[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (30 marca 2001)


URSZULA PIATEK, RAFAL KOTOMSKI

Wzgorze klasztornych rzemieslnikow

Lubinskie opactwo stalo niegdys na wzgorzu otoczonym jeziorami i niedostepnymi bagnami. Dzisiaj, gdy zgielk swiata dokucza nam o wiele silniej niz w sredniowiecznej przeszlosci, lezacy w Wielkopolsce Lubin zdaje sie wyjatkowy ze wzgledu na swoja cisze. Ale cisza ta pelna jest znaczen i chrzescijanskiej medytacji.

Sciety na nowo sie zieleni

Lubin to mala wioska w wielkopolskiej gminie Krzywin, w powiecie koscianskim. Lezy na prawym brzegu Obry, w pasmie polodowcowych pagorkow, ktore opadaja ku dolinie rzeki. Kiedys dolina byla wypelniona bagnistymi lakami. Wedlug najstarszych podan klasztorne wzgorze bylo wowczas nieomal niedostepna wyspa.

Od ponad dziewieciuset lat na lubinskim wzgorzu obecni sa benedyktynscy mnisi. Opactwo zostalo zalozone w roku 1070. Jego fundatorem byl sam krol Boleslaw Smialy. Wedlug historykow zanim klasztorem zaczal zarzadzac opat, istniala tu tak zwana cella - najmniejsza jednostka organizacyjna w benedyktynskiej hierarchii. Do Lubinia mnisi przybyli z Leodium, dzisiejszego miasta Liege w Belgii. Od samego poczatku zostali dobrze uposazeni - fundator nadal im trzydziesci lezacych w poblizu miejscowosci. Dzieki temu mogli szeroko rozwijac swa dzialalnosc. Zakladali szkoly, prowadzili szpitale, uczyli okolicznych mieszkancow sztuki ogrodniczej i rolniczej. Przy wszystkich tych zajeciach benedyktyni - ktorych nie bez powodu okresla sie "klasztornymi rzemieslnikami" i ktorych cierpliwosc i upor w dazeniu do celu sa przeciez przyslowiowe - znajdowali czas na prace naukowa. Pisali traktaty o chorale gregorianskim, tlumaczyli, a przede wszystkim przepisywali uczone ksiegi. Wspaniala musiala byc klasztorna biblioteka. Niestety - do naszych czasow nie zachowal sie z jej zbiorow nawet jeden wolumen. Do 1944 r. w warszawskiej Bibliotece Narodowej znajdowal sie najstarszy pochodzacy z Lubinia dokument o lacinskim tytule Liber Fraternitatis Lubinensis. Jednak i ten cenny starodruk splonal podczas powstania warszawskiego.

W roku 1837 klasztor lubinski spotkal los wszystkich monasterow na ziemiach zaborcow - kasata. Ze spisu ksiazek wywiezionych pozniej w roznych kierunkach wynika, ze benedyktynska biblioteka liczyla ponad 5,5 tysiaca tomow. Jakie znajdowac sie tam musialy skarby, dzisiaj mozna sie juz tylko domyslac.

Przez wieki istnienia klasztoru nie oszczedzaly wichry historii. W XIV wieku zostal spalony przez wojska ksiecia Henryka Glogowskiego. Pozniej mnisi musieli uciekac przed agresorami z dalekiej Szwecji, Czech czy Slaska. Ale benedyktynskim symbolem jest sciety pien drzewa, ktory z boku wypuszcza nowe, zieleniace sie galezie. Dewiza succisa verescit - "sciety na nowo sie zieleni" - sprawila zapewne, ze zakonnicy, nawet wypedzani i niszczeni fizycznie, za kazdym razem na klasztorne wzgorze powracali. Po pruskiej kasacie uplynac musialo blisko sto lat, by w roku 1923 ojcowie Jozafat Ostrowski i Klemens Dabrowski zaczeli odbudowe lubinskiego zgromadzenia zakonnego. Przybyli tu z goscinnego opactwa Emauza w Pradze Czeskiej. Dzis, gdy "czarni mnisi" znow modla sie i pracuja w Lubiniu, byc moze to oni z kolei wespra swoich czeskich wspolbraci w odbudowie praskiego opactwa. Na lubinskim dziedzincu widac mlode twarze, w Pradze zas - po prowadzonej przez lata walce z Kosciolem - pozostalo trzech mnichow, z ktorych najmlodszy ma ponad 50 lat.

- Powinnismy zrewanzowac sie za pomoc okazana Lubiniowi przed laty. Przyjemnie tez byloby znalezc sie kiedys na kartach historii praskiego zgromadzenia - twierdzi ojciec Kornel Filipowski, benedyktyn z Lubinia.

Mnich cudotworca

Kilkunastominutowy spacer dzieli od klasztornego wzgorza miejsce malo znane a wyjatkowe. Ukrywa sie ono w glebi lasu, wsrod wynioslych kilkusetletnich drzew. Na pagorku spod pnia poteznego debu wybija zrodelko - a wszystko za sprawa najslynniejszego mnicha z lubinskiego klasztoru, ojca Bernarda z Wabrzezna. Wsrod zachowanych o nim opowiesci jest i mowiaca o pielgrzymach podazajacych ku opactwu. Zmeczeni dluga droga, cierpieli z pragnienia. Zapasy wody skonczyly sie i wowczas idacy z nimi pobozny ojciec uderzyl laska w debowy pien. Spod drzewa trysnela orzezwiajaca, zimna jak lod woda. Jak sie okazalo, Bernard z Wabrzezna swoj dar wykorzystywal takze pozniej. Odnalazl na przyklad zrodla wody pitnej dla slawnego w tych czasach browaru w Grodzisku Wielkopolskim. Podobno wdzieczni mieszkancy podarowali wowczas klasztorowi olbrzymia beczke piwa. Dzis, po kilkuset latach od tamtych wydarzen, grodziski browar nie istnieje, nie zachowala sie tez oprozniona przez mnichow beczka. Jest za to zrodlo Bernarda ukryte w lesnym zaciszu. O cudotworcy przypomina w tym miejscu niewielka drewniana figurka. Grobowiec z naturalnej wielkosci wizerunkiem Bernarda znajdziemy w kaplicy, do ktorej wchodzi sie z nawy glownej lubinskiego kosciola. Kaplica grobowa to miejsce ciekawe z innego jeszcze powodu. W sciane wmurowano tutaj plyte nagrobna Wladyslawa Laskonogiego, ksiecia poznanskiego i gnieznienskiego.

Lubinskie tajemnice

Kilkusetletnia historia klasztoru zostawila po sobie wiele sladow. Tych odkrytych i tych, ktore ciagle czekaja na wyjasnienie.

Historycy do dzis spieraja sie o ostatnie lata zycia ksiecia Wladyslawa Laskonogiego. Mimo istnienia plyty nagrobnej czesc z nich powatpiewa, ze wyklety i wygnany z Krakowa ksiaze znalazl schronienie wlasnie na lubinskim wzgorzu i ze tu zmarl w 1231 roku. W latach 80. podczas badan archeologicznych, ktorymi "od zawsze" kieruje profesor Zofia Kurnatowska, pod posadzka kosciola odkryto debowy grob. Wewnatrz byl szkielet mezczyzny o charakterystycznie dlugich nogach. Badania medyczne potwierdzily, ze chorowal na tzw. zespol Klinefeldera, objawiajacy sie nadmiernym wzrostem konczyn i nieplodnoscia - co potwierdza teze, ze sa to szczatki Wladyslawa III Laskonogiego.

Inna postacia, co do ktorej zrodla historyczne nie dostarczaja jednoznacznych odpowiedzi, jest Gall Anonim, autor Kroniki pisanej w czasach Boleslawa Krzywoustego. Zgodnie z niektorymi przekazami to wlasnie w Lubiniu Anonim tworzyl swoje dzielo.

Przez ponad 300 lat pozlacana kula pod iglica koscielnej wiezy kryla bezcenne dokumenty. Dopiero dwa lata temu, podczas remontu wiezy, z wnetrza kuli wyjeto dwie metalowe, przerdzewiale puszki. W srodku byl m.in. talar pruski, medalik sw. Andrzeja Boboli, zbior odrecznie przepisanych litanii i sznurek z kilkoma drewnianymi paciorkami. Kula ukrywala tez papierowe dokumenty, z ktorych dowiedziec sie mozna na przyklad, ze w 1645 roku wiertel pszenicy kosztowal 2 zlote i 3 grosze, a w 1699 piorun uderzyl w klasztorna wieze, zabijajac grajacego wowczas brata organiste. I ze uszkodzona wieze naprawial ciesla Baltazar Filcz ze Slaska. Inne dokumenty, wlozone do kuli podczas remontu w 1857 r., opisuja sytuacja klasztoru po kasacie i zawieraja dane dotyczace parafii lubinskiej.

W 1999 r., po zakonczeniu ostatniego remontu iglicy, znalezisko ponownie umieszczono w kuli. Jej zawartosc uzupelniono biezacymi informacjami - niestety, nie znalazla sie wsrod nich aktualna cena pszenicy...

Od lat zainteresowanie osob zwiedzajacych benedyktynskie zabudowania budzi herb templariuszy na otaczajacym klasztor murze. Nikt nie potrafi wyjasnic, skad sie tam wzial i co symbolizuje. Podobnie jest z sedziwymi gruszami w przyklasztornym ogrodzie. Kto i dlaczego wyhodowal je na ksztalt menor?

W poszukiwaniu ciszy

Raz w miesiacu lubinski klasztor zaludnia sie. Z calej Polski przyjezdzaja tu ludzie, ktorzy w medytacji szukaja ciszy i wewnetrznego spokoju. Klasztorna kuchnia serwuje tylko wegetarianskie posilki, surowe wnetrza sprzyjaja zadumie.

"Gdybym dzisiaj, po kilkunastu latach medytacji w benedyktynskim klasztorze mial powiedziec, czym jest medytacja w moim zyciu, wyrazilbym to slowami: medytacja jest slowem i milczeniem, tancem i spiewem, oddechem, trudem i mieszkaniem" - napisal ojciec Jan Bereza w ksiazce Sztuka codziennego zycia.

Zanim zwiazal sie na stale z klasztorem w Lubiniu, studiowal filozofie indyjska i europejska na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Podczas studiow zetknal sie z Philipem Kapleau. Pod wplywem tego prawnika, ktory porzucil normalne zycie i zostal jednym z pierwszych europejskich mistrzow zen, zainteresowal sie medytacja. Wedrowal po klasztorach w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. W Londynie medytowal wspolnie z Johnem Mainem i... aktorem Richardem Gere'em. Byl w grupie prowadzonej przez Tenzina Gyatso, XIV dalajlame Tybetu oraz ojca Laurenca Freemana, inicjatora grup medytacji chrzescijanskiej na swiecie. Od wielu lat Jan Bereza, dzisiaj przeor lubinskiej wspolnoty, w klasztorze w Lubiniu prowadzi grupy medytacyjne.

Swiety Benedykt pierwszy zalozony przez siebie klasztor nazwal "szkola". Slowo to pierwotnie oznaczalo ciche miejsce sprzyjajace medytacji i kontemplacji.

- Slowo medytacja kojarzy sie z religiami wschodu. Jednak malo kto wie, ze jest starozytnym chrzescijanskim terminem, ktory pozniej pojawia sie tez w regule swietego Benedykta. Mimo wielu roznic wlasnie na plaszczyznie medytacji religie bardzo sie do siebie zblizaja - mowi ojciec Jan, od kilku lat czlonek Komitetu Episkopatu Polski ds. Dialogu z Religiami Niechrzescijanskimi.

- W dialogu nie chodzi o stworzenie jednej religii, ale wzajemne ich umocnienie - wyjasnia ojciec Bereza. - Taki miedzyreligijny kontakt pozwala na refleksje nad wlasna religia. Chodzi po prostu o to, aby chrzescijanin byl lepszym chrzescijaninem, a buddysta lepszym buddysta.

Lubin to jedyne miejsce w Polsce, gdzie organizowane sa sesje chrzescijanskiej medytacji.

Przywrocony blask

Dewize "sciety na nowo sie zieleni" da sie zastosowac rowniez do tego, co dzieje sie na wzgorzu lubinskim w ostatnich kilku latach. Barokowy dzis w formie kosciol pod wezwaniem Najswietszej Marii Panny przechodzi prace renowacyjne na niespotykana dotad skale. Konserwatorskie poczynania nadzoruje archeolog z wyksztalcenia, a konserwator zabytkow z zawodu Aleksander Starzynski.

- Czasami ludzie dziwia sie, dlaczego Lubin traktuje w sposob szczegolny - mowi Starzynski, do 1998 roku wojewodzki konserwator zabytkow w Lesznie, a obecnie szef delegatury wielkopolskiego konserwatora zabytkow w Poznaniu. - A ja po prostu wiem, ze to wyjatkowo cenne miejsce i historia nigdy by nam nie wybaczyla, gdybysmy go nie ratowali.

Nie byloby renowacji bez pieniedzy. Tych w Polsce na ratowanie zabytkow nie jest za wiele. Od 1998 roku Lubin otrzymal jednak powazne kwoty - w sumie kilka milionow zlotych - z Fundacji Wspolpracy Polsko-Niemieckiej i ze srodkow generalnego konserwatora zabytkow. Dzieki niemieckim pieniadzom odnowiona zostala XVIII-wieczna polichromia namalowana przez pochodzacego z Bawarii mnicha Grossa. Malowidlo przedstawiajace glorie Marii Panny zajmuje powierzchnie poltora tysiaca metrow kwadratowych. Zabrudzone i wielokrotnie przemalowywane, wymagalo ogromnego nakladu pracy. Dlatego ekipa konserwatorow sztuki spedzila az pol roku na rusztowaniach. Misternie osuszono i uzupelniono tynki. Metoda punktowa artysci przywrocili malowidlom blask i zblizona do pierwowzoru barwe.

Renowacje objely nie tylko barwna polichromie. Osuszona i wzmocniona zostala koscielna wieza. Przy okazji zdjeto kule spod iglicy i pozlocono ja. Teraz konserwatorzy pracuja przy oltarzach bocznych - swietego Benedykta i swietej Scholastyki. Odnawiane sa rzadkiej urody debowe stalle. Na swoja kolej czeka prospekt organowy i oltarz glowny z plotnem przedstawiajacym narodzenie Marii Panny, pedzla XVIII-wiecznego mistrza Paula Trogera. Prace remontowe w lubinskim klasztorze maja zakonczyc sie jeszcze w tym roku.

–––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––

Slow kilka o benedyktynach

Zalozycielem wspolnoty benedyktynskiej byl swiety Benedykt z Nursji we Wloszech, zyjacy na przelomie V i VI wieku. Pierwsze opactwa zaczely powstawac we Wloszech, Anglii i Flandrii. Do Polski benedyktyni przybyli juz w czasach Mieszka I, po przyjeciu chrztu. Mnichami benedyktynskimi byli pierwsi polscy biskupi - Jordan, Unger i Aaron. Czlonkiem zgromadzenia byl takze swiety Wojciech. Najstarsze klasztory powstaly w Lubiniu, Mogilnie, Plocku i podkrakowskim Tyncu. "Czarni mnisi" w swoim zyciu opieraja sie na regule ulozonej przez swietego Benedykta. Kieruja sie zasada Ora et labora! - modl sie i pracuj! Zyja w opactwach, przeoratach i cellach. Dzis w Polsce benedyktyni sa tylko w trzech miejscach: opactwie tynieckim, przeoracie lubinskim i celli w Biskupowie kolo Nysy. Podlegaja Belgijskiej Kongregacji Benedyktynow nazywanej inaczej Kongregacja Zwiastowania.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail