ELZBIETA BIELEWICZ
Ale dobra jest wiecej...
- o rozmowie Heleny Zaworskiej z ks. Janem Twardowskim
Przyciskany do muru pytaniami o zlo w swiecie, o skazona
grzechem nature ludzka, o okrucienstwa totalitaryzmow, ksiadz
Jan Twardowski powtarza z uporem: "Ale dobra jest wiecej,
choc bywa niezauwazalne". "Zlo jest krzykliwe, halasliwe,
naglosnione", nie znaczy to jednak, ze jest silniejsze,
ze przewaza. Nigdy nie mial watpliwosci, ze komunizm upadnie,
podobnie jak inne zbrodnicze systemy.
Optymizm ksiedza Jana nie jest naiwna wiara w niewinnosc
czlowieka, bowiem grzech i slabosc ludzka to prawda, z ktora
styka sie na co dzien jako cierpliwy spowiednik i zyczliwy
powiernik ludzi, ktorzy przychodza do niego ze swymi dramatami
i rozterkami. Ksiadz Twardowski zna wiec ludzkie serca od
podszewki. I mimo to, a moze wlasnie dlatego, nikogo nie
oskarza, nie tylko kamieniem, ale nawet gromiacym spojrzeniem
nie rzuca. Wierzy w "swiety Kosciol grzesznikow", ktorzy
potykajac sie czesto i upadajac, bladzac i zbaczajac, ciagle
jednak ku Bogu podazaja i za Bogiem tesknia. "Swiety Kosciol
grzesznikow" to wspolnota wierzacych-niewierzacych, bo z
wiara tak bywa, ze raz jest, a raz jej nie ma. Raz rozkwita,
jasnieje, potem przysypia, omdlewa, marnieje, by znowu powrocic
- zdarza sie, ze w jednej chwili, w jednym okamgnieniu,
w gwaltownym swiatla Bozego rozblysnieciu.
Napisal kiedys:
Tylko mali grzesznicy spowiadaja sie dlugo
w niepokoju goracych warg - (...)
Ale wielcy grzesznicy na blysk maly przyklekna
i wyplacza sie jednym tchem -
potem noc maja cicha i jak dobry lotr swieta
bylem z nimi, klekalem, wiem
Mozna wiedziec to wszystko i bez konca biadolic o czlowieku
- potworze i zmii. Ale ks. Twardowski naprawde wierzy w
milosierdzie Boze i ta wiara nie pozwala mu nikogo potepiac.
Mysle, ze tu wlasnie dotykamy sedna chrzescijanstwa, ktorego
jakze czesto nie pojmuja sami chrzescijanie. Bog chrzescijan
jest Bogiem wybaczajacym. A zwatpic w Jego milosierdzie
- to zgrzeszyc przeciwko Niemu najciezej, to ugodzic Go
w samo serce, ktore mimo to nadal niezachwianie kocha.
Ilez to strof poswiecil ks. Twardowski Jezusowi kochajacemu,
niekochanemu, Bogu przychodzacemu do czlowieka ze swa miloscia
niewzajemna. Czlowiek sie od Boga odwraca, nie zauwaza Go,
nie slucha, zamyka przed Nim drzwi, ucieka. Bog do siebie
nie zmusza, nie zniewala soba. Czeka z anielska - rzec by
mozna - cierpliwoscia. Nawiedza z delikatnoscia sobie tylko
wlasciwa. Daje znaki, jakie tylko On dawac potrafi. I czeka,
wciaz czeka.
W rozmowie z Helena Zaworska ks. Twardowski mowi: "...milosc
Pana Jezusa byla czyms zupelnie niezwyklym, czyms innym
od ludzkich miar. On umarl z milosci takze do tych, ktorzy
Go zabili, modlil sie za nich, ginal za nich. Jezus jako
czlowiek modlil sie do Boga, zeby nawet na najgorszego grzesznika
spojrzal milosiernym okiem. (...) Jezus umiera za tych,
ktorzy Go zniszczyli (...).Tego nie ma w innych religiach,
zaden z wielkich medrcow nie wymyslil tak niezwyklej milosci,
jaka czuje Jezus".
Wezwanie do przebaczenia, do milowania nieprzyjaciol pozostaje
ciagle bodaj najtrudniejszym i zarazem najdoskonalszym postulatem
chrzescijanstwa. I jest wiecznie aktualne, zawsze naglace.
Przypomnial je ostatnio Ojciec Swiety Jan Pawel II w swoim
oredziu na Wielki Post, ktory wlasnie przezywamy. "Jedyna
droga do pokoju jest przebaczenie". (...) "Milosc do tych,
ktorzy nas skrzywdzili, rozbroi przeciwnika i moze przemienic
nawet pole bitwy w miejsce solidarnej wspolpracy. (...)
nie tylko ten, kto jest przyczyna wrogosci, ale i ten, kto
jej doznaje, winien dazyc do pojednania". "Milosc nie pamieta
zlego" - powtarza Papiez za sw. Pawlem i dodaje: "przebaczenie
jest jedna z najwznioslejszych form milosci".
Gdy grzesznik zaluje, a skrzywdzony przebacza - w takim
swiecie urzeczywistnia sie Krolestwo Boze, spelnia sie modlitewna
prosba "Przyjdz Krolestwo Twoje". Bog odpuszcza nam winy,
"jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Wtedy latwiej
uwierzyc, ze dobro, choc ciche i nienachalne, jednak zwycieza.
Ks. Jan Twardowski ufa laskawosci Bozej bezgranicznie,
jest nia urzeczony, jest w niej zakochany. Prawde o niej
przyjmuje bez zastrzezen, bez zbednych pytan, naiwnie, jak
dziecko. Bo "wierzy sie najprosciej/ wiary przemadrzalej
szuka sie u diabla" - napisal w wierszu Jestes, ktorego
fragment stal sie mottem omawianej ksiazki. Duzo miejsca
w rozmowie poswiecono wierze "malutkiej", czyli wierze dzieciecej,
niedoroslej, jeszcze "zielonej", nieprzygniecionej ciezarem dogmatow i teologii. Zdaniem ksiedza, trzeba po prostu
wierzyc, ze Bog jest. "To wystarczy na cale czlowiecze zycie,
nie jest konieczna wiara poglebiona, wiara z dyplomem".
W wierszu O wierze poeta napisal:
Jak czesto trzeba tracic wiare
urzedowa
nadeta
zadzierajaca nosa do gory
asekurujaca
gloszona stad dotad
zeby odnalezc te jedyna
wciaz jak wegiel jeszcze zielony (...)
Te wiare "malutka" kaplan nazywa Laska Ufnosci, czyli zdolnoscia
akceptacji Tajemnicy. Wierzacy powinien byc jak dziecko,
ktore ciagle sie dziwi, zdumiewa i godzi z tym, co niepojete.
W Modlitwie poeta zwraca sie do Jezusa Frasobliwego:
(...) pewnie martwia Cie ludzie
ktorzy sa jak katechizm
na kazde pytanie
musza miec koniecznie odpowiedz
Bo "wiara w jakims sensie - wyjasnia ks. Jan - musi byc
naiwna. Nie da sie jej zrozumiec".
Na uwage Heleny Zaworskiej, ze religia jest rodzajem poezji,
"zbiorem metafor na temat Boga", ksiadz-poeta odpowiada:
"Raczej paradoksow. Nie mozna inaczej mowic o Bogu, jak
tylko paradoksami". I jest to bardzo trafny komentarz odautorski,
gdyz - rzecz ciekawa - bodaj najczestsza, fundamentalna
wrecz w jego poezji figura stylistyczna jest nie metafora,
lecz paradoks wlasnie. Niezliczona ilosc utworow ks. Twardowskiego
zbudowana jest na paradoksach, czym tworca - moim zdaniem
- nawiazuje do poezji barokowej, ktora - co warto w tym
miejscu przypomniec - obfitowala w liryki religijne.
Zreszta barokowosc stylu ks. Twardowskiego w polaczeniu
z niebarokowa prostota to temat na odrebna rozprawe!
Jest taki wiersz dziekczynny, bez tytulu, znakomicie ilustrujacy
zamilowanie poety do paradoksow, a jednoczesnie bedacy wyrazem
wiary dziecinnej, wiary "malutkiej".
Dziekuje Ci po prostu za to, ze jestes
za to, ze nie miescisz sie w naszej glowie, ktora jest za
logiczna
za to, ze nie sposob Cie ogarnac sercem, ktore jest za nerwowe
za to, ze jestes tak bliski i daleki, ze we wszystkim inny
za to, ze jestes juz odnaleziony i nie odnaleziony jeszcze
ze uciekamy od Ciebie do Ciebie
za to, ze nie czynimy niczego dla Ciebie, ale wszystko dzieki
Tobie
za to, ze to czego pojac nie moge - nie jest nigdy zludzeniem
za to, ze milczysz. Tylko my - oczytani analfabeci
chlapiemy jezykiem
Rozmowa z ksiedzem Twardowskim podzielona jest na
rozdzialy w ukladzie podyktowanym biografia kaplana. Pierwszy
z nich to Wiara dziecieca; drugi - Niebo w plomieniach
czy Laska Ufnosci - nawiazuje do okresu mlodzienczego;
nastepnie Ziemia w plomieniach (czyli czas wojny
i okupacji); potem: Wlasnego kaplanstwa sie lekam, Obcowanie z Bogiem, Pokusy i ciezary poznania, Uczmy sie kochac ludzi az po ostatni Starosc tez
radosc. W toku bardzo naturalnej i bezposredniej rozmowy
zyciorys ksiedza jest tylko tlem dla tematow uniwersalnych,
takich jak milosc i samotnosc, wiara i Tajemnica, dobro
i zlo. Niemniej, z tla mozna wylowic interesujace i czesto
wzruszajace szczegoly, ktore skladaja sie na bardzo osobisty,
pelen ciepla i humoru biogram poety.
W domu rodzinnym, ktory wspomina z wielkim rozrzewnieniem
jako dom dobrych ludzi, otaczaly go az cztery kobiety: matka
i siostry. Od dziecka pasjonowala go przyroda. Nieustannie
sie nia zachwycal i dziwil. Niesmialy, uwazal sie za "brzydkie
kaczatko"; "zreszta do teraz tak uwazam" - dodaje. Jako
mlody czlowiek nie przezywal kryzysu wiary. Mial zawsze
poczucie istnienia Boga. "On jakos instynktownie byl we
mnie niepodwazalny (...). Meczyly mnie tylko nieraz rzeczy
zewnetrzne, niektore rodzaje religijnosci". W latach gimnazjalnych
zwiazany byl z pismem mlodziezy licealnej Kuznia Mlodych.
Zawsze duzo czytal i wlasnie z milosci do ksiazek, po zdanej
w 1936 r. maturze, rozpoczal studia polonistyczne na Uniwersytecie
Warszawskim. W 1937 r. wydal debiutancki tomik Powrot
Andersena, "bardzo czechowiczowski", jak mowi. Studia
przerwala wojna. Prace magisterska o Godzinie mysli Slowackiego obronil bedac juz w seminarium, w 1947 r., pod
kierunkiem prof. Waclawa Borowego.
W czasie okupacji mial dwa marzenia: "po pierwsze zostac
zolnierzem, a po drugie miec jakas ukochana kobiete". Ani
jedno, ani drugie sie nie spelnilo. Z rozbrajajaca szczeroscia
ksiadz Twardowski wyznaje: "Jak zyje, nie mialem powodzenia
u kobiet!". Do konspiracji wprowadzil go szwagier, ktory
wciagnal go takze do powstania warszawskiego. "Nie
mialem broni, bo broni bylo za malo (...). Zostalem ranny
w noge (...) i szczerze mowiac, bylem z tej rany dumny,
chociaz nie uwazalem sie, naturalnie, za zadnego bohatera.
Bylem tak zachwycony powstancami, ze uwierzylem, ze jestem
jednym z nich, ale nigdy w zyciu nie mowilem, ze bylem zolnierzem,
tylko, ze bylem w Powstaniu". Po klesce pozostal z ciezkim
poczuciem, ze tylu ich zginelo, a on zyje, nie wiadomo dlaczego.
Helena Zaworska przypomniala w tym miejscu napisany w 1947
r. wiersz O spacerze po cmentarzu wojskowym, ktorego
dramatyzm w swietle osobistych wspomnien poety przybiera
na sile.
Ze tez wtedy beze mnie
przewracali sie w helmie
lecac twarza bledziutka na bruk
Jurku z Wojtkiem i Jankiem
klekam z lampka i wiankiem
z czarnym kloszem sutanny u nog
Przeminelo, odeszlo w milczeniu
jak pod kocem na wycieczce ziemia
swiece lampke rekoma obiema
gdzie pod helmem
dawnych oczu nie ma
Zaraz po swieceniach zostal wyslany na wies, do Zbikowa.
W tym okresie uczyl dzieci opoznione w rozwoju. Swoja pierwsza
parafie wspomina ze szczegolnym rozrzewnieniem. Slady tych
serdecznych uczuc mozna odnalezc w wielu jego wierszach.
Po czterech latach przeniesiono go do Warszawy, gdzie sprawowal
opieke duszpasterska kolejno: na Zoliborzu w parafii sw.
Stanislawa Kostki, na Saskiej Kepie, w kosciele Wszystkich
Swietych, a w 1959 r. zostal rektorem u ss. wizytek na Krakowskim
Przedmiesciu i pelni te funkcje az do dzis. W tym samym
roku wyszedl jego pierwszy powojenny tomik, ktory, zanim
mogl byc wydany, przelezal w wydawnictwie szesc lat.
Jego poezje dostrzezono dopiero na poczatku lat 80. Posypaly
sie wtedy liczne nagrody i entuzjastyczne recenzje. Popularnosc
poety stale wzrasta. Przybywa mu wielbicieli. Jak obliczyl
ks. Waldemar Wojdecki (ktory wydal Rozmowy pod modrzewiem - bardzo interesujacy tomik wypowiedzi ks. Twardowskiego
o wybitnych ludziach), juz w 1999 r. wszystkie publikacje
autora Znakow ufnosci osiagnely laczny naklad okolo
miliona egzemplarzy. Przypomnijmy, ze Elementarz ksiedza
Twardowskiego dla najmlodszego, sredniaka i starszego (przepiekna antologia, o ktorej pisalam przed rokiem na
lamach Przegladu Polskiego) przez wiele miesiecy
zajmowal czolowe pozycje na listach bestsellerow i zwyciezyl
w ogloszonym przez Rzeczpospolita plebiscycie na
najlepsza ksiazke 2000 r.
"Dobra jest wiecej i ono utrzymuje byt wszystkiego, bo
inaczej nie byloby od dawna odrobiny zycia na tej ziemi"
- przekonuje poeta. Byc moze ma racje. Nie wiem. Ale na
pewno fakt, ze jego tworczosc przyciaga coraz wieksze rzesze
czytelnikow zdaje sie swiadczyc, ze ludzi dobrej woli nie
jest wcale tak malo, jak sklonni jestesmy czesto sadzic.
Bo przeciez ze strof i rozwazan ks. Jana bije blask dobroci
i przepojonej miloscia madrosci. I juz samo dazenie do spotkania
z tym blaskiem jest przejawem szlachetnych poszukiwan i
wznioslych tesknot.
O dobroci ks. Twardowskiego trafnie napisal w latach 60.
Jan Spiewak, poeta, maz Anny Kamienskiej, z ktora laczyla
ksiedza wieloletnia przyjazn: "Stanowczo niedoceniony jest
jako poeta Jan Twardowski, drukujacy rzadko piekne swoje
wiersze. Zawsze gleboko mnie wzruszaja te doprawdy humanistyczne
utwory dobrego czlowieka. Tak, dobrego. Nie znam innego
wspolczesnego poety polskiego, ktory bylby tak dobry dla
ludzi, jak wlasnie Twardowski. Kazda linijka, kazda zwrotka,
kazde slowo jego wierszy nieustannie swiadczy o tej dobroci".
W ostatnim rozdziale Rozmowy z ks. Twardowskim jest
mowa o starosci. Czy rzeczywiscie nie udala sie Panu Bogu?
Zdaniem ks. Jana, warunkiem przezwyciezenia zgorzknienia,
smutku i beznadziei, zachowania pogody ducha, uratowania
poczucia sensu jest milosc, ktora ma szanse przetrwac mimo
niedolestwa, choroby, slabosci. Bo "najpierw starzeje sie
cialo, potem umysl, a na koncu serce". A poza tym, starosc
to okres szczegolny, mozna powiedziec - uprzywilejowany.
Jest to czas, "kiedy Boga oglada sie juz z bliska". Z biegiem
lat od spotkania z Bogiem dzieli czlowieka coraz krotszy
dystans.
"Czy nie masz zadnego leku przed koncem?" - pyta Zaworska.
"To jest troche tak, jak z podroza samolotem: czlowiek jednoczesnie
boi sie i cieszy.(...) Boimy sie czegos obcego, nieznanego,
umierania. Ale to nie znaczy, ze nie ma w nas takze radosci",
bowiem to, co dotad bylo zakryte, tajemnicze, niepojete,
stanie sie zrozumiale. "Teraz widzimy jakby w zwierciadle,
niejasno; - naucza sw. Pawel w liscie do Koryntian - wtedy
zas zobaczymy twarza w twarz" (1Kor., 13, 12a).
Jak echo przywolanego przeze mnie cytatu ze sw. Pawla brzmi
konczace ksiazke wyznanie. Wyznanie, ktore urzeka i poraza
zarazem - swiadectwo prawdziwej wiary: "Nareszcie wszystko
sie wyjasni - to przeciez nieslychanie poruszajace. Ten
swiat juz nic dla nas nie ma, ale tamten, ktory tylko sobie
wyobrazalismy, odsloni sie. Na te mysl czuje calym soba
dreszcz szczescia".
----------------------
Rozmowa z ksiedzem Twardowskim. Helena Zaworska
- ksiadz Jan Twardowski, Wydawnictwo Literackie, Krakow
2000, s. 152, cena 14 dol. plus NY tax i 5,50 dol. porto
w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |