ALINA ZERANSKA
Budowniczy kosciolow
Do stworzenia wielkich rzeczy konieczny jest czlowiek z
wizja i przemozna wiara w cel i sukces swego dzialania.
Ojciec Michal Zembrzuski ma juz 92 lat. Mieszka w swoim
klasztorze Paulinow w Doylestown w Pensylwanii, prowadzi
spokojne, ale jeszcze czynne zycie. Wiekszosc polskich emigrantow
po kilku latach pobytu we wschodniej czesci Stanow Zjednoczonych
albo widziala, albo choc slyszala o polskim sanktuarium
Marki Boskiej Czestochowskiej w Doylestown. Gdy raz tam
pojechali - wracaja czesto.
Poznalam ojca Michala, gdy bylam tam po raz pierwszy ponad
trzydziesci lat temu. W jego gabinecie znalazlam sie od
razu w polskiej atmosferze. Podloge pokrywal duzy kilim,
na scianie wisial pas slucki i Madonna z Dzieciatkiem, nowoczesnie
oddana w metalu, na podrecznym stoliku lezal stos pism,
oczywiscie polskich, jakie tylko wychodzily Ameryce i wiele
z Polski, Anglii i Francji. Na poteznym biurku - trzy telefony,
stosy papierow. W takim wnetrzu zobaczylam zawsze ozywionego,
zawsze w ruchu, ojca Michala Zembrzuskiego, wowczas wikarego
zakonu paulinow, tworce polskiego krolestwa w Pensylwanii.
Jego dzielo juz wtedy przybralo wielkie rozmiary, choc
przeczucie mowilo, ze to tylko poczatek. Ten nowy osrodek
religijno-kulturalny zakrojony byl na niezwykla skale.
Ojciec Michal wkladal swoj tradycyjny bialy habit tylko
od swieta. Codziennie krzatal sie miedzy biurkiem, bazylika
a klasztorem po prostu w czarnym ubraniu z koloratka. Mial
juz wtedy szescdziesiat lat, ale wygladal duzo, duzo mlodziej.
Ruszal sie zwawo, mowil szybko i z ozywieniem. Wlosy mial
ciemne, w oczach - zapal.
Gdy przyjechal tu, gdy stawial oltarz w stodole za miastem,
nikt w Doylestown nie przywiazywal do tego wydarzenia wiekszej
wagi; nie traktowano jego rozlicznych planow powaznie. W
sennym szesciotysiecznym miasteczku nie wierzono tez wlasnym
oczom, gdy w 1966 r. na poswiecenie bazyliki siegajacej
chmur zjechal prezydent Lyndon Johnson z rodzina i ponad
135 tysiecy pielgrzymow!
Juz po kilku latach, gdy zakonnik z Polski zjawial sie
gdziekolwiek w miescie, ludzie wszelkich wyznan wstawali
z szacunkiem. Dzieki niemu Doylestown (25 mil na polnoc
od Filadelfii) znalazlo sie na mapie. Co weekend przyjezdzal
tu nieskonczony ciag autobusow i prywatnych samochodow.
Wlasciciele stacji benzynowych, restauracji, hoteli, wszelkich
sklepow ledwo nadazali obslugiwac te cala klientele. Kazde
zyczenie o. Zembrzuskiego spelnialo sie w Doylestown w mgnieniu
oka. Ustawiono w miescie wiele drogowskazow z napisem "Czestochowa".
Do bazyliki na wzgorzu za miastem zbudowano swietna droge
dojazdowa, co bylo konieczne, gdyz w samym tylko roku otwarcia
polskiego sanktuarium odwiedzilo je cwierc miliona pielgrzymow
i przybywalo ich coraz wiecej. W trzecim roku liczba ta
przekroczyla pol miliona. W promieniu 200 mil od Amerykanskiej
Czestochowy o Polsce i o Polakach mowilo sie z podziwem,
i to nie tylko z ekonomicznych wzgledow.
Ojciec Michal Zembrzuski przybyl do Stanow Zjednoczonych
w lipcu 1951 roku. Przedtem pracowal przez trzy lata w Rzymie
na czele polskiej sekcji Papieskiej Komisji Pomocy, pomagajac
arcybiskupowi Gawlinie. Swoja kariere budowniczego i organizatora
zaczal wczesniej na Wegrzech, gdzie wyslano go z grupa paulinow
jako mlodego 26-letniego absolwenta wydzialu teologiczno-filozoficznego
Uniwersytetu Jagiellonskiego. Tam juz wykazywal inicjatywe
i talent organizacyjny. Pracowal nad odbudowa wegierskiej
prowincji zakonu, ktory zostal zlikwidowany przez cesarza
Jozefa II w 1786 r. Pelnil obowiazki mistrza nowicjatu,
zakladal klasztory i budowal koscioly, byl przeorem klasztoru
w Pecs, gdzie wybudowal nowoczesny kosciol mogacy pomiescic
tysiac wiernych. Paulinow polskich i wegierskich laczyly
stare zwiazki. Zakon powstal na Wegrzech w roku 1215, a
w roku 1382 ojcowie przybyli do Polski na zaproszenie ksiecia
Wladyslawa Opolskiego i zostali opiekunami swietego obrazu
na Jasnej Gorze.
Wojna przerwala owocna dzialalnosc o. Zembrzuskiego na
Wegrzech. Ale byl dalej czynny - teraz w akcji ratowania
przesladowanych zydow i chrzescijan, organizowal wydajna
pomoc dla polskich uchodzcow. Sam musial sie w koncu ukrywac.
Przetrwal. Ale po wojnie, gdy do wladzy doszli komunisci,
musial opuscic ten kraj. Wkrotce w klasztorze Paulinow narodzil
sie pomysl stworzenia Matce Boskiej Czestochowskiej drugiego
sanktuarium, gdzies poza Polska, z dala od politycznych
zawirowan. Budowniczy wegierskich klasztorow szczegolnie
wydawal sie odpowiedni do takiej misji.
Poczatkowo akcja o. Zembrzuskiego w Ameryce nie rozwijala
sie zbyt pomyslnie, mimo ze Polonia zazwyczaj hojnie lozyla
na budowe kosciolow. Pracowal jako misjonarz w wielu roznych
polskich parafiach. Jezdzac przez cztery lata po USA i Kanadzie
odwiedzil wiele z 800 polskich parafii, rozsiewajac miedzy
ludzi swa idee. Rozgladal sie tez jednoczesnie za odpowiednim
miejscem na sanktuarium, nie zwracajac nawet uwagi na fakt,
ze o jakichkolwiek funduszach nie bylo mowy. Wierzyl swiecie,
iz wkrotce pieniadze sie jakos znajda.
Przelom nastapil w 1953 r., gdy zmarl ksiadz proboszcz
Stanley K. Zdebel z Easthampton w stanie Massachusetts,
zapisujac na ten cel na rece o. Zembrzuskiego pierwsza powazniejsza
sume 30 tysiecy dolarow, ktora stala sie zaczatkiem przedsiewziecia
o wartosci obliczanej dzis na kilkadziesiat milionow dolarow.
Dysponujac jeszcze mala kwota, tworca Amerykanskiej Czestochowy
postanowil, ze kazdy element w realizacji jego wizji musi
byc absolutnie doskonaly, musi przedstawiac wartosc artystyczna,
historyczna lub narodowa, polska. Totez szukal na bazylike
miejsca nie tylko z mozliwosciami rozwoju, lecz i szczegolnie
pieknego, interesujacego.
Kiedy pokazano mu Beacon Hill niedaleko Filadelfii, urok
zalesionych wzgorz i osobliwa ich historia pobudzily jego
wyobraznie. Kiedys wsrod tych swierkow kryla sie osada Indian
ze szczepu Lenape. W marcu 1681 r. William Penn otrzymal
te tereny od krola angielskiego Karola II jako zwrot zaciagnietego
niegdys dlugu. Pozniej z kolei skauci Washingtona palili
na tym wzgorzu ognie sygnalowe i rozbili obozowisko. Droga
ich przemarszu, nazwana Szlakiem Wolnosci (Liberty Trail),
opisana jest w wielu przewodnikach i podrecznikach historyczno-geograficznych.
Ojciec Michal postanowil zbudowac na tym Szlaku Wolnosci
osrodek wolnego ducha polskiego i mysli religijnej. Ostrzegano
go jednak, ze w Doylestown sa zaledwie trzy, moze cztery
rodziny polskie. "Przyjada i z daleka" - twierdzil z uporem
i nabyl 13 grudnia 1953 r. farme obejmujaca 38 akrow (okolo
16 hektarow) ziemi, w tym wzgorze i u jego stop stary dom
farmerski ze stodola. W ruderze tej zamieszkal wraz z dwoma
innymi zakonnikami.
Wkrotce znalezli sie do pomocy ochotnicy z Filadelfii i
sasiednich powiatow. Stodola stala sie kaplica. Irena Lorentowicz
pomalowala pracowicie sczerniale belki i deski w barwne
krakowskie wzorki. Ustawiono oltarz, umajono go kwiatami.
Uroczyste otwarcie tej kapliczki Matki Boskiej Czestochowskiej
nastapilo w czerwcu 1955 r. Unowoczesniwszy troche dom,
zabrano sie do wycinania drzew na wzgorzu. Dzis ta przesliczna
kapliczka, przeniesiona z wielkim staraniem na platformie
ze stop wzgorza, jest ozdoba cmentarza, symbolem ofiarnosci
ludzkiej i skromnych poczatkow.
W tym czasie diecezje Filadelfii objal kardynal polskiego
pochodzenia John Krol i udzielil wsparcia duchowego. Zakon
i sanktuarium polskie byly jednak od poczatku zupelnie samodzielne,
nie podlegaly normalnej hierarchii koscielnej, nie otrzymywaly
wiec z diecezji pomocy materialnej. Ale idea ojca paulina
poczela sie udzielac. Kapliczka w stodole przyciagala coraz
wiecej ludzi. Byla wyjatkowo urocza, wiejska i tak prosta
w charakterze, utrzymana w kolorach polnych kwiatow, z wielkim
bukietem chabrow i makow u stop oltarza. Zaczely naplywac
datki, centy, dolary. Wkrotce powstal fundusz budowy i dokupywano
coraz nowe dzialki.
Po latach oczekiwania, niezachwianej wiary w powodzenie,
niezmordowanych staran i modlitwy - wreszcie przystapiono
do budowy. W 1963 r. ojciec Michal Zembrzuski zostal wybrany
wikariuszem generalnym zakonu na szescioletnia kadencje.
Marzylo mu sie poswiecenie bazyliki w 1966 r., aby sanktuarium
stalo sie jednoczesnie pomnikiem polskiego milenium. Mozna
bylo pewnie zaczac wczesniej, ale ojciec Michal nie chcial
byle czego. Swiatynia, ktora widzial w swych marzeniach
na Beacon Hill, miala byc niezwykla. Wielka, architektonicznie
imponujaca, piekna i absolutnie polska.
Tworca planow zostal Jerzy Szeptycki, emigrant polski urodzony
we Lwowie, zolnierz Armii Krajowej, ktory uzupelniwszy studia
na Uniwersytecie Poludniowej Kalifornii otworzyl biuro architektoniczne
w Los Angeles i pozyskal slawe w Ameryce nowoczesnym rozmachem
swych budowli.
Bazylika miala byc nowoczesnym, oryginalnym dzielem polskich
artystow, kosciolem nad koscioly, pomnikiem katolicyzmu
polskiego i wspolczesnej kultury polskiej. Ojciec Michal
zabral sie do dziela z amerykanskim rozmachem i z wyczuciem
psychologii amerykanskiego spoleczenstwa. Do reklamy i kontaktow
zewnetrznych zaangazowal specjaliste doswiadczonego w wielkich
przedsiewzieciach, dal mu do dyspozycji 140 tys. dolarow
rocznie na druk broszurek itp. Wiedzial, ze powodzenie planow
zalezy w duzej mierze od rozglosu, od tego, czy potrafi
ludzi porwac, zaimponowac im.
Zainteresowanie spoleczenstwa roslo. W roku 1965, jeszcze
zanim kosciol ukonczono, teren budowy i kapliczke u stop
wzgorza odwiedzilo 50 tys. osob nie szczedzacych datkow.
A ojciec Michal wciaz dokupywal ziemie - to kawalek pola,
to kawalek lasu. Wnet mial ponad sto akrow. Rosl klasztor
i budynki mieszkalne. Pojedynczo, po dwoch przybywali ojcowie
paulini, Polacy - to z Rzymu, to z Czestochowy, to z Wegier.
Juz ich bylo w klasztorze pietnastu.
Stanal ogromny kosciol (83x50 m) z betonu, o dwoch poziomach,
ale jeszcze nie wykonczony. Jego rozgoraczkowany tworca
nie mogl dluzej czekac. Wystawil obraz Matki Boskiej Czestochowskiej
na zewnatrz, na frontowej scianie, i tam co niedziela odbywala
sie msza polowa dla niezliczonych tlumow. Z bazyliki powiewala
juz nad tym obrazem wielometrowa bialo-czerwona flaga.
Gdy prezydent Johnson przybyl na poswiecenie 13 pazdziernika
1966 r., w oknach nie bylo witrazy, zabito je po prostu
dykta. Staly proste, nawet wewnatrz nie otynkowane sciany,
a przed kosciolem - strzelista, liczaca 250 stop (80 m)
dzwonnica. Razem z kosciolem szla budowa klasztoru laczacego
sie z nim jednym skrzydlem. Od szesciu lat zakon wydawal
juz jednak wlasny dwujezyczny miesiecznik Jasna Gora,
co tydzien 47 stacji transmitowalo na dziewiec stanow kwadrans
radiowy ojca Zembrzuskiego. Rozmiesciwszy 135 tys. osob
przybylych na poswiecenie, policja z miasteczka musiala
zawracac nadjezdzajace wciaz samochody. Datki zbierano wtedy
w poszwy od poduszek, bo wszystko inne okazalo sie za male.
Gdy w rok pozniej zawital do bazyliki wiceprezydent Humphrey,
mogl juz podziwiac swiezy tynk, a czerwone mozaiki zdobily
prezbiterium na podwyzszeniu z bialego marmuru, nad oltarzem
zas - kopie obrazu Matki Boskiej Czestochowskiej (dzielo
prof. Leonarda Trovirta z Torunia) wbudowano w rzezbe scienna
20-metrowej szerokosci, przedstawiajaca Trojce Swieta w
otoczeniu aniolow grzmiacych na zlotych trabach, wykonana
przez Stefana Zakiana.
Jeszcze w 1970 roku nie bylo w bazylice lawek, tylko staly
male krzeselka, za podloge sluzyl pomalowany beton. Ale
juz odslonieto najwieksze w Stanach Zjednoczonych witraze
projektu Jerzego Bialeckiego z Nowego Jorku, absolwenta
Akademii Sztuk Pieknych w Warszawie. Byly to dwa okna o
wysokosci sciany. Zachodnie okno przedstawia historie tysiaca
lat chrzescijanstwa polskiego, zaczynajac od legendy o Lechu
i orle bialym. Witraz sprawia wrazenie nowoczesnej filmowej
migawki - to mozaika twarzy, postaci i symboli. Przez wysokosc
kilku szyb przebiega wielki Szczerbiec Chrobrego. Sa Orleta
Lwowskie, Paderewski i nawet twarz kardynala Stefana Wyszynskiego.
Okno wschodnie ukazuje historie katolicyzmu w Ameryce i
wklad Polonii w tworzenie sie i rozwoj Stanow Zjednoczonych.
Witraze na elewacji frontowej, wykonczone pozniej, przedstawiaja
wklad Polski do kultury swiata.
Sanktuarium ojcow paulinow obejmuje obecnie okolo 200 akrow.
Swiatynia ma 1800 miejsc siedzacych, a na placu przed nia
moze usiasc 75 tys. wiernych. Glownym przelozonym jest obecnie
ojciec Luciusz Tyrasinski. By opisac wszystkie dziela sztuki
zdobiace bazylike trzeba calej ksiazki, a nie artykulu.
Juz sam przedsionek bazyliki jest zrodlem wzruszenia, szczegolnie
dla uchodzcow wojennych. Znajduje sie tam urna z ziemia
z Cmentarza Orlat Lwowskich. Jest tablica poswiecona oswobodzeniu
wiezniow obozow koncentracyjnych. Na niej, na tle slupow
i kolczastych drutow - sw. Maksymilian (Kolbe). Na jego
piersi widnieje trojkat z litera "P" - symbolem wieznia
politycznego. Jest tam plaskorzezba zawierajaca w zlotej
urnie serce Ignacego Paderewskiego. Jest tablica upamietniajaca
powstanie warszawskie, dzielo rzezbiarza Andrzeja Pitynskiego.
Na tle muru z czerwonej cegly artysta umiescil wizerunek
Matki Boskiej Czestochowskiej ze szramami na twarzy. Okrywajaca
ja blekitna chuste zdobi symbol Polski Walczacej. Na rekach
trzyma konajacego chlopca z Szarych Szeregow. Na jego ramieniu
widac bialo-czerwona opaske zolnierska z harcerska lilijka.
Pod rzezba - wiersz poety powstania warszawskiego Krzysztofa
Kamila Baczynskiego:
Zanim padles, jeszcze ziemie przezegnales reka.
Czy to byla kula, synku, czy to serce peklo.
Duza czesc terenu sanktuarium wydzielono na cmentarz, gdzie
nad bialymi krzyzami grobow zolnierskich goruje wspaniala
rzezba, rowniez dzielo Andrzeja Pitynskiego, przedstawiajaca
ogromnego kleczacego husarza. Gdy grobow bylo jeszcze niewiele,
juz wytyczono Aleje Zasluzonych i zaczeto przewozic zwloki
wybitnych Polakow z innych stron Stanow Zjednoczonych. Dzis
ta aleja jest dluga, grobow na cmentarzu w Doylestown tysiace.
Coz dziwnego - to przeciez kawalek Polski w Ameryce.
Gdy kardynal Karol Wojtyla bawiac w Ameryce odwiedzil Doylestown,
towarzyszacy mu gubernator Pensylwanii Raymond Shafer oglosil
ow dzien dla calego stanu dniem polskiego kardynala. Przybyl
tez wtedy kardynal Krol, biskupi, sedziowie, poslowie i
20 tys. patnikow. Uroczystosc rozpoczeto odspiewaniem Mazurka
Dabrowskiego przez Chor Oginskiego z Nowego Jorku.
Bazylike stale odwiedza wielu dostojnikow amerykanskich.
Byl tam tez we wrzesniu 1984 r. prezydent Ronald Reagan.
Ojcowie paulini sa z tych wizyt zadowoleni - nie chca, by
Amerykanska Czestochowa stala sie placowka polskiego getta,
ale instytucja na skale amerykanska.
Ojciec Michal byl zawsze wielkim romantykiem. Wszystko,
czego dokonal, uwazal tylko za poczatek swoich zamierzen.
Marzyla mu sie wielka sala koncertowa na powietrzu, muzeum
polskie, dom rekolekcyjny, liceum dla chlopcow z internatem,
polski dom wypoczynkowy dla ludzi starszych, wiekszy budynek
administracyjny... Pragnal, by sanktuarium stalo sie nie
tylko zrodlem odrodzenia uczuc religijnych, ale i polskosci.
Aby krzewilo wiedze o kulturze polskiej. Dech zatykalo od
jego planow! A wszystko dla niego bylo realne, zakreslone
w programie. Bo choc ojciec Michal czul po polsku, ale kalkulowal
po amerykansku. Byl przeciez dyrektorem wielomilionowego
przedsiewziecia. W 1969 r. zostal ponownie wybrany na szesc
lat wicegeneralem zakonu. W tym czasie, mimo iz zdawalo
sie, ze sanktuarium pochlanialo cala jego energie, znajdowal
jeszcze czas na bliskie kontakty z Polonia. Przyczynil sie
tez do powstania Nowego Dziennika, wspieral te inicjatywe
takze finansowo.
Zbudowanie bazyliki Matki Boskiej Czestochowskiej w Doylestown
bylo ogromnym sukcesem. Nie zawsze szlo latwo, choc na ofiarnosc
Polonii mozna bylo liczyc. Wciaz byly tez dlugi. A gdy przyszedl
rok 1975 i skonczyla sie druga kadencja ojca Zembrzuskiego,
kapitula paulinow zdecydowala wyslac go do klasztoru w poblizu
Pittsburgha. Tam prowadzil prace misjonarskie i w Kittanning
wybudowal duzy kosciol. Od roku 1980 zamieszkal w Nowym
Jorku, znow zajmowal sie praca misyjna i opieka spoleczna
wsrod Polonii. Wspolpracowal z Centrum Polsko-Slowianskim.
Od 1993 r. jest kapelanem Stowarzyszenia Weteranow Armii
Polskiej.
Na stare lata ojciec Zembrzuski osiadl w swojej ukochanej
Amerykanskiej Czestochowie. Zajmuje sie archiwum cmentarza
i wieloma innymi sprawami. Zdrowie mu dopisuje. - Codziennie
sie gimnastykuje, jezdze czesto do Nowego Jorku na zebrania,
prowadze auto bez trudu - mowi. Jego zdaniem tajemnica dlugowiecznosci
lezy zyciu czynnym, w zaangazowaniu w biezace sprawy.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |