EWA BERBERYUSZ
Kartki ze skazonej strefy
"Depresje przebudzenia" przeganiam otwarciem radia. Leca
trzy poranne rozmowy trzech konkurujacych ze soba stacji:
najpierw ruch galka na Radio Plus (katolickie, o szerszym
spojrzeniu). Dzis rozmowa z poslem Sojuszu Lewicy Demokratycznej
o partyjnym koledze, ministrze prezydenckim, Andrzeju Majkowskim.
Pamietam ministra: zawsze przy prezydencie, zwlaszcza w
zagranicznych podrozach. Gorujacy nad nim wzrostem, starszy;
podobno swietny fachowiec. Doradza mu w sprawach miedzynarodowych.
W PRL-u spedzil dlugie lata w wywiadzie pod przykrywka dyplomaty;
potem zahaczyl o wladze sportowe i stad pewnie znajomosc
z mlodziutkim wowczas Kwasniewskim, ktorego ciagnal w gore.
Obecny prezydent sporo mu w karierze zawdziecza.
No i masz ci los! Kiedy w notowaniach Kwasniewskiego widac
stale bezpieczna linie wznoszaca - skandal. Gazeta Polska publikuje referat Majkowskiego z okresu, kiedy byl sekretarzem
Zarzadu Glownego Zwiazku Mlodziezy Socjalistycznej, wygloszony
w czasie nagonki marcowej 1968 roku. Referat typowy, bojowkarski,
najezony obowiazujaca nowomowa: damy odpor syjonistom, klasa
robotnicza nie pozwoli itp., itd. Za slowami, jak wiadomo,
szly czyny. Majkowski nie byl po stronie tych studentow,
ktorych na uniwersytetach palowano i sadzano do wiezien
- wprost przeciwnie...
W radiowym Plusie rozmowca broni partyjnego kolegi: owszem,
zle zrobil, ale przeciez bledy mlodosci, zdarza sie. Majkowski
jest w porzadku, skoro teraz za nie przeprasza... Przesuwam
galke radia na "Salon polityczny" III Programu PR. Majkowski
we wlasnej osobie. Powtarza przeprosiny. Dodaje, ze przeciez
pozniejsza jego praca dla Polski zmazala tamten blad.
Poranne rozmowy zachodza na siebie; przesuwam galke: radio
ZET - konczy sie dyskusja z Oleksym. Na ten sam temat. Broni
prezydenckiego ministra. Tlumaczy: pokajal sie, trzeba wybaczyc,
i szlus.
Nie chce byc "szlus". Media nie daja spokoju. Nagabywany
prezydent rozklada rece, jakby w bezmiernym zdziwieniu:
"Ludzie kochani, czyz nikt z nas nie popelnil kiedys bledu?!".
W oczach zal, jakby nawiazywal do ewangelicznego: "Kto z
was jest bez winy, niech...".
Zgoda, kamieniem rzucic nie wolno. Przebaczyc trzeba. Jestem
calkowicie za. Wrecz brzydzi mnie u politykow ustawiczne
podsuwanie pod oczy spoleczenstwa swoich niepokalanie czystych
rak; brzydzi i wydaje sie podejrzane. Ale - otoz jest powazne
"ale": czy wybaczenie ma bezwarunkowo oznaczac utrzymanie
reprezentatywnej posady u boku glowy panstwa?
Iwonie Sledzinskiej-Katarasinskiej z Unii Wolnosci, kandydujacej
na stanowisko ministra kultury, do czego miala bezsporne
kwalifikacje, wywleczono dwa niegodne artykuly z '68 roku,
ktore popelnila w lodzkiej prasie jako poczatkujaca dziennikarka,
otoz po ujawnieniu tego faktu natychmiast zrezygnowala z
kandydatury przyznajac, iz jest to wlasciwa cena za jej
owczesna glupote i swinstwo.
Unia Wolnosci, ktora nawiasem mowiac, ku mojej bolesci,
coraz mniej przypomina otwarta partie, a coraz wiecej zamkniety
klub angielskich dzentelmenow - wykazala sie wtedy prawdziwie
dzentelmenska klasa - poparla rezygnacje swojej kandydatki.
Niestety, ruchu tego nie wykonal prezydent wzgledem osoby
daleko wyzszej wagi dla kraju. Mozna bylo machnac reka na
pozostawienie przy sobie Marka Siwca po jego niesmacznym
zarcie na kaliskim lotnisku, gdzie sparodiowal Papieza -
ot, pojedynczy incydent. Ale w przypadku Majkowskiego chodzi
o cos znacznie powazniejszego - o miedzynarodowy image glowy panstwa w sytuacji zaognienia, w zwiazku z Jedwabnem,
wciaz nabolalych stosunkow polsko-zydowskich.
Zatrzymujac przy sobie Majkowskiego pojetny zazwyczaj Kwasniewski
psuje to, co swoim dotychczasowym postepowaniem nadrobil.
Czyzby nie rozumial, iz urzad, ktory piastuje, wazy wiecej
niz lojalnosc i karierowe zobowiazania?
Jerzy Giedroyc przyjal Kwasniewskiego-prezydenta w Maisons-Laffitte
(zreszta, ku ogolnemu oburzeniu), stojac w drzwiach domu,
wbity w czarny garnitur (raz jeden widzialam go w takim
stroju). Zrobil to dla urzedu, nie dla osoby, ktora, jak
sie wyrazil, nie byla bohaterem jego romansu. Z podobnych
wzgledow bolalo go (tez wbrew uczuciom ogolu), gdy w stanie
wojennym Mitterand wpuscil Jaruzelskiego do Palacu Elizejskiego
tylnym wejsciem. "Byl to afront osobisty dla mnie jako dla
Polaka" - powiedzial.
Afrontem dla mnie jako Polki jest trzymanie Majkowskiego
na wysokim urzedzie. Odsuniecie go od reprezentatywnego
stanowiska nie skazuje go na bezdomnosc. O to mozemy byc
spokojni. Moze byc pozyteczny dla kraju w mniej eksponowany
sposob.
Jak wspomnialam, dla mnie warunkiem do objecia wysokiej
funkcji nie musi byc etosowy zyciorys. Zbyt skomplikowane
sa nasze ostatnie dzieje, zeby dokonac sprawiedliwego odsiewu
pod tym katem. Dlatego jestem za "gruba kreska" w wersji
Mazowieckiego i dlatego jestem przeciwko lustracji w wersji
Palubickiego-Nizienskiego.
Jednakze niepokoi mnie, ze prezydent - ktory wzial sobie
do serca rady "Ksiecia z Lafitu" dotyczace chocby polityki
wschodniej i w miare moznosci wciela je w zycie - nie pojmuje
glownej powinnosci swojego urzedu.
Nie pojmuje, nie chce, nie moze? Nie ubiega sie przeciez
o trzecia reelekcje. Wiec co?
Duzo jest ciemnosci w postepowaniu ludzi z kregu SLD. Ciemnosci
doskonale ukrytej pod plaszczykiem deklarowanej wrazliwosci
spolecznej.
Czlonkowie Akcji Wyborczej "Solidarnosc" nigdy nie potrafili
i nie potrafia tak sie kryc. Wszystkie ich matactwa dyktowane
niepohamowana zadza wladzy czy pieniadza natychmiast wylaza
na wierzch. Po prostu nizszy iloraz inteligencji. SLD-owcy
maja wyzszy. Strach pomyslec, co bedzie, gdy obejma wladze,
tym bardziej iz pra ku niej zwartym zolnierskim szykiem.
*
Hiszpania jest mloda demokracja, podobnie jak Polska. Marszalek
Senatu Hiszpanii pani Esperanza Aquirre Gil de Biedma przyleciala
do naszego kraju samolotem rejsowym z przesiadka w Paryzu.
Towarzyszylo jej trzech urzednikow. Byla w Polsce dwa dni.
Zalatwiala sprawy panstwowe. Rewizytujaca ja marszalek Alicja
Grzeskowiak poleciala do Madrytu samolotem rzadowym w towarzystwie
60 osob delegacji. Byla trzy dni, z ktorych wiekszosc poswiecila
zwiedzaniu, swojej szlachetnej pasji. Minister pracy i opieki
spolecznej, lekko jakajacy sie, ale o ujmujacej, poczciwej
twarzy wzbudzajacej zaufanie, Longin Komolowski, co tydzien
na weekend leci do rodzinnego Szczecina rowniez rzadowym
samolotem tam i z powrotem... Flaki mi sie wywracaja od
tych przykladow, ktorymi mozna by zapelnic nieprzeliczone
plachty gazet.
Pytanie: czy rzady SLD beda mniej pazerne? Pytanie retoryczne:
beda rozdrapywac sukno Rzeczpospolitej rownie zachlannie,
lecz sprytniej.
Co wiec robic? Sytuacja bez wyjscia, jak w tragedii greckiej.
Zamykam oczy i w ciemno stawiam na Platforme Obywatelska.
Nie, zebym byla pewna, ze uzdrowia sytuacje, tylko ze widze
oznaki na ziemi i niebie mowiace, iz przynajmniej dotychczas
zmierzaja we wlasciwym kierunku. Przyklad: Platforma jest
przeciwko finansowaniu partii przez podatnikow. Wedlug ich
planu partie finansowac maja sponsorzy, pod warunkiem, ze
beda jawni - podkreslam: do konca jawni. Gdyby tak sie stalo,
my, podatnicy w kraju, gdzie bezrobocie siega 18 procent
- bylibysmy uchronieni od placenia kolosalnych sum. Przeciwnicy
koncepcji argumentuja, iz branie od sponsorow prowadzi do
korupcji. Zadna miara! Pod warunkiem, ze sponsor i suma,
jaka ofiaruje, musza byc jawne. Na korupcje i szantaz, choroby
stare jak swiat, jest tylko jedno lekarstwo: jawnosc, jawnosc
i jeszcze raz jawnosc.
Podoba mi sie rowniez propozycja Platformy zmniejszenia
liczby poslow i senatorow, zniesienia gwarantowanych list
partyjnych do Sejmu i Senatu oraz wybieranie wladz samorzadowych
nie z nadania partyjnego.
Jak bardzo nie w smak to partiom, swiadcza ataki. Platforma
jest atakowana z prawa, lewa i z centrum z zajadloscia godniejsza
lepszej sprawy. Niewiele gazet zdobywa sie na spokojny obiektywizm.
Fakt ten dowodzi czegos jeszcze smutniejszego - upartyjnienia
mediow.
*
O Jedwabnym, o czym wrze w kraju - ani slowa! Wtrace jedynie
swoje trzy grosze na temat poboczny, ale wiazacy sie z glownym
zagadnieniem. Dlaczego ci Polacy, ktorym udowodniono samorzutna
pomoc w mordzie (nie pod kolba pistoletu) - niektorzy zyja
i trzymaja sie swietnie; widzialam ich aktualne fotografie
- otoz dlaczego oni dostali w PRL-u tak niskie wyroki? Podobnie
zreszta jak sprawcy pogromu kieleckiego. Dlaczego nie zastosowano
odpowiedniej surowosci? W stalinizmie nikt sie nie cackal
z ludzkim zyciem. Poczynajac od generala Emila Fieldorfa,
a konczac na szeregowych akowcach glowy padaly jak muchy.
Dlaczego wiec ci zloczyncy zostali przez komunistyczny wymiar
sprawiedliwosci potraktowani tak lagodnie? Nie rozumiem.
*
Stalo sie. Telewizyjne widowisko Big Brother, opanowujac
kontynenty, musialo i do nas zawedrowac. Nie wiem, jak u
innych, ale w naszym wydaniu zieje nuda, po prostu nuda.
Nawiazujac w nazwie do pasjonujacej ksiazki George'a Orwella,
jest jej niewydarzona parodia.
Dziwi mnie, dlaczego przy nie szczedzeniu "kasy" (nie umiem
nie brac slowa tego w cudzyslow); przy niebywalym rozmachu
organizacyjnym, przy tlumach zglaszajacych sie na uczestnikow
kilkumiesiecznego zamkniecia sie w oku kamery, czyli w domu
Wielkiego Brata, nie zadbano o wytypowanie ludzi wyrazistszych.
Niekoniecznie intelektualnie, ale osobowosciowo. Ci, ktorzy
sa, sa "zadni". Amory, przyspiewki, zawody, rozmowki w ich
wykonaniu - "zadne". Oj, lza sie kreci za Himilsbachem!
Tej klasy naturszczyk nie rodzi sie na kamieniu, wiem. Mozna
jednak bylo dolozyc staran, zeby choc zblizyc sie do wykonawcow,
ktorych znalazl Marek Piwowski do kultowego juz filmu Rejs.
Oczywiscie, w kraju zadymilo: "niemoralne podgladactwo",
slyszy sie nie tylko z ambon, ale z Krajowej Rady ds. Radia
i Telewizji; slyszy sie od socjologow i psychologow spolecznych.
Mnie podgladactwo nie gorszy. Najstarsze zjawisko miedzyludzkie.
Sama podgladam, zagladajac ludziom w okna. Bardzo to lubie.
Gorszy mnie hipokryzja. Tworcy programu zalozyli, ze oto
zawodnicy odcieci od swiata tworza zaprzyjazniona rodzine.
Gowno prawda! Wszyscy jak jeden maz kalkuluja, jakby drugiego
wykosic. Ostatni na placu zbiera cala pule, trzeba wiec
niezle glowkowac. Moze w tych kalkulacjach sa dobrzy? Niestety,
tworcy programu nie zrobili nic, zeby nam te gry i podchody
dac podejrzec. Zamiast tego mamy zawody w napychaniu workow
piaskiem czy obieraniu kartofli.
Co dwa tygodnie uczestnicy musza kogos wyrzucic z Domu
Wielkiego Brata. Odbywa sie to za pomoca tajnego donosu
w Pokoju Zwierzen. Szczyt hipokryzji: akt donosu nazywa
sie Nominacja. Gdy nadchodzi czas, Glowny Wielki Brat, w
cywilu Grzegorz Miecugow, skadinad powazny dziennikarz (czegoz
sie nie robi dla "kasy"!) oznajmia delikwentowi w zachwycie,
jakby otrzymywal Oscara: "Dostales siedem nominacji, opuszczasz
Dom". Az usiadlam, kiedy to uslyszalam. Wyrafinowane slodzenie
upokorzenia.
Uczestnicy obiecuja sobie na wizji, ze gdy sie to wszystko
w czerwcu skonczy, urzadza wielki braterski bal. Nie ma
nikogo, kto by powiedzial, ze krol jest nagi, ze bedzie
to bal donosicieli - mowiac gornolotnie, bal katow z ofiarami.
Bo wtedy beda juz wiedziec, kto kogo "nominowal".
Rozumiem istnienie podgladackich programow w komercyjnych
stacjach. Ciesza sie powodzeniem. Ale po kiego licha to
zaklamanie?!
*
Tej zimy malyszomanie doskonale rownowazyl sam Adam Malysz,
czlowiek nie tylko nad wyraz skromny, ale rozumiejacy, iz
takich jak on skoczkow jest na swiecie kilku. Do zwyciestwa
potrzebny jest lut szczescia, jaki jemu w tym sezonie przypadl.
Polacy tego nie rozumieja: "Pokazalismy Niemcom, pokazalismy
Finom, pokazalismy Japonczykom, ze jestesmy najlepsi!" -
wrzeszczano. Ani Niemcom, ani Finom, ani Japonczykom nie
przyszloby do glowy uzywanie podobnej argumentacji. Ciesza
sie, gdy wygrywaja, martwia, gdy przegrywaja, ale nie wplataja
w wygrana wyzszosci narodowej.
Skoki narciarskie skonczone, weszlismy w okres eliminacji
do pilkarskich mistrzostw swiata. Naszej druzynie idzie
niezle. Jezeli tak dalej pojdzie, Polacy wpadna w kolejny
orgazm samozachwytu, podsycany, niestety, przez profesjonalnych
sprawozdawcow.
Moim zdaniem stosunek do zwyciestw czy porazek sportowych
stanowi dobre kryterium w sensie ogolniejszym: kryterium
naszego prowincjonalnego kompleksu nizszosci jako spoleczenstwa.
Nic nie zapowiada, zebysmy z niego wyrastali. Dopoki sie
to nie stanie, dopoki nie dojrzejemy, nie wyjdziemy na prosta.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |