagi. Rzeczywiscie, termin "fraszka" pochodzi z wloskiego, ale forma jest absolutnie oryginalna, to nie to samo, co epigramy.

Kochanowski byl pionierem roznych form poetyckich, nie na prozno jest uznawany za "ojca poezji polskiej". Niektore formy wrecz inicjowal i popularyzowal, mysle tu o psalmach w formie wierszowanej, jednak w parze z utylitaryzmem szedl zawsze artyzm. Kochanowski sam pisze w Piesni XXIII dosc proroczo: O mnie Moskwa i beda wiedziec Tatarowie/ I roznego mieszkancy swiata Anglikowie/ Mnie Niemiec i waleczny Hiszpan, mnie poznaja, / Ktorzy gleboki strumien Tybrowy pijaja. Chyba przeczuwal swoja wielkosc oraz fakt, ze jego poezja po uplywie dosc dlugiego czasu przelamie bariery kulturowe, jezykowe. Przy czym mozna przypuszczac, chociaz dowodow na to nie ma, ze piszac mieszkancy swiata Anglikowie mogl miec na mysli rowniez Ameryke. Przeciez odkrycie bylo faktem, kolonizacja juz sie zaczela. Na przyklad mecenas Szekspira (chociaz ten mial zaledwie 20 lat w chwili smierci Kochanowskiego, wiec pewna roznica jest), hrabia Southampton jezdzil do Ameryki i sprowadzal stamtad... ziemniaki. W Burzy Szekspira jest aluzja do opowiesci tych, ktorzy podroz morska do Ameryki odbyli.

Wierze w to, ze Kochanowski naprawde moze byc dzisiaj czytany i doceniony. Tlumaczac jego utwory na jezyk angielski mialam na uwadze odbiorce nie tylko brytyjskiego, ale cale rzesze "obywateli swiata" poslugujacych sie jezykiem angielskim, a przy tym poszukujacych czegos pieknego, odkrywajacych dla siebie nowe, nieznane swiaty.

- Jednak czy pokonanie bariery jezykowej wystarczy do zrozumienia urokow XVI-wiecznych tekstow, tkwiacych w owczesnej rzeczywistosci, pelnych aluzyjnych odniesien? Przeciez my sami dzisiaj mamy trudnosci z rozumieniem Kochanowskiego, z rozumieniem slow, ale przede wszystkim podtekstow, niuansow owczesnej obyczajowosci.

- To jest wlasnie wyzwanie dla tlumacza, i to tez musi pociagac, obok niewatpliwego artyzmu samej tworczosci. Kompetencja warsztatowa jest tylko srodkiem do osiagniecia celu, ktorym jest uczynienie tekstu zrozumialym. Dlatego tlumaczenie musi byc interpretacja, wlasna interpretacja utworu, natomiast biada odtworcy, ktory zalozy jedynie rygorystyczne przestrzeganie konwencji stylistycznej. Z tlumaczeniem jest podobnie jak ze sztuka teatralna. Kazde wystawienie jest interpretacja. Mozna grac w kostiumie z epoki, a mozna tez z nich zrezygnowac. Proponujac przeklad wazne jest, by czas translatorskiej rzeczywistosci byl zgodny z tym, czego oczekuje dany krag odbiorcow o konkretnych wymaganiach estetycznych, ktore oczywiscie bywaja rozne i same zmieniaja sie w czasie. Praca tlumacza podobna jest takze do wysilku konserwatora, ktory przywraca zabytkowi zywotnosc.

Tlumaczac Kochanowskiego tez musialam dokonac wyboru, czy i na ile archaizowac tekst, czyli jednoczesnie - do kogo przeklad kieruje. Na przyklad Stanislaw Baranczak raczej nie archaizuje w przekladach i znajduje rzesze odbiorcow. Moze wlasnie dlatego. Jego credo wcale nie oznacza, ze poezji XVI-wiecznej nie da sie przelozyc, jednak robi to inaczej, bez archaizacji, znajdujac odniesienie wspolczesne dla gry symboli dawnej epoki.

Ja odwrotnie, uwazam, ze forma rowniez nie moze zostac zagubiona, ze istnieje krag odbiorcow, ktorzy potrafia docenic jej smak. Ale oczywiscie tresc nie powinna w tym wszystkim gdzies zaginac. Musze pamietac, ze nie tylko jezyk, forma, sie zmienila, ale myslenie rowniez. Czyli wazne jest zachowanie rownowagi, ktora musi podpowiedziec wrazliwosc translatorska.

- Czy to oznacza, ze Pani przeklady sa bardziej elitarne, kierowane do smakoszy?

- W pewnym sensie tak, chociaz wcale nie oznacza to, ze swiadomie wykluczam pewne kregi odbiorcow. Przeklad jest gra z tekstem. Kazdy przeklad jest sztuczny, o tym nalezy pamietac, wazne, by ta sztucznosc zagrala wiarygodnie. Do tego potrzebny jest odbiorca o pewnym przygotowaniu, wyrobiony, taki, dla ktorego archaizacja nie stanie sie bariera, bedzie przezroczysta w odbiorze tresci.

Ten problem najlepiej ilustruja fraszki. Bylo to dla mnie najwieksze wyzwanie translatorskie. Do jakiego stopnia mozna posunac sie w archaizacji tekstu? Zbytnia moze oddac wiernie forme, ale udaremnic odbior i reakcje, czyli smiech. A to jest przeciez istota fraszek. Odnosza sie do czysto polskich sytuacji, dotycza konkretnych osob owczesnego zycia publicznego, komentuja, wysmiewaja ich zachowania. Kochanowski nie kryl sie z nimi, fraszki byly powtarzane przez ludzi, wywolywaly smiech. Ten smiech powinny wywolywac i teraz. Smiech jest sprawdzianem dobrego ich przekladu. Z drugiej strony, uwzglednienie archaicznego jezyka moze poszerzyc dowcip. Dac odbiorcy dodatkowa mozliwosc smiania sie z formy, z odniesienia do czasow przeszlych. A smiech i wowczas, i teraz jest ten sam. Czlowiek tak bardzo sie nie zmienil.

- Jednak taki przeklad musi tym bardziej uwzgledniac odbiorce, jego poczucie humoru. Tlumacz musi wiedziec, co moze wywolac usmiech odbiorcy. Czy takiego odbiorce latwo jednoznacznie okreslic w przypadku jezyka angielskiego, ktorym posluguja sie ludzie na calym swiecie, od Hongkongu po Nowy Jork? Czy Anglik, wychowany na literaturze epoki elzbietanskiej, jest takim samym odbiorca jak Amerykanin, tych korzeni pozbawiony, bez takiego oswojenia z tworczoscia odlegla?

- Amerykanska odmiana jezyka brytyjskiego jest w wielu przypadkach bardziej archaiczna od wyspiarskiej. Pewne wyrazenia, formy jezykowe wracaja obecnie do angielskiego wlasnie dzieki przetrwaniu w amerykanskiej odmianie. To strona jezykowa. Natomiast to, co mozna uwazac za bliskie tworczosci angielskiej i polskiej doby odrodzenia, owa dworskosc czy pochwala ziemianskiego stylu zycia... to wszystko Amerykanow niezwykle pociaga. Licznie przyjezdzaja do Europy w poszukiwaniu szlacheckich korzeni. Sa gotowi zaplacic za najmniejsza wzmianke w herbarzu. Tlumaczom, ktorzy przekladaja dla nich fragmenty dawnych dokumentow, daja znakomita okazje do zarobku.

- Czyli nie tylko zalozenie elitarnosci, ale i snobizmu odbiorcy?

- Snobizmu, a moze raczej nostalgii. Tej postawy nie nalezy lekcewazyc. Przeciez miedzy innymi owocuje ona powstawaniem wspanialych osrodkow badawczych. Przeciez to w Stanach Zjednoczonych jest Folger Library, najwieksza biblioteka szekspirowska. Czyli snobizm, ale pozytywny.

- Byla proba wydania Kochanowskiego w Pani tlumaczeniu w Stanach Zjednoczonych. Jednak nic z tego nie wyszlo.

- Byla to inicjatywa niezyjacego juz prof. Wiktora Weintrauba, wspanialego polonisty. Jednak jego wysilki zostaly wypaczone. Z trzydziestu utworow wybrano trzy, przy tym przemieszano je. Trudno mi w tej chwili to komentowac.

- Dziekuje Pani za rozmowe.

------------------------------------------------------------------
Teresa Baluk-Ulewiczowa jest tlumaczka, pracownikiem naukowo-dydaktycznym Instytutu Filologii Angielskiej oraz Podyplomowego Studium dla Tlumaczy Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail