Piotr Sobocinski (1958-2001)
- Zostan jeszcze chwile.
- Dlaczego?
- Jest piekne swiatlo
Trzy kolory. Czerwony
Wiadomosc o smierci Piotra przyszla do mnie z Polski w
postaci e-mailu. "W niedziele zmarl w Vancouver podczas
realizacji filmu 24 godziny Piotr Sobocinski". Pomyslalam,
ze to jakas pomylka. Dlaczego tak trudno sie z tym pogodzic?
Moze dlatego, ze zawsze uwazalam go za dziecko szczescia
- mial kochajacych rodzicow, udana rodzine, dzieci, ogromny
talent, zaszedl tam, gdzie inni moga tylko spogladac. Wszystko
przychodzilo mu tak latwo
A moze dlatego, ze raz juz
otarl sie o smierc i zyl dalej?
Poznalam Piotra 16 lat temu, gdy znalezlismy sie w ekipie
realizujacej Magnata Filipa Bajona i jego telewizyjna
wersje - serial Biala wizytowka. Byl rok 1985, bylismy
bardzo mlodzi. Zdjecia byly potwornie ciezkie. Realizowalismy
je na Slasku. Staralismy sie wykazac, przechodzac samych
siebie, bo brakowalo w owych czasach doslownie wszystkiego.
Kiedy dzis patrze na ten film, mysle, ze jego powstanie
graniczy z cudem. Udalo sie go zrobic chyba tylko dzieki
naszej patologicznej milosci do kina i sile mlodosci. Wszyscy
mielismy swiadomosc, ze stoimy u progu o zycia zawodowego
i mamy ogromna szanse uczestniczyc w czyms niezwyklym. W
trzecim dniu zdjeciowym, gdy wracalismy z planu, zdarzyl
sie tragiczny wypadek samochodowy: zginelo dwoje naszych
kolegow. Piotr siedzial miedzy nimi i oni swoimi cialami
ochronili go przed najgorszym. Wyszedl z tego z pogruchotana
miednica i polamana noga. Byl to dla nas wszystkich koszmar.
O tym, co sie stalo i co Piotr przezyl po wypadku, dowiedzialam
sie dopiero od niego 10 lat pozniej. Dlugi czas nic na ten
temat nie mowil.
Zdjecia zostaly zawieszone, ekipa odeslana do Lodzi. Myslelismy,
ze ta tragedia uniemozliwi realizacje filmu. Jednak po kilku
tygodniach wszyscy znow stanelismy na planie. Zamiast Piotra,
lezacego jeszcze w szpitalu, na planie pojawil sie jego
ojciec, znakomity operator Witold Sobocinski. Po jakims
czasie i sam Piotr przystapil do pracy. Korzystal z wozka
inwalidzkiego, z czasem zaczal chodzic poruszajac sie o
kulach. Podziwialismy jego determinacje. Ojciec i matka
towarzyszyli mu na planie i bardzo go wspierali. Praca szybko
postawila Piotra na nogi. Rowniez w sensie psychicznym.
Rzeczywistosc kreowana na planie absorbowala nas bez reszty.
Zdjecia trwaly prawie rok. Zzylismy sie wszyscy ze soba
i przyjaznie wtedy zawarte przetrwaly do dzis. Wspominam
ten okres naszej znajomosci jako bezustanne robienie sobie
kawalow. Piotr mial wyjatkowe poczucie humoru. Wszystkie
dowcipy robil z kamienna twarza i charakterystycznym smutnym
spojrzeniem zza szkiel okularow. Nie przypominam sobie,
zeby sie kiedys przy takiej okazji usmiechnal, a potrafil
rozsmieszyc do bolu.
Na serwetkach tworzyl niezapomniane dowcipy rysunkowe,
ktore - jak mi pozniej wyznal - znajdowal pozniej wydrukowane
w roznych miejscach, z tym ze podpisane nazwiskami innych.
Nie zauwazylam jednak, zeby nad tym bolal - dowcipy rozdawal
za darmo i mial ich w zanadrzu niewyczerpane poklady. Nasze
robione sobie nawzajem zarty czasem balansowaly na granicy
dobrego smaku, ale nigdy jej nie przekroczyly. Nigdy nie
byly tez zlosliwe ani cyniczne. Bo Piotr byl po prostu dobrym
czlowiekiem, bardzo, moze az za bardzo wrazliwym, zawsze
gotowym pomoc czy bronic kogos, jesli uznal, ze komus dzieje
sie krzywda. Byl dobrym kolega. Nie zmienily tego ani uplywajace
lata, ani zawrotna kariera. Znam wiele osob, ktorym pomogl
i ktorych bronil.
Czasem robil dowcipy w sposob niezamierzony. Kilka lat
po Magnacie w tajemnicy przed znajomymi postanowilam
zdawac na wydzial operatorski Lodzkiej Szkoly Filmowej.
Po dlugich i meczacych egzaminach komisja zadala mi tylko
dwa pytania: "Czym rozni sie styl pracy na planie Witolda
i Piotra Sobocinskich?" i "Jakie ulubione powiedzenie mial
na planie Magnata Piotr?". Na drugie pytanie odpowiedzialam
ze zloscia, ze mial ich wiele i nie wszystkie nadaja sie
do powtorzenia przy takiej okazji i gdybym wiedziala, ze
sa tak wazne, to bym sobie zapisywala.
Gdy dostal nominacje do Oscara za film Czerwony Krzysztofa Kieslowskiego, pojechalam do Krakowa na plan Siodmego pokoju Marthy Meszaros, do ktorego robil
zdjecia. Poniewaz pracowalam na nowym sprzecie, strasznie
sie balam, ze mi sie rozmowa z nim nie nagra. Piotr sam
mi wlaczyl magnetofon, ustawil i wszystko sprawdzil. Mowil
o wspolpracy z Kieslowskim, o tym, ze nie rywalizuje z ojcem
- nosza to samo nazwisko i uprawiaja ten sam zawod, ale
roznia sie i chyba to widac. Mowil tez, ze jego najstarszy
syn Piotrus juz zaczyna zdradzac zdolnosci w kierunku rodzinnej
profesji. Byla pozna noc, Piotr byl bardzo zmeczony, ale
postanowil zaprezentowac mi swiezo nakrecona sekwencje,
z ktorej byl bardzo dumny; bylo to slynne ujecie z Siodmego
pokoju, w ktorym kamera tak wolnym, ze prawie niezauwazalnym
ruchem przesuwa sie przez polozone w amfiladzie pokoje.
Zrobilo to na mnie ogromne wrazenie. Byl to jeden z tych
momentow, w ktorych kino staje sie metafizyka.
Po nominacji do Oscara jego kariera w Ameryce nabrala przyspieszenia.
Pracowal prawie wylacznie tam. Zrobil zdjecia, miedzy innymi,
do Okupu Rona Howarda, Polmroku Roberta Bentona, Pokoju Merwina Jerry'ego Zaksa.
Po raz ostatni spotkalismy sie kilka miesiecy temu na planie
filmu Angel Eyes Luisa Mandoki. Bardzo bylam ciekawa,
jak sobie radzi w tutejszych warunkach. Zdjecia odbywaly
sie w pubie, usiadlam na lawce na ulicy i obserwowalam,
jak w charakterystyczny dla siebie sposob krazy po planie.
Kazdy jego gest byl celowy, kazde polecenie niezbedne. Pomyslalam,
ze czas sie cofnal i czulam sie jak na planie naszego wspolnego
filmu przed szesnastoma laty. Patrzylam i widzialam, ze
to wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu. Robiacy to, co
robi najlepiej i co kocha robic. I takim go po tej stronie
oceanu potrzebowali. Tak samo jak my po tamtej. Zrozumialam,
ze nie ma znaczenia, gdzie kreci film, bo zawsze robi to
tak samo. Zauwazylam jeszcze jedno. Pion operatorski byl
w niego wpatrzony jak w tecze. Tak jak kiedys w Polsce.
Gdy pytalam o Petera Sobocinskiego, bedac przekonana, ze
tak wymawiaja jego imie, poprawiali mnie i z wielkim szacunkiem
i przesadna artykulacja wymawiali: Piotr - co przeciez nie
jest latwe dla mowiacych jezykiem angielskim.
Na planie bylo kilkadziesiat osob, statysci i ochrona,
bo w zdjeciach brala udzial Jennifer Lopez i tlumek jej
wielbicieli zgromadzil sie na ulicy. Jedynie my dwoje mielismy
na glowach slomkowe kapelusze i kiedy tylko bylismy w zasiegu
wzroku - klanialismy sie sobie nimi z daleka.
Nasze spotkanie bylo radosne. Rozmawialismy glownie o dzieciach.
Tego dnia przyjechali do niego synowie. Spytalam, czy sie
nie nudza na planie i czy nie woleliby pojechac na wycieczke.
Piotr odpowiedzial, ze najwieksza frajda dla nich sa wakacje,
bo wtedy moga przyjechac do niego i pomagac w pracy ekipy.
On tez spedzil dziecinstwo na planach filmow robionych przez
ojca, wiec dobrze rozumial swoich chlopcow.
Widzialam, ze kazda spedzona z synami chwila jest dla niego
bezcenna. Byl bardzo oddany rodzinie i bardzo dumny z synow
i corki.
Wygladal kwitnaco, odmlodnialy, na luzie, opalony. Nawet
pozazdroscilam mu slonecznego klimatu Kalifornii. Nie przyszloby
mi do glowy, ze moze miec jakies klopoty ze zdrowiem.
O jego dorobku filmowym powstanie pewnie niejedna monografia.
To dobrze, bo tak malo pisze sie o sztuce operatorskiej.
Zbyt malo.
Najcenniejsze dla mnie sa jego filmy zrobione z Kieslowskim
i Meszaros, tworcami, ktorzy opowiadajac ludzka historie,
wiedza w jakim momencie wyjsc i zgasic swiatlo. Tacy tworcy
jak Piotr pozwalaja miec nadzieje, ze wsrod zalewu latwizny,
sztampy i miernoty kino jest nadal rozwijajaca sie Sztuka.
Piotr byl skazany na film - talent mial w genach, wychowany
na planie filmowym, najmlodszy chyba student wydzialu operatorskiego,
przez cale zycie robil film za filmem. Byl wytrawnym rzemieslnikiem,
ale i wielkiego kalibru artysta. Swiatlo jest zjawiskiem
trudnym do opanowania, a dla niego nie mialo tajemnic. Wplywal
na ksztalt scenariuszy, ktore realizowal. Byl kopalnia pomyslow.
Mysle, ze najlepsze filmy wciaz mial przed soba. Jego odejscie
jest jedna z tych decyzji Wielkiego Rezysera, ktorych sensu
nie moge dociec. Chce tylko wierzyc, ze wzywajac go na odprawe
mial wazny powod.
Piotr odszedl we snie. Mysle, ze jego ostatni sen tez byl
kolorowym filmem. Ale nigdy nie zobaczymy go na ekranie.
Nie mogac pogodzic sie z jego smiercia, przypominalam sobie
rozne zabawne czesto epizody naszej znajomosci. Gdy wiele
lat temu robilismy razem film, mialam piekny recznik, z
ktorego bylam dumna i strasznie sie nad nim trzeslam. W
czasie jakiejs imprezy Piotr wypalil mi w tym reczniku papierosem
dziure. Bylam na niego wsciekla. Tak sie sklada, ze ciagle
mam jeszcze gdzies ten recznik. Pomyslalam, ze jest to jedyna
moja po nim pamiatka. Choc przeciez trudno nazwac pamiatka
wypalona dziure. To przeciez tez pustka w srodku czegos.
Piotr Jaxa, polski operator, fotosista filmow Trzy kolory, na wiadomosc o tym, ze mam pisac wspomnienie o Sobocinskim
przyslal mi moje ulubione zdjecie i kilka wlasnych slow
o Piotrze.
"Spotkalismy sie na planie filmu Czerwony, ktory
mowil o braterstwie. Byl najmlodszym z operatorow Kieslowskiego.
Krecilismy w Genewie, gdzie mieszkalem. Byla wiosna 1993
roku. Duzo rozmawialismy plywajac zaglowka po Lemanie. On
zawsze sterowal, a ja wybieralem szoty. Lubilem patrzec,
jak pracuje i na jego bliskosc z Krzysztofem.
Byl precyzyjny w tym, co robil i bardzo serdeczny we wspolpracy
z ekipa. To Piotr wymyslil dwa piekne zdjecia, ktore zrobilem:
portret Irene Jacob do plakatu w Czerwonym i jego
z ojcem Witoldem na tle reflektorow. Zdjecie, ktore dolaczylem
do mojej, bedacej w przygotowaniu ksiazki Poets of Filmlight.
Zdjecie to zrobilismy obaj z pomoca dwoch elektrykow 13
maja 1999 roku o 11:55 w dziale oswietleniowym Wytworni
Filmow Dokumentalnych w Warszawie. Jest mi bardzo smutno,
ze odszedl i bardzo sie ciesze, ze go spotkalem".
Piotr Jaxa obiecal mi, ze jesli uda mu sie dojechac ze
Szwajcarii na pogrzeb Piotra, polozy mu na grobie takze
roze ode mnie. O nic nie pytal. Wiedzial, ze ma byc czerwona.
Anna Labieniec
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |