[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (23 marca 2001)


JAN NOWAK-JEZIORANSKI

Polska i Ukraina

Mam w reku ksiazke Bohdana Osadczuka Ukraina, Polska i swiat, ktora ukazala sie niedawno. Jest to wybor artykulow oglaszanych na lamach Kultury w ciagu blisko 50 lat. Najdawniejszy ukazal sie w maju 1952 r., a ostatni - we wrzesniu 2000 r. Oblicze Ukrainy, Polski i swiata zmienilo sie w ciagu tego polwiecza nie do poznania, ale dla kazdego interesujacego sie przemianami w Polsce i na Ukrainie ksiazka Osadczuka jest lektura niezbedna.

Rzec mozna, ze Bohdan Osadczuk, obok Jerzego Giedroycia, stal sie glownym architektem zblizenia miedzy Polska a Ukraina i polozyl na tym polu wielkie zaslugi. Osadczuk i jego przyjaciel, niezyjacy juz dawno Borys Lewicky, byli najwiekszymi ukrainskimi przyjaciolmi Polski, z jakimi zetknalem sie w 1952 r., gdy organizowalem w Monachium rozglosnie polska Radia Wolna Europa. Jeden i drugi wywarli duzy wplyw na sposob myslenia swiatlych przedstawicieli polskiej emigracji.

Sam Osadczuk w sposob wzruszajacy pisze o rodowodzie swej milosci do Polski. "Co wplynelo na to, ze polubilem Polakow jak braci, ze sie za nimi ujmuje na arenie publicystyki miedzynarodowej jak za swoimi, ze celem mojego zycia stalo sie porozumienie polsko-ukrainskie?" - pyta. Jestem koronnym swiadkiem, ze slowa te sa w pelni prawdziwe. W chwili zakonczenia wojny Osadczuk mial 25 lat i mieszkal w Berlinie. Tam zagnaly go losy wojenne i tam ukonczyl studia. Nie wywedrowal po wojnie, jak wiekszosc jego rodakow, za ocean. Pozostal w Berlinie, a wiec na pierwszej linii frontu zimnej wojny, i zbudowal tam jednoosobowa wieze obserwacyjna, ktorej teleskopy skierowane byly na Polske, Ukraine i Rosje. Byl i jest bezcennym informatorem o tym, co dzieje sie w tych trzech krajach. Zostal stalym korespondentem czolowego dziennika szwajcarskiego Neue Zürcher Zeitung, rozchodzacego sie szeroko wsrod elity europejskiej. Przez cale lata na lamach tego wplywowego pisma bronil polskich spraw, a w szczegolnosci granicy na Odrze i Nysie. Poza Romanem Fajansem, korespondentem Libre Belgique, nie mielismy w prasie zachodnioeuropejskiej tak zarliwego oredownika. W chwili, gdy istnieniu naszego radia zagrozil senator Fullbright, z odsiecza pospieszyl Osadczuk w swoich artykulach w Neue Zürcher Zeitung.

A rownoczesnie na lamach Kultury i emigracyjnej prasy ukrainskiej stal sie wytrwalym promotorem zblizenia polsko-ukrainskiego. Jerzy Giedroyc we wstepie do ksiazki, pisanym na krotko przed smiercia, twierdzi, ze Osadczuk ulatwial Kulturze nawiazywanie kontaktow z czolowymi dzialaczami emigracji ukrainskiej.

Osadczuk jest synem dzialacza ukrainskiej lewicy, nauczyciela gimnazjalnego. Wladze polskie, chcac odsunac go od dzialalnosci politycznej, przeniosly go do miasteczka Pinczow w Kieleckiem. Bohdan spedzil wiec dziecinstwo wsrod Polakow i uczyl sie od nich Polski. "Pierwsze lekcje - pisze - bralem na bloniach u pastuchow, w bitwach i spiewach na pijanych granicach weselnych, na jarmarkach i odpustach".

Autor biograficznego wstepu do ksiazki nazywa Osadczuka Europejczykiem Wschodnim. Trudno z tym sie zgodzic. Wlasciwsze bedzie okreslenie go jako Ukrainca nalezacego do Europy Zachodniej. Ten zarliwy patriota ukrainski wystepuje z duza odwaga przeciwko ukrainskim integralnym nacjonalistom, ktorzy pragnac sluzyc swemu narodowi, wyrzadzaja mu nieobliczalne szkody. Z patriotyzmem Osadczuka idzie w parze tolerancja, liberalizm i wiernosc wspolnym wartosciom cywilizacji europejskiej.

Osadczuk wygarnia w swych artykulach prawde w oczy zarowno Ukraincom, jak i Polakom. Ukraincom wypomina swiadoma ucieczke od pamieci historycznej, pozostawienie u wladzy przefarbowanej nomenklatury komunistycznej, moralna korupcje, brak istotnych reform politycznych i gospodarczych oraz ogolny marazm.

Polakom w artykule "Co dalej, panowie Polacy", pisanym blisko 10 lat temu, wytyka uleganie upiorom przeszlosci, a wiec brak ochrony ukrainskich pamiatek, zdewastowane ukrainskie cmentarze, zbezczeszczone grobowce, przeznaczanie na wpol zrujnowanych cerkwi na koscioly, brak rozliczenia z akcji 'Wisla'.

Uderzyl mnie pewien brak symetrii w tych pretensjach sprzed dziesieciu lat. W tym samym czasie, a wiec 10 lat temu, odwiedzilem Lwow i przezylem nie lada wstrzas, ogladajac zniszczony i zbezczeszczony Cmentarz Obroncow Lwowa, a na Cmentarzu Lyczakowskim - powyrzucane szczatki dawnych polskich patrycjuszy Lwowa i ich mogily zamienione na groby Ukraincow. W kosciele Jezuitow pod przeciekajacym dachem niszczaly rozlozone na ziemi i na polkach bezcenne skarby polskiej kultury: zbiory polskiej prasy z XIX wieku i z lat II Rzeczpospolitej, nalezace do Ossolineum. Dzis juz wprawdzie dach nie przecieka, ale Ukraincy uparcie odmawiaja zwrocenia zbiorow do Ossolineum we Wroclawiu i jednoczesnie sami nie czynia z nich zadnego uzytku. Pozolkly i kruchy papier drukarski niszczeje wiec bez jakiegokolwiek pozytku dla Polakow i Ukraincow.

Osadczuk byl chyba jedynym Ukraincem, ktory nie bal sie narazic swoim rodakom i wypowiadal sie publicznie za oddaniem Polsce zatrzymanych we Lwowie zbiorow Ossolineum - skarbow polskiego dziedzictwa narodowego i za przywroceniem Cmentarza Orlat nie jako panteonu polskiego zwyciestwa nad Ukraincami, lecz jako zolnierskiego cmentarza Polakow poleglych w walkach z Ukraincami.

Na szczescie w okresie ubieglych dziesieciu lat wiele zmienilo sie na lepsze. Polska jako pierwsza uznala odrodzone panstwo ukrainskie, co w jakims stopniu bylo owocem wieloletniego wytrwalego oddzialywania Giedroycia i Osadczuka. Trzeba takze oddac sprawiedliwosc prezydentowi Aleksandrowi Kwasniewskiemu, ktory wraz ze swoim ukrainskim odpowiednikiem stal sie pionierem polsko-ukrainskiego zblizenia. Zmieniajace sie kolejne rzady konsekwentnie kontynuowaly te linie. Po stronie ukrainskiej, prowadzone nie bez trudnosci i oporow ze strony nacjonalistow ukrainskich, roboty na Cmentarzu Orlat dobiegaja juz konca. Po stronie polskiej - odnowiono cmentarze Ukraincow poleglych w krwawych walkach, prowadzonych takze z Polakami. Po dlugich oporach miejscowe wladze polskie pozwolily Ukraincom uczcic pomnikiem swoich rodakow, ktorzy wygineli w obozie koncentracyjnym w Jaworznie. Uporzadkowane zostaly ukrainskie cmentarze z lat ostatniej wojny i cmentarz zolnierzy Petlury w Szczypiornie.

Stosunki miedzy rzadami chyba nigdy nie byly lepsze niz obecnie. Natomiast Polakow i Ukraincow wciaz dzieli pamiec zlej przeszlosci - pokutuja wrogie uprzedzenia i stereotypy, a czasem wzajemna nienawisc. Walczyc z nia moze skutecznie nie wladza, lecz dyplomacja spoleczna. Celem inicjatyw spolecznych jest swobodna wymiana pogladow i wzajemne poznawanie sie, kontakty miedzy zwyklymi ludzmi, zwlaszcza miedzy mlodzieza. W projekcie jest uniwersytet polsko-ukrainski i Kolegium Wschodnie, ktore ma zalozyc dom spotkan polskiej i ukrainskiej mlodziezy. Pod auspicjami zasluzonej organizacji Karta odbywaja sie spotkania polskich i ukrainskich historykow, ktorzy z wielkim trudem usiluja znalezc wspolna interpretacje krwawego konfliktu polsko-ukrainskiego. A tam gdzie okazuje sie to niemozliwe, spisuja rozbieznosci. Narodzil sie pomysl, by w Ossolineum we Wroclawiu urzadzic wielka wystawe pamiatek i muzealiow ukrainskich, rozproszonych w Polsce, znajdujacych sie w malych i wiekszych prowincjonalnych i parafialnych zbiorach we wschodniej i poludniowej czesci kraju.

Wszystkie te poczynania nie sa latwe i wymagaja najdalej posunietej cierpliwosci, a takze czujnosci wobec tych nacjonalistow polskich i Ukraincow majacych przewaznie zla przeszlosc i manipulowanych reka KGB, ktorzy podjudzaja swych rodakow. Albowiem w ciagu ostatnich trzech wiekow z konfliktow miedzy Ukraina i Polska korzystala niezmiennie Moskwa. Ulatwily jej one ujarzmienie obu narodow. Ukraina potrzebuje Polski, a Polska - Ukrainy. Braterska wspolpraca polsko-ukrainska zapobiega izolacji Ukrainy i jest zapora na drodze do odrodzenia sie Zwiazku Sowieckiego w innych kolorach.

Na zakonczenie jedna uwaga o charakterze sprostowania. Pisze Osadczuk, ze pracownicy RWE to urzednicy amerykanscy, a monachijskie partnerstwo nosi w sobie elementy poddanstwa. Jedyny wyjatek czyni dla mnie, pozytywnie oceniajac moje stanowisko i dzialania na rzecz porozumienia polsko-ukrainskiego. Sa to sformulowania obrazliwe, nieprawdziwe i niesprawiedliwe wobec moich wspolpracownikow. Istniala w naszym zespole grupa aktywnych ukrainofilow, takich jak Wladyslaw Wolski, Stanislaw Paprocki, Mamert Mizmyszyn, Wlodzimierz Sznarbachowski i inni. Byli przeze mnie zachecani i wspierani, a ich proukrainskie poglady przenikaly do audycji. Osadczuk doskonale wie, ze solidarna postawa polskiego zespolu wobec Amerykanow daleka byla od uleglosci. Jerzy Giedroyc takze nie bylby w stanie rozwinac dzialalnosci wydawniczej na tak wielka skale bez amerykanskiej pomocy. W latach 50. wystepowalem w roli posrednika miedzy Kultura i Komitetem Wolnej Europy, a w latach pozniejszych jako opiniodawca roznych projektow, ktore Giedroyc wysylal do Komitetu Wolnej Europy. Nie przeszkadzalo to redaktorowi Kultury w uprawianiu bezlitosnej krytyki polityki amerykanskiej. Niezle to zreszta swiadczy o Amerykanach, ktorzy ja dosc cierpliwie znosili.

Zespol RWE korzystal z szerokiej autonomii redakcyjnej, ktora udalo nam sie wywalczyc. Odczuwalismy bolesnie jedno ograniczenie wyplywajace z faktu nadawania z terytorium Niemiec Zachodnich. Nie moglismy wyrazac naszego stanowiska w sprawie granicy Polski z Niemcami. Nie bylo zadnych podobnych ograniczen jesli chodzi o granice wschodnia. Moglismy mowic o niej, co nam sie zywnie podobalo. Dla Amerykanow linia Bugu byla granica ze Zwiazkiem Sowieckim. Podobnie jak Giedroyc, bylem przekonany, ze w interesie polskim lezy utrwalenie powojennych granic naszego kraju, a wiec wyrzeczenie sie roszczen do Wilna i Lwowa, ktore staly sie nierealne. Doszedlem jednak do przekonania, ze nie mozna propagowac pogodzenia sie z utrata ziem wschodnich, skoro nie moglismy rownoczesnie bronic w audycjach ziem zachodnich. Poswiecalismy za to wiele miejsca i uwagi zwalczaniu antyukrainskich uprzedzen. Tadeusz Mieleszko, Polak z Kijowa, urodzony jako obywatel sowiecki, syn pulkownika Armii Czerwonej zamordowanego po wojnie przez Ukraincow, byl mlodym utalentowanym pisarzem, autorem pieknych sluchowisk historycznych poswieconych dziejom Ukrainy, a w szczegolnosci krotkiej niepodleglosci i epizodowi wspolpracy Pilsudskiego z Petlura. Monachium bylo takim samym osrodkiem dla emigracji ukrainskiej, co Londyn dla Polakow, i po kazdej audycji sluzacej pojednaniu i przyjazni z Ukraincami dzwonily telefony wdziecznych ukrainskich sluchaczy. Ale byly takze antyukrainskie listy od Polakow. Powtarzalo sie w nich wezwanie: "nie broncie Ukraincow". Odpowiedzia bylo moje przemowienie, ktore stanowilo cos w rodzaju manifestu uzasadniajacego nasza radiowa polityke wobec Ukraincow (Jan Nowak "Nie broncie Ukraincow", 30 lipca 1970 r.).

Byc moze ten celowy i swiadomy wysilek wychowawczy, kontynuowany przez moich nastepcow, takze wywarl jakis wplyw na stosunki polsko-ukrainskie po odzyskaniu suwerennosci.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail