PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (13 kwietnia 2001)


JAN NOWAK-JEZIORANSKI

Kierownictwo podziemia i rzad RP w Londynie
w obliczu zaglady

Tak wiele mowi sie o Jedwabnem i o polskim antysemityzmie, ze warto przypomniec jasna karte polskiej historii ostatniej wojny. Pamietamy o Zegocie, organizacji powolanej przez Zofie Kossak w celu ratowania Zydow przed zaglada. Powolujemy sie na to, ze rosnie z kazdym rokiem lista Polakow wyroznionych w Yad Vashem za ratowanie ludzkich istnien, mimo ze tylko w Polsce za pomoc udzielana Zydom przyszlo placic zyciem wlasnym, a nawet calej rodziny. Natomiast poszly w zapomnienie fakty swiadczace o niezwyklej roli, jaka w latach okupacji odegralo wojskowe i cywilne kierownictwo Polski Podziemnej oraz rzad Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie.

Anglia i Polska znajduja sie na przeciwleglych krancach Europy. Niemcom wydawalo sie, ze ta odleglosc pozwoli im na zachowanie w tajemnicy przed swiatem zachodnim zbrodni ludobojstwa dokonywanych na polskiej ziemi. Omylili sie. Poczynajac od lutego 1940 r. tajne radiostacje utrzymywaly codzienny kontakt z rzadem polskim i sztabem Naczelnego Wodza, wpierw we Francji, a pozniej w Londynie.

Przed powstaniem warszawskim funkcjonowalo blisko 100 nadajnikow wojskowych i okolo 12 radiostacji Kierownictwa Walki Cywilnej prowadzonej przez Stefana Korbonskiego i jego zone Zofie. Krotkofalowki wojskowe mialy niewielka sile od 20 do 30 watow, ale odbieraly je potezne urzadzenia w centrum lacznosci pod Londynem. Zarowno radiostacje Komendy Glownej Armii Krajowej, jak i Kierownictwa Walki Cywilnej przekazywaly do Londynu meldunki informujace o wszystkich kolejnych fazach przesladowan i eksterminacji ludnosci zydowskiej. Depesze wojskowe sa dostepne w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Niestety, nie zachowaly sie wszystkie depesze Korbonskiego. Bylo ich w sumie okolo 2000. Ich odbiorca bylo Ministerstwo Spraw Wewnetrznych. Meldunki te sa swiadectwem prob alarmowania cywilizowanego swiata o zagladzie Zydow. Kierownictwo podziemia w kolejnych depeszach informowalo o przymusowym przesiedlaniu Zydow do dzielnic odgradzanych murem od zewnetrznego swiata i o zbiorowych morderstwach. Depesze z Warszawy byly jedynym zrodlem wiadomosci o masowych egzekucjach przeprowadzanych przez tzw. Einsatzgruppen w 1941 roku na ziemiach wschodnich, w miare przesuwania sie na wschod frontu.

Depesza wyslana w grudniu 1941 r. informowala o pierwszym obozie zaglady w Chelmnie, gdzie mordowano Zydow w zamknietych ciezarowkach kierujac do wnetrza rury wydechowe. W depeszy z sierpnia 1942 r. dowodca AK meldowal o pierwszych transportach kierowanych do obozow zaglady w Belzcu i Treblince. Korbonski opisywal niemal dzien za dniem likwidacje getta warszawskiego i wybuchu tam powstania. Ta droga przekazywane byly takze rozpaczliwe apele dzialaczy i organizacji zydowskich w stolicy.

Depesze musialy byc bardzo krotkie, bo z czasem Niemcy doprowadzili do perfekcji odnajdywanie nadajacych krotkofalowek za pomoca namiarow goniometrycznych. Wykrywano miejsce nadawania uzywajac instrumentow ukrytych w samochodach, samolotach i uzywanych przez agentow. "Gre" trzeba bylo przerywac juz po kilku minutach. Nadawanie na raty jednej stroniczki trwalo czasem kilka dni.

Niezaleznie wiec od depesz radiowych obszerne raporty, relacje i opracowania opisujace sytuacje w Polsce i tragedie Zydow przekazywane byly przez kurierow i emisariuszy. Zadaniem kurierow bylo przekazywanie meldunkow na mikrofilmach do polskich baz podziemnej lacznosci w krajach neutralnych. Bazy takie zakamuflowane byly przewaznie w biurach polskich placowek dyplomatycznych. Stamtad docieraly do Londynu poczta dyplomatyczna. Kurierami byli czesto cudzoziemcy, obywatele krajow neutralnych. Niezwykle zaslugi w tej dzialalnosci mieli dwaj szwedzcy biznesmeni kursujacy miedzy Sztokholmem, Warszawa i Berlinem. Po dwoch latach obaj Szwedzi zostali uwiezieni. W ciagu czterech lat dziewieciu emisariuszy zdolalo dotrzec z Warszawy do Londynu. Tylko trzech wystepowalo wobec czlonkow gabinetu wojennego, parlamentow oraz mediow panstw sprzymierzonych: Jan Karski, Jan Nowak i Jerzy Lerski.

Depesze radiowe natychmiast po ich otrzymaniu i odszyfrowaniu przekazywane byly Anglikom. Rzad RP czynil wszystko, co mogl, by zaalarmowac zarowno rzady Wielkiej Brytanii, jak i Stanow Zjednoczonych. Informacje o zagladzie Zydow rozprowadzane byly do prasy przez Ministerstwo Informacji. W czerwcu 1942 roku general Wladyslaw Sikorski wyglosil dramatyczny apel do Anglikow na falach BBC. Przedstawil niemieckie plany totalnej eksterminacji Zydow i wzywal sprzymierzonych do zadeklarowania, ze mordercy zostana ukarani. Jego przemowienie rozeslane zostalo jako nota dyplomatyczna do wszystkich rzadow sprzymierzonych. Podobny apel uchwalony zostal przez Polska Rade Narodowa w Londynie. Noty dyplomatyczne poswiecone losom ludnosci zydowskiej wysylal dwukrotnie do rzadow sprzymierzonych ambasador Edward Raczynski. Prezydent Rzeczypospolitej Wladyslaw Raczkiewicz wystosowal apel do papieza Piusa XII. Przedkladal, ze w walce ze zlem nie moze byc kompromisow. Przypominal papiezowi, ze w Polsce w imie nakazow Ewangelii katolicy ratuja Zydow przed smiercia narazajac wlasne zycie. I apelowal do papieza, by Stolica Apostolska przerwala milczenie narzucone terrorem spoleczenstwu w okupowanym kraju.

Historyczna role odegral pozna jesienia 1942 roku emisariusz Jan Karski. On to jako naoczny swiadek wysylal z Londynu glosne SOS, apelujac do calego swiata. Z pomoca rzadu polskiego dotarl do czlonkow brytyjskiego gabinetu wojennego, do parlamentarzystow i dziennikarzy, a w Stanach Zjednoczonych do prezydenta Roosevelta. Nie dzialal tylko z wlasnego impulsu. Spelnial instrukcje, ktora otrzymal od swych przelozonych w Polsce.

Spotkalem Karskiego w grudniu 1943 r., gdy takze jako emisariusz dotarlem do Londynu. Dostalem przed wyjazdem w Warszawie te same rozkazy, ktore otrzymal moj poprzednik Karski. Na pierwszym miejscu byly sprawy polskie. Na drugim - totalna zaglada Zydow. Zostalem dokladnie poinformowany i przygotowany do mojej misji przez Henryka Wolinskiego, kierownika biura do spraw zydowskich w Komendzie Glownej AK. Wolinski gleboko przezywal tragedie Zydow. Kierowal akcja pomocy dla Zydow. Stykal sie bezposrednio z przywodcami powstania w getcie.

Gdy dotarlem do Londynu, znalazlem z Karskim wspolny jezyk w ciagu kilku minut. Laczyl nas wspolny poglad, ze przesladowany czlowiek, ktoremu grozi smierc, zasluguje na pomoc i ratunek bez wzgledu na jego rase, wyznanie, narodowosc czy religie. Karski byl gleboko sfrustrowany. Twierdzil, ze na kazdym kroku spotyka sie z niedowierzaniem, nawet ze strony samych Zydow. Uwazal, ze jego misja sie nie powiodla. Ale wzywal mnie, abym sie tym nie zrazal. Wkrotce przekonalem sie, ze mial racje. Szedlem sladami Karskiego i dotarlem do tych samych politykow, parlamentarzystow i dziennikarzy. Rzad RP zapewnil mi mozliwosc rozmowy z Churchillem, Edenem i trzema innymi ministrami brytyjskiego gabinetu wojennego. Dr Ignacy Schwarcbart, przedstawiciel polskich syjonistow w naszej Radzie Narodowej, zetknal mnie z wyslannikami organizacji zydowskich w Stanach Zjednoczonych. Prosil, abym nie mowil im, ze co najmniej 2,5 miliona Zydow zostalo juz wymordowanych, bo bedzie to przyjete jako monstrualna przesada, ktora rozpowszechniam w jakichs wlasnych, polskich celach.

Jeszcze w czasie mojej poprzedniej kurierskiej wyprawy do Szwecji, w kwietniu 1943 roku, dowiedzialem sie z Polskiego Radia w Londynie o ostatecznej likwidacji getta i o zbrojnym oporze Zydow. Bylem wstrzasniety faktem, ze te straszliwe wiesci znajdowaly bardzo slabe echo w mediach brytyjskich i szwedzkich. Przed powrotem do Polski napisalem w Sztokholmie list do generala Sikorskiego, argumentujac, ze jesli rzady sprzymierzonych we wlasciwej skali nie zareaguja na ludobojstwo - po Zydach przyjdzie kolej na Polakow. Moj memorial nie dotarl juz do Sikorskiego, ktory w tydzien pozniej zginal w Gibraltarze. Przekazal go Churchillowi jego nastepca, general Kazimierz Sosnkowski. W pol roku pozniej dotarlem do Londynu i znalazlem sie w gabinecie Anthony'ego Edena. Minister, odpowiadajac na moja ustna relacje, powiedzial mi otwarcie: pozostalych Zydow moze ocalic tylko rychle zwyciestwo nad Hitlerem. Jesli zaczniemy bombardowac tory kolejowe prowadzace do obozow smierci, Niemcy zreperuja je w ciagu kilku godzin, a my mozemy utracic kilka bombowcow i zalogi, ktorych jest malo. To, co proponujecie, powiedzial Eden, byloby gestem pozbawionym wszelkiego praktycznego sensu.

Gdy po latach wertowalismy z zona ujawnione dokumenty gabinetu wojennego, natrafilismy na sprawozdanie Edena z tej rozmowy. Wszelkie wzmianki o eksterminacji Zydow zostaly z niej wykreslone. To samo stalo sie z protokolem rozmowy Edena z Karskim.

O tych polskich zabiegach na rzecz ratowania Zydow tak pisal zydowski historyk profesor Walter Laqeur w ksiazce pt. Straszny sekret: "Dokumenty swiadcza, ze pierwsze informacje o zagladzie Zydow dotarly na Zachod przez kurierow i radiostacje Armii Krajowej... Mozna krotko powiedziec, ze Polacy uczynili wszystko, co tylko mogli, czesto podejmujac wielkie ryzyko i dzialajac przewaznie w trudnych warunkach".

Profesor historii na Uniwersytecie Yeshiva Izaak Lewin w artykule ogloszonym w 1977 r. w Zydowskim Biuletynie Historycznym opisuje role, jaka przekupujac hitlerowcow odegrali probach ratowania Zydow konsul generalny w Nowym Jorku Sylwin Strakacz i posel RP w Bernie Aleksander Lados. Tak pisze o nich Lewin: "Strakacz i Lados wpisali sie zlotymi gloskami do ksiegi utrwalajacej dla potomnych proby ratowania nieszczesliwych ofiar hitleryzmu".

Pierwsze wiadomosci o holocauscie przekazane byly organizacjom zydowskim w Ameryce przez polski konsulat w Nowym Jorku. Polskie placowki dyplomatyczne umozliwialy poufne porozumiewanie sie dzialaczy zydowskich w USA ze swymi dzialaczami w Szwajcarii. Polska sluzba dyplomatyczna przekazywala poufne pisma organizacji zydowskich poczta dyplomatyczna i w szyfrowanych depeszach radiowych. Poprzez posla Ladosia w Szwajcarii trafialy we wlasciwe rece pieniadze przeznaczone dla organizacji zydowskich w getcie, jak tez na wykupywanie Zydow z rak gestapo. Udaly sie te zabiegi tylko czesciowo. Za pomoca okupu zdolano ocalic i wyciagnac do krajow neutralnych pewna liczbe rabinow i uczniow ze szkol rabinackich. Przy pomocy poslow polskich w krajach Ameryki Poludniowej Wladyslawa Mazurkiewicza i Miroslawa Arciszewskiego udalo sie zdobyc paszporty dla Zydow, ktorzy unikneli smierci jako obywatele Paragwaju i Chile, chociaz nigdy nimi nie byli.

Jak pisze Lewin, zaden inny rzad nie uczynil tak wiele dla ratowania Zydow, co rzad Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie.

Bylem jako emisariusz bezposrednim uczestnikiem i swiadkiem tych zabiegow. Czas, by te chlubna karte przypomniec sobie i innym.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail