JAN NOWAK-JEZIORANSKI
Polska i Ukraina
Mam w reku ksiazke Bohdana Osadczuka Ukraina, Polska
i swiat, ktora ukazala sie niedawno. Jest to wybor artykulow
oglaszanych na lamach Kultury w ciagu blisko 50 lat.
Najdawniejszy ukazal sie w maju 1952 r., a ostatni - we
wrzesniu 2000 r. Oblicze Ukrainy, Polski i swiata zmienilo
sie w ciagu tego polwiecza nie do poznania, ale dla kazdego
interesujacego sie przemianami w Polsce i na Ukrainie ksiazka
Osadczuka jest lektura niezbedna.
Rzec mozna, ze Bohdan Osadczuk, obok Jerzego Giedroycia,
stal sie glownym architektem zblizenia miedzy Polska a Ukraina
i polozyl na tym polu wielkie zaslugi. Osadczuk i jego przyjaciel,
niezyjacy juz dawno Borys Lewicky, byli najwiekszymi ukrainskimi
przyjaciolmi Polski, z jakimi zetknalem sie w 1952 r., gdy
organizowalem w Monachium rozglosnie polska Radia Wolna
Europa. Jeden i drugi wywarli duzy wplyw na sposob myslenia
swiatlych przedstawicieli polskiej emigracji.
Sam Osadczuk w sposob wzruszajacy pisze o rodowodzie swej
milosci do Polski. "Co wplynelo na to, ze polubilem Polakow
jak braci, ze sie za nimi ujmuje na arenie publicystyki
miedzynarodowej jak za swoimi, ze celem mojego zycia stalo
sie porozumienie polsko-ukrainskie?" - pyta. Jestem koronnym
swiadkiem, ze slowa te sa w pelni prawdziwe. W chwili zakonczenia
wojny Osadczuk mial 25 lat i mieszkal w Berlinie. Tam zagnaly
go losy wojenne i tam ukonczyl studia. Nie wywedrowal po
wojnie, jak wiekszosc jego rodakow, za ocean. Pozostal w
Berlinie, a wiec na pierwszej linii frontu zimnej wojny,
i zbudowal tam jednoosobowa wieze obserwacyjna, ktorej teleskopy
skierowane byly na Polske, Ukraine i Rosje. Byl i jest bezcennym
informatorem o tym, co dzieje sie w tych trzech krajach.
Zostal stalym korespondentem czolowego dziennika szwajcarskiego Neue Zürcher Zeitung, rozchodzacego sie szeroko
wsrod elity europejskiej. Przez cale lata na lamach tego
wplywowego pisma bronil polskich spraw, a w szczegolnosci
granicy na Odrze i Nysie. Poza Romanem Fajansem, korespondentem Libre Belgique, nie mielismy w prasie zachodnioeuropejskiej
tak zarliwego oredownika. W chwili, gdy istnieniu naszego
radia zagrozil senator Fullbright, z odsiecza pospieszyl
Osadczuk w swoich artykulach w Neue Zürcher Zeitung.
A rownoczesnie na lamach Kultury i emigracyjnej
prasy ukrainskiej stal sie wytrwalym promotorem zblizenia
polsko-ukrainskiego. Jerzy Giedroyc we wstepie do ksiazki,
pisanym na krotko przed smiercia, twierdzi, ze Osadczuk
ulatwial Kulturze nawiazywanie kontaktow z czolowymi
dzialaczami emigracji ukrainskiej.
Osadczuk jest synem dzialacza ukrainskiej lewicy, nauczyciela
gimnazjalnego. Wladze polskie, chcac odsunac go od dzialalnosci
politycznej, przeniosly go do miasteczka Pinczow w Kieleckiem.
Bohdan spedzil wiec dziecinstwo wsrod Polakow i uczyl sie
od nich Polski. "Pierwsze lekcje - pisze - bralem na bloniach
u pastuchow, w bitwach i spiewach na pijanych granicach
weselnych, na jarmarkach i odpustach".
Autor biograficznego wstepu do ksiazki nazywa Osadczuka
Europejczykiem Wschodnim. Trudno z tym sie zgodzic. Wlasciwsze
bedzie okreslenie go jako Ukrainca nalezacego do Europy
Zachodniej. Ten zarliwy patriota ukrainski wystepuje z duza
odwaga przeciwko ukrainskim integralnym nacjonalistom, ktorzy
pragnac sluzyc swemu narodowi, wyrzadzaja mu nieobliczalne
szkody. Z patriotyzmem Osadczuka idzie w parze tolerancja,
liberalizm i wiernosc wspolnym wartosciom cywilizacji europejskiej.
Osadczuk wygarnia w swych artykulach prawde w oczy zarowno
Ukraincom, jak i Polakom. Ukraincom wypomina swiadoma ucieczke
od pamieci historycznej, pozostawienie u wladzy przefarbowanej
nomenklatury komunistycznej, moralna korupcje, brak istotnych
reform politycznych i gospodarczych oraz ogolny marazm.
Polakom w artykule "Co dalej, panowie Polacy", pisanym
blisko 10 lat temu, wytyka uleganie upiorom przeszlosci,
a wiec brak ochrony ukrainskich pamiatek, zdewastowane ukrainskie
cmentarze, zbezczeszczone grobowce, przeznaczanie na wpol
zrujnowanych cerkwi na koscioly, brak rozliczenia z akcji
'Wisla'.
Uderzyl mnie pewien brak symetrii w tych pretensjach sprzed
dziesieciu lat. W tym samym czasie, a wiec 10 lat temu,
odwiedzilem Lwow i przezylem nie lada wstrzas, ogladajac
zniszczony i zbezczeszczony Cmentarz Obroncow Lwowa, a na
Cmentarzu Lyczakowskim - powyrzucane szczatki dawnych polskich
patrycjuszy Lwowa i ich mogily zamienione na groby Ukraincow.
W kosciele Jezuitow pod przeciekajacym dachem niszczaly
rozlozone na ziemi i na polkach bezcenne skarby polskiej
kultury: zbiory polskiej prasy z XIX wieku i z lat II Rzeczpospolitej,
nalezace do Ossolineum. Dzis juz wprawdzie dach nie przecieka,
ale Ukraincy uparcie odmawiaja zwrocenia zbiorow do Ossolineum
we Wroclawiu i jednoczesnie sami nie czynia z nich zadnego
uzytku. Pozolkly i kruchy papier drukarski niszczeje wiec
bez jakiegokolwiek pozytku dla Polakow i Ukraincow.
Osadczuk byl chyba jedynym Ukraincem, ktory nie bal sie
narazic swoim rodakom i wypowiadal sie publicznie za oddaniem
Polsce zatrzymanych we Lwowie zbiorow Ossolineum - skarbow
polskiego dziedzictwa narodowego i za przywroceniem Cmentarza
Orlat nie jako panteonu polskiego zwyciestwa nad Ukraincami,
lecz jako zolnierskiego cmentarza Polakow poleglych w walkach
z Ukraincami.
Na szczescie w okresie ubieglych dziesieciu lat wiele zmienilo
sie na lepsze. Polska jako pierwsza uznala odrodzone panstwo
ukrainskie, co w jakims stopniu bylo owocem wieloletniego
wytrwalego oddzialywania Giedroycia i Osadczuka. Trzeba
takze oddac sprawiedliwosc prezydentowi Aleksandrowi Kwasniewskiemu,
ktory wraz ze swoim ukrainskim odpowiednikiem stal sie pionierem
polsko-ukrainskiego zblizenia. Zmieniajace sie kolejne rzady
konsekwentnie kontynuowaly te linie. Po stronie ukrainskiej,
prowadzone nie bez trudnosci i oporow ze strony nacjonalistow
ukrainskich, roboty na Cmentarzu Orlat dobiegaja juz konca.
Po stronie polskiej - odnowiono cmentarze Ukraincow poleglych
w krwawych walkach, prowadzonych takze z Polakami. Po dlugich
oporach miejscowe wladze polskie pozwolily Ukraincom uczcic
pomnikiem swoich rodakow, ktorzy wygineli w obozie koncentracyjnym
w Jaworznie. Uporzadkowane zostaly ukrainskie cmentarze
z lat ostatniej wojny i cmentarz zolnierzy Petlury w Szczypiornie.
Stosunki miedzy rzadami chyba nigdy nie byly lepsze niz
obecnie. Natomiast Polakow i Ukraincow wciaz dzieli pamiec
zlej przeszlosci - pokutuja wrogie uprzedzenia i stereotypy,
a czasem wzajemna nienawisc. Walczyc z nia moze skutecznie
nie wladza, lecz dyplomacja spoleczna. Celem inicjatyw spolecznych
jest swobodna wymiana pogladow i wzajemne poznawanie sie,
kontakty miedzy zwyklymi ludzmi, zwlaszcza miedzy mlodzieza.
W projekcie jest uniwersytet polsko-ukrainski i Kolegium
Wschodnie, ktore ma zalozyc dom spotkan polskiej i ukrainskiej
mlodziezy. Pod auspicjami zasluzonej organizacji Karta odbywaja
sie spotkania polskich i ukrainskich historykow, ktorzy
z wielkim trudem usiluja znalezc wspolna interpretacje krwawego
konfliktu polsko-ukrainskiego. A tam gdzie okazuje sie to
niemozliwe, spisuja rozbieznosci. Narodzil sie pomysl, by
w Ossolineum we Wroclawiu urzadzic wielka wystawe pamiatek
i muzealiow ukrainskich, rozproszonych w Polsce, znajdujacych
sie w malych i wiekszych prowincjonalnych i parafialnych
zbiorach we wschodniej i poludniowej czesci kraju.
Wszystkie te poczynania nie sa latwe i wymagaja najdalej
posunietej cierpliwosci, a takze czujnosci wobec tych nacjonalistow
polskich i Ukraincow majacych przewaznie zla przeszlosc
i manipulowanych reka KGB, ktorzy podjudzaja swych rodakow.
Albowiem w ciagu ostatnich trzech wiekow z konfliktow miedzy
Ukraina i Polska korzystala niezmiennie Moskwa. Ulatwily
jej one ujarzmienie obu narodow. Ukraina potrzebuje Polski,
a Polska - Ukrainy. Braterska wspolpraca polsko-ukrainska
zapobiega izolacji Ukrainy i jest zapora na drodze do odrodzenia
sie Zwiazku Sowieckiego w innych kolorach.
Na zakonczenie jedna uwaga o charakterze sprostowania.
Pisze Osadczuk, ze pracownicy RWE to urzednicy amerykanscy,
a monachijskie partnerstwo nosi w sobie elementy poddanstwa.
Jedyny wyjatek czyni dla mnie, pozytywnie oceniajac moje
stanowisko i dzialania na rzecz porozumienia polsko-ukrainskiego.
Sa to sformulowania obrazliwe, nieprawdziwe i niesprawiedliwe
wobec moich wspolpracownikow. Istniala w naszym zespole
grupa aktywnych ukrainofilow, takich jak Wladyslaw Wolski,
Stanislaw Paprocki, Mamert Mizmyszyn, Wlodzimierz Sznarbachowski
i inni. Byli przeze mnie zachecani i wspierani, a ich proukrainskie
poglady przenikaly do audycji. Osadczuk doskonale wie, ze
solidarna postawa polskiego zespolu wobec Amerykanow daleka
byla od uleglosci. Jerzy Giedroyc takze nie bylby w stanie
rozwinac dzialalnosci wydawniczej na tak wielka skale bez
amerykanskiej pomocy. W latach 50. wystepowalem w roli posrednika
miedzy Kultura i Komitetem Wolnej Europy, a w latach
pozniejszych jako opiniodawca roznych projektow, ktore Giedroyc
wysylal do Komitetu Wolnej Europy. Nie przeszkadzalo to
redaktorowi Kultury w uprawianiu bezlitosnej krytyki
polityki amerykanskiej. Niezle to zreszta swiadczy o Amerykanach,
ktorzy ja dosc cierpliwie znosili.
Zespol RWE korzystal z szerokiej autonomii redakcyjnej,
ktora udalo nam sie wywalczyc. Odczuwalismy bolesnie jedno
ograniczenie wyplywajace z faktu nadawania z terytorium
Niemiec Zachodnich. Nie moglismy wyrazac naszego stanowiska
w sprawie granicy Polski z Niemcami. Nie bylo zadnych podobnych
ograniczen jesli chodzi o granice wschodnia. Moglismy mowic
o niej, co nam sie zywnie podobalo. Dla Amerykanow linia
Bugu byla granica ze Zwiazkiem Sowieckim. Podobnie jak Giedroyc,
bylem przekonany, ze w interesie polskim lezy utrwalenie
powojennych granic naszego kraju, a wiec wyrzeczenie sie
roszczen do Wilna i Lwowa, ktore staly sie nierealne. Doszedlem
jednak do przekonania, ze nie mozna propagowac pogodzenia
sie z utrata ziem wschodnich, skoro nie moglismy rownoczesnie
bronic w audycjach ziem zachodnich. Poswiecalismy za to
wiele miejsca i uwagi zwalczaniu antyukrainskich uprzedzen.
Tadeusz Mieleszko, Polak z Kijowa, urodzony jako obywatel
sowiecki, syn pulkownika Armii Czerwonej zamordowanego po
wojnie przez Ukraincow, byl mlodym utalentowanym pisarzem,
autorem pieknych sluchowisk historycznych poswieconych dziejom
Ukrainy, a w szczegolnosci krotkiej niepodleglosci i epizodowi
wspolpracy Pilsudskiego z Petlura. Monachium bylo takim
samym osrodkiem dla emigracji ukrainskiej, co Londyn dla
Polakow, i po kazdej audycji sluzacej pojednaniu i przyjazni
z Ukraincami dzwonily telefony wdziecznych ukrainskich sluchaczy.
Ale byly takze antyukrainskie listy od Polakow. Powtarzalo
sie w nich wezwanie: "nie broncie Ukraincow". Odpowiedzia
bylo moje przemowienie, ktore stanowilo cos w rodzaju manifestu
uzasadniajacego nasza radiowa polityke wobec Ukraincow (Jan
Nowak "Nie broncie Ukraincow", 30 lipca 1970 r.).
Byc moze ten celowy i swiadomy wysilek wychowawczy, kontynuowany
przez moich nastepcow, takze wywarl jakis wplyw na stosunki
polsko-ukrainskie po odzyskaniu suwerennosci.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |