[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (6 kwietnia 2001)


EWA BERBERYUSZ

Kartki ze skazonej strefy

"Depresje przebudzenia" przeganiam otwarciem radia. Leca trzy poranne rozmowy trzech konkurujacych ze soba stacji: najpierw ruch galka na Radio Plus (katolickie, o szerszym spojrzeniu). Dzis rozmowa z poslem Sojuszu Lewicy Demokratycznej o partyjnym koledze, ministrze prezydenckim, Andrzeju Majkowskim. Pamietam ministra: zawsze przy prezydencie, zwlaszcza w zagranicznych podrozach. Gorujacy nad nim wzrostem, starszy; podobno swietny fachowiec. Doradza mu w sprawach miedzynarodowych. W PRL-u spedzil dlugie lata w wywiadzie pod przykrywka dyplomaty; potem zahaczyl o wladze sportowe i stad pewnie znajomosc z mlodziutkim wowczas Kwasniewskim, ktorego ciagnal w gore. Obecny prezydent sporo mu w karierze zawdziecza.

No i masz ci los! Kiedy w notowaniach Kwasniewskiego widac stale bezpieczna linie wznoszaca - skandal. Gazeta Polska publikuje referat Majkowskiego z okresu, kiedy byl sekretarzem Zarzadu Glownego Zwiazku Mlodziezy Socjalistycznej, wygloszony w czasie nagonki marcowej 1968 roku. Referat typowy, bojowkarski, najezony obowiazujaca nowomowa: damy odpor syjonistom, klasa robotnicza nie pozwoli itp., itd. Za slowami, jak wiadomo, szly czyny. Majkowski nie byl po stronie tych studentow, ktorych na uniwersytetach palowano i sadzano do wiezien - wprost przeciwnie...

W radiowym Plusie rozmowca broni partyjnego kolegi: owszem, zle zrobil, ale przeciez bledy mlodosci, zdarza sie. Majkowski jest w porzadku, skoro teraz za nie przeprasza... Przesuwam galke radia na "Salon polityczny" III Programu PR. Majkowski we wlasnej osobie. Powtarza przeprosiny. Dodaje, ze przeciez pozniejsza jego praca dla Polski zmazala tamten blad.

Poranne rozmowy zachodza na siebie; przesuwam galke: radio ZET - konczy sie dyskusja z Oleksym. Na ten sam temat. Broni prezydenckiego ministra. Tlumaczy: pokajal sie, trzeba wybaczyc, i szlus.

Nie chce byc "szlus". Media nie daja spokoju. Nagabywany prezydent rozklada rece, jakby w bezmiernym zdziwieniu: "Ludzie kochani, czyz nikt z nas nie popelnil kiedys bledu?!". W oczach zal, jakby nawiazywal do ewangelicznego: "Kto z was jest bez winy, niech...".

Zgoda, kamieniem rzucic nie wolno. Przebaczyc trzeba. Jestem calkowicie za. Wrecz brzydzi mnie u politykow ustawiczne podsuwanie pod oczy spoleczenstwa swoich niepokalanie czystych rak; brzydzi i wydaje sie podejrzane. Ale - otoz jest powazne "ale": czy wybaczenie ma bezwarunkowo oznaczac utrzymanie reprezentatywnej posady u boku glowy panstwa?

Iwonie Sledzinskiej-Katarasinskiej z Unii Wolnosci, kandydujacej na stanowisko ministra kultury, do czego miala bezsporne kwalifikacje, wywleczono dwa niegodne artykuly z '68 roku, ktore popelnila w lodzkiej prasie jako poczatkujaca dziennikarka, otoz po ujawnieniu tego faktu natychmiast zrezygnowala z kandydatury przyznajac, iz jest to wlasciwa cena za jej owczesna glupote i swinstwo.

Unia Wolnosci, ktora nawiasem mowiac, ku mojej bolesci, coraz mniej przypomina otwarta partie, a coraz wiecej zamkniety klub angielskich dzentelmenow - wykazala sie wtedy prawdziwie dzentelmenska klasa - poparla rezygnacje swojej kandydatki.

Niestety, ruchu tego nie wykonal prezydent wzgledem osoby daleko wyzszej wagi dla kraju. Mozna bylo machnac reka na pozostawienie przy sobie Marka Siwca po jego niesmacznym zarcie na kaliskim lotnisku, gdzie sparodiowal Papieza - ot, pojedynczy incydent. Ale w przypadku Majkowskiego chodzi o cos znacznie powazniejszego - o miedzynarodowy image glowy panstwa w sytuacji zaognienia, w zwiazku z Jedwabnem, wciaz nabolalych stosunkow polsko-zydowskich.

Zatrzymujac przy sobie Majkowskiego pojetny zazwyczaj Kwasniewski psuje to, co swoim dotychczasowym postepowaniem nadrobil. Czyzby nie rozumial, iz urzad, ktory piastuje, wazy wiecej niz lojalnosc i karierowe zobowiazania?

Jerzy Giedroyc przyjal Kwasniewskiego-prezydenta w Maisons-Laffitte (zreszta, ku ogolnemu oburzeniu), stojac w drzwiach domu, wbity w czarny garnitur (raz jeden widzialam go w takim stroju). Zrobil to dla urzedu, nie dla osoby, ktora, jak sie wyrazil, nie byla bohaterem jego romansu. Z podobnych wzgledow bolalo go (tez wbrew uczuciom ogolu), gdy w stanie wojennym Mitterand wpuscil Jaruzelskiego do Palacu Elizejskiego tylnym wejsciem. "Byl to afront osobisty dla mnie jako dla Polaka" - powiedzial.

Afrontem dla mnie jako Polki jest trzymanie Majkowskiego na wysokim urzedzie. Odsuniecie go od reprezentatywnego stanowiska nie skazuje go na bezdomnosc. O to mozemy byc spokojni. Moze byc pozyteczny dla kraju w mniej eksponowany sposob.

Jak wspomnialam, dla mnie warunkiem do objecia wysokiej funkcji nie musi byc etosowy zyciorys. Zbyt skomplikowane sa nasze ostatnie dzieje, zeby dokonac sprawiedliwego odsiewu pod tym katem. Dlatego jestem za "gruba kreska" w wersji Mazowieckiego i dlatego jestem przeciwko lustracji w wersji Palubickiego-Nizienskiego.

Jednakze niepokoi mnie, ze prezydent - ktory wzial sobie do serca rady "Ksiecia z Lafitu" dotyczace chocby polityki wschodniej i w miare moznosci wciela je w zycie - nie pojmuje glownej powinnosci swojego urzedu.

Nie pojmuje, nie chce, nie moze? Nie ubiega sie przeciez o trzecia reelekcje. Wiec co?

Duzo jest ciemnosci w postepowaniu ludzi z kregu SLD. Ciemnosci doskonale ukrytej pod plaszczykiem deklarowanej wrazliwosci spolecznej.

Czlonkowie Akcji Wyborczej "Solidarnosc" nigdy nie potrafili i nie potrafia tak sie kryc. Wszystkie ich matactwa dyktowane niepohamowana zadza wladzy czy pieniadza natychmiast wylaza na wierzch. Po prostu nizszy iloraz inteligencji. SLD-owcy maja wyzszy. Strach pomyslec, co bedzie, gdy obejma wladze, tym bardziej iz pra ku niej zwartym zolnierskim szykiem.

*

Hiszpania jest mloda demokracja, podobnie jak Polska. Marszalek Senatu Hiszpanii pani Esperanza Aquirre Gil de Biedma przyleciala do naszego kraju samolotem rejsowym z przesiadka w Paryzu. Towarzyszylo jej trzech urzednikow. Byla w Polsce dwa dni. Zalatwiala sprawy panstwowe. Rewizytujaca ja marszalek Alicja Grzeskowiak poleciala do Madrytu samolotem rzadowym w towarzystwie 60 osob delegacji. Byla trzy dni, z ktorych wiekszosc poswiecila zwiedzaniu, swojej szlachetnej pasji. Minister pracy i opieki spolecznej, lekko jakajacy sie, ale o ujmujacej, poczciwej twarzy wzbudzajacej zaufanie, Longin Komolowski, co tydzien na weekend leci do rodzinnego Szczecina rowniez rzadowym samolotem tam i z powrotem... Flaki mi sie wywracaja od tych przykladow, ktorymi mozna by zapelnic nieprzeliczone plachty gazet.

Pytanie: czy rzady SLD beda mniej pazerne? Pytanie retoryczne: beda rozdrapywac sukno Rzeczpospolitej rownie zachlannie, lecz sprytniej.

Co wiec robic? Sytuacja bez wyjscia, jak w tragedii greckiej. Zamykam oczy i w ciemno stawiam na Platforme Obywatelska. Nie, zebym byla pewna, ze uzdrowia sytuacje, tylko ze widze oznaki na ziemi i niebie mowiace, iz przynajmniej dotychczas zmierzaja we wlasciwym kierunku. Przyklad: Platforma jest przeciwko finansowaniu partii przez podatnikow. Wedlug ich planu partie finansowac maja sponsorzy, pod warunkiem, ze beda jawni - podkreslam: do konca jawni. Gdyby tak sie stalo, my, podatnicy w kraju, gdzie bezrobocie siega 18 procent - bylibysmy uchronieni od placenia kolosalnych sum. Przeciwnicy koncepcji argumentuja, iz branie od sponsorow prowadzi do korupcji. Zadna miara! Pod warunkiem, ze sponsor i suma, jaka ofiaruje, musza byc jawne. Na korupcje i szantaz, choroby stare jak swiat, jest tylko jedno lekarstwo: jawnosc, jawnosc i jeszcze raz jawnosc.

Podoba mi sie rowniez propozycja Platformy zmniejszenia liczby poslow i senatorow, zniesienia gwarantowanych list partyjnych do Sejmu i Senatu oraz wybieranie wladz samorzadowych nie z nadania partyjnego.

Jak bardzo nie w smak to partiom, swiadcza ataki. Platforma jest atakowana z prawa, lewa i z centrum z zajadloscia godniejsza lepszej sprawy. Niewiele gazet zdobywa sie na spokojny obiektywizm. Fakt ten dowodzi czegos jeszcze smutniejszego - upartyjnienia mediow.

*

O Jedwabnym, o czym wrze w kraju - ani slowa! Wtrace jedynie swoje trzy grosze na temat poboczny, ale wiazacy sie z glownym zagadnieniem. Dlaczego ci Polacy, ktorym udowodniono samorzutna pomoc w mordzie (nie pod kolba pistoletu) - niektorzy zyja i trzymaja sie swietnie; widzialam ich aktualne fotografie - otoz dlaczego oni dostali w PRL-u tak niskie wyroki? Podobnie zreszta jak sprawcy pogromu kieleckiego. Dlaczego nie zastosowano odpowiedniej surowosci? W stalinizmie nikt sie nie cackal z ludzkim zyciem. Poczynajac od generala Emila Fieldorfa, a konczac na szeregowych akowcach glowy padaly jak muchy. Dlaczego wiec ci zloczyncy zostali przez komunistyczny wymiar sprawiedliwosci potraktowani tak lagodnie? Nie rozumiem.

*

Stalo sie. Telewizyjne widowisko Big Brother, opanowujac kontynenty, musialo i do nas zawedrowac. Nie wiem, jak u innych, ale w naszym wydaniu zieje nuda, po prostu nuda. Nawiazujac w nazwie do pasjonujacej ksiazki George'a Orwella, jest jej niewydarzona parodia.

Dziwi mnie, dlaczego przy nie szczedzeniu "kasy" (nie umiem nie brac slowa tego w cudzyslow); przy niebywalym rozmachu organizacyjnym, przy tlumach zglaszajacych sie na uczestnikow kilkumiesiecznego zamkniecia sie w oku kamery, czyli w domu Wielkiego Brata, nie zadbano o wytypowanie ludzi wyrazistszych. Niekoniecznie intelektualnie, ale osobowosciowo. Ci, ktorzy sa, sa "zadni". Amory, przyspiewki, zawody, rozmowki w ich wykonaniu - "zadne". Oj, lza sie kreci za Himilsbachem! Tej klasy naturszczyk nie rodzi sie na kamieniu, wiem. Mozna jednak bylo dolozyc staran, zeby choc zblizyc sie do wykonawcow, ktorych znalazl Marek Piwowski do kultowego juz filmu Rejs.

Oczywiscie, w kraju zadymilo: "niemoralne podgladactwo", slyszy sie nie tylko z ambon, ale z Krajowej Rady ds. Radia i Telewizji; slyszy sie od socjologow i psychologow spolecznych.

Mnie podgladactwo nie gorszy. Najstarsze zjawisko miedzyludzkie. Sama podgladam, zagladajac ludziom w okna. Bardzo to lubie. Gorszy mnie hipokryzja. Tworcy programu zalozyli, ze oto zawodnicy odcieci od swiata tworza zaprzyjazniona rodzine. Gowno prawda! Wszyscy jak jeden maz kalkuluja, jakby drugiego wykosic. Ostatni na placu zbiera cala pule, trzeba wiec niezle glowkowac. Moze w tych kalkulacjach sa dobrzy? Niestety, tworcy programu nie zrobili nic, zeby nam te gry i podchody dac podejrzec. Zamiast tego mamy zawody w napychaniu workow piaskiem czy obieraniu kartofli.

Co dwa tygodnie uczestnicy musza kogos wyrzucic z Domu Wielkiego Brata. Odbywa sie to za pomoca tajnego donosu w Pokoju Zwierzen. Szczyt hipokryzji: akt donosu nazywa sie Nominacja. Gdy nadchodzi czas, Glowny Wielki Brat, w cywilu Grzegorz Miecugow, skadinad powazny dziennikarz (czegoz sie nie robi dla "kasy"!) oznajmia delikwentowi w zachwycie, jakby otrzymywal Oscara: "Dostales siedem nominacji, opuszczasz Dom". Az usiadlam, kiedy to uslyszalam. Wyrafinowane slodzenie upokorzenia.

Uczestnicy obiecuja sobie na wizji, ze gdy sie to wszystko w czerwcu skonczy, urzadza wielki braterski bal. Nie ma nikogo, kto by powiedzial, ze krol jest nagi, ze bedzie to bal donosicieli - mowiac gornolotnie, bal katow z ofiarami. Bo wtedy beda juz wiedziec, kto kogo "nominowal".

Rozumiem istnienie podgladackich programow w komercyjnych stacjach. Ciesza sie powodzeniem. Ale po kiego licha to zaklamanie?!

*

Tej zimy malyszomanie doskonale rownowazyl sam Adam Malysz, czlowiek nie tylko nad wyraz skromny, ale rozumiejacy, iz takich jak on skoczkow jest na swiecie kilku. Do zwyciestwa potrzebny jest lut szczescia, jaki jemu w tym sezonie przypadl. Polacy tego nie rozumieja: "Pokazalismy Niemcom, pokazalismy Finom, pokazalismy Japonczykom, ze jestesmy najlepsi!" - wrzeszczano. Ani Niemcom, ani Finom, ani Japonczykom nie przyszloby do glowy uzywanie podobnej argumentacji. Ciesza sie, gdy wygrywaja, martwia, gdy przegrywaja, ale nie wplataja w wygrana wyzszosci narodowej.

Skoki narciarskie skonczone, weszlismy w okres eliminacji do pilkarskich mistrzostw swiata. Naszej druzynie idzie niezle. Jezeli tak dalej pojdzie, Polacy wpadna w kolejny orgazm samozachwytu, podsycany, niestety, przez profesjonalnych sprawozdawcow.

Moim zdaniem stosunek do zwyciestw czy porazek sportowych stanowi dobre kryterium w sensie ogolniejszym: kryterium naszego prowincjonalnego kompleksu nizszosci jako spoleczenstwa. Nic nie zapowiada, zebysmy z niego wyrastali. Dopoki sie to nie stanie, dopoki nie dojrzejemy, nie wyjdziemy na prosta.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail