URSZULA PIATEK, RAFAL KOTOMSKI
Wzgorze klasztornych rzemieslnikow
Lubinskie opactwo stalo niegdys na wzgorzu otoczonym jeziorami
i niedostepnymi bagnami. Dzisiaj, gdy zgielk swiata dokucza
nam o wiele silniej niz w sredniowiecznej przeszlosci, lezacy
w Wielkopolsce Lubin zdaje sie wyjatkowy ze wzgledu na swoja
cisze. Ale cisza ta pelna jest znaczen i chrzescijanskiej
medytacji.
Sciety na nowo sie zieleni
Lubin to mala wioska w wielkopolskiej gminie Krzywin, w
powiecie koscianskim. Lezy na prawym brzegu Obry, w pasmie
polodowcowych pagorkow, ktore opadaja ku dolinie rzeki.
Kiedys dolina byla wypelniona bagnistymi lakami. Wedlug
najstarszych podan klasztorne wzgorze bylo wowczas nieomal
niedostepna wyspa.
Od ponad dziewieciuset lat na lubinskim wzgorzu obecni
sa benedyktynscy mnisi. Opactwo zostalo zalozone w roku
1070. Jego fundatorem byl sam krol Boleslaw Smialy. Wedlug
historykow zanim klasztorem zaczal zarzadzac opat, istniala
tu tak zwana cella - najmniejsza jednostka organizacyjna
w benedyktynskiej hierarchii. Do Lubinia mnisi przybyli
z Leodium, dzisiejszego miasta Liege w Belgii. Od samego
poczatku zostali dobrze uposazeni - fundator nadal im trzydziesci
lezacych w poblizu miejscowosci. Dzieki temu mogli szeroko
rozwijac swa dzialalnosc. Zakladali szkoly, prowadzili szpitale,
uczyli okolicznych mieszkancow sztuki ogrodniczej i rolniczej.
Przy wszystkich tych zajeciach benedyktyni - ktorych nie
bez powodu okresla sie "klasztornymi rzemieslnikami" i ktorych
cierpliwosc i upor w dazeniu do celu sa przeciez przyslowiowe
- znajdowali czas na prace naukowa. Pisali traktaty o chorale
gregorianskim, tlumaczyli, a przede wszystkim przepisywali
uczone ksiegi. Wspaniala musiala byc klasztorna biblioteka.
Niestety - do naszych czasow nie zachowal sie z jej zbiorow
nawet jeden wolumen. Do 1944 r. w warszawskiej Bibliotece
Narodowej znajdowal sie najstarszy pochodzacy z Lubinia
dokument o lacinskim tytule Liber Fraternitatis Lubinensis.
Jednak i ten cenny starodruk splonal podczas powstania warszawskiego.
W roku 1837 klasztor lubinski spotkal los wszystkich monasterow
na ziemiach zaborcow - kasata. Ze spisu ksiazek wywiezionych
pozniej w roznych kierunkach wynika, ze benedyktynska biblioteka
liczyla ponad 5,5 tysiaca tomow. Jakie znajdowac sie tam
musialy skarby, dzisiaj mozna sie juz tylko domyslac.
Przez wieki istnienia klasztoru nie oszczedzaly wichry
historii. W XIV wieku zostal spalony przez wojska ksiecia
Henryka Glogowskiego. Pozniej mnisi musieli uciekac przed
agresorami z dalekiej Szwecji, Czech czy Slaska. Ale benedyktynskim
symbolem jest sciety pien drzewa, ktory z boku wypuszcza
nowe, zieleniace sie galezie. Dewiza succisa verescit - "sciety na nowo sie zieleni" - sprawila zapewne, ze zakonnicy,
nawet wypedzani i niszczeni fizycznie, za kazdym razem na
klasztorne wzgorze powracali. Po pruskiej kasacie uplynac
musialo blisko sto lat, by w roku 1923 ojcowie Jozafat Ostrowski
i Klemens Dabrowski zaczeli odbudowe lubinskiego zgromadzenia
zakonnego. Przybyli tu z goscinnego opactwa Emauza w Pradze
Czeskiej. Dzis, gdy "czarni mnisi" znow modla sie i pracuja
w Lubiniu, byc moze to oni z kolei wespra swoich czeskich
wspolbraci w odbudowie praskiego opactwa. Na lubinskim dziedzincu
widac mlode twarze, w Pradze zas - po prowadzonej przez
lata walce z Kosciolem - pozostalo trzech mnichow, z ktorych
najmlodszy ma ponad 50 lat.
- Powinnismy zrewanzowac sie za pomoc okazana Lubiniowi
przed laty. Przyjemnie tez byloby znalezc sie kiedys na
kartach historii praskiego zgromadzenia - twierdzi ojciec
Kornel Filipowski, benedyktyn z Lubinia.
Mnich cudotworca
Kilkunastominutowy spacer dzieli od klasztornego wzgorza
miejsce malo znane a wyjatkowe. Ukrywa sie ono w glebi lasu,
wsrod wynioslych kilkusetletnich drzew. Na pagorku spod
pnia poteznego debu wybija zrodelko - a wszystko za sprawa
najslynniejszego mnicha z lubinskiego klasztoru, ojca Bernarda
z Wabrzezna. Wsrod zachowanych o nim opowiesci jest i mowiaca
o pielgrzymach podazajacych ku opactwu. Zmeczeni dluga droga,
cierpieli z pragnienia. Zapasy wody skonczyly sie i wowczas
idacy z nimi pobozny ojciec uderzyl laska w debowy pien.
Spod drzewa trysnela orzezwiajaca, zimna jak lod woda. Jak
sie okazalo, Bernard z Wabrzezna swoj dar wykorzystywal
takze pozniej. Odnalazl na przyklad zrodla wody pitnej dla
slawnego w tych czasach browaru w Grodzisku Wielkopolskim.
Podobno wdzieczni mieszkancy podarowali wowczas klasztorowi
olbrzymia beczke piwa. Dzis, po kilkuset latach od tamtych
wydarzen, grodziski browar nie istnieje, nie zachowala sie
tez oprozniona przez mnichow beczka. Jest za to zrodlo Bernarda
ukryte w lesnym zaciszu. O cudotworcy przypomina w tym miejscu
niewielka drewniana figurka. Grobowiec z naturalnej wielkosci
wizerunkiem Bernarda znajdziemy w kaplicy, do ktorej wchodzi
sie z nawy glownej lubinskiego kosciola. Kaplica grobowa
to miejsce ciekawe z innego jeszcze powodu. W sciane wmurowano
tutaj plyte nagrobna Wladyslawa Laskonogiego, ksiecia poznanskiego
i gnieznienskiego.
Lubinskie tajemnice
Kilkusetletnia historia klasztoru zostawila po sobie wiele
sladow. Tych odkrytych i tych, ktore ciagle czekaja na wyjasnienie.
Historycy do dzis spieraja sie o ostatnie lata zycia ksiecia
Wladyslawa Laskonogiego. Mimo istnienia plyty nagrobnej
czesc z nich powatpiewa, ze wyklety i wygnany z Krakowa
ksiaze znalazl schronienie wlasnie na lubinskim wzgorzu
i ze tu zmarl w 1231 roku. W latach 80. podczas badan archeologicznych,
ktorymi "od zawsze" kieruje profesor Zofia Kurnatowska,
pod posadzka kosciola odkryto debowy grob. Wewnatrz byl
szkielet mezczyzny o charakterystycznie dlugich nogach.
Badania medyczne potwierdzily, ze chorowal na tzw. zespol
Klinefeldera, objawiajacy sie nadmiernym wzrostem konczyn
i nieplodnoscia - co potwierdza teze, ze sa to szczatki
Wladyslawa III Laskonogiego.
Inna postacia, co do ktorej zrodla historyczne nie dostarczaja
jednoznacznych odpowiedzi, jest Gall Anonim, autor Kroniki pisanej w czasach Boleslawa Krzywoustego. Zgodnie z niektorymi
przekazami to wlasnie w Lubiniu Anonim tworzyl swoje dzielo.
Przez ponad 300 lat pozlacana kula pod iglica koscielnej
wiezy kryla bezcenne dokumenty. Dopiero dwa lata temu, podczas
remontu wiezy, z wnetrza kuli wyjeto dwie metalowe, przerdzewiale
puszki. W srodku byl m.in. talar pruski, medalik sw. Andrzeja
Boboli, zbior odrecznie przepisanych litanii i sznurek z
kilkoma drewnianymi paciorkami. Kula ukrywala tez papierowe
dokumenty, z ktorych dowiedziec sie mozna na przyklad, ze
w 1645 roku wiertel pszenicy kosztowal 2 zlote i 3 grosze,
a w 1699 piorun uderzyl w klasztorna wieze, zabijajac grajacego
wowczas brata organiste. I ze uszkodzona wieze naprawial
ciesla Baltazar Filcz ze Slaska. Inne dokumenty, wlozone
do kuli podczas remontu w 1857 r., opisuja sytuacja klasztoru
po kasacie i zawieraja dane dotyczace parafii lubinskiej.
W 1999 r., po zakonczeniu ostatniego remontu iglicy, znalezisko
ponownie umieszczono w kuli. Jej zawartosc uzupelniono biezacymi
informacjami - niestety, nie znalazla sie wsrod nich aktualna
cena pszenicy...
Od lat zainteresowanie osob zwiedzajacych benedyktynskie
zabudowania budzi herb templariuszy na otaczajacym klasztor
murze. Nikt nie potrafi wyjasnic, skad sie tam wzial i co
symbolizuje. Podobnie jest z sedziwymi gruszami w przyklasztornym
ogrodzie. Kto i dlaczego wyhodowal je na ksztalt menor?
W poszukiwaniu ciszy
Raz w miesiacu lubinski klasztor zaludnia sie. Z calej
Polski przyjezdzaja tu ludzie, ktorzy w medytacji szukaja
ciszy i wewnetrznego spokoju. Klasztorna kuchnia serwuje
tylko wegetarianskie posilki, surowe wnetrza sprzyjaja zadumie.
"Gdybym dzisiaj, po kilkunastu latach medytacji w benedyktynskim
klasztorze mial powiedziec, czym jest medytacja w moim zyciu,
wyrazilbym to slowami: medytacja jest slowem i milczeniem,
tancem i spiewem, oddechem, trudem i mieszkaniem" - napisal
ojciec Jan Bereza w ksiazce Sztuka codziennego zycia.
Zanim zwiazal sie na stale z klasztorem w Lubiniu, studiowal
filozofie indyjska i europejska na Akademii Teologii Katolickiej
w Warszawie. Podczas studiow zetknal sie z Philipem Kapleau.
Pod wplywem tego prawnika, ktory porzucil normalne zycie
i zostal jednym z pierwszych europejskich mistrzow zen,
zainteresowal sie medytacja. Wedrowal po klasztorach w Kanadzie
i Stanach Zjednoczonych. W Londynie medytowal wspolnie z
Johnem Mainem i... aktorem Richardem Gere'em. Byl w grupie
prowadzonej przez Tenzina Gyatso, XIV dalajlame Tybetu oraz
ojca Laurenca Freemana, inicjatora grup medytacji chrzescijanskiej
na swiecie. Od wielu lat Jan Bereza, dzisiaj przeor lubinskiej
wspolnoty, w klasztorze w Lubiniu prowadzi grupy medytacyjne.
Swiety Benedykt pierwszy zalozony przez siebie klasztor
nazwal "szkola". Slowo to pierwotnie oznaczalo ciche miejsce
sprzyjajace medytacji i kontemplacji.
- Slowo medytacja kojarzy sie z religiami wschodu. Jednak
malo kto wie, ze jest starozytnym chrzescijanskim terminem,
ktory pozniej pojawia sie tez w regule swietego Benedykta.
Mimo wielu roznic wlasnie na plaszczyznie medytacji religie
bardzo sie do siebie zblizaja - mowi ojciec Jan, od kilku
lat czlonek Komitetu Episkopatu Polski ds. Dialogu z Religiami
Niechrzescijanskimi.
- W dialogu nie chodzi o stworzenie jednej religii, ale
wzajemne ich umocnienie - wyjasnia ojciec Bereza. - Taki
miedzyreligijny kontakt pozwala na refleksje nad wlasna
religia. Chodzi po prostu o to, aby chrzescijanin byl lepszym
chrzescijaninem, a buddysta lepszym buddysta.
Lubin to jedyne miejsce w Polsce, gdzie organizowane sa
sesje chrzescijanskiej medytacji.
Przywrocony blask
Dewize "sciety na nowo sie zieleni" da sie zastosowac rowniez
do tego, co dzieje sie na wzgorzu lubinskim w ostatnich
kilku latach. Barokowy dzis w formie kosciol pod wezwaniem
Najswietszej Marii Panny przechodzi prace renowacyjne na
niespotykana dotad skale. Konserwatorskie poczynania nadzoruje
archeolog z wyksztalcenia, a konserwator zabytkow z zawodu
Aleksander Starzynski.
- Czasami ludzie dziwia sie, dlaczego Lubin traktuje w
sposob szczegolny - mowi Starzynski, do 1998 roku wojewodzki
konserwator zabytkow w Lesznie, a obecnie szef delegatury
wielkopolskiego konserwatora zabytkow w Poznaniu. - A ja
po prostu wiem, ze to wyjatkowo cenne miejsce i historia
nigdy by nam nie wybaczyla, gdybysmy go nie ratowali.
Nie byloby renowacji bez pieniedzy. Tych w Polsce na ratowanie
zabytkow nie jest za wiele. Od 1998 roku Lubin otrzymal
jednak powazne kwoty - w sumie kilka milionow zlotych -
z Fundacji Wspolpracy Polsko-Niemieckiej i ze srodkow generalnego
konserwatora zabytkow. Dzieki niemieckim pieniadzom odnowiona
zostala XVIII-wieczna polichromia namalowana przez pochodzacego
z Bawarii mnicha Grossa. Malowidlo przedstawiajace glorie
Marii Panny zajmuje powierzchnie poltora tysiaca metrow
kwadratowych. Zabrudzone i wielokrotnie przemalowywane,
wymagalo ogromnego nakladu pracy. Dlatego ekipa konserwatorow
sztuki spedzila az pol roku na rusztowaniach. Misternie
osuszono i uzupelniono tynki. Metoda punktowa artysci przywrocili
malowidlom blask i zblizona do pierwowzoru barwe.
Renowacje objely nie tylko barwna polichromie. Osuszona
i wzmocniona zostala koscielna wieza. Przy okazji zdjeto
kule spod iglicy i pozlocono ja. Teraz konserwatorzy pracuja
przy oltarzach bocznych - swietego Benedykta i swietej Scholastyki.
Odnawiane sa rzadkiej urody debowe stalle. Na swoja kolej
czeka prospekt organowy i oltarz glowny z plotnem przedstawiajacym
narodzenie Marii Panny, pedzla XVIII-wiecznego mistrza Paula
Trogera. Prace remontowe w lubinskim klasztorze maja zakonczyc
sie jeszcze w tym roku.
Slow kilka o benedyktynach
Zalozycielem wspolnoty benedyktynskiej byl swiety Benedykt
z Nursji we Wloszech, zyjacy na przelomie V i VI wieku.
Pierwsze opactwa zaczely powstawac we Wloszech, Anglii i
Flandrii. Do Polski benedyktyni przybyli juz w czasach Mieszka
I, po przyjeciu chrztu. Mnichami benedyktynskimi byli pierwsi
polscy biskupi - Jordan, Unger i Aaron. Czlonkiem zgromadzenia
byl takze swiety Wojciech. Najstarsze klasztory powstaly
w Lubiniu, Mogilnie, Plocku i podkrakowskim Tyncu. "Czarni
mnisi" w swoim zyciu opieraja sie na regule ulozonej przez
swietego Benedykta. Kieruja sie zasada Ora et labora! - modl sie i pracuj! Zyja w opactwach, przeoratach i cellach.
Dzis w Polsce benedyktyni sa tylko w trzech miejscach: opactwie
tynieckim, przeoracie lubinskim i celli w Biskupowie
kolo Nysy. Podlegaja Belgijskiej Kongregacji Benedyktynow
nazywanej inaczej Kongregacja Zwiastowania.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |