PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (23 marca 2001)


ELZBIETA BIELEWICZ

Ale dobra jest wiecej...

- o rozmowie Heleny Zaworskiej z ks. Janem Twardowskim

Przyciskany do muru pytaniami o zlo w swiecie, o skazona grzechem nature ludzka, o okrucienstwa totalitaryzmow, ksiadz Jan Twardowski powtarza z uporem: "Ale dobra jest wiecej, choc bywa niezauwazalne". "Zlo jest krzykliwe, halasliwe, naglosnione", nie znaczy to jednak, ze jest silniejsze, ze przewaza. Nigdy nie mial watpliwosci, ze komunizm upadnie, podobnie jak inne zbrodnicze systemy.

Optymizm ksiedza Jana nie jest naiwna wiara w niewinnosc czlowieka, bowiem grzech i slabosc ludzka to prawda, z ktora styka sie na co dzien jako cierpliwy spowiednik i zyczliwy powiernik ludzi, ktorzy przychodza do niego ze swymi dramatami i rozterkami. Ksiadz Twardowski zna wiec ludzkie serca od podszewki. I mimo to, a moze wlasnie dlatego, nikogo nie oskarza, nie tylko kamieniem, ale nawet gromiacym spojrzeniem nie rzuca. Wierzy w "swiety Kosciol grzesznikow", ktorzy potykajac sie czesto i upadajac, bladzac i zbaczajac, ciagle jednak ku Bogu podazaja i za Bogiem tesknia. "Swiety Kosciol grzesznikow" to wspolnota wierzacych-niewierzacych, bo z wiara tak bywa, ze raz jest, a raz jej nie ma. Raz rozkwita, jasnieje, potem przysypia, omdlewa, marnieje, by znowu powrocic - zdarza sie, ze w jednej chwili, w jednym okamgnieniu, w gwaltownym swiatla Bozego rozblysnieciu.

Napisal kiedys:

Tylko mali grzesznicy spowiadaja sie dlugo
w niepokoju goracych warg - (...)
Ale wielcy grzesznicy na blysk maly przyklekna
i wyplacza sie jednym tchem -
potem noc maja cicha i jak dobry lotr swieta
bylem z nimi, klekalem, wiem

Mozna wiedziec to wszystko i bez konca biadolic o czlowieku - potworze i zmii. Ale ks. Twardowski naprawde wierzy w milosierdzie Boze i ta wiara nie pozwala mu nikogo potepiac. Mysle, ze tu wlasnie dotykamy sedna chrzescijanstwa, ktorego jakze czesto nie pojmuja sami chrzescijanie. Bog chrzescijan jest Bogiem wybaczajacym. A zwatpic w Jego milosierdzie - to zgrzeszyc przeciwko Niemu najciezej, to ugodzic Go w samo serce, ktore mimo to nadal niezachwianie kocha.

Ilez to strof poswiecil ks. Twardowski Jezusowi kochajacemu, niekochanemu, Bogu przychodzacemu do czlowieka ze swa miloscia niewzajemna. Czlowiek sie od Boga odwraca, nie zauwaza Go, nie slucha, zamyka przed Nim drzwi, ucieka. Bog do siebie nie zmusza, nie zniewala soba. Czeka z anielska - rzec by mozna - cierpliwoscia. Nawiedza z delikatnoscia sobie tylko wlasciwa. Daje znaki, jakie tylko On dawac potrafi. I czeka, wciaz czeka.

W rozmowie z Helena Zaworska ks. Twardowski mowi: "...milosc Pana Jezusa byla czyms zupelnie niezwyklym, czyms innym od ludzkich miar. On umarl z milosci takze do tych, ktorzy Go zabili, modlil sie za nich, ginal za nich. Jezus jako czlowiek modlil sie do Boga, zeby nawet na najgorszego grzesznika spojrzal milosiernym okiem. (...) Jezus umiera za tych, ktorzy Go zniszczyli (...).Tego nie ma w innych religiach, zaden z wielkich medrcow nie wymyslil tak niezwyklej milosci, jaka czuje Jezus".

Wezwanie do przebaczenia, do milowania nieprzyjaciol pozostaje ciagle bodaj najtrudniejszym i zarazem najdoskonalszym postulatem chrzescijanstwa. I jest wiecznie aktualne, zawsze naglace. Przypomnial je ostatnio Ojciec Swiety Jan Pawel II w swoim oredziu na Wielki Post, ktory wlasnie przezywamy. "Jedyna droga do pokoju jest przebaczenie". (...) "Milosc do tych, ktorzy nas skrzywdzili, rozbroi przeciwnika i moze przemienic nawet pole bitwy w miejsce solidarnej wspolpracy. (...) nie tylko ten, kto jest przyczyna wrogosci, ale i ten, kto jej doznaje, winien dazyc do pojednania". "Milosc nie pamieta zlego" - powtarza Papiez za sw. Pawlem i dodaje: "przebaczenie jest jedna z najwznioslejszych form milosci".

Gdy grzesznik zaluje, a skrzywdzony przebacza - w takim swiecie urzeczywistnia sie Krolestwo Boze, spelnia sie modlitewna prosba "Przyjdz Krolestwo Twoje". Bog odpuszcza nam winy, "jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Wtedy latwiej uwierzyc, ze dobro, choc ciche i nienachalne, jednak zwycieza.

Ks. Jan Twardowski ufa laskawosci Bozej bezgranicznie, jest nia urzeczony, jest w niej zakochany. Prawde o niej przyjmuje bez zastrzezen, bez zbednych pytan, naiwnie, jak dziecko. Bo "wierzy sie najprosciej/ wiary przemadrzalej szuka sie u diabla" - napisal w wierszu Jestes, ktorego fragment stal sie mottem omawianej ksiazki. Duzo miejsca w rozmowie poswiecono wierze "malutkiej", czyli wierze dzieciecej, niedoroslej, jeszcze "zielonej", nieprzygniecionej ciezarem dogmatow i teologii. Zdaniem ksiedza, trzeba po prostu wierzyc, ze Bog jest. "To wystarczy na cale czlowiecze zycie, nie jest konieczna wiara poglebiona, wiara z dyplomem".

W wierszu O wierze poeta napisal:

Jak czesto trzeba tracic wiare
urzedowa
nadeta
zadzierajaca nosa do gory
asekurujaca
gloszona stad dotad
zeby odnalezc te jedyna
wciaz jak wegiel jeszcze zielony (...)

Te wiare "malutka" kaplan nazywa Laska Ufnosci, czyli zdolnoscia akceptacji Tajemnicy. Wierzacy powinien byc jak dziecko, ktore ciagle sie dziwi, zdumiewa i godzi z tym, co niepojete. W Modlitwie poeta zwraca sie do Jezusa Frasobliwego:

(...) pewnie martwia Cie ludzie
ktorzy sa jak katechizm
na kazde pytanie
musza miec koniecznie odpowiedz

Bo "wiara w jakims sensie - wyjasnia ks. Jan - musi byc naiwna. Nie da sie jej zrozumiec".

Na uwage Heleny Zaworskiej, ze religia jest rodzajem poezji, "zbiorem metafor na temat Boga", ksiadz-poeta odpowiada: "Raczej paradoksow. Nie mozna inaczej mowic o Bogu, jak tylko paradoksami". I jest to bardzo trafny komentarz odautorski, gdyz - rzecz ciekawa - bodaj najczestsza, fundamentalna wrecz w jego poezji figura stylistyczna jest nie metafora, lecz paradoks wlasnie. Niezliczona ilosc utworow ks. Twardowskiego zbudowana jest na paradoksach, czym tworca - moim zdaniem - nawiazuje do poezji barokowej, ktora - co warto w tym miejscu przypomniec - obfitowala w liryki religijne.

Zreszta barokowosc stylu ks. Twardowskiego w polaczeniu z niebarokowa prostota to temat na odrebna rozprawe!

Jest taki wiersz dziekczynny, bez tytulu, znakomicie ilustrujacy zamilowanie poety do paradoksow, a jednoczesnie bedacy wyrazem wiary dziecinnej, wiary "malutkiej".

Dziekuje Ci po prostu za to, ze jestes
za to, ze nie miescisz sie w naszej glowie, ktora jest za logiczna
za to, ze nie sposob Cie ogarnac sercem, ktore jest za nerwowe
za to, ze jestes tak bliski i daleki, ze we wszystkim inny
za to, ze jestes juz odnaleziony i nie odnaleziony jeszcze
ze uciekamy od Ciebie do Ciebie
za to, ze nie czynimy niczego dla Ciebie, ale wszystko dzieki Tobie
za to, ze to czego pojac nie moge - nie jest nigdy zludzeniem
za to, ze milczysz. Tylko my - oczytani analfabeci
chlapiemy jezykiem

Rozmowa z ksiedzem Twardowskim podzielona jest na rozdzialy w ukladzie podyktowanym biografia kaplana. Pierwszy z nich to Wiara dziecieca; drugi - Niebo w plomieniach czy Laska Ufnosci - nawiazuje do okresu mlodzienczego; nastepnie Ziemia w plomieniach (czyli czas wojny i okupacji); potem: Wlasnego kaplanstwa sie lekam, Obcowanie z Bogiem, Pokusy i ciezary poznania, Uczmy sie kochac ludzi az po ostatni Starosc tez radosc. W toku bardzo naturalnej i bezposredniej rozmowy zyciorys ksiedza jest tylko tlem dla tematow uniwersalnych, takich jak milosc i samotnosc, wiara i Tajemnica, dobro i zlo. Niemniej, z tla mozna wylowic interesujace i czesto wzruszajace szczegoly, ktore skladaja sie na bardzo osobisty, pelen ciepla i humoru biogram poety.

W domu rodzinnym, ktory wspomina z wielkim rozrzewnieniem jako dom dobrych ludzi, otaczaly go az cztery kobiety: matka i siostry. Od dziecka pasjonowala go przyroda. Nieustannie sie nia zachwycal i dziwil. Niesmialy, uwazal sie za "brzydkie kaczatko"; "zreszta do teraz tak uwazam" - dodaje. Jako mlody czlowiek nie przezywal kryzysu wiary. Mial zawsze poczucie istnienia Boga. "On jakos instynktownie byl we mnie niepodwazalny (...). Meczyly mnie tylko nieraz rzeczy zewnetrzne, niektore rodzaje religijnosci". W latach gimnazjalnych zwiazany byl z pismem mlodziezy licealnej Kuznia Mlodych. Zawsze duzo czytal i wlasnie z milosci do ksiazek, po zdanej w 1936 r. maturze, rozpoczal studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. W 1937 r. wydal debiutancki tomik Powrot Andersena, "bardzo czechowiczowski", jak mowi. Studia przerwala wojna. Prace magisterska o Godzinie mysli Slowackiego obronil bedac juz w seminarium, w 1947 r., pod kierunkiem prof. Waclawa Borowego.

W czasie okupacji mial dwa marzenia: "po pierwsze zostac zolnierzem, a po drugie miec jakas ukochana kobiete". Ani jedno, ani drugie sie nie spelnilo. Z rozbrajajaca szczeroscia ksiadz Twardowski wyznaje: "Jak zyje, nie mialem powodzenia u kobiet!". Do konspiracji wprowadzil go szwagier, ktory wciagnal go takze do powstania warszawskiego. "Nie mialem broni, bo broni bylo za malo (...). Zostalem ranny w noge (...) i szczerze mowiac, bylem z tej rany dumny, chociaz nie uwazalem sie, naturalnie, za zadnego bohatera. Bylem tak zachwycony powstancami, ze uwierzylem, ze jestem jednym z nich, ale nigdy w zyciu nie mowilem, ze bylem zolnierzem, tylko, ze bylem w Powstaniu". Po klesce pozostal z ciezkim poczuciem, ze tylu ich zginelo, a on zyje, nie wiadomo dlaczego. Helena Zaworska przypomniala w tym miejscu napisany w 1947 r. wiersz O spacerze po cmentarzu wojskowym, ktorego dramatyzm w swietle osobistych wspomnien poety przybiera na sile.

Ze tez wtedy beze mnie
przewracali sie w helmie
lecac twarza bledziutka na bruk
Jurku z Wojtkiem i Jankiem
klekam z lampka i wiankiem
z czarnym kloszem sutanny u nog
Przeminelo, odeszlo w milczeniu
jak pod kocem na wycieczce ziemia
swiece lampke rekoma obiema
gdzie pod helmem
dawnych oczu nie ma

Zaraz po swieceniach zostal wyslany na wies, do Zbikowa. W tym okresie uczyl dzieci opoznione w rozwoju. Swoja pierwsza parafie wspomina ze szczegolnym rozrzewnieniem. Slady tych serdecznych uczuc mozna odnalezc w wielu jego wierszach. Po czterech latach przeniesiono go do Warszawy, gdzie sprawowal opieke duszpasterska kolejno: na Zoliborzu w parafii sw. Stanislawa Kostki, na Saskiej Kepie, w kosciele Wszystkich Swietych, a w 1959 r. zostal rektorem u ss. wizytek na Krakowskim Przedmiesciu i pelni te funkcje az do dzis. W tym samym roku wyszedl jego pierwszy powojenny tomik, ktory, zanim mogl byc wydany, przelezal w wydawnictwie szesc lat.

Jego poezje dostrzezono dopiero na poczatku lat 80. Posypaly sie wtedy liczne nagrody i entuzjastyczne recenzje. Popularnosc poety stale wzrasta. Przybywa mu wielbicieli. Jak obliczyl ks. Waldemar Wojdecki (ktory wydal Rozmowy pod modrzewiem - bardzo interesujacy tomik wypowiedzi ks. Twardowskiego o wybitnych ludziach), juz w 1999 r. wszystkie publikacje autora Znakow ufnosci osiagnely laczny naklad okolo miliona egzemplarzy. Przypomnijmy, ze Elementarz ksiedza Twardowskiego dla najmlodszego, sredniaka i starszego (przepiekna antologia, o ktorej pisalam przed rokiem na lamach Przegladu Polskiego) przez wiele miesiecy zajmowal czolowe pozycje na listach bestsellerow i zwyciezyl w ogloszonym przez Rzeczpospolita plebiscycie na najlepsza ksiazke 2000 r.

"Dobra jest wiecej i ono utrzymuje byt wszystkiego, bo inaczej nie byloby od dawna odrobiny zycia na tej ziemi" - przekonuje poeta. Byc moze ma racje. Nie wiem. Ale na pewno fakt, ze jego tworczosc przyciaga coraz wieksze rzesze czytelnikow zdaje sie swiadczyc, ze ludzi dobrej woli nie jest wcale tak malo, jak sklonni jestesmy czesto sadzic. Bo przeciez ze strof i rozwazan ks. Jana bije blask dobroci i przepojonej miloscia madrosci. I juz samo dazenie do spotkania z tym blaskiem jest przejawem szlachetnych poszukiwan i wznioslych tesknot.

O dobroci ks. Twardowskiego trafnie napisal w latach 60. Jan Spiewak, poeta, maz Anny Kamienskiej, z ktora laczyla ksiedza wieloletnia przyjazn: "Stanowczo niedoceniony jest jako poeta Jan Twardowski, drukujacy rzadko piekne swoje wiersze. Zawsze gleboko mnie wzruszaja te doprawdy humanistyczne utwory dobrego czlowieka. Tak, dobrego. Nie znam innego wspolczesnego poety polskiego, ktory bylby tak dobry dla ludzi, jak wlasnie Twardowski. Kazda linijka, kazda zwrotka, kazde slowo jego wierszy nieustannie swiadczy o tej dobroci".

W ostatnim rozdziale Rozmowy z ks. Twardowskim jest mowa o starosci. Czy rzeczywiscie nie udala sie Panu Bogu? Zdaniem ks. Jana, warunkiem przezwyciezenia zgorzknienia, smutku i beznadziei, zachowania pogody ducha, uratowania poczucia sensu jest milosc, ktora ma szanse przetrwac mimo niedolestwa, choroby, slabosci. Bo "najpierw starzeje sie cialo, potem umysl, a na koncu serce". A poza tym, starosc to okres szczegolny, mozna powiedziec - uprzywilejowany. Jest to czas, "kiedy Boga oglada sie juz z bliska". Z biegiem lat od spotkania z Bogiem dzieli czlowieka coraz krotszy dystans.

"Czy nie masz zadnego leku przed koncem?" - pyta Zaworska. "To jest troche tak, jak z podroza samolotem: czlowiek jednoczesnie boi sie i cieszy.(...) Boimy sie czegos obcego, nieznanego, umierania. Ale to nie znaczy, ze nie ma w nas takze radosci", bowiem to, co dotad bylo zakryte, tajemnicze, niepojete, stanie sie zrozumiale. "Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; - naucza sw. Pawel w liscie do Koryntian - wtedy zas zobaczymy twarza w twarz" (1Kor., 13, 12a).

Jak echo przywolanego przeze mnie cytatu ze sw. Pawla brzmi konczace ksiazke wyznanie. Wyznanie, ktore urzeka i poraza zarazem - swiadectwo prawdziwej wiary: "Nareszcie wszystko sie wyjasni - to przeciez nieslychanie poruszajace. Ten swiat juz nic dla nas nie ma, ale tamten, ktory tylko sobie wyobrazalismy, odsloni sie. Na te mysl czuje calym soba dreszcz szczescia".

----------------------

Rozmowa z ksiedzem Twardowskim. Helena Zaworska - ksiadz Jan Twardowski, Wydawnictwo Literackie, Krakow 2000, s. 152, cena 14 dol. plus NY tax i 5,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail