PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (23 marca 2001)


ALINA ZERANSKA

Budowniczy kosciolow

Do stworzenia wielkich rzeczy konieczny jest czlowiek z wizja i przemozna wiara w cel i sukces swego dzialania. Ojciec Michal Zembrzuski ma juz 92 lat. Mieszka w swoim klasztorze Paulinow w Doylestown w Pensylwanii, prowadzi spokojne, ale jeszcze czynne zycie. Wiekszosc polskich emigrantow po kilku latach pobytu we wschodniej czesci Stanow Zjednoczonych albo widziala, albo choc slyszala o polskim sanktuarium Marki Boskiej Czestochowskiej w Doylestown. Gdy raz tam pojechali - wracaja czesto.

Poznalam ojca Michala, gdy bylam tam po raz pierwszy ponad trzydziesci lat temu. W jego gabinecie znalazlam sie od razu w polskiej atmosferze. Podloge pokrywal duzy kilim, na scianie wisial pas slucki i Madonna z Dzieciatkiem, nowoczesnie oddana w metalu, na podrecznym stoliku lezal stos pism, oczywiscie polskich, jakie tylko wychodzily Ameryce i wiele z Polski, Anglii i Francji. Na poteznym biurku - trzy telefony, stosy papierow. W takim wnetrzu zobaczylam zawsze ozywionego, zawsze w ruchu, ojca Michala Zembrzuskiego, wowczas wikarego zakonu paulinow, tworce polskiego krolestwa w Pensylwanii.

Jego dzielo juz wtedy przybralo wielkie rozmiary, choc przeczucie mowilo, ze to tylko poczatek. Ten nowy osrodek religijno-kulturalny zakrojony byl na niezwykla skale.

Ojciec Michal wkladal swoj tradycyjny bialy habit tylko od swieta. Codziennie krzatal sie miedzy biurkiem, bazylika a klasztorem po prostu w czarnym ubraniu z koloratka. Mial juz wtedy szescdziesiat lat, ale wygladal duzo, duzo mlodziej. Ruszal sie zwawo, mowil szybko i z ozywieniem. Wlosy mial ciemne, w oczach - zapal.

Gdy przyjechal tu, gdy stawial oltarz w stodole za miastem, nikt w Doylestown nie przywiazywal do tego wydarzenia wiekszej wagi; nie traktowano jego rozlicznych planow powaznie. W sennym szesciotysiecznym miasteczku nie wierzono tez wlasnym oczom, gdy w 1966 r. na poswiecenie bazyliki siegajacej chmur zjechal prezydent Lyndon Johnson z rodzina i ponad 135 tysiecy pielgrzymow!

Juz po kilku latach, gdy zakonnik z Polski zjawial sie gdziekolwiek w miescie, ludzie wszelkich wyznan wstawali z szacunkiem. Dzieki niemu Doylestown (25 mil na polnoc od Filadelfii) znalazlo sie na mapie. Co weekend przyjezdzal tu nieskonczony ciag autobusow i prywatnych samochodow. Wlasciciele stacji benzynowych, restauracji, hoteli, wszelkich sklepow ledwo nadazali obslugiwac te cala klientele. Kazde zyczenie o. Zembrzuskiego spelnialo sie w Doylestown w mgnieniu oka. Ustawiono w miescie wiele drogowskazow z napisem "Czestochowa". Do bazyliki na wzgorzu za miastem zbudowano swietna droge dojazdowa, co bylo konieczne, gdyz w samym tylko roku otwarcia polskiego sanktuarium odwiedzilo je cwierc miliona pielgrzymow i przybywalo ich coraz wiecej. W trzecim roku liczba ta przekroczyla pol miliona. W promieniu 200 mil od Amerykanskiej Czestochowy o Polsce i o Polakach mowilo sie z podziwem, i to nie tylko z ekonomicznych wzgledow.

Ojciec Michal Zembrzuski przybyl do Stanow Zjednoczonych w lipcu 1951 roku. Przedtem pracowal przez trzy lata w Rzymie na czele polskiej sekcji Papieskiej Komisji Pomocy, pomagajac arcybiskupowi Gawlinie. Swoja kariere budowniczego i organizatora zaczal wczesniej na Wegrzech, gdzie wyslano go z grupa paulinow jako mlodego 26-letniego absolwenta wydzialu teologiczno-filozoficznego Uniwersytetu Jagiellonskiego. Tam juz wykazywal inicjatywe i talent organizacyjny. Pracowal nad odbudowa wegierskiej prowincji zakonu, ktory zostal zlikwidowany przez cesarza Jozefa II w 1786 r. Pelnil obowiazki mistrza nowicjatu, zakladal klasztory i budowal koscioly, byl przeorem klasztoru w Pecs, gdzie wybudowal nowoczesny kosciol mogacy pomiescic tysiac wiernych. Paulinow polskich i wegierskich laczyly stare zwiazki. Zakon powstal na Wegrzech w roku 1215, a w roku 1382 ojcowie przybyli do Polski na zaproszenie ksiecia Wladyslawa Opolskiego i zostali opiekunami swietego obrazu na Jasnej Gorze.

Wojna przerwala owocna dzialalnosc o. Zembrzuskiego na Wegrzech. Ale byl dalej czynny - teraz w akcji ratowania przesladowanych zydow i chrzescijan, organizowal wydajna pomoc dla polskich uchodzcow. Sam musial sie w koncu ukrywac. Przetrwal. Ale po wojnie, gdy do wladzy doszli komunisci, musial opuscic ten kraj. Wkrotce w klasztorze Paulinow narodzil sie pomysl stworzenia Matce Boskiej Czestochowskiej drugiego sanktuarium, gdzies poza Polska, z dala od politycznych zawirowan. Budowniczy wegierskich klasztorow szczegolnie wydawal sie odpowiedni do takiej misji.

Poczatkowo akcja o. Zembrzuskiego w Ameryce nie rozwijala sie zbyt pomyslnie, mimo ze Polonia zazwyczaj hojnie lozyla na budowe kosciolow. Pracowal jako misjonarz w wielu roznych polskich parafiach. Jezdzac przez cztery lata po USA i Kanadzie odwiedzil wiele z 800 polskich parafii, rozsiewajac miedzy ludzi swa idee. Rozgladal sie tez jednoczesnie za odpowiednim miejscem na sanktuarium, nie zwracajac nawet uwagi na fakt, ze o jakichkolwiek funduszach nie bylo mowy. Wierzyl swiecie, iz wkrotce pieniadze sie jakos znajda.

Przelom nastapil w 1953 r., gdy zmarl ksiadz proboszcz Stanley K. Zdebel z Easthampton w stanie Massachusetts, zapisujac na ten cel na rece o. Zembrzuskiego pierwsza powazniejsza sume 30 tysiecy dolarow, ktora stala sie zaczatkiem przedsiewziecia o wartosci obliczanej dzis na kilkadziesiat milionow dolarow.

Dysponujac jeszcze mala kwota, tworca Amerykanskiej Czestochowy postanowil, ze kazdy element w realizacji jego wizji musi byc absolutnie doskonaly, musi przedstawiac wartosc artystyczna, historyczna lub narodowa, polska. Totez szukal na bazylike miejsca nie tylko z mozliwosciami rozwoju, lecz i szczegolnie pieknego, interesujacego.

Kiedy pokazano mu Beacon Hill niedaleko Filadelfii, urok zalesionych wzgorz i osobliwa ich historia pobudzily jego wyobraznie. Kiedys wsrod tych swierkow kryla sie osada Indian ze szczepu Lenape. W marcu 1681 r. William Penn otrzymal te tereny od krola angielskiego Karola II jako zwrot zaciagnietego niegdys dlugu. Pozniej z kolei skauci Washingtona palili na tym wzgorzu ognie sygnalowe i rozbili obozowisko. Droga ich przemarszu, nazwana Szlakiem Wolnosci (Liberty Trail), opisana jest w wielu przewodnikach i podrecznikach historyczno-geograficznych.

Ojciec Michal postanowil zbudowac na tym Szlaku Wolnosci osrodek wolnego ducha polskiego i mysli religijnej. Ostrzegano go jednak, ze w Doylestown sa zaledwie trzy, moze cztery rodziny polskie. "Przyjada i z daleka" - twierdzil z uporem i nabyl 13 grudnia 1953 r. farme obejmujaca 38 akrow (okolo 16 hektarow) ziemi, w tym wzgorze i u jego stop stary dom farmerski ze stodola. W ruderze tej zamieszkal wraz z dwoma innymi zakonnikami.

Wkrotce znalezli sie do pomocy ochotnicy z Filadelfii i sasiednich powiatow. Stodola stala sie kaplica. Irena Lorentowicz pomalowala pracowicie sczerniale belki i deski w barwne krakowskie wzorki. Ustawiono oltarz, umajono go kwiatami. Uroczyste otwarcie tej kapliczki Matki Boskiej Czestochowskiej nastapilo w czerwcu 1955 r. Unowoczesniwszy troche dom, zabrano sie do wycinania drzew na wzgorzu. Dzis ta przesliczna kapliczka, przeniesiona z wielkim staraniem na platformie ze stop wzgorza, jest ozdoba cmentarza, symbolem ofiarnosci ludzkiej i skromnych poczatkow.

W tym czasie diecezje Filadelfii objal kardynal polskiego pochodzenia John Krol i udzielil wsparcia duchowego. Zakon i sanktuarium polskie byly jednak od poczatku zupelnie samodzielne, nie podlegaly normalnej hierarchii koscielnej, nie otrzymywaly wiec z diecezji pomocy materialnej. Ale idea ojca paulina poczela sie udzielac. Kapliczka w stodole przyciagala coraz wiecej ludzi. Byla wyjatkowo urocza, wiejska i tak prosta w charakterze, utrzymana w kolorach polnych kwiatow, z wielkim bukietem chabrow i makow u stop oltarza. Zaczely naplywac datki, centy, dolary. Wkrotce powstal fundusz budowy i dokupywano coraz nowe dzialki.

Po latach oczekiwania, niezachwianej wiary w powodzenie, niezmordowanych staran i modlitwy - wreszcie przystapiono do budowy. W 1963 r. ojciec Michal Zembrzuski zostal wybrany wikariuszem generalnym zakonu na szescioletnia kadencje. Marzylo mu sie poswiecenie bazyliki w 1966 r., aby sanktuarium stalo sie jednoczesnie pomnikiem polskiego milenium. Mozna bylo pewnie zaczac wczesniej, ale ojciec Michal nie chcial byle czego. Swiatynia, ktora widzial w swych marzeniach na Beacon Hill, miala byc niezwykla. Wielka, architektonicznie imponujaca, piekna i absolutnie polska.

Tworca planow zostal Jerzy Szeptycki, emigrant polski urodzony we Lwowie, zolnierz Armii Krajowej, ktory uzupelniwszy studia na Uniwersytecie Poludniowej Kalifornii otworzyl biuro architektoniczne w Los Angeles i pozyskal slawe w Ameryce nowoczesnym rozmachem swych budowli.

Bazylika miala byc nowoczesnym, oryginalnym dzielem polskich artystow, kosciolem nad koscioly, pomnikiem katolicyzmu polskiego i wspolczesnej kultury polskiej. Ojciec Michal zabral sie do dziela z amerykanskim rozmachem i z wyczuciem psychologii amerykanskiego spoleczenstwa. Do reklamy i kontaktow zewnetrznych zaangazowal specjaliste doswiadczonego w wielkich przedsiewzieciach, dal mu do dyspozycji 140 tys. dolarow rocznie na druk broszurek itp. Wiedzial, ze powodzenie planow zalezy w duzej mierze od rozglosu, od tego, czy potrafi ludzi porwac, zaimponowac im.

Zainteresowanie spoleczenstwa roslo. W roku 1965, jeszcze zanim kosciol ukonczono, teren budowy i kapliczke u stop wzgorza odwiedzilo 50 tys. osob nie szczedzacych datkow. A ojciec Michal wciaz dokupywal ziemie - to kawalek pola, to kawalek lasu. Wnet mial ponad sto akrow. Rosl klasztor i budynki mieszkalne. Pojedynczo, po dwoch przybywali ojcowie paulini, Polacy - to z Rzymu, to z Czestochowy, to z Wegier. Juz ich bylo w klasztorze pietnastu.

Stanal ogromny kosciol (83x50 m) z betonu, o dwoch poziomach, ale jeszcze nie wykonczony. Jego rozgoraczkowany tworca nie mogl dluzej czekac. Wystawil obraz Matki Boskiej Czestochowskiej na zewnatrz, na frontowej scianie, i tam co niedziela odbywala sie msza polowa dla niezliczonych tlumow. Z bazyliki powiewala juz nad tym obrazem wielometrowa bialo-czerwona flaga.

Gdy prezydent Johnson przybyl na poswiecenie 13 pazdziernika 1966 r., w oknach nie bylo witrazy, zabito je po prostu dykta. Staly proste, nawet wewnatrz nie otynkowane sciany, a przed kosciolem - strzelista, liczaca 250 stop (80 m) dzwonnica. Razem z kosciolem szla budowa klasztoru laczacego sie z nim jednym skrzydlem. Od szesciu lat zakon wydawal juz jednak wlasny dwujezyczny miesiecznik Jasna Gora, co tydzien 47 stacji transmitowalo na dziewiec stanow kwadrans radiowy ojca Zembrzuskiego. Rozmiesciwszy 135 tys. osob przybylych na poswiecenie, policja z miasteczka musiala zawracac nadjezdzajace wciaz samochody. Datki zbierano wtedy w poszwy od poduszek, bo wszystko inne okazalo sie za male.

Gdy w rok pozniej zawital do bazyliki wiceprezydent Humphrey, mogl juz podziwiac swiezy tynk, a czerwone mozaiki zdobily prezbiterium na podwyzszeniu z bialego marmuru, nad oltarzem zas - kopie obrazu Matki Boskiej Czestochowskiej (dzielo prof. Leonarda Trovirta z Torunia) wbudowano w rzezbe scienna 20-metrowej szerokosci, przedstawiajaca Trojce Swieta w otoczeniu aniolow grzmiacych na zlotych trabach, wykonana przez Stefana Zakiana.

Jeszcze w 1970 roku nie bylo w bazylice lawek, tylko staly male krzeselka, za podloge sluzyl pomalowany beton. Ale juz odslonieto najwieksze w Stanach Zjednoczonych witraze projektu Jerzego Bialeckiego z Nowego Jorku, absolwenta Akademii Sztuk Pieknych w Warszawie. Byly to dwa okna o wysokosci sciany. Zachodnie okno przedstawia historie tysiaca lat chrzescijanstwa polskiego, zaczynajac od legendy o Lechu i orle bialym. Witraz sprawia wrazenie nowoczesnej filmowej migawki - to mozaika twarzy, postaci i symboli. Przez wysokosc kilku szyb przebiega wielki Szczerbiec Chrobrego. Sa Orleta Lwowskie, Paderewski i nawet twarz kardynala Stefana Wyszynskiego. Okno wschodnie ukazuje historie katolicyzmu w Ameryce i wklad Polonii w tworzenie sie i rozwoj Stanow Zjednoczonych. Witraze na elewacji frontowej, wykonczone pozniej, przedstawiaja wklad Polski do kultury swiata.

Sanktuarium ojcow paulinow obejmuje obecnie okolo 200 akrow. Swiatynia ma 1800 miejsc siedzacych, a na placu przed nia moze usiasc 75 tys. wiernych. Glownym przelozonym jest obecnie ojciec Luciusz Tyrasinski. By opisac wszystkie dziela sztuki zdobiace bazylike trzeba calej ksiazki, a nie artykulu.

Juz sam przedsionek bazyliki jest zrodlem wzruszenia, szczegolnie dla uchodzcow wojennych. Znajduje sie tam urna z ziemia z Cmentarza Orlat Lwowskich. Jest tablica poswiecona oswobodzeniu wiezniow obozow koncentracyjnych. Na niej, na tle slupow i kolczastych drutow - sw. Maksymilian (Kolbe). Na jego piersi widnieje trojkat z litera "P" - symbolem wieznia politycznego. Jest tam plaskorzezba zawierajaca w zlotej urnie serce Ignacego Paderewskiego. Jest tablica upamietniajaca powstanie warszawskie, dzielo rzezbiarza Andrzeja Pitynskiego. Na tle muru z czerwonej cegly artysta umiescil wizerunek Matki Boskiej Czestochowskiej ze szramami na twarzy. Okrywajaca ja blekitna chuste zdobi symbol Polski Walczacej. Na rekach trzyma konajacego chlopca z Szarych Szeregow. Na jego ramieniu widac bialo-czerwona opaske zolnierska z harcerska lilijka. Pod rzezba - wiersz poety powstania warszawskiego Krzysztofa Kamila Baczynskiego:

Zanim padles, jeszcze ziemie przezegnales reka.
Czy to byla kula, synku, czy to serce peklo.

Duza czesc terenu sanktuarium wydzielono na cmentarz, gdzie nad bialymi krzyzami grobow zolnierskich goruje wspaniala rzezba, rowniez dzielo Andrzeja Pitynskiego, przedstawiajaca ogromnego kleczacego husarza. Gdy grobow bylo jeszcze niewiele, juz wytyczono Aleje Zasluzonych i zaczeto przewozic zwloki wybitnych Polakow z innych stron Stanow Zjednoczonych. Dzis ta aleja jest dluga, grobow na cmentarzu w Doylestown tysiace. Coz dziwnego - to przeciez kawalek Polski w Ameryce.

Gdy kardynal Karol Wojtyla bawiac w Ameryce odwiedzil Doylestown, towarzyszacy mu gubernator Pensylwanii Raymond Shafer oglosil ow dzien dla calego stanu dniem polskiego kardynala. Przybyl tez wtedy kardynal Krol, biskupi, sedziowie, poslowie i 20 tys. patnikow. Uroczystosc rozpoczeto odspiewaniem Mazurka Dabrowskiego przez Chor Oginskiego z Nowego Jorku.

Bazylike stale odwiedza wielu dostojnikow amerykanskich. Byl tam tez we wrzesniu 1984 r. prezydent Ronald Reagan. Ojcowie paulini sa z tych wizyt zadowoleni - nie chca, by Amerykanska Czestochowa stala sie placowka polskiego getta, ale instytucja na skale amerykanska.

Ojciec Michal byl zawsze wielkim romantykiem. Wszystko, czego dokonal, uwazal tylko za poczatek swoich zamierzen. Marzyla mu sie wielka sala koncertowa na powietrzu, muzeum polskie, dom rekolekcyjny, liceum dla chlopcow z internatem, polski dom wypoczynkowy dla ludzi starszych, wiekszy budynek administracyjny... Pragnal, by sanktuarium stalo sie nie tylko zrodlem odrodzenia uczuc religijnych, ale i polskosci. Aby krzewilo wiedze o kulturze polskiej. Dech zatykalo od jego planow! A wszystko dla niego bylo realne, zakreslone w programie. Bo choc ojciec Michal czul po polsku, ale kalkulowal po amerykansku. Byl przeciez dyrektorem wielomilionowego przedsiewziecia. W 1969 r. zostal ponownie wybrany na szesc lat wicegeneralem zakonu. W tym czasie, mimo iz zdawalo sie, ze sanktuarium pochlanialo cala jego energie, znajdowal jeszcze czas na bliskie kontakty z Polonia. Przyczynil sie tez do powstania Nowego Dziennika, wspieral te inicjatywe takze finansowo.

Zbudowanie bazyliki Matki Boskiej Czestochowskiej w Doylestown bylo ogromnym sukcesem. Nie zawsze szlo latwo, choc na ofiarnosc Polonii mozna bylo liczyc. Wciaz byly tez dlugi. A gdy przyszedl rok 1975 i skonczyla sie druga kadencja ojca Zembrzuskiego, kapitula paulinow zdecydowala wyslac go do klasztoru w poblizu Pittsburgha. Tam prowadzil prace misjonarskie i w Kittanning wybudowal duzy kosciol. Od roku 1980 zamieszkal w Nowym Jorku, znow zajmowal sie praca misyjna i opieka spoleczna wsrod Polonii. Wspolpracowal z Centrum Polsko-Slowianskim. Od 1993 r. jest kapelanem Stowarzyszenia Weteranow Armii Polskiej.

Na stare lata ojciec Zembrzuski osiadl w swojej ukochanej Amerykanskiej Czestochowie. Zajmuje sie archiwum cmentarza i wieloma innymi sprawami. Zdrowie mu dopisuje. - Codziennie sie gimnastykuje, jezdze czesto do Nowego Jorku na zebrania, prowadze auto bez trudu - mowi. Jego zdaniem tajemnica dlugowiecznosci lezy zyciu czynnym, w zaangazowaniu w biezace sprawy.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail