Kochanowski
czyli to, co mamy najpiekniejszego
Z doktor Teresa Baluk-Ulewiczowa, tlumaczka poezji
Jana Kochanowskiego na jezyk angielski,rozmawia Anna Szczucka
Anna Szczucka: - Wlasnie ukazal sie tomik poezji
Jana Kochanowskiego "Kto mi dal skrzydla" ("Who Hath Bewinged
Me") w Pani tlumaczeniu, tomik bibliofilski, z faksymiliami
oryginalnych stron z pierwszych wydan tworczosci autora
"Trenow". Pani przeklady to efekt wielu lat pracy. Kiedy
zaczela sie ta przygoda z Janem z Czarnolasu?
Dr Teresa Baluk-Ulewiczowa: - Pierwsze utwory zaczelam
tlumaczyc w czasie stanu wojennego, te prace traktowalam
jako odtrutke na ogolne przygnebienie. Mialam dwie takie
odtrutki: reczne pranie poscieli i Kochanowskiego. Pozwalal
nie myslec o tym, co sie wokol dzialo. Nie, wcale nie dlatego,
ze Kochanowski byl odlegly od naszej rzeczywistosci, malo
przydatny na tamte czasy. Kochanowski juz wtedy byl mi bardzo
bliski, tlumaczenie zaczelo sie wiec w sposob prawie naturalny.
Przyjechalam z Londynu do Polski w 1974 r. W 1979 r. obronilam
prace doktorska z literatury staropolskiej ("Dzielo Wawrzynca
Goslickiego De optimo senatore libri duo (1568 r.)
i jego losy anglosaskie"). Potem, za sprawa zwiazkow rodzinnych,
Kochanowski stal sie jeszcze blizszy: wyszlam za maz za
najwiekszego chyba ze wspolczesnych znawcow jego tworczosci
- Tadeusza Ulewicza. Wlasnie tlumaczac na angielski kilka
rozpraw meza musialam rowniez przelozyc fragmenty utworow.
Pomyslalam, dlaczego nie przelozyc calych wierszy? Tak sie
to zaczelo. Ponadto akurat w tym okresie obchodzilismy dwie
wielkie rocznice poety: najpierw w roku 1980, rownolegle
z rodzeniem sie pierwszej "Solidarnosci", byla to 450. rocznica
domniemanych urodzin, a potem, w r. 1984, kiedy wciaz trwal
jeszcze stan wojenny - 400. rocznica jego smierci.
- Tlumaczenie na jezyk obcy z zalozenia jest podaniem
tekstu innemu odbiorcy, zaproponowaniem mu czegos naszego,
polskiego. Czy Kochanowski to jest wlasnie to, co mamy dzisiaj
do zaproponowania swiatu?
- Oczywiscie, takze Kochanowskiego. Mamy wiele do zaproponowania
swiatu i do zadziwienia go. Wiekszosc anglojezycznych, powaznych
opracowan dotyczacych kultury odrodzenia konczy sie na Labie,
tak jakby na wschod od niej nie bylo juz niczego wartosciowego.
A przeciez jest Wawel, jest Krakow, jest tez Kochanowski,
po ktorego moze siegnac ktos zafascynowany zwiedzanymi zabytkami.
Odnajdzie w nim tresci uniwersalne, czytelne, porownywalne
z tym, co zna z epoki elzbietanskiej, na przyklad. Ale odnajdzie
tez powiew czegos nowego. Bo korzystalismy z tych samych
zrodel wloskich, podobna byla fascynacja kultura antyczna,
a potem wloska, ale nie bylo to imitatio, tylko tworczosc
wlasna.
Swiadomie nie tlumaczylam psalmow, ktore sa piekne, ale
moze zbyt uniwersalne w tresci i formie, aby proponowac
je obcemu czytelnikowi. Wolalam skupic sie na tym, co "endemiczne",
polskie. Takie sa na pewno piesni, i dlatego przelozylam Piesn swietojanska o Sobotce. Ktoz z nas nie zna
tych wersow: Wsi spokojna/ wsi wesola/ Ktory glos twej
chwale zdola.... Oczywiscie dla Polaka tresci jest w
tym znacznie wiecej, caly ladunek nieprzekladalnych emocji.
Dla cudzoziemca bedzie tu powiew egzotyki, specyficznej,
ale egzotyki, ktora wlasnie odkrywa.
Szczegolne miejsce w tym zbiorze dalam fraszkom. Kochanowski
moze nie cieszylby sie specjalnie tym eksponowaniem fraszek.
Swoj stosunek do nich wyrazil we Fraszce na fraszki.
Mnie moze tlumaczyc fakt, ze przeciez nie tak dawno, bo
w roku 1995, w Mediolanie ukazal sie tomik wszystkich fraszek
w bardzo dobrym tlumaczeniu na wloski Nulla Minissiego.
Wydano go w serii klasyki wloskiej i obcej. Z calej tworczosci
Kochanowskiego wybrano wlasnie fraszki, zostala zauwazona
ich oryginalnosc, wiec chyba warto poswiecic im wiecej uwagi.
Rzeczywiscie, termin "fraszka" pochodzi z wloskiego, ale
forma jest absolutnie oryginalna, to nie to samo, co epigramy.
Kochanowski byl pionierem roznych form poetyckich, nie
na prozno jest uznawany za "ojca poezji polskiej". Niektore
formy wrecz inicjowal i popularyzowal, mysle tu o psalmach
w formie wierszowanej, jednak w parze z utylitaryzmem szedl
zawsze artyzm. Kochanowski sam pisze w Piesni XXIII dosc
proroczo: O mnie Moskwa i beda wiedziec Tatarowie/ I
roznego mieszkancy swiata Anglikowie/ Mnie Niemiec i waleczny
Hiszpan, mnie poznaja, / Ktorzy gleboki strumien Tybrowy
pijaja. Chyba przeczuwal swoja wielkosc oraz fakt, ze
jego poezja po uplywie dosc dlugiego czasu przelamie bariery
kulturowe, jezykowe. Przy czym mozna przypuszczac, chociaz
dowodow na to nie ma, ze piszac mieszkancy swiata Anglikowie mogl miec na mysli rowniez Ameryke. Przeciez odkrycie bylo
faktem, kolonizacja juz sie zaczela. Na przyklad mecenas
Szekspira (chociaz ten mial zaledwie 20 lat w chwili smierci
Kochanowskiego, wiec pewna roznica jest), hrabia Southampton
jezdzil do Ameryki i sprowadzal stamtad... ziemniaki. W Burzy Szekspira jest aluzja do opowiesci tych, ktorzy
podroz morska do Ameryki odbyli.
Wierze w to, ze Kochanowski naprawde moze byc dzisiaj czytany
i doceniony. Tlumaczac jego utwory na jezyk angielski mialam
na uwadze odbiorce nie tylko brytyjskiego, ale cale rzesze
"obywateli swiata" poslugujacych sie jezykiem angielskim,
a przy tym poszukujacych czegos pieknego, odkrywajacych
dla siebie nowe, nieznane swiaty.
- Jednak czy pokonanie bariery jezykowej wystarczy do zrozumienia
urokow XVI-wiecznych tekstow, tkwiacych w owczesnej rzeczywistosci,
pelnych aluzyjnych odniesien? Przeciez my sami dzisiaj mamy
trudnosci z rozumieniem Kochanowskiego, z rozumieniem slow,
ale przede wszystkim podtekstow, niuansow owczesnej obyczajowosci.
- To jest wlasnie wyzwanie dla tlumacza, i to tez musi
pociagac, obok niewatpliwego artyzmu samej tworczosci. Kompetencja
warsztatowa jest tylko srodkiem do osiagniecia celu, ktorym
jest uczynienie tekstu zrozumialym. Dlatego tlumaczenie
musi byc interpretacja, wlasna interpretacja utworu, natomiast
biada odtworcy, ktory zalozy jedynie rygorystyczne przestrzeganie
konwencji stylistycznej. Z tlumaczeniem jest podobnie jak
ze sztuka teatralna. Kazde wystawienie jest interpretacja.
Mozna grac w kostiumie z epoki, a mozna tez z nich zrezygnowac.
Proponujac przeklad wazne jest, by czas translatorskiej
rzeczywistosci byl zgodny z tym, czego oczekuje dany krag
odbiorcow o konkretnych wymaganiach estetycznych, ktore
oczywiscie bywaja rozne i same zmieniaja sie w czasie. Praca
tlumacza podobna jest takze do wysilku konserwatora, ktory
przywraca zabytkowi zywotnosc.
Tlumaczac Kochanowskiego tez musialam dokonac wyboru, czy
i na ile archaizowac tekst, czyli jednoczesnie - do kogo
przeklad kieruje. Na przyklad Stanislaw Baranczak raczej
nie archaizuje w przekladach i znajduje rzesze odbiorcow.
Moze wlasnie dlatego. Jego credo wcale nie oznacza,
ze poezji XVI-wiecznej nie da sie przelozyc, jednak robi
to inaczej, bez archaizacji, znajdujac odniesienie wspolczesne
dla gry symboli dawnej epoki.
Ja odwrotnie, uwazam, ze forma rowniez nie moze zostac
zagubiona, ze istnieje krag odbiorcow, ktorzy potrafia docenic
jej smak. Ale oczywiscie tresc nie powinna w tym wszystkim
gdzies zaginac. Musze pamietac, ze nie tylko jezyk, forma,
sie zmienila, ale myslenie rowniez. Czyli wazne jest zachowanie
rownowagi, ktora musi podpowiedziec wrazliwosc translatorska.
- Czy to oznacza, ze Pani przeklady sa bardziej
elitarne, kierowane do smakoszy?
- W pewnym sensie tak, chociaz wcale nie oznacza to, ze
swiadomie wykluczam pewne kregi odbiorcow. Przeklad jest
gra z tekstem. Kazdy przeklad jest sztuczny, o tym nalezy
pamietac, wazne, by ta sztucznosc zagrala wiarygodnie. Do
tego potrzebny jest odbiorca o pewnym przygotowaniu, wyrobiony,
taki, dla ktorego archaizacja nie stanie sie bariera, bedzie
przezroczysta w odbiorze tresci.
Ten problem najlepiej ilustruja fraszki. Bylo to dla mnie
najwieksze wyzwanie translatorskie. Do jakiego stopnia mozna
posunac sie w archaizacji tekstu? Zbytnia moze oddac wiernie
forme, ale udaremnic odbior i reakcje, czyli smiech. A to
jest przeciez istota fraszek. Odnosza sie do czysto polskich
sytuacji, dotycza konkretnych osob owczesnego zycia publicznego,
komentuja, wysmiewaja ich zachowania. Kochanowski nie kryl
sie z nimi, fraszki byly powtarzane przez ludzi, wywolywaly
smiech. Ten smiech powinny wywolywac i teraz. Smiech jest
sprawdzianem dobrego ich przekladu. Z drugiej strony, uwzglednienie
archaicznego jezyka moze poszerzyc dowcip. Dac odbiorcy
dodatkowa mozliwosc smiania sie z formy, z odniesienia do
czasow przeszlych. A smiech i wowczas, i teraz jest ten
sam. Czlowiek tak bardzo sie nie zmienil.
- Jednak taki przeklad musi tym bardziej uwzgledniac
odbiorce, jego poczucie humoru. Tlumacz musi wiedziec, co
moze wywolac usmiech odbiorcy. Czy takiego odbiorce latwo
jednoznacznie okreslic w przypadku jezyka angielskiego,
ktorym posluguja sie ludzie na calym swiecie, od Hongkongu
po Nowy Jork? Czy Anglik, wychowany na literaturze epoki
elzbietanskiej, jest takim samym odbiorca jak Amerykanin,
tych korzeni pozbawiony, bez takiego oswojenia z tworczoscia
odlegla?
- Amerykanska odmiana jezyka brytyjskiego jest w wielu
przypadkach bardziej archaiczna od wyspiarskiej. Pewne wyrazenia,
formy jezykowe wracaja obecnie do angielskiego wlasnie dzieki
przetrwaniu w amerykanskiej odmianie. To strona jezykowa.
Natomiast to, co mozna uwazac za bliskie tworczosci angielskiej
i polskiej doby odrodzenia, owa dworskosc czy pochwala ziemianskiego
stylu zycia... to wszystko Amerykanow niezwykle pociaga.
Licznie przyjezdzaja do Europy w poszukiwaniu szlacheckich
korzeni. Sa gotowi zaplacic za najmniejsza wzmianke w herbarzu.
Tlumaczom, ktorzy przekladaja dla nich fragmenty dawnych
dokumentow, daja znakomita okazje do zarobku.
- Czyli nie tylko zalozenie elitarnosci, ale i snobizmu
odbiorcy?
- Snobizmu, a moze raczej nostalgii. Tej postawy nie nalezy
lekcewazyc. Przeciez miedzy innymi owocuje ona powstawaniem
wspanialych osrodkow badawczych. Przeciez to w Stanach Zjednoczonych
jest Folger Library, najwieksza biblioteka szekspirowska.
Czyli snobizm, ale pozytywny.
- Byla proba wydania Kochanowskiego w Pani tlumaczeniu
w Stanach Zjednoczonych. Jednak nic z tego nie wyszlo.
- Byla to inicjatywa niezyjacego juz prof. Wiktora Weintrauba,
wspanialego polonisty. Jednak jego wysilki zostaly wypaczone.
Z trzydziestu utworow wybrano trzy, przy tym przemieszano
je. Trudno mi w tej chwili to komentowac.
- Dziekuje Pani za rozmowe.
------------------------------------------------------------------
Teresa Baluk-Ulewiczowa jest tlumaczka, pracownikiem naukowo-dydaktycznym
Instytutu Filologii Angielskiej oraz Podyplomowego Studium
dla Tlumaczy Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |